IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Park Miejski

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6 ... 14 ... 23  Next
Liczba postów : 2043
avatar
Naina Webb
First topic message reminder :


Park jest jedynym w pełni zielonym i pełnym roślinności miejscem w mieście. Kamienne alejki otacza równo przystrzyżona trawa, kwieciste krzewy, agawy czy juki. W samym jego sercu znajduje się niewielkie jeziorko, w którym zamontowano fontannę.

Masz szansę znaleźć tutaj rosnące sobie beztrosko kwiaty.


  • lilia pustynna- percepcja + 2K6 > 20
  • fiołek pustynny - percepcja + 2K6 > 25


________________

Rozczulona panna Webb patrzyla na suczkę z uśmiechem i dawała się lizać po rękach, chociaż nie było to zbyt higieniczne.
Pokiwala tylko glową. Rebeentoff. No tak, zapomniała o tej różnicy na chwilę.
- Nie wiem, Josh. To twoj pies - wycofywanie się etap pierwszy.
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Liczba postów : 3941
avatar
dr Joshua Grant
Dobra, tym pytaniem go zbiła z tropu. Mentalnie strzelił karpika. Niby trochę Fanny znał, ale wciąż go zadziwiała jej bezpośredniość.
Mimo jej delikatnej bezczelności (zdaniem autorki) , uśmiechnął się lekko.
- Z bardzo prostej przyczyny, pani Marchant. - zaczął spokojnie - Ja byłem gotowy na ten krok. Żeby było zabawnie, mam nawet pierścionek zaręczynowy w tej torbie, niedawno go odebrałem od jubilera. Ale ona najwyraźniej nie jest gotowa i nie chce być. - wzruszył ramionami, jakby go to nie obchodziło.
Obchodziło, ale za bardzo mu wjechała na męską dumę, by ją błagał o spotkania.
- Widać za bardzo się różnimy. Zdarza się. - no głupio tak teraz pójść, więc poczekał aż ta go objedzie, bo z pewnością to zrobi.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1857
avatar
Fanny Marchant
- No cóż, panie Grant. Kobietom trzeba pokazywać, że się je kocha. Bez tego nic nie wyjdzie - pokręciłą głową. Już ona porozmawia sobie z Izabelą.
- Powinnam już iść, muszę jeszcze wstąpić do Chimery. Udanego dnia, panie Grant! - uśmiechnęła się.
Ty skończony gnoju!
Skinęła protetykowi głową na pożegnanie, William pomachał mu łapką i Bubuś szczeknął niepocieszony, że musi skończyć zabawę z Pepper.

zt.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 3941
avatar
dr Joshua Grant
Uśmiechnął się kwaśno, gdy ta pomaszerowała dalej. Nie miał zamiaru jej tłumaczyć, że widać mało zna przyjaciółkę, bo właśnie o zbytnie zaangażowanie poszło.
- Do widzenia pani Marchant - pożegnał się.
Nie miał nic więcej do roboty. Mógł wrócić do pracy, ale pielęgniarki i Esme znów by na niego warczały, że się przeforsuje. Isabela nadal milczała. Nie chciał też siedzieć w domu.
Ruszył więc w miasto, w tylko sobie znanym kierunku

/zt
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 953
avatar
dr Victor Howard
Sięgnął po butelkę i jeśli nie zabraliby ze sobą korkociągu mieliby teraz poważny problem. Pozwolę sobie jednak założyć, że Ellie, pakując koszuk wzięła i korkociąg. A już po chwili wino spłynęło do kieliszków. Jeden z nich Victor podał towarzyszce.
- Za... to popołudnie - wzniósł toast, nachylając swoją lampkę ku Ellie.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 234
avatar
Ellie Hammerslay
Autorka poczuła się, jakby ktoś jej tym postem w twarz dał, ale zachowała zimną krw, więc Elli uśmiechnęła się uroczo, przyjęła kieliszek i również wzniosła go w geście toastu.
- Za to popołudnie. - powtórzyła.
Tak, zdecydowanie wzniosła ten toast szczerze. Było spokojnie, było przyjemnie. Przynajmniej na chwilę udał jej się odciągnąć myśli od czarnych myśli, od nagłówków w gazecie. To zdecydowanie miałompozytywny wydźwięk.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 495
avatar
Antonia Bertram
< Apartamenty

Całą drogę powrotną, rozmyślała o tym jak będzie za te kilka dni, gdy ponownie będzie mogła spotkać się z panem Willoughby. Głowę mając bokiem ułożoną na oparciu fotela, wpatrywała się w Alexandra, już nie zachęcając do szybkiej jazdy jak wcześniej. Teraz chciała, żeby droga wlokła się jak najdłużej.
Nie chciała się żegnać, nie chciała opuszczać automobilu.
Wszystko wydawało się nudne, gdy porównywało się do chwil spędzonych w towarzystwie Alexandra. Wątpliwa była dziś zdolność Toni do odrobienia lekcji i nauczenia się materiału z zajęć. Nie chciała, nie interesowała się, nie miała sił do tak błahych zajęć.
Pierwsze drzewa parku mignęły jej za szybą, na co zwróciła uwagę. Prostując się, niechętnie popatrzyła na zielone trawniki i ludzi spacerujących po alejkach. To wszystko mogło zniknąć, zastąpione obecnością pana Willoughby.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 858
avatar
Alexander Willoughby
Czuł jej wzrok na sobie, ale ani razu nie zerknął w jej stronę. Skupiony prowadził auto, zastanawiając się nad piątkiem, a później o tym, że siedząc dzisiaj na zaczętym niedawno projektem nie będzie wstanie się skupić. Będzie myślał tylko o tym, że za parę dni weźmie Tonie na ręce i zaniesie do sypialni z namaszczeniem.
Zaparkował w miejscu do tego wyznaczonym, z tyłu parku. Zgasił samochód i popatrzył się na dziewczynę. Uśmiechnął się do niej lekko.
- Mam nadzieję, że nie czujesz się po dzisiejszym dniu zawiedziona?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 953
avatar
dr Victor Howard
Niestety druga autorka kompletnie straciła wenę na Victora. Przepraszamy za wszystkie niedogodności i drętwego towarzysza rozmowy w osobie Howarda. Weno wróć!
Victor odchylił się do tyłu i zamknął oczy, ciesząc się promieniem słońca, który przebijał się przez liście. Nic nie mówił, ale nie czuł się z tym źle. Skoro potrafili ze sobą milczeć to nawet lepiej, prawda?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 495
avatar
Antonia Bertram
A Tonia pewna, że Alexander jest wyjątkowym mężczyzną, myślała jak to następnym razem również będzie się pilnował, by nie zrobić nic czego nie powinni. Dwa razy się powstrzymał, mogąc kontynuować i tak zawrócić jej w głowie, by nie myślała przerywać.
Gdy samochód się zatrzymał, popatrzyła na mężczyznę i również się uśmiechnęła.
- Czym miałabym być zawiedziona? Było bardzo miło.
Odpowiedziała z całym przekonaniem. Nie pamiętała o tych krótkich chwilach smutku czy rozczarowania. W swych wspomnieniach, popołudnie z Alexandrem będzie wspaniałym momentem.
- Nie mogę się doczekać piątku.
Powiedziała, spoglądając na polityka w typowy, zakochany sposób, nie wiedząc, że jest to tylko głupiutkie zauroczenie. Nie, była pewna głębszego uczucia z obydwu stron!
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 858
avatar
Alexander Willoughby
Alexander nie przestawał się uśmiechać, choć było to podyktowane bardziej tym, że był zadowolony z siebie. Nie raz widział to rozmyte, zakochane spojrzenie. Czy to u dorosłej mężatki, której zawrócił w głowie, czy takiej zakochanej szczeniary.
Wyciągnął rękę i objął szczelnie jej drobną dłoń.
- Ja też. Będziesz miała ochotę na coś szczególnego? Nie mogę zabrać cie do restauracji, ale ponoć potrafię całkiem nieźle gotować.
Patrzył się na nią spokojnie, z błyskiem w oku. Może zje sobie obiad z jej ciała?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 495
avatar
Antonia Bertram
Rozpływała się pod każdym słowem, potwierdzającym jak ważna jest dla Alexandra. Zupełnie nie myśląc, że może to być udawane, uśmiechnęła się błogo. Czyż nie była największą szczęściarą, gdy mężczyzna na każdym kroku pokazywał, że dba o każdy element, mogący sprawić jej przyjemność?
Antonia popatrzyła na męską dłoń i pokiwała głową na boki, zastanawiając nad swymi smakami. Mogła zjeść cokolwiek mężczyzna by jej podał, ale jeśli chciał gotować!
- Uwielbiam makaron. W każdej postaci.
Zdecydowała i uniosła spojrzenie. Wiedziała, że powinna właśnie się żegnać i wysiadać z samochodu, ale nie mogła się powstrzymać, by nie zostawić sobie smaku ust Alexandra na wieczór. Gdy w łóżku będzie leżać sama, wspominając wizytę u niego.
Dlatego podniosła się lekko i nachyliła w jego stronę, by pocałować.
Jeszcze minutka...
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 858
avatar
Alexander Willoughby
Pokiwał głową. Dobrze, akurat to potrafił zrobić. Musiał umieć gotować, bo nigdy nie zatrudnił gosposi. Raz na tydzień przychodziła tylko sprzątaczka. Nie lubił jak ktoś pałęta mu się po apartamencie. Typowy samotnik? Na to wychodziło.
Pochylił się, widząc jej ruch. Obejmując dłonią policzek pocałował ją. Delikatnie, czule, nienachalnie.
Odrobinę odsunął się po pocałunku. Może na dwa centymetry, nie więcej, spoglądając dziewczynie w głęboko w oczy.
- Będę za tobą tęsknił kociaku.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 495
avatar
Antonia Bertram
Miała ochotę zapaść się w fotelu i pozwolić Alexandrowi na przysłonienie jej całym swym ciałem. Całować i wdychać zapach mężczyzny, który owinął ją sobie wokół małego paluszka, a ona nawet nie zdążyła zauważyć kiedy to się stało. Na koniec pocałunku uśmiechnęła się słodko i otwierając oczy, chwilę patrzyła na usta pana Willoughby, powoli zwracając spojrzenie na oczy.
- Ja za tobą też.
Odpowiedziała tak radośnie, jakby chciała podskoczyć w miejscu ze szczęścia. Czuła się tak lekko! Z szerokim uśmiechem odsunęła się od Alexandra i łapiąc za torbę, otworzyła sobie drzwi. Wysiadła z automobilu i jeszcze odwróciła się do wnętrza, ukazując rumiane policzki.
- Do zobaczenia.
Powiedziała z westchnięciem, zamykając drzwi. O krok się wycofując, nie ruszyła się jednak z miejsca, jakby czekając na ostatni jakikolwiek gest Alexandra, ukrytego za ciemnymi szybami.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 858
avatar
Alexander Willoughby
Popatrzył się jak wysiada. Któraś część jego jestestwa faktycznie będzie za nią tęskniła. Była jak taki niewinny wesoły szczeniak, łapiący kocura za ogon, domagając się zabawy i uwagi.
- Do zobaczenia, panienko Bertram. - uśmiechnął się łobuzersko, nim zamknęła drzwi. Popatrzył się na jej sylwetkę, kiedy tak stanęła. Nacisnął pedał gazu, gazując w miejscu, a silnik wydał złowieszczy pomruk, pewnie ku uciesze nastolatki. A on się chwalił maszyną, buc jeden. Wrzucił bieg i odjechał, może z raz zerkając w lusterko.

/zt
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 495
avatar
Antonia Bertram
Zaśmiała się, ucieszona tym pokazem. A niech się Alexander chwali! Podobała się Toni ta jego pewność siebie i duma prawdziwego mężczyzny. Popatrzyła jak samochód odjeżdża i odetchnęła głęboko. Poprawiwszy pas szkolnej torby na ramieniu, uniosła dłonie do policzków i zawstydziła się myślą o całowaniu pana Willoughby.
Rozochocona, lekkim krokiem ruszyła w stronę domu.
Chciała zaszyć się w pokoju na resztę dnia, by w łóżku wspominać uśmiech mężczyzny.

zt
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 664
avatar
Odette Sinclair - Pirce
/6 maja

Odette od samego rana miała kaca od piwa. Dopiero w pracy Ann dała jej jakieś dziwne proszki od bólu głowy. Dziewczyna musiała powypełniać dzisiaj trochę dokumentów, spotkać się z kilkoma osobami. Trochę odpuściła po pokazie, ale teraz wróciła do pracy ze zdwojoną siłą. A przynajmniej miała takie ambicje, kac trochę w tym przeszkadzał. Już pod wieczór wracała przez park do domu, mając zamiar zahaczyć o plac, czując jednak niewielki niedosyt po wczorajszych atrakcjach. A może miała nadzieję spotkać tam gdzieś Fabiana? Kto wie, kto wie!
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 497
avatar
Amos B. Coen
Na co komu Fabian, skoro na scenę wkracza piękny Amos? Bo wkraczał. Szedł wkurwiony przez park, wracając z Black Paradise, gdzie chuje w ogole się nie znają ani na kulturze ani na uprzejmości. Więc niech im napierdalają jakieś pedały na skrzypcach, a szansonistki niech jęczą, jak ciche dziewice. Amos wróżył temu lokalowi rychły upadek.
Kopnął ze złością jakiś kamień. Ręce miał w kieszeni. Ubrany nadal ładnie, piękny pan, malinowy król, ołowiany żołnierzyk, co to dla swej baletnicy czy innej kurtyzany zrobić jest gotów wszystko. Tylko jakoś jej nie było w pobliżu!
Ale co to?! Amos wypatrzył w szarym wieczorze coś zjawiskowego. Od tylu prezentowało się zachęcająco. Było samo, bez towarzystwa. Bez towarzysza. Chujem byłby Amos gdyby sie nie przejął losem samotnej kobiety. Przyspieszył kroku, podbiegł w koncu do dziewczyny.
- Pani się tak nie boi sama? - usmiechnal się szeroko, szczerze, po chłopięcemu.
A nuż wyszura się z nią w krzakach.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 664
avatar
Odette Sinclair - Pirce
Odette była zajęta własnymi myślami. Nie zwróciła uwagi, że ktoś gdzieś za nią biegnie. A bo mało ludzi się tutaj kręciło? Zwłaszcza, że jest święto. Jednak prawie podskoczyła kiedy odezwał się do niej obcy facet.
- Słucham?
Nieco zwolniła, chyba bardziej odruchowo, robiąc też minimalny krok w bok, jakby mając zamiar odsunąć się dalej od nieznajomego.
- Nie, dziękuję za troskę. Poradzę sobie. - odpowiedziała, uśmiechając się kwaśno. Jeszcze tego jej brakowało, jakieś zboczeńca w parku!
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 497
avatar
Amos B. Coen
U la la. Jaka słodka buzia. A jej właścicielka do tego zowlniła. Ha! Amos sam by zwolnił jakby sam siebie zaczepił. A cofnąć to się pewnie cofnęła, żeby się mu przyjrzeć, więc zaprezentował się dumnie. A potem zaklął w duchu, bo dziewuszka jakaś taka niedostępna była. I niby dlaczego tak udawała? Przeciez nie łaziła sama po nocy zeby kwiatki zbierać. Widać, że była bogata. Jakby nie chciała zostac wyruchana, to by taksówkę wziela.
- Święto ognia jest, sporo gamoni i huncwotów się tu kręci teraz. Może odprowadzić panią do domu?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 664
avatar
Odette Sinclair - Pirce
Odette stwierdziła, że mogła pojechać taksówką. Mogła. Zachciało jej się spacerów. I to wszystko przez Sinclaira, który sprawiał wrażenie, że na tym świecie nie ma żadnego zła. A tutaj patrzcie! Od razu musiał się jakiś buc przypałętać jak była sama! Pewno był pijany w dodatku! Ruszyła zdecydowanie przez siebie.
- Nie, dam radę. Do widzenia.
Odczep się!
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 196
avatar
płk James Fraser
/ początek

Święto ognia a on ma służbę. W sumie mógł się z niej wymigać ale ponieważ i tak nie miał randki to równie dobrze mógł pracować. Przynajmniej nie musiał iść w odwiedziny do matki i wysłuchiwać jej monologu na temat przedłużenia rodu.
Patrol po parku przebiegał rutynowo gdy jego uwagę przykuła parka. W pierwszej chwili pomyślał, że kłótnia kochanków ale w następnej postanowił sprawdzić.
- Wszystko w porządku?- dodajmy, że oczywiście był w mundurze.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 497
avatar
Amos B. Coen
Kapitan Ameryka. Co do chuja?! Amos jednak na razie go nie widział, całą swą uwagę skupiał na pięknej damie. Zastanawiał się jaką ma temperaturę w środku. Zastanawiał się co lubi, czego nie lubi i jak bardzo trawa będzie jej odpowiadać. Panienka jednak chciała zgrywać oporną, więc złapał ją za rękę, by zatrzymać to płoche stworzenie. Chciał już coś powiedzieć, a wtedy... Zwiastun Kapitana Ameryki Mroźnego Żołnierza. Amos natychmiast puścił dłoń panienki.
- Tak, w porządku. - skinął męsko mężczyźnie. - Po prostu martwię sie o bezpieczeństwo tej panienki.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 664
avatar
Odette Sinclair - Pirce
Serce jej mocno zabiło i to na pewno nie z miłości, kiedy ten obcy mężczyzna złapał ją za rękę. Juz prawie się do niego odzywała, żeby mu wypomnieć jak on w ogóle śmie, a tutaj jak spod ziemi wyrósł żołnierz. I to nie byle jaki, a sam pułkownik Fraser, do którego ostatnio wzdychały z Vivi!
- A ja tłumaczę temu panu, że dam radę sama dojść do domu. - powiedziała poirytowana. Popatrzyła się błagalnie na wojskowego.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 196
avatar
płk James Fraser
Przeniósł spojrzenie z mężczyzny na kobietę. Całkiem ładna, zauważył mimochodem. Nie powinna o tej porze chodzić sama przez park. Kusiła los z drugiej strony na maszynę byli w pierwszej a nie w trzeciej strefie.
- Dokumenty proszę. Obojga.- rzucił suchym i wyczekującym tonem.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 497
avatar
Amos B. Coen
Co za zdzira. Z kobietami tak wlasnie zawsze było. Idzie to same do parku, kręci dupą, staje się jasnym księżycem na tle ciemnej ścieżki, serem na niebie, ktory chce się schrupać, a potem, że nie, że ona sobie poradzi, Zosia-kurwa-samosia. I do tego przez tego kurwiszona będzie miał teraz problemy, bo Kapitan Ameryka dojebie się do papierów. Ale nie z Amosem takie numery. Nikt tu papierów nie będzie od artysty wymagał. Wygrał konkurs poetycki na ostatnim swiecie ognia, czy nie? Oczywiscie, że wygrał! Ha! Ha! Haha! O czym to ja...?
- Chyba pan sobie żartuje?! - wybuchnął do Kapitana Ameryki, ale ten miał wzrok nieugięty, jak nieugiętych, jak Hulk po przemianie. - Porządnych obywateli w Pierwszej Strefie bedzie oan o dokumenty pytał? Wstyd! I nie zna pan tej pani?! Wstyd!
Sam chuja wiedział o tej pannicy. Ale strzelał. Tutaj każda baba była z czegos znana. Z ojca. Z majątku. Z dziwactwa. Z dziwkarstwa. A nuz trafił.
Powrót do góry Go down
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Park Miejski
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 5 z 23Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6 ... 14 ... 23  Next
 Similar topics
-
» Park

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: STARE RPOZGRYWKI I WSZYSTKO :: Miasto :: Centrum-