IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Dom pogrzebowy

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
Admin
Liczba postów : 4129
avatar
Admin

Dom pogrzebowy "Eternity" od wielu pokoleń świadczy profesjonalne i kompleksowe usługi pogrzebowe. Kultywuje kulturę pogrzebu, opierając się na wiedzy czerpanej z wieloletniego doświadczenia. W dużym budynku znajduje się biuro dla klientów oraz pomieszczenie, gdzie można pożegnać się ze zmarłym. Budynek jest połączony z krematorium. Po ceremonii pogrzebowej urny są uroczyście wiezione na wyznaczone miejsce muru, gdzie prochy zostają rozsypane.

Motto: Człowiek dobrze wychowany chętnie żyje i chętnie umiera.

W ofercie:

  • Kompleksowe usługi pogrzebowe
  • Kremacja zmarłych
  • Przygotowanie osoby zmarłej do ostatniej podróży


Cennik wyjściowy/najtańsze opcje dla Trzeciej Strefy:
Wystawienie zwłok na katafalku w celu możliwości pożegnania - 7 K za usługę
Trumna, gdy nie chce się widzieć ciała - 15 K
Urna wypożyczona - tylko do przeniesienia prochów i wysypania - najtańszy model 3 K
Urna własna - 7 K
Procesja do murów, jeśli ktoś sobie życzy - 15 K

Ceny dla Drugiej Strefy - elegancki standard:
Trumna - 20 K
Urna własna- 15 K

Cena usług takich, jak ceremonia pożegnalna czy procesja ustalane indywidualnie.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 40
avatar
Myron R. Canfield
/ początek  

Myron siedział za biurkiem w swoim gabinecie. Był juz wieczór, a lampy naftowe rozwietlały niewielkie pomieszczenie w całkiem niewielkim stopniu. Oczywiście Canfield mógł sobie pozwolić na to, by w jego domu pogrzebowym została zamontowana instalacja elektryczna, ale nasz kochany grabarz szanował dzieło rąk swych poprzedników. Poza tym ogień był jak metafory życia - trawił każdy dzień, napędzany swoego rodzaju paliwem, by gasnąć u kresu dni. Mężczyzna rozsiadł się wygodnie na fotelu, czekając na kolejnych klientów. Potarł palcami nasadę nosa. Nigdy nie lubił tej pracy. Eileen i Timothy pewnie gdzieś teraz robili to, na co mieli ochotę, Myron musiał dbac o rodzinny interes. Czy uważał to za niesprawiedliw? Może. Ale też koniecznie, dlatego swoja parcę wykonywał najlepiej, jak umiał. Bez narzekania. No, może poza tym wewnętrznym.
Dzwonek do drzwi wyrwał Myrona z rozmyslań, unisół głowę, ale w pierwszej chwili nie reagując na dźwięk. Dopiero po minucie podniósł się.
Kilentką okazała się młoda, ładna i cichutka dziewczyna, która niedawno straciła matkę. Z późniejszych szlochów wynikało, że ojca straciła na wojnie. Myron objął opiekuńczym gestem młodziutką Stephanie i poprowadził ją do biura, by mogli omówić warunki umowy i szczegóły uroczystości. Mówił cicho, spokojnie, okazując jak największy szacunek zmarłej i zrozumienie córki. Dziewcyna była bardzo dzielna, tylko raz się rozpłakała.
Po podpisaniu papierów, Myron odprowadził dziewczynę do drzwi. Po zamknięciu drzwi westchnął. Tyle śmierci. Chyba stał się juz cąłkowicie odporny na wieści, że ktoś umarł. Zastanawiał się, jakby zareagował, gdyby wiadomość dotyczyła kogoś bliskiego. Pewnie dowie sie tego, gdy taka informacja kiedyś go dopadnie. Bo co do tego nie miał żadnej wątpliwości.
Po ciężkim dniu udał się na spoczynek na piętro, gdzie mieściło się jego mieszkanie.

ZT
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1500
avatar
Nicolas Fitzroy
apartament Emily --->

Pan Fitzroy odziany w ciemny garnitur, a tylko w takich można go teraz spotkać, przyszedł do domu pogrzebowego. Musiał załatwić wszystkie formalności, wiedział, że nikt tego za niego nie zrobi. Musiał przybrać kamienną, opanowaną twarz, przebrnąć przez rozmowę, potem uroczystość pożegnania.
Wszedł do biura dla klientów, pukając do odpowiedniego pokoju. Miał wrażenie, że w tym budynku było bardzo, bardzo ponuro. Nic dziwnego, spodziewał się tego, choć miał nadzieję, że nie odczuje tego aż tak mocno. Nacisnął klamkę, kiedy usłyszał "proszę" i wszedł do środka. Skinął mężczyźnie głową.
-Dzień dobry.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 40
avatar
Myron R. Canfield
/ początek

Myron kręcił się na obrotowym krześle za biurkiem, w dłoni trzymał ołówek, którym stukał lekko o drewniany blat przy każdym obrocie. Może i wyglądał, jakby się nudził, ale w gruncie rzeczy myślał i planował przyszłość swoją i domu pogrzebowego. Nie martwił się o interes. Ludzie zawsze będą umierać.
Kiedy usłyszał pukanie, odpowiedział uprzejmym "proszę" i wstał, a na jego twarzy od razu pojawił się spokojny, niemal współczujący wyraz twarzy. Mężczyzna, ktory do niego przybył, był... Dziwnie znajomy. Dopiero po paru sekundach Myron uświadomił sobie, że wielokrotnie widział go w gazecie, w Kronice. Przybyły mężczyzna nazywał się Nickolas Fitzroy. Niedawno zamordowano mu żonę, a brat zginął podczas ostatniej burzy. Tragedia życiowa. Ból, łzy, cierpienie. Jak mam być szczęśliwy, gdy na codzień babram się w takim gównie? - zapytał sam siebie, a na twarzy automatycznie pojawił sie jeszcze bardziej zbolały wyraz twarzy. - Dzięki, tato. Ustawiłeś mnie do końca życia...
- Słucham pana? - zapytał łagodnie, oczekujący, jednocześnie podchodząc i zapraszając Nickolasa by usiadł. - Bardzo mi przykro z powodu pana straty. Chciałby się pan czegoś napić? Wody, kawy, herbaty... Czegoś mocniejszego? - zrobił przepraszająco minę, jakby pierwszy raz zdażyło mu sie zadać to ostatnie pytanie. - Czasem to pomocne, gdy trzeba ustalić szczegóły...
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1500
avatar
Nicolas Fitzroy
Nicolas prawdę mówiąc spodziewał się chyba starszego pana z bródką, ponieważ był jakby odrobinę zdziwiony widząc młodego mężczyznę. Może nie dzieciaka, ale te nie pana po czterdziestce.
-Nie, nie, dziękuję.-odpowiedział na pytanie odnośnie napojów. Wystarczyło, że popijał wieczorami, w ciągu dnia chciał mieć trzeźwiejszy umysł, choć to nie pomagało w codziennym bólu. Wspomnienia będą dokuczały tak czy inaczej.
Usiadł na krześle przed biurkiem, rozpinając guzik marynarki i poprawił jej poły, by wygodnie mu się siedziało.
-Chciałbym zorganizować uroczystość pogrzebową dwóch osób.
Nie wiedział czy w dobrym tonie było organizowanie jednego pogrzebu i dla Liliane i Ezekiela, mało go to obchodziło. Wiedział, że dwóch pożegnań z bliskimi nie wytrzyma.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 40
avatar
Myron R. Canfield
Myron usiadł za biurkiem, splótł dłonie, polozyl je na stole. Chociaż Nicolas wypowiedział tylko dwa zadania, słuchany był, jakby to były najważniejsze dwa zdania na swiecie. Bo w sumie były. Wyrażały pragnienia klienta Canfielda, a pragnienia te miały zostac zaspokojone. Dwa pogrzeby na raz. Myron pokiwał głowa. Pewnie oszczędza... - pomyślał zdawkowo, ale mysl ta była mało znacząca. I od razu zapomniana. Ot, luźna wstawka.
- Czego pan oczekuje, cichego i spokojnego pożegnania czy czegos dla większej ilości osob? Wszystko mozemy przygotować tutaj, ale jesli taka bedzie pana wola, ostatnie pożegnanie moze sie odbyć w pana mieszkaniu.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1500
avatar
Nicolas Fitzroy
Oszczędzał na weselu, oszczędza na pogrzebach, w sumie racja, ale pieniądze były chyba ostatnim o czym Nico myślał.
Zastanowił się chwilę. W zasadzie nie wiedział czego chciał, nie miał żadnych oczekiwań, był tym wszystkim tak przybity, że nawet nie chciało mu się o tym wcześniej myśleć. Bardzo zapragnął, żeby była przy nim teraz młoda żona, która by mu pomogła, bo Liliane zawsze mu pomagała. I właśnie dlatego, że Lila i Ez byli tak mocno obecni w jego życiu - ta ostatnia podróż niesiona z wiatrem powinna być wyjątkowa. Nie głośna, nie aż nadto uroczysta.
-Wolałbym, żeby to odbyło się tutaj.-odpowiedział. Nie czuł się na siłach wracać do swojego mieszkania, a co dopiero żegnać tam brata i żonę.
-Niewiele osób, jedynie rodzina i najbliżsi przyjaciele.
Policzył w myślach. Od niego z rodziny przyjdzie ojciec, choć nie był tego pewien. Na pewno Emily, Fanny, może jej mąż, Dave, Granta nie chciał fatygować. Tak, niewiele ich będzie.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 40
avatar
Myron R. Canfield
- Rozumiem. - przytaknął Myron ze zrozumieniem. - Proszę zatem o wysłanie listy gości. Zajmiemy się zaproszeniami i wszystkimi formalnościami.
Przez pierwsze lata pracy Myron podczas takich rozmów zawsze myslal o klientach, o ich stracie, o ludziach, którzy odeszli i ogólnie o przemijaniu. Jednak nawet smierć potrafi spowszechnieć. Dlatego dyrektor domu pogrzebowego robił stragityzowaną minę, choć w rzeczywistosci myślał o tym, że w końcu chyba będzie musiał zatrudnić gosposię. Nawet na pol etatu.
- Proszę mi wybaczyć, to bedzie jedno z najtrudniejszych pytań, jakie pan dzisiaj usłyszy. - tu przepraszająco mina. - W jakim stanie sa ciała? Czy maja byc przygotowane do, proszę mi wybaczyć słowo, wystawienia? Czy raczej życzy oan sobie zamknięte trumny?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1500
avatar
Nicolas Fitzroy
Pokiwał głową, że rozumiał. Wydawał się być teraz bardzo oszczędny w słowach. Nic dziwnego, bał się, że nastąpi załamanie, kiedy nie będzie w stanie utrzymać nerwów i emocji na wodzy. Tego by nie chciał, otworzyć się przed obcym człowiekiem.
-Prosiłbym zamknięte trumny. Będą ustawione zdjęcia.-odpowiedział. I tak będzie wystarczająco trudno, kiedy będzie spoglądał na trumny, w których będą leżeć ciała. Nie chciał patrzeć się na martwe twarze Liliane i Ezekiela. I nikt inny na pewno też nie. Zwłaszcza, że trochę czasu minęło i ciała nie były w zbyt dobrym stanie, nawet jeżeli leżały w chłodni.
-W jaki sposób później odbywa się kremacja? Pańscy pracownicy zabierają trumny i później następuje rozrzucenie popiołów na murach, tak?
Skąd miał wiedzieć? Pogrzeb matki organizował jeszcze ojciec, póki nie miał ich w dupie.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 40
avatar
Myron R. Canfield
- Rozumiem.
Myron znowu pokiwał ze współczuciem głową, po czym dyskretnie podsunął Nickolasowi katalog z trumnami i urnami. I cenami oczywiście. Nigdy tego nie lubił - mieszania pieniędzy do śmierci. Czuł się trochę tak, jakby pobierał pieniądze za urządzenie publicznego show. Czuł się jak dyrektor cyrku. Kurwa. "Cyrku". Opanuj się, Myron.
- Wszystko zależy od pana. My mamy tylko obowiązek dokonać kremacji. Cała uroczystość może być podyktowana tym, czego pan oczekuje. Zazwyczaj pożegnanie zmarłego następuje w głównej sali, gdzie każdy może powiedzieć coś od siebie. Później trumna jest przenoszona do sali kremacyjnej. Każdy może w tym uczestniczyć. A następnie... Cóż. To zależy, co chciałby pan zrobić z prochami. Zazwyczaj pochód żałobny udaje się na mury miasta, by rozsypać tam prochy. Można to jednak zrobić w bardziej intymny sposób.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1500
avatar
Nicolas Fitzroy
Przesunął kartkę w swoim kierunku. Szybko prześledził ofertę, starając podejść się do tego jak najbardziej na chłodno. Podniósł spojrzenie na pana Canfielda. Pokiwał głową.
-I tak zrobimy. Chciałbym żeby była to standardowa uroczystość, bez zbyt dużego zwracania uwagi i robienia z tego szopki.
Opuścił znów wzrok na cennik. Każda usługa ma swoją cenę. Nawet na śmierci można zarabiać.
-To bym poprosił.-wskazał na dwie, proste, choć eleganckie trumny, jedną z jaśniejszego drewna, drugą z mocno ciemnego. Z urnami też nie przesadzał z cenami. Może i pisali o nim w gazecie, ale wielkiego majątku to on nie miał. Wszystko wyniosło około stu kredytów, a jeszcze trzeba doliczyć do tego koszt kremacji i udostępnienia sali.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 40
avatar
Myron R. Canfield
Gdyby Myron słyszał myśli i postanowienia Nickolasa, pewnie pomyślałby skrycie w duchu: Nic chuja. Nie wiedział jednak o tym, jakie problemy materialne targają młodym wdowcem, więc nic nie pomyślał. Dosłownie. Dał klientowi czas na przejrzenie katalogu, starając się przy tym wyłapywać każdy ruch twarzy w zależności od tego, na jaki produkt patrzył.
- W takim razie uroczystość będzie cicha, skromna, ale elegancka. - wyciągnął ręce, by wziąć od Nickolasa katalog. - Przygotuję kosztorys i prześlę panu do podpisu.
Wyciągnął z szuflady czarny, gruby zeszyt. Otworzył go tam, gdzie zaznaczała wstążka. Podsunął go Fitzroyowi.
- Proszę wpisać swoje dane kontaktowe.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1500
avatar
Nicolas Fitzroy
Pokiwał głową.
-Tak, myślę, że tak właśnie zrobimy.
Podobała mu się ta wizja. Nie chciał robić z tego szopki. Przysunął ku sobie zeszyt, wpisał swoją godność, adres i numer telefonu.
-Proszę bardzo. W takim razie czekam na odzew.-podniósł się powoli. Uśmiechnął się słabo, choć serdecznie. Pożegnał się z mężczyzną i wyszedł.

/zt
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 40
avatar
Myron R. Canfield
Myron pożegnał się z klientem lekkim uśmiechem i uściśnięciem dłoni oraz zapewnieniem, że wkrótce napisze. Jasne, że napisze. Musiał dbać o swoje interesy. Może i ludzie nie umierali rzadziej, ale mieli zdecydowanie mniej pieniędzy. Myron westchnął. Niedobra zależność. Im jakaś rodzina miała mniej pieniędzy, tym częściej któryś z członków dotykała śmierć. I wcale nikt tu nie miał na myśli impotencji. Biedni chcieli umierać, ale nie mieli pieniędzy na eleganckie i kosztowne pogrzeby. Bogaci mieli pieniądze, ale nie zamierzali umierać. Ech, ech.
Zakręcił się jeszcze raz na swoim obrotowym krześle, zastanawiając się gdzieś przelotnie czy nie zatrudnić jakiejś gosposi. Albo pomocnicy w pracy. A może taniej byłoby w końcu znaleźć sobie żonę? E, nie. Te były najdroższe, a nic do życia nie wnosiły. Zresztą, Myron juz dawno pogodził się z myślą, że żadna nie będzie chciała żyć i wychowywać dzieci wśród katafalków. Dzięki, tatko. - przeklął w duchu, bo słowo "ojciec" (i pochodne) było już jakąś formą obelgi w świadomości Myrona. Jedyne co go czekało do końca życia, to śmiertelnie poważne myślenie o interesach.
Znowu westchnął. Wstał, udał się na górę do mieszkania, a mianowicie dokładnie rzecz ujmując do kuchni, by po chwili znosić już na dół karafkę z whisky i dwie szklanki. Będzie miał gościa. A alkohol najlepiej smakował w krematorium. To przecież jasne. Nikt nie zrozumie, dopóki nie zacznie tego praktykować.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 201
avatar
Joachim Alatriste
/Lombard

Musiało przysparzać Popperowi wiele problemów, wychodzenie na światło dzienne, w ostatnich chwilach przed jego zniknięciem. Świat nocy miał pogrążyć się w ciszy i trwała ona do teraz. Spokój zamienił się w czuwanie, wszyscy bowiem dobrze wiedzieli, że w końcu nadejdzie to co nieuniknione. A wtedy wszyscy będą żałować swoich słów, czynów. Myśli nawet.
Wciągnął powietrze. Musiał miłować tę stęchliznę ponad wszystko, że siedział między urnami. W ciałach nie było nic wyśmienitego. Sam akt pozbawiania kogoś życia mógł uchodzić za szczególny, lecz samo obcowanie z trupem? Niezrozumiałe.
Zatrzymał się przed domem pogrzebowym. Przez chwilę stał po prostu, patrzył na klamkę, żeby ruszyć się, sprawdzić wkoło czy coś nie będzie się działo nieopodal. Wyciągnął w końcu dłonie z kieszeni płaszcza zarzuconego na pożółkłą koszulę, wyciągnął dłoń i nacisnął na klamkę napotykając opór. Obok drzwi był dzwonek, na pewno jakiś fikuśny, zgodnie z upodobaniami Canfielda. I chwilę później, jakże by inaczej, zabrzmiała melodia.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 40
avatar
Myron R. Canfield
Dzwonek wcale nie był fikuśny. Ot, zwykła, nawet wesoła melodia, przywodząca na myśl spokojne łąki i błękit nieba, żywa na tyle, by nie napawać melancholią. Myron nie stawiał na fikuśność. Fikuśność była źle odbierana przez pogrążonych w żałobie klientów. A on szanował swoich klientów. Co prawda umierali niezależnie od swoich kaprysów, ale ktoś musiał płacić za pogrzeby. Zrażone fikusnoscią rodziny mogłyby kręcić nosem na ponoszone koszty.
Szedł do drzwi niespiesznie. Można by było stwierdzić, ze żyjąc tak blisko śmierci Myron bedzie bardziej doceniał czas. A jednak nasz uroczy grabarz żył z myślą, że Wielki Żniwiarza nie pozwala wybierać, zginać można w każdej chwili, wiec po cóż sie spieszyć i ryzykować, ze twarz zastygnie w pośmiertnym stężeniu frustracji, gniewu, smutku, bądź stresu? Ludzie z takimi emocjami wypisanymi na twarzy strasznie brzydko wyglądali. A Myron nie chciał po śmierci brzydko wyglądać na katafalku. Brzydka smierć była mało estetyczna i mało elegancka.
- Alatriste. - stwierdził, jakby to wymagało stwierdzenia i otworzył drzwi. Oczy zmierzyły przybysza. Tak. Alatriste. - W samą porę.
Sam chyba nie wiedział, co tak dokładnie ma na mysli. Poprowadził gościa w strone krematorium, gdzie na stole kremacyjnym (ktory przy odpowiednim uruchomieniu wjeżdżał do pieca) stała karafka z whisky i dwie szklanki, a obok dwa wygodne fotele przyniesione z sali pożegnań.
- Jakie nowości? - rzucił leniwie, nalewając im po porcji złocistego trunku. Potem usiadł na fotelu. Żałował, ze nie sa obrotowe. Pokręciłby sie z jedno albo dwa kolka. Ale to był jeden z foteli dla żałobników. Nie godziłoby sie, gdyby było obrotowe. Zreszta, kto wie co by mogło to przynieść? Na pogrzebach czasem ludziom odbijało.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 201
avatar
Joachim Alatriste
Byli tacy ludzie, którzy nigdy nie wyglądali „ładnie”. Cała ich prezencja zawierała się w złości, gniewie, brzydkim wyrazie złych ludzi, na których nikt by nie chciał trafić. Zmazywali z siebie czasem te pokrętne maski żeby przybrać dziwaczny głos tatusia albo męża, który jakimś dziwnym trafem, troszczy się o własną rodzinę.
Położył dłonie po obu stronach sporego, acz dobrze na nim leżącego chałatu, wysunął podbródek do przodu i zmarszczywszy brwi, zmrużywszy oczy, odszedł kawałek od drzwi, rozglądając się po okolicy. Wzrok mu się zatrzymał na drodze, zastygł w jednym miejscu i tak go zauważył Myron. Spotkał się z jego plecami, a moment ten musiał sobie Joachim wybrać na szybką zmianę twarzy. Odwróciwszy się bowiem do Canfielda, przybrał wyraz uśmiechniętego cwaniaczka.
- Canfield. – Pełnia życia. Śmiech i radość. Pora tchnąć ducha w to miejsce. Pora tchnąć ducha. – Jak śmierć. W samą porę. – Puścił poły chałatu i ruszył przed siebie. Mijając próg kroczył w głąb zakładu. Mlasnął kilka razy, oglądał wszystko jakby tu pierwszy raz był.
Zajął miejsce. Uniósł głowę, nieprzyjemnie zaalarmowany pytaniem. Jakie nowości?
- Czy twoja praca nie jest odporna na nowości? Ktoś się rodzi, żyje, a potem umiera. Taka sama procedura.
Sięgnął po alkohol, ale nie pił na razie. Przyglądał się chwilę aż w końcu nie przechylił szklanicy.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 40
avatar
Myron R. Canfield
- Śmierć nie przychodzi w samą porę. - poprawił z miną poważną, jakby to była kwestia życia i śmierci. Kąciki ust drgały mu jednak lekko. - Śmierć przychodzi znienacka.
A gdy już byli w krematorium i siedzieli przy stole kremacyjnym, to Myron, patrząc w spokojną wodę alkoholowej whisky (doprecyzowanie konieczne, bo kto wiem, może gdzieś tam w innych rzeczywistościach spożywa się whisky bezalkoholową) pomyślał, że może by jeszcze do tego zapalić kremacyjny piec. Mieliby wtedy przyjemną imitacje kominka. Myron robił tak czasem w chłodne noce. A że przy okazji były tam palone ciała...
- W mojej? - doprecyzował bardziej dla siebie niż dla Joachima. Uniósł szklankę, upił łyk. - Taaaak... Nudna procedura. Można umrzeć z nudów. - zaśmiał się dźwięcznie z własnego żartu, w ogóle niezrażony tym, że najpewniej tylko ona sam się przy tym bawi. Odgłos ten odbił się od ścian krematorium jakby z niechęcią.
- Ale czy ja pytam o moją? Moja nie ma przede mną tajemnic, Joachimie. - westchnął. Pomyślał o panu Fitzroyu, który oszczędzał na pogrzebie żony i brata. Zacmokał w myślach. - Tylko bogaci ludzie tak niechętnie teraz umierają.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 201
avatar
Joachim Alatriste
Wobec tego mieli różne zdanie. Na twarzy Joachima wykwitał paskudny uśmiech. Pełny jadu i niebezpiecznej pewności siebie, o której jednak nie przekonał uroczego w słowach Myrona. Patrzył na niego oczami pewnie jakiej mary. Uspionej w czyimś umyśle, acz samemu czujnej zjawy.
- Ważni ludzie nie chcą umierać. - powtórzył właściwie co oczywistość szeptała. Prowadził jedną z wielu zagrywek, w obliczu których stawał się kimś innym niż prawdziwy Joachim Alatriste.
- Mają co prawda swoje... polisy, ale z tymi nawet polisami woleliby chować własne matki. Własne... żony i dzieci niż siebie. - mówił wolno, bulgocząc czasem niewyraźnie. Z dziwnym skrzekiem, choć męskim, tak jednak dziwacznym.
- Ale tacy jak ja mimo wszystko potrzebują pomocy z zaświatów. Żeby udowodnić tym... ludziom z testamentami. - przerwał. Uniósł kieliszek i kontynuował po wypiciu paru łyków.
- Myron, bardzo dobre whisky...! - uniósł na grabarza wzrok. Mogło smakować jak szczyny, lecz on był dziwnie ucieszony. Nie dokończył poprzedniej myśli.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 40
avatar
Myron R. Canfield
Myron doskonale wiedział, że Joachim jest pewnym siebie mężczyzną. Ba! Myron wiedział, że Joachim ma co do tego bardzo silne podstawy. Mógł sobie pozwolić na taką pozę, bo taki właśnie był. Myron obserwował go znad szklaneczki whisky. I nie, nie były to szczyny. Canfield był dobrze wychowanym człowiekiem. Nie raczył gości złymi trunkami. Jeszcze by mu tu wykitowali. Hehe.
- Pomoc z zaświatów może nie jest oczywista, ale odpowiednie słowo i czyn zawsze mogą być nicią porozumienia.
Przyjemnie było. Myron lubił taką grobową ciszę. Można było słyszeć własne myśli.
- Co chcesz im udowodnić, Joachime? - zapytał wprost. Odpowiedzi tego brodacza były czasem iście interesujące!
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 201
avatar
Joachim Alatriste
- Jak to, nie wiesz? - podniósł na niego wzrok. Patrzyły na grabarza oczy człowieka, który zdawać się mogło, już dawno umarł z tym czujnym wyrazem przyczepionym do twarzy. Zamarł w bezruchu, skupiony jedynie na gniewie. Zmarszczki wkoło, czoło z kilkoma poziomymi krechami przecinającymi skórę, wszystko to składało się na człowieka, który miał jakąś ideę.
- Och. Och... - przyłożył rękę do serca. Spojrzał na Myrona z cieniem uśmiechu na ustach. - Sami sobie udowodnią. - zaśmiał się. - Nie sądzisz? - Mówił szyframi. Bawił się słowem, śmiał się ze swoich żartów, które rozumiał tylko on. Miał może maleńką nadzieję, że wbrew wszystkiemu, ktoś okaże się być podobny do niego. Żeby przekazać jakąś spuściznę. Dla syna może nie zdążyć.
- Będę potrzebował twojego pieca. - powiedział w końcu bez owijania w bawełnę. - Nie od teraz, ale dam ci znać kiedy wstrzymać... biznes.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 40
avatar
Myron R. Canfield
Myron postanowił dolać sobie whisky. Rozmowy z ludźmi pokroju Joachima zawsze sprawiały, że postanawiała dolać whisky. I cóż z tego, że z lombardzistą znał się od ładnych paru lat? Nigdy nie mógł go wyczuć. To już trupy bardziej wyczuwał. I to nie dlatego, że były w stanie rozkładu. A czasem były, fakt.
- Moje progi i piec zawsze stoją przed tobą otworem. - rzucił niemal beztrosko. Niemal. Bo byli w domu pogrzebowym i beztroska brzmiała w tych murach trochę strasznie.
- Powiedz tylko kiedy. - zanurzył usta w złotym płynie. Przełknął. I płyn i ślinę. - Tylko w konkretach, mój drogi Joachimie. Najlepiej używając metaforyki funeralnej. Zabezpieczenie, to zabezpieczenie.
Wypowiadając te zdania myślał o miliardach innych rzeczy. Między innymi o jutrzejszym paleniu zmarłego sąsiada. Biedak przekręcił się podczas politycznej rozmowy z innym sąsiadem. Wóda i odmienne poglądy były częstym powodem śmierci. Nie dlatego, że ludzie miewali przy tym zawał. Ale dlatego, że w którymś momencie zawsze komuś odpierdalało.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 201
avatar
Joachim Alatriste
Miał w szklance może ćwierć tego co na początku. Wypił wszystko za jednym razem i strzelił szklanką o blat stołu, przysuwając ją zaraz pod butelkę hojnego w trunkach Myrona.
Kwestie pieca mieli już wyjaśnioną. o szczegółach, które pewnie już się rodziły, już układały w głowie lombardzisty, opowie pewnie w "swoim czasie". A swój czas nadchodził czase kaprysem niedokończonych szczegółów.
Zaskrzypiało oparcie krzesła kiedy Alatriste przechylił się w tył. Obier ręce uniósł w górę, splatając je za głową. Jedna z nich szybko dotarła do brody, którą zaczął całą dłonią przecierać w jakimś zastanowieniu. Pobiegł wzrokiem po ścianach, spojrzał na okno z długimi i ciężkimi jak grzechy tych zmarłych, zasłonami.  
- Zwłoki... - zaczął gładząc wciąż brodę. - Słyszałeś coś więcej... o tym zabójstwie dziennikarki? - zapytał, niby od niechcenia. Przeniósł na "grabarza" wzrok.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 40
avatar
Myron R. Canfield
Myron nie czuł się jakoś bardzo swobodnie i wcale powodem nie był fakt, że pili whisky w krematorium. Może i znał Joachima od paru lat, ale... Co tu dużo mówić. Joachim najprawdopodobniej był trochę nienormalny. Dobrze sie z nim robiło interesy, ale Grabarz nigdy nie mogl być tak do konca pewien, jak daleko przyjaciel Lombardzista się zapędzi. A mógł się zapędzić. Był wcielonym galopującym zapędzeniem.
Więc Myron polał mu whisky. Dużo. Może procenty wstrzymają trochę konie. A może nie. Na dwoje babka wróżyła... Co za popieprzone myśli. Myron spojrzał na zamknięcie pieca do kremowania. Ot, żeby sie uspokoić. Wyobraził sobie ciepłe płomienie trawiące ciała. O tak. Już lepiej.
- Coś. - potwierdził. Ale milczał przez chwilę. W końcu podjął wypowiedz. - Ma być skremowana niedługo, co zostanie poprzedzone skromną uroczystością. I chyba naprawdę nie nadaje sie do oglądania, bo trumna będzie zamknięta. - odsunął troche krzesło z chropowatym szurnieciem. - Czemu pytasz? To twoja sprawka?
Myron zaśmiał sie gardłowo, zadowolony ze swojego żartu. Śmiech prawie ugrzązł mu w gardle, gdy sobie uświadomił, że ten żart może być jednak faktem.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 201
avatar
Joachim Alatriste
- Nie, nie moja. Interesuje mnie to kto się tym zajął. - podrapał się po brodzie. Wzrok latał mu po różnych częściach pokoju, mocna szyja była nieruchoma, tak samo jak głowa.
- Lubię... dużo wiedzieć. - uśmiechnął się brzydko. Miał naprawdę brzydką mimikę twarzy. Jak jakiś choleryk, który faktycznie na coś choruje. Zgryzotę, brud życia z niekoniecznie czystych rąk.
Rozmawiali sobie jeszcze chwilkę na jakieś tematy, a Joachim nie chciał już stopować ludziom wątków i poszedł.

ZT
Powrót do góry Go down
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Dom pogrzebowy
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next
 Similar topics
-
» Dom pogrzebowy "Nowe Życie"

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: STARE RPOZGRYWKI I WSZYSTKO :: Miasto :: Druga strefa-