IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Szpital i przychodnia lekarska

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 20 ... 36, 37, 38  Next
Liczba postów : 2043
avatar
Naina Webb
First topic message reminder :

Składający się z wielu budynków kompleks szpitalny zajmuje niema cały kwartał ulic. Od południa jest podjazd dla karetek, wejście do przychodni znajduje się od wschodniej strony. Od północy, oddzielony od pozostałych, jest oddział psychiatryczny.
Szpital to jedyne miejsce w Centrum, w którym mogą przebywać po zmroku obywatele Trzeciej Strefy bez obaw o aresztowanie czy niewybredne docinki.


____________________

"Ale się nie udało", miała ochotę powiedziec.
- Ale zyję - wybrała mniej inwazyjną wersję.
- Chodź tu - wyciągnęła do niej rękę, chcąc Kendrę przytulić. Powinna czuć się źle po takiej reakcji? Pewnie tak. Poczucie winy, coś takiego. Zamiast tego.. nie czuła nic. Miała wrażenie, że zna schematy postępowania i je wykonuje, ale nic wiecej.
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Liczba postów : 3941
avatar
dr Joshua Grant
Zesztywniał, czując drobne dłonie Megan, ale też nie wyrywał się, bo przecież ta była w ciąży, musiał uważać, by jej nie zrobić krzywdy. I coś w jej dotyku sprawiło, że powoli się uspokajał.
- Meg daj spokój, kiedy zrozumiesz, że tego waszego Boga nie ma ? Który Bóg zsyłałby na swoich wiernych tyle cierpienia i niesprawiedliwości, który by patrzył i nie reagował, widząc jak krzywdzone są kobiety i dzieci ? Gdzie był ten wasz Bóg, gdy Miller zamordował Liliane, gdzie był jak Beowulf rąbał Wiktorię na kawałki ?!
Gdyby był Bóg, mógłby go za wszystko obwinić. To byłoby o wiele prostsze. Ale Boga nie było. Byli pozostawieni sami sobie, w tym ponurym, beznadziejnym świecie. Odwrócił się w stronę Meg.
- Ja tylko chcę odzyskać swoją córeczkę. Chce ją w końcu przytulić, powiedzieć, że ją kocham, że już wszystko będzie dobrze i od tej pory będzie mieć takie życie jakie powinna... Czy chcę aż tak wiele?
Westchnął cicho. Kiedy już wyrzucił z siebie całą żółć, co go zalewała od ostatnich kilku dni, poczuł się może i lepiej, albo poczuł się też kompletnie bez sił.
- Przepraszam... - powiedział cicho, odwracając wzrok. Oczy miał dziwnie szkliste. - Znów ci wszystko zrzucam na barki, jakby to miało w czymkolwiek pomóc...- wziął głęboki wdech - Już w porządku. - tak sobie to tłumaczył, mhhhhm
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 560
avatar
Megan Mclean
Poczuła jak się spiął i miała nadzieję, że się nie wyrwie. W takiej sytuacji każdy potrzebował odrobiny ludzkiego ciepła i otuchy, którą można z niego czerpać.
- Oh Josh oczywiście, że on jest.- lekko pokręciła głową. To była dyskusja, którą mogli prowadzić do skończenia świata stawiając sobie przeróżne argumenty ale może dlatego, że ona wierzyła to łatwiej było się jej uporać z trudnymi rzeczami, bo wiedziała, że wszystko jest częścią większego planu a Ra ma swoje zamysły, nikomu nieznane.
Mężczyzna odwrócił się w jej stronę a ona dalej przytulała go do siebie teraz tylko nieco unosząc głowę w górę by widzieć jego twarz.
- Odzyskasz ją. Zobaczysz.- zapewniła choć tej pewności nie miała ale wierzyła w Josha w jego inteligencję i w to, że Ra w końcu wyrówna to co go spotkało.
- Po to są przyjaciele.- lekko się do niego uśmiechnęła i widząc jego spojrzenie wyciągnęła dłoń by pogładzić go po policzku z czułością, która nie do końca była przyjacielska.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 3941
avatar
dr Joshua Grant
Fakt, o istnieniu Raa już milion razy prowadzili wielogodzinne dyskusje, które prowadziły do tego, że ona nadal głęboko wierzyła, a on wcale.
Położył dłoń na jej dłoni, gładząc kciukiem jej wierzch. Jej ciepło na policzku, działało na niego kojąco. Może to jakieś kaan-ańskie bioprądy, czy ki dziad?
- Chciałbym mieć pewność, że tak będzie...ale nie mam i boję się zacząć w to wierzyć. Bo jeżeli uwierzę, a ją znów stracę, to postradam zmysły.
I po prostu ją przytulił mocno, tak jak ona nie raz to robiła. Wplótł palce w jej włosy, kładąc dłoń na jej głowie. Być może zrobił to dlatego, by nie widział jak oczy mu się szklą i jak mruga nerwowo, by zwalczyć ten największy objaw słabości. Pociągnął nosem i odetchnął.
- Mam jej aktualne zdjęcie, wiesz? Jest dość niewyraźne, ale widać, że to ona. - zwolnił uścisk i sięgnął po leżące pod jedną z kopert zdjęcie. - Zobacz jak wyrosła...a była taka malutka jak się urodziła, nie wiedziałem jak ją trzymać.
Mała istotnie była podobna do ojca. Ciemne loczki, okalające jej twarz, rysy, nawet nos mieli taki sam. Po matce zaś była posiadaczką pięknych, niebieskich , dużych ocząt i bardzo kształtnych usteczek.
- Zrobię wszystko żeby ją odzyskać. - uśmiechnął się czule do zdjęcia
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 560
avatar
Megan Mclean
Doskonale rozumiała Josha i to, że nie chciał się poddawać złudnej nadziei. Wiedziała również, że dopóki cała sprawa w jakiś sposób się nie zakończy to będzie się tym bezustannie zadręczał. Taki właśnie był Grant i choćby chciała zdjąć mu część ciężaru z barków to nie mogła tego zrobić ale mogła się do niego przytulić i dodać mu choć trochę otuchy. Pokazać, że nie jest sam.
- Pokaż ją. - Megan wyciągnęła zaraz rękę by obejrzeć zdjęcia dziewczynki. Uśmiechnęła się lekko słysząc emocje w głosie przyjaciela.
- Jest bardzo do ciebie podobna.- stwierdziła przyglądając się dłuższą chwilę zdjęciu.
- Uda ci się.- uścisnęła lekko jego dłoń.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 3941
avatar
dr Joshua Grant
Ciekawe było do kogo Audrey była podobna z charakteru ? Bo jak do matki...oj doktorze Grant, współczujemy. Będzie doktor musiał pilnować wszystkich dzielnic !
- Dziękuję, Meg. - uśmiechnął się do przyjaciółki - Tylko z Tobą mogą rozmawiać w 100% szczerze. - tu się zaśmiał cicho - Ty to masz chyba jakiś radar, wyczuwasz kiedy twoja pomoc jest wręcz niezbędna.
Zwyczajnie czuł, że Isa nie dość, że by mu w tej sprawie nie pomogła, to jeszcze ją dodatkowo utrudniła.
Przytulił znów Meg mocno, ale nie trwało to długo. Nie chciałby wszak, żeby Isa się z kimś tak obściskiwała, nawet jak było to przyjacielskie.
- Jeszcze raz dziękuję. Twój niepoprawny do bólu optymizm, nieco mi wszystko rozjaśnił.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 560
avatar
Megan Mclean
- Od tego ma się w końcu przyjaciół czyż nie?- uśmiechnęła się do Josha. Z chęcią zdjęłaby co najmniej połowę trosk z jego barków, ale niestety nie miała takiej możliwości. Pozostało jej tylko modlić się mocno w jego intencji i w intencji tego by ten odzyskał swoją córeczkę.
Pozwoliła sobie na krótkie wtulenie i wróciła do zwykłego, grzecznego dystansu, choć nie miała pewności czy Haydena cokolwiek by to interesowało. Cały czas był zajęty na uczelni pozostawiając ją samą sobie. Miała wrażenie, że ucieka z ich wspólnego życia. Już się nie mogła doczekać, kiedy skończą samolot.
- Masz się trzymać. Nikomu nie pomożesz jak dorobisz się kolejnego zawału. Nie mogę biegać piętnaście razy dziennie do szpitala nie w moim stanie.- posłała mu niby to groźne spojrzenie ale on doskonale wiedział, że się z nim droczyła.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 3941
avatar
dr Joshua Grant
Pokiwał głową. Ostatnio nie miał głowy do szczegółów i zwyczajnie zapomniał o wizycie u kardiologa. A przecież czasem go dusiło i zdarzały się zawroty głowy. Nie chciał jednak mówić o tym ani Meg ani Isie, z uwagi na stan obu pań.
- Piętnaście razy dziennie? To już by ci się nie opłacało wracać do domu - zauważył - Mam wygodną kozetkę, mogłabyś sobie urządzić tu bazę wypadową . - w końcu po wybuchu w jego mieszkaniu, kilka nocy na niej przespał. Na kozetce, nie Meg, hehehe.
- Jak tam? Mąż oswoił się z nową sytuacją? - zauważył, że Meg przyszła sama, ZNOWU.
Ja nie wiem, on to latał z Isą na każdą wizytę.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 560
avatar
Megan Mclean
Meg przechyliła lekko głowę jakby rzeczywiście rozważała opcję kozetki i zamieszkania w gabinecie Josha.
- Tak, to by było jedyne rozsądne rozwiązanie sprawy. Zakładam, że masz tu gdzieś dostęp do łazienki?- rozejrzała się a potem posłała mu uśmiech małego chochlika. Josh doskonale wiedział, że sobie z niego żartuje.
- Chyba tak. Jest zapracowany.- wyśniła a spojrzenie nieco jej spochmurniało. - Studenci chyba nieco mu dają w kość.- co akurat Megan dziwiło w przypadku Haydena ale kto zrozumie młodzież. Ona sama za jakiś czas już nie będzie mogła pracować.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 3941
avatar
dr Joshua Grant
Nawiedziła go wizja Meg na kozetce i nie wiedzieć czemu poczerwieniały mu uszy. Odchrząknął.
- Och młodzi ludzie zwykle bywają dość okrutni. Sam taki byłem, jak byłem na studiach. Byłem generalnie, będąc oczywiście szalenie skromnym... nieco bardziej inteligentny, od reszty grupy, wytykałem wykładowcom błędy... Domyślisz się zapewne, że większość mnie nie darzyła sympatią. Tak po prawdzie byłem niezłym dupkiem. - pokiwał głową.
- Chcesz żebym poszedł z Tobą na badania? - zagadnął
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 560
avatar
Megan Mclean
Roześmiała się słysząc odpowiedź Josha. Jakoś nie potrafiła sobie go wyobrazić jako totalnego dupka, choć podejrzewała, że dla swoich wykładowców mógł być irytujący zwłaszcza jeżeli przewyższał ich inteligencją.
- Och badania.- zerknęła na zegarek. Musiała się zbierać bo się spóźni.
- Dziękuję ci, nie trzeba.- uśmiechnęła się do Josha, to mąż powinien z nią po badaniach latać.- Muszę się jednak zbierać.- podeszłą do Josha i cmoknęła go w policzek na pożegnanie.- I pamiętaj masz na siebie uważać i dać mi znać co się dzieje.- dodała jeszcze i opuściła gabinet.

zt
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 806
avatar
Wodzirej
/początek

W godzinach porannych, do szpitala przywieziono znanego skrzypka, z podejrzeniem anemii, po tym jak stracił przytomność w parku. W karetce zdążył ją już odzyskać i do południa już czuł się całkiem nieźle i nawet był w stanie z tego wszystkie żartować. Prosił by nie informować o tym żony, bo przecież pod wieczór wyjdzie do domu i pani Sinclair nawet się nie zorientuje, że coś się stało.
Około trzynastej jego stan gwałtownie się pogorszył a jego serce zatrzymało się.
Po udanej akcji restauracyjnej, lekarze mogli stwierdzić, że odnieśli połowiczny sukces. Muzyk żył, ale nie odzyskiwał przytomności. Ani tego dnia, ani następnego.

/zt

Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1857
avatar
Fanny Marchant
Start.

Otrzymała od Odette informację o tym, że Fabian przebywa w szpitalu. Przebrała się więc, umalowała i wyszła z domu zostawiając Williama i Bubusia pod opieką niani. Przypomniała sobie jego występ u Blacków- nie wyglądał, jakby na coś chorował. Właściwie, to nigdy na takiego nie wyglądał. Może to nawał pracy?
Pogoda dopisywała choć miała wrażenie, że słońce grzeje niemiłosiernie. Zdjęła więc z szyi apaszkę jakby z nadzieją, że to pomoże. Złapała najbliższą taksówkę i pojechała do szpitala by odwiedzić kuzyna. Po drodze zahaczyła o sklep.
Dzięki informacjom od Odette trafiła na odpowiedni wydział, a tam poprosiła pielęgniarkę o wskazanie sali, w której leżał Sinclair. Udała się w odpowiednie miejsce niosąc ze sobą niewielki pakunek. W nosie wierciło ją od tych wszystkich szpitalnych zapachów.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 806
avatar
Wodzirej
- A Pani dokąd? - Fanny usłyszała głos za swoimi plecami.
Gdy się odwróciła, ujrzała wysokiego mężczyznę, z bujną brodą i okularkami. W tamtych czasach, musiał więc uchodzić co najmniej za fleję. Najwyraźniej jednak tu pracował, wnioskując po kitlu.
- Dalej jest oddział zamknięty, wstęp ma tylko najbliższa rodzina pacjentów. - przekrzywił głowę na bok.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1857
avatar
Fanny Marchant
Dokąd? Zatrzymała się i skrzywiła. Do srąd! Odwróciła się napięcie i zmierzyła wzrokiem mężczyznę. Nie wyglądał najlepiej. Ba, wcale nie budził zaufania, może powinna o gdzieś zgłosić? Jakiejś spółdzielni, czy coś? Zajrzała do papierowej torebki, którą trzymała. Jaki znowu zamknięty, już ona wie co oznacza zamknięty. Nie będzie jej byle dziad mówić, co ma robić.
- Tam leży mój kuzyn - rzuciła i ruszyła dalej. Była ciężarna, ona mogła, jej było wolno!- Sinclair! - rzuciła przez ramię.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 806
avatar
Wodzirej
Był wysoki, wystarczyło kilka kroków potężnych gir, by się z nią z równać i kilka dodatkowych by zagrodzić jej drogę.
- "Kuzyn" nie zalicza się do najbliższa rodzina - stwierdził z dziwnym uśmiechem. - Tylko ordynator może wyrazić zgodę na naciągnięcie tego przepisu.
A tak się składało, że on tu był ordynatorem, ha! Dziwne pomysły miał zarząd szpitala. Z Beowulfa też chcieli zrobić ordynatora, hoho ! Widać im człowiek bardziej sfiksowany tym lepiej. Grant miał duże szanse na nominacje.
- Aaach Sinclair. Strata czasu. Nie jest zbyt rozmowny. - wzruszył ramionami. - Jak się tak Pani pali, mogę Panią oprowadzić. Mamy tu maaaasę ciekawych przypadków. Choroby zakaźne. Trąd. Śpiączki. Przypadki terminalne. Parę psychicznych. Ładne kolczyki - wskazał na jej wieszadełka. - Lubi Pani banany ?

Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1857
avatar
Fanny Marchant
Zmarszczyła brwi, kiedy zagrodził jej drogę i się zatrzymała. Do najniższych nie należała, ale ten tutaj to był istny gigant! Aż poczerwieniała ze złości na twarzy, zrobiło jej się gorąco. Było jednak o kilka ładnych miesięcy za wcześnie by odeszły jej wody.
- Nie interesują mnie inne przypadki, proszę pana! - zirytowała się, a głos miała drażniący. Nic dziwnego, że Marchant od pewnego czasu cierpiał na przypadłość zwaną "słuchem wybiórczym", albo "chwilową głuchotą". - Ja tu przyszłam zobaczyć się ze swoją rodziną, a nie z obcymi!
Psychicznych? To on był psychiczny! pyskowała w myślach. Machnęła torebką chcąc jakby pokazać, że przyszła tu do konkretnej osoby. Przebrała nogami. Kto to widział, żeby ktoś jej zagradzał drogę? Jej, Fanny Cotton-Marchant!?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 806
avatar
Wodzirej
- Oooooo, a szkoda, szkoda. - pokiwał głową rozczarowany - A tu takie interesujące przypadki są ! Nie zna się Pani. - dziwak, wyraźnie miał ubaw z denerwowania Fanny. Po chwili jednak przybrał surowy ton, nie wiedzieć czemu - A co to teatr, by przychodzić sobie popatrzeć? To poważny oddział, tu są naprawdę poważnie chorzy pacjenci.
Chwila ciszy...
- Wie Pani, że z banana można zrobić chleb?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1857
avatar
Fanny Marchant
- To po co mi pan mówi o oglądaniu innych?! - co to za nienormalny człowiek przed nią stał? Czyżby pielęgniarka skierowała ją na oddział dla chorych umysłowo? Zaczęła się rozglądać w poszukiwaniu jakiejś tabliczki informacyjnej. Tak nie będzie, ona to zgłosi. Szefowi wszystkich szefów. Postanowiła.
- A co mnie chleb z banana? Człowiek sam leży, nieprzytomny, może źle przykryty kołdrą, może trzeba przypilnować by mu pielęgniarka nocnik zmieniła, może piżamę nową trzeba będzie przynieść, a pan mi tutaj o jakichś bananowych chlebach! Ja jestem w ciąży, pan nie może mi zagradzać drogi!
A Henry miał tak codziennie, o ile nie była na niego obrażona.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 806
avatar
Wodzirej
- Wie Pani, jaki dobry jest chleb z banana? Bez żartów ! - zapewnił ją - Oooo jak Pani w ciąży, to tym bardziej! Może sobie Pani robić okłady z banana ! Mogę Pani zrobić !
I wtedy zza rogu wyszedł dr Dorian. Spojrzał zdziwiony na tą parkę.
- Duke? Co ty tu robisz, wracaj do swojego pokoju, natychmiast ! Już, już !
Duke uśmiechnął się szeroko niczym rasowy psychopata.
- A będą banany ?
Dorian westchnął. To będzie długi dyżur.
- Oczywiście. Czekają na stoliku, przy twoim łóżku.
Duke ucieszony zebrał się i poszedł.
- Pani wybaczy Pani Marchant. To nasz pacjent z psychiatrycznego, czasem zdarza mu się wymknąć. W czym mogę pomóc ?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1857
avatar
Fanny Marchant
- Proszę mnie przepuścić! - piekliła się Marchantowa. - Proszę mnie nie denerwować!
Wewnątrz Fanny aż się kotłowało. Kogo zatrudniali w tym szpitalu? Psychopatów i psychicznych! Spróbowała go wyminąć, ale znów zagrodził jej drogę. Akurat w tym samym momencie pojawił się doktor Dorian słynący z zamiłowania do zakładów i potykania się o cudze członki. Na wieść o tym, że mężczyzna przed nią n a p r a w d ę jest pacjentem oddziału psychiatrycznego uniosła brwi tak wysoko jak tylko mogła.
- Czy wy tu w ogóle nad czymkolwiek panujecie?! Co to ma znaczyć, że tacy pacjenci chodzą sobie wolno po całym budynku?! A jakby mi zrobił krzywdę?! Szukam Sinclaira! Fabiana Sinbclaira!
Gdyby byłą bykiem, puszczałaby parę z nosa.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 806
avatar
Wodzirej
Dorian pokręcił przecząco głową.
- Nieeeee tam. Duke jest nieszkodliwy... zamknęlibyśmy go, co by się pod nogami nie plątał, ale to krewny ordynatora, a on nam nie pozwala go przypinać. No co zrobisz? Nic nie zrobisz. - znów pokręcił głową - Sinclair? Zdaje się w piątce, to sala na końcu korytarza, łóżko pod oknem. Zaprowadzę Panią - kiwnął i ruszyli przodem. - Ale to będzie raczej mało owocna wizyta. Śpiąca Królewna od tygodnia sobie wegetuje. No ale przynajmniej go ktoś z rodziny odwiedzi!
Fanny została zaprowadzona do łóżka kuzyna, który po prostu leżał nieprzytomny, zgodnie ze słowami Doriana. Jego spokój i cisza, wokół niego panująca nie pasowały do niego, wręcz irytowały. Bo przecież jemu nigdy gęba się nie zamykała i nigdy nie przestawal się śmiać.
Dorian się zastanawiał za to, czy założyć się z Sheppardem, czy uda mu się zrobić Grantowi pewnego psikusa?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1857
avatar
Fanny Marchant
Nic nie odpowiedziała na te tłumaczenia. Bo i co tu tłumaczyć? Pełno tu było niekompetentnych ludzi! Wszyscy się nie nadawali do tej pracy. Gdyby ona tu była szefem, to by już zaprowadziła porządek. Tak właśnie sobie myślała. Poszła za Dorianem dopytując o stan kuzyna.
- Od tygodnia? Nie możecie go obudzić? A jak zapomni jak się mówi? Ja słyszałam, że mojej ciotki sąsiadki wuja brat zapadł w taką śpiączkę i jak się obudził to nie wiedział jak się mówi...!
Weszła do sali i popatrzyła na śpiącego Fabiana. Było tu zdecydowanie za cicho, to aż nie pasowało. Na swój sposób poczuła się przez to obco w pomieszczeniu.
Wyciągnęła z torebki kolorowy kwiatek, ściślej mówiąc- różowy i postawiła go na szafeczce stojącej obok łóżka. Żeby Sinclairowi było miło, ładnie i nie śmierdziało mu szpitalnymi zapachami.
- Co mu się stało?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 806
avatar
Wodzirej
Dorian parsknął śmiechem, wkładając ręce do kieszeni kitla.
- Jakby się dało go obudzić, to byśmy to już dawno zrobili, pani Marchant. Może i zapomnieć jak się mówi. Może zapomnieć jak się gra na skrzypcach. Może zapomnieć kim jest. Albo może się obudzić i wszystko będzie ok. Albo nie obudzić się wcale.Dużo możliwości. - snuł swoje wizje, zastanawiając się, jak zrobić pewien numer z pewnym elementem protezy.
- Ło Pani, co mu się nie stałot... Z tego co mówili świadkowie, zemdlał w parku podczas biegania, przywieźli go z krwotokiem. Obudził się jeszcze w karetce, wyniki wyglądały okej, japa jak zwykle mu się nie zamykała i mieliśmy go na wieczór wypisać. Popołudniu stan się pogorszył, musieliśmy go reanimować i sobie tak leży od tygodnia. - podrapał się po głowie. - I prawdę mówiąc nie wiem co z tego będzie
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1857
avatar
Fanny Marchant
Odwróciła się gwałtownie w stronę lekarza.
- Jak to, zapomni jak się gra na skrzypcach!? Przecież on to kocha! - głupia śpiączka, po co mu to? I po co poszedł biegać? Zawsze był niezdarny, zawsze! Powinien na siebie uważać, zamiast fircykować wszędzie i się wygłupiać. Już ona mu przemówi do rozumu, jak się obudzi. Pak postanowiła.
- I co, i mamy tak po prostu czekać na to, co będzie dalej? Co to za szpital? - odruchowo dotknęła ręką brzucha, który wciąż jeszcze nic nie sugerujący w tych ubraniach był już delikatnie zaokrąglony.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 806
avatar
Wodzirej
Fabian, gdyby sobie nie wegetował, stwierdziłby "aaaaaawww",ale leżał, nadal irytująco spokojny i cichutki.
- No co ja Pani poradzę? Nie wiemy co tak naprawdę się stało. To nie nasza wina. - obruszył się, bo przecież oni nie byli cudotwórcami! - Od szczeniaka był lichawy, po ojcu, to była kwestia czasu.
No foch jak nic ! Tak kwestionować kompetencje jaśnie Doriana !
- Jest...pewna teoria... - zaczął - ...że mówienie do osób w śpiączce, może pomóc w wybudzeniu. To jedynie teoria, ale lepszy rydz niż nic. Mogłaby Pani pogadać z jego żoną. Mi nie wypada upominać, że mogłaby go odwiedzać, a my mamy wystarczająco dużo roboty z innymi pacjentami
Powrót do góry Go down
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Szpital i przychodnia lekarska
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 37 z 38Idź do strony : Previous  1 ... 20 ... 36, 37, 38  Next
 Similar topics
-
» Szpital i przychodnia lekarska
» Opuszczony szpital psychiatryczny
» Podziemny szpital

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: STARE RPOZGRYWKI I WSZYSTKO :: Miasto :: Centrum-