IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Posterunek Policji

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 11 ... 17, 18, 19
Mistrz Gry
Liczba postów : 2879
avatar
Mistrz Gry
First topic message reminder :

Przez posterunek przewija się masa typów spod ciemnej gwiazdy. Ale także i pechowi obywatele miasta. Do jednej z kilkunastu cel można trafić chociażby z powodu pijaństwa oraz robienia burd na ulicach. Liczący kilka pięter posterunek posiada cztery sale przesłuchań, sporej wielkości archiwum a także wiele pomniejszych gabinetów.
Od pewnego czasu miejsca w celach zagrzewają mieszkańcy Trzeciej Strefy, którzy zostali złapani przez policję lub wojsko po Ciszy Nocnej.

Pracownicy fabularni:
 

_________________________________________
Ślepy los dla Romka!
- 1,2 - prowadzisz normalną rozmowę z rodzicami. Nic się nie dzieje, sprawa zostaje wyjaśniona i jeszcze tego samego dnia zostajesz zwolniony do domu. Żołądek dał o sobie znać dopiero jak wróciłeś!
- 3,4 - prowadzisz normalną rozmowę z rodzicami, aż tu nagle...! Puściły Ci zwieracze. Szczęście, ze masz spodnie z grubego materiału, bo to co tam zrobiłeś jeszcze nie zaczęło wyciekać. SZYPKOSZYPKO! Cokolwiek by się nie stało, lekko cuchnący, z pływającym problemem w gaciach, wracasz do domu jeszcze tego samego dnia.
- 5,6 - och, nie wypuścili Cię od razu. Musiałeś spędzić w areszcie noc. Zesrałeś się jednak w drodze powrotnej do celi. Strażnik przytulił się do ściany naprzeciwko, ale zdołał wepchać Cię do środka. Twój "współlokator" zadowolony nie był.


Ostatnio zmieniony przez Mistrz Gry dnia Sro Paź 21, 2015 3:42 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Liczba postów : 1536
avatar
Nathan Lamb
- Pracuś? Ostatnio nie. – rzucił tylko wkładając teczki do archiwalnych szuflad. Kątem oka tylko zerknął na Matyldę. Każda teczka musiała być na swoim miejscu, każda miała numer, literę czy datę. Otwierał metalowe szuflady wkładał teczki zasuwał i przechodził dalej.
- Wiesz ostatnio czuję się tutaj jak sekretarka, podejrzewam że raz to przez moje kontakty z niewłaściwymi ludźmi – tu mówił o Sylvi – a dwa to zbytnia i niewygodna dla niektórych dociekliwość. Wiesz dla niektórych jest wygodniej gdy siedzę w archiwum – mruknął. Zasunął z trzaskiem ostatnią szufladę, po czym oparł się o metalową, zimną szafkę.
Tak gryzło go to, ale chyba już się z tym pogodził. Prawdą było że Lamb był ponad podziałami, nigdy się z tym nie krył. A dotarcie do prawdy było zawsze jego istotą. Nie zależnie od tego co było na jej końcu. Niestety inni widzieli to zupełnie inaczej.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 265
avatar
Matylda Hornybottom
Gdy ten oparł się o zimną szafkę, podeszła do niego, jednakże nie wtuliła się w Nathana. Pewnie dlatego, że nie była pewna, czy informacja o ciąży, nie zmieniła stosunku Lamba do niej.
- Poczekaj więc. Przeczekaj grzecznie, a gdy nikt nie będzie się tego spodziewał, uderz. - uśmiechnęła się nieznacznie. - Jak czarny wąż.
Stała tak przez chwilę, obserwując mężczyznę.
- Wierzę w Ciebie, Nathan. Nawet jeżeli ty nie wierzysz w siebie. Od wiary będziesz miał zawsze mnie.
W końcu z brzydkiego kaczątka, wydobył z niej prawdziwą kobietę. Level expert normalnie !
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1536
avatar
Nathan Lamb
Kącik ust drgnął do góry, nie dlatego, że podeszła. Bardziej na jej słowa. I wcale nie chodziło o czarnego węża.
- Czarny wąż mówisz? – zapytał marszcząc przy tym czoło. Chwilę milczał, również i on obserwował Matyldę. Być może to co było w jej brzuchu miało tutaj swój początek. W archiwum.
- Dziękuję, zostało niewiele osób… - uniósł prawą dłoń jakby ów osoby chciał policzyć na palcach, podniósł tylko jeden. Potem uśmiechnął się ponownie, tym razem do własnej dłoni. W końcu ją opuścił opierając ja na biodrze Matyldy. Kobieta doskonale umiała i wiedziała jak wpłynąć na ego mężczyzny. Lamba mogło tylko zastanawiać czy robiła to celowo czy zupełnie nieświadomie. Matylda była złożona i prosta zarazem. To bardzo uławiało Nathanowi sprawę. A komunikacja między nimi była znacznie prostsza. Przyciągnął ją lekko do siebie.
- Skoro teraz będziesz pracować częściej za biurkiem… kto będzie pisał mi raport na miejscu zatrzymania i zbrodni? He? – zapytał, trochę zaczepnie, trochę figlarnie.
- Ostatnio musiałem sam pisać raport z zatrzymania groźnego przestępcy… staruszka przechodziła na czerwonym świetle…

Powrót do góry Go down
Liczba postów : 265
avatar
Matylda Hornybottom
Uśmiechnęła się równie zadziornie, gdy Nathan położył dłoń na jej biodrze. Potrafił być naprawdę kuszący.
- I takiego cię lubię. - kącik ust jej uciekł ku górze. - Już się bałam, że dopadła cię chroniczna niemoc. - zaśmiała się - Musisz znaleźć sobie jakąś długonogą lalę, co będzie biegać z Tobą po patrolach. -rzuciła bez cienia zazdrości.
- To musiało być dla Ciebie porażające doświadczenie. Jestem pewna, że był uzbrojony...w sztuczną szczękę i kija do podpierania - zaśmiała się, pogładziwszy go po mechanicznym uchu.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1536
avatar
Nathan Lamb
Uśmiechnął się, jej słowa, gesty były odmienne niż powinny być. A może to jej gra. Im kwiatek bardziej pachnący tym pszczółki lecą bardziej. Sam Lamb nie wiedział co o tym myśleć. Tak zdecydowanie musiał się z tym przespać. Milczał nic nie powiedział. Ciszę przerywał jedynie jego oddech, wolny i spokojny. Jakby wyczekiwał na kolejne kroki kobiety.
- Pomogę ci – rzucił w końcu krótko przerywając i tak długą ciszę. Odwrócił się do niej plecami. Włożyło ostatnią teczkę do szafki.
- Ja skończyłem – mruknął, wracając do poprzedniej pozycji. Coś tu chyba Lambowi się jednak blokada włączyła, gdzieś w podświadomości siedzi że Matylda jest w ciąży i to najprawdopodobniej z nim. Jak się dzieciak urodzi i będzie czarne lub chociaż trochę czekoladowe. Wszystko będzie jasne kto jest ojcem.
- Chyba powinniśmy iść do domu – rzucił, jednak gdzieś ten błysk w oku był.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 265
avatar
Matylda Hornybottom
Oho. Znowu mu się tryb filozofa włączył.W porządku, niech się z tym prześpi. I tak nie liczyłaby na żadną korzystną jej decyzję. Była tylko tą"drugą" albo i trzecią czy czwartą, cholera Lamba wie. Zawsze radziła sobie sama i teraz było tak samo.
Być może gdzieś podskórnie, pragnęła by był w jej życiu ktoś kto kupi jej kwiaty, przytuli gdy jej źle, zje z nią śniadanie...ale to było marzenie ściętej głowy, już dawno się z tym pogodziła. Nawet już nie było jej smutno.
- Idź więc. - uśmiechnęła się - Ja muszę jeszcze skończyć,  to co zaczęłam.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1536
avatar
Nathan Lamb
Chwilę jej się przyglądał. Wiedział że myśli w głowie Matyldy kotłują się równie mocno co w głowie Lamba.
Pochylił się i pocałował ją delikatnie w policzek. Czule i ciepło. By wiedziała że się z nią nie żegna, że kolejne spotkania w archiwum są wielce prawdopodobne. Ruszył do wyjścia, tuż przy drzwiach spojrzał na dziewczynę. Uśmiechnął się.
- Do zobaczenia – rzucił po czym opuścił Archiwum. Zabrał marynarę z krzesła i po kilku chwilach wyszedł z posterunku.
Stał przed nim chwilę, spojrzał w prawo, potem w lewo. Ewidentnie nie wiedział gdzie ma iść, dokąd i po co. Wolno włożył papierosa do ust odpalił go zaciągnął się mocno, w końcu ruszył wzdłuż kamienic. Donikąd.

ZT---> ??
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 45
avatar
William Bell
/początek

Will siedział już nad papierami, raz po raz czytając plan działania. Punkt po punkcie analizował, sprawdzając czy nie pozwolił sobie na choć najmniejszy błąd. Wszak praca w policji, to nie była kaszka z mleczkiem, zwłaszcza wydział zabójstw.
Wypił ostatni łyk kawy, zamknął teczkę i udał się do swojego przełożonego. Tam otrzymał błogosławieństwo (ehehe), zebrał kilku chętnych chłopaków/dam i ruszył na patrol

/zt
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 3941
avatar
dr Joshua Grant
/dzień po odzyskaniu Audrey

Zgodnie z umową z funkcjonariuszami, udał się na komisariat, by złożyć wyjaśnienia. W towarzystwie funkcjonariusza Bella, opowiedzieli jak Joel odnalazł Granta, jak zaczął go szantażować i jak protetyk nawiązał współpracę z policją. Potem sam Bell wyjaśnił na czym polegała prowokacja, opowiedział o fałszywych teczkach i dalej już sam doktor podsumował całą akcję. Z uwagi na to, że przyczynił się do popchnięcia śledztwa do przodu, przymknięto oko na fakt, że podprowadził żonie broń, ale zaznaczono, że jeszcze jeden taki numer i zostanie ukarany.
Potem mógł iść do urzędu

->Urząd Miasta
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 728
avatar
Isabela Grant
/start

Po zakończonej kąpieli, nie wiedząc jeszcze, że zalała mężowi mieszkanie, Isabela opuściła apartament Marchantów i zabrała swój brzuszek na spacer. A właściwie to posterunek ziggurackiej policji. Niech się młody, czy młoda uczy zawodu. No bo nie ma innej opcji jak pójść w ślady mamusi, prawda?
Isabela zagadnęła po drodze do kilku osób, ale cel miała konkretny. Biurko Ravena. Zastanawiała się, czy będzie miała okazję rozsiąść się wygodnie w jego fotelu, gdyby go nie zastała i przejrzeć bezkarnie najnowsze akta. Swoją drogą dlaczego by nie zajrzeć od razu do archiwum?
- Można? - zapytała pukając w otwarte drzwi.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1387
avatar
Raven Alistair Crow
Już od pół godziny siedział w archiwum przekopując się przez kolejne pudła. Tak prawdę powiedziawszy wcale się przy tym nie spieszył, toteż i praca szła mu wyjątkowo powolnie.
- Ta! - rzucił niedbale przez ramię przekłądając następną teczkę. Im dłużej będzie tu schowany, tym mniej osób będzie zawracało mu głowę. Sprawa Millera się powoli wyjaśniała. Okazało się, że miał coś wspólnego z Beowulfem, a przynajmniej na pierwszy rzut oka. Westchnął sobie pod nosem. Żeby tak sami nie mogli się wykończyć, wszystko od razu byłoby piękniejsze. Przed wszystkimi stało dużo poważniejsze wyzwanie.
Dopiero po chwili podniósł wzrok. Najpierw na kostki, potem krawędź spódnicy... brzuch, na nim na moment zatrzymał spojrzenie. Następnie spojrzał na twarz.
- Isabelo, nie powinnaś być nie wiem... tam, gdzie siedzą kobiety w ciąży? - uśmiechnął się jednak. - Jak się czujesz?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 728
avatar
Isabela Grant
Isabela przystanęła w drzwiach i przyglądała się Ravenowi. Jej mina wyrażała lekkie rozbawienie. Zdecydowanie czkeła tylko aż Raven ją dostrzeże. Swoją drogą widząc go teraz w archiwum trudno było nie wspomnieć ich upojnych chwil na... przesunęła wzrokiem po pomieszkaniu... o tamtym stole - dokończyła sobie w myślach. Po tamtej nocy Raven zdecydowanie urósł w oczach Isabeli. A przynajmniej wiedziała, że jest dobry w archiwum. He. He.
Uśmiechnęła się na jego pytanie. Chyba umknęło mu słowo.
- W domu? - podsunęła, unosząc brwi. - Mam lekkie zaburzenia równowagi, ale poza tym dobrze. Tęsknię za byciem pracoholikiem, a ty? Przekopujesz się przez akta?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1387
avatar
Raven Alistair Crow
Odłożył teczkę do kartonu i oparł się o metalową półę. Nie przewróciła się, była dostosowana do utrzymywania ciężarów. Mimo to profilaktycznie podparł się nogą. Na wszelki wypadek. Po jego minie mogła stwierdzić, że najwyraźniej udawał, że niczego nie pamięta. W końcu była teraz mężatką.
- W domu - przyznał. B co mogła innego robić w tym stanie? Chyba nawet chodzenie było dla niej męczące. Nie znał się na kobietach w ciąży. Właściwie, to nie znał się w ogóle na kobietach. Ostatnio dał się zrobić w balona jak skończony głupek. Wyśnione miłości tak się właśnie kończyły- chłodnym przebudzeniem wraz ze świtem poranka.
- Taaak... sprawdzam, czy wszystko się zgadza- pokiwał głową. Nie trzeba było być mistrzem dedukcji by stwierdził, że leciał sobie w kulki. - Widziałem, że twój mąż odzyskał dziecko.
Jak się na to zapatrywała? Wiedział, że nie przepadała za dziećmi. Za stylem życia, który przyjęła.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 728
avatar
Isabela Grant
Oczywiście, że udawał. Ona też udawała. Zawsze udawali. A im dłużej to robili tym naturalniej im to przychodziło, aż nikt nie uwierzyłby, że kiedykolwiek coś między nimi zaszło. Koniec końców oboje byli mistrzami pokerowej twarzy. Isabelę zawsze zastanawiało, czy ktoś próbował rozpowiadać o ich przelotnym romansie, ale nie uzyskał większego pogłosu, czy po prostu mieli szczęście.
- Ta - mruknęła. Przez chwilę jakby wahała się, czy podjąć rozmowę. - Słuchaj Raven, skoro już jesteśmy w temacie to chciałam zapytać cię o zdanie. A właściwie... Żałujesz czasami, że się rozwiodłeś?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1387
avatar
Raven Alistair Crow
Kto wie, może i próbowałby o tym z kimś porozmawiać. Raven był jednak zamknięty w sobie i opowiadał o niewielu rzeczach, które go dotyczyły. Romant z Theresą Reebetoff odbił się głośnym echem ze względu na samą Reebentoff i jej żerowaniu na rozgłosie. Co wiedzieli o jego prywatnym rzuciu współpracownicy? Niewiele. Rozwiódł się z żoną, miał brata, miała zadatki do lenistwa. Nikt nie miał pojęcia o tym, że niektórymi nocami zrywał się ze snu zlany zimnym potem. Że męczył go wspomnienia z wojny. Że kilka razy stracił nad sobą panowanie i w stanie lękowym rzucił się na Drake'a. Że siedział w nim gdzieś ten przerażony dzieciak, który brał udział w wojnie.
Milczał długo po tym, jak zadała pytanie. Czy żałował? Wiedział, że tu nie chodzi o niego, a o nią. Ale nie chciał wnikać.
- Długo myślałem, że żałuję. Nie wiem, jak to określić. Zanim zrozumiałem...- ważył własne słowa zastanawiając się, czy dobrze je dobiera.- że czas ruszyć dalej - kiedy się jednak zdecydował, spotkał się z chłodną ścianą. To była jednak inna historia. - Nie wiem jak ci na to odpowiedzieć.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 728
avatar
Isabela Grant
sPrzyglądała mu się uważnie, obserwując jak zmieniał się wyraz jego twarzy. Istniała taka niepisana reguła między gliniarzami. Nie wtykało się nosa w sprawy drugiego, o ile sam o nich nie opowiedział. Dlatego też Isabela niewiele wiedziała o życiu Ravena. Rzadko poruszali temat życia prywatnego, a przede wszystkim nigdy nie rozmawiali o Crowa małżeństwie.
- Hm - mruknęła w odpowiedzi na jego słowa. Zirytowało ją, że nie pomógł jej bardziej. Ale w ciąży wszystkie emocjie odczuwała nadwrażliwie.
Westchnęła.
- Nie wiem co robić. Najchętniej rzuciłabym się w wir pracy i zapomniała o tym, że mam męża. Ale niestety to - spojrzała z żałością na swój brzuch - mi nie pozwala. Masz coś czym mogłabym się zająć przez następnych kilka godzin? Mogę podawać ci teczki - podsunęła, choć oczywiście nie mówiła poważnie.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1387
avatar
Raven Alistair Crow
Znów spojrzał na jej brzuch. Ciekawe, co za pisklę się z niego wykluje? Z Alice nie mieli dzieci. Z nikim innym też nie miał. Splótł ramiona na piersi i znów milczał przez chwilę marszcząc w zamyśleniu brwi.
- Kłopoty w raju, co? - sięgnął po wieko pudła i je zamknął. Dość sprawdzania dokumentów na dziś. Bell i tak nic z tym nie zrobi, a przekładanie nic mu w prowadzeniu spraw nie pomoże. Poprawił podwinięte rękawy koszuli. - Zrobię ci kawę, usiądziemy sobie, porozmawiasz z pozostałymi...
Nie bardzo wiedział co mógłby jej zaproponować. Każdy miał swoją robotę, którą skrzętnie wykonywał. Tylko on zbijał bąki. Jak zawsze.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 728
avatar
Isabela Grant
- Można tak powiedzieć - odparła, chociaż nie powiedziałaby, by jej życie kiedykolwiek było rajem. Choć z Joshem... Naprawdę dobrze jej z nim było. Ale teraz jego córka zajęła pierwsze miejsce na piedestale. Isabela przestała być najważniejsza w jego życiu. No cóż, ona sama pewnie też niedługo postawi na swoim piedestale własne dziecko.
- Mogę chociaż poczytać przy kawie akta?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1387
avatar
Raven Alistair Crow
- Nie wiem, czy to najlepszy pomysł. Masz w końcu wolne - stwierdził odkładając pudło na miejsce. Ruszył w stronę drzwi, żeby wrócić do pomieszczenia biurowego. Otworzył Isabeli drzwi. Szeroko, żeby zmieściła się cała.
- Chłopcy na pewno opowiedzą ci coś o swoich sprawach. Albo Pchła. Mam wrażenie, że trochę za tobą tęskni.
Skręcili w stronę kuchni. Crow wyciągnął z szafki dwa metalowe kubki i pudełko, w którym trzymano kawę. Uważał, że te metalowe są najlepsze, jeśli chodzi o pracę. Czasem panował tu taki rozgardiasz, że nie trudno było coś potłuc. Nie wziął pod uwagę tego, że Isabela nie wygląda dziś jak ktoś, kto miałby ochotę na kawę z metalowego naczynia.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 728
avatar
Isabela Grant
Na jego słowa Isabela wywróciła oczami.
- Mhm - mruknęła, podążając za nim do kuchni.
Naprawdę czuła się potwornie, kiedy tak ją traktował. Jakby się roztyła to też by się tak przejmował? Bo brzuch mu zawadzał? A może po prostu uważał, że jako baba i tak nie ma czego szukać na policji? Pewnie nawet nie chciał żeby tu wróciła. Szanse i tak były niskie, ale gdyby Raven się za nią wstawił...
- Nie traktuj mnie jak jajka! - wybuchnęła nagle ledwie znaleźli się w kuchi. - Jak pomóc mi w powrocie do pracy to nie! Tylko powiedz od razu to przynajmniej ci przyłożę, założę zanim wyjdę! - i już jej łzy po polikach pociegły. No i gadaj tu z ciężarną.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1387
avatar
Raven Alistair Crow
Kompletnie nieświadom myśli Isabeli beztrosko zaparzył jej kawę. Nawet znalazł cukier i wyciągnął buteleczkę z mlekiem zadowolony z tego, że w miarę radzi sobie z obsłużeniem jej.
Wybuchła ledwo odstawił czajnik na miejsce. Aż się wzdrygnął, zupełnie nie rozumiejąc o co chodzi. Nawet nie przeszło mu przez myśl, żeby już nie wracała do pracy. Właściwie, w ogóle o tym nie myślał sądząc, że to po prostu decyzja dawnej panny Callahan. Uniósł brwi i popatrzył na nią zdziwiony, i to niemało.
- Ey... - wydukał. Widząc spływające po policzkach kobiety łzy zgłupiał jeszcze bardziej. I co on miał teraz zrobić? Przecież jeszcze nawet nie urodziła, w czym miał jej pomagać? Uniósł rękę by podrapać się po potylicy.
- Ale... - czuł się kompletnie zagubiony. Nie raz kobiety na niego krzyczały, ale jeszcze żadna ciężarna, która w dodatku oskarżała go o nie wiadomo co!- Może napij się kawy...? - zapytał niepewnie.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 728
avatar
Isabela Grant
Mężczyźni! Nawet nie zrozumieją, kiedy zrobią coś głupiego. Tacy prości, tacy niedomyślni! Nic dziwnego, że nikt w tym mieście nie umie złapać przestępcy jak nawet detektywi faktów kojarzyć nie potrafią! Isabela aż pokręciła wściekle głową. Wszystko przez Josha. Gdyby nie on, nie byłaby w ciąży i nie wściekałaby się o głupoty i nie beczała z byle powodu.
- Sam się napij kawy! - odpowiedziała mu jakże inteligentnie, a bo nie miała nawet ochoty żeby jechać mu dobrą ripostą. Bo tak naprawdę to... to... potrzebowała, żeby ktoś ją przytulił. I powiedział, że będzie dobrze. I zaoferował milion kredytów na pocieszenie.
Podciągnęła nosem.
- To wszystko przez Josha - wybuczała pod nosem i sięgnęła do kieszeni po chusteczkę. Wydawało się, że złość już jej przeszła. Teraz sprawiała wrażenie obrażonego na świat dziecka, które jednak zdaje sobie powoli sprawę, że nie zmieni kolei rzeczy, więc musi z nimi żyć.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1387
avatar
Raven Alistair Crow
Isabela się wściekała, metaforycznie rosła w swym ciężarnym majestacie. Crow tymczasem się kurczył, zupełnie nie wiedząc co powinien zrobić. Chciał dobrze, wychodziło źle. Poczuł się bezradny. Wcale nie wyczuł, że chciałaby zostać przytulona. Była zbyt straszna, żeby na to wpadł! Odstawił kubek z kawą na blat i wsunął ręce do kieszeni.
- Może... porozmawiaj z nim? - bąknął, nie chcąc dostać zaraz kolejnej bury. Właśnie stwierdził, że kobiety w ciąży chyba budzą w nim pewien lęk, nad którym nie chciał nawet zastanawiać.
Cholera, Crow, co ty masz poradzić? Nie potrafiłeś się nawet dogadać z tą dziwką, a próbujesz z ciężarną. I to nie byle jaką ciężarną, a Isabelą Callahan we własnej osobie. Przecież ty nie podołasz.
Sięgnął więc po swój kubek i się napił.
Rozmawiali jeszcze przez chwilę, a Raven starał się dryfować po bezpiecznych tematach.

zt2.
Powrót do góry Go down
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Posterunek Policji
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 19 z 19Idź do strony : Previous  1 ... 11 ... 17, 18, 19

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: STARE RPOZGRYWKI I WSZYSTKO :: Miasto :: Druga strefa-