IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Pub "Kapitan Morgan"

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 5, 6, 7 ... 9, 10, 11  Next
Liczba postów : 1591
avatar
Sylvia Valmount
First topic message reminder :

Cennik:
- Szklanka rumu - 4 Ril; 1 K butelka
- Szklanka gorzały - 12 Ril; 60 Ril butelka
- Szklanka whiskey - 36 Ril; 1 K 40 Ril butelka
- Kufel Piwa - 18 Ril

GRA W KOSCI-ZASADY

awers/rewers- zasady gry:
 

__________________________________________________

Uśmiechnęła się słysząc śmiech swojego durnego brata.
-Pewnie mieli. Ja bym była najpierw w totalnym szoku.-parsknęła. Wstała i idąc do baru klepnęła Matta w ramię. Wróciła z drugim piwem.
-Dostanie to na co zasłużył.
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Liczba postów : 1172
avatar
Red Ryder
- Hmm – słuchał z uwagą sącząc piwko nie wiedząc co go jeszcze czeka.
- Taaa, zdrada w ogóle z nikim o tym nie rozmawiała ani ze mną ani z Beth, tak pocałowałem ją i nie szukam wyjaśnień tego co się stało, było, wtedy nie miało to dla mnie znaczenia, po prostu pocałunek, nie mówię że niewinny, bo nie. Był inny. Ale nic nie zmieniał. Próbowałem o tym z nią rozmawiać a ona? Nawet nie próbowała słuchać – burknął – nie dała mi żadnej szansy, oznaki szansy że…
I wtedy urwał, ze co wybrała Reda?
- Że co kurwa? – odwrócił się przodem do Josha – przecież mój pocałunek z Beth był tylko właśnie pretekstem żeby być z tobą, Beth wtedy nie była jakimś znaczeniem dla mnie – zamyślił się, chyba nie była.
- W pewnym momencie zrozumiała że może to wykorzystać i być z tobą… Kurwa… - pokręcił z rezygnacją głową.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 3941
avatar
dr Joshua Grant
Josh spojrzał na niego, jakby ten zażył jakieś leki. To znaczy zrozumiał, że zdrada, że się całował z Beth, ale reszta?
- Eee nie? - upił łyk piwa - Jak wam nie wyszedł ten ślub, to ja byłem zaręczony z Wiktorią. Dopiero później zerwaliśmy zaręczyny. - już się nie tłumaczył dlaczego, każdy znał  tą historię-  Byliśmy z Nainą wtedy tylko znajomymi. Potem zacząłem się  z nią spotykać, wiecznie mi odmawiała wyjść publicznie, a w Dzień Zakochanych powiedziała mi....czekaj jak to było - w przerwie na myslenie skonsumował orzeszka -..że nie może przestać mnie porównywać do Ciebie i boi się, że nie będzie umiała zapomnieć. No i zapytałem wprost, czy myśli o powrocie do Ciebie. No to zaczęła coś mieszać, że nie, ale nie będzie chyba w stanie zapomnieć, że myśli, że jest za wcześnie dla niej i nie chce tracić kontaktu z żadnym z nas. Chyba coś w ten deseń było
Westchnał cicho
- Ja lizałem jeszcze rany po poprzednim związku, uniosłem się honorem, bojąc się kolejnego miłosnego trójkąta no i tego dnia się rozstaliśmy. Nie wiedziałeś? - był naprawdę zdziwiony. Myślał, że ta poleciała właśnie do Reda, po wszystkim.


Ostatnio zmieniony przez dr Joshua Grant dnia Sro Gru 16, 2015 10:58 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1172
avatar
Red Ryder
- Czyli co wychodzi na to że ja myślałem że ty, ty myślałeś że ja – zamyślił się upił spory łyk piwa, nie dwa łyki. Musiał chyba popić to wszystko – a wiesz że w pewnym momencie miałem ochotę pójść i dać ci w ryj… Naina zawsze mówiła Josh to Josh tamto. Krew mnie zalewała.
- Wiem ze nawaliłem nie byłem święty, ale te jej brak zdecydowania doprowadziło że została sama. Gdyby dała znać wysłała jakiś sygnał. Przyniosła mi ciasto i powiedziała, że mnie nienawidzi. Widziałem ją parę razy, potem te ręce – pokręcił z rezygnacją głową.
- Może ty jesteś mądrzejszy, może ją trzeba do jakiegoś specjalisty… Ja nic już nie zrobię, mam swoje życie o którym niewiele wiem, ciężko mi było.. Nie wiem kim jestem, kim byłem i kim będę. Winię siebie że tak się stało, moja wina ale nie mogę katować się do końca życia.
Zamyślił się dopił piwo i odstawił kufel.
- Beth pomogła mi z tym się uporać, nawet nie rozmawiamy o tym a jej entuzjazm i chęci robią wszystko, nie wiem czy mógłbym wrócić do Nainy i żyć w wiecznej pokucie za jeden pocałunek, wiem natomiast że ten pocałunek był dla mnie inny i miał znaczenie. Los tak chciał Josh.
Zamówił kolejne piwo.
- A co to za Isa – puścił oczko to Josha.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 3941
avatar
dr Joshua Grant
Josh wybuchnał śmiechem, co ostatnio nieco cześciej mu się zdarzało. Magia terapii !
- No to pięknie. Ja miałem pretensje do Ciebie, ty do mnie. I to ja musiałem wysłuchiwać rzeczy o Tobie.
Specyfika męskich znajomości/przyjaźni. Lekcja 1.
Kobieta vs kobieta - nienawiść do końca życia, chęć zniszczenia rywalki
Mężczyzna vs mężczyzna - przychodzi co do czego piją razem i śmieją się z własnej głupoty.
Słuchał go uważnie. Czyli mamy tutaj kolegę, który nic o sobie nie wie. Gdy wspomniał o rękach, skrzywił się nieznacznie
- Ta...te ręce. Chyba się pośrednio do tego przyczyniłem - wydawał się być zakłopotany - Chciałem podjąć jeszcze jedną próbę z nią, ale wtedy...wynikło sporo spraw...cóż, oddaliłem się od niej. - tak, bardzo ładne określenie faktu, że dowiedział sie, że będzie ojcem - Powinienem mieć na nią oko. No, ale załatwiłem jej najlepszego psychoanalityka w mieście, może sobie z nią da radę.
Zamilkł na chwilę, medytując nad piwem
- Ustalmy jedno Red. Nie pochwalam tego, co się między wami stało, wiem z autopsji, że zdrada jest czymś...trudnym do wybaczenia. Czasem niewykonalnym. Z drugiej wiem, że jeżeli kogoś bardzo się kocha, to można mu pewne rzeczy wybaczyć. - sam był zdolny rozmawiać potem z Wiktorią, cieszyć się z ich dziecka...nadal ją kochać do szaleństwa. Przekleństwo, które zostanie z nim do końca życia.
- Nie ma co winić Nainy, że nie była ci w stanie wybaczyć, ale też nie mogła o Tobie zapomnieć, co się odbiło rykoszetem na mnie, za co też Cię teraz nie winie. - no...wtedy winił, ale ciiiii - Ja też nie byłem święty. Są rzeczy, których bardzo żałuje.
Wziął głęboki oddech.
-Co by się nie stało, czasu się nie cofnie i nie ma co się biczować. I nigdy nie popełnić błędu drugi raz.
Kolejne piwo? On się stąd wyczołga. Zapytany o Isę, uśmiechnął się lekko.
- A Isa...cóż...jest... - zastanawiał się chwilę - Jest...uparta, apodyktyczna wręcz, lubi akcentować swoje zdanie i czasem mnie doprowadza do szału...ale jest w niej coś...czemu nie mogę się oprzeć. Wiesz o czym mówie, prawda?
A jakże, wiedział! Beth też była uparta jak ten osioł (w Zigguracie w ogóle były osły?), umiała człowiekowi dopiec (ach te dawne czasy!) ale było w niej coś. Coś co Noah pokochał cały sercem. I to był haczyk na meżczyzn.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1172
avatar
Red Ryder
Roześmiał się gdyby wiedział o czym myśli.
- Bo widzisz ja myślę trochę inaczej, tak mi się wydaje że myślę inaczej przyjaźn między kobietą a mężczyzną nie może istnieć. Albo się kocha albo nienawidzi. Jeśli facet myśli żę jest przyjacielem, jeśli zachowuje się jak przyjaciel przy kobiecie dla kobiety to gdzieś tam w środku przynajmniej leci na nią, a nawet kocha czy jak tam to się zwie. Bo ja nie wiem co. Dlatego jej nie winie… Taka jest, tak woli, nie wbije jej do głowy czegoś innego i do niczego nie zmuszę – zamyślił się upił kolejny łyk, nie pamiętał już którego piwa.
- Dlatego uważam że może było warto przełożyć przez kolano i wlać w dupę.
Ponownie się roześmiał. Gorzej jak by takie lanie się spodobało.
Uśmiechnął się do siebie gdy Josh mówił o swojej dziewczynie.
- Wiesz cieszę się że nie dąłem ci w ryja, całkiem spoko z ciebie koleś – klepnął go po plecach jak osła w zad a co.
- Kiedyś musisz mnie poznać – wyszczerzył zęby w szczerym uśmiechu – ale nie musisz się bać, Beth mi wystarczy… Jest naprawdę aniołem no i jeździ motocyklem. – Red miał trochę inną wizję, mniej wyszukane porównania, może był prostszy niż mogło by się wydawać. Liczyły się dla niego po prostu te rzeczy bardziej przyziemne.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 3941
avatar
dr Joshua Grant
Josh miał inne zdanie co do przyjaźni z kobietami. Może dlatego, że łatwiej mu taka przyjaźń przychodziła? Przyjaźnił się z Theresą a nigdy by nie pomyślał o niej...w taki sposób. Nienienie !
Megan...cóż, uważał ją za naprawdę piękną kobietę i dobrą i ciepłą...i ...i , dobra zostawmy ten przykład, bo dojdzie do wniosków, których pożałuje.
Starał się być dla Nainy nadal przyjaciel, ale ostatnio ich relacja była po prostu...toksyczna. Wysysała z niego całą energię i choć chciał jej pomóc, to nie mógł, skoro ona tego nie chciała.
Ach...to by tłumaczyło wściekłość Isy. Pewnie myślała tak jak Red...
Na wizję włojenia Nainie w tyłek, parsknął śmiechem, ale z drugiej strony, wywołało w nim to odczucia, o której się nie podejrzewał.
- Nie wiedziałem, że Beth jeździ na motocyklu...a słuchaj. Bo ty mówiłeś... - przerwa na łyk piwka - ...że ty nic nie pamiętasz. Bo ja chodzę do takiego specjalisty... i on stosuje wobec mniej taką eksperymentalną metodę, nazywaną hipnozą. Wprowadza cię w trans, podczas którego wyciąga z Ciebie rzeczy, z których sam nie zdawałeś sobie sprawy. Może on by z Ciebie wyciągnął twoją przeszłość. Znaczy...jak chcesz ją poznać.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1172
avatar
Red Ryder
- A no i to nie wyobrażasz sobie jak… ostatnio nawet uczeń przewyższył mistrza w bezpośrednim starciu – uśmiechnął się przypominając sobie szalony wyścig na torze.
- Dobrze że się nie zakładałem bo bym przegrał podwójnie – dokończył i spoważniał. Wsłucha się w słowa Josha.
- Ale jak to? – zapytał.
Bał się. Zaczął się zastanawiać chyba nie był gotowy, chyba jużnie chciał wiedzieć nic. Teraz gdy się pogodził ze wszystkim, gdy ukałda sobie na nowo życie, Beth, Tomy.
- Wiesz nie wiem czy już chcę wiedzieć co było kiedyś. Liczy się tu i teraz. Beth , twoja misja, praca w Laboratorium, nie chce ciągle szukać, to nie ma sensu, bo i po co? Muszę się odlać… Idziesz?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 3941
avatar
dr Joshua Grant
No to ustalone. Beth jest mistrzynią motocykla. Red nie chce poznać swojej przeszłości. Josh nie poszedł się z nim odlać. Resztę wieczoru przebełkotali o zębatkach i ich fascynacji mechaniką.
Red wrócił przed ciszą nocną do domu, Grant nie wierząc za bardzo w swoje możliwości motoryczne po takiej ilości piwa, zamówił taksówkę.
Koniec.

/zt
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 502
avatar
Dave Silverton
--> z domu

Dave wtoczył się do środka bo chodzeniem nie można tego było nazwać. Trącił kogoś ramieniem i wybełkotał krótkie przepraszam ale nie miało to znaczenia. Nawet nie wiedział jak bardzo dużo miał szczęścia, że jegomość którego trącił miał dzisiaj dobry dzień i że nie zareagował gwałtownie na to zdarzenie.
Zatoczył się do baru.
- Prszę whisky.
Oparł się ciężko o blat z przymkniętymi oczami i wykonał gest dłonią zachęcający barmana do szybszych ruchów. Jego czoło pacnęło o ramię ale walczył dzielnie żeby nie usnąć tak jak siedział.
- Dfie... nie, trzy.
Whisky w Morganie była na szczęście o wiele tańsza niż ta w centrum, mógł kupić więcej za mniej. Bardzo cieszyła go ta perspektywa.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 391
avatar
Joel Miller
/ Początek po przeskoku

Miller miał dzisiaj pierwszy naprawdę dobry dzień od dawna. Odkąd kryjówka u Valmountowej poszła się jebać sypiał po śmietnikach i kartonach na uliczkach slumsów. Raz niemal przypłacił za to życiem i gdyby nie to, że nie rozstawał się z nożem prawdopodobnie gryzłby dzisiaj piach lub wąchał kwiatki od spodu. Na szczęście miał nóż i zdołał się obronić, z opresji wychodząc bez szwanku.
Wypił kilka głębszych - świętował sukces. Okradł dzisiaj starszą Panią i udało mu się zgarnąć kilka kredytów, na tyle dużo że dobrze dzisiaj zje i na tyle dużo że z reszty zafundował sobie alkohol, który ogrzeje go podczas nadchodzącej nocy. Wychodził akurat gdy jakiś nawalony w cztery dupy młodzian zahaczył go ramieniem.
- Co jest kurwa?
Miał jednak dobry humor i wybełkotane przepraszam wystarczyło aby Miller nie nawpieprzał mu sęków albo dla zasady nie dźgnął go nożem. Nie musiał sobie dzisiaj w taki sposób polepszać nastroju. Dlatego odpuścił i wyszedł.

--> targ w slumsach
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1500
avatar
Nicolas Fitzroy
po pracy --->

Co Nicolas robił w drugiej strefie prawie pod wieczór? Miał ochotę się napić, jak zwykle, choć bez prawdopodobieństwa, że wpadnie na kogoś znajomego. A do Morgana Grant, czy Fanny nie zaglądali, przynajmniej tak sądził. Napić się piwa i nie rozmawiać z nikim, taki był pierwotny plan. Otworzył drzwi, mijając się w zasadzie z Joelem, choć przez zwieszoną głowę i myśli zawładnięte innymi sprawami nie zauważył go. Absurdalna sytuacja.
Podchodząc do baru zrozumiał jak bardzo się mylił. Oczywiście, że spotka tu kogoś znajomego. Silverton. W dodatku ledwo stojący na nogach. Podszedł z boku i złapał go za ramię.
- Dave, chyba wystarczy.
Pokręcił barmanowi głową, żeby schował te cholerne flaszki, które właśnie wyciągnął.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 502
avatar
Dave Silverton
Ktoś go złapał za ramię. W pierwszej chwili nie rozpoznał głosu bo dochodził jakby z daleka i choć brzmiał znajomo... to jednak już boleśnie obco i szorstko. Dave poczuł bunt, bo barman faktycznie zatrzymał się w pół kroku nie wiedząc czy ma te butelki przynieść czy jednak je schować z powrotem. Dave odwrócił głowę w stronę twarzy Nicka. Buchnęło od niego odorem kilkudniowej biby.
- Nie.
I odwrócił się z powrotem do baru bo patrzenie na dwóch Nicków w tym samym momencie... po prostu nie mógł.
- Trzy.
Odezwał się do barmana, grzebiąc w kieszeni za kredytami które zresztą zaraz rzucił na blat. Pieniądze zabrzęczały ale żadna z monet nie spadła.
- Trzy. - Powtórzył z oślim uporem i nie miał zamiaru odpuścić.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1500
avatar
Nicolas Fitzroy
Osioł. Uparty muł. Nie miał zamiaru dociekać w tym momencie dlaczego mógłby upić się od samego oddechu Silvertona, ale nie miał zamiaru zostawić go samego w takim stanie. Mimo wszystko.
- Nie mam zamiaru się z tobą wykłócać. Proszę. - pochylił się nieco, mówiąc całkiem łagodnie, chcąc jakoś do niego dotrzeć. Popatrzył się jednak na barmana i skinął głową. A niech da te butelki. Przecież Dave nie odpuści.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 502
avatar
Dave Silverton
I nie odpuściłby, dlatego dobrze się stało gdy te butelki dostał. Na szczęście kredytów mu nie brakło aby opłacić te zakupy. Sapnął. Popatrzył po nich równo przed nim stojących i sunąc palcami po blacie złapał pierwszą z nich. Chciał ją odkręcić ale zrezygnował. Napije się w domu. Łagodny głos Nicka wcale nie ułatwiał mu zadania zejścia ze stołka na który wcześniej z trudem wlazł. Niemniej jednak po chwili stał i trzymał wszystkie trzy butelki kurczowo je do siebie przyciskając, chwiał się jednak i musiał oprzeć plecami o blat w celu uzyskania kontroli nad równowagą. Unikał patrzenia na Nicka, mimo to otworzył oczy kilka razy bardzo szeroko i zamykał je, by odzyskać względną ostrość widzenia.
- No... to ja idę już... nie? Ższebyś się nie wyk-kłucał.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1500
avatar
Nicolas Fitzroy
Patrzył się z niepokojem jak brał te flaszki. Wolał mu ich jednak nie wyrywać. Jeszcze się potłuką, ludzie pokaleczą, nie warto.
- Idziemy. - poprawił go - Odstawię cię do domu.
Patrzył się z wyczekiwaniem i wskazał mu ręką drzwi. Dobrze, że do kamienicy, nie było jakoś strasznie daleko. Chociaż Fitzroy dziwił się jak w tym stanie Dave dotarł sam do Morgana.
Podszedł do niego i objął na wysokości talii, łapiąc mocno za materiał koszuli czy innej bluzki, jaką mężczyzna na sobie miał. I nie było to w zasadzie nic zdrożnego. A bo to pierwszy raz chłop odprowadza napierdolonego kolegę. Równowadze trzeba było czasami pomóc.
- A tylko spróbuj się wypierdolić. - mruknął, dość niezrozumiane, chyba bardziej do siebie.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 502
avatar
Dave Silverton
-Mhm.
Mruknął jakby na zgodę. Gdy go objął Dave napiął każdy mięsień swojego ciała i przez moment stracił równowagę jednak poza zachwianiem nic się nie stało. Przez ten krótki moment poczuł się tak błogo bezpieczny, jednocześnie wiedząc że to tylko ułuda upitego umysłu. Wrażenie szybko uleciało gdy ruszyli w stronę drzwi. W trakcie stawiania kolejnych kroków Silverton zdążył na swój pijacki sposób po raz kolejny zrozumieć, że w tych ramionach nie miał już czego szukać.
Ot zwyczajny gest, być może powodowany litością - nic więcej niż kropka postawiona na końcu zdania kilka dni wcześniej.
- Pójdieszsz ze mną? Od- czknął -prowadzisz mnie?
Zapytał tak jakby właśnie nie szli, widocznie nie kontaktował najlepiej. Butelki trzymał tak kurczowo że aż zbielały mu palce a na skórze przedramienia odcisnął się ślad po jednej z nalepek. Zarzucił mu wolną rękę na ramię, żeby lepiej mu się szło.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1500
avatar
Nicolas Fitzroy
Nicolas stawiał kroki pewnie, choć powoli, dochodząc do drzwi i otwierając je wolną ręką.
- Tak, Dave, odprowadzę cię. Spodziewałeś się czegoś innego?
Przecież w drugą stronę Dave zrobiły to samo. Zresztą, Nicolas miał taki, a nie inny charakter, że nie zostawiłby nikogo ze znajomych pijanego na pastwę losu. Obojętnie czy tę osobę lubił, czy niekoniecznie.
Robili więc niewielkie kroczki, z minuty na minutę zbliżając się do kamienicy Silvertona, a jeszcze do niedawna Fitzroya.

zt ----> mieszkanie Dave'a
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 12
avatar
Catharine Nemesis
Gdyby nie istnienie miejsc takich jak ukochany Kapitan, gardła świeżych nie-studentów nie mogły by się cieszyć smakiem i efektem procentów. Na Catherine, jako kobietę inteligentną procenty działały nieco inaczej niż na większość populacji. Gdzie większość osób używało go by zatopić emocje, albo schlać się jak świnię - którymi większa część męskiej populacji właśnie jest, nie ukrywajmy - Cath używała go do ukojenia nerwów i wzmocnienia ciała. Odrobina alkoholu nigdy jej nie nie wzmocniła. Dlatego właśnie kupiła całą butelkę gorzałki.
60 ril było ceną całkiem przystępną za taki alkohol. Nic specjalnego, ale jest coś, ze smakiem, czym można napoić swoje ciało, bez obawy o zatrucie nadmiarem herbaty albo kawy.
W takie piękny popołudnie trudno byłoby nie zostać usadowioną przy stoliku, we wnętrzu Morgana. Na dworze jaśniało słoneczko, promyki ogrzewały już i tak upalne powietrze, a ludzie robili co im się podobało jeśli nie było zabronione przez rząd. ...Nie wróć. Robili co chcieli, i więcej, póki rząd nie widział. Gdyby trzymali się zasad to nie spotykałaby krwawych papek z imieniem na oddziale.
- Eh. - Westchnęła masując skroń nad pustą szklanką, otwarta butelka stojąca kusząco obok. Catherine zmrużyła wzrok na butelkę, wrażając tym swoją nieufność. Butelka nie zmieniła swojego wyrazu. Kobieta mruknęła coś pod nosem, sięgając po obiekt jej zmagań, wypełniając szklankę jeszcze chłodnym napojem. Uważała też przy tym by nie ubrudzić swojego ubioru składającego się z bluzki i spódnicy.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 12
avatar
Anastasia Ivory
Anastasia przekroczyła próg lokalu, w szampańskim nastroju, ze skórzanym portfelem wystającym z tylnej kieszeni spodni. Jak zwykle, udane łowy. Tych facetów zawsze tak łatwo obrobić. No i jak zawsze, po udanej akcji, czas na odrobinę relaksu. Najlepiej w Kapitanie Morganie! I to za nie swoje pieniądze! Ha ha! Coś pięknego. Jej uwagę jednak szybko odwróciła pewna osoba. Dość często ją tu widziała. Jak jej było? Catherine? Tak! Coś takiego. No, czemu by się nie przysiąść. Nowych znajomości nigdy za wiele.
- Cześć - podeszła dziarsko, szczerząc się, cała rozpromieniona.
- Mogę się dosiąść? - Gorąco było. Właściwie to chętnie zjadła by sobie lody. Może uda jej się wyciągnąć nową koleżankę. Ahh, nie ważne.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 12
avatar
Catharine Nemesis
Spojrzała na nowo przybyłą znad szklanki. Uśmiechnęła się na widok nowej duszy, oderwaną od potoku duszności na zewnątrz. Młoda, w miarę ładna dziewczyna. Skądś ją pamiętała. Spotkały się wcześniej, ale jak jej było na imię?
Anne? Annabeth? Nie, raczej nie.
- Jasne, siadaj. - Powiedziała, rzucając szybkie spojrzenie na poziom napitku w butelce. Ponad połowa, nawet bliżej trzech czwartych. - Napijesz się ze mną, ugh - zmrużyła nieco oczy - Ann? Jest dość dla nas obu - odparła z uśmiechem, wskazując na krzesło przed sobą. Kto wie, może przyjemnie będzie pogadać, a nie siedzieć samej zatopionej w myślach.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 12
avatar
Anastasia Ivory
Oh! A więc jednak relaks nie za własne pieniądze, ale nawet i nie za ukradzione! Wow! Miła odmiana. Skorzystała oczywiście, bo czemu nie. Zajęła krzesło naprzeciwko dziewczyny i rzuciła mimochodem
- Dzięki! Miło z twojej strony... Cath? - Zaśmiała się cicho. Ona też nie kojarzyła jej imienia. Ale zgadła! Może Nastce też się uda. Trunek wyglądał nie najgorzej. Ten lokal był świetny, pod względem stosunku jakości do ceny. Chociaż, tym drugim nie musiała się aktualnie przejmować.
- Anastasia - rzuciła, by dochować formalności i nie musieć się już bawić w zgadywanki. Oczywiście wyciągnęła przy tym dłoń do kobiety.
Anastasia obsłużyła się, nalewając alkoholu do szklanki i westchnęła głośno.
- Ugh, Ale dzisiaj gorąco. Nie cierpię pracować w takie dni.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 12
avatar
Catharine Nemesis
Uśmiechnęła się, słysząc ulubione zdrobnienie swojego imienia. Widząc że dziewczyna wystawiła rękę do oficjalnego powitania, a nawet powiedziała swoje imię żeby nie musiały się męczyć jak jacyś mechanicy w "który kabelek sprawi że ta maszyna nie wybuchnie i mnie nie zabije albo pozbawi sporych części ciała". Przyjęła wystawioną rękę, potrząsając krótko, z wigorem.
- Catherine, - Powiedziała z uśmiechem - ale Cath też pasuje.
Na wspomniany przez znajomą upał, na twarz wkradł jej się niesmak.
- Wiem o czym mówisz. - westchnęła, po czym upiła nieco ze szklanki - W taką pogodę to chce się robić nic, albo jeszcze mniej. Na nasze szczęście istnieje taki Kapitan Morgan gdzie można dać się ponieść strumieniowi czasu i - w mniejszym stopniu - procentów. Czas nie ma szans z Morganem. - Dokończyła sięgając ponownie po swoją szklankę z drinkiem.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 12
avatar
Anastasia Ivory
A więc i ona trafiła z imieniem! No proszę! Świetnie się składa. Czyżby jakaś dziwna telepatyczna więź? Nah! Najwyraźniej obie się skądś kojarzyły. Skądś... No stąd przecież!
- A tak! Dać się ponieść strumieniowi czasu. Pięknie powiedziane, ale przede wszystkim prawdziwie! - No bo któż nie kocha leniuchować!? To jest wręcz coś pięknego! Chociaż wiadomo, czasem można się również porelaksować na inne sposoby. Zwłaszcza z możliwością niezłej wygranej na jednorękim bandycie.
- Widzę że bardzo lubisz tą knajpę. W zasadzie, ja również. - rzuciła, po czym uniosła szklankę z trunkiem do góry i odezwała się ponownie
- Za Morgana? I za piękne nic-nie-robienie! - Rozchyliła wargi w szczerym uśmiechu.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 12
avatar
Catharine Nemesis
Pokiwała głową, z poważnym wyrazem twarzy.
- Strumień czasu i tak nas ze sobą pociągnie. Jedyne co możemy spróbować to płynąć z nim na tratwie - albo od razu jakiejś maszynie parowej.
Czy to nie prawda? Czas leci nieważne co się zrobi. Catherine próbowała przynajmniej lecieć na zeppelinie przyjemności i towarzystwa.
Cath zaśmiała się nieco, również unosząc szklankę w toaście.
- Za Morgana, jego niskie ceny, i piękny relaks. - Po czym wypiła zawartość w jednym hauście.
Wyciągnęła się na krześle, przeciągając z pomrukiem, przypominającym mruczenie zadowolonego kota. Tak, czuła się jak kot wygrzewający na balkonie. Nie że o tym wiedziała. Żywe koty widziała głównie na obrazkach, i czytała o nich w książkach. Kto wie czy zachowują się inaczej od mechanicznych?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 12
avatar
Anastasia Ivory
Chyba nadają na tych samych falach. Kapitalnie! Ann wyciągnęła nogi pod stołem i oparła się wygodniej o oparcie, wzdychając przy tym błogo. Wyjątkowo cieszyło ją słońce świecące prosto w oczy. Mimo że upał był potworny, to miłe towarzystwo całkiem nieźle to rekompensowało. Nawet jeśli przyszło by im wspólnie milczeć, to i tak jest przyjemnie z jakąś duszą u boku.
- Czym się zajmujesz? - wypaliła ni stąd ni zowąd. Jednak dopiero po chwili zdała sobie sprawę że zadała kiepskie pytanie, bo zapewne tamta będzie chciała poznać jej fach, w ramach równowartej wymiany. Nie bardzo lubiła chwalić się pracą za barem. Niby to niezła robota, niby w centrum, niby dla bogatych, ale jakoś tak... Nie bardzo... O złodziejstwie już nie wspominając. Ehh... No trudno, już zostało powiedziane. Po co się martwić tym co było?
Powrót do góry Go down
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Pub "Kapitan Morgan"
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 6 z 11Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 5, 6, 7 ... 9, 10, 11  Next
 Similar topics
-
» Pub "Kapitan Morgan"
» Kapitan Morgan - gra w kości

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: STARE RPOZGRYWKI I WSZYSTKO :: Miasto :: Druga strefa-