IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Pub "Kapitan Morgan"

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 7, 8, 9, 10, 11  Next
Liczba postów : 1591
avatar
Sylvia Valmount
First topic message reminder :

Cennik:
- Szklanka rumu - 4 Ril; 1 K butelka
- Szklanka gorzały - 12 Ril; 60 Ril butelka
- Szklanka whiskey - 36 Ril; 1 K 40 Ril butelka
- Kufel Piwa - 18 Ril

GRA W KOSCI-ZASADY

awers/rewers- zasady gry:
 

__________________________________________________

Uśmiechnęła się słysząc śmiech swojego durnego brata.
-Pewnie mieli. Ja bym była najpierw w totalnym szoku.-parsknęła. Wstała i idąc do baru klepnęła Matta w ramię. Wróciła z drugim piwem.
-Dostanie to na co zasłużył.
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Liczba postów : 360
avatar
Naomi Young
- W pierwszej strefie? - uniosła brew, zdziwiona.
- No proszę - mruknęła. Usiadła pewnie naprzeciwko niego, ale nie patrzyła na Reda. Za bardzo bolało. Spojrzała za to na jego dłoń z obrączką i znów jej się cos zacisnęło w żołądku. Zastanawiała się czy będzie mogła przełknąć alkohol.
- Wódka? - spojrzała pytająco na mężczyznę.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1172
avatar
Red Ryder
- Tak... wódkę - rozejrzał się za kelnerem by od razu zamówić alkohol. Najlepiej całą butelkę by kelner nie musiał przy nim latać.
- Nic mnie nie trzymało w trzeciej - dodał wracając do Naomi wzrokiem. Potem milczał.
Niezręczną ciszę która wydawała się godzinami przerwał kelner który dotarł z zamówieniem. Polał dwie pierwsze porcje zostawiając butelkę.
Red się długo nie zastanawiał nad kieliszkiem, wlał jego zawartość do gardła, by zaraz nalać kolejną. Nie wiedział co ma robić, co zrobić. Czuł się beznadziejnie. A jak mogła się czuć Naomi. Nie wiedział czy chce wiedzieć. Mógł się domyślać. Tyle potrafił.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 360
avatar
Naomi Young
- Aha.. - mruknęła. No tak, nic go nie trzymało. W końcu co niby miało..?
= Pewnie dobrze zarabiasz teraz.. - nigdy nie mieli dużo pieniedzy, ale jednocześnie nie potrzebowali ich w dużych ilościach. Nie byli zachlanni ani materialistyczni. Ale jak widać Naomi klepała biedę dalej, a Redowi się udało.
- I mieszkasz.. mieszkacie w drugiej strefie? - spojrzała w kieliszek i sama też wypiła go jednym łykiem. Skrzywiła się
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1172
avatar
Red Ryder
- Noo trochę lepiej - mruknął, w sumie był zadowolony z lepszej pensji.
- Ale nie to jest najważniejsze - dodał po chwili - mam większe możliwości, więcej lepszych narzędzi, więcej pomocy no i mogę realizować prace nad silnikiem. To o wiele przyspieszyło niż dłubanie w zwykłym warsztacie.
Gdy wspomniała o wspólnym mieszkaniu w drugiej strefie. Sięgną po kieliszek i wychylił jego całą zawartość. Piekący smak rozpłynął się w ustach a sam Red lekko się skrzywił.
- Tak - rzucił jedynie krótko. Jak by dodał że mają jeszcze małego Tommego chyba by Naomi zawału dostała. Co prawda adoptowany przez Beth. Ale jednak było dziecko.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 360
avatar
Naomi Young
- I jak ci idzie z silnikiem? - zmieniła temat po tym mieszkaniu, na bardziej bezpieczny i wygodniejszy. - Miałeś mi go pokazać. - przypomniała sobie.
- Chętnie go kiedyś obejrzę.. jak będziesz miał czas. Ale to w tym laboratorium?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1172
avatar
Red Ryder
- Jeszcze nie umieściłem go w motocyklu, tak w laboratorium, musiał byś mieć przepustkę, wiesz - podrapał się po brodzie - myślę że jako mechanik dało by rade załatwić.
Zamyślił się tak mechanika była jego pasją, robił to co lubił. To była jego pasja, teraz gdy prace postępowały jeszcze bardziej chłonęło go to wszystko. Gdy pracował nad silnikami przestawało istnieć wszystko w okół. Liczyła się tylko mechanika.
- Zastanawiam się czy do testów nie umieścić go w ramie czterokołowca, tak dla bezpieczeństwa, by praca była równa. Tak z chęcią ci pokażę, wszystko to testy ale silnik działa, nafta z domieszką alkoholu daje odpowiednią moc eh... wciąż nie mam odzewu z biura patentowego.
Mruknął trochę niezadowolony. Nawet gdy rozmawiał o mechanice widać było w Redzie pasję. Pasję być może którą Naomi znała z przeszłości.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 360
avatar
Naomi Young
- Tak by było lepiej, w razie jakiś problemów - przytaknęła, zgadzając się z jego słowami.
- Chętnie bym go zobaczyła, ale.. nie wiem. Ostatni raz byłam w centrum,.. dawno - bardzo dawno, moja droga Naomi. Poszli z Redem pooglądać bogate sklepy przez szybę i pośmiać się ze snobów.
- I chciałabym go zobaczyć przy testach, jestem ciekawa.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1172
avatar
Red Ryder
- No pokażę – rzucił, po czym sięgnął po butelkę i nalał kolejnego.
- Spróbujemy na starym torze, teraz zajmę się ramą i przeniesieniem napędu – dodał. W głosie Reda było słychać pasje. Ale w pewnym momencie, gdzieś na końcu zdania głos mu się załamał. No tak przyszli tutaj łagodzić troski. Problemy które zataczały wokół Reda coraz większy krąg. Problem jednak że nie Red nie umiał znaleźć wyjścia. Mógł walić głową w mur, a i tak go nie przebiję.
- Zdrowie – uniósł kieliszek w geście toastu.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 360
avatar
Naomi Young
Naomi starała się nie myśleć specjalnie o tym wszystkim. Nie teraz. Po to tu przyszli.
- Kiedy chcesz iść do ruin? Wezmę wolne w pracy
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1172
avatar
Red Ryder
Wzruszył ramionami.
- Tak, nie wiem, pójdziemy - odpowiedział trochę zdawkowo.
- Zjesz coś? - zapytał. Ale myśli już całkowicie uciekły mu gdzieś indziej. Może do tuneli. Może do Beth, może do silnika. Cholera go wie.

Powrót do góry Go down
Liczba postów : 360
avatar
Naomi Young
- Nie, średnio jestem głodna. - żołądek jej się ściskał, stres złość i wszystko na raz.
Wypiła drugi kieliszek i pewnie trzech zaraz po tym.
- Idę. Muszę.. chłopakom zrobić obiad - wstała. Chciałaby go przytulic i pocałować i iść. Najlepiej z nim. Ale dupa.
- Dobranoc - mruknęła.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1172
avatar
Red Ryder
- Jak to... już? - podniósł się wraz z dziewczyną. Czego oczekiwał. Był największą dupą w całym mieście.
- yyy... dziękuję - nie wiedział co więcej powiedzieć. Stał chwilę milcząc, po czym odprowadził dziewczynę wzrokiem.
Zapłacił za całą butelkę do połowy wypitą zwinął się z Morgana kilkanaście minut po Naomi.

ZTx2
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 12
avatar
Anastasia Ivory
Zamyśliła się mocno i zapomniała o całym bożym świecie. Dlatego świadomość tego, która jest już godzina, lekko nią wstrząsnęła.
- Oh! Wybacz Cat! Muszę już lecieć, troszkę się zagadałyśmy. - Wyciągnęła po chwili kawałek karteczki i nabazgrała tam ołówkiem parę cyferek, po czym podsunęła ją dziewczynie.
- Zadzwoń czasem! Może se jeszcze kiedyś znów miło pogawędzimy. - Rzuciła przyjazny uśmiech i uciekła prędko z lokalu.

ZT
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 502
avatar
Dave Silverton
---> z Teatru

Wszedł do środka i usiadł od razu przy barze.
- Daj to co zawsze.
Rozmowa krótka, nie chciało mu się rozwodzić w jakieś dłuższe zdania. Whisky z lodem została zaserwowana po chwili a on sam położył kredyty w zapłacie za trunek na ladzie. Niby wszystko było w porządku, niby się kochali ale... no właśnie, to pieprzone "ale". Ciągle nie potrafił się wyzbyć wrażenia, że coś mu umyka, że goni za pustym szczęściem bez happy endu. Wziął whisky i odszedł od baru, zaznajomiony już barman czasami wciągał go w rozmowę - dzisiaj nie miał na nią ochoty. Podszedł do jednego ze stolików w kącie sali i usiadł, od czasu do czasu popijając łyk trunku i spoglądając uparcie w okno. Niedaleko stąd znajdowało się jego stare mieszkanie. Nie chciał tam wracać ale wiedział że musi, ten moment zbliżał się nieubłaganie i nic go przed tym nie powstrzyma. Instynkt wygra, jak zawsze. Zmienił tor swojego myślenia, zaczął myśleć o Fabianie. Należały mu się wyjaśnienia, których jeszcze nie otrzymał. Zastanawiał się jak poszły mu egzaminy, czy wszystko jest w porządku.

Wypił co miał wypić, posiedział, pomyślał a potem wstał, zapłacił i wyszedł.

zt
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 201
avatar
Joachim Alatriste
/po miesięcznym przeskoku - wrzesień 2866. Dzień po pożarze mieszkania.

Ludzie piją dla własnego kaprysu, własnej wygody, potrzeby towarzystwa, które równo - kufel za kuflem wtóruje w bezlitosnym bełkocie "byleczego". Byle było o czym mówić, bo grunt to gadanie. Żebyś nie czuł się winny, żebyś nie czuł się spragniony, samotny, głupi, tak wchodzisz między swoich, patrzysz po ich gębach i wcierasz w nie własne słowa. Jedzcie, jedzcie, nie żałujcie.
Pomieszczenie wypełniał szmer tych podobnych do siebie rozmów. Inaczej tu było nić w Claudette. Powiedziałbyś, że ludzie inni, a przecież każdy, nawet dureń, taki sam jest i być powinien. Przedzierały się przez te szepty, krzyki, jazgot, śmiech i ujadanie, te marzenia, mrzonki o zmianie, która czerpie swoją siłę z jedności.
Uchylił głowę. Znad gładkiego kołnierza, czystego niczym świeżo zaperzona poduszka, wystawał tęgi kark. Na jego wierzchu niespiesznie, niechętnie wylądowała spracowana dłoń człowieka o wyjątkowo pustym spojrzeniu. Plecy miał potężne, rozszerzały się od twardo rysowanej linii kręgosłupa jak skrzydła sępa. Wydmuchał powietrze nosem, dym uleciał zahaczając o nasadę kontuaru, rozpierzchł się przy blacie jak mgła na tafli wody w jesienny poranek. Ktoś usiadł obok. To go musiało obudzić. To musiało ukrócić jego myślenie do teraźniejszości. Do tu i teraz, skąd oczy bez dna, skąd niespokojne rysy twarzy wyostrzyły się jeszcze bardziej. Zdziczały na wyraz obłąkańczej żądzy.
"Nie chcę cię tu" - wołało w nim wszystko, że aż nieszczęśnik ten, który usiłował dołączyć się do kogoś, kto wydał mu się na pierwszy rzut oka zatroskanym kawalerem w zwykłą sobotnią noc, zamówił piwo i poszedł gdzieś wgłąb. Może od początku miał taki zamiar?
- Na Johnsona. - odezwał się jakiś głos zza pleców. Ten akurat rozpoznawał, wraz z nim bowiem pojawił się na ladzie druk. Barman spojrzał na nich przelotnie, ale wrócił do swoich conocnych obowiązków.
- Odwiedziłeś jak ci mówiłem, tamten lokal na Downtown? - zapytał swoim naturalnym, niewymuszonym tonem brodacz.
- McDuffy i jeden młody chłopak się tym zajmują. - odparł łysiejący jegomość, przebiegając wzrokiem od kufla Joachima, przez bar i to co miał za sobą.
- Niech się uczy, racja.
- Będę w kontakcie. A tak jak mówiłem, z Buchovichem załatwiłem.
- No to możesz się napić. - Uśmiechnął się na tyle brzydko, że jego rozmówca postanowił się gładko z tego wywinąć. Wymienili ze sobą jeszcze parę słów zanim nie zniknął.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 806
avatar
Wodzirej
KAPITAN MORGAN OBCHODZI URODZINY!

TYLKO DZIŚ: Pierwszy trunek na koszt lokalu! A każdy kolejny za pół ceny! Do tego zagra dziś kapela "Stręczydrut"!




SIŁOWANIE NA RĘKĘ
Kto tylko chce może też siłować się tutaj na rękę. Każdy komu uda się pokonać Wielkiego Billy'ego otrzyma +1 Punkt Kondycji.
Kostki:
K6*5+Kondycja+(opcjonalnie umiejętność specjalna): Walka i broń/Siła fizyczna
Próg: 50 (trzeba przekroczyć)

Ale! Nim będziecie mogli zmierzyć się z Wielkim Billiem musicie pokonać choć jedną postać fabularną, bądź NPC. Wzór kostek pozostaje taki sam. Osoba z wyższym wynikiem wygrywa.

ALE NUMER!

Każdy z was może wrzucić numer między 1, a 6 do wielkiego, drewnianego kufla przy barze. Zwycięski numer zostanie wylosowany przez Wodzireja (rzut kostką). Każdy kto zdecydował się na zwycięską liczbę otrzyma nagrodę-niespodziankę! Chodzi plotka, że to jakiś drogi przedmiot specjalny!
Numer należy napisać wytłuszczoną czcionką w poście.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 169
avatar
Gertrud Osel
/ start

Nie oszukujmy się. Gartrud był wielkim fanem Stręczydruta i nie wyobrażał sobie, by opuścić ich koncert. W dodatku w urodziny Kapitana Morgana. Odziany w strojne łachy bogatego smarkacza (choć już wcale taki smarkaty nie był), mając na nogach lakierki wybrał się do Drugiej Strefy na tak zwane balety.
Rozglądając się po gościach zajął miejsce przy barze. Wybrał sobie stołek, który wyglądał najbardziej luksusowo. Zamówił szklankę whisky, gdyż była tu najdroższa. Dopiero wtedy zauważył kuflową loterię. Lubiąc hazard (a to dopiero jest przecież szalona gra), wrzucił do niego numerek z liczbą 4.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 791
avatar
Mabel Grey
/start

Mabel przyszła tu dzisiaj bardzo wystrojona. Nie dlatego, że impreza u Morgana była dla niej czymś tak nadzwyczajnym. Po prostu nie miała już świeżego prania, spodnie oblała przy śniadaniu herbatą. Wyglądała jakby się zsikała. Nawet na Mabel było to za wiele, żeby tak pójść do pracy, toteż wystroiła się w sukienkę od Nicka i tak paradowała już cały dzień. Można ją było wziąć takim stroju nawet na wyższą klasę średnią! Chociaż ona chyba nie bardzo się nad tym zastanawiała.
Nie usmoliła się dziś nawet w pracy, więc wszedłszy do lokalu wyglądała nawet jak człowiek. Szybko zorientowała się co i jak i wrzuciła papierek z numerem 2 do kufla.
Rozejrzała się po lokalu, ale nikogo z jej znajomków tu nie było, toteż zdecydowała dosiąść się tam gdzie było wolne.
- Siemano! - rzuciła do Gertruda, siadając naprzeciw z kuflem piwa. - Ty też na Stręczydruta? - zagadała, bo raczej koleś nie wyglądał na kogoś, kto przyszedłby się tu nachlać.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 169
avatar
Gertrud Osel
Gertrud popijakąc elegancko swój alkohol zerkał co jakiś czas w głąb pomieszczenia licząc na to, że zobaczy znajomą twarz. Nic bardziej mylnego! Przeszło mu przez myśl, że mógł zabrać ze sobą Aurorkę. Siostra nie miała ostatnimi czasu co robić. Mało tego, jej rzekomy narzeczony absztyfikant gdzieś zaginął. Wybrał się na wyprawę na pustynię i wszelki słuch o nim zaginął. Gertrud był pewny, że musiało go tam coś zjeść.
Aż podskoczył, kiedy usłyszał koło swojego ucha czyjś głos.
- Co proszę? - uniósł brwi. A nie oszukujmy się, miał co unosić. Zmierzył Mabel spojrzeniem i ocenił, że ma do czynienia z panną z dobrego domu. I w dodatku wyglądało na to, że również była fanką zespołu. - Zdecydowanie tak!
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 791
avatar
Mabel Grey
Mabel uśmiechnęła się i dopiero teraz zaczęła dokładniej przyglądać się swojemu rozmówcy. Ładniutki był. Miał też fajne krzaczaste rzęsy. Ale mimo to taki był zadbany, taki wypindrzony, że na bank był z pierwszej strefy. Ewentualnie bardzo, bardzo dobrze ustawionej rodziny z drugiej.
- No, ja to uwielbiam "Stręczydruta" - podjęła, a przez myśl przeszło jej, że właściwie zawsze chciała poćwiczyć swoje talenty aktorskie. Tego tutaj i tak nigdy więcej nie spotka, więc nawet jak się na jej małym kłamstewku pozna i tak nic się nie stanie. A samej i tak będzie jej się tu nudzić!
- Kto by pomyślał! Na studiach w grupie nikt za nimi nie przepada. To w końcu całkiem odwrotny kierunek od tego, czym ja się zajmuję - dodała wesoło. Hehe no akurat to była prawda, ale Mabel zamierzała mu wkręcić coś całkowicie innego, niż fakt, że pracuje w laboratorium mechanicznym. Chociaż i w to ciężko uwierzyć, widząc ją w tej sukience. A w sumie to nawet i bez trudno.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 169
avatar
Gertrud Osel
Kto by pomyślał, taka ładna dziewuszka i lubiła ten zespół. Gertrud był pewien, że dziewczyna zachwyciła się też jego dostojeństwem i klasą, jakimi emanował. Był zupełnie o tym przekonany. Przekrzywił głowę słuchając jej, przy okazji kiwając ręką do barmana, żeby podał Mabel to samo, co sam pił. Kto bogatemu zabroni?
Miała jakiś taki akcent dziwny, słownictwo niewyszukane. Przekrzywił więc głowę w drugą stronę myśląc.
- A czym się zajmujesz, młoda damo? - ha, podkreślił swój niewątpliwy wiek i status tym pytaniem. "Młoda damo", w końcu był taki stary. Przytknął szklankę do ust i upił łyk whisky. Musiał przyznać, że lepszą miał w domu, w barku. W ogóle, to w domu wszystko miał lepsze.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 791
avatar
Mabel Grey
Ach, to niewyszukane słownictwo! Pewnie zdradzało Mabel w pewien sposób, ale ona nie zdawała sobie z tego sprawy. Gert mógł przecież pomyśleć, że jest po prostu jedną z tych fajnych dzieciaków z sąsiedztwa, które posługują się jedynie wyszukanym slangiem.
- Ach, studiuję kaanańską muzykę świątynną na kierunku "organy" - odparła lekko. I trzeba przyznać, że brzmiało to tak absurdalnie, że aż prawdziwie!
- Tak, tak, tak, wiem, zaraz zaczniesz się śmiać. Wszyscy znajomi się ze mnie nabijają - dodała wywracając oczami.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 169
avatar
Gertrud Osel
Znowu podniósł brwi. Kaanańska muzyka świątynna? Istniało coś takiego? Dziwom Gertruda nie było końca. Postanowił, że jak wróci do domu to zacznie się dokształcać. Nie chciał wychodzić na głupka. Uważał się za człowieka światłego i wszechstronnego. Aby nie ukazać swojego braku pokiwał głową:
- Tak, tak. Wcale nie zamierzam się śmiać. To bardzo ciekawy kierunek. Zupełnie nie rozumiem, dlaczego się z pani śmieją.
Skłamał. Idąc tropem nazwy kierunku, już nawet jej słownictwo przestało mu się wydawać podejrzane. Wszystko, co związane z Kaan-an było dziwne i tajemnicze.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 791
avatar
Mabel Grey
Mabel mało nie zaczęła się śmiać. Aż zasłoniła się kuflem i pociągnęła spory łyk. O maszyny, naprawdę jej uwierzył. Nie miała pomysłu co powiedzieć dalej, bo nie spodziewała się, że Gert to łyknie. Może jednak miała talwnt aktorski?
- Naprawdę? Ojejku, jesteś chyba pierwszą osobą, która się nie śmieje! Wreszcie ktoś z dobrym gustem - pokiwała głową z uznaniem i znowu przytknęła usta do kufla.
- No, a ty czym się zajmujesz? Chyba widziałam cię w teatrze, mam rację? Na tym e... - ups, to się wkopała. Nie miała pojęcia co teraz grają w teatrze. Dobra Mabel, spokojnie. Nie panikuj.
- Na scenie na ostatniej premierze, nie? Jesteś aktorem? - zamrugała oczętami.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 169
avatar
Gertrud Osel
- Tak, tak- brnął w to dalej nie chcąc wyjść na idiotę. Nawet nie wiedział, że się tylko pogrążał. Aż mu poczerwieniały uszy.
- Pierwszą? Ale jak to? - udał zdziwionego. No, srak to, tylko dureń taki jak Ty uwierzyłby tej dziewczynie, Gertrudzie. Próżność ci przesłania wszystko, głuptasku.
- Ja? Nie, nie, nie - pokręcił głową z uśmiechem. - Teatr uwielbiam, ale żaden ze mnie aktor! - trochę się jednak napuszył. Może widziała go, jak wręczał kwiaty na koniec spektaklu swojej ulubionej aktorce? - Ja jestem pan dziennikarz - z koziej dupy i po znajomości, ale zawsze! - Pracuję w Kronice.
Napił się jeszcze i zamilkł na moment by posłuchać jak gra Stręczydrut. Ach, jacy oni byli świetni. Powinni być bardziej znani. Może powinien napisać o nich do gazety? Porozmawia z nowym naczelnym.
Powrót do góry Go down
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Pub "Kapitan Morgan"
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 8 z 11Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 7, 8, 9, 10, 11  Next
 Similar topics
-
» Pub "Kapitan Morgan"
» Kapitan Morgan - gra w kości

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: STARE RPOZGRYWKI I WSZYSTKO :: Miasto :: Druga strefa-