IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Posterunek Policji

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 10 ... 19  Next
Mistrz Gry
Liczba postów : 2879
avatar
Mistrz Gry
First topic message reminder :

Przez posterunek przewija się masa typów spod ciemnej gwiazdy. Ale także i pechowi obywatele miasta. Do jednej z kilkunastu cel można trafić chociażby z powodu pijaństwa oraz robienia burd na ulicach. Liczący kilka pięter posterunek posiada cztery sale przesłuchań, sporej wielkości archiwum a także wiele pomniejszych gabinetów.
Od pewnego czasu miejsca w celach zagrzewają mieszkańcy Trzeciej Strefy, którzy zostali złapani przez policję lub wojsko po Ciszy Nocnej.

Pracownicy fabularni:
 

_________________________________________
Ślepy los dla Romka!
- 1,2 - prowadzisz normalną rozmowę z rodzicami. Nic się nie dzieje, sprawa zostaje wyjaśniona i jeszcze tego samego dnia zostajesz zwolniony do domu. Żołądek dał o sobie znać dopiero jak wróciłeś!
- 3,4 - prowadzisz normalną rozmowę z rodzicami, aż tu nagle...! Puściły Ci zwieracze. Szczęście, ze masz spodnie z grubego materiału, bo to co tam zrobiłeś jeszcze nie zaczęło wyciekać. SZYPKOSZYPKO! Cokolwiek by się nie stało, lekko cuchnący, z pływającym problemem w gaciach, wracasz do domu jeszcze tego samego dnia.
- 5,6 - och, nie wypuścili Cię od razu. Musiałeś spędzić w areszcie noc. Zesrałeś się jednak w drodze powrotnej do celi. Strażnik przytulił się do ściany naprzeciwko, ale zdołał wepchać Cię do środka. Twój "współlokator" zadowolony nie był.


Ostatnio zmieniony przez Mistrz Gry dnia Sro Paź 21, 2015 3:42 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Liczba postów : 1536
avatar
Nathan Lamb
Słuchał jej z uwagą, z taką samą uwagą obserwował jej gesty.
- Skorzystać niby z czego? - ponownie zmarszczył czoło jakby rozwiązywał sudoku poziom master. Nie rozumiał co do niego mówiła.
- Przecież nie przejmowałaś sie głupimi uwagami kolegów, myślałem że jesteś na to odporna - mruknął wciąż nie wiedział o co chodzi, jednak coś było na rzeczy. Czuł to swoim czarnym nosem. W końcu był psem. Dał krok do przodu.
- No nie becz, przepraszam - mruknął.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 653
avatar
Madeleine Rowley
Milczała, zaciskając usta. Napięcie potęgowało to, że Nathan był jej w zasadzie najbliższy, był przyjacielem, nie wyobrażała sobie, jak mu mówi o tym, co zrobił jej Silver. Nie chciała, żeby widział ją jak ofiarę, z którą można zrobić wszystko. Chciała być dla niego uśmiechnięta Mad, z która wcina pączki i pije bimber. A tu masz ci los - chciała wszystko ukryć, a całą sobą aż krzyczała, że coś jest nie tak. Wierzchem dłoni otarła nos.
- Nie beczę.
Odwróciła się bokiem, by znowu sięgnąć po jakieś akta. Ach, nie te. Włożyła teczkę. Zresztą, nie chciała węszyć za Carswellem na oczach Lamba. Pewnie by coś niuchać zaraz zaczął. A ona obiecała Walkerowi, że będzie ostrożna.
- Nic się nie dzieje. - rzuciła mechanicznie i spróbowała wyminąć Lamba, by dotrzeć do wyjścia. - To naprawdę nic.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1536
avatar
Nathan Lamb
- Przecież widzę - spojrzał na dłoń odkładającą teczkę.
- Czego szukasz? Może pomogę - rzucił mimochodem a gdy ta mijała go on zaszedł jej drogę spojrzał do tyłu na drzwi wejściowe do archiwum.
Był dociekliwym gliną dlatego i tym razem nie odpuszczał. Chwycił ją za przedramię, nie było to szarpnięcie, jedynie lekki uścisk, być może nie powinien tego robić, moze nie dostanie znowu w ryj. Spojrzał na nią oczekując odpowiedzi na swoje pytanie. Wzrok mówiący "przecież jesteśmy kumplami" dawał jasno do zrozumienia ze nie odpuści.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 653
avatar
Madeleine Rowley
- Przeglądam różne sprawy, chcę sobie znaleźć zajęcie. - rzuciła wymijająco. I rzeczywiście była to prawda, bo im więcej pracy, tym mniej myśli.
Westchnęła. Miała nadzieję, że będzie mogła wyjść, że może nic nie będzie musiała mowić. Ale przecież to był Lamb. Lamb nie odpuszczał. Nigdy. Więc się nie wyrywała, nie złościła się, po prostu dała się zatrzymać. Bezsilność znowu wkradła się w serce Mad, poczuła nieprzyjemne ściskanie żołądka, bo wiedziała już, że przyzna się Nathanowi do tego, co zrobił jej Silver. Byli kumplami. Dobrze. Więc bez owijania w bawełnę.
- Silver mnie zgwałcił. - powiedziała cicho, niemal bezgłośne, a oczy miała kogoś, kto został zdeptany i wbity w ziemię i próbuje się z tego podnieść.
Nie.
Nie powiedziała tego na głos. Nie przeszłoby to jej przez gardło.
- Tym razem nie skończyło się na głupich uwagach, Nathan. - powiedziała z rezygnacją w głosie. Gardło miała zduszone. - Możesz nie wnikać? Proszę.


Ostatnio zmieniony przez Madeleine Rowley dnia Czw Lip 09, 2015 11:33 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1536
avatar
Nathan Lamb
- Nie wnikać? O co do Cholery chodzi? - zapytał ze złością w głosie, była jego koleżanką, bardzo dobrą, ufał jej i znał. Wiedział, że jest coś nie tak, nie odpuszczał. Nie odpuści póki sie nie dowie.
- Nie wnikać? - zapytał ponownie, ah tak. Chwilę milczał myślał. Zastanawiał się co ma zrobić, może jej jebnie to zacznie gadać.
- Skoro masz mnie gdzieś... - urwał nagle - jak chcesz - odsunął się robiąc jej przejście. Miał nadzieje że jednak nie pójdzie, to była jedna z zagrywek Lamba. ryzyko było że działał w obie strony.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 653
avatar
Madeleine Rowley
Nie podobało jej się zachowanie Lamba. Wiedziała, że się o nią martwi, że chce wiedzieć co się dzieje z troski, ale jednocześnie zachowywał się tak, jakby chciał to wydrzeć siłą. Była zła. Więc, gdy się odsunął zamierzała po prostu wyjść, ale mijając Lamba zatrzymała się gwałtownie i dźngęła go palcem w klatce piersiowej.
- Co ty wyprawiasz? - mruknęła. - To, że wpieprzam cały czas pączki, wcale nie znaczy że jestem taka słodka jak one. Nie jestem też naiwna, Nathan. - w oczach miała żal za to, że próbował na niej stosować tanie sztuczki. - Nie próbuj na mnie zagrywek, które stosujesz na pierwszych lepszych podejrzanych. Nie jestem podejrzana. Jestem ofia...
Urwała. Zagalopowała się w tej złości. Znowu jej usta wykrzywił jakiś taki tragiczny grymas, jakby wróciła do nieprzyjemnych wspomnień. (Bo wróciła). Westchnęła, skapitulowała i objęła się za ramiona. Przez chwilę gapiła się w buty Lamba, potem podniosła wzrok.
- Nathan... - zaczęła cicho. Bardzo cicho, prawie niedosłyszalnie. - Ja... - przełknęła ślinę. - Silver, on...
Nie. Nie przeszło jej to prze gardło. Postąpiła krok do przodu, po to tylko, by oprzeć czoło o Lamba.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1536
avatar
Nathan Lamb
Spojrzał na nią pytająco, nic nie powiedział na jej wywód, miała racje, nie powinien tego robić, zwłaszcza jeśli chodzi o Mad. Jednak musiało być coś na rzeczy, nigdy Mad takiej nie widział.
- Co Silver? - zapytał marszcząc brwi, a gdy oparła o niego czoło przez chwilę się zastanawiał co ma zrobić, położył jej dłonie na pośladkach, tfu na ramionach lekko się odchylajac.
- Co Silver? - powtórzył, był niedomyślny, może nie spodziewał się tego co miał usłyszeć. Nic nie rozumiał.
- Co Silver Mad? - ponownie szepnął.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 653
avatar
Madeleine Rowley
Nie wtuliła się w Lamba, nie poruszyła rękoma, nadal obejmowała swoje ramiona i opierała się czołem o mężczyznę. Zacisnęła powieki. Jak miała mu to powiedzieć? Jest jakiś dobry sposób? Pomyślała, że dla jej spokoju, mógłby się domyślić.
- Nathan. - wypowiedziała to imię cicho, jakby było zaklęciem, które wszystko ułatwia. Ale przez to, że to był Nathan, to wszystko było trudniejsze. - Kiedy byliśmy na akcji ratunkowej po burzy, on...
O maszyno, jak miała to powiedzieć! Przełknęła ślinę.
- Zgwałcił mnie. - wydusiła z siebie prawie niedosłyszalnie.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1536
avatar
Nathan Lamb
Stał patrząc jej w oczy, nie przerywał czekał, słuchał.
A potem, z bladł. Zrobił się tak biały jak murzyn tylko mógł. Mógł jej nie wierzyć, dlaczego miała by kłamać, dlaczego ona, jego Mad, jego pączuś.
Zabiję go!
Mocniej zacisnął dłonie na jej ramionach, pierwszy raz w życiu nie wiedział co ma powiedzieć pyskaty Lamb, nie znał odpowiedniego słowa. Bo jakie było odpowiednie? Kołatało mu tylko jedno w głowie Zabiję go, zabiję skurwiela!
Nic nie było w tej chwili ważne. Nie śmierć to za mało kapitanie.
- Mad... - szepnął spokojnym tonem, gładząc ją jak dziecko po głowie - wszystko się ułoży - mówił to ale sam w te słowa nie wierzył, nic już nie będzie takie samo.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 653
avatar
Madeleine Rowley
Chyba przez chwilę nie oddychała, czekając na reakcję. Już w momencie, kiedy się przyznała wiedziała, że to nie jest dobre rozwiązanie. Nikt nie powinien o tym wiedzieć. Ani Walker. Ani Lamb. Powinna sobie z tym poradzić sama. Tak jak zawsze sobie radziła. To kolejny rodzaj ciosu - dotkliwy i obrzydliwy, ale czym się różni od innych upokorzeń, jakie chcieli jej zapewnić mężczyźni w szkole policyjnej? To po prostu większy kaliber. Przynajmniej Mad sobie to wszystko tak tłumaczyła. Może to przez to, że przy Nathanie czuła się bezpiecznie. Pracując z nim zawsze wierzyła w instytucję policji - mimo wszystko. Wiedziała, że jest na odpowiednim miejscu i nie zamierzała nikomu pozwolić się z niego wykopać. Zło już się wydarzyło. Jedyne co mogła teraz zrobić, to być silną.
Podniosła głowę. Lamb wyraźnie był wstrząśnięty, choć nie chciał dać tego po sobie poznać. Aż miała wyrzuty, że przysporzyła mu zmartwień. Nie powinna była tego mówić. Uśmiechnęła się łagodnie i podniosła dłoń, by pogładzić Nathana po policzku.
- Nie martw się. - powiedziała cicho, ale była w tym jakaś siła. - Poradzę sobie. To minie. Zawsze mija.
Wspięła się na palce, by pocałować Lamba w policzek.
- Dziękuję.
Za co dziękowała? Za to, że mogła czerpać siłę ze wsparcia Lamba, że mogła sobie z nim tutaj w tym archiwum stać i czuć się bezpiecznie, za to, że był po jej stronie.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1536
avatar
Nathan Lamb
Jak miał się nie martwić, czy to było kolejne zmartwienie Lamba.
- Czy mogę ci jakoś pomóc? – czy mógł, oczywiście że mógł.
Za co mu dziękowała, jeszcze nic nie zrobił, nic, wiedział ze Silver jest skurwielem, sam nie raz w tym uczestniczył, ale dla zasady nie tykało się swoich. Chyba że Silver nie był swój, siedział w tym samym szambie co większość. A może Mad nie była swoja, nie pasował do tego społeczeństwa.
W dziwny sposób czuł się za to współodpowiedzialny i winny temu co się stało, sam nie wiedział dlaczego, sam czuł się w tym momencie jak gnojek.
- Co dalej? Mówiłaś o tym komuś? Zgłaszałaś?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 653
avatar
Madeleine Rowley
Odsunęła się trochę, już i tak była za blisko. I za długo. Nie mogła sobie pozwolić na komfort bezpiecznej bliskości drugiego człowieka - jeszcze się zacznie przyzwyczajać, a przez takie przyzwyczajenia potem człowiekowi samotnie wieczorami. Podrapała się po nosie.
- Nie możesz mi pomóc, Nathan. - uśmiechnęła się blado. - Chyba, że potrafisz cofnąć czas.
Nie mogła mu powiedzieć o Walkerze. I o planie. Zwłaszcza, że nie zamierzała na to pozwolić. Nikt nie ucierpi w akcie bezsensownej zemsty. Praktycznie nie przespała nocy, myśląc o tym wszystkim, o tej całej beznadziejnej sytuacji. Ale jednego była pewna - nie zgodzi się na metody kryminalistów. A nawet jeśli, to na pewno nie będzie się wyręczać innymi. Nie mogła nikogo w to wciągać. Potrzebowała wsparcia psychicznego, jakiejś bezpiecznej przystani, ale nie wyobrażała sobie, że ktoś ucierpi z jej powodu.
- Poradzę sobie. - starała się brzmieć tak, jakby rzeczywiście miała sobie poradzić. W końcu w to wierzyła. - Nie pakuj się w żadne kłopoty, Nathan.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1536
avatar
Nathan Lamb
"Nie mogę jej pomóc" gdzieś jej słowa utkwiły z tyłu głowy. Nic nie mógł zrobić, nie mógł czasu cofnąć, nie miał tyle mocy, nawet jak na czarnego anioła. Miała rację, spuścił głowę w bezsilności.
- Nie ja się w nie wpakowałem - szepnął sam do siebie, nie miał na myśli też Mad, a Silvera, to on się wpakował dosłownie nie tam gdzie potrzeba. Lamb zrozumiał jakim człowiekiem był.
- Nic ci nie mogę obiecać Mad, nic - mówił zgodnie z prawdą, reagował spontanicznie nikt nie wiedział co sie moze wydarzyć, nawet on sam.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 653
avatar
Madeleine Rowley
Ta jego bezsilność nieco przerażała Mad. Był moment, kiedy chciała być dla Nathana najważniejsza, ale teraz miała nadzieję, że nie jest na tyle ważna, by robił coś głupiego. Mad miała w sobie wiele empatii, może aż za dużo, może to ją zgubiło. Niemniej jednak teraz ta empatia sprowadziła jej myśli do martwienia się o Lamba. W tym momencie byłą już pewna tego, że źle zrobiła dając się pociągnąć za język. Skoro spuścił głowę, to dziewczyna wyciągnęła dłonie, by złapać go za policzki i skierować jego spojrzenie na siebie.
- Nic nie musisz obiecywać, Nathanie. - zapewniła. - To wszystko... To wszystko po prostu się wydarzyło. Poradzę sobie.
"Poradzę sobie" - mantra, którą powtarzała od momentu decyzji, że zostanie policjantką. Przez tyle lat się sprawdzała, musi sprawdzić się i teraz.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1536
avatar
Nathan Lamb
- Poradzisz, jesteś silną kobietą - rzucił, lekko się uśmiechnął jakby dając jej do zrozumienia że nie targa nim gniew i chęć zemsty. Czy tak było naprawdę, nie wiadomo co siedziało teraz w jego głowie. Wiedział ze nie może być dla niej dodatkowym powodem zmartwień.
- Może byśmy się wybrali gdzieś, kino teatr... co ty na to? - musiał coś zaproponować, siedzenie w domu i myślenie o tym co sie stało, było chyba najgorszym wyjściem.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 653
avatar
Madeleine Rowley
Pomyslała o całej rzeczywistości o tym, z czym wiązały się słowa Silvera. O jego groźbach, o jego zdecydowanym i pełnym pogardy spojrzeniu. Może się bała, może przez to wszystko miała jakąś pomroczność jasną. Ale wiedziała, że musi zrobić tak, jak podpowiada jej własna moralność.
- Jasne. - uśmiechnęła się.
Gdzieś w środku zatrzęsła się jak osika, zrobiło jej się zmino.
- Ale nie dzisiaj.
Była wdzięczna Lambowi za to, że jest przy niej. I że może na niego liczyć. Na razie jednak nie mógł nic zrobić, a ona zamierzała załatwić sprawę swoimi metodami. Odsunęła się o krok do tyłu, starając się uśmiechnąć jak stara słodka Mad. Nie martw się o mnie, proszę...
- Dzisiaj wracamy do pracy.
I naprawdę miała to na myśli. Dlatego też wrócili razem do biura, rozmawiając już tylko o pracy. Maddie unikała tematu. W biurze, w otwartej przestrzeni starała się zachowywać jakby nic się nie stało.

ZT
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 728
avatar
Isabela Grant
// start

Isabela przyszła tu prosto ze szpitala. Oparła się tyłkiem biurko Crowa i potoczyła wzrokiem po najbliższym otoczeniu. Crow na pewno gdzieś tu się kręcił, więc powinien się tu zaraz pojawić. Mogłaby mu list zostawić na biurku i napisać notatkę, ale był to zbyt ważny dowód, by ryzykować, że detektyw w roztargnienu go przeoczy. Więc czekała.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1387
avatar
Raven Alistair Crow
/start

Od rana aż go skręcało w kościach, tak bardzo nie chciał iść do pracy. Wolałby przeleżeć w łóżku cały dzień patrząc się w sufit i ewentualnie wstając po coś do jedzenia. Ale nie! Robota wzywała, trzeba było zająć się sprawą Wiktorii. Beowulf nie był jeszcze głównym podejrzanym, ale Crow przypuszczał, że to jego sprawka. Siłą rzeczy i tak stanie się poszukiwanym.
Wszedł na posterunek i skierował się w stronę swojego biurka wspominając sobie wycieczkę z Emmą. Może któregoś razu podjedzie po nią pod uczelnię? Skręcił i zobaczył Isabelę opierającą się o jego biurko.
- Callahan?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 728
avatar
Isabela Grant
- Callahan - przytaknęła. - A kto inny chciałby siedzieć u ciebie w biurze? Ale nie przyszłam się przedrzeźniać - dodała, zanim zdążyła rozpętać się wojna słowna. Albo insynuacje, że Isa chciałaby posadę Crowa. Co nie byłoby zresztą założeniem błednym, ale do rzeczy.
- Mam list dla ciebie - wyciągnęła rękę, w której trzymała list ku niemu i poczekała aż go weźmie. - Dowód w sprawie morderstwa Wiktorii Beowulf. Mocno obciążający jej męża tak swoją drogą. Nie dziękuj, wiem, jestem wspaniała - uśmiechnęła się.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1387
avatar
Raven Alistair Crow
Skrzywił się nieco i usiadł przy biurku. Ależ on nie lubił, kiedy ktoś nad nim stał. Albo opierał tyłek o drewniany blat. Szczególnie, kiedy robiły to baby. Rozpraszały go. Powinien rzeczywiście zabrać Emmę na wycieczkę po posterunku? I co by jej mógł pokazać? Cele? Pączki Lamba? Te z dziurką? Popatrzył znowu na Isabelę. Wziął od niej list i zaczął czytać. Cholera jasna, ale był długi!
- Hmm... czyli Beowulfa można lada moment uznać głównym podejrzanym. Trzeba wystawić list gończy.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 728
avatar
Isabela Grant
Nawet jeśli Isabela zdawała sobie sprawę, co rozprasza szanownego pana detektywa, pewnie i nie przestałaby się opierać tyłkiem o jego biurko. A tak odbiła się od niego i stanęła przodem, zakładając ręce na piersi. Chwile to trwało aż skończył czytać. List był długi.
- Mhm - przytaknęła, choć liczyła, że Raven skomentuje list w jakiś ciekawszy sposób. No cóż.
- Może podziękujesz Blackowi? Podobno ocalił ci życie - dodała, co miało być wyrażeniem w rodzaju "Cieszę się, że żyjesz.", ale przecież nie powie mu tego wprost.
- Jakbyś coś potrzebował będę u siebie - rzuciła na odchodnym i oddaliła się, zastanawiając się, czy Crow przeczytał już jej notatkę odnośnie archiwum.
Ach, czas zaparzyć kawę. A wtedy zajmie się pracą.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1387
avatar
Raven Alistair Crow
Treść listu:
 

To nie do końca tak, że ten list go nie ruszył. Przeczytał go wstępnie jedynie pobieżnie, i wiele zdań mu po prostu umknęło. Odłożył go na biurko by przeczytać zaraz ponownie, uważnie. Otworzył szufladę,  a w rękę od razu wpadła mu niewielka karteczka.

Crow,

Pamiętasz co zaszło między nami w archiwum?

Callahan


Kiedy leżała tu razem z raportem przeoczył ją, odruchowo schował. Przeczytał dopiero teraz i wyprostował się na krześle. Rozejrzał na boki, czy ktoś nie zagląda mu przypadkiem przez ramię. Przypomniał sobie. Nie musiał z resztą długo szukać, tego amnezja nie obejmowała. Ciężkie oddechy, oplatająca go noga, dotyk miękkiej piersi. Zmarszczył lekko brwi zastanawiając się. Po co mu to przypominała? Schował liścik z powrotem i zajrzał głębiej do szuflady. Jakieś stare papiery, w tym jeden nieco zmiętolony. Wyciągnął go i wyprostował. To był list gończy. Sprzed czterech lat.
Zgiął kartkę i powoli opuścił rękę. Dotyk szczupłych palców wędrujących kiedyś po bliznach na jego ciele przypomniał sobie. Duszny, pachnący opium pokój nad ranem. Teraz poczuł go aż zbyt dobrze. Wzdrygnął się. Kasztanowe loki rozsypane na poduszce i zielone spojrzenie, w którym, chyba nie raz się zatracał. Nagłe, niewyjaśnione poczucie irytacji go naszło, aż zacisnął zęby. Zerknął raz jeszcze na to, co znajdowało się na liście gończym. Abigail Jakaśtam. Nazwisko było niewidoczne. Już rozumiał. Wszystko ułożyło się w sensowną całość. To nie był przypadek, że osoba taka jak Theresa Reebentoff wybrała akurat jego. Policjanta, który miał dostęp do archiwów policyjnych. Musiała go wykorzystać by znalazł ten list gończy i ukrył. Musiała wiedzieć, że nie zrobiły tego od tak, więc go uwiodła. Nie przyszła do szpitala nie dlatego, że się bała. Jego amnezja była jej na rękę - nie pamiętało niej, nie pamiętał o liście. Nie musiała dłużej udawać. Poczuł dziwne ukłucie. Zapach skóry i smak ust. Dlaczego i po co to teraz wracało? Wtedy przyszła, ponieważ pewnie myślała, że schował to u siebie. Przetarł twarz dłonią opierając się na krześle. Wpadł wtedy na dobre, po uszy, a utrata pamięci ratowała go najwyraźniej tylko na jakiś czas.
Zgarnął ze stołu również list Wiktorii, który oddał śledczym, żeby dokładnie go sprawdzili. Po drodze zapalił. Drugą kartkę schował. List pochodził z Kaan-an.

ZT.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 764
avatar
Kendra Kenway
<- Uliczka dwudziesta

No i trafiła w końcu tutaj, tym razem by być po tej złej stronie. Podała rzecz jasna swoje wymyślone dane, powiedziała kto jest jej opiekunem (oficjalnym była Beth i ją zapewne powiadomią) i poprosiła o możliwość zadzwonienia.
Nawet smarkula miała taką możliwość, więc gdy została sama, wykręciła numer do Nainy. Po krótkiej rozmowie, została poprowadzona dalej.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1362
avatar
Beth Ryder
/ ze sklepu

Weszła i rozejrzała się po pomieszczeniu jakby szukając wzrokiem Lamba. Miała nadzieję, że funkcjonariusz pomoże jakoś Kendrę z tego wyplątać ze względu na Chrisa.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 2879
avatar
Mistrz Gry
Za to Lamb leżał jeszcze w szpitalu po zabiegu amputacji ucha zewnętrznego. Więc teraz na pewno nie pomoże.
Beth zgarnął jakiś policjant.
- Tak, słucham? - zapytał sucho, patrząc na nią znad okularów, siedząc przy biurku.
Powrót do góry Go down
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Posterunek Policji
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 19Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 10 ... 19  Next
 Similar topics
-
» posterunek policji

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: STARE RPOZGRYWKI I WSZYSTKO :: Miasto :: Druga strefa-