IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Park Miejski

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4 ... 13 ... 23  Next
Liczba postów : 2043
avatar
Naina Webb
First topic message reminder :


Park jest jedynym w pełni zielonym i pełnym roślinności miejscem w mieście. Kamienne alejki otacza równo przystrzyżona trawa, kwieciste krzewy, agawy czy juki. W samym jego sercu znajduje się niewielkie jeziorko, w którym zamontowano fontannę.

Masz szansę znaleźć tutaj rosnące sobie beztrosko kwiaty.


  • lilia pustynna- percepcja + 2K6 > 20
  • fiołek pustynny - percepcja + 2K6 > 25


________________

Rozczulona panna Webb patrzyla na suczkę z uśmiechem i dawała się lizać po rękach, chociaż nie było to zbyt higieniczne.
Pokiwala tylko glową. Rebeentoff. No tak, zapomniała o tej różnicy na chwilę.
- Nie wiem, Josh. To twoj pies - wycofywanie się etap pierwszy.
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Liczba postów : 3941
avatar
dr Joshua Grant
- Mam wygodną kanapę, pełen barek i szerokie na dwa metry łóżko - wydyszał jej w usta- Idziemy do mnie ? Mrau
- W takim razie ustalone, Megan. - wstał również i zapiął Pepper z powrotem na smycz. - Usiądziemy na zewnątrz, to nie będzie nikomu przeszkadzać.
I poszli

-> Kawiarnia


Powrót do góry Go down
Liczba postów : 780
avatar
Romesey Hannon
Restauracja

Do parku nie było daleko, chociaż sam Romek zatrzymał się kilka kroków po wyjściu z restauracji, puszczając dłoń panienki Osel. Może to przez spojrzenia bogatych kobiet, które zmarszczyły kilkukrotnie brwi, obserwując zachowanie młodszych.
- Przepraszam, nie powinienem.
Zwrócił się do Aurory, mając nadzieję, że nie dostanie teraz po głowie.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 347
avatar
Aurora Osel
Aurora nawet się nie zorientowała, kiedy została wyciągnięta z restauracji. Wszystko odbyło się tak szybko, że nawet jakby chciała to nie miała jak zaprotestować.
Potem dreptała za panem Hannonem stukając obcasikami swoich botków po chodniku. Nie miała pojęcia gdzie idą i trochę nawet bała się zapytać, bo jej towarzysz miał taką zaciętą minę. Już mniejsza o to jakie plotki powstaną z tego ganiania za rączkę.
W końcu się zatrzymali i dziewczyna westchnęła ciężko.
- Co się stało?- zapytała mężczyznę bo biedna nic nie rozumiała.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 780
avatar
Romesey Hannon
26

- Przepraszam, że to spotkanie wyszło tak marne, ale...
Romek omiatjąc spojrzeniem wszystko dookoła, ale nie patrząc na Aurorę, dostrzegł fiołki pustynne, rosnącego gdzieś za drzewem, stojącym dwa kroki dalej. Przerywając swą wypowiedź, podszedł szybko ku nim i zerwał jeden. Odwracając się do Oselówny nieśmiało, stanął przed nią i podał kwiatuszek.
- Jeśli panienka chce, to wezwę taksówkę.
Popatrzył na Aurorę, licząc na przyjęcie kwiatka i nie zmycie mu głowy.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 347
avatar
Aurora Osel
Powinna teraz tupnąć nóżką. Zarzucić fochem. No bo jak to tak. Zaprasza ją do restauracji a potem wyciąga anim zdążą podać przystawki. A miały być mule w winie i co? I nic.
Spojrzała jednak w oczy Romka, który spojrzeniem w chwili obecnej przypominał Bubusia. Stał z tym kwiatkiem jak siedem nieszczęść więc Aurorka lekko się uśmiechnęła przyjmując fiołki.
- Nic się nie stało, możemy pospacerować.
I pewnie poszli a potem Romek odprowadził Aurorkę do domu.

zt
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 265
avatar
Matylda Hornybottom
/początek

Wieczór był zdecydowanie za gorący. Hornybottom ze złością kopnęła kamyczek, który zaplątał się pod jej elegancką stopą.
Świetnie! Zawaliła test w policji, nadal nie ma pracy i uciekła z randki z Haydenem Macleanem ! ŚWIETNIE !
Dotarła do fontanny, jedynego tak dużego tutaj zbiornika wodnego. Tęskniła za szumem rzek Kaan-anu, za zielenią, za zwierzętami, za przytulną uniwersytecką biblioteką...
Westchnęła cicho, głaszcząc bezmyślnie futerał ze skrzypcami.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 324
avatar
Hayden Maclean
To, że Hayden łaził po mieście nie było niczym dziwnym - wciąż zwiedzał, wciąż badał każdy zakątek tego miasta. W parku bywał chyba najcześciej, starając sie odnaleźć namiastkę Kaan-anu, ale tylko zaczynał nie znosić tego miejsca. Nie miało w sobie ani krzty namiastki. Całemu Zigguratowi było daleko do dawnego domu Haydena. To miasto wydawało się martwe, bezduszne - bez zieleni, bez rzek, z maszynami, które zastąpiły żywe zwierzęta, personel... Co będzie następne? Roboty towarzyskie? Idealnie imitujące ludzi? Potrząsnął głową. Bo przecież za bardzo mu się rozbrykała wyobraźnia. Za bardzo, prawda?
Nagle w czerwonych promieniach zachodzącego słońca zobaczył znajomą sylwetkę. Sylwetkę, która jeszcze tak niedawno opuściła towarzystwo Haydena niczym mała nagła burza piaskowa. Widział zamyślenie dziewczyny, więc podchodząc odchrząknął, by jej nie przestraszyć. Kto wie, jak by zareagowała. Jeszcze by dostał tym futerałem po głowie.
- Będziesz grać dla mechanicznych kaczek? - usmiechnal sie przyjaźnie, podbródkiem skinął na futerał ze skrzypcami.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 265
avatar
Matylda Hornybottom
Dobrze, że zaanonsował swoją obecność bo faktycznie futerał był dość ciężki. Odwróciła w jego kierunku głowę, taksując go spojrzeniem. Zmrużyła oczy, zacisnęła usta tak mocno, że te stały się jedną linią i spojrzała znów w kierunku fontanny.
Milczała.
A potem przerzuciła ostrożnie futerał za barierkę, chwyciła się jej mocno i bez specjalnych problemów była po drugiej stronie. Zdjęła eleganckie pantofelki, kupione w Zigurracie, by poczuć pod stopami krótko przyciętą trawę.
A żebyś kurna wiedział, że będę grać dla mechanicznych kaczek.
Stanęła przy samym brzegu i pochyliła się, by wyjąć z pudła nieco wyświechtane skrzypce. Chudymi palcami chwyciła za gryf, przyłożyła podbródek do tak samo nazywającego się elementu instrumentu. Sięgające pleców włosy, rozsypały jej się niedbale po szczapowatych ramionach, gdy smagnęła smyczkiem.
Przymknęła powieki, wygrywając melodię tak dobrze znaną Haydenowi z Kaan-ańskich uniwersyteckich biesiad przy ognisku.
Koncert dla kaczek z metalu. Zajebiście.

https://www.youtube.com/watch?v=RzJhDEoUWs8


Powrót do góry Go down
Liczba postów : 324
avatar
Hayden Maclean
Zaśmiał się. Tak, ta determinacja z jaką Matylda brnęła przed siebie podobała się Haydenowi najbardziej. Dziewczyna była uparta, jak osioł. Ośliczka. Która teraz grała na skrzypcach dla mechanicznych kaczek tylko dlatego, że MacLean sobie tak zażartował. Obserwował ją. Zastanawiał się dlaczego zdecydowała się lecieć do Zigguratu. Przecież to była misja prawie samobójcza. Każdy miał swoje powody. Jakie powody miała Matylda? Może po prostu nie miała powodów by zostawać... Przypomniał sobie jej reakcję w restauracji. Czyżby była bardziej samotna, niż mu się wydawało?
- Pięknie. - powiedział po prostu i sam przeszedł przez barierkę. - Ale to chyba nie takie koncertu miałaś na myśli, spacerując samotnie wieczorami, co? - nie zbliżał się. Przy takich rozmowach dystans jest raczej wskazany. - Coś Cie trapi, Matyldo?
Głupie pytanie. Od paru tygodni znajdowała się pod przymusem w innym mieście, bez możliwości powrotu do domu. Wszyscy byli tutaj troche jak w klatce.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 265
avatar
Matylda Hornybottom
Gdy ostatni raz smagnęła smyczkiem, stała jeszcze chwilę oddychając szybko, wciąż z zaciśniętymi powiekami. Ulotne wspomnienia, krótkie epizody, to co już było za nią...i nie miało w sobie nic tak naprawdę nadzwyczajnego...
Serce biło jej mocno. Tak jak jeszcze nigdy w życiu. Nie miała pojęcia czemu. Czyto komplement Haydena, czy jego obecność?
Odetchnęła pełną piersią. Powietrze w Zigguracie było ciężkie i nieprzyjemne. Nie odpowiadała od razu. Jakby ważyła ostrożnie każde słowo.
- Co miałoby mnie trapić ? - włożyła skrzypce do futerału, wciąż odwrócona do niego plecami. - Nowy świat, nowa przygoda, nowe perspektywy...
HA-HA-HA.
Postąpiła krok do przodu i zamoczyła stópkę w zimnej wodzie. Aż przeszedł ją dreszcz.
- Wszystko jest nowe, ale i przytłaczające. To świat zupełnie inny od naszego. - objęła ramiona dłońmi, wpatrzona w dal.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 324
avatar
Hayden Maclean
Nie widział twarzy Matyldy, na razie raczej tył miał na widoku, pod kątem, z ktorego patrzył zza włosów wyłaniała się tylko linia nosa, ust, podbródka. Ale może to i dobrze, że nie widział jej twarzy. W razie czego mógł udawać, że nie wie, jak dziewczyna się czuła. Ale przecież wie... Nie, nie wiedział. Olśniło go wlasnie teraz. Wlasnie w tym momencie, po jej słowach, po jej zachowaniu.
- Nie miałaś zielonego pojęcia na co sie piszesz, prawda? - brzmiało to, jak stwierdzenie, a nie pytanie. - Więc dlaczego sie zdecydowałaś, zeby wsiąść do samolotu?
Podszedł o krok, stanął na samym brzuchu, jego buty niemal dotykały wody, ale nie miał zamiaru robić tego, co Matylda - ściągać ich i zanurzać stop.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 265
avatar
Matylda Hornybottom
Na pewno chcesz wiedzieć, Haydenie? - pomyślała wpatrzona w dal
Na pewno chcesz wiedzieć, że nie wyobrażałam sobie życia bez ciebie? Bez codziennego podpatrywania zza bibliotecznych regałów, podrzucania okazjonalnie jakichś słodkości do torby, bez krótkich rozmów, które nigdy cię specjalnie nie porywały? I choć widziałam twoje poirytowane spojrzenia, gdy zagadywałam gdy nie miałeś ani czasu ani ochoty, to było dla mnie coś...pięknego. Ten czas spędzony blisko Ciebie.
I miałeś zniknąć. Polecieć do Zigguratu. Być może nigdy nie wrócić. Jaki miałam wybór?
A teraz...mogę stać obok Ciebie, w miejscu tak innym od Kaan-anu, z sercem bijącym mocno.
Stała nadal, wyprostowana, wpatrzona w dal, z dłońmi  spoczywającymi razem na wysokości ud. Tylko zarumienione, blade policzki zdradzały cokolwiek.
- Nie miałam nic do stracenia. - powiedziała cicho
Nie mogę powiedzieć tego, co tak naprawdę bym chciała. Bo wtedy uśmiechniesz się tak, jak tylko ty potrafisz i powiesz, że traciłam czas, bo ty nigdy...
Nie chcę tego usłyszeć. Po prostu postoję obok.
- A Pan ?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 324
avatar
Hayden Maclean
Nigdy nie pytał jej o wiek. Ile mogła sobie liczyć? Dziewiętnaście? Dwadzieścia? Tak czy inaczej była zbyt młoda, by "nie miec nic do stracenia". Haydenowi znowu zrobiło się jej żal. Po co to wszystko robiła? Co ją napędzało? Oczywiscie nie miał pojęcia o uczuciu, jakim darzy go Matylda. Owszem, zdawał sobie sprawę, że go lubi, być moze nawet oceniał to jako młodzieńcze zauroczenie, ale raczej nie rozpatrywał tego w kontekście miłości. Nie widział powodow by sie zakochała. W koncu praktycznie sie nie znali.
- Ja? - zaśmiał się. - Ja uciekłem.
Pewnie co nieco wiedziała o rozprawie sądowej, chociaz ta nie była jawna, bo władze uczelni na tyle cenili Haydena, by zadbać, aby szczegóły wyciekły gdziekolwiek. Ale plotki to plotki. Wiec wszyscy wiedzieli, że MacLean był oskarżony o cos bardzo poważnego - pobicie? nieumyślne spowodowanie śmierci? grożenie? szantaż? Ludzie wymyślali wiele powodow. Choc ostatecznie został uniewinniony. Latka jednak pozostawała.
Nowe zycie, nowe otoczenie, nowe perspektywy... Skoro Matylda nie miała nic do stracenia opuszczając Kaan-an, to niech chociaz ma miłe wspomnienia z Zigguratu.
- Matyldo... - zaczął niby poważnie. - Kiedy ostatni raz zrobiłaś cos szalonego? - roześmiał się. - Oczywiscie pomijając wsiadanie do samolotu...
Nie czekając na odpowiedz, ściągnął marynarkę, potem krawat... Było juz całkiem późno, slonce praktycznie zaszło za horyzontem.
- Rozbieraj sie. Sprawdzimy czy da się tu pływać. - wyszczerzył do niej zeby, rozpinając koszulę i odwracając sie tyłem. - Nie martw sie, nie bede podglądał. Jestem dżentelmenem.
W jego głosie było słychać rozbawienie. Megan spodobałaby się ta akcja! Oczami wyobraźni widział jej roześmiane oczy i figlarny uśmiech, oczami wyobraźni widział, jak ze śmiechem ściąga sukienkę, jak... O cholera. Hayden poczuł, że się zagalopował. A potem skarcił sie w duchu, że tak szybko się zreflektował z zawrócenie, wyobraźni.
Odłożył swoje rzeczy gdzies pod jakimś krzaczkiem, a potem w samych gaciach zaczął wchodzić do jeziorka. Zamierzał tam pływać, nawet jakby miał szurać brzuchem po dnie.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 265
avatar
Matylda Hornybottom
Wiek? Zabawne, ale miała dwadzieścia sześć ! Nieźle się konserwowała. A może to ten rozwiany włos, okulary musztardówy i brak makijażu ją tak odmładzał ?
- Sz-szalonego ? - bąknęła, a gdy ten zaczął rozpinać koszulę, poczerwieniała i zaczęła się jąkać.
Rany boskie ! Tutaj? W parku?! Ona nie była gotowa i miała taką niewyjściową bieliznę ! Babcine majciochy były najwygodniejsze ! I co taktak na łonie natury ?! Ona nie była psychicznie gotowa, wpierw jakaś kawa chociaż ! Gdy stanął w samych gaciach zakryła twarz dłońmi a z jej uszu buchnęła z gwizdem para.
Gdy po pierwszych sekundach przerażenia, ogarnęła o co tak naprawdę mu chodzi, nie wiedziała czy się cieszy czy nie.
- Pływać? Tutaj? - spojrzała na niego szeroko otwartymi oczyma.
Czy w Zigguracie to było..legalne?
- Na Boga...- wymamrotała, patrząc na to co wyprawia doktor...
A w  sumie...chyba jej za to nie aresztują?
Nie minęło kilka chwil, gdy wychyliła głowę z krzaków. Nie mogła przecież pływać w ubraniach. Ani w bieliźnie. Rozejrzała się czy jest czysto, czy Hayden na pewno nie patrzy i wleciała do wody, póki nikt nie widział. Zatrzymała się, dopóki nie była w wodzie po sam nos. Przez długie włosy, teraz ciągnące się za nią, przywodziła na myśl topielice.
- Z-Z-zimna... - wydusiła szczękając zębami.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 324
avatar
Hayden Maclean
Matylda miała tyle lat co Reebentoff? O przenajświętsze maszyny...
Jeziorko było niewielkie, ale na tyle głębokie, że dało się pływać. Hayden kilkoma ruchami dopłynął do fontanny, która była na środki i złapał dlonmi jej krawędzi, czekając na Matyldę. Jemu nie było zimno. Przy takiej temperaturze, jak ta Zigguracka woda zdążyła sie nagrzać i teraz przy chłodnym wieczorze powoli oddawała ciepło, co wprowadzało całkiem klimatyczną atmosferę. Gdy dziewczyna dopłynęła, wyszczerzył do niej zeby w uśmiechu.
- Nie jest tak źle, prawda?
Zadarł glowe do gory i zapatrzył się w niebo. Na bezchmurnym sklepieniu malowało się miliony gwiazd. Zastanawiał się czy taki sam widok mają teraz w Kaan-anie.
- Wiesz, ja też myślałem, że nie mam nic do stracenia. - powiedział w koncu nieco poważniejszym tonem. - A potem wszystko straciłem. - zerknął na dziewczynę, znowu sie zaśmiał. Trudno było mu ukryć jego pogodę ducha. - Ale nie ma tego złego... Przynajmniej zrobiłem tym samym miejsce na nowe wspaniałe rzeczy.
Czy chciał ja pocieszyć? Pewnie tak. Jakos. Na swoj sposob. Na tyle, na ile moze pocieszać prawie obca osoba.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 265
avatar
Matylda Hornybottom
Matylda szczękając zębami albo ze strachu, albo z zimna, dopłynęła również do krawędzi. Odwróciła się tak, by nie widział za wiele.
- N-nieeee... - wymamrotała podejrzanie czerwona na twarzy. Nie podpływała za blisko, by nawet przez moment jej nie kusiło. Gdyby przed tą wyprawą pomyślała, że będą tak...blisko!
Spojrzała również w górę. Ziggurackie niebo wydawało jej się jakby...uboższe. Nie miała pojęcia dlaczego. Może przez te światła miasta, które tłumiły blask gwiazd?
- Ja... - zawahała się przez moment - Ja nigdy tak naprawdę nie myślałam czego chce. Zawsze...myślałam tylko o innych. - zacisnęła mocniej palce na swoich ramionach.
Odwróciła się do niego z powrotem, cała czerwona. Trudno. Powie to. Powie ! I usłyszy odmowę i wróci potulnie do Kaan-anu.
- Wsiadłam do samolotu... -  otuliła się szczelnie ramionami i mokrymi włosami, ale i tak co nieco się pod tym rysowało. I o dziwo nie było na co narzekać. Workowate ubrania skutecznie maskowały jej kobiecość. -...bo Pan to zrobił. - twarz miała już czerwoną jak buraczki rosnące na plantacji. -...a ja nie chciałam zostawać w mieście, w którym Pana by nie było...i do którego mógłby Pan już nie wrócić. - bąknęła patrząc gdzieś w okolice jego mostka.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 324
avatar
Hayden Maclean
Kąciki ust zastygały w uśmiechu, ktory stał się tylko parodią po tym, jak Matylda wypowiedziała ostatnie zdanie. Hayden powstrzymał się, by z jego gardła nie wydobyło się głupie "och". Wiedział, że dziewczyna w jakiś sposob jes w nim zauroczona, ale nie wiedział, że na tyle, by zrobić cos tak niewyobrażalnie głupiego, jak zaryzykowałem swojego całego życia wsiadając do samolotu. I ta niewiedza doprowadziła do tego, że teraz znalazł się w bardzo niekomfortowej sytuacji bycia niemal nago z całkowicie naga dziewczyna, która była w nim zakochana.
- Nie do konca to miałem na mysli, mówiąc o szalonych rzeczach... - powiedział w koncu wolno. Bardzo źle czuł sie z tym, że zaproponował jej te kąpiel w jeziorku.
- Ja... - w sumie to urwał. Decydując się na inne słowo. - Przepraszam, to wszystko moja wina.
Przepraszał ją za to, ze wsiadła so samolotu, za to, ze on niczego nie zauważał i jej nie powstrzymał, za to, w jakiej teraz sa sytuacji. Odbił sie dlonmi od fontanny, by zacząć płynąc w strone brzugu.
- Odprowadzę cię do domu. - zdążył jeszcze powiedziec do Matyldy.
Potem wygramolił sie na brzeg. Moze nawet dupa mu zaświeciła przez mokry materiał. Schował sie w krzakach, by się ponownie ubrać, uprzednio ściągając mokra bieliznę. Gdy wychodził z krzaków, zawiązywał krawat, juz całkowicie ubrany.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 265
avatar
Matylda Hornybottom
Miała ochotę się utopić w tej durnej fontannie. Była jednocześnie przerażona, smutna, zażenowana, zła i w sumie chciała go zabić. Albo żeby ją wziął w tych krzakach.
Stała naga, mokra i upokorzona. Zaczęła dygotać nie wiadomo czy z zimna, czy z wściekłości.
- Nie trzeba -odpowiedziała cicho i skryła się w krzakach. Ubierała się w pośpiechu,, zarzucając mokre włosy za plecy.
Co za wstyd. Co za upokorzenie !
Zacisnęła wargi, powieki i wystrzeliła w kierunku mieszkania.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 324
avatar
Hayden Maclean
I co? Myślała, że ucieknie? Hayden bez zastanowienia puścił się biegiem za dziewczyna. Na pewno wolniej biegła taszcząc pudło ze skrzypcach. Gdy ją dogonić, złapał ją za rękę. Zmusił do wyhamowania.
- Co ty wyprawiasz? - zapytał, choć pytanie to było zupełnie bez sensu.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 265
avatar
Matylda Hornybottom
Nie patrzyła na niego, by ukryć załzawione oczy i twarz czerwoną ze wstydu. Co za upokorzenie ! Nigdy juz mu się nie pokaże na oczy.
-Niech mnie doktor puści. Chcę wrócić do domu. Sama - powiedziała bezbarwnie.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 324
avatar
Hayden Maclean
O słoneczny bożku, o ciała niebieskie na sklepieniu! Ależ się w sytuacje wpakował. W dodatku wszystko było niekomfortowe. Czego się spodziewała? Ze powie "ja tez" i rzuci się na nią w płomieniach żądzy?
- Przykro mi, że nie sprostałem twoim romantycznym wyobrażeniom tego wieczoru. - powiedział po prostu, łapiąc ją za ramiona. - To było... Po prostu nagle. Czego się spodziewałaś?
Brzmiało okrutnie. Chyba trochę. Ale albo przez to teraz przebrną, albo Matylda będzie unikać Haydena przez następne sto lat.
- A do domu wrocisz ze mną. Proszę, bez dyskusji.
Nie puszczał jej ramion. Z uwaga zerkał tez na futerał. Matylda była pełna nieskoordynowanych spontanicznych decyzji. Nie chciał dostac skrzypcami w łeb.p, w razie czego zamierzał się odpowiednio szybko odsunąć.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 265
avatar
Matylda Hornybottom
Patrzyła na swoje stopy. No właśnie. Czego się spodziewała? Aż zaśmiała się cicho, do tych absurdalnych myśli. Hayden, spierdalaj póki możesz.
- No właśnie nie wiem...- heheh, nieco upiorny śmieszek - No bo jak mogłam się łudzić, że zainteresuje się Pan, kimś takim jak ja. - z mokrymi włosami, wygląda jeszcze mniej reprezentatywnie niż zwykle.
I doskonale sobie z tego zdawała sprawę
- Przecież wiem jak wyglądam. I co inni o mnie mówią - heheh. Hayden, naprawdę radzimy spierdalać - Jestem taka głupia...Nie mam przecież nic, co mogłoby Pana zainteresować.
I tak oto została w obcym mieście, sama, z gruzowiskiem własnych marzeń. Jedynych jakie miała. Po jej bladych policzkach popłynęły łzy. I bardzo dobrze, że Hayden pilnował futerału, bo naprawdę niechcący bym nim oberwał, gdy mu się gwałtownie wyrwała, bez żadnego ostrzeżenia.
Pobiegła ile sił miała w nogach, byleby tylko znaleźć się jak najdalej od niego

-> ?

Powrót do góry Go down
Liczba postów : 324
avatar
Hayden Maclean
No i uciekła. Hayden nie zdążył nic jej odpowiedzieć, bo jej argumenty były tak dziecinne, ze aż otworzył usta niczym ryba. Dobrze, że przy tym nie zaczął wypuszczać bąbelków i wybałuszać oczu. Patrzył za uciekającą dziewczyną, nie wiedząc czy bardziej jest zirytowany czy zmartwiony. Kiedy już doszedł mniej wiecej do siebie po szoku, jaki wywołała ta mała rola w kiepskiej telenoweli, włożył ręce do kieszeni i szybkim krokiem skierował się w stronę drugiej strefy. W stronę mieszkanka Matyldy. Nie mogl tego tak zostawić. Ale w tym momencie, chciałby byc takim człowiekiem, ze by mogl. No ale nie mogl. Cholera jasna. Żałował, że nie wziął ze sobą Siriego.

ZT --> mieszkanie Matyldy
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 234
avatar
Ellie Hammerslay
<--- Ratusz

Victor wyraźnie stał się małomówny po uwadzę, jaką Ellie wysosowała przed ratuszem. I to wystosowała całkiem bezpośrednio. Najwyraźniej mlłody doktor jeszcze nie dostał takiego kuksańca. Nie dziwiła się temu. Samej trudno było to przepuścić przez usta, ale musiała to powiedzieć, bo czuła, że za bardzo tonie w tym uroczym usposobieniu Victora. Teraz, podczas drogi do parku, zerknela na niego dyskretnie z rozbawieniem. Zaatakowałam twoje ego? Jednak pełna dystansu relacja mogła być męcząca, a nie tego potrzebowałam Ellie. Gdy weszli na parkowe uliczki, delikatnie i dyskretnie włożyła swoją dłoń pod ramię Victora.
- Uraziłam cię, Victorze? - podniosła na niego niewinnie wzrok. Ale kryły się w nich ogniki namiętności. Hej, sam wiesz, jak się zachowałeś milcząc tak długo! Należało ci się! - pomyślała z rozbawieniem.
Jakkolwiek by nie było obecnosc Victora oddalała czarne myśli od Ellie. Wolała się z nim troszkę poprzepychać słownie, niż wracać do myśli o ojcu. Zbyt długo ją to męczyło.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 953
avatar
dr Victor Howard
Victor zastanawiał się jak najlepiej ugryźć to ciastko. Bo nie zamierzał milczeć cały czas. Nie po to się spotkali, by w armosferze obrazy przemilczeć cały wspólnie spędzony czas. Przemyślawszy sprawę młody lekarz zdecydował jednak, by nie poruszać tematu dopóki nie znajdą się w parku. Droga nie była długa, a ruchliwa ulica wydała mu się po prostu nieodpowienim miejscem na tego typu tematy.
Nie zdziwiło go, że to Ellie zagadnęła go pierwsza. Choć nie spodziewał się, że dziewczyna weźmie go pod ramię. Nie żeby mu to przeszkadzało.
- Po części tak - odparł, zerkając w te jej niewinne oczęta.
Dał sobie jeszcze krótką chwilę, by ciszy zebrać myśli, jakby nie robił tego całą drogę tutaj i w końcu wypalił:
- Dlaczego sądzisz, że z tobą pogrywam?
Powrót do góry Go down
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Park Miejski
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 23Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4 ... 13 ... 23  Next
 Similar topics
-
» Park

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: STARE RPOZGRYWKI I WSZYSTKO :: Miasto :: Centrum-