IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Pub "Kapitan Morgan"

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6 ... 9, 10, 11  Next
Liczba postów : 1591
avatar
Sylvia Valmount
First topic message reminder :

Cennik:
- Szklanka rumu - 4 Ril; 1 K butelka
- Szklanka gorzały - 12 Ril; 60 Ril butelka
- Szklanka whiskey - 36 Ril; 1 K 40 Ril butelka
- Kufel Piwa - 18 Ril

GRA W KOSCI-ZASADY

awers/rewers- zasady gry:
 

__________________________________________________

Uśmiechnęła się słysząc śmiech swojego durnego brata.
-Pewnie mieli. Ja bym była najpierw w totalnym szoku.-parsknęła. Wstała i idąc do baru klepnęła Matta w ramię. Wróciła z drugim piwem.
-Dostanie to na co zasłużył.
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Liczba postów : 548
avatar
Chester Lennox
Ze swojej pięknej nory ---->

Jakoś podniósł się na nogi. Trochę to zajęło, nie lubił... zawalać spraw. Cud, że akurat on, który z wrażliwcem ma niewiele wspólnego, tak przeżywał tą małą porażkę. Nie każde śledztwo można rozwiązać, ale tym razem wiedział że to wyłącznie jego wina. Że był zbyt opieszały, nie śpieszył się z poszukiwaniem tej zaginionej kuzynki klientki. Trochę popytał, troche powęszył, a później przez miasto przeszła burza. I dupa, koniec, dzięki bardzo. Szukaj jednej zaginionej osoby, w mieście które nadal podnosiło się po ataku wkurwionych sił przyrody.
Pan Lennox spieprzył i dobrze to wiedział. Pewnie dlatego jeszcze częściej zaczął zaglądać do butelki. Jeśli wcześniej stał na krawędzi alkoholizmu, to teraz zaczynał chyba ją przekraczać.
Takie to smętne myśli krążyły mu po głowie, gdy z papierosem w mordzie szedł sobie ulicami NeoZigguratu. Doskonale wiedział gdzie się kierował. Do Morgana.
Zawsze to jakiś postęp, przynajmniej nie pił już sam, w domu. Krok w stronę społeczeństwa. Bolała go głowa, znów mało spał... nie wyglądał za dobrze.
Wszedł do pubu, spojrzał spode łba po klientach. Już po tym spojrzeniu można było wywnioskować, że lepiej się do pana detektywa nie dosiadać, chyba że chce się skończyć z krzesłem na mordzie.
Zamówił kieliszek Whiskey, po czym przysiadł sobie przy jakimś wolnym stoliku i zapatrzył w trunek. Myślał.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 653
avatar
Madeleine Rowley
<--- posterunek

Czuła się osamotniona i pozostawiona sama sobie. Myśl o śmierci Walkera nieprzyjemnie wwiercała się w żołądek młodej policjantki. Mimo że nie znała go długo, to jednak zdążyła się do niego przywiązać. W końcu wiele mu wyjawiła, a on obdarzył ją ciepłem i pomocą. Nic nie wiedziała, że jednak poszedł na spotkanie z Silverem, żyła w przeświadczeniu, że uszanował jej prośbę. Przez to ceniła go jeszcze bardziej. Nie miała jednak możliwości powiedziec mu tego wszystkiego... Westchnęła. A na domiar złego to Lamb go zastrzelił.
Była sama. W nikim nie mogła miec wsparcia. Zawsze uśmiechnięta i pełna pozytywnych emocji, teraz była wyraznie przygaszona. Wolnym krokiem powlokła się do Morgana. Po co? Po prostu na samotnego drinka. Nic na nią w domu nie czekało.
Jakiez było jej zdziwienie, gdy przy jednym ze stolików dostrzegła Lennoxa. Usmięchnela się lekko, ale zaraz na jej twarzy pojawiło się strapienie. Wygladal gorzej niz ona, a przeszła przeciez dyżo w ostatnim czasie.
Podeszła do stolika i bez pytania usiadła przy stoliku na przeciwko detektywa.
- Jak się masz, Chester? - zapytała z bladym uśmiechem. - Widze, ze dzisiaj nie lepiej niz ja.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 548
avatar
Chester Lennox
Nie patrzył po pubie, był zbyt zajęty kontemplacją własnego kieliszka, toteż nie zauważył zbliżającej się do niego Mad. Podniósł głowę dopiero, gdy ktoś dosiadł się do jego stolika. Już otwierał usta, by zbesztać śmiałka, później pewnie nieco mu pogrozić, a jakby i to nie zadziałało, to pewnie sięgnąć po inne argumenty, ale... Ale jego wzrok nie spotkał jakiegoś losowego bywalca Morgana, a Mad...
Nagle zrobiło mu się głupio. Nie dlatego, że chciał ją zbesztać, acz przez to jak wyglądał. Ciemne wory pod oczami, z kilkudniowym, niezadbanym zarostem na mordzie, która stała się nieco bardziej "zakazana" niż zazwyczaj.
- Cześć, Mad. - wykrzywił twarz w grymasie, który od jakiegoś czasu tam nie gościł. Uśmiechnął się do niej. Lekko, bo lekko, ale zawsze coś. Dopiero wtedy dostrzegł, że panienka Mad nie do końca jest taka jaką ją zapamiętał. Gdzieś uleciała jej energia, a jej uśmiech stał się jakby niemrawy. To sprawiło, że detektyw sposępniał jeszcze bardziej, ale starał się by nie było tego po nim widać.
- Em... Pf... Świetnie. - najbardziej przekonujące kłamstwo na świecie. Upił łyk alkoholu. Dopiero po tym przejechał ręką po twarzy i zgarbił się bardziej nad stolikiem. - Do dupy. Zawaliłem sprawę, napierdala mnie łeb i nie mogę spać. - nie chciało mu się rozwijać tematu. Zazwyczaj w obecności kobiet starał się nie kląć jak szewc, ale teraz... teraz jakoś mu nie zależało.
Zmierzył ją wzrokiem.
- Co się stało, Mad? - zapytał, a w jego głosie pojawiła sie nutka troski. Bo naprawdę polubił tą młodą, pełną życia policjantkę... Pokazywała, że można babrać się w tym zawodzie i zachować pogodę ducha... Nie widział jej od jakiegoś czasu, wreszcie się spotkali, a ona... A ona wygląda na prawie tak przybitą jak on.
Pewnie troska wylała się nawet na jego zazwyczaj niewzruszoną, chyba że w grymasie gniewu, twarz. Kolejny głęboki łyk z kieliszka.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 653
avatar
Madeleine Rowley
W Morganie o tej porze jeszcze było w miarę znośnie. Głośno i gwarnie zacznie się robić dopiero za dwie, trzy godziny. Na razie był względny spokój, co odpowiadała Mad. Potrzebowała spokoju chociaż zewnętrznego. Zamówiła sobie whisky i chociaż zazwyczaj barman nie przynosił nic do stolików, to dla Maddie zrobił wyjątek. Kojarzył ją z miłego usposobienia, choć rzadko tu wpadała. Dzisiaj wyglądała tak, że aż chciało się ją przytulić. Barman ograniczył się do przyniesienia alkoholu.
- Nie da się zawsze wszystkie robić dobrze i zgodnie z zasadami. - pocieszyła Lennoxa. A może pocieszała siebie? Może gdzieś podskórnie czuła, jak skończy się cała sprawa z Silverem i starała się sobie wmówić, że mała skaza na moralności jeszcze nikogo nie zabiła... Cholera wie. Miała mętlik w głowie.
- Powinieneś mniej pić. - zauważyła z łagodnym uśmiechem.
Tak, martwiła się o Lennoxa. Porządny był z niego człowiek, choć lubił sobie wypić i szukał często zaczepek. Lekki uśmiech, jakim obdarzyła detektywa spełzł jej z twarzy, go została zapytana co się stało. Wiele się stało. Zbyt wiele, by chciała o tym rozmawiać.
- Parę rzeczy się skomplikowało. - powiedziała wymijająco. - Ale przynajmniej dzisiejszy wieczór spędzę w miłym towarzystwie. - uniosła szklankę z whisky w stronę Chestera. - Więc co? Nasze zdrowie?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 548
avatar
Chester Lennox
Zakręcił lekko nadgarstkiem, w którym trzymał kieliszek i spojrzał na wirujący w środku trunek. Whiskey i papierosy, jego przyszli mali mordercy.
Skinął głową barmanowi, który był tak dobry, że przyniósł policjantce alkohol. Cóż, Lennoxa zdecydowanie można zaliczyć do stałych klientów pubu. Lecz bynajmniej nie miał tak przyjaznego usposobienia jak Mad. Taryfy ulgowej też nie miał... a szkoda.
- Oj, ja wiem. - mruknął, po czym pociągnął łyk alkoholu. - Ja doskonale wiem... - bo zawsze był swoistym... outsiderem, nawet na posterunku. Swoje metody, swoje zasady... a w nich dość mało zakazów. - Nie o zasady chodzi, raczej o sam fakt tego... że spieprzyłem. Rozleniwiłem się, tyle ci powiem. - skrzywił się. Przez spore zaplecze finansowe uciekał jeden bodziec, który pchał go do pracy. Najzwyklejsza w świecie chęć zysku. Teraz miał tyle pieniędzy, że ciężko byłoby je przewalić na fajki czy wódkę. Nie podobało mu się własne podejście. Przecież powinien pracować dla samej pracy, dla tej satysfakcji zakończenia śledztwa... Tak powinno być. Co się stało?
- Powinienem. - kiwnął głową, także uśmiechając się do niej lekko. Nawet odsunął się nieco od kieliszka, opierając się o oparcie krzesła.
Zmarszczył brwi słysząc jej odpowiedź.
- Wszystkie przeszkody da się jakoś pokonać. - tym razem to on chciał jakoś pocieszyć kobietę. Cóż z tego, że pocieszaczem był raczej miernym?
Uśmiechnął się lekko.
- Nasze zdrowie. By wszystko w końcu było dobrze. - dodał jeszcze, po czym stuknął się z Mad kieliszkami i dopił swoją porcję do końca.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 653
avatar
Madeleine Rowley
"Wszystkie przeszkody da się jakoś pokonać". Kiedyś Madeleine też w to wierzyła. Nie było żadnej trudności, którą by nie podważała i nie próbowała z nią walczyć. Gdzieś w błędu duszy żywiła nadzieję, źe kiedyś wróci do takiego stanu. Teraz jednak była wyraźnie przybita. Ból między nogami i poobcierane biodra nie dawały zapomnieć o tym, co robi jej Silver i co będzie nadal robić, dopóki ona czegoś nie wymyśli. Westchnęła, a to westchnienie zginęło w dźwięku stukającego sie szkła.
- Nasze zdrowie. - powtórzyła cicho.
Miała dziwne wrażenie, że ich spotkanie znowu może się skończyć tak, jak zWsze, czyli porannym kacem nazajutrz. Tyle tylko, że tym razem Madeleine będzie Piła na smutno... Skrzywiła się. Nie lubiła takich nastrojów. Chciała dawną siebie, bo dawna Mad na pewno zdołałaby to wszystko jakoś ogarnąć.
- Co sie stało, to się nie odstanie. - rzuciła frazesem, nawiazując do slow Lennoxa, że zawalił. - Nie ma co się już tym zajmować, najważniejsze to po prostu działać dalej i naprawiać to, co się spieprzyła. Trzeba chyba po prostu próbować byc lepszym człowiekiem, nie?
Usmięchnela się blado. Gdzie za tym uśmiechem czaiły sie resztki dawnej Maddie.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 548
avatar
Chester Lennox
Pozostaje kwestia tego czy sam Lennox wierzył w swoje słowa. Był w końcu urodzonym realistą ze skłonnościami do czarnowidzenia, ale jednak... jednak rzeczywiście w to wierzył. Wszystkie albo raczej, prawie wszystkie < nie przesadzajmy z optymizmem! > przeszkody da się jakoś pokonać.
Stuk, łyk i powrót do stanu patowego. Odstawił kieliszek na stół, przez chwilę patrząc na resztki alkoholu. Uniósł głowę i spojrzał na kobietę, wyraźnie zatroskany. Jego zbiór ludzi, na których jakoś mu zależało nie był zbyt duży, zdecydowanie. A jednak Mad się tam jakoś wstrzeliła.
Och, nie zawsze ich spotkania kończyły się kacem! Kiedyś przecież przyszedł na posterunek i zamienił z nią parę słów. Wtedy "pożyczył" od jakiegoś gliniarza kubek z kawą, ale na kawie się skończyło. Ha.
- Ano, racja - pokiwał głową. - Mam zamiar znów się za coś zabrać, acz... na razie nie mam za bardzo za co. - skrzywił się. Tak, jakaś sprawa z pewnością naprowadziłaby go na "dobry" tor. - Z jednej strony dobrze, że mieszkańcy nie potrzebują detektywa, aalee... Ale jest nudno. Siedzę w papierach i nadrabiam zaległosci.
Pfu. - na słowa o byciu lepszym człowiekiem, jedynie uśmiechnął się półgębkiem. Nie widział siebie po tej jasno określonej "dobrej stronie mocy". Raczej gdzieś pośrodku. Bo chciał pomagać, chciał robić coś dobrego, ale... cóż, nie zawsze wychodziło w stu procentach.
- A ty czym się teraz zajmujesz? - i hops, łyczek.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 653
avatar
Madeleine Rowley
Odchyliła się lekko na krześle, popatrzyła w sufit tak, jakby miała tam znaleźć jakąś odpowiedzieć. Przez chwilę myślała jednak o tym, jak to byłoby wydmuchiwać teraz pyszny obłok dymu nikotynowego. Nie sięgnęła jednak po papierosy. Zamiast tego spojrzała na Lennoxa. Nie chciała już drążyć tematu "lepszego człowieka", bo musiała chyba zweryfikować swoje poglądy. To, w starała sie wierzyć, było jak inny swiat w stosunku do rzeczywistosci, jaka panuje.
- Sprawa morderstwa, zmasakrowanego ciała. - upiła łyk alkoholowego trunku. - Strasznie dziwna sprawa. Trzeba przesłuchać świadków. Pare rzeczy mi tu nie pasuje.
Zakręciła szklanka, zastanowiła sie.
- Powinieneś pracować w terenie, a nie przy papierach. - rzuciła ot tak, ńi to do niego, ni to do siebie.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 548
avatar
Chester Lennox
Odstawił opróżniony w połowie kieliszek na stół i spojrzał na Mad. Co naprawdę go dziwiło, ciężko mu było patrzeć na nią w takim... stanie. Przygaszoną, bez tej swojej iskierki radości w oku i podejrzanie lekkiego uśmiechu.
Cóż zrobić? Sięgnął do kieszeni po paczkę fajek, wyciągnął jedną i włożył sobie do pyska. Przez chwilę przetrząsał kieszenie w poszukiwaniu zapalniczki, a gdy już się znalazła przystawił ją do papierosa i pstryknął kilka razy nim zaskoczyła.
Zaciągnął się głęboko. Przez chwilę trzymał dym w płucach, wypuszczając go dopiero gdy był na krawędzi kaszlu. Kochane papierosy.
- Coś niecoś obiło mi się o uszy. - mruknął. Cóż, może i nie był u szczytu formy, ale nadal pozostawał całkiem dobrze poinformowany. Miał swoje źródła i często czerpał z nich informacje. - Chodzi o to ciało ze zrujnowanej dzielnicy? - upewnił się. - Zidentyfikowaliście? - a jednak nie był wszechwiedzący. Gazet niestety ostatnio nie czytał. Błąd.
Pokiwał głową.
- Zdecydowanie. Te papiery mnie zabiją chyba prędzej niż fajki, czy jakieś przyjazne kupy mięcha w ciemnych zaułkach. - uśmiechnął sie półgębkiem. - Cholernie żmudna robota. - choć i oszczędzał skarbówce sporo zachodu. Po co mają się panowie męczyć?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 653
avatar
Madeleine Rowley
Papierosowy dym przyjemnie drażnił nozdrza i Mad nie zdołała się już powstrzymywać, mimo że rzadko paliła. Wyciągnęła swoje papierosy z kieszeni, ale nie otwierała na razie paczki. Zakręciła nią płynek na stole. Mysli wciaz uciekały jej nie w tę stronę, w którą powinny. Wzdrygnęła sie, odruchowo zacisnęła uda. Rzeczywistość była naprawdę obrzydliwa. Z roztargnieniem wyciągnęła jednego papierosa, wsadziła sobie do ust, a potem odpaliła zapałki, które wygrzebała gdzies z kieszeni spodni. Pierwsza zapałka zgasła, zanim dziewczyna zdążyła sie zaciągnąć. Odrzuciła ja nerwowo. Dopiero za drugim razem do płuc dostał sie pożądany dym.
- Tak, o to z ruin. - wypuscila dym z płuc w przestrzeń ponad stołem, ponad ich głowami. - Okropna sprawa. Ciało było tak zmasakrowane, że pewnie trudno byłoby je zidentyfikować, gdyby nie fakt, ze morderca wykazał sie ułańska fantazją i podrzucił ciało pod drzwi domu ofiary. Zidentyfikował ją jej mąż. - mówiła spokojnie, chłodno, zupełnie bez uczuć. Na twarzy starej Maddie pewnie malowalaby sie strapienie. Ale teraz... Teraz po prostu cos sie zmieniło.
- Rzuć te papiery w cholerę. - usmięchnela sie blado. - Wyjdź na ulicę. Łap złych gości. - zaciagneła sie. - Zbyt wielu łazi ich po ulicach.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 548
avatar
Chester Lennox
Pokiwał głową, w milczeniu zaciągając się po raz kolejny. Rzeczywiście, nieprzyjemna sprawa. Czasem zastanawiał się, co skłaniało niektórych morderców do masakrowania swych ofiar. Czy to chłodna kalkulacja? W końcu takie ciało  trudniej zidentyfikować. Może dla jakiejś chorej satysfakcji? Nie od dziś wiadomo, że mordercy mają zazwyczaj porządnie zryte berety. To logiczne, gdyby byli normalni to by nie zabijali... Heh. A może po prostu w napadzie szewskiej pasji? Wyładowują swoją złość? Co z tego, że ofiara już nie żyje, tłuką jeszcze, jak w worek.
Wypuścił dym gdzieś w bok. Opuścił na moment dłoń z papierosem, za to pociągnął łyk ze szklaneczki.
- No proszę. - mruknął - Może to jeden z tych biednych szaleńców, którzy podświadomie błagają, byśmy... byście ich złapali? Wiesz jaki typ mam na myśli. - odchylił się do tyłu na krześle. - Niby ucieka, niby się chowa, ale tylko czeka aż w końcu biedne pieski wpadną na jego trop.
Banda pojebów. - pokręcił głową. Mąż pewnie był zachwycony, gdy rzucili przed nim jakąś krwawą miazgę i pytają sie czy ją rozpozna. Tia...
Uśmiechnął się.
- Do boju tygrysie? - zaśmiał się cicho, po czym zaczął kaszleć chrapliwie. Łyk z kieliszka, na zdrowie. - Ach, chciałbym, chciałbym...
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 653
avatar
Madeleine Rowley
Pokręciła głową.
- Nie, z pewnością nie chce być złapany.
Wsadziła sobie papierosa w usta i tam go zostawiła. Ręce zaś oparła na stole, kręciła pustą już szklanką wokół własnej osi. Przy twarzy Mad kłębił się dym. Może miała nadzieję, że to zasłoni wyraz jej oczu. A może było jej już wszystko jedno.
Tym razem to ona odchyliła sie na krzesle.
- Więc zrob to. - usmięchnela się. - Co ci stoi na przeszkodzie?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 548
avatar
Chester Lennox
Skrzywił się nieznacznie. A więc gliniarzom najprawdopodobniej szykuje się wcale twardy orzech do zgryzienia.
- Dorwiecie sukinsyna. - skwitował, a na jego twarz powoli wpełzł lekki uśmieszek.
Zaciągnął się papierosem. Dym znów przyjemnie podrażnił mu gardło. Trzymał go w płucach tak długo, aż ponownie znalazł się na krawędzi kaszlu. Dopiero wtedy powoli wypuścił go gdzieś w bok.
Wzruszył ramionami.
- Nie wiem. - odsunął papierosa od ust, po czym pociągnął ostatni łyk z kieliszka. - Dajcie mi licencję na zabijanie, to zacznę moją krucjatę. - wyszczerzył się. Oj, chętnie pomógłby w czyszczeniu miasta z tych ludzkich śmieci, które je zanieczyszczają. W ten najbardziej radykalny sposób.
Ale czy tak można? Czy to w porządku?
Dzięki Maszynio, Lennoxa ni chuj to nie obchodziło. Nigdy nie był typem przyjemniaczka...
Przyłapał się na tym, że przez chwilę rzeczywiście rozważał tą "krucjatę". Chciało mu się śmiać, ale jakoś się powstrzymał.
Miast tego postanowił zrobić coś, odkąd myślał gdy tylko  zobaczył Mad w takim stanie.
Przesunął się wraz z krzesłem tak, by usiąść obok policjantki i objął ją ramieniem.
- Będzie dobrze Maddie. - powiedział.
A więc jednak miał w sobie jakieś uczucia poza smutkiem, agresją i znudzeniem. Dobrze wiedzieć.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 653
avatar
Madeleine Rowley
Nie, nie będzie dobrze. - skwitowała w myślach. Ale nie powiedziała tego na głos. Nie chciała wzbudzać więcej oodejrzeń swoim zachowaniem, że coś jest nie tak, niż to konieczne. Musiała się z tym problemem uporać sama i nie było nikogo, kto mógłby jej w tym ulżyć. Westchnęła. Wszystkie te myśli sprawiły, że znowu cos jej się ścisnęło w dolnej części brzucha.
W odpowiedzi po prostu dała się przytulić i poklepała Chestera po udzie w przyjacielskim geście.
- Jasne. - skwitowała zdawkowo.
Nadal obejmował ją za ramiona, ale i tak wychyliła się do przodu, by sięgnąć do popielniczki i zgasić papierosa. Potem spojrzała na detektywa. Ich twarze chyba nigdy jeszcze nie były tak blisko, dlatego dopiero teraz zobaczyła jego zmęczone oczy. A zaraz potem, że moze rzeczywiście powinien dostac licencje na zabijanie, może zrobiłby porządek w tym mieście.
Lubiła go. Zawsze był wsparciem dla niej. I niezależnie od tego, jak on sam o sobie myslal, Mad miała go za równego kumpla. Nachyliła się wiec lekko i pocałowała go w policzek. Zupełnie bez podtekstów. Parodniowy zarost podrapał ją po ustach.
- Dzięki, Chester. - powiedziała, a dziękowała chyba za całokształt. - Odprowadzisz mnie do domu?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 548
avatar
Chester Lennox
Zastanawiał się nad jakąś skomplikowaną figurą retoryczną, którą mógłby odpowiedzieć na to jej "Jasne", ale dał za wygraną. Miast tego, gdy policjantka nachyliła się by zgasić papierosa w popielniczce, on zaciągnął się raz jeszcze. Gdzieś w głowie błysnęła mu myśl, że opłacałoby się wreszcie rzucić kiedyś te fajki. I alkohol. I tabletki na migrenę, których ostatnio zażywał chyba trochę więcej niż powinien. Potrząsnął głową, odpychając od siebie te, jakże niepotrzebne myśli. Z tabletek da się zrezygnować, szczególnie jeśli migrena w końcu przestanie go męczyć ale fajki i okazjonalne zaglądanie do kieliszka to chyba nieodłączne części jego jestestwa.
Uśmiechnął się lekko, gdy spojrzała mu w oczy. Sam uśmiech do nich jednak nie dotarł, nadal pozostawały umęczone. Mało ostatnio sypiał... Aj, nie byli w najlepszej kondycji. Bynajmniej.
Gdy cmoknęła go w policzek, zrobiło mu się trochę głupio że jest taki nieogolony i ogólnie zaniedbany, ale nie myślał nad tym długo.
- Nie ma sprawy. - uśmiechnął się. Nie może zawsze tylko smęcić. To by było nudne!
Kiwnął głową.
- Chętnie. - wyswobodził ją ze swego zbawczego ramienia.

Powrót do góry Go down
Liczba postów : 653
avatar
Madeleine Rowley
Jakoś tak, gdy zabrał swoje ramie, Mad poczuła się bardziej sama na tym świecie. Chyba za dużo miała ostatnio na głowie. Zawsze silna, niezależna i uśmiechnięta - teraz potrzebowa po prostu opieki. Zbyt wiele się wydarzyło.
- Świetnie. - odparła z bladym uśmiechem.
Wstała, poprawiła broń w kaburze i spodnie. A przy tym wstawaniu oparła się o ramię Chestera.
- Powinnismy wziąć cos na wynos? - zastanowiła się głośno.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 548
avatar
Chester Lennox
Pstryknął papieroska w dal lokalu. Miał nadzieję, że barman nie zauważył. Bo jeszcze się obrazi i go nie wpuści! A wtedy to koniec świata!
Mad wstała, wspierając się na jego pomocnym ramieniu, a detektyw na razie siedział niewzruszony na swoim krześle.
- Picie piękności szkodzi. - mruknął, uśmiechając się lekko. Wstał wreszcie i poczłapał do baru. Zakupił buteleczkę Whiskey, po czym wrócił z nią do Mad. - Ale tobie nie zaszkodzi. Więc można zaszaleć.
Panie przodem. - skłonił się uprzejmie, wskazując drzwi.
Wyszli i skierowali się do mieszkania Madaline.

zt x2. --> Mieszkanie Mad
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1172
avatar
Red Ryder
---> Mieszkanie Reda

Po kilkudziesięciu minutach byli pod Morganem. Tak to było ich chyba pierwsze koleżeńskie wyjście. Red wolał Claudette ale skoro Josh się upierał. Nie chciał by miał przez niego kłopoty za kręcenie sie po slumsach. To by było złe dla nazwiska Granta i samego protetyka.
Weszli do środka a po chwili siedzieli przy barze.
Oho koledzy sie znaleźli. Kto by pomyślał. Ale podobno pasja łączy. A mieli przecież tą samą do zębatek. Kiedyś do tych samych kobiet, a teraz wspólny cel. Pomoc innym.
- To co piwo czy coś mocniejszego?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 3941
avatar
dr Joshua Grant
Josh po Kirkowym bimbrze, skrzywił się okrutnie, jednak zniósł to po męsku. Gdy usiedli w Morganie , odetchnął z ulgą.
- Niee...dla mnie tylko piwo. - był czas kiedy pił do upadłego, ale ten już minął. Musiał być zdrowy, by pomagać innym.
-Musimy cię odstawić przed ciszą nocną do domu. - zerknął na zegarek. Jeszcze było sporo czasu
Upił łyk piwka (które w porównaniu do tego z BP, było chyba chrzczone, bo coś słabe) i odetchnął głęboko
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1172
avatar
Red Ryder
Uśmiechnął się tylko do Josha i zamówił też piwo.
Nie zamierzał też zachlać ryja, ale tak po prawdzie dawno z nikim nie wychodził. Mozę dobrze mu zrobi męskie towarzystwo.
- Mnie odstawić do domu? – zapytał, uśmiechnął się lekko. Po czym upił trochę piwa.
- Myślę że dam radę, lepiej żebyś ty się nie narażał, szkoda nazwiska ja już nauczyłem się omijać patrole – dodał. Zresztą zgodnie z prawdą.
- W ogóle ta cała cisza nocna nie wiem czemu ma służyć… a słuchaj nie myślałeś o tym aby otworzyć tam własny gabinet? W trzeciej strefie?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 3941
avatar
dr Joshua Grant
Uśmiechnął się pod nosem. Jednak Ryder mało wiedział o elicie
- Gabinet ? W trzeciej strefie? - zaśmiał się - Jak myślisz, czemu leczę tutaj po cichu ? Wiele w mojej karierze zależy od tego, jak mnie postrzegają. Jakbym utworzył gabinet w trzeciej strefie, uznaliby mnie za niespełna rozumu. A niestety by móc pomagać trzeciej strefie na boku, muszę mieć poważanie w pierwszej. Wszystko się rozchodzi o pieniądze. - mówił cicho, by te słowa dotarły wyłącznie do uszu Reda. W końcu sam to wszystko finansował.
- Gdyby nie twoja pomoc i Esme, trudniej by było to zorganizować. - uśmiechnął się do Rydera.
Kto by pomyślał, że będą razem współpracować, nie?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1172
avatar
Red Ryder
Tak wiedział, chlali gówniany alkohol zarzygiwali się w swoich apartamentach, posuwali każdy każdego, dzieci to nie wiadomo czyje były. Ale nie mówił tego głośno. Tak naprawdę wiedział jacy są bogaci panowie. Josh był inny. On się nie wywyższał, nie czuł się lepszy, nawet to co robił robił po cichu i nie dlatego że się wstydził.
- Rozumiem, to dziwne, powinno być trochę inaczej. Nikt tego nie przyjmie i nie podziękuje – zamyśliłem się.
- Wiesz nie wiele pomagam to ty jesteś tutaj głównym zarządzającym i inicjatorem a ja i Esme – wzruszył ramionami. Bo taka prawda nie wiele wnosił.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 3941
avatar
dr Joshua Grant
Gdyby nie pomoc Reda, to nic by z tego nie było. Ludzie by mu nie zaufali, węszyli podstęp. A tak, wszystko szło dość gładko.
- Ano...w naszym społeczeństwie mało jest tak, jak powinno - uśmiechnął się blado. - Inicjatorem może jestem, ale bez was mógłbym co najwyżej dostać kopa w dupę. Trzecia strefa nie jest zbyt bezpieczna.

...
Półtora piwa później, nieco luźniej się rozmawiało.
- ...słuchaj...nie chcę wyjść na dupka, czy kogoś kto się wtrąca...ale jak to było z tym twoim nieszczęsnym ślubem z Nainą? Bo znam tylko jej wersje. - zapytał zajadając przy okazji orzeszki, które mu podsunięto, jak barman wywąchał, kto przed nim siedzi. Liczył pewnie na niezły napiwek.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1172
avatar
Red Ryder
- Jakby ktoś chciał cię kopnąć daj znać – kiwnął głową porozumiewawczo do Josha. Wolał aby takich sytuacji nie było ale jakby Josh chciał komuś faktycznie skopać dupę to śmiało mógł dać znać. Nie wątpił w odwagę Josha. Samo to co robił pokazywało że ma wielką, ale no jakby nie patrzeć, wątły z niego chłopak był. Po za tym Red w trzeciej strefie znał sporo ludzi.
Gawędzili długo przyjemnie o nowych technologiach. Aż do końca drugiego piwa.
Gdy wspomniał o Nainie Red spojrzał na Josha trochę zdziwiony, dopił piwo do końca, odstawił pusty kufel i milczał. Jakby chciał wyjść. Jednak tego nie zrobił. Zamówił kolejne dwa piwa.
- A jaką znasz? – zapytał patrząc chwilę na Josha, potem wrócił wzrokiem do kufla.
- Był ślub i się nie dobył – wzruszył ramionami – to zamknięty temat, próbowałem coś z tym zrobić, mogło być inaczej, ale jest jak jest, najwidoczniej los pchnął mnie w kierunku Beth. Tak miało być. Zresztą Naina nie była by szczęśliwa ze mną.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 3941
avatar
dr Joshua Grant
- Cóż... - stwierdził, że te piwa całkiem gładko wchodzą i są całkiem smaczne. - Ponoć zdradziłeś ją z Beth, co była łaskawa wykrzyczeć w dzień waszego ślubu. - podrapał się po nosie - Pytam bo wiem, że...Naina ma skłonność do..przejaskrawienia. Nie, że posądzam ją o kłamstwo, ale jeżeli chodzi o sprawy cielesne, to ma znacznie niższą tolerancje niż większość ludzi.
Chociaż w sumie co go to...
- Albo...wybacz, że pytałem. Po prostu nie mogłem zdzierżyć faktu, że w ostatecznych rozrachunku wybrała Ciebie.
Taaaak, to wyznanie było dość upokarzające. No i kosz w walentynki, ała. Czyżby wtedy chciała do niego wrócić, bo Red zdecydował się być z Beth? To było jeszcze bardziej upokarzające ! Nic nie miał do Rydera, ale no...
- No, ale los to sam poukładał. Jesteś z Beth, ja z Isą...i wypijmy za to - tak, chyba sie ciut wciął. Więc upił kolejny łyk.
Powrót do góry Go down
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Pub "Kapitan Morgan"
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 5 z 11Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6 ... 9, 10, 11  Next
 Similar topics
-
» Pub "Kapitan Morgan"
» Kapitan Morgan - gra w kości

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: STARE RPOZGRYWKI I WSZYSTKO :: Miasto :: Druga strefa-