IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Pub "Kapitan Morgan"

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4 ... 9, 10, 11  Next
Liczba postów : 1591
avatar
Sylvia Valmount
First topic message reminder :

Cennik:
- Szklanka rumu - 4 Ril; 1 K butelka
- Szklanka gorzały - 12 Ril; 60 Ril butelka
- Szklanka whiskey - 36 Ril; 1 K 40 Ril butelka
- Kufel Piwa - 18 Ril

GRA W KOSCI-ZASADY

awers/rewers- zasady gry:
 

__________________________________________________

Uśmiechnęła się słysząc śmiech swojego durnego brata.
-Pewnie mieli. Ja bym była najpierw w totalnym szoku.-parsknęła. Wstała i idąc do baru klepnęła Matta w ramię. Wróciła z drugim piwem.
-Dostanie to na co zasłużył.
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Liczba postów : 690
avatar
Michelle Dickens-Pie
Minnie właściwie nie zrozumiała do końca co się stało. Jej mózg działał w dziwnie w zwolnionym tempie. Dopiero na ziemi, kiedy dotknęła swojego brzucha, niechcący rozcięła rękę wystającym z ciała kawałkiem szkła i podniosła ją do góry chyba trochę pojęła. Zrobiło jej się dziwnie ciepło. Krew zapewne barwiła jej sukienkę, piasek przyczepiał się wszędzie. Zaczęła kaszleć, co potęgowało ból.
-Pomocy..-wymamrotała, gdy zobaczyła niedaleko jakieś twarze.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1591
avatar
Sylvia Valmount
Sylvia praktycznie przytuliła się do Tony'ego, kiedy okna nagle wyleciały z ram. Schowali się za barem, gdzie przez chwilę, spanikowana, musiała zamknać oczy i zakryć głowę rękoma. Raz, dwa, trzy, cztery... Wdech, wydech, wdech, wydech...
Wyjrzała zza baru, podciagajac koszulę pod nos, żeby piach przestał wlatywać jej do gardła. Jakaś dziewczyna była ranna? Sylvia z tej odległości nie widziała, ale mimo wszystko zaczęła pod lada szukać jakis materialow, które mogłyby robic za bandaż. Pewnie znalazła jakieś reczniki.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 780
avatar
Romesey Hannon
- Ćśśśś
Odezwał się do Minnie, gdy tylko opadł na kolana tuż obok niej. Widok nie był przyjemny, a student miał ochotę zwiać i nic nie zrobić.
Ale nie mógł biednej dziewczyny tak zostawić. Wyciągnął dłoń i pogłaskał ją po głowie, wolną dłonią sięgając do rany. Jeszcze wyszarpał chustkę (czystą!) z kieszeni i przycisnął do miejsca krwotoku. Chciał go zatamować, tak? Ale sam przecież nie da rady!
- Pomocy!
Zawołał, zaczynając panikować.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1591
avatar
Sylvia Valmount
Burza zdawała się odchodzić. Wiatr przestał wyć jak opętany, piasek przestał fruwać po pomieszczeniu.

Sylvia nie miała zamiaru siedzieć w miejscu. Kiedy zorientowała się, że burza przechodzi, ruszyła się. Podeszła szybko do Romka, z ręcznikami przewieszonymi przez ramię.
-Zostaw to szkło! Bo się wykrwawi.
Popatrzyła się na twarz Minnie.
-Ej, dziewczyno, nie zamykaj oczu. Zaraz będziesz w szpitalu.
Wzięła ręczniki i obłożyła ranę dookoła. Nie wiedziała jak głęboko ten kawał szkła się wbił. Trzeba było przetransportować ją jakoś do szpitala. A karetka tu nie przyjedzie.
-Kurwa. Tony, myśl! Jak my ją mamy przenieść?-obejrzała się na swojego chłopa. Oboje wyglądali jak piaskowe potwory.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 808
avatar
Anthony Walker
Załóżmy, że w tym czasie Tony zabezpieczył okna. Póki co nie ruszał szkła i gwoździa ze swojego ramienia, były ważniejsze rzeczy.
Podbiegł do dziewczęcia, które chyba kiedyś widział w Koronce. Nie żeby tam był, skąd.
No dobra, był.
Pochylił się nad nią i aż syknął. Wyglądało źle.
- Nie wyciągajcie tego szkła pod żadnym pozorem, bo się wykrwawi.
Spojrzał na Sylvię i nieznacznie pokręcił głową, by tylko ona to widziała. Valmount mogła zrozumieć, co jej chciał przekazać. Widział już takie rany i wiedział jak to się kończyło.
- Miasto pewnie jest porządnie zniszczone, na karetkę nie ma co liczyć. Taksówki teraz pewnie nie złapiemy.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 780
avatar
Romesey Hannon
- Stół!
Niemal krzyknął, szybkie spojrzenie na barmanów rzucając. Pomieszczenie było niemal ruiną i rozwalenie jeszcze jednej rzeczy nie miało pogłębić tego widoku.
Studenciak zerwał się z podłogi i podskoczył do przewróconego stołu, któremu zostały dwie nogi. Nie bacząc na nic, kopnął w nogę, która odpadła. Tylko tak mogli Minnie przetransportować.
Zaraz poleciała i druga, a Romek złapał za stół i przesunął po podłodze w stronę rannej.
- Na trzy? - Spojrzał na Walkera. Trzeba było ją delikatnie przenieść, by nie pogłębić rany.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 808
avatar
Anthony Walker
Pomógł Romkowi przenieść krwawiącą Minnie. Nie zmieniało to jednak faktu, że stąd do szpitala było w chuj daleko a mieli do dyspozycji stół.
- Koleś, ona tego nie przeżyje, zaraz się wykrwawi musimy zatamować krwawienie. - powiedział do niego i popatrzył wpierw na Sylvię, a potem na dziewcze. Zaczął się obmacywać po koszuli i spodniach czy ma cokolwiek, czym mógłby jej pomóc, chusteczkę, nici, cokolwiek...ale nie miał nic. Jakoś tak automatycznie przejechał po swojej bliźnie po wypaleniu...
To byłby...trochę barbarzyński sposób. Ale jedyna szansa, na zatamowanie tego.
- Sylvia skombinuj jakiś knebel, przynieś mi wódkę i whiskey. Kolego, daj mi tą nogę od stołu. I zapałki jak masz.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 690
avatar
Michelle Dickens-Pie
Minnie strasznie się bała. Chyba zaczynała się godzić z tym, że zaraz może umrzeć. Już więcej nie zobaczy Mabel, Victora, Rory'ego, swojego sąsiada Matta... To było strasznie smutne, aż łzy błyszczały jej w oczach.
Jęknęła kilka razy, gdy barmanka tamowała tymi ręcznikami krew, kiedy ją przenosili. Czemu to tak bolało...?
-C-co? Co pan chce zrobić?-powiedziała cicho, z paniką w głosie, kiedy Tony zaczął mówić o jakimś kneblu.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1591
avatar
Sylvia Valmount
Sylvia wstała i patrzyła się trochę tępo na Tony'ego, chociaż wiedziała o co mu chodzi. Przecież to mogło zabić tę dziewczynkę.
-Ale... Jesteś pewien, że to dobry pomysł?
Pokręciła głową, ale jednak ruszyła się. Po alkohol, po kolejny ręcznik, który mocno skręciła, tworząc prowizoryczny knebel. Przyklęknęła przy Minnie.
-Słuchaj młoda... Musimy coś zrobić żeby zatamować krwawienie, a nie damy rady szybko przetransportować cię do szpitala... Wyjmiemy to szkło i... wypalimy ranę.-przełknęła ślinę. Nie zabiją jej czasem?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 808
avatar
Anthony Walker
- Nie jestem pewien...ale kończy nam się czas. A możliwości innych nie ma.
Innego wyboru nie mieli. Tylko w taki sposób mogli jej pomóc. Kurwa mać. On prawie tam zdechł z bólu, to co dopiero taka mała ślicznotka?
Opłukał dłonie wódką, bo na bieżącą wodę nie było co liczyć.
- Słoneczko, nie mamy wyboru. To jedyna szansa, więc zaciśnij zęby i bądź dzielna. Hannon, Davis (NCP powiedzmy), trzymajcie ją. Kotku, zajmij się ogniem - wskazał na nogę i zapałki.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 690
avatar
Michelle Dickens-Pie
Michelle popatrzyła się na Sylvię i Walkera dość żałośnie. Nie chciała tego co mówili. Wolałaby iść do szpitala i zeby pomógł jej Victor. On wiedziałby co zrobić.
-Będzie cholernie boleć, prawda?-odezwała się do Tony'ego i uśmiechnęła kwaśno. Wzięła głębszy oddech. Dobra. Nie takie okropieństwa przeżyła.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1591
avatar
Sylvia Valmount
Sylvia zajęła się ogniem i poszukała czegoś metalowego. W końcu nie będą tego robić samym ogniem, albo kawałkiem drewna.
-Daj jej się napić.-powiedziała, nim do Tośka podeszła.
Uśmiechnęła się pokrzepiająco do dziewczyny.
-Dasz radę.
Po chwili podała Walkerowi jakiś metalowy pręt, trzymając przez ręcznik.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 808
avatar
Anthony Walker
Napoił Minnie whiskey i to sporą ilością naraz by ją znieczulić. Aż czuł wyrzuty sumienia, że sprawi jej tyle bólu.
- Bądź dzielna - powtórzył i włożył jej szmatkę w usta.
No i zaczął "operację". Wyjęcie szkła to był pikuś w porównaniu z tym co ją czekało. Rozgrzał pręt do czerwoności. On tam takich luksusów nie miał, musiał nadpalać ją kawałek po kawałeczku, prawie szalejąc z bólu. Tu powinno starczyć kilku dotknięć prętem. Albo ciut więcej
Zaczął starając się nie słuchać stłumionych przez materiał krzyków dziewczyny.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 690
avatar
Michelle Dickens-Pie
Michelle przetrwała jakoś wyjęcie szkła, choć krzyknęła w knebel. Zmysły przytłumiły się przez alkohol, ale rozgrzany pręt to było z dużo dla takiej drobnej dziewczyny.

Kostki K6 dla Tony'ego:
1,2 - Coś poszło nie tak, drgnęła ci dłoń i pręt wszedł za głęboko, przez co Michelle od razu zemdlała. Coś zaczęło się smalić bardziej niż powinno. Pręt wszedł zbyt głęboko w brzuch i przypalił wnętrzności. Dziewczyną wstrząsnęły konwulsje.

3,4 - wszystko idzie po Twojej myśli, szkło zostało wyciągnięte, rana opalona, ale nawet dość zgrabnie. Michelle zemdlała, ale ma równy puls.
5,6 - niby wszystko poszło tak jak Walker sobie zaplanował. Michelle jednak zemdlała i puls nie był wyczuwalny. Dziewczyna umarła - z wycieńczenia, zbyt dużej utraty krwi i bólu.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 808
avatar
Anthony Walker
5 PRZEPRASZAM ;_;

Tony naprawdę się starał i zrobił wszystko tak jak powinien, ale Minnie straciła już za wiele krwi. Nie zdążyliby ani do szpitala ani sprowadzić pomocy.
Przyłożył palce do jej tętnic i zaklął cicho. Żałował, że przed śmiercią sprawił jej jeszcze tyle bólu. Naprawdę chciał ją uratować. Naprawdę.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1591
avatar
Sylvia Valmount
Sylvia patrzyła się na to co robił Tony i przytłumione krzyki dziewczyny naprawdę sprawiały jej ból. Ta mała tak bardzo cierpiała... Miała jednak nadzieję, że wszystko będzie dobrze.
Kilka minut później było jednak.. po wszystkim... dosłownie.
-Czy ona...?-szepnęła.
Valmount bardzo rzadko płakała, ale teraz łzy stanęły jej w oczach. Zakryła usta dłonią i usiadła na jakimś krześle.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 808
avatar
Anthony Walker
Nie miał problemów z zadawaniem śmierci tym, na których miał zlecenie. Jednak tą dziewczynę chciał uratować, miała całe życie przed sobą.
Nie czuł wyrzutów sumienia, że coś nawalił, bo to było jedyne wyjście. Żałował jedynie, że umierała w strasznych mękach.
- Zaniosę ją...- odchrząknął, nie patrząc na Sylvię -...do szpitala. Muszą powiadomić bliskich i takie tam.
Wyszedł na zaplecze po swoją skórzaną kurtkę, tylko po ty by otulić nią Minnie.
- Ogarniesz to ? Niedługo wrócę - powiedział cicho, biorąc ją na ręce i znikając za drzwiami.
Burza się skończyła. A z nią życie Michelle.

-> szpital
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1591
avatar
Sylvia Valmount
Kiwnęła głową. Oczywiście, że ogarnie. Kiedy wyszedł z Michelle na rękach, Sylvia popatrzyła się na Romka.
-Hannon, pomożesz mi?-spytała. Pewnie znała go po nazwisku z gazet. A i czasami tu przychodził. Barmani znają prawie każdego.
Ruszyła się i zaczęła sprzątać w Morganie.


zt


Ostatnio zmieniony przez Sylvia Valmount dnia Czw Cze 11, 2015 1:01 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 780
avatar
Romesey Hannon
Gdy dziewczyna umarła, Romek patrzył na nią sparaliżowany. Słuchanie jak wyje z bólu było najgorszym przeżyciem.
Student ledwo co był w stanie pomóc ją przytrzymać.
A teraz siedział na ziemi, z której Minnie została zabrana przez Carswella i czekał, nie wiadomo na co.
Podniósł tyłek chwilę przed tym, jak odezwała się Sylvia. Pomyślał o rodzicach i Leanne. Czy nimi ktoś się opiekował?
- Przepraszam, ale muszę sprawdzić co z rodzicami..
Odpowiedział jej, kręcąc głową. Spojrzał przepraszająco i wyszedł.

zt
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 808
avatar
Anthony Walker
/początek.

Gdy Tony wrócił Sylvii juz nie było. Nie chciał jednak sprawdzać, czy jest ona u siebie w mieszkaniu. W tym momencie chciał być sam.
Wszedł do względnie uporzadkowanego baru, rzucił kurtkę na bok i ruszył na zaplecze. Koszula przesiakla mu krwią nie tylko samej Minnie, ale i jego własną. Musiał się w końcu pozbyć szkła i gwoździa z ramienia. Nalal wody do miednicy, wziął z zaplecza butelkę wodki i usiadł przy najmniej poszkodowanym stoliku. Mozolnie, kawałek, po kawaleczku pozbywal się odlamkow, nieco większy problem miał z gwoździem. Musiał go praktycznie wyszarpac z ciała. Zalal ranę wódką i za pomocą prowizorycznego opatrunku zatamowal krwawienie.
Potem nalal sobie i pił, wpatrzony w blat stołu. Towarzyszyła mu jedynie cisza i porazajace poczucie winy
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 112
avatar
Michael Davies
/ początek

Czekała go kolejna wizyta w ratuszu, gdzie na samą myśl był niezadowolony. Jego twarz nie była zachwycająca, kiedy trzy (czy tam cztery) pionowe szramy rozdzielały jego twarz, tworząc z niej pas startowy dla much.
Wszedł do pubu, zastanawiając się, co powinien zrobić. Nowe miejsce, nowe życie. Oczywiście, wolałby wrócić do Kaan-an, aczkolwiek może i tutaj się szybko zadomowi? Michael nie wydawał się pocieszony tą opcją szczególnie, być może głównie ze względu właśnie na wyraz twarzy i to, że ani nikogo, ani niczego nie zna w tym mieście. Mówi się o pewnym zaufaniu wobec miejsca - temu miejscu nie mógł ufać. Nie odczuwało się ani chęci, ani niechęci, a człowiek miał wrażenie, ze wszystko się zapadało w nie wiadomo co.
Goniec, który podszedł do baru, aby zamówić kufel piwa, ignorując spojrzenie barmana, zasiadł gdzieś na końcu. Przy odosobnionym stoliku, aby móc jak ostatni idiota wpatrywać się w ścianę, naprzeciw której siedział.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 292
avatar
Drake Ballard Crow
/ Park

- Powinien dostać zniżkę. - odezwał się Crow spoglądając najpierw na Daviesa, a potem na barmana. Ten ostatni rzucił mu minę w stylu "puknij się pan w łeb" i odszedł wycierając ścierą jakieś naczynie.
- Za taką mordę. - pociągnął dalej wycierając sobie usta wierzchem dłoni. Piwo miał wypite do połowy.
- Jestem Drake. - rzucił w kierunku chłopaka z bliznami.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 112
avatar
Michael Davies
- Równie dobrze mogliby mi szkodę życiową wypłacić - stwierdził sucho. - Zwłaszcza piloci, bo gdyby potrafili zapanować nad samolotem to może i bez tego by się obeszło - mruknął. Kogoś obwiniać musiał, prawda?
- Zresztą, trudno będzie zapomnieć - dodał, wzruszając ramionami. Najwidoczniej w tym momencie się pocieszał, jakoś musiał. O Koronce przecież nie słyszał, a i za biedny był na to wszystko! Dobrze, że chociaż na piwo go było stać. Od razu czuł się lepiej; odrobinę.
- Ty byłeś z tą całą grupą po nas, nie? - spytał i kiwnął krótko, najwidoczniej nie mając zamiaru wyciągać ręki. Zresztą, to nie od niego zależało, a od starszego mężczyzny. - Michael.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 292
avatar
Drake Ballard Crow
- Byłem. - odparł lakonicznie. Przeskoczył na stołek bliżej Daviesa, przeszkadzając tym samym jakiemuś typowi co chciał go akurat zająć. Popatrzyli się po sobie, Drake z głupim wyrazem, typ z pretensją.
Przesunął kufel po kontuarze.
- Dobrze, że żyjecie. - Napił się piwa. - Przyznali ci, Michael, mieszkanie?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 112
avatar
Michael Davies
- Często macie takie wyprawy? - spytał. - Ogólnie, nie po ratowanie ludzi, którzy wylądowali jak ostatni idioci na środku niczego - sprecyzował i napił się piwa, nieznacznie ostukując zębami szkło, bo mu się przechyliło odrobinę.
Och, co za troska!, pomyślał Mike, którego wyraz twarzy nie wydawał się ciekawy.
- Ta, gdzieś tam w okolicy - machnął lewą ręką, w lewą stronę, bo pamiętał, że stamtąd szedł. - Chociaż o tyle dobrze, ale i tak trzeba pracę znaleźć - mruknął. Cierpiał, wolałby dostawać rentę za twarz.
Powrót do góry Go down
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Pub "Kapitan Morgan"
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 11Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4 ... 9, 10, 11  Next
 Similar topics
-
» Pub "Kapitan Morgan"
» Kapitan Morgan - gra w kości

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: STARE RPOZGRYWKI I WSZYSTKO :: Miasto :: Druga strefa-