IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Mieszkanie pana Macleana

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3  Next
Liczba postów : 324
avatar
Hayden Maclean
Małe mieszkanie// Hayden Maclean

Mieszkanie ma dwa pokoje, jeden większy, który może służyć za salon, i jeden mniejszy. Posiada również osobną kuchnię i łazienkę, z kanalizacją i ciepłą wodą z bojlera.

Sprzęty:
- mała kuchnia węglowa
- duży bojler
- żelazko
- chłodziarka z eterem

Łączne zużycie węgla to 9,89 jednostki.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 560
avatar
Megan Mclean
<---Ze szpitala

Znalazła się pod drzwiami Macleana. Nawet nie wiedziała, kiedy tutaj dotarła. W głowie się jej wszystko kłębiło i sama nie wiedziała co ma ze sobą zrobić. Czy powinna coś robić. Z zaskoczeniem uświadomiła sobie, że nigdy wcześniej u Haydena nie była. Z lekkim wahaniem zacisnęła dzwonek bo nie była pewna czy raczej nie powinna się odwrócić na pięcie i wszystkiego nie przemyśleć. Tylko czy to by coś zmieniło.
Kiedy Hayden otworzył drzwi dojrzał Megan bladą jak ścianę i wyraźnie szczuplejszą niż jak się ostatnio widzieli.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 324
avatar
Hayden Maclean
/ początek

Hayden poprawiał kolokwia. Siedział nad zabazgranymi kartkami i nie mógł się nadziwić. Jedni wypisywali niewyobrażalne głupoty, mylili liczbę masową z atomową, niektóre wzory wyglądały tak jakby cały układ okresowy wywrócili do góry nogami. Aż się zastanawiał, jak ta banda idiotów dostała się na studia. Ale z drugiej strony trafiał na prace bardzo dobre, które świadczyły o potencjale studentów. Z tą drugą grupą chciałby pracować. Ale niestety wychodziło na to, że studenci niekoniecznie darzyli do sympatią. Nawet znowu znalazł kutasa narysowanego na jednym z nich. Odważnie.
Z zamyślenia wyrwał go dzwonek do drzwi. On podniósł głowę, a Siri leżący u jego stóp uczynił to samo. Pies niuchnął, zerwał sie i zaczął merdać ogonem. Hayden widział więc, kogo zobaczy za drzwiami. Uśmiechnął się ciepło, odsuwając kolokwia na bok. Przeczesał dłonią włosy i poszedł otworzyć drzwi, a otworzył je z szerokim uśmiechem. Kąciki ust szybko jednak mu opadły. Bez zastanowienia ujął kobietę za ramiona i wciągnął do mieszkania. Nachylił się lekko.
- Na Boga, Megan, co się stało? Wyglądasz jak zjawa. - przyłożył dłoń do jej czoła, sprawdzając czy ta nie ma gorączki. Od razu zaczął się o nią martwić. Może cos zjadła? Może coś się stało?
Siri wydawał się tez odczuwać humory Megan. Nie skakał z radością, za to ocierał sie o jej nogi i szturchał wilgotnym nosem jej dlon. Jakby domagał sie pieszczot.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 560
avatar
Megan Mclean
Przez sekundę przemknęło jej przez myśl, że jednak powinna się odwrócić na pięcie i udać do mieszkania. Tam wsunąć głowę pod kołdrę i przez następne osiem miesięcy nie wychylać się na świat.
Drzwi jednak się otworzyły i stanął w nich Hayden, uśmiechnięty. Chyba pozazdrościła mu tej błogiej chwili nieświadomości.
Pozwoliła się wciągnąć bez protestów do mieszkania i chciała się przywitać z Sirim, który kręcił się obok jej nóg. Pochyliła się lekko by podrapać psa po uszach i w tym samym momencie znowu poleciała w ciemność. Miejmy nadzieję, że Hayden ją złapie bo w przeciwnym wypadku rozbije swój kształtny nosek.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 324
avatar
Hayden Maclean
Pies pierwszy zauważył, a raczej wyczuł wyraźne osłabienie Megan, a zaraz potem Hayden dostrzegł jej odpływający wzrok i oczy wywracające się do góry. Zareagował błyskawicznie, chroniąc dziewczynę przed upadkiem. Teraz zaczął się martwić jeszcze bardziej i z trwogą przygarnął do siebie wiotkie ciało Megan, by wziąć ją na ręce i zanieść na kanapę. Siri nerwowo kręcił się obok tej dwójki. Niepokój było widać również w oczach zwierzęcia.
Hayden przykucnął, dłoń położył na chłodnym czole kobiety. Była osłabiona. Zastanawiał się co wywowołało w niej tak silną emocjonalną reakcję.
- Megan. - szepnął. - Megan, słyszysz mnie?
Jeszcze nie klepał jej po policzku.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 560
avatar
Megan Mclean
Omdlenie nie trwało zbyt długo. Nie było potrzeby okładania biednej kobiety po twarzy.
Powoli otworzyła powieki i zamrugała nimi usiłując złapać ostrość. Zarejestrowała, że znajduje się w pozycji horyzontalnej a nad sobą ma zatroskaną twarz Haydena. Tuż obok pojawił się pysk psa. Uświadomiła sobie, że znowu musiała zemdleć. To nie wróżyło zbyt dobrze. Zwłaszcza w jej stanie. Właśnie jej stan. Instynkt przygnał ją pod te drzwi ale czy to był dobry odruch? Może powinna najpierw wszystko przemyśleć ale wtedy nie byłaby sobą. Zawsze najpierw działała.
Ostrożnie usiłowała się podnieść do pozycji siedzącej, chociaż leżenie z uniesionymi nogami byłoby chyba bardziej wskazane.
- Mogę prosić o szklankę wody.- głos jej nieco drżał, kiedy prosiła Haydena o napój.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 324
avatar
Hayden Maclean
Bez słowa zerwał się i poszedł po wodę. Z każdą chwilą martwił się coraz bardziej. Wrócił z wodą, tym razem przysiadł na skraju kanapy. Siri jak na zawołanie również wskoczył na siedzisko w nogach Megan, wtulił łeb gdzieś w okolicy jej kolan. Obserwował kobietę. On również wydawał się zatroskany.
- Megan, na Boga, powiedz co się stało. - pogłaskał ją po głowie. - Na pewno mogę ci jakoś pomoc.
Biedny Hayden. Nie wiedział w co się pakuje tymi słowami.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 560
avatar
Megan Mclean
Denerwowała się i to bardzo mocno. Sytuacja, okoliczności. Nie sądziła, że tak się potoczy jej życie. Brakowało jej w tej chwili rodziny, z którą mogłaby porozmawiać, która pomogłaby podjąć odpowiednie decyzje.
- Dziękuję.- lekko się uśmiechnęła i upiła kilka łyków wody w między czasie Siri ulokował się na jej kolanach. Obecność psa była uspokajająca. Automatycznie wolną ręką gładziła go między uszami.
- Ja....- zaczęła niepewnie i przez głowę przemknęła jej myśl by jednak nic mówić. Odwlec ten moment ale Hayden był zbyt ważny by mogła go tak potraktować. To dobry honorowy mężczyzna. Zasługiwał na to by dowiedzieć się, że zostanie tatą.
- Ja..- zaczęła jeszcze raz. Wzięła głęboki oddech i w końcu wyartykułowała.- Jestem w ciąży.- spojrzała na twarz mężczyzny obserwując jego reakcję.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 324
avatar
Hayden Maclean
Hayden patrzył na Megan z zatroskanym wzrokiem, prosząc w myślach, by już to z siebie wykrzytusiła, bo odchodzi od zmysłów. Bal sie, że ktoś jej zdobił krzywdę. Nie wiedział jeszcze, że to on jest winowajcą tego stanu. Patrzył, słuchał. I wtedy padło to stwierdzenie faktu. ( To wspaniale, a z kim? ) Hayden mógłby przysiąc, że brzmiało jak obsuwającą się gilotyna. Nadal patrzył. Co prawda myślał o tm wcześniej, ale uznał, że sprawa się rozmyła, że jego wojownicze plemniki nie trafiły na statek, na jaki powinny trafić. A te trafiły, dokonały abordażu, a teraz zacumowały - a przynajmniej jeden z nich zacumował na stałe w zatoce Macicy Megan. Zrobiło mu się sucho w gardle. Odchrząknął, dochodząc jakoś do siebie. Nie dlatego, że chciał. Po prostu to nie byłoby dobre, gdyby Megan widziała go zbyt długo zastanawiającego się.
- To to sprawia, że masz takie zmęczone spojrzenie? To cię trapi? - przesunął dłonią po jej policzku. - Nie musisz się o nic martwić. Nie zostawię cię. Wszystko odbędzie się tak, jak powinno.
Pochylił się, by pocałować Megan w chłodne czoło. Hayden był odpowiedzialnym meżczyzną. Ale... Niw był do konca pewny milosci. Za to był pewny przyjaźni, jaką darzył Megan. I wiedział, że za nic w świecie nie uciekłby od odpowiedzialności. Nie zostawi jej samej.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 560
avatar
Megan Mclean
Widziała jak zatroskane spojrzenie zamienia się w zaskoczenie. Niczego innego się nie spodziewała a mimo to zakuło ją w środku. Milczenie ze strony mężczyzny nie trwało pewnie dłużej niż kilka sekund ale w tym czasie w jej głowie zdążyło powstać kilka chaotycznych scenariuszy. Jeden polegał na przedzieraniu się pieszo przez pustynię do Kaan-anu, co wyraźnie świadczyło o obecnym stanie jej nerwów.
- Na Ra a nie powinno?- dolna warga lekko jej zadrżała jakby zaraz miała się rozpłakać. Wszystko było nie tak. - Chcę do domu.-w jej głosie brzmiała żałość a w głowie odbijały się echem słowa Haydena, że wszystko odbędzie się jak powinno. Już nie było i nie będzie. Chyba była na granicy histerii od której ataku powstrzymały ją nagłe mdłości. Zerwała się i ruszyła do łazienki. Nie znała mieszkania, ale w końcu trafiła do odpowiedniego pomieszczenia, gzie pochylając się nad toaletą, pozbyła się zawartości swojego żołądka.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 324
avatar
Hayden Maclean
Pies zeskoczył z kanapy w tym samym momencie, w którym Megan się zebrała. Hayden widział jej pobladłą twarz i to, co zaraz miało nastąpić.
- Na lewo! - pokierował kobietę, pies pobiegł za nią, a on pozostał sam w salonie.
Serce mu się łamało na myśl, że Megan cierpi przez niego, że niechciana ciąża wysysa z niej życie i energię, że jest tym wszystkim zmartwiona do granic możliwości... Może spędzając z nią noc przekreślił jej ideały. Nie było wielkiej miłości, ślubu, a potem wyczekiwanego potomka. Wszystko było nie tak, odwrotnie, na opak, a Hayden chyba wygłupił się ze stwierdzeniem, że wszystko odbędzie się tak, jak powinno. Podrapał się po kudłach.
W łazience Megan rzygała, klęcząc przed muszlą klozetową. Hayden przykucnął za nią, odgarnął jej włosy z twarzy, przytrzymał. Troskliwie gładził ją przy tym po głowie, a gdy skończyła, po prostu przyciągnął ją do siebie i przytulił. Zamknął w swoich objęciach czy tego chciała czy nie.
- Nie bój się. - powiedział w jej włosy. Głos miał pewny. - Przecież to nic złego. Zaopiekuję się tobą. Zaopiekuję się naszym dzieckiem. Pobierzemy się, jak najszybciej.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 560
avatar
Megan Mclean
Pustym żołądkiem szarpały skurcze. Nie miała już co z siebie wyrzucać bo od jakiegoś czasu nie zjadła porządnego posiłku. Na samą myśl o jedzeniu miała ochotę biegnąć do toalety. Teraz kiedy znała przyczynę takiego stanu rzeczy nie mogła się nadziwić, że od razu na to nie wpadła. Jak mogła być tak głupia?! No jak?!
Nawet nie wiedziała, kiedy Hayden znalazł się obok niej i troskliwie podtrzymał jej włosy. Po wszystkim przytuliła się do niego szukając ciepła i pociechy. Była głupia goniąc za mrzonkami, za obietnicami czegoś co nigdy nie miało nadejść. Hayden zawsze był obok niej niczym skała i opoka. Wtuliła nos w jego klatę rozdarta uczuciami, które się w niej kumulowały.
Jego słowa brzmiały kojąco i uspokajająco. Mógł się wyprzeć dziecka, które rosło w jej łonie. Mógł powiedzieć, że to jej problem. Nie zrobił jednak ani jednej z tych rzeczy. Zamiast tego obiecywał spokój stabilizację i to, że nikt nie będzie wytykał jej dziecka palcami czy nazywał bękartem. Pewność brzmiąca w głosie Haydena nieco ją uspokoiła. Podniosła zaczerwienione oczy by na niego spojrzeć. Nim się zgodzi na jego plan, który w chwili obecnej wydawał się najrozsądniejszym rozwiązaniem, musiała go o coś zapytać.
- A co będzie jak naprawią samolot i będę chciała wrócić do domu?- to była ważna kwestia. Czy wtedy się rozwiodą? Czy Hayden wróci z nią i weźmie jeszcze jeden ślub i w ich obrządku co dla wierzącej Megan było niezwykle ważne? Na to mógł odpowiedzieć tylko i wyłącznie mężczyzna, który trzymał ją w objęciach.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 324
avatar
Hayden Maclean
Czując, że Megan uspokaja się w jego ramionach, on również odczuł spokój. Przez chwilę bał się, że kobieta zacznie panikować. I wcale jej się nie dziwił - była mocno wierząca, miała swoje zasady, a wpadka z przyjacielem rozbijała nieco jej poglądy i idee.
Jej pytanie było trudne. Właściwe, ale trudne. Nie dziwił się, że padło. Milczał chwilę, chciał się zastanowić nad odpowiedzią.
- Jeśli takie będzie twoje życzenie, wrócę z tobą. - powiedział w końcu, gładząc ją po policzku.
Nie wiadomo kiedy i czy w ogóle naprawią samolot. Nie wiadomo, co stanie się do tego czasu. Ale jednego był pewien - na pewno nie zostawi ani Megan, ani tym bardziej swojego syna. Miał jednak nadzieję, że nigdy do tego nie dojdzie. Nie chciał poświęcać swojej kariery tutaj, ale wiedział, że zrobi to dla dobra rodziny.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 560
avatar
Megan Mclean
Chwila ciszy trwała jej zdaniem w nieskończoność.Miała ochotę chwycić odruchowo za pierścionek, ale po raz kolejny uświadomiła sobie, że przecież od dużego czasu już nie nosi ze sobą swojego amuletu. Nie poganiała jednak Haydena. Decyzje, które podejmował miały wpływ na nich oboje. Czuła się jakby zamykała mu drogę do wszystkiego. Pamiętała ich rozmowę. To z jakim entuzjazmem mówił o pracy i życiu tutaj. Wiedziała, że chciał pozostać w Zigguracie. Czuła się winna ale wolała by decyzje zostały podjęte teraz niż gdyby mieli po jakimś czasie rozbijać rodzinę.
Odetchnęła słysząc jego słowa. Nawet nie zdawała sobie sprawy, że wstrzymuje oddech. Nie wiedziała co by zrobiła gdyby powiedział, że tu zostanie, tak samo jak nie miała pojęcia co by zrobiła gdyby Hayden się wyparł dziecka i wystawił ją za drzwi. Jak dałby sobie radę?
Przytuliła policzek do jego dłoni.
- Przepraszam.- odezwała się z poczuciem winy. Zazwyczaj sama pokutowała za swoje wyskoki ale tym razem rykoszetem oberwał Hayden. Samolubnie pozwoliła mu przejąć odpowiedzialność.
-Masz może dodatkową szczoteczkę do zębów?- lekko się uśmiechnęła zadając to pytanie, choć nadal była blada jak trup.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 324
avatar
Hayden Maclean
- Nie masz za co. - odparł. - Wszystkim się zajmę.
Pies kręcił się wokół nich niecierpliwie. Wiedział, że coś się dzieje, wyczuwała napięcie. Chciał pomóc, dlatego co rusz szturchał nosem to Megan to Haydena.
- Dodatkowa szczoteczka... - Hayden odruchowo podrapał się po karku z zakłopotaną miną. Był tylko mężczyzną. Nie miał w domu nic zapasowego. Nie ogarniał takich prostych przedsięwzięć. - Przykro mi, ale nie.
Zrobił przepraszającą minę, a żeby nie przeciągać milczenia, pomógł Megan wstać.
- Ale zaraz pójdę do sklepu. - zreflektował się zaraz. - Zresztą... Powinnaś zostać do wieczora a potem do rana. - zaproponował. - Nie wypuszczę cię teraz, gdy już tu jesteś. Ostatnio mogłaś mi odmówić, ale teraz... - pokręcił głową. - Zostajesz.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 560
avatar
Megan Mclean
Wszystkim się zajmę. W jej głowie słowa odbiły się echem. Tak było prościej. Łatwiej zostawić wszystko w rękach Haydena i po prostu poddać się losowi, który sprowadził ją do tego miejsca.
- Nie musisz. Dam sobie jakoś radę palcem.- szczyt finezji to nie był ale chodziło o to by pozbyć się paskudnego smaku w ustach i prawdę mówiąc nie chciała by Hayden gdziekolwiek wychodził. Chyba potrzebowała właśnie tego co dawał jej w tej chwili, czyli spokoju i pewności siebie.
- Denerwuje się.- spojrzała na kręcącego się w okół nich psa.- Już nie będzie jedynakiem. Myślisz, że dziecko będzie mu przeszkadzało?- podniosła się do pozycji pionowej z pomocą mężczyzny. Wyglądało na to, że żołądek nieco się uspokoił.
- Dobrze.- kiwnęła głową.- Zostanę.- skierowała się do umywalki, gdzie obmyła chłodną wodą twarz i palcem wyczyściła zęby by pozbyć się nieprzyjemnego smaku. W międzyczasie pomyślała, że decyzja zapadła po mimo tego, że nie powiedziała wyraźnego tak. Tyle decyzji było do podjęcia. Kto się ma do kogo wprowadzić? Na szczęście mieli jeszcze sporo czasu by zadecydować, przynajmniej tak się jej wydawało.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 324
avatar
Hayden Maclean
To był rozsądek. Dobre wychowanie. Odpowiedzialność. Nie zdążyli jeszcze uporać się z uczuciami, jakie się między nimi rodziło, a tu już miało się narodzić coś innego. Zbyt wiele się działo, by pozostawić gdzieś miejsce na miłość. Hayden zdawał sobie sprawę i nawet w pewnym sensie było mu przykro, że Megan musi przez to przechodzić. Pewnie nie tego spodziewała się od życia. Maclean zastanowił się teraz mimowolnie czy będzie dla niej substytutem. Rodziną, którą dostała, ale którą niekoniecznie chciała. Westchnął w duchu - wszystko zaczynało być trudne i skomplikowane. Ale wierzył też, że sobie z tym poradzą.
Oparł się o ścianę, patrząc na Megan, gdy ta już robiła ze sobą porządek. Siri rzeczywiście się denerwował.
- Jest dobrze wytresowany. - skwitował. I tak było w istocie. Hayden poświęcił wiele czasu i energii, by wyrobić Siriemu charakter.
Odbił się od ściany, wyszedł na chwilę, po czym wrócił ze swoją bawełnianą koszulką. Podał ją Megan. Razem z ręcznikiem.
- Weź prysznic, położysz się. - uśmiechnął się łagodnie. - Musisz odpocząć. Zrobię kolację. - podrapał się po karku. - Chociaż nie ręczę za jakość.
Przez chwilę patrzył w milczeniu na kobietę. Rozumiał, że ciąża ją przeraziła. Ale...
- Czasem życie nie jest idealne, Megan. - powiedział to z uczuciem, nie musiała się bać. - Ale obiecuję ci, że zawsze będę przy tobie. W roli męża lub w jakiekolwiek będziesz chciała. - ucałował ją w czoło. - I nie martw się. - wyszczerzył zęby. - Skoro już się stało co się stało, to nie pozostaje nam nic innego, jak tylko się cieszyć.
Klepnął ręką w udo.
- Choć, Siri. Dajmy Megan trochę prywatności.
Po tych słowach wyszedł do kuchni.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 560
avatar
Megan Mclean
Zerknęła na Haydena, który opierał się o ścianę. W chwili obecnej bardzo dużo by dała by dowiedzieć się co siedzi w jego głowie. W pewnym sensie burzyła mu wszystko co miał zaplanowane i odbierała szansę na miłość. W jej ciemnych oczach malowało się poczucie winy. W chwili obecnej wszystko wydawał o się proste ale co będzie, kiedy on pokocha kogoś innego? Czy wtedy zostanie i tak sama z dzieckiem czy będą grali szczęśliwą rodzinę? Ona przynajmniej miała świadomość, że raczkujące uczucie, które żywiła do Josha nie będzie miało nigdy szans na to by wypuścić mocne pędy. Zaczynało się jej znowu od tego wszystkiego kręcić w głowie.
- Tak masz rację. - lepiej było zwrócić uwagę na psa niż na kłębiące się myśli.- Zresztą to jest najmądrzejszy i najśliczniejszy pies pod słońcem, prawda kudłaczu.- pochyliła się by pogłaskać ciemną sierść. Najchętniej wtuliłaby w nią nos i sobie pobeczała ale chyba już dość dram zafundowała Haydenowi na dziś.
- Kolacja to chyba nie jest dobry pomysł.- poczuła jak jej żółć podchodzi do gardła na samą myśl o jedzeniu.- Z resztą się zgadzam.- Prysznic był doskonałym pomysłem. Da jej chwilę na oswojenie się z sytuacją bo w sumie nawet nie pomyślała spokojnie, tylko prosto ze szpitala pognała po ratunek do Haydena. Na dobrą sprawę to o czymś świadczyło.
- Hayden.- zwróciła się do mężczyzny nim ten opuścił łazienkę.- Obiecuję, że postaram się być dobrą żoną i matką.
W jakiś czas potem wyszła z łazienki. W koszulce, która sięgała jej prawie kolan. Z wilgotnymi włosami. I lekko zaczerwienionymi oczami ale w ewidentnie lepszej formie niż jeszcze godzinę temu
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 324
avatar
Hayden Maclean
Na jej ostatnie słowa w łazience po prostu się uśmiechnął. Nie chciał naciskać, nie chciał deklaracji zachowań i uczuć. Wiedział, że oboje zachowają się odpowiedzialnie. Może to nie jest wymarzona miłść i rodzina, ale... Szczęśliwa rodzina może przecież polegać na czymś innym.
Niemal wytargała za sobą psa za klaki, bo Siri koniecznie chciał zostać w łazience. Hayden jednak uznał, że będzie lepiej, gdy pies nie będzie lampił na nagą Megan. Potem udał się do kuchni, przeszukał szafki i stwierdził z miną faceta, który nie ogarnia, że nie ogarnia. Więc właściwie westchnął tylko z ulgą, że Megan jednak nie oczekiwała niczego specjalnego. Dlatego ostatecznie zaparzył im dobrą herbatę i zdobił grzanki. Zawsze coś. A jak matka jego dziecka poczuje się lepiej to może przyjdzie czas na coś innego...
Myśl, źe jednak sie nie sprawdza, sprawiła, że jednak chciał zrobić coś wiecej niż marne grzanki. Więc postawił na naleśniki. Miał jednak mało czasu, więc gdy Megan weszła do kuchni, zastała Haydena walczącego z ciastem. Mieszał je w misce, na włosach miał mąkę, na policzku nieco białka, co w gruncie rzeczy wyglądało obrzydliwie.
Zerknął przez ramię na Megan. Usmiechnal się radosnie. Na pewno nie zamierzał dać po sobie poznać, ze to wszystko go troche przerasta.
- No już, Megan, nie martw się. - machnął ręką, z ktorej troche posypała się mąka. - Widzę, że nadal się martwisz. Więc, mówię, przestań. Stało się. Nic z tym nie zrobimy, prócz tego, że będziemy szczęśliwi. - wycelował w nią brudna od ciasta drewniana łyżka. - Mam nadzieje, ze sie zgadzasz.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 560
avatar
Megan Mclean
Rozejrzała się po kuchni, która przypominała pobojowisko, w tym chyba byli podobni z Haydenem, bo ona również gotując robiła nazwijmy to bałagan organizacyjny. Sprzątanie tego było później zawsze męką.
Obciągnęła koszulkę, która odkrywała jej zdaniem stanowczo zbyt wiele. Nie by Hayden już tego wszystkiego nie widział, ale mimo wszystko. Usiadała przy stole, co nieco poprawiło sytuację. Zlustrowała Haydena od stóp do głowy a potem musiała się uśmiechnąć, bo inaczej się nie dało. Cały w mące. Upaprany czymś na policzku. Meg wolała nie wnikać, czym. Cała jego postawa działa kojąco na jej nerwy i prawdę mówiąc robiło się jej ciepło koło serca, kiedy podchodził do niej z taką troską. Miała nadzieję, że będzie potrafiła odwdzięczyć mu się tym samym. Przyjaźń wychodziła im doskonale, więc co teraz mogłoby się nie udać? Co prawda mieszkanie razem to zupełnie, co innego niż odwiedzanie się od czasu do czasu, ale przecież były plusy. Miło będzie obudzić się obok kogoś o poranku albo mieć, do kogo otworzyć buzie wieczorem.
- Masz rację. Będziemy szczęśliwi.- kiwnęła energicznie głową.- Nic innego nie wchodzi w rachubę.- nie do końca czuła tę pewność, która brzmiała w jej głosie, ale starła się.- Muszę się tylko z tym oswoić. Wiesz przez ostatni czas byłam przekonana, że mam jakąś cholerną grypę żołądkową albo zatrucie. Jestem głupia. Nawet nie pomyślałam o ciąży.- westchnęła i zabrała się za słodzenie herbaty, którą zaczęła popijać małymi łyczkami. Jej wzrok powędrował w stronę grzanek, ale nie odważyła się ich spróbować. Bała się, że znowu pobiegnie do toalety.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 324
avatar
Hayden Maclean
Chyba oboje nie byli niczego pewni, ale oboje robili dobrą minę do złej gry. Bo każda ze stron chciała, by ta druga czuła się dobrze przy zaistniałym fakcie rychłego pojawienia się dziecka. Hayden uważał, że chyba żadne z nich nie jest gotowe na potomka. Ale... Skoro to już się stało. Zrobią pewnie wszystko co w ich mocny, by go dobrze wychować.
- Ja pomyślałem o tym zaraz po... - przyznał się. Odstawił miskę, podszedł do stołu i też usiadł. Podrapał się po głowie. - Właściwie to było do przewidzenia.
Och, Haydenie, czasem powinieneś się ugryźć w język. Milczał przez chwilę.
- Wiem, że pewnie nie o tym marzysz, ale proponuję ślub w gronie znajomych i kolację w Filomenie. - wyciagnął przez stół ręce, by złapać Megan za dłonie. - Będzie miło i kameralnie, co ty na to?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 560
avatar
Megan Mclean
Oboje byli pełni dobrej woli i starali się pozytywnie spoglądać w przyszłość to zdaniem Megan dobrze rokowało dla nich i dla ich dziecka. Instynktownie położyła dłoń na swoim brzuchu, pierwszy raz ze świadomością, że spoczywa tam mała istota, którą ona i Hayden powołali do życia.
- Trzeba mi było napomknąć teraz nie czułabym się jak kompletna idiotka.- pokręciła lekko głową i wmusiła w swój żołądek kilka kolejnych łyków herbaty. Ostrożnie bo bała się kolejnych sensacji żołądkowych.- Do przewidzenia? Panie Maclean chyba ma pan wysokie mniemanie o swojej męskość.- roześmiała się lekko. Czy zrobił to celowo?
- Dobrze. Tutaj i tak nie mamy szans na odpowiedni ślub więc takie rozwiązanie będzie odpowiednie. Zresztą nie mam zbyt wiele osób do zaproszenia. Chcesz mieszkać tutaj? U mnie? Na zupełnie nowe mieszkanie raczej nas nie stać?- nie wiedziała ile Hayden zarabia na uczelni ale ona nie maiła zbyt wysokiej pensji.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 324
avatar
Hayden Maclean
- Przyszła pani Maclean, to pani jest tu nauczycielką biologii. - żartobliwie uniósł obie dłonie do góry. - Chyba nie muszę pani mówić skąd się biorą dzieci.
Zaśmiał się, ale po chwili spowaznial. Nie chciał, by Megan myślała, że on wszystko bagatelizuje. Nie było tak.
- To było prawdopodobne. Ale też pomyślałem o tym po fakcie. .. I nie myśl, że żałuję. Gdybym miał wybór zrobiłbym to jeszcze raz.
Zastanowił się nad jej kolejnymi słowami.
- Wprowadź się do mnie. Może będziemy mogli sprzedać twoje mieszkanie... lub wynegocjować coś. - zastanowił się. Wszystko było aż nazbyt konkretne. - Przepraszam, że tak to wygląda. Ze brakuje wszystkiemu romantyzmu. - znowu się roześmiał. - Ale hej, spędzimy ze sobą resztę życia, na pewno ci to wynagrodze.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 560
avatar
Megan Mclean
Pokręciła tylko głową a potem pokazała Haydenowi język. Mądrala jeden się znalazł. Rozbawił ją i chyba o to mu chodziło by nie siedziała z ponurą miną i się zamartwiała. Zawsze wiedział jak ją podejść o czym też świadczyły jego następne słowa
- Ja również nie żałuję.- to fakt wspólnej nocy nie żałowała bo była fantastyczna. Konsekwencje to inna bajka.- Chociaż za kilka miesięcy, gdy będę gruba jak beczka mogę zmienić zdanie.- dodała robiąc wymowną minę.
- Dobrze, ale po ślubie.- zaznaczyła zaraz i pogłaskała Siriego, który kręcił się obok.Wszystko zrobili na opak to przynajmniej tę jedną rzecz chciała zrobić w odpowiednio.- Na Ra, Hayden czy myślisz, że po takiej informacji jaką dziś na ciebie zrzuciłam oczekuję padania na kolana i romantycznych deklaracji?- pytanie czysto retoryczne.- Nie musisz mi niczego wynagradzać. - pokręciła lekko głową i jednak skusiła się na grzankę lekko ją podskubując.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 324
avatar
Hayden Maclean
- To nie jest kwestia tego, czego oczekujesz, ale tego, na co zasługujesz.
Powiedział to bardzo naturalnie. Nie w jakimś podniosłym tonie, ot, po prostu tak uważał, więc powiedział o tym tak, jak o faktach powszechnie znanych, jak to, że słońce wschodzi każdego ranka. Wzruszył rozbawiony ramionami.
- Chyba jednak muszę. To tobie poprzewracało się trochę życie. Ja otrzymałem po prostu dodatkowy i całkiem uroczy element. - puścił jej oko.
Porozmawiali jeszcze trochę, a potem... Pewnie poszli oboje spać. Hayden na pewno przytulał Megan podczas snu, może też trochę się rozpychał, jak małe dziecko. Rano zaś pewnie zjedli śniadanie, a potem Maclean odprowadził Megan do domu, po drodze ustalając kolejne plany.

2 x ZT
Powrót do góry Go down
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Mieszkanie pana Macleana
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 3Idź do strony : 1, 2, 3  Next
 Similar topics
-
» Mieszkanie Travisa
» Pokój w burdelu (mieszkanie Jinxa - nikt nie ma tu wstępu)
» Mieszkanie Adavieny, gdzie wtarabanił się Kaukaz
» Wciśnięte w kąt mieszkanie na poddaszu L. Davis
» Apartament nr 78 [Kira i Ryouma]

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: STARE RPOZGRYWKI I WSZYSTKO :: Miasto :: Druga strefa :: Dzielnica 1-