IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Pub "Kapitan Morgan"

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, ... 9, 10, 11  Next
Liczba postów : 1591
avatar
Sylvia Valmount
First topic message reminder :

Cennik:
- Szklanka rumu - 4 Ril; 1 K butelka
- Szklanka gorzały - 12 Ril; 60 Ril butelka
- Szklanka whiskey - 36 Ril; 1 K 40 Ril butelka
- Kufel Piwa - 18 Ril

GRA W KOSCI-ZASADY

awers/rewers- zasady gry:
 

__________________________________________________

Uśmiechnęła się słysząc śmiech swojego durnego brata.
-Pewnie mieli. Ja bym była najpierw w totalnym szoku.-parsknęła. Wstała i idąc do baru klepnęła Matta w ramię. Wróciła z drugim piwem.
-Dostanie to na co zasłużył.
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Liczba postów : 780
avatar
Romesey Hannon
Uśmiechnął się z pokręceniem głową. Spojrzał we wnętrze swego kufla, z którego kolejny łyk upił. Skarb! Skarbów się szukało za osmarkanego dzieciaka. Romek jednak słuchał reszty słów poważnie. Patrząc na Crowa, zastanawiał się o czym on mówi?
Próba? Zależność klimatyczna? Studenciak wiele książek zdążył przeczytać, ale zupełnie nie rozumiał tej plątaniny słów... wojskowego! Romek odchrząknął i wyprostował się, jakby nie do końca zadowolony z profesji Crowa. No bo co wojskowy lekarz szukał na pustyni? To było nieznacznie dziwne.
- Czy pan kiedykolwiek był na pustyni?
No tak, Romek wielki pustynny odkrywca! Całe dwa razy mu się udało przeżyć! Do trzech razy sztuka?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 959
avatar
Jim Ledwitch
Jim ze swoim zwykłym spokojem (co prawda Esme potrafiła go z niego wyprowadzić, ale to był wyjątek) słuchał słów, które padały. Cały czas też obserwował mężczyznę jakby przy okazji zastanawiając się nad tym czy mu zaufać czy nie. Kodował sobie w głowie słowa, które wbrew pozorom rozumiał a potem obejrzał książeczkę.
- Może on nie ale ja tam pół życia spędziłem.- odparł zamiast Drakea.
- Niech się pan nie martwi noclegami. Są takie miejsca, gdzie w miarę bezpiecznie można się przespać owiniętym w koc.- w końcu on i Brice nieraz tak robili i chyba jego słowa sygnalizowały, że on się pisze na tę wyprawę.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 292
avatar
Drake Ballard Crow
- Nie raz. - Takie pytania mu nie leżały. Patrząc na Romka zastanawiał się ile miał lat kiedy wybuchła wojna. Ach tak, sprawdził zarówno Hannona jak i Ledwitcha zanim do nich napisał z tą tajemniczą wiadomością spotkania.
- Brałem udział w poprzedniej dużej wyprawie na pustynię. - Nie chodziło mu o zakończoną dosyć niedawno ekspedycję, której celem było zbadanie złóż uranu. Pewnie gdzieś tam się błąkał poprzednim razem. Autorka uznała, że faktycznie mogło tak być. - Teraz miałem inne obowiązki względem jednostki. - dodał chociaż wcale nie musiał nic prostować.
Prawie dopił piwo. Zostało na kilka łyków. Może mniej niż kilka.
- Wiem, że na wyprawach tego typu przewiduje się wynagrodzenie, ale niestety nie będę w stanie tego zapewnić. - W końcu jak sprawdzi sie najgorszy scenariusz, będzie musiał pokryć wszyściusieńko z własnej kieszeni.
- Co panowie na to? - zapytał zerkając to na Jima to na Romka. Nie bez powodu ich w końcu wybrał! Romek może przyczynić się do tego w sposób naukowy, Jim zna teren i jest doświadczony. Sam Crow mógł zdobyć broń, a jeśli cos by sie stało, posiada odpowiednie kwalifikacje do ratowania ludzkiego życia.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 780
avatar
Romesey Hannon
Romek mogl sie zastanawiac nawet caly tydzien, ale prawda bylo, ze pragnal po raz kolejny ruszyc sladem pustynnych drapieznikow. Chociaz kazda kolejna wyprawa coraz bardziej pozerala mu zdrowie.
Student napil sie piwa i widzac wyczekujace spojrzenie... kiwnal glowa.
- Zgoda.
Usmiechnal sie i spojrzal na Jima. Ufal mysliwemu, wiec tym bardziej byl chetny, gdy i on wyruszac chcial.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 959
avatar
Jim Ledwitch
Jim tego właśnie się spodziewał, ale jakoś zupełnie brak wynagrodzenia mu nie przeszkadzał. W zasadzie miał tyle, że mógłby się z kimś innym podzielić. A pustynia była jego drugim domem.
Spojrzał na studenta i lekko się uśmiechnął do niego w odpowiedzi na jego zgodę. Liczył na taką decyzję.
- Może pan na mnie liczyć.- wyciągnął dłoń dla przypieczętowania umowy.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 292
avatar
Drake Ballard Crow
Świetnie. Zgodzili się. Musiałby łazić za jakimś dofinansowaniem gdyby go przycisnęli. Tak naprawdę to nie myślał o nich w żaden sposób.
- W takim razie... - podał rękę Jimowi. Mocny uścisk, krótkie potrząśnięcie. Podsunął łapę również do Romka. - W takim razie mamy zgodę. - uśmiechnął się sam do siebie. Crow tłumaczył swoim nowym kompanom co i jak z tą wyprawą. Obiecał, że da znać o terminie, jak poprzednio, w liście. Potem musiał pożegnać się i gdzieś poleźć, zostawiając panów samych.

ZT
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 959
avatar
Jim Ledwitch
Jim dopił swój alkohol i pewnie chwilę pogawędził z Romkiem nim zebrał swoje cztery litery i wyszedł z baru. Coś jeszcze miał do załatwienia ale to najpewniej jutro.

zt
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1591
avatar
Sylvia Valmount
/początek

Wlazła do roboty, przebrała buty na płaskie, wygodniejsze i stanęła za barem, podjadając orzeszki spod lady.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 2879
avatar
Mistrz Gry
Naturalny gwar miasta, szum samochodów, dźwięki rozmów i muzyki płynącej z lokali przerywa nagły, głośny alarm płynący z megafonów ustawionych w różnych miejscach na ulicy. Każdy mieszkaniec powinien wiedzieć, że to oznacza jedno - burza piaskowa. Puszczany zawsze około pół godziny przed uderzeniem żywiołu w miasto.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 808
avatar
Anthony Walker
Tony podniósł głowę, słysząc alarm i przerwał tą jakże pasjonującą czynność jaką było mycie blatu. Burza piaskowa? Cudownie, kurwa. To była jedyna rzecz, jakiej nienawidził w pustyni.
- Raczej nie zdążymy do domu, co ? - uszczypnął Sylvię w tyłek z pokerowym wyrazem twarzy.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1591
avatar
Sylvia Valmount
Aż podskoczyła na krześle, kiedy alarm zaczął wyć na ulicy. Zawsze miała ciarki jak go słyszała. Nic dziwnego.
-Wątpię.-mruknęła i strzeliła mu po łapach.-Trzeba zabezpieczyć okna.
Wstała i zaczęła zamykać te okna, które były pouchylane. Poczuła po nogach silniejszy podmuch, który wdarł się do baru przez otwarte drzwi.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 808
avatar
Anthony Walker
No nic. Trzeba zabezpieczyć, co tu do zabezpieczenia było. Zamknął drzwi, zastanawiając się czy ich nie zaryglować. Z drugiej strony, jak ktoś będzie chciał się tu schronić, to nie będzie miał jak wejść. Hard choice.
- Kotek, zabezpieczyć drzwi? - uznał, że zwali odpowiedzialność na swoją kobietę, a co tam.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 780
avatar
Romesey Hannon
Romek jak pożegnał swych rozmówców, tak siedział przy barze dalej, zastanawiając się nad niespodziewaną propozycją i swą rolą w wyprawie.
Dopijał piwo, gdy rozległ się alarm i studenciak już wiedział, że może zamówić kolejne. Popatrzył na towarzystwo z którym przyszło mu utknąć i zlazł z krzesła, widząc jak pracownicy biorą się do przygotowań.
- Pomogę - Zaoferował się, gdyby barman chciał jednak drzwi zabezpieczać.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1591
avatar
Sylvia Valmount
Popatrzyła się na drzwi. Zaryglować czy nie...
-Wstrzymaj się jeszcze chwile. Rozwal te skrzynki od piwa, trzeba przybić chociaż kilka desek na okna.
Wiedziała co mówi, miała kilka niewielkich, malutkich blizn po ostatniej burzy, na ręce. Miałaby je na twarzy, bo okno zwyczajnie pękło, ale zdążyła podnieść ręce.



Wiatr jeszcze się nie rozszalał, burza dopiero nadchodziła, ale i tak po ulicach zaczęły fruwać gazety, jakieś śmieci, piasek. Drzwi uderzyły o ścianę.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 808
avatar
Anthony Walker
- Dzięki. Jak tam Twoja noga? - w końcu pamiętał typa z wyprawy i wtedy nie wyglądał kwitnąco.
Zgodnie z sugestiami Sylvii, nie zaryglowal jeszcze drzwi, ale wziął się za rozwalanie skrzynek
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 780
avatar
Romesey Hannon
- W porządku.
Odpowiedział i wzruszył ramionami. Noga. Noga. Dawno i nie prawda, po co jeszcze o tym gadać? Studenciak podrapał się po czole i spojrzał na drzwi, które trzasnęły o ścianę. Od razu ku nim ruszył, by ponownie zamknąć i zerknąć na barmankę.
- Chyba nie ma na co czekać.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 690
avatar
Michelle Dickens-Pie
/Początek

Michelle właśnie wracała od pana Crowa do domu, kiedy rozwył się alarm. Podskoczyła wystraszona, przyciskając do siebie torebkę. Pchnęło ją kilkoro ludzi, prawie wywracając. Obejrzała się dookoła. Przecież nie zdąży dobiec do domu! Zobaczyła napis nad barem. Morgan! Tak!
Nim Romek zdążył zamknąć drzwi, do środka wpadła Michelle. Popatrzyła się nieco wystraszona na chłopaka i sama złapała za klamkę, zamykając drzwi. Popatrzyła się po ludzi w środku.
-Pomóc w czymś?-zaoferowała się od razu, bo... no z taką burzą to nie ma żartów!
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1591
avatar
Sylvia Valmount
Minęło kilka minut, kilka desek zostało przytwierdzonych do okien, co było robotą Tony'ego i Romeseya. Sylvia i Michelle zamknęły drzwi i przesunęły pod nie dwa stoły. Jeden postawiły bokiem, a drugi dosunęły, by ten pierwszy się nie przewrócił. To oczywiście przy pomocy innych mężczyzn w barze. Było tu jeszcze kilka osób.
Zdążyli tuż przed burzą. Widać było wielką chmurę piachu, która zaczęła pożerać miasto. Wiatr zrywał kable. Szyby w oknach zadźwięczały, lecz nie pękły, kiedy burza uderzyła z impetem w budynek. Przez kilka sekund jeszcze było światło, ale potem lampy zgasły i nastała ciemność. Prawie nic nie było widać.


-Odsuńcie się od okien!-krzyknęła Sylvia, chwilę przed tym, gdy piach uderzył z pierwszą falą w budynek, w którym mieścił się bar. Cofnęła się pod ścianę i jak się domyślała, zaraz padło światło. Chyba gdzieś były świeczki. Ale może będzie to krótka burza?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 780
avatar
Romesey Hannon
Aż dziw(ka) Romka zaskoczył(a), że można mieć tyle siły! Student zachwiał się, gdy na drzwi naparła młoda kobieta, wbiegając do środka. Hannon spojrzał na nią i szybko zamknął lokum, by potem zająć się ryglowaniem okien.
Gdy budynkiem zatrzęsło, chłopak podniósł oczy na sufit i trwał przy barze, czekając aż minie najgorsze.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 808
avatar
Anthony Walker
Tak jak się spodziewał, natychmiast padło światło. Zagonił więc wszystkich chętnych do pracy, dzięki czemu, mieli niedługo kilka źródeł światła w postaci świec.
- Tylko ostrożnie mi z nimi, bo jeszcze knajpa z dymem pójdzie! - ostrzegł tych mniej trzeźwych a sam dołączył do Sylvii. Musnął delikatnie jej skroń, bez słowa. Nawet na moment nie tracił czujności, wsłuchując się w wycie wiatru i niebezpiecznie trzeszczenie okien.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1591
avatar
Sylvia Valmount
Wszyscy zajęli się tym, by było w miarę bezpiecznie. Wiatr wył, choć może ciut mniej niż w centrum, gdzie pomiędzy wysokimi budynkami powstawały tunele wietrzne. Sylvia czuła się nawet spokojnie, bo Tony tutaj był. Chociaż martwiła się o Roberta. I Crowa. Zastanawiała się co z Esme, co z Faith. Nawet Lamb jej się przewinął przez myśli. Jednak najważniejsza osoba była u jej boku.
Dotknęła nadgarstka Tony'ego i powiedziała mu na ucho:
-Dobrze, że jesteś tu ze mną.-cmoknęła go nieopodal ucha.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 808
avatar
Anthony Walker
Uśmiechnął się do niej, choć nie był to ten beztroski, zawadiacki uśmiech, który mówił jej, że przy pierwszej możliwej okazji zaciągnie ją na zaplecze. Wiedział jak burze piaskowe potrafią być niebezpieczne, przeżył ich już całkiem sporo. Objął ją ramieniem.
- Uszy do góry. Zaraz będzie po wszystkim, burze nie trwają zwykle zbyt długo. - zacisnął mocniej palce na jej talii.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 2879
avatar
Mistrz Gry
Okna w Morganie miały już swoje lata. Skrzypiały i jęczały pod naporem wiatru i piasku. Okazało się, że nawet przytwierdzone do ram deski nie miały pomóc. Uderzenie którejś fali z kolei było tak silne, że poszły dwa okna. Ktoś krzyknął, szkło i drewno zaczęły wirować razem z piaskiem po pomieszczeniu.

Dwie osoby (oaz i odri, bo dwie pozostałe są moje) rzucają 2x k6.
1,2 - jakiś pijak siedzący przy barze dostaje deską w głowę i upada na ziemię, ktoś inny po nim depcze.
3,4 - Tony dostaje z gwoździem w ramię, wbija się konkretnie, zaraz za nim kawałki szkła
5,6 - Sylvia dostaje kawałkiem szkła w twarz, rozcina jej policzek
7,8 - do baru wpada mechaniczny pies i rozbija się na ścianie, tuż nad Tonym, zębatki spadają mu na głowę
9,10 - Romesey dostaje z deski w piszczel, ale raczej nie ma złamanych kości
11,12 - z sufitu spada spora deska, ale całe szczęście nikogo nie uderza

Najgorzej miała Minnie. Stała zbyt blisko okna, nie zdążyła się cofnąć. Spory kawałek szkła poszybował w jej stronę i wbił się w brzuch. Dziewczyna upadła na ziemię i zaczęła mocno krwawić, oddech był urywany, twarz pokrywał piasek.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 808
avatar
Anthony Walker
3

Nie ma to jak samemu sobie zrobić krzywdę. Ledwie wypowiedział te krzepiące słowa, poszły dwa okna. Gwóźdź wbił mu się w ramię, zaraz potem kawałki szkła. Nie przejął się tym jednak zbytnio, bo pierwsze co, to chwycił Sylvię, zasłonił swoim ciałem i razem polecieli na podłogę, gdzie wiało znacznie mniej i mogli schować się za barem.
- Zostań tutaj! - krzyknął, próbując przebić się przez ryk wiatru.
Musiał czymś zasłonić okna. Spojrzał na nią przez ramię, po czym chwycił metalową tacę do roznoszenia alkoholu, by zasłonić twarz i ruszył z odsieczą.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 780
avatar
Romesey Hannon
7 - do baru wpada mechaniczny pies i rozbija się na ścianie, tuż nad Tonym, zębatki spadają mu na głowę

Romek niemal się nie wywrócił, gdy okna nagle wybiło, a szkło rozprysło się na kilka metrów. Student chciał się cofnąć, ale coś mu nogi poplątało i musiał się prztrzymać blatu.
Nawet nie zauwazył mechanicznego psa, który rozbił się nad głową Walkera. Wpatrywał się za to w dziewczynę, która padła na ziemię, zadźgana przez burzę. Dech mu odebrało na myśl, że to samo mogło spotkać jego samego. Pod naporem wiatru zrobił krok do tyłu, kaszląc przez upierdliwy piach, ale nie spuszczając oka z dziewczyny, leżącej na ziemi. Widział, że żyła i chciał pomóc, chociaz autorka spisała ją na straty. Dlatego Romek pochylił się i ruszył do Minnie.
Powrót do góry Go down
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Pub "Kapitan Morgan"
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 11Idź do strony : Previous  1, 2, 3, ... 9, 10, 11  Next
 Similar topics
-
» Pub "Kapitan Morgan"
» Kapitan Morgan - gra w kości

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: STARE RPOZGRYWKI I WSZYSTKO :: Miasto :: Druga strefa-