IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Posterunek Policji

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 10 ... 17, 18, 19  Next
Mistrz Gry
Liczba postów : 2879
avatar
Mistrz Gry
First topic message reminder :

Przez posterunek przewija się masa typów spod ciemnej gwiazdy. Ale także i pechowi obywatele miasta. Do jednej z kilkunastu cel można trafić chociażby z powodu pijaństwa oraz robienia burd na ulicach. Liczący kilka pięter posterunek posiada cztery sale przesłuchań, sporej wielkości archiwum a także wiele pomniejszych gabinetów.
Od pewnego czasu miejsca w celach zagrzewają mieszkańcy Trzeciej Strefy, którzy zostali złapani przez policję lub wojsko po Ciszy Nocnej.

Pracownicy fabularni:
 

_________________________________________
Ślepy los dla Romka!
- 1,2 - prowadzisz normalną rozmowę z rodzicami. Nic się nie dzieje, sprawa zostaje wyjaśniona i jeszcze tego samego dnia zostajesz zwolniony do domu. Żołądek dał o sobie znać dopiero jak wróciłeś!
- 3,4 - prowadzisz normalną rozmowę z rodzicami, aż tu nagle...! Puściły Ci zwieracze. Szczęście, ze masz spodnie z grubego materiału, bo to co tam zrobiłeś jeszcze nie zaczęło wyciekać. SZYPKOSZYPKO! Cokolwiek by się nie stało, lekko cuchnący, z pływającym problemem w gaciach, wracasz do domu jeszcze tego samego dnia.
- 5,6 - och, nie wypuścili Cię od razu. Musiałeś spędzić w areszcie noc. Zesrałeś się jednak w drodze powrotnej do celi. Strażnik przytulił się do ściany naprzeciwko, ale zdołał wepchać Cię do środka. Twój "współlokator" zadowolony nie był.


Ostatnio zmieniony przez Mistrz Gry dnia Sro Paź 21, 2015 3:42 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Liczba postów : 45
avatar
William Bell
Pączek. Nieodłączny element tego miejsca. Teraz tylko nie miał na niego ochoty, był na to zbyt zirytowany.
- Nie...nie chce pączka. - zbuntował się, jak na glinę przystało -Chcę, żeby przestano mi rzucać tu kłody pod nogi. - wstał tak energicznie, że aż krzesło przewrócił a mechaniczna łapa uderzyła o biurko.
Był wciąż zdeterminowany.
- A ty chcesz iść ze mną powęszyć? - zapytał, bo przecież to było tak normalne pytanie, jak to o pączka, he!
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 653
avatar
Madeleine Rowley
Wyprostowała się. Włosy zaczesała do tyłu, odwracając się przy tym na krześle, łokieć jednej ręki wylądował na oparciu. Popatrzyła na nowego trochę zblazowanym wzrokiem.
- Co ty wiesz o rzucaniu kłód pod nogi? - zapytała beznamietnie, a potem wymamrotała bardzie do siebie niż do niego.
- Ty przynajmnej masz penisa między nogami..
Wzruszyła ramionami. Czy to, co powiedziała było odpowiednie? Raczej nie. Ale nie dbała teraz o to. Nie obchodziło ja nawet to, co nowy sobie o niej pomyśli.
Drgnęła, gdy ten rąk wstał z entuzjazmem. Wzrok zeslizgnal się po mechanicznej ręce. Chwilę zastanawiała się nad jego pytaniem. Aż w końcu znowu wzruszyła ramionami. Może towarzystwo dobrze jej zrobi.
- Czemu nie. - tez wstala. - Co dokładnie masz na myśli?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 45
avatar
William Bell
Ciekawa kobieta. I jakże spostrzegawcza. Owszem, posiadał penisa.
- Tak...mam. - zmarszczył czoło, bo nie bardzo wiedział co ma piernik do wiatraka. Jakaś feministka, czy jak?
W każdym razie, machnął na to ręką. Zebrał to co miał do teczki.
- Na obrzeża, zbadać ślady. Ostatnie miejsce pobytu Millera. Nie będę tu siedział bezczynnie i wpierdalał pączki, jak ten psychopata jest wciąż na wolności.
A by formalnościom stało się zadość, wyciągnął ku niej mechaniczną dłoń.
- Wlliam Bell. Poprzednio dział przestępstw.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 653
avatar
Madeleine Rowley
Madeleine stała przed nim w spodniach. Ponadto była policjantem, czyli miała zawód, który był zarezerwowany raczej dla mężczyzn. Nie biegały wokół niej dzieci. Nie miała męża, co już zakrawało na staropanieństwo. Obce jej były kobiece role. Więc tak, można było uznać, że była feministką w tamtych czasach, albo raczej sufrażystką.
Z jakiegoś powodu ją irytował. Do tego stopnia, że jak ten zaczynał swoją tyradę, ona, gdy tylko usłyszała wzmiankę o pączku, sięgnęła po kaloryczny krążek i perfidnie wpakowała sobie prawie połowę do ust, brudząc się przy tym lukrem.
- Cgho mowhiesz? - rzuciła niewyraźnie, patrząc mężczyźnie prosto w oczy. Robiła to specjalnie.
Wytarła dłoń o spodnie, by uścisnąć mechaniczną dłoń Bella. Jednocześnie przeżuła już i połknęła kęs pączka.
- Madeleine Rowley. - rowniez się przestawiła. - Mad. Maddie. - wzruszyła ramionami. - Jak wolisz.
Odwrocila się na pięcie i ruszyła w stronę drzwi. Obejrzała się przez ramię, postłając Williamowi udawane, zdziwione i ponaglające spojrzenie.
- No? Co tak stoisz bezczynnie, gdy ten psychopata jest na wolności. - sparafrazowała jego słowa. Gdy znowu odwracała glowe przed siebie, mogl zobaczyć, jak kąciki ust rozciągają się w lekkim uśmiechu. O ile był spostrzegawczy.
Praca. Znowu praca. Ileż mozna? Najwyrazniej duzo. Przynajmniej nie myślała o tym, w jakiej jest sytuacji.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 45
avatar
William Bell
Uścisnął jej dłoń bez słowa.  Może ona miała coś z głową? Szufrażystki jego zdaniem do końca normalne nie były, a ta mu na taką wyglądała. Męska na pokaz, jakby chciała się przystosować do tego środowiska.
- Rowley? Od sprawy Beowulfa? - było o tym ostatnio głośno. Jeden z niewielu sukcesów tego grajdoła.
I poszli

->Obrzeża
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 347
avatar
Aurora Osel
<----Park

Taksówka zatrzymała się przed budynkiem posterunku. Aurora opuściła ją i poczekała aż mężczyzna poda jej ramię. To była niezwykle stresująca sytuacja dla dziewczyny. Właściwie to był jej pierwszy raz. Nigdy wcześniej nie robiła czegoś takiego. Znaczy się nie składała zeznań na policji.
Po chwili znaleźli się w budynku i panna Osel posłała Nathanielowi spojrzenie "I co teraz?". Ewidentnie potrzebowała przeprowadzenia przez ten okropny proces składania zeznań.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 369
avatar
dr Nathaniel Rocheford
Nathaniel tez w życiu nie składał żadnych zeznań ani w ogóle niczego nie zgłaszał... ale i tak udawał, że wie o co w tym wszystkim chodzi. W końcu był bohaterem Aurory! 
Wytłumaczył w jakimś okienku o co chodzi i w jakiej sprawie przyszli. Pewnie zostali poproszeni do jakiegoś dzielnicowego. Aurora została poproszona o przedstawienie sytuacji. A Nejt niczym ostoja stał za dziewczyna, delikatnie trzymając jej rękę ma ramieniu. W sumie z boku wyglądali jak para.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 347
avatar
Aurora Osel
Aurora bez Nathaniela na pewno by się zgubiła w tym budynku i nie trafiła do pana śledczego, który przyjmował zgłoszenie. W pierwszej chwili pan policjant był niezbyt uprzejmy i wolał się zajmować pączkiem, jednak kiedy usłyszał z kim ma przyjemność to zmienił nieco ton na przystępniejszy.
Aurora wyglądająca jak skrzywdzonej niewinności zrelacjonowała zdarzenie. Podała dane rudej, które padły podczas przedstawiania i wychwalała pana Rocheworda, jako bohatera który ją uratował a który dzielnie ją wspierał podczas całego składania zeznań.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 369
avatar
dr Nathaniel Rocheford
Nathaniel puszył się przed gliniarzem dumny niczym paw, opowiadając zajście ze swojej perspektywy. Przesłuchanie zajęło jakieś 20 minut, policjant wziął namiary do panienki Osel i obiecał, że będą informować jeżeli złodziejkę znajdą. 
Rocheford podziękował i zgodnie z obietnicą zaprowadził Aurorę do taksówki, by odwieźdź ją pod sam dom.

Zt
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 2879
avatar
Mistrz Gry
Zaginięcie Barry'ego Whitmana, Irvinga Lightera oraz Carla Crafta, ich automobilu oraz więźnia nie pozostało długo bez echa. Już następnego ranka po feralnej nocy żona Barry'ego pojawiła się na komisariacie ze swoją córką, którą przemyślanie zostawiła na korytarzu gdy do jej uszu dotarła informacja o tym, że jej mąż normalnie zakończył służbę w dniu poprzednim i udał się do domu w towarzystwie dwóch innych policjantów. Nikt jej nie uświadomił, że Barry brał udział w precedensie torturowania więźniów i niekiedy ich zabijania. Nie miała pojęcia, że jej mąż przyzwalał na  tak okrutne bestialstwo i że za kilka godzin jej ukochany mężczyzna stanie się dla niej martwym uosobieniem kłamliwego potwora oraz że stanie się wdową a jej córeczka półsierotą. Spodziewała się syna, ale o tym też jeszcze nie wiedziała. Wolałaby pozostać w niewiedzy. Złożyła oficjalne zawiadomienie o zaginięciu męża w trakcie drogi z pracy do domu, co kwalifikowało się jeszcze na natychmiastową reakcję śledczych pracujących na komisariacie. Jej zawiadomienie podpisał protokolant Carrot a wzrok trzymał opuszczony. Podwieziono ją z córką do domu i kazano czekać na informacje, które miały być przekazane niezwłocznie. Zapewniono że wszystko się wyjaśni i na pewno skończy dobrze. Nie uwierzyła im. Ich spłoszone spojrzenia zdradzały więcej niż usta.

----

Śledczy opuścili posterunek dwadzieścia minut po tym, jak Pani Whitman została odwieziona do domu. Carrot przekazał im gdzie powinni szukać, choć było to raczej wiadome. Było tylko kilka miejsc na obrzeżach gdzie policja upodobała sobie dopuszczanie się takich okrucieństw. Na pobojowisko w rzeźni natrafiono niemal trzy i  pół godziny później.


Stara rzeźnia - śledztwo
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1387
avatar
Raven Alistair Crow
/ po miesięcznym przeskoku - wrzesień 2866

Sprawa śmierci trzech policjantów była głośna. Ba, na wszystkich posterunkach potraktowano ją osobiście - jak zawsze, kiedy w grę wchodziły morderstwa funkcjonariuszy. To, że sobie zasłużyli, wszystkie ich grzeszki zamieciono pod dywan.
Crow siedział przy swoim biurku przeglądając notatki dotyczące Beowulfa. Nawet ich nie czytał, po prostu patrzył się w papier. Był pewien, że wszystko się zaogni. Mało tego, sprawy zmierzały w jedną, oczywistą stronę, której się obawiał.
Nie spał w nocy. Jeśli już udało mu się zasnąć, pojawiały się koszmary. Znowu znajdował się w sercu jednej z dawnych, wojennych potyczek otoczony ogniem, ziemią, odgłosami strzałów i krzyków. Budził się gwałtownie, zlany zimnym potem. Był dziś nieobecny duchem.

zt.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1536
avatar
Nathan Lamb
/ przeskok

Uzupełnianie raportów, kompletowanie dokumentów tym głównie zajmował się Lamb. Coraz rzadziej wychodził na ulice i do ludzi. Jakby był ciałem i duchem nieobecny. Nie brał dodatkowych patroli, raczej ich unikał, jakby biurko stało się jego prywatną barykadą, albo bezpieczną neutralną przystanią. Odcinał się tym samym od wszystkich i od wszystkiego. Gdzieś zgasło w nim światło, zapał który go przez lata prowadził. Może krył się skrzętnie pod pantoflem Sylivi, a może pod pantoflem swojej kochanki? Hm kochanki. Jak mógł nazwać Matyldę. Odskocznią od domowego patologicznego, gniazdka? Śmiechem żartem to on był w nim największą patologią. Wyrwany z rzeczywistości glina. Który przestał czuć cokolwiek nim jeszcze zaczął.
Kolejna teczka powędrował na stos papierów, które jak zwykle miały trafić na koniec dnia do archiwum. Tego archiwum. Oprócz tego że cały posterunek żył mordem w rzeźni, on sam jakoś bardzo się nie w przejął, nie okazywał tego, podzielał gorycz z innymi. Morderstw było wiele ale te urastały do rangi najwyższej. Papiery. To było główne zadanie Lamba.
- Kurwa… - syknął zaraz po tym jak trącił kubkiem z zimną, gorzką kawą. Właściwie jej resztkami i fusami które rozlały się po świeżutko napisanym protokole. Ewidentnie było widać że Lamb miał dosyć.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 265
avatar
Matylda Hornybottom
Biedny Lamb. Jeszcze nie wiedział, jaką nowinę ma dla niego kochanka. Swoją drogą te krótkie upojne chwile w archiwum z Lambem, były chyba jedyną miłą rzeczą w jej życiu. A teraz pewnie się skończą. Przyjaciele się wypięli, Maclean złamał serce.
- Rany rany... - westchnęła, patrząc jak ten rozlewa kawę. - Ostatnio jesteś strasznie spięty, Nathan. - wzięła mokry protokół z biurka. - Nic to, przepiszę go. I tak mam dziś dyżur.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1536
avatar
Nathan Lamb
Podniósł wzrok, kącik ust drgnął do góry, niby uśmiech, ale zgaszony.
- Nie ma problemu, napisz jeszcze raz – przeniósł wzrok na zegar którego wskazówki przesuwały się wolno. Chwilę im się przyglądał. Właściwie to miał wrażenie, że stanęły w miejscu. Ponownie wrócił wzrokiem do Matyldy, zmierzył ją wzrokiem, tym swoim przenikliwym. Tak został mu jeszcze. To jedyne było w człowieku niezmienne.
- Znowu zostajesz po godzinach? – zapytał odstawiając kubek na bok, na rozlaną plamę położył czystą kartkę, jakby chciał by resztki kawy wsiąknęły właśnie w nią. Ruchy, słowa, ewidentnie mówiły „mam dość”. Nawet dla żółtodzioba były łatwe do odczytania.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 265
avatar
Matylda Hornybottom
Wzruszyła ramionami z uśmiechem.
- I tak nie mam po co wracać - stwierdziła, jak zwykle rozbrajająco szczerze. - Tu przynajmniej czuję się potrzebna.
Usiadła na jego biurku, tam gdzie nie była rozlana kawa i wplotła szczupłe palce w jego włosy, gładząc Nathana delikatnie po czubku głowy.
- Straciłam ostatnio cel. Więc nie mam już do czego dążyć. - a cel mu był znany, zemścić się na Haydenie Macleanie. - Czuję się przez to jak pusta skorupa.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1536
avatar
Nathan Lamb
- Hm, dobrze czuć się potrzebnym – rzucił trochę zamyślony. Sam się czuł dokładnie odwrotnie. Zwłaszcza tutaj.
- Cel – zapytał unosząc zaciekawione spojrzenie na twarz Matyldy. Dopiero po chwili uświadomił sobie o jaki cel może chodzić.
- Nie jesteś skorupą, a na pewno nie pustą – mruknął wracając do wycierania rozlanej kawy. Och jak bardzo trafne było jego określenie. Szkoda ze jeszcze nie wiedział o tym.
- Odpuściłaś dla Macleaina? Dlaczego? Myślałem że jesteś z tych osób które nie odpuszczają? – zapytał ponownie przenosząc na nią swój czarny wzrok. Taką znał Matyldę kobietę która nie odpuszcza. Taka się stała. Ha jak za dotknięciem czarnej, tfu czarodziejskiej różdżki. Odsunął na bok pozostałem teczki, sam oparł się o drewniane oparcie krzesła poświęcając całą swoją uwagę dziewczynie.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 265
avatar
Matylda Hornybottom
Uśmiechnęła się nieco ponuro. Cele niestety zmieniają się, czasem znikają, pozostawiając po sobie pustkę.
- Poślubił moją....cóż ciężko nazwać tą relację, ale była jedyną osobą z Kaan-anu, z którą utrzymywałam kontakt. Wzięli ślub i będą mieć dziecko. I chodź jestem na nią wściekła, bo mi o tym nie powiedziała wcześniej...no to co mi to teraz da ? Nie będę czuła teraz już żadnej satysfakcji.
Westchnęła cicho, zsuwając dłoń z jego włosów na jego kark, co zwykle prowadziło do tego, że oboje nagle musieli pilnie odwiedzić wspólnie archiwum.
Jednak tym razem nie uśmiechnęła się sugestywnie, opuściła dłoń i splotła ramiona w ciasny splot na piersi.
- Niedługo...będę musiał zrezygnować z pracy w terenie.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1536
avatar
Nathan Lamb
Słuchał jej z uwagą, nie przerywał, milczał. Analizował każde jej słowo. Jakby to były zeznania świadka. Fakty, tezy, założenia które trzeba było połączyć w jedną spójną całość. Taka choroba zawodowa, z którą najwidoczniej Lamb się urodził i się można było tego uleczyć.
Jej dotyk był przyjemny. Wywoływał u niego te dreszcze potrzebne do wspólnego no właśnie odwiedzenia archiwum w którym spędzał ostatnimi czasy tak wiele godzin i to nie tylko spowodowanych układaniem i wkładaniem akt do teczek.
- Nie wiem, a może po prostu twoje myśli i sama ty dojrzałaś do tego… może – rzucił ale nie dokończył swojej myśli. Urwał.
Spojrzał na nią Chwilę się zastanowił. Pozycja obronna, zamknięcie, niepewność. Podniósł brew pytająco. Milczał w końcu rzucił.
- Bo… - tylko tyle i znowu milczał jakby czekał na dokończenie zdania na którym nie było kropki a przecinek.

Powrót do góry Go down
Liczba postów : 265
avatar
Matylda Hornybottom
Wzięła głęboki oddech. Cóż, powiedzieć i tak musiała. Tak dla formalności zanim jej powie, że ma to gdzieś.
- Ostatnio straciłam przytomność na patrolu z Bellem. Lekarz mnie i zbadał. Powiedział, że jestem w ciąży.
Nie, nie czekała na jego reakcję, jaka by  ona nie była. Po prostu kontynuowała, jakby powiedziała coś w stylu "mam zapalenie gardła, nic takiego"
- Powiedział, że mam się nie przemęczać, więc muszę wrócić do pracy typowo biurowej. - uśmiechnęła się delikatnie- Naprawdę nie musisz się tym przejmować, Nathan. Wiem, że masz kogoś. Wiedziałam na co się piszę i to są tego konsekwencje. Ale chce urodzić to dziecko i wychować w wierze Kaan-ańskiej. Jak naprawią samolot, wrócę do Kaan-anu.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1536
avatar
Nathan Lamb
Rozszerzyły mu się nieznacznie źrenice. Nie zdążył zapytać co się stało Matylda szybko go uprzedziła. Na kolejne rewelacje tylko wziął głęboki oddech. Padało milion pytań że jak to możliwe, czy on, moze ktoś inny, wątpliwości. Skoro tak łatwo... Nie nie możliwe.
Podrapał się po brodzie, myślał dłuższą chwilę, kolejny dzieciak, kurwa, co on buhaj rozpłodowy? Hm może by tak zmienić profesję. Gabinet zapładniacza miastowego.
Sięgnął do kabury wyjął broń przyłożył sobie do gardła i bez chwili zastanowienia pociągnął za spust. Nawet zdążył zobaczyć swój mózg na suficie. Lamb wysiadł z pędzącego pociągu. A raczej się ewakuował.
Tak taką miał wizje. I co miał jej powiedzieć? Chwila milczenia się przedłużała. Stracił już jedno dziecko a właściwie sam je zabił. I co teraz, teraz kiedy z Sylvią się układało, ha gówno się układało. Hm może to można leczyć. Nie mógł być takim samym chujem jak Maclean. Ha nie był taki sam był gorszy. Zaczął przesuwać palcem wolno po krawędzi biurka w tą i z powrotem. Musiał to rozwiązać.
Myśl Lamb. "Wyjedzie do Kaan-anu" i problem sam się rozwiązał. Co miał jej powiedzieć. Wszystko już powiedziała sama.
Dopiero teraz przeniósł na nią wzrok, a potem wolno opuścił go na jej brzuch.
- Jesteś pewna że chcesz wychować je sama, że w ogóle chcesz je wychować? - co zrobić Lamb nie czuł instynktu rodzicielstwa.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 265
avatar
Matylda Hornybottom
Cóż, nie spodziewała się innej odpowiedzi, co nie zmienia faktu, że poczuła dziwne ukłucie w Matyldowym serduszku.
- W Kaan-anie każde dziecko to dar. Dar, który zawsze przyjmuje się z radością i ciepłem. - położyła dłoń na płaskim jeszcze brzuchu -  Nasze społeczeństwo nie jest tak rygorystyczne jak wasze, nie będą mnie wytykać palcami. Zawsze mogę wymyślić, że ojciec dziecka zmarł tutaj, nim dziecko zdążyło się urodzić.
- Nathan...wiem, że masz swoją rodzinę. I nie chcę jej rozbijać. Jeżeli będziesz chciał w tym uczestniczyć, oczywiście możesz...ale jeżeli nie chcesz mieć z tym nic do czynienia...to zrozumiem.
Kobieta idealna normalnie.
- Chcę je urodzić i wychować. - podsumowała swoją wypowiedź. - Będzie mi zawsze przypominać jego ojca, który zrobił dla mnie więcej, niż ktokolwiek inny wcześniej.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1536
avatar
Nathan Lamb
Matylda nie ułatwiała, wręcz przeciwnie, rzucała niewidzialne kłody pod nogi sumienia Lamba. Powinna naskoczyć na niego za taki tekst powinna powiedzieć musisz mi pomóc. Musimy się pobrać, musimy wspólnie je wychować, to nasze dziecko i zasługuje na normalną rodzinę. Ale nie ona jest wyrozumiała, mówi co myśli, mówi co zrobi i jak zrobi. Znalazła rozwiązanie, a w dodatku mu słodzi. I co on ma powiedzieć. A może to jej taka gra. Poznała go dogłębnie. Ha Lamb ją też, nawet za bardzo.
Znowu milczał. Znowu nie wiedział co powiedzieć. Jak nie Lamb.
- Słuchaj nie mogę powiedzieć, że to co miedzy na mi to nic, nie mogę powiedzieć że to co między nami to wielkie coś – zaczął wolno i spokojnie. Wciąż wpatrywał się w płaski brzuch Matyldy.
- Po prostu nie wiem co mam zrobić, niby powinienem wiedzieć jak postąpić jak się zachować, ale nie wiem – teraz stała mu przed oczami Sylvia, jej wyrzut o dziecko, po chwili tuż obok niej pojawiła się Kendra, a zaraz obok Naina. Czy kochał którąś z nich, czy któraś z nich była mu bardziej bliższa od innej. Przecież była jeszcze Mad o której nie mógł przestać myśleć. Każdą z tych kobiet w jakiś sposób skrzywdził. Matylda dołączyła do ich grona. A jeśli jeszcze nie uświadomiła sobie tego, jeśli mówi o nim tak jak mówi zapewne jeszcze nie raz go przeklnie.
Wstał, obszedł biurko, włożył ręce do kieszeni wpatrując się w kobietę.
- Nie wiem co mam zrobić, pociąganie za spust jest o wiele prostsze, prostsze od wszelkich uczuć – mruknął.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 265
avatar
Matylda Hornybottom
Słuchała tego jego filozofowania i w końcu się zaśmiała. Cały Lamb. Zamiast po prostu działać, lub podjąć decyzje, to nad tym duma.
- Głuptok jesteś - stwierdziła rozbawiona i wychyliła się, by musnąć ustami jego policzek. - Za dużo dumasz, szukasz pokrętnych rozwiązań, które zadowoliłby i Ciebie i mnie i Sylvię i kto tam jeszcze w twoim życiu jest. Za bardzo wszystko sobie komplikujesz. Odpowiedzi są często bardzo proste i są tutaj - poklepała się w miejscu, gdzie miała serce.
Ach te Kaan-ańskie mądrości.
- Albo tu, jak nie masz serca - pacnęła go palcem w czoło, wciąż rozbawiona. - Och, nie mogę patrzeć na ten twój krawat, chodź no tu - podeszła do niego poprawiając mu krawat, bo zaś się ten przekrzywił.
- Nie każę Ci podejmować żadnej decyzji. Jedynie poinformowałam Cię o sytuacji, bo uznałam, że masz prawo o tym wiedzieć. - poprawiła ku kołnierzyk - Mam nadzieję, że to nie oznacza, że już nigdy mnie nie zaprosisz do archiwum ?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1536
avatar
Nathan Lamb
Uśmiechnął się i on, może w tym co mówiła było sporo racji. Lamb to był taki trochę kombinator. Zawsze szukał drugiego dna. Może to choroba zawodowa, albo jeszcze inne gówno.
- Taka moja praca… szukanie dziury w całym – rzucił, nawet się uśmiechnął. Nie mógł ukrywać że rozwiązanie Matyldy jest mu całkiem na rękę. W dodatku to jej podejście do całej sprawy.
Stał nieruchomo gdy go pocałowała, a potem poprawiała mu krawat. Serce no właśnie czy je miał? O ile sumienie tak to czy miał serce. Rozum jego był świadomy, ale tego pierwszego narządu już nie koniecznie. Na wspomnienie o Sylvi tylko podniósł brew. No tak przecież wszyscy wiedzieli że się z nią zadaje, że razem się spotykają, ale plotki akurat najmniej go obchodziły, już nie. Może kiedyś.
- Dziękuję że mi powiedziałaś – rzucił krótko, a na samo wspomnienie o archiwum kącik ust mu tylko drgną do góry – to jest też moja sprawa… - rzucił w końcu. Dobrze że Matylda nie wiedziała co był wstanie Lamb zrobić z poprzednim swoim dzieckiem. Wcale nie uważał go za dar. Pomijając okoliczności dla niego było to dużym problemem.
Przeniósł wzrok na dokumenty leżące na biurku.
- Archiwum? Właśnie tam się wybierałem – dodał, po czym sięgnął po stos teczek – muszę to posegregować… - dodał. Po czym odwrócił się i ruszył w jego kierunku wraz ze stosem papierów.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 265
avatar
Matylda Hornybottom
Pewnie Raa ją za to przeklnie. jednak nic nie mogła na to poradzić. Te upojne chwilę z Czekoladką, były jedynymi pozytywnymi wspomnieniami w jej dość upokarzającym życiu. Czemu miałaby chcieć z nich zrezygnować?
- Pracuś z Ciebie - stwierdziła niby to niewinnie, ale sama też chwyciła swoje papiery. I poszła za nim.
Powrót do góry Go down
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Posterunek Policji
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 18 z 19Idź do strony : Previous  1 ... 10 ... 17, 18, 19  Next
 Similar topics
-
» posterunek policji

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: STARE RPOZGRYWKI I WSZYSTKO :: Miasto :: Druga strefa-