IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Atelier i dom mody Pirce

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3 ... 11, 12, 13  Next
Admin
Liczba postów : 4129
avatar
Admin

W centrum miasta mieści się Dom Mody Pirce. Dwupiętrowy, elegancki budynek z białą elewacją i wejściem na głównej ulicy, którego pilnują dwa kyarry, siedzące po obu stronach schodów.
Po wejściu do środka człowiek znajduje się w owalnym holu, w którym jest swego rodzaju recepcja. Jednak z wielu pracownik zaopiekuje się klientem i poprowadzi do wybranego miejsca. Na prawo, za przeszkloną szybą widać z holu atelier. Suknie, sukienki, garnitury, na wieszakach, czy manekinach.

Na lewo idzie się do sali pokazowej, z długim podestem i rzędem krzeseł po obu stronach, a także sporą ilością miejsca na zorganizowanie przyjęcia.
Na piętrze domu mody są pracownie krawieckie, gabinety Odette, jak również i jej matki, sala konferencyjna, księgowość itp.

Cennik dla pań:
- suknie balowe - 80 do 200 kredytów
- sukienki koktajlowe - 50 do 100 kredytów
- sukienki biznesowe - 20 do 60 kredytów
- suknie ślubne - 80 do 250 kredytów
- spódnice - 10 do 50 kredytów
- eleganckie koszule i bluzki - 10 do 60 kredytów

Cennik dla panów:
- garnitur wyjściowy - 70 do 200 kredytów
- garnitur biznesowy - 40 do 150 kredytów
- garnitur codzienny - 40 do 80 kredytów
- garnitur ślubny - 100 do 200 kredytów
- frak - 90 do 200 kredytów

Pracownicy fabularni:
 
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 664
avatar
Odette Sinclair - Pirce
Przed drzwiami budynku Domu Mody Pirce zebrał się spory tłum. Kilku ochroniarzy pilnowało gapiów, którzy chcieli przyjrzeć się elicie tego miasta. Dodatkowo kilkoro dziennikarzy - z Kroniki, Podszewki, Mary Daily, chyba nawet z radia ktoś się pojawił. Czerwony dywan, wielka tablica informująca o pokazie.
Kolekcja "Shiny Elegance"
Modowy przełom w kobiecej garderobie
Pamiętaj, piękno tkwi w Tobie,
ale zawsze można je podrasować.
Zapraszam,
Odette Ivy Pirce

Hostessy wskazywały gościom ich miejsca, cały tłum pomocnic i modelek krzątał się za kulisami. Sala pokazowa była utrzymana w kolorach złamanej bieli i eqru.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 91
avatar
Annabelle Hardy
Za kulisami wrzało, a Annabelle poganiała co wolniejszych, sprawdzając stroje pierwszych gotowych już modelek. Minuty dzieliły ich wszystkich od rozpoczęcia pokazu i to na głowie pani Hardy tkwił obowiązek sprawdzenia czy wszystko jest dopięte na ostatni guzik. Dosłownie i w przenośni.
- Mady, popraw Carrie makijaż... Valerie, gdzie bransoletka? No to zakładaj.
Czuła jak nerwy skręcają jej żołądek, ale wiedziała, że gdy tylko wyjdzie pierwsza modelka i usłyszy pierwsze oklaski, wszystko z niej zejdzie i może nawet się uśmiechnie. Łapiąc za ozdoby do włosów, stanęła za jedną z modelek i dopięła jej spinkę, chwilę potem patrząc jak ustawia się w kolejce.
Rozmowy roznosiły się po sali, ale nie one interesowały Ann. Wyszukując Odette, przystanęła obok niej i uśmiechnęła się.
- Wszystko gotowe - Miała nadzieję!
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1320
avatar
Fabian Sinclair
<- ze szpitala

Pojawił się i Fabian, który pokonał w sobie zażenowanie tym nieszczęsnym buziakiem z Emily i przybył cały w skowronkach. Odziany elegancki smoking prezentował się soczyście
- Panno Pirce ! - uśmiechnął się szeroko, odstawił futerał nze skrzypcami i ucałował jej rączkę - Już się nie mogę doczekać - zapewnił z łobuzerskim uśmieszkiem
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 664
avatar
Odette Sinclair - Pirce
Odette czuła jak ten dzień przepływa jej przez palce. Tyle rzeczy było do zrobienia! Całe szczęście, że teraz, te kilka minut dzielących ich od pokazu, wszystko było dopięte na ostatni guzik. Była w trakcie delikatnego poprawiania ozdób w sukni ślubnej, kiedy pojawiła się przy niej Ann. Uśmiechnęła się do kobiety. Jakież to cudowne, że miała wokół siebie takie wsparcie!
- Też myślę, że wszystko gotowe. Będzie wspaniale!
Potem zerknęła na moment do lustra, nieco poprawiając upięcie swoich ciemnych włosów, idealnie pasujących do pobłyskującej, fioletowej sukni. 
Nagle znikąd, w tym tłumie pięknych kobiet, pojawił się Fabian. W pierwszej chwili go aż nie poznała - jak to smoking zmienia ludzi!
-Nie paniuj mi tu! Zwariowałeś? Naprawdę się cieszę, że przystałeś na moją prośbę. - popatrzyła się na swoją asystentkę - Ann, to Fabian Sinclair, będzie grał na bankiecie. Fabian, to moja asystentka, Annabelle. To ona czuwa, żeby wszystko było takie piękne.
Odette uśmiechała się od ucha do ucha. Oh, niech to już się zacznie!
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1320
avatar
Fabian Sinclair
Uśmiechnął się szeroko. Kolejna znajoma twarz.
-Och,  my się już znamy  -  zapewnil  Odette i przywitał się równie kurtuazyjnie z Aną.  W końcu uczył jej córki gry!
- To ja paniom nie przeszkadzam,  show must go on!  -  zaśmiał się tak jak tylko on umiał,  chwycił skrzypce i poszedł je w kąciku nastroić
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 91
avatar
Annabelle Hardy
Przesunęła spojrzeniem po sukni ślubnej, tak cudownie się prezentującej, aż ściskało ją z żalu, że sama już nigdy takiej nie założy. Te kilkanaście lat temu suknie były zupełnie inne. Jak będą wyglądać gdy Lorrie będzie brała swój ślub?
Ann przyjrzała się Odette, na którą suknia była jak skrojona. Powinna była zajmować się własnym ślubem z odpowiednim kandydatem.
- Idealnie.
Podsumowała jej wygląd i zwróciła twarz na młodzieńca, który pojawił się znikąd i nieproszony. Aż zmarszczyła czoło, doskonale wiedząc z kim ma do czynienia. I już chciała go na powitanie przegonić, na szczęście będąc od tego zwolnioną.
Zwróciła za to uwagę na modelki, przerywajace swe przygotowanie na rzecz szeptów o młodym muzyku.
- Nie zapomniałyście o czymś?
Spojrzała na nie wymownie, rozganiając tym samym trzyosobowe kółeczko. Kręcąc głową ruszyła dalej, by sprawdzić resztę. Ukręci głowę jeśli ktoś się wyłamie a Odette będzie załamana.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1857
avatar
Fanny Marchant
/ mieszkanie Diany

Otrzymała list od męża. Przez resztę dnia chodziła nachmurzona. Zamierzał ją szantażować? Jeśli jej zależy, to ma iść na jakiś pokaz Pierce? A to dopiero!
Zamieniła kilka słów z Dianą, która wróciła nieco później niż zwykle. Poradziła się jej w kwestii ubioru. Bardziej dla spędzenia czasu z ukochaną kuzynką niż z własnej niewiedzy. Zadzwoniła po Polly, żeby nie sprawiać Dianie kłopotu i nie zostawiać jej z dzieckiem. Już miała wystarczająco na głowie.
O odpowiedniej godzinie zjawiła się w atelier, okazując swoje zaproszenie przy wejściu. Rozejrzała się. Marchanta oczywiście nie było. Czegóż miała się jednak spodziewać? Wyciągnęła z torebki fifkę, papieros i zapaliła. Zajęła miejsce przy wyznaczonym stoliku.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 135
avatar
Alphonse Carrot
/ Początek - po przeskoku kwiecień 2866

Alphonse przystanął nieopodal wejścia do domu mody. Cały był w nerwach, miał wreszcie szansę napisać jakiś ciekawy artykuł do gazety i wykazać się przed gardzącymi nim współpracownikami i dziennikarzami. Trzęsącymi się rękoma poprawił sobie raz jeszcze krawat i sprawdził czy oby dobrze zapiął sobie koszulę. Gdy zorientował się że była zapięta krzywo momentalnie się spocił i jeszcze bardziej zestresował.
Tylko spokojnie, tylko spokojnie... - powtarzał sobie w duchu. - Wszystko jest pod kontrolą, wszystko będzie dobrze.
Niemal błyskawicznie odwrócił się na pięcie i poprawił koszulę. Sprawdził jeszcze raz czy oby dobrze wygląda - wygładził koszulę, raz jeszcze poprawił włosy i przekrzywione okulary. Sprawdził czy notes dobrze leży w kieszeni i czy dobrze się prezentuje spinka do mankietów. Wyglądało na to że błyszczał jak psu jajca i świeżo nałożona brylantyna.
Jednej rzeczy jednak nie potrafił pokonać choćby nie wiadomo jak bardzo się chciał z nią uporać.
Mieszkał w slumsach i było to czuć. Ta woń slumsów przesiąknęła już na dobre jego ubrania i ciężko było ją wyprać. Ale Alfie wmawiał sobie, że to nic, że będzie tam wystarczająco dużo wyperfumowanych kobiet które przyjdą i swoimi zapachami zaduszą ten słabo wyczuwalny odorek bijący od ubrań Alphonsa.
Chrząknął. Odkasłał. Ruszył żwawym krokiem wprost w otchłań świata mody wynurzającą się spomiędzy dwóch kyarrów. Miał nadzieję że żadnego żywego nigdy nie spotka (biedak nie przypuszczał że w środku będzie ich co najmniej setka). Przygotował sobie na wejściu swoją przepustkę którą dostał od kolegi z pracy i z dumnym wyrazem twarzy okazał ją stojącemu nieopodal odźwiernemu. Ten tylko popatrzył na niego jak na kretyna i Alfons momentalnie zmalał. Został zapytany o nazwisko i to wystarczyło aby wejść do środka.
James zrobił sobie z niego jaja. Pewnie jutro pół redakcji będzie się go pytać czy go przepuścili na podstawie przepustki. Przygryzł wargę.
Przekroczył próg i zaczął się rozglądać za kierunkiem w którym powinien się udać. Gdzieś w tłumie mignęła mu Fanny Marchant ale wolał jej unikać, wciąż pamiętał smark który został na jej ubraniu gdy na nią kichnął.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2018
avatar
Henry Marchant
/Szpital

Taksiarzowi kazał na siebie czekać. Nie został w szpitalu na tyle długo, aby mężczyzna prowadzący automobil, zaczął na niego z braku zajęcia psioczyć. Powinni przyjechać razem, jednym samochodem, ale ta kapryśna kobieta musiała jak zwykle postawić na swoim. Był bogiem informacji, ale nie mógł zatrzymać plotek.
Umówił się z nią na określoną godzinę… ale się spóźnił. Był zdenerwowany. Dziwne przeczucie podpowiadało mu, że być może zamieni się to już niedługo w irytację, a może nawet ciężko skrywaną złość. Fanny potrafiła uaktywnić w Henryku te emocje, których starał się unikać.
Wokół budynku, przy którym mieściło się atelier, pełno było samochodów. Nie byle jakich. Od zadbanych taksówek, które jeździły tylko po centrum miasta, po drogie automobile osób prywatnych. Henry wysiadł przy samym wejściu, witając się od razu uśmiechem, z napotkaną wzrokiem starszą parę. Znał tyle ludzi, pamiętał tyle imion, co mało kto w tym mieście. Jednak nie status, czy nazwisko zaprzątało głowę redaktora.
Ciekawe czy wpisała się już na listę. Nie spodobała mu się odpowiedź jaką uzyskał od Fanny w korespondencji, ale mógł się czegoś podobnego spodziewać. Sam przecież wysłał krótką notkę, która przesycona była sarkazmem łatwym do odszyfrowania.
Stolik mieli przypisany już wcześniej. Etykieta, którą Odette bardzo dobrze zachowywała, wymagała poinformowania gości o takich, wydawać się mogło trywialnych, sprawach. Z daleka dostrzegł ciemne włosy żony. Ruszył w jej kierunku kiedy tylko pozbył się płaszcza.
Wyśmienicie.
Usiadł przy niej bez słowa.
- Przepraszam za spóźnienie. - odezwał się po chwili. Choć z uporem starał się na nią nie spoglądać, wiedział, że wyglądała ładnie. Jak zwykle.

A stylówa Henia jak na avie - LINK (ale bez rękawiczek!).
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1857
avatar
Fanny Marchant
Ostrożnie strzepnęła popiół do popielniczki. Nie zauważyła Carrota, wokół którego zapewne - gdyby był Simem, wytworzyłaby się zielona aura oznaczająca smrodek. Biednt Alphonse, z deszczu pod rynnę. Wciąż nie przeprosił się z rodzicami. Czy Fanny o tym myślała? Nie, w ogóle nie zaprzątała sobie tym młokosem głowy. Nawet nie wiedziała, że kiedyś okichał paskudnie jej nową bluzkę.
Kelner przyniósł jej kieliszek z szampanem, za który podziękowała. Spotykała się ze spojrzeniami zaciekawionych, przechodzących obok ludzi. Trudno było nie zauważyć braku Marchanta. A może po prostu nie chciał oglądać szmatek?
Przyszedł wreszcie. Już z daleka było widać, jaki jest nadąsany. Wielki hrabia, pomyślała i zaciągnęła się. Wypuściła dym z ust akurat w momencie, w którym siadał na krzesło. Przypadkowo, prosto w niego. Spojrzała na męża nie mniej nadąsana (jak na avie).
- Można się było tego spodziewać.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 72
avatar
Ferdinand Bertram
/z Bertramowa

Chwilę przed godziną zero dla Domu Mody i samej panny Pirce, w progu tego przybytku zjawili się Bertramowie. Ferdinand w drzwiach przepuścił swą małżonkę i starszą córkę. Ostatnia godzina była dla niego sądna. Żona z Tonią stroiły się, upiększały, którejś zaginęły w ostatniej chwili rękawiczki, a drugiej idealnie dobrany dodatek do kreacji. Nawet grube drzwi do gabinetu nie uchroniły go od tego chaosu. Jeszcze młodsza pociecha obraziła się na cały świat, że jej nie zabierają.
Takie okazje były dobre dla pokazania się, zadbania o wizerunek, ale na wszystkie maszyny, to były ubrania. A opinia Ferdinanda na temat odzieży kończyła się na tym by była elegancka i dostosowana do okoliczności.
Bertram przywitał się z co znajomą twarzą i skierował się z rodziną do przydzielanego miejsca (myślę, że jakiś niewolnik ich tam zaprowadził).
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2018
avatar
Henry Marchant
Zaledwie się do niego odezwała, a już stracił ochotę na rozmowę. Dziwne, że w ogóle zaczynał poczuwać się do winy za wszystko co się stało i w jakiej byli sytuacji, kiedy mówił o swoim problemie Emily.
Zerknął na nią z ukosa. Powstrzymywał się od komentarza na temat papierosów, a zamiast tego, wyciągnął z kieszeni złotą zapalniczkę, chyba tylko po to, aby się nią pobawić. Trudno nie podejrzewać, że był zdenerwowany. Zaczęło to z niego spływać, bo zainteresowany był bardziej tym co dzieje się z Williamem, niż ich głupią kłótnią.
- Wróć do mnie. – powiedział głosem Krzysztofa Krawczyka. W tle na pewno grała jakaś muzyka, ale króla Krawczyka nikt nie mógł przebić. Wygnaj z serca chłód, wróć do mnieeee. Korzystając z tego, że nie mogła mu teraz nic zrobić, pocałował ją szybko w zagłębieniu między szyją a żuchwą i zaraz się odsunął.

DJ Judka poleca: LINK!
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1857
avatar
Fanny Marchant
No tak. Nawet nie zapytał co z Williamem. Czy został z Dianą, a może z opiekunką? Fanny uniosła brew. Nie zdążyła się odchylić kiedy ją pocałował. Nie mogła robić tu żadnych scen. A więc dlatego chciał, żeby przyszła? Żeby móc coś wymusić?
- "Wróć do mnie"? Tylko tyle? - zapytała, nawet nie starając się ukryć wyrzutu. Gdzieś między ludźmi mignęli Betramowie.
Wytrzymał bez niej trzy dni. Polly zdążyła jej już powiedzieć, że Rebeka zrezygnowała z pracy.
- Nie ma kto ci robić kolacji? Ale po co ci kolacje, skoro i tak na nie nie przychodzisz?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2018
avatar
Henry Marchant
- Widzisz? - zaczął sadowiąc się na krześle. - To jest twój problem. Ja chcę pokoju, ty wzniecasz ogień. - Nie przeszkadzało mu, jak wielu innym osobom, po prostu wyciągnął papierośnicę, wydłubał jednego papierosa i w uroczystej ceremonii, nie zwracając uwagi na żonę i jej wyrzuty, zapalił.
- Skoro chcesz tak rozmawiać, w porządku. - zaciągnął się. - Z kim i gdzie jest teraz William? - W końcu to był jego syn i wbrew pozorom, nie miał go gdzieś. Kiedyś będzie musiał przejąć po nim wszystko co mu zostawi. Złote dziecko!
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1857
avatar
Fanny Marchant
- Ja wzniecam ogień, Henry? - spojrzała na niego kątem oka. - Zadałam ci konkretne pytania. Sięgnęła po kieliszek i odłożyła fifkę po zgaszeniu papierosa. Napiła się szampana. Do startu pokazu było jeszcze trochę czasu. Rozejrzała się po sali szukając kogoś. Konkretnej osoby, która miała do niej dołączyć.
- Nagle interesuje cię twój syn? Jest z Polly, u Diany. Chciałabym móc powiedzieć, że tęskni za ojcem. Ale chyba nawet nie zauważył różnicy, że go nie ma.
Nie zamierzała łatwo odpuszczać.
- Fanny - Henry usłyszał znajomy głos. Maude. Matka Odette znała wszystkie znaczące starsze panie, którym należała się uwaga. - A co to za fryzura? Rozpuszczone włosy, od tak? - dosiadła się do ich stolika. Z Henrym nawet się nie przywitała. Mógłby przysiąc, że gdy na moment raczyła go wzrokiem usłyszał krótkie "meh".
A Fanny? Fanny wiedziała, że lubił, gdy jej włosy luźno opadały na ramiona. Zostawiła je więc tak specjalnie.
- Mamo - uśmiechnęła się i ucałowała Maude w policzek.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2018
avatar
Henry Marchant
- Wyobraź sobie, że mnie interesuje. – sarknął. – I to nie nagle. – Patrzył się na pustą scenę, na której mieli się zaraz pojawić modele i modelki. A potem wbiła mu taką szpilę, że aż się musiał odwrócić żeby sprawdzić czy naprawdę rozmawia z własną żoną. Trudno się było dziwić, jak zwykle chciała przede wszystkim go zgnoić.
- Pani Cotton. – ŚWIETNIE. Cały się w sobie radował, tańcował i fikał koziołki. Jeśli przed chwilą był w miarę spokojny, Fanny doprowadziła go do podniesionego ciśnienia, to teraz najchętniej chwyciłby flaszkę szampana i rozbił ją sobie na głowie. Tak żeby bolało!
Niemniej jednak, podniósł się znad krzesła i skłonił lekko w stronę teściowej. Podejrzewał, że jakiekolwiek inne przywitanie zostałoby zbyte w jakiś ostentacyjny sposób. Wolał takich sytuacji unikać, bo zamiast zrobić krzywdę sobie, pokusiłby się o agresję na kimś innym. Nie było dla niego ratunku. Nawet Krzysiu Krawczyk przestał w nim śpiewać. Wszystko zrobiło się smolisto czarne. Bubusia pewnie też przekabaciły na swoją stronę.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 135
avatar
Alphonse Carrot
Krzątał się po holu przyglądając się przybywającym gościom. Wśród nich udało mu się wypatrzeć Henry'ego Marchanta. Chyba nie był w najlepszym nastroju na to aby taki robaczek jak on mógł sobie pozwolić na wymianę uprzejmości ze swoim szefem. Wbrew oczekiwaniom powietrze jeszcze nie zapełniło się wonią perfum i wciąż wolał trzymać się z daleka.
Żałował że nie miał swojego aparatu, zrobiłby kilka zdjęć wśród których być może jakieś nadawałoby się na główne zdjęcie artykułu do gazety. Mignęli mu Bertramowie, ale kiepsko ich znał i nie bardzo orientował się w tym czym się zajmują. Rozglądał się za kimś z redakcji, za jakąś znajomą twarzą. Jak do tej pory zachowywał się wzorowo, jedynie od czasu do czasu rzucał bardziej lub mniej zaciekawione spojrzenia w stronę Marchantów. Był strasznie zdenerwowany - tak dużo zależało od tego co się dzisiaj wydarzy i jak dotąd wszystko przebiegało zgodnie z planem, czyli bezwypadkowo. Z drugiej strony był tu zaledwie kilka minut. Do końca pokazu było jeszcze mnóstwo czasu.
Śmierdział. Mimo wszystko czuł od siebie tę woń podobną do stęchlizny, duszącą i pociągającą momentami na wymioty.
Wpadł mu do głowy pewien pomysł, bardzo szalony.
Może by tak okraść kogoś z perfum?
Podejście do Marchanta z tym problemem było jeszcze bardziej szalone i równoznaczne z zawodowym samobójstwem.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1857
avatar
Fanny Marchant
Henry jednak nie wiedział, że Maude nie wie.
- Do twarzy ci. Pamiętam, że Willoughby też tak uważał - pokiwała głową. Położyła dłoń na stole i zastukała weń palcami. Od najmniejszego do wskazującego. Trzy metaliczne stuknięcia i jedno normalne. - Teraz pracuje w Rządzie. Cały czas masz słabość do sprzedajnych świń- nachyliła się ku córce szepcząc. Henry jednak mógł to usłyszeć. Być możne Maude zrobiła to specjalnie.
- Och mamo. Alexander zawsze chciał pracować dla dobra społeczeństwa - odparła Fanny upijając kolejny łyk szampana. Zwykle broniła męża przed matką. Tym razem jednak o Henry'm nie wspomniała słowem.
- No cóż. Oby twoje dziecko nie poszło w te ślady.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2018
avatar
Henry Marchant
Willoughby. Nie wiedzieć czemu, Henry za nim nie przepadał. Może to za dużo powiedziane. Znali się. Ale czuł wobec niego nieprzemijającą niechęć, która teraz wraz ze wspomnieniem jego nazwiska i potwierdzającego wszystko, imienia, urosła o kilka kolejnych stopni.
Miał ochotę rzucić do Fanny głupie "O, znasz Willoughbyego?", ale przy Maude nie miał zamiaru podnosić tematu. Zaraz, zaraz. Czy ona właśnie zasugerowała, że William nie jest jego?
Tymczasem, wykorzystując zdolność do wyczuwania ciekawych akcji... znalazła ich prędko Konstancja. Normalnie w takiej sytuacji Henry obrzucałby Fanny karcącym i żądającym wyjaśnień spojrzeniem, jednak przerwała mu matka.
- Mój kochany syn! - odezwała się wesoło. Położyła na jego ramionach uzbrojone w szpony dłonie. Marchant wstał natychmiast, przytulając do siebie rodzicielkę. W tym uścisku było coś co wołało o pomoc. Konstancja jednak, niewiele sobie robiąc z obecności Maude, poszła się przywitać z synową.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1857
avatar
Fanny Marchant
Maude lawirowała w tematach. Z Willoughbyego przeskoczyła do Marchanta, ale ten mógł tego nie zauważyć. Prawdę powiedziawszy, Maude o to w ogóle nie dbała.
- Niech nigdy nie zajmuje się żadnymi gazetkami. Źle na tym wyszłyśmy - znowu zastukała protezami w stolik. Kryła się za nimi historia brutalnego przesłuchiwania tuż przed wojną.
- Mamo, rozmawiałyśmy już o tym tyle razy - westchnęła Fanny. Znowu się napiła. Powinna przywołać kelnera by przyniósł jej kolejny kieliszek. - Konstancjo! - uśmiechnęła się na widok teściowej. Maude natomiast skrzywiła. Nie lubiła tej pijaczki, której syn walczył podczas wojny po stronie armii Wielkiego Dyktatora. Wycofał się z tego najszybciej jak to było możliwe? Cóż z tego! Jej córka wyszła za zdrajczyka. Nie, nie zamierzała się z nią witać. Fanny natomiast ucałowała Konstancję w policzek.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2018
avatar
Henry Marchant
Ciekawe co będzie mówić jak Henry zrezygnuje z Kroniki. A to zbliżało się wielkimi krokami, chociaż jeszcze nikomu o tym oficjalnie nie powiedział. Próbował. Żonie. Ale miała go w nosie, wolała się wynieść i udawać, że to cokolwiek załatwi lub pomoże.
Henry również poprosił o coś do picia, a Konstancja, choć pić lubiła, zrezygnowała, przeprowadzając wewnętrzną walkę. Wygrała jej porządna strona. Tylko dlatego, że siedziała przy nich ta flądra Cotton. Jak można urodzić tak cudowną osobę, kiedy jest się kimś takim jak Maude? Pewnie wszystko odziedziczyła po Williamie, swoim ojcu.
- Miło panią widzieć, pani Cotton. - odezwała się do niej, choć niechętnie. - Jeśli moja obecność nie przeszkadza, przysiądę się na moment... - uśmiechnęła się do Henryka i Fanny, poprawiając jakieś modne futerko, którym obwinęła sobie szyję. Zanim to wszystko się nie zacznie, pewnie to akcesorium zgubi. Spojrzała na Fanny i puściła jej oczko, zadowolona z życia, jednak przez przypadek popatrzyła się na Maude i mina jej zrzedła.
- Kupiłam sobie ostatnio u starszej Pirce tę oto sukienkę... - Tak, Konstancja była w temacie pokazu. Obeznana i zainteresowana. - Ciekawa jestem, czy córka pójdzie w ślady matki.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1857
avatar
Fanny Marchant
Pewnie powiedziałaby, że boi się władzy i nie potrafi stawić jej czoła. Cokolwiek by zrobił Henry Maude i tak by się to nie podobało. Fanny natomiast uznała, że Henry się z niej naigrywa mówiąc, że mogłaby zająć w redakcji jego miejsce.
Maude zmrużyła oczy, kiedy Henry zaproponował swojej matce coś do picia. Pewnie zaraz poprosi o jakiegoś drinka składającego się wyłącznie z ginu i wódki. Rozczarowała ją więc odmowa Konstancji.
- Pani Marchant - rzuciła tylko. To i tak więcej niż do Henry'ego. Miała ochotę powiedzieć, że ma coś przeciwko. W ogóle nie miała ochoty spędzać czasu z Konstancją Marchant. Ani z nikim, kto wymigał się chytrze i wygodnie groźnemu oku Dyktatora. Zdrajcy i sprzedawczyki. Nie mogąc znieść patrzenia na starą Marchantową, popatrzyła na jej syna. A spojrzenie jej było podobne do tego, jakie człowiek przybiera patrząc na robaka.
- Zobaczymy. Wydaje się być na dobrej drodze - stwierdziła Fanny. Wiedziała, że jej matka nie lubi Konstancji. Cóż jednak miała zrobić? Nie wyprosi teściowej. Nawet tego nie chciała poczynić, ponieważ za nią przepadała. - Zaprojektowała ładną bieliznę. Kupiłam nawet komplet - dodała ciszej - ale Henry woli siedzieć w pracy niż ze mną. Albo i nie w pracy.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2018
avatar
Henry Marchant
Henry złapał wzrok Maude, ale wolał nie podtrzymywać tego kontaktu. To były oczy żmii, która zaraz miała syknąć na ciebie z jadem i wykończyć jak marnego... robaka. W jednej chwili zaczął żałować, że nalegał na ten pokaz. Chciał się spotkać, pogodzić z Fanny. Następnym razem jak pomyśli, że będzie łatwo, srogo się nad tym zastanowi. To słowo nijak się miało do jej osoby. Wolała żeby się człowiek zamęczył, a potem padł u jej stóp i przepraszał. Jasne.
- Ech. Jak jego ojciec... - pokręciła głową Marchantowa. Była dziwnie trzeźwa. Spojrzała na swojego syna... Ciekawe czy Leonard byłby równie podobny do ojca co Henry.
- Może ja sobie kupię komplet? - zażartowała. Nie ma to jak mówić o bieliźnie przy swoim dziecku. Niech no jeszcze powie komu będzie chciała ją zaprezentować. Konstancją interesują się głównie sarkofagi, fetyszyści lub młodzi chłopcy ze skłonnościami do masochizmu i widocznym brakiem pieniędzy.
- Mimo tych żartów, cieszę się naprawdę, że już dwa lata... dwa lata będzie, prawda? Że mi się udało, że wywróżyłam wam wspólne życie. Wspaniale, prawda? - Zaczęła jej się chybotać szczęka. Gdzie Charlotte, żeby mogła zaczepić protezę na nosie córki?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1857
avatar
Fanny Marchant
To był Fakt. Fanny chciała, żeby Henry zaczął się miotać i błagać. Uważała, że na to zasługuje po tym wszystkim. Tego właśnie oczekiwała. Aby kajał się u jej stóp błagając o powrót. W najgorszym wypadku odpowiedzi na pytania, które mu zadała. Uniosła dumnie podbródek. Czuła, że szanse przy tym stoliku wynoszą 3 do 1. I to na jej korzyść.
- Powinnaś. Może chociaż ty zrobisz z tego pożytek.
- Wątpię, by to jej pomogło - wtrąciła Maude zanim zdążyła ugryźć się w język. Złapała swój kieliszek i upiła niewielki łyk szampana. Miała ochotę opróżnić szkło, ale co by ta pijaczka powiedziała?
- Tak. To już dwa lata - dwa lata od pamiętnego wieczora na kuchennym stole, pomyślała Fanny. - Mamo, Konstancji, wiecie, że to Henry w końcu wyrzucił mojego Mruczka?
- Wyrzuciłeś kota mojej córki, żeby kupić sobie psa?
Powrót do góry Go down
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Atelier i dom mody Pirce
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 13Idź do strony : 1, 2, 3 ... 11, 12, 13  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: STARE RPOZGRYWKI I WSZYSTKO :: Miasto :: Centrum-