IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Pub "Kapitan Morgan"

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3 ... 9, 10, 11  Next
Liczba postów : 1591
avatar
Sylvia Valmount
Cennik:
- Szklanka rumu - 4 Ril; 1 K butelka
- Szklanka gorzały - 12 Ril; 60 Ril butelka
- Szklanka whiskey - 36 Ril; 1 K 40 Ril butelka
- Kufel Piwa - 18 Ril

GRA W KOSCI-ZASADY

awers/rewers- zasady gry:
 

__________________________________________________

Uśmiechnęła się słysząc śmiech swojego durnego brata.
-Pewnie mieli. Ja bym była najpierw w totalnym szoku.-parsknęła. Wstała i idąc do baru klepnęła Matta w ramię. Wróciła z drugim piwem.
-Dostanie to na co zasłużył.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 53
avatar
Matt Valmount
- Swoją drogą, nie uważasz że to dziwne że sam się zgłosił psom?
Zapytał gdy wróciła.
- Może sukinkot ma jakiś plan wyjścia z tej opresji cało?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1591
avatar
Sylvia Valmount
Wzruszyła ramionami.
-Nie wiem. On jest cwany. Nawet patrząc przez pryzmat tego, że sam nie dał się złapać. Może coś planuje.
Popatrzyła się uważnie po braciszku.
-Jak dobrze znałeś go w więzieniu?
Powrót do góry Go down
Gość
Gość
Druga strefa nie była tak dobrym miejscem do zbierania informacji co slumsy z bardzo prostej przyczyny. Z tego co zauważyłem to można tu spotkać nieco więcej porządnych osób, oczywiście na pierwszy rzut oka. Moja praca powoli wchodzi mi na głowę, bo coraz częściej zaczynam podejrzewać każdego z osobna i wszystkich naraz. Staje się to dość problematyczne, szczególnie w kontaktach z normalnymi ludźmi...pfu! Domniemanie normalnymi. Tak brzmi lewej.
W każdym razie dziś mam ochotę na bytowanie w lokalu czystym, gdzie nie będę musiał oglądać zawszonych twarzy i śmierdzących meneli, błagających o dwa rile na dyktę lub inny alkohol niewiadomego pochodzenia, który wypala im w głowach dziury wielkości pizdy doświadczonej dziwki. Dziś jest ten wieczór, z serii tych pojedynczych, bardzo nielicznych, charakteryzujący się zaprzestaniem służby i zepchnięcie pracoholizmu na najniższy tor.
Drzwi pod naporem mojej dłoni otworzyły się lekko. Wszedłem do środka. Pierwszy raz pojawiam się w tym przybytku i muszę stwierdzić, że w środku wygląda równie przyjemnie, co z zewnątrz. Skierowałem się do baru. Zaszkodziłbym własnej genialnej osobowości, gdybym nie rozglądnął się dyskretnie i nie ocenił każdej osoby znajdującej się w barze. Każdego z nich mogłem spotkać któregoś dnia na posterunku, choć równie dobrze mogli mieć już swoje za uszami, po prostu jeszcze nie wpadli.
Jak zwykle kwestia czasu.
Niedaleko baru jakis mężczyzna rozmawiał z kobietą. Niektóre ich słowa niesione emocjami mogłby być zbyt głośnie, by nie móc ich słyszeć, jednak nie zamierzałem podsłuchiwać. Pracę odłożyłem na bok. Jak zwykły...pozornie...obywatel usiadłem przy barze. Te wysokie krzesła zdecydowanie najlepiej wpasowywały się do moich czterech liter. Uniosłem wzrok ogarniając stojące butelki.
-Hmmm...- Na co dziś miałem ochotę? Urżnąć się w trupa byle czym? Może postawić na kace trunku droższego? Zostać przy zwykłym piwie? Kwestia racjonalnego wyboru alkoholu, którym się najebię zadziwiła mnie swoją wagą. Wsunąłem dłoń do kieszeni. O tak waga moich środków przesądziła o wyborze.
Poczekałem, aż podejdzie barmanka, zwróci na mnie uwagę i dopiero zamówiłem trunek, nie chciałem przeszkadzać w rozmowie.
-Witam, niezmiernie serdecznie w tą zasraną pogodę.- Żar płynący z nieba niemal mnie roztapiał, pociągnąłem z roztargnieniem za kołnierz koszuli- Poproszę piwo, bardzo zimne...- Powiedziałem wręcz błagalnie.
W oczekiwaniu na alkohol przyglądałem się obecnym ludziom. Wielu ich nie było, aż dwoje.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 53
avatar
Matt Valmount
Mógł być cwany i mógł mieć jakiś plan. Matt przestawał mieć wątpliwości że tak może być.
- Jeśli on się z tego jakimś cudem wywinie... to chyba Pearson nie puści mu tego płazem?
Miał zamiar zapytać, co zrobi z tym Sylvia ale powstrzymał się i został przy oficjalnej wersji jakoby Pearson zajął się spuścizną po Francisie. Chwilę potem do Morgana wszedł jakiś typek. Matt odwrócił się na kilka sekund i zmierzył go spojrzeniem. Potem odwrócił się do Sylvii. Coś podpowiadało mu, że dalsze rozmawianie o Fechnerze, czy Danforthcie może poczekać na inny, lepszy moment.
- Kilka, może kilkanaście razy mieliśmy okazję porozmawiać. Nie więcej a szkoda. Może wiedziałbym teraz coś, co mogłoby pomóc.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1591
avatar
Sylvia Valmount
Wywróciła oczami.
-Skarbku mój, Robert nawet jeżeli chciałby coś zrobić to ma związane ręce. Nie może pozwolić sobie teraz na żaden błąd. Ma dość kłopotów z Paradise. Zresztą myślę, że on się z tym wszystkim pogodził o wiele szybciej niż ja i.... Ma gdzieś Fechnera.
Podniosła spojrzenie na gościa, który wszedł do baru.
-Zmieńmy temat. Polubiłeś Walkera?-spytała niby to niewinnie, ale jakoś wolałaby chyba, żeby jej chłop i jej brat chociaż nie skakali sobie do gardeł.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 53
avatar
Matt Valmount
Kiwnął niemal niezauważalnie, że podziela opinię o zmianie tematu. Słysząc pytanie niemal się zachłysnął.
- Oczywiście. Polubiłem go zanim jeszcze otworzyłaś mi drzwi! Kocham typka. Powiedział mi gdzie mam szukać piw. Szwagier idealny.
Zabrzmiał śmiertelnie poważnie. Durny brat ma prawo być durny.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1591
avatar
Sylvia Valmount
Z jej gardła wydobył się zduszony śmiech, kiedy ten się zachłysnął.
-To dobrze.
Chciała powiedzieć, że na bank nie zostanie jefgo szwagrem, przynajmniej na papierze, ale chyba brat ją na tyle znał, że wiedział, że nie jest typem, która dałaby się podporządkować do roli słodkiej żonki.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 808
avatar
Anthony Walker
/początek

O wilku mowa ! Tony miał dość siedzenia w domu. Może nie był w pełni mobilny i dźwigać towaru nie będzie, ale mógł przecież nalewać.
Przez kompanów został przywitany gromkimi krzykami, pomachał im więc i ruszył na zaplecze. Przebranie się zajęło mu nieco więcej czasu, ale ostatecznie zasiadł za barem i wziął się do lania whisky. A opowiastki swoją drogą.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 53
avatar
Matt Valmount
- Siemasz Tony.
Zaiste o wilku mowa a wilk w drzwiach. Matt miał już trochę w czubie i spoglądał od czasu do czasu krzywo na Garyego. Coś mu w nim nie pasowało. Może po dziesięciu latach obcowania z klawiszami umiał rozpoznać jednego z tej bandy? Matt ziewnął. Nie miał zamiaru wdawać się bójki z władzą, nawet jeśli władza przyszła tutaj prywatnie.
- Pokochałem waszą kanapę. Będzie żal się z niej wynosić. Może ty znasz kogoś, kto miałby dla mnie jakąś robotę?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1591
avatar
Sylvia Valmount
Sylvia wstała, uśmiechając się zaczepnie do Walkera. Wzięła piwo, które dopiła w drodze do baru, kręcąc biodrami. Któryś z kumpli naszego podróżnika zagwizdał, ale ta była chyba już do tego przyzwyczajona.
-Chodź na chwilę.-zrobiła gest ręką, co by wlazł z nią na zaplecze. Tam przyszpiliła go do ściany i pocalowala tak, żeby mu mowę odjęło.
-Bądź grzeczny, nie przedźwigaj się.-powiedziała, wychodząc z zaplecza. Zerknęła na Matta, potem jeszcze raz na tego swojego chłopa.
-Kupcie piwo, ja zrobie kolacje.
Machnęła im na odchodne i poszła w piździet.

/zt
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 53
avatar
Matt Valmount
Matt nie zabawił jeszcze długo w Morganie. Dopił resztę whisky i wyszedł.

zt
Powrót do góry Go down
Gość
Gość
SPojrzenie dało się wyczuć. Każdy czuje to podświadomie i różnie się to objawia. Ja poczułem jakby swędzenie gdzieś z tyłu, gdzieś gdzie nie sięga mój wzrok. Odwróciłem spojrzenie i zauważyłem, że co jakiś czas spoglądał na mnie mężczyzna, którego w ogóle nie kojarzyłem. Jednakże nie dało mi to zbytnio spokoju. Co prawda psem nei byłem od dziś, jednakże pamiętam wszystkie zapijaczone mordy ludzi z marginesu, z którymi miałem do czynienia i tego typka całkowicie nie miałem w pamięci. Toteż zastanawiam się grubo, czegoś ode mnie może chcieć lub co sobie myśli. Zresztą chuj mnie to obchodzi. W końcu klawisz i pies to dwie różne osoby. Jedyne co ich łączy do kontakt ze złem tego świata. Jednak metody działania i zachowywania różnią się znacznie. Zacisnałem dłoń na kuflu i wydoiłem resztę alkoholu pozostałego w naczyniu. Chyba jednak lepiej czułem się w slumsach, niż tutaj.

zt
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 780
avatar
Romesey Hannon
// Piątek, 17.53

Romek nie miał pojęcia o co chodzi, ale wyrwał się z małego pokoju, poniekąd namówiony także przez kolegę. Godzinę temu byli już na pierwszym piwie, teraz jednak Hannon był sam. Wszedł do pubu i mając w kieszeni marynarki list, poszedł do baru i przysiadł na stołku.
Zamawiając drugie piwo, rozejrzał się za nadawcą listu.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 292
avatar
Drake Ballard Crow
/Piątek

Poprawił się na swoim miejscu, przechylając jeszcze bardziej do przodu. Udawał, że nie jest zainteresowany rozmową prowadzoną przez dwie osoby, o jedno krzesło barowe dalej, na prawo.
Szklanka stuknęła, trochę się ulało piwa po szkle na blat. Crow podniósł zobojętniały wzrok na barmana, który odwdzięczył się podobnym wyrazem. Chyba się ze sobą nie lubili. Właściwie to typa nie znał, ale źle mu z twarzy patrzyło.
Położył łapsko na wierzchu kufla i przesunął go w swoją stronę, spoglądając od niechcenia w bok.
Beknął sobie. Ale z zamkniętymi ustami.
- Romesey Hannon?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 780
avatar
Romesey Hannon
Gdy dostał piwo, skinął barmanowi głową i zacisnął paluchy na uchu, by spić piankę z samej góry, akurat w tym samym momencie, gdy odezwał się Crow. Student spojrzał na mężczyznę, odstawiając kufel. Kiwnął głową, nie mogąc nadal stwierdzić z kim ma do czynienia.
- Pan Crow?
Zapytał, chociaż bardziej to brzmiało jak pytanie Po co to spotkanie? Mężczyzna nie wyglądał na naukowca, odkrywcę ani nawet profesora. Hannon nie miał najmniejszego pojęcia, co Crow od niego chce. Na wpierdol jeszcze listownie się nie zapraszało. Na szczęście.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 292
avatar
Drake Ballard Crow
- Crow, Crow. - powtórzył i jako, że siedzieli o jeden stołek za daleko, Drake zeskoczył ze swojego miejsca na ziemię, przesunął kufel po kontuarze i usiadł zaraz obok.
- Zbieram drużynę. - rzekł jak na niego, dziarsko. Pociągnął nosem, rozstawił szeroko łokieć, jakby akcentując to co ma zamiar zaraz zrobić. Napił się piwa.
- Potrzeba mi... - odsunął się od kufla, skrzywił gębę w zamyśleniu. - Dwóch, trzech chętnych osób do niezależnej wyprawy na pustynię. - dokończył odkładając piwo. Spojrzał na swojego rozmówcę spokojnie.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 780
avatar
Romesey Hannon
Romek popatrzył na Crowa ze zdziwieniem i już chciał uświadamiać go, że to Kapitan Morgan a nie Pod Rozbrykanym Kucykiem, ale nie zdążył mu przerwać, gdy mężczyzna już kończył. Gdy padło magiczne słowo pustynia, studenciakowi rozbłysły oczy.
Jednak taka wyprawa to nie hop siup! Dlatego Romek ostudził swój zapał. Łykiem zimnego piwa. Uśmiechnął się i zmarszczył czoło szybko, niczym w próbie przypomnienia sobie...
- A pan jest kim? Sponsorem..?
Wszak taka wyprawa to i wielka kasa! Romek może i miał nieco kasy, ale no!
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 959
avatar
Jim Ledwitch
<--- Domek

Jim wszedł do baru i rozejrzał się po pomieszczeniu. Taki nawyk. Tym bardziej, że Morgan raczej nie należał do jego rewirów. O dziwo spostrzegł jednak znajomą postać przy barze. Ciekawe co studenciak tutaj robił.
- Dobry.- przywitał się podchodząc i obrzucając spojrzeniem drugiego faceta, którego nie znał.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 292
avatar
Drake Ballard Crow
- Zwykłym obywatelem tego miasta. - Usta przybrały wyraz stonowanego uśmiechu. Można było wyczytywać w tym grymasie jakiś sceptycyzm, dystans w stosunku do rozmówcy, ale nijak to się miało do zachowania pana Crowa. Był po prostu pewny tej wyprawy.
Miał już tłumaczyć o co chodzi kiedy usłyszał za swoimi plecami powitanie. Spojrzał na Ledwitcha i kiwnął mu głową mruknąwszy pewnie pod nosem coś w podobnym guście.
- Jestem Crow. Wysłałem wam listy. - zaczął i wyciągnął w stronę myśliwego rękę. Uniósł się oczywiście na krześle. Podał też rękę Romkowi, bo zapomniał wcześniej.
- Drake Crow.
I posadził dupsko na krześle.
- Szukam paru chętnych osób na wyprawę. Nie chcę tłoku. - Odsunąwszy się już na dobre od kufla, podrapał się po karku. Spojrzał na Romka. - Poczytałem, dowiedziałem się i spróbowałem wysyłając wam listy.
Nie pierdolił się w "panowanie".
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 959
avatar
Jim Ledwitch
- Jim Ledwitch.- uścisnął wyciągniętą dłoń i zlustrował nieznajomego, który chyba akurat w tej chwili stał się chyba znajomym.
- Z panem Hannonem się znamy.- stwierdził zajmując miejsce obok mężczyzn i zmawiając jakiś alkohol.
-Pustynia tak? Jakiś konkretny rejon?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 292
avatar
Drake Ballard Crow
Za zmanierowaną kamizelką miał schowane jakieś papiery, po które sięgnął. Jak się okazało, była to mapa terenów pustynnych wokół miasta. Pozaznaczane kilka miejsc. Ołówkiem wyrysowana jakaś trasa. Nic szczególnego, jednak widać od razu, że ktoś się nad tym już pochylał. Drake położył mapę na kontuarze sprawdzając najpierw dłonią czy nie natrafił na jakąś mokrą plamę.
- Do wraku sterowca. – pokazał palcem i odsunął się za chwilę żeby mogli sobie zerknąć na wybrany punkt. – A przynajmniej gdzieś w okolice. Będę musiał się zastanowić jak daleko. Najpierw na stepy, potem szeroko w pustynię. Maksymalnie tydzień. A, panie Hannon… - podrapał się znowu, tym razem po skroni. Użył grzecznościowego zwrotu. – Wyprawę sponsoruję ja. Po części.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 780
avatar
Romesey Hannon
Romek odwrócił się, gdy usłyszał głos Ledwitcha. Kiwnął mu głową na powitanie, a ktoś mógłby stwierdzić, że dream team się zbiera. Zwykły obywatel miasta, studenciak, myśliwy.
A Romek nie wiedział tak do końca, czy wyprawa tylko w kilka osób, to taki doskonały pomysł. Zawsze większa obawa, że drapieżnik wybierze go a nie jego towarzysza.
Uścisnął dłoń Crowa, gdy ten sobie o tym przypomniał.
- A cóż pana interesuje we wraku sterowca?
Zapytała, gdy w końcu mógł wtrącić słówko - Jakiego charakteru pan chce tej wyprawie nadać?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 959
avatar
Jim Ledwitch
Jim napił się ze szklanki, która pojawiała się obok niego na blacie baru. Mogło być, choć Kirkowemu bimbrowi to nie dorównywało.
Pochylił się nad mapą i przyjrzał nakreślonej na niej trasie. I punktowi docelowemu.
Przeniósł wzrok na inicjatora tego spotkania, kiedy Hannon zadał kluczowe pytanie dla całej tej wyprawy.
- I ile osób chce pan zabrać?- dopytał bo to też ważne, zbyt duża grupa zwraca na siebie uwagę i to nie koniecznie innych ludzi.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 292
avatar
Drake Ballard Crow
- Ponoć ukrywa jakieś skarby. - uśmiechnął się głupkowato, zadarł głowę i zerknął na swoją mapkę. Nie tylko wrak sterowca był zaznaczony. Były też inne punkty.
- A tak na poważnie. - odchrząknął. Podrapał się za uchem i położył łapę na kontuarze. Barman spojrzał na mężczyzn z zaciekawieniem, ale tylko przelotnie, wracając szybko do swoich obowiązków.
- Maksymalnie trzy, cztery osoby, wliczając w to mnie. - odpowiedział Jimowi. Zapomniał całkowicie o swoim powie, ale zaraz się zreflektował, sięgając po kufel z potężnymi kilkoma łykami w gardzioł.
- Wolałbym jak najmniej, bo to... swego rodzaju próba. Nie chcę poruszać się jedynie wokół wraku. - odłożył kufel i spojrzał na Romeseya. - Wyznaczyłem, a właściwie mój znajomy wyznaczył zależność... klimatyczną w niektórych punktach pustyni.
Miał co prawda swoje własne powody, ale przecież nie będzie się wszystkim od razu dzielił na głos. A przecież nie rzucał słów na wiatr. Wszystko co mówił było przemyślane już jakiś czas temu.
Jakby sobie o czymś znowu przypomniał, sięgnął za kamizelkę, wyciągnął coś nowego. Książeczkę wojskową. Dokumenty, które chyba rzadko ze sobą nosił. Ale kto go tam wie.
Książeczka wojskowa. Wystawił ją przed siebie. Mogli sobie zobaczyć, że nie robił ich w bambuko. W środku jak byk napisane jaką miał pozycję, jakie stanowisko zajmował. Nie raz już chodził na podobne wyprawy tylko, że to były ekspedycje o zgoła innym charakterze.
- Załatwię dodatkową strzelbę. O naboje nie ma co się martwić. Prowiant należy też do moich zmartwień. Bardziej niepokoję się kwestią noclegów.
No tak, ubolewał, ze nie jest wynalazcą.
Powrót do góry Go down
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Pub "Kapitan Morgan"
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 11Idź do strony : 1, 2, 3 ... 9, 10, 11  Next
 Similar topics
-
» Pub "Kapitan Morgan"
» Kapitan Morgan - gra w kości

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: STARE RPOZGRYWKI I WSZYSTKO :: Miasto :: Druga strefa-