IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Park Miejski

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 12 ... 20, 21, 22, 23  Next
Liczba postów : 2043
avatar
Naina Webb
First topic message reminder :


Park jest jedynym w pełni zielonym i pełnym roślinności miejscem w mieście. Kamienne alejki otacza równo przystrzyżona trawa, kwieciste krzewy, agawy czy juki. W samym jego sercu znajduje się niewielkie jeziorko, w którym zamontowano fontannę.

Masz szansę znaleźć tutaj rosnące sobie beztrosko kwiaty.


  • lilia pustynna- percepcja + 2K6 > 20
  • fiołek pustynny - percepcja + 2K6 > 25


________________

Rozczulona panna Webb patrzyla na suczkę z uśmiechem i dawała się lizać po rękach, chociaż nie było to zbyt higieniczne.
Pokiwala tylko glową. Rebeentoff. No tak, zapomniała o tej różnicy na chwilę.
- Nie wiem, Josh. To twoj pies - wycofywanie się etap pierwszy.
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Liczba postów : 560
avatar
Megan Mclean
/ Początek

Pani Mclean nie zmieniła swoich przyzwyczajeń po ślubie i nadal jak tylko miała okazję to przesiadywała w parku. Obecnie jej brzuszek już zaczynał być widoczny pod ubraniami i już niedługo nie będzie mogła ukryć swojego stanu.
Pożycie małżeńskie z Haydenem układało się jej całkiem dobrze. Wynikało to zapewne z tego, że obydwoje się starali by wszystko dobrze funkcjonowało, choć odniosła wrażenie, że męża nie ucieszyła tak mocno jak jej, informacja o samolocie.

Powrót do góry Go down
Liczba postów : 3941
avatar
dr Joshua Grant
/początek

- Naprawdę uwielbiasz przebywać w zieleni - usłyszała znajomy głos i po chwili jej przyjaciel już siedział obok niej. Jak zwykle odziany w stylową marynarkę i eleganckie spodnie, co mogło oznaczać, że właśnie wraca z dyżuru, a blada, zmęczona twarz i worki pod oczyma mogły podpowiedzieć, że był to nocny dyżur.
- Musi ci jej naprawdę brakować. -zauważył.
Do tego uprzejmy, przyklejony do twarzy uśmiech, maskujący ostatnie troski i był Grancik w komplecie.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 560
avatar
Megan Mclean
Podniosła wzrok w górę i uśmiechnęła się na widok Josha, który pojawił się tuż nad nią. Przysunęła dłoń do czoła by osłonić oczy bo słońce ją dosyć mocno oślepiło, na szczęście po chwili mężczyzna przesunął się co sprawiło, że mogła na niego spojrzeć.
- Tak, tego mi najbardziej brakuje z domu.- uśmiechnęła się do Josha ale zaraz zmarszczyła brwi bo wyglądał jakby coś mocno go dręczyło.
Odwróciła się nieco w jego stronę by jeszcze raz uważnie spojrzeć w jego twarz. Uśmiechał się do niej ale znali się już na tyle, że potrafiła odróżnić jego prawdziwy uśmiech od tego przyklejonego do twarzy na pokaz.
- Podobno samolot już jest na ukończeniu, więc mamy szansę powrotu.- poinformowała go o czymś o czym zapewne sam już wiedział, a później przestała się bawić w konwenanse i jak to ona wywaliła prosto z mostu.
- Joshua co się dzieje?- ciemne spojrzenie jej oczu lustrowało go badawczo.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 3941
avatar
dr Joshua Grant
Kolejna wiadomość, która była w tej chwili jak kopanie leżącego.  Czytał o postępach w budowie samolotu. I wcale go to nie cieszyło, bo oznaczało, że straci w swoim życie kogoś bardzo ważnego, kogoś...kto tak naprawdę go uratował przed autodestrukcją.
- Słyszałem. To zapewne wspaniała wiadomość dla was. - w sensie dla niej i Haydena, bo on tam jakoś nie podzielał entuzjazmu, odkąd mu powiedziała, że wróci do ojczyzny. Bo to oznaczało, że nie zobaczy jej...już nigdy więcej.
- Jestem zmęczony, Meg. Ostatnio mało śpię - no tu akurat nie skłamał, bo istotnie tak było. Myśli o Milleru i Audrey spędzały mu sen z powiek.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 560
avatar
Megan Mclean
Meg miała ochotę oprzeć głowę na jego ramieniu i tak siedzieć. Z oczywistych względów tego nie zrobiła. Była żoną Haydena i starała się o tym pamiętać choć w towarzystwie Josha było o tym łatwo zapomnieć.
- Prawdę mówiąc dla Haydena chyba nie.- przygryzła lekko wargę w zamyśleniu. Mąż nic nie mówił, kiedy wspominała o powrocie ale odnosiła wrażenie, że wolałby zostać, choć tego nie mówił.- Być może zdecydujemy się zostać.- lekko się uśmiechnęła jakby na pocieszenie.
- Dlaczego mało śpisz? Co cię martwi?- nie bawiła się w subtelności. Jak zwykle podążała najprostszą drogą do celu.- Wiesz, że powinieneś o siebie dbać. Nie chcesz chyba kolejnego zawału?!- nie musiała dodawać, że ten byłby śmiertelny dla niego.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 3941
avatar
dr Joshua Grant
Jeżeli Hayden zatrzymałby tu Meg, to chyba by go ozłocił, choć w życiu tego na głos nie przyzna. Odpowiedział na jej uśmiech, choć nieco wrażenie, że dostał lekkiego szczękościsku.
- Koszmary - odwrócił wzrok, patrząc przed siebie.
Znów nie kłamał. Istotnie, choć Wiktoria już dawno odeszła, A Beowulf być może gryzł już piach, on wciąż w snach widział dawną ukochaną, słyszał jej blagalne krzyki i szaleńczy śmiech tego psychopaty, przez który budził się, prawie że z krzykiem.
-Być może... trafiłem na ślad Audrey. To nie jest nic pewnego, być może to kolejna próba oszustwa... Ale jeżeli jest choć cień szansy, że to ona... - zacisnął palce na kolanie mocno.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 560
avatar
Megan Mclean
To zdecydowanie nie był usmiech do, którego ostatnio przyzwyczaił ją Joshua. Przypominał raczej ten z początku ich znajomości, a który nijak miał się do sytuacji sprzed jeszcze kilku dni. Miała wrażenie, że entuzjazm przyjaciela nagle gdzieś uleciał.
Zmarszczyła brwi słysząc o koszmarach, zastanawiając się co mogło je u niego tak nagle wywołać. Z tego co widziała był szczęśliwy a dziecko w drodze sprawiało, że poważny protetyk, szanowana persona z pierwszej strefy, prawie podskakiwał z radości jak mała piłeczka.
- Trafiłeś na jej ślad?!- Meg aż się wyprostowała po tej informacji i już wiedziała skąd cały nastrój Josha.- Opowiadaj.- zażądała i jednocześnie chwyciła jego, kurczowo zaciskającą się dłoń w swoje ręce by dodać mu otuchy i wsparcia.
- Na Ra, Josh, jak ci się coś udało dowiedzieć po takim czasie?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 3941
avatar
dr Joshua Grant
Nie wiedział czy ciepła dłoń Kaan-anki na jego zimnym łapsku mu dodała otuchy, czy tylko odjęła jeszcze pewności siebie.
- Tak. Jak byłem w slumsach u pacjentów. Pewien człowiek mnie śledził i powiedział, że wie gdzie jest Audrey. I, że jutro mi udowodni, że nie kłamie.
Nie chciał jej denerwować, wiedząc że ta jest w ciąży! Przecież nie powie "heeeej, seryjny morderca, który zadźgał żonę mojego przyjaciela, kazał mi przyjść samemu do slumsów, bo być może ma moją córkę a inaczej to sprzeda ją Blackowi, w najlepszym wypadku!"
-Muszę iść się z nim spotkać, Meg. Pierwszy raz, od bardzo dawna nie kręcę się w kółko.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 560
avatar
Megan Mclean
Megan sama nie wiedziała co ma o tym myśleć. Już samo to, że ktoś postronny wiedział, iż Josh pomaga w slamsach mogła stanowić dla niego gigantyczne niebezpieczeństwo a spotykanie się z jakimś nieznajomym, w ciemnym zaułku to było samobójstwo.
Z ust Megan wydobyło się ciężkie westchnienie. Co mu miała powiedzieć " Nie idź!", zabronić szukania własnej córki. Wiedziała ile ona dla Josha znaczyła. Zresztą teraz, kiedy sama miała zostać matką rozumiała to coraz lepiej.
- Jesteś pewien, że mówił prawdę? Jaki ma dowód na to, że Audrey żyje? Nie pomyślałeś, że to spotkanie może mieć na celu to byś w najlepszym wypadku kręcił się jeszcze bardziej w kółko a w najgorszym....- o tej ewentualności nie chciała nawet mówić.
- Co na to twoja żona?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 3941
avatar
dr Joshua Grant
Pokiwał przecząco głową.
- Nie mam żadnego dowodu. Rzecz jasna zażądałem go od niego, powiedział, że mi udowodni, że mówi prawdę. I, że jak nie jestem zainteresowany swoją córką, to dzieci są chodliwym towarem - aż się wzdrygnął, mając wrażenie, że mu krew odpłynęła z całej twarzy. Aż go zemdliło.
- Isa? Coś ty, nic jej nie mówiłem. Przykuła by mnie kajdankami do kaloryfera na miesiąc, jakby uznała to za konieczne. Ona... - zamilkł na chwilę, zapewne dobierając słowa - ...cóż, wiedziała jak ważna była dla mnie Wiktoria i wiedziała od początku, że Audrey jest moją córką. Myślę, że jest w pewien sposób o to zazdrosna. I zapewne nie chciałaby małej pod swoim dachem.
Czyli dr Grant zamierzał postawić swą żonę przed faktem dokonanym. Tylko czy ktokolwiek mu się dziwił? Czy nie zrobiłby tego samego dla swojego dziecka?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 560
avatar
Megan Mclean
Nie zastanawiając się przytuliła Josha pocieszycielko. Widziała jak zbladł, jaki jest zdenerwowany i mogła się tylko domyślać jakie emocje nim szarpią. Tylko w taki sposób mogła mu dodać otuchy i pokazać, że nie jest sam z tym wszystkim.
Nie powiedziała na głos tego co pomyślała o żonie Granta. Meg była samolubną egoistką ale pani Grant biła ją w tym na głowę.
- Rozumiem.- Mclean kiwnęła głową, bo nie trzeba było w tym temacie niczego dodawać.
- Mam nadzieję, że nie wybierasz się sam?- dopytała bo to, że Grant pójdzie było dla niej oczywiste. Sama by tak samo postąpiła więc mu nie będzie moralizować.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 3941
avatar
dr Joshua Grant
Ten stres go kiedyś wykończy. Już prawie raz wykończył. Aż za dobrze pamiętał, co było po wyprawie ratunkowej, jak dostał rękę Wiktorii.
- "Pamiętaj doktorze Grant. Sam, o tej samej porze za dwa dni. Drugiej szansy na odzyskanie córeczki ode mnie nie dostaniesz" Tak dokładnie powiedział.
Jak tak teraz myślał, to miał zamiar postąpić bardzo, bardzo głupio. A jakby Meg jeszcze wiedziała, że to Miller...to chyba by przybiła piąteczkę z Isą, kneblując go, gdy ta druga by go przykuwała do kaloryfera.
Wziął głęboki oddech.
- Nie mam wyboru. Mam jedną, jedyną szansę i nie mam zamiaru jej spartaczyć. Nico będzie miał w tym czasie oko na Isę.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 560
avatar
Megan Mclean
Proszę Granta, gdyby Meg wiedziała, że to Miller to w te pędy pognałby podkablować jego żonie co zamierza zrobić. Pani Mclean nie miała jednak tej świadomości więc poczynania przyjaciela były bezpieczne i pozbawienie przytomności przez rozbicie głowy mu nie groziło.
- To było oczywiste, że każe ci przyjść samemu, ale jednak dobrze by było alby ktoś z tobą poszedł. Na Ra, gdyby nie mój stan to sama bym tam z tobą poszła.- zagroziła, choć po takim numerze Hayden chyba by ją zamknął w mieszkaniu i nie wypuszczał.
- Rozumiem.- stwierdziła w końcu i długo spoglądała Joshowi w oczy.- Obiecaj mi jednak, że będziesz na siebie uważał i że nie dasz się ponieść emocjom tylko będziesz myślał rozsądnie. I jak wrócisz to masz mi dać znać. Bez względu na porę.- musi jej to obiecać. Koniec i kropka.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 3941
avatar
dr Joshua Grant
Pokiwał znów przecząco głową.
- Jak odkryje, że nie jestem sam, może coś zrobić małej. Nie mogę ryzykować.
Był pewien, że gdyby nie ciąża, to by za nim poleciała. W tym przypadku cieszył się, że jej stan na to nie pozwalał.
- Będę uważał. No i chyba nie myślisz, że pójdę tam nieuzbrojony - uśmiechnął się blado. - Jak wrócę, zrobisz tą słynną zupę cebulową? Tyle o niej słyszałem, a nigdy jej nie spróbowałem.
Nie powinien zbyt długo patrzeć jej w oczy, bo mógł potem tego żałować. Ze znanych mu powodów.
Zacisnął na moment jej dłoń w swojej, aż w końcu ją puścił i wstał. Uprzejmy, przyklejony uśmiech, znów wrócił na jego twarz. W końcu umiał maskować prawdziwe emocje. Nawet jeżeli nadal był blady a kolana mu drżały.
- Pójdę już, Meg. Wybacz, że nie porozmawiamy dłużej...ale muszę jeszcze coś załatwić.

Powrót do góry Go down
Liczba postów : 560
avatar
Megan Mclean
Z jednej strony zgadzała się z Joshem ale z drugiej martwiła się o niego straszliwie. Prawdę mówiąc była pewna, że nie będzie mogła spać po nocach do póki ta sprawa jakoś się nie rozwiąże. Ściskało ją w klatce piersiowej na myśl, że Joshowi mogłoby się coś stać.
- Rozumiem.- w jej głosie brzmiała rezygnacja ale gdzieś w umyśle nadal czaiła się myśl by jednak pójść za nim do tej trzeciej strefy.
- Oczywiście, że ci ją zrobię. Cały wielki, ogromny gar i pójdziemy na pączki z pomidorami.- uśmiechnęła się ale miała cholerne wrażenie, że widzi się z Joshem ostatni raz. Było to efektem tego, że bała się o niego.
Podniosła się zaraz za nim. Jeszcze mogła to zrobić w miarę zgrabnie bez niczyjej pomocy.
- Josh...- cholera chciała mu tyle powiedzieć ale nie wiedziała od czego zacząć.- mam nadzieję, że ją odzyskasz.- więc w końcu tylko tyle powiedziała.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 3941
avatar
dr Joshua Grant
Ciekawe co Hayden na te ich plany z zupą cebulową. Bo odnosił wrażenie, że wszystko co robił z Meg, było w mniemaniu doktora Macleana złe.
Popatrzył w oczy Meg. Od pierwszego ich spotkania hipnotyzujące, przeszywające na wskroś, jakby umiały czytać  myśli.
- Zrobię wszystko co w mojej mocy - uśmiechnął się do przyjaciółki
Nauczył się, że nie ma co obiecywać na wyrost. Tak naprawdę Miller mógł nie mieć Audrey, było na to duże prawdopodobieństwo. Chwycił jej dłoń.
- Meg, obiecaj mi, że nie będziesz się zamartwiać i nie zrobisz nic głupiego. Ja-...
- Meg ? - usłyszał głos za swoimi plecami
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 265
avatar
Matylda Hornybottom
- Meg ?
Matylda chwilę obserwowała tą uroczą scenkę i w końcu postanowiła ją przerwać. Bo tak. Bo co za dużo to niezdrowo. Bo za dobrze tu było niektórym.
Wysoce poirytowana diagnozą lekarską, uśmiechnęła się ponuro do protetyka, który pożegnał się z panią Maclean delikatnym uśmiechem, skłonił się pannie Hornybottom i odszedł w kierunku centrum.
-Mężczyźni są tacy żałośni...irytują mnie. Obiecują złote góry, nęcą, kołują w głowie a potem udają, że przecież nic się nie stało - westchnęła i oczywiście, że myślała o Haydenie. I o tym doktorzynie też. Po cholerę się spotykał z Meg, skoro miał żonę?
- Witaj Megan. Możemy pomówić?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 560
avatar
Megan Mclean
Przez chwilę stali wpatrując się w swoje oczy. To spojrzenie potrafiło powiedzieć więcej niż wszystkie słowa, które padłyby z ich ust. Milczące porozumienie. Obydwoje je rozumieli.
Odwzajemniła usmiech Granta, ale nie było dane jej złożyć obietnicy bo tuż obok nich rozległ się znajomy głos. Mogła dostrzec za plecami przyjaciela Matyldę, skinęła mu więc tylko głową, pewna że ją zrozumie.
Pożegnała się z przyjacielem i z lekkim uśmiechem zwróciła w stronę Matyldy.
-Witaj Matyldo. Co słychać?- zwróciła się do koleżanki rozbawiona jej zwyczajowym przeklinaniem na męski ród.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 265
avatar
Matylda Hornybottom
Matylda westchnęła i klapnęła na ławkę. Widać było, że nie najlepiej się czuje.
- Na Raa, Megan...jestem wciąż skołowana i nie wiem co robić i Bóg mnie za to na pewno ukarze. Byłam u lekarza, bo ostatnio bardzo źle się czułam. - spojrzała na kaan-ankę - Jestem w ciąży. Z Zigguraczykiem. - rzekła tonem, jakby fakt, że nie urodzi 100% kaan-ańczyka było jakąś hańbą.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 560
avatar
Megan Mclean
- W ciąży?- W pierwszej chwili Meg pomyślała, że to jej mąż znowu coś zmalował i jest winnym odmiennego stanu Matyldy z niejaką więc ulga przyjęła informację, iż sprawcą jest tubylec.
- Powiedziałaś mu?- zapytała ostrożnie i spojrzała na koleżankę po której nic nie było widać. Za kilka miesięcy pewnie to się zmieni, chociaż Megan pomyślała o innej możliwości, ale Matylda przecież by tego nie zrobiła.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 265
avatar
Matylda Hornybottom
Pokiwała przecząco głową. Nawet nie chciała myśleć o reakcji Nathana. I chyba nie chciała jej widzieć. Nie chciała się rozczarować jeszcze bardziej.
- Nie... I chyba nie chce. Bo wiesz... My... Nie jesteśmy razem, on ma swoją kobietę a ja... No zdarzyło się, tak czasem bywa. - bąknęła bledziutka na twarzy. - Najwyżej wychowam to dziecko sama. W Kaan-anie.
Tu zamarla na moment, patrząc na dłonie Meg.
- Pobraliście się? Z Haydenem?!
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 560
avatar
Megan Mclean
Meg zrobiła wielkie oczy bo nie spodziewała się czegoś takiego po Matyldzie.
- No to masz niewesoło.- stwierdziła Meg lekko kręcąc głową. Morałów jej nie prawiła bo to by był chyba szczyt hipokryzji.- Jednak i tak musisz go poinformować. Powinien wiedzieć.- stwierdziła.
I później sama zamarła, spoglądając ma Matyldę. Na Ra powiedzieć prawdę, skłamać?!
- Tak, jakiś czas temu.- podsunęła koleżance pod sam nos pierścionek zaręczynowy.- Piękny prawda? Hayden ma doskonały gust.- uśmiechnęła a potem pochyliła do Matyldy i konspiracyjnym szeptem dodała.- Spodziewamy się pierwszego maleństwa.- armagedon za 3,2,1...
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 265
avatar
Matylda Hornybottom
Armagedon.
Nie dość, że ten podły oszust, zabrał jej pierwszy pocałunek i porzucił, to jeszcze okazało się, że jedna jedyna kaan-anka, której w pewien sposób ufała, została żoną tego szczura. I do tego nie zaprosiła jej na ceremonię, a kaan-anie tak wielką wagę przykladali do tej uroczystości! To było wręcz niewybaczalne!
- Och. - zapadła na moment przykra cisza. - To... Cudownie. - znów pauza - Z pewnością to było dla was spore przeżycie. Szkoda, że dowiaduje się o tym ostatnia.
I po prostu wstała. Kaan-anska duma, takie tam. Żałowała, że powiedziała Megan o ciąży, skoro ta ją olała na całej linii.
- W takim razie życzę wam szczęścia, niech Raa ma was w opiece i wasze maleństwo .
I poszła przed siebie. Wściekła na cały świat, kolejny raz odrzucona, że łzami upokorzenia w oczach.
Zawsze pozostawiona sobie, miała najpewniej taka pozostać do końca życia.

->?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 953
avatar
dr Victor Howard
/start

To był jeden z tych dni, kiedy Victor cieszył się, że nie musiał pracować w przychodni. Na sali operacyjnej musiał w pełni koncentrować się na pracy. Nie było więc czasu zastanawiać się i wracać myślami do wspomnień, które bolały za każdym razem gdy tylko się pojawiały. Tak, w pracy zdecydownanie łatwiej było mu je w sercu zdusić niż teraz. Teraz, gdy nogi same przywiodły go w to miejsce. Miejsce gdzie niegdyś odrzucił Michelle. Powiedział jej wtedy, że się jej brzydzi. Jakimż był idotą. Może gdyby nie był tak zadufanym w sobie kretynem jej losy potoczyłyby się inaczej? Wiedział, że nie może brać odpowiedzialności za jej śmierć. Bolało go jednak, że w ciągu ich krótkiej znajomości zadał jej tyle cierpienia.
Tęsknił za nią. Cholernie tęsknił. I nie wiedział dlaczego mimo upływu czasu to nie mija. Czuł się okropnie. Może powinien z kimś o tym porozmawiać? Wyśmiał się zaraz w myślach za ten pomysł. Wstał gwałtownie i udał się w kierunku wyjścia z parku.

[zt]
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1320
avatar
Fabian Sinclair
/początek

Hopsa hopsa hopsa! Nie ma to jak porządny jogging z rana! Człowiek od razu na więcej energii, jak trochę się rozrusza. A dzień miał być intensywny! Praca, korki, próba zespołu a obiecał Nejcikowi, że z nim poćwiczy. No i Fanny fajnie byłoby odwiedzić, z chęcią ją dopyta o te ciążowe histerie.
Oddychając głęboko, nieco przyspieszył by podkręcić tempo.
Powrót do góry Go down
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Park Miejski
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 21 z 23Idź do strony : Previous  1 ... 12 ... 20, 21, 22, 23  Next
 Similar topics
-
» Park

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: STARE RPOZGRYWKI I WSZYSTKO :: Miasto :: Centrum-