IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Mieszkanie pana Macleana

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
Liczba postów : 324
avatar
Hayden Maclean
First topic message reminder :

Małe mieszkanie// Hayden Maclean

Mieszkanie ma dwa pokoje, jeden większy, który może służyć za salon, i jeden mniejszy. Posiada również osobną kuchnię i łazienkę, z kanalizacją i ciepłą wodą z bojlera.

Sprzęty:
- mała kuchnia węglowa
- duży bojler
- żelazko
- chłodziarka z eterem

Łączne zużycie węgla to 9,89 jednostki.
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Liczba postów : 3941
avatar
dr Joshua Grant
Ostatecznie dr Grant i dr Maclean nie byli do siebie aż tak bardzo różni, przynajmniej jeżeli chodzi o ambicje.
- W to nie wątpię. Dlatego pierwsze co, to pomyślałem o nim. - tu przekrzywił głowę - Masz spuchnięte stopy i kostki. Nie boli cię to ? - wychylił się po poduszkę. - Chodź, położymy je nieco wyżej, powinno ci ulżyć. - uśmiechnął się
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 560
avatar
Megan Mclean
Miejmy nadzieję, że te różnice połączą obu panów a nie wrę przeciwnie. W najgorszym scenariusz dwie najważniejsze osoby w jej życiu dają sobie po mordzie. Miejmy nadzieję, że to takiego czegoś nigdy nie dojdzie.
W normalnych okolicznościach Meg pewnie wyłożyłaby się na kanapie ale teraz siedziała i pozwoliła sobie podłożyć jedną z poduszek kanapy pod stopy.
- Nie mam pojęcia dlaczego już mi puchną. Składam to na karb klimatu.- uśmiechnęła się do Josha z wdzięcznością, że zadbał o jej samopoczucie i komfort.- Za trzy miesiące pewnie będę na bosaka chodzić.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 324
avatar
Hayden Maclean
/ początek

Hayden wrócił umęczony, jakby brał udział w jakiejś stuletniej wojnie. Osobiście. Przez wszystkie lata. Spotkanie ciał nauczycielskich okazało się nudnym zabijaniem czasu, dodatkowo nie prowadzącym do żadnej konkluzji. Nie mówiąc już o tym, że rektor nie mógł sobie podarować złośliwości w stosunku do niego. Był zirytowany, ale miał nadzieję, że wieczór spędzony wspólnie z Meg pozwoli mu zapomnieć o całym tym pierdoleniu bez sensu przez parę godzin. Siri - którego zabierał na uczelnię po wynegocjowaniu tego z rektorem - wyglądał jakby miał zgoła inne uczucia. Merdał ogonem, wywalał radośnie język. Dopiero gdy weszli do mieszkania nadstawił uszu, nasłuchiwał.
- Spokojnie, staruszku. - Hayden poklepał go przelotnie po łbie, by ruszyć do salonu.
- Co za porąbany dzie... - zamarł w progu, w połowie rozwiązanym krawatem w ręku. Odchrząknął. - Nie wiedziałem, że będziemy mieć gościa. - uśmiechnął się, a potem lekko skłonił głowę na przywitanie. - Panie Grant.
Co, do kurwy, tutaj robisz?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 3941
avatar
dr Joshua Grant
- Powinnaś je odciążać, inaczej będzie jeszcze gorzej - zwrócił uwagę.- Trzymaj je trochę wyżej - podsunął jej jeszcze jedną poduszkę i wtedy też zjawił się dr Obrażalski Maclean. Wciąż go bawiło, jak bardzo Hayden się na niego zawziął. Aż zaczął mu "panować" mimo, że byli na ty.
- Hayden, witaj - on nie zamierzał mu panować, bez przesady. Zwłaszcza, że Josh był starszy. - Chciałem zamienić z Tobą parę słów...mam w zasadzie pewną propozycję...ale jak jesteś bardzo zmęczony, możemy umówić się na inny dzień. - zaproponował z uprzejmym uśmiechem
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 560
avatar
Megan Mclean
Tłumaczenie, że przecież nie może leżeć jak zwłoki i nic nie robić chyba i tak nie trafiłyby Joshowi do rozsądku, więc dla świętego spokoju pozwoliła mu podłożyć tę poduszkę więcej.
W chwilę później wpadł do pokoju Siri merdając ogonem i Meg dostała zwyczajową porcję psich czułości, zresztą odwzajemniła się tym samym.
Na widok męża wchodzącego do pokoju uśmiechnęła się i zaczęła się podnosić z tej kanapy by się z nim przywitać. Buziak ze strony Haydena byłby mile widziany.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 324
avatar
Hayden Maclean
Pies, merdając ogonem, dopadł do Megan, a gdy przywitał się ze swoją nową panią, również i Grant otrzymał parę merdnięć ogonem, a także aprobujące szczeknięcie. Siri to towarzyski pies był, niezależnie od sympatii i antypatii swego pana. Zdrajca.
Hayden podszedł do żony, gdy ta wstała. Nie tylko pocałował ją w policzek, ale również przygarnął lekko do siebie, obejmując w pasie. Miało to bardziej charakter gestu okreslajacego wlasność, niż uczucie. Hayden doskonale wiedział, że Megan nie jest głupia, że wyczuć te manifestacje. Ale nie mógł się powstrzymać. Był po prostu zazdrosny. Między Megan i Joshuą istniało naturalne porozumienie, podczas gdy między nią a Haydenem - namiętność, której trwałości nie można było przewidzieć i przyjaźń z historią zbyt krótka, by wiedzieli jak się zachowają w niesprzyjających warunkach. Mogli wyznawać sobie oddanie, a i tak oboje poruszali się w tej nowej relacji jak dzieci we mgle.
- Propozycję? - uniósł brwi.
Nie oddam ci żony na jedną noc. Nawet za milion kredytów.
Łagodnym gestem posadził Megan, po czym sam usiadł.
- Jakieś szczegóły?
Głupia sprawa. Przecież polubił Granta od samego początku. Ale potem lekarz zaczął mieć ciągoty do Megan... No i właśnie.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 3941
avatar
dr Joshua Grant
Być może Siri wyczuł zapach Pepper, w końcu Grant też posiadał psa. No i też protetyk z natury był dobrym człowiekiem, a psy to czują i lgną do takich ludzi. To, że lekarz ulokował niezbyt szczęśliwie swoje uczucia...cóż nie było to przecież złe, prawda? Josh podrapał Siri za uchem, jeśli ten gdzieś nie czmychnął.
Na tą manifestację i prawie, że oszczanie swojego terenu, uniósł brew i uśmiechnął się z delikatnym politowaniem. Jakby chciał zapytać "weź, czo ty odpierdalasz?" Dawniej by to pewnie nawet skomentował, ale życie nauczyło go trzymać język za zębami.
- Propozycję. - kiwnął głową, gdy ten już usiadł. - Dla chemika medycznego.
Sięgnął po swoją torbę lekarską i wyciągnął z niej dość opasłą teczkę i zdjęcie z...wesela Granta. Uwieczniony na nim został lider zespołu - Sinclair.
- Kojarzysz pewnie tego chłopaszka, grał u mnie na weselu z zespołem. Zachowuje się jakby miał sprężynki w łydkach i bateryjki w...no. Dwadzieścia dwa lata, student wydziału muzyki, najmłodszy od lat artysta w Ziggurackiej orkiestrze, spotyka się ze znaną u nas projektantką. Nie można mu odmówić talentu, no i wiecznie mu się micha śmieje, czego do końca nie umiem zrozumieć - kącik ust uciekł mu ku górze. - No, ale każda historia ma słodko-gorzki smak, tak już w życiu bywa. Ten idylliczny obrazek burzy jeden szczegół. Chłopak powoli umiera.
Ten to miał zacięcie dramatyczne, co nie? Powinien iść do teatru.
- Niszczy go choroba, której nie zna zigguracka medycyna. Lekarze nie znają jej przyczyny, co ją wywołuje, jedyne co wiedzą, to, że ma podłoże immunologiczne. Technicznie chłopak jest okazem zdrowia, potwierdzają to każde badania, które masz w tej teczce. Przebadano go nawet psychiatrycznie, czy nie symuluje, albo sobie nie sugeruje...Faktem jest jednak, że co jakiś czas przychodzi "atak" i wysiada wszystko, a jego własny układ immunologiczny go zabija.
Podsunął mu dokumenty.
- Zigguraccy lekarze nie umieją mu pomóc, jedynie faszerują prochami, by przy atakach uśmierzyć ból. I pewnie, w końcu jego organizm tego nie wytrzyma. - skwitował nieco beznamiętnie. - No i po tym krótkim wstępie, przechodzimy do Ciebie. - spojrzał na Haydena. - Myślę, że moja dobra znajoma jest skłonna opłacić koszty wszystkich badań i eksperymentów, które mogłyby go uratować. Tylko potrzeba tu świeżego umysłu i wiedzy, której my nie posiadamy, a być może posiada Kaan-an.
Sięgnął po filiżankę ze swoją herbatką.
- To jak? Możesz uratować czyjeś życie a przy okazji rozwinąć skrzydła. Chyba nie masz zamiaru reszty życia spędzić, użerając się ze studentami ?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 324
avatar
Hayden Maclean
Za ten uśmiech z politowaniem Grant powinien dostać po pysku. Ale on przecież wie wszystko lepiej. Łażenie po sklepach ze swoją wyjątkową przyjaciółką, podczas gdy ciężarna żona w domu - to dopiero nieskalane zachowanie. Hayden co prawda o niczym nie wiedział, ale mógłby dać Joshui w mordę ot tak, by poczuć się lepiej. Dziwna sprawa. Przecież lubi tego kolesia. Właśnie dlatego teraz wysłuchał tego, co ten ma do powiedzenia. Bądź co bądź interesy to interesy, żadne emocje nie mogły ich zakłócać.
Gdy Grant skończył, Hayden podrapał się po czuprynie.
- Nie jestem lekarzem, Joshua. - ostrzegł, ale widać było, że propozycja go zainteresowała. - Niemniej jednak przy wsparciu lekarza, mógłbym podjać się próby rozwiązania tej zagadki. - pokręcił głową. - Choć nigdy o czymś takim nie słyszałem. To znaczy o takim przypadku. A niestety tutaj nie mam dostępu do lekarskich akt. - znowu podrapał się po głowie. - No dobra. Będę potrzebował wszystkich możliwych informacji o stanie zdrowia chłopaka i historii choroby, potem będę musiał zlecić parę badań na reakcję na konkretne substancje chemiczne, a następnie porównam to z tym, co już znam.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 3941
avatar
dr Joshua Grant
Wiem, że nie jesteś. Stąd moja propozycja. Tutejsi lekarze już machają na to ręką, bo "i tak nic nie da się zrobić" - podsunął Haydenowi teczkę - To jego papiery ze szpitala. Zapoznaj się z nimi w ciągu kilku dni, bo muszę je zwrócić do archiwum.
Upił łyk herbaty, obserwując chemika uważnie.
- Z punktu widzenia medycyny, to dość ciekawy przypadek. I nie jedyny. Jego ojciec ponoć cierpiał na to samo, jednak zmarł cztery lata temu i ostatecznie nie zdążono go przed tym przebadać. Stąd teoria, że jest to coś na podłożu genetycznym... W każdym razie skontaktuje cie z panią Black, która prawdopodobnie będzie skłonna to wszystko sfinansować.
Odłożył filiżankę.
- Jest rzecz jasna ryzyko, że się nie uda... I to ci nie przysporzy popularności... Ale my, naukowcy żyjemy dla tego ryzyka, prawda? A w historii dziejów, żaden przełom nie nastąpił bez ryzyka porażki. Ach no i kwestia przekonania samego Sinclaira by spróbował jeszcze raz. Bo ukrywa to przed wszystkimi, ja się dowiedziałem czystym przypadkiem
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 560
avatar
Megan Mclean
Megan pozwoliła Haydenowi na tę małą manifestację i nawet nie była na niego zła z tego powodu. Zresztą z boku wyglądał jak mąż zakochany w żonie, który po prostu instynktownie przygarnia ją do siebie. Na twarzy Meg pojawił się uśmiech i pozwoliła się usadzić na kanapie, automatycznie znowu kładąc stopy nieco wyżej.
Siri pokręcił się po pokoju a później ułożył obok kanapy. Meg podejrzewał, że był trochę zawiedziony, iż nie mógł się wpakować na zajmowany przez nich mebel.
Wyczuwała w Haydenie rezerwę w stosunku do Josha i nie domyślała się, że to ona jest jej przyczyną. Tym bardziej było to zaskakujące, że przecież przy pierwszym spotkaniu niczego takiego miedzy nimi nie było. Podejrzewałaby nawet, że zostaną serdecznymi przyjaciółmi.
Nie mieszała się do rozmowy mężczyzn tylko się jej przysłuchując. Osobiście uważała, że Hayden mógłby przyjąć tę propozycję, ale w żaden sposób nie zamierzała naciskać na męża.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 324
avatar
Hayden Maclean
Hayden wziął teczkę, otworzył ją mechanicznie, zerknął na pierwszą stronę, choć w tym momencie nie miał zamiaru przyglądać się temu wnikliwie. Słuchał tego, co Grant ma do powiedzenia. Potakiwał głową, a przy mowie o ryzyku uśmiechnął się kwaśno.
- Juz i tak nie jestem zbyt popularny, łagodnie rzecz ujmując. - zamknął teczkę i odłożył na bok. - Ten przypadek może mi tylko pomóc.
Brzmiał jakby był pewny siebie, ale w rzeczywistości miał wątpliwości. Zajęcie się ta sprawa oznaczało danie chlopakowi nadziei. I nie byłoby w tym nic złego, gdyby miał pewność, że znajdzie lekarstwo. Ale nie miał. No cóż.. Niemniej jednak rozwiązanie tej zagadki było warte ryzyka. A przynajmniej tak się Haydenowi wydawało.
- W porządku. Zapoznam się z teczka. Zobaczymy co z tego wyjdzie.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 3941
avatar
dr Joshua Grant
No i super. Załatwił wszystko co chciał.
- W takim razie, skontaktuję cię z panią Black, jeżeli ta wyrazi chęć finansowania tych badań. Tymczasem na mnie już pora. Żona czeka, takie tam. - wstał i uśmiechnął się - Dziękuję za herbatę.
Pożegnał się z Haydenem uściskiem dłoni, podrapał Siri za uchem, Meg zaś otrzymała ciepły uśmiech, bo Maclean mógłby dostać spazmów, gdyby pocałował ją w policzek.
No i sobie poszedł do żony

/zt
Powrót do góry Go down
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Mieszkanie pana Macleana
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3
 Similar topics
-
» Mieszkanie Travisa
» Pokój w burdelu (mieszkanie Jinxa - nikt nie ma tu wstępu)
» Mieszkanie Adavieny, gdzie wtarabanił się Kaukaz
» Wciśnięte w kąt mieszkanie na poddaszu L. Davis
» Apartament nr 78 [Kira i Ryouma]

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: STARE RPOZGRYWKI I WSZYSTKO :: Miasto :: Druga strefa :: Dzielnica 1-