IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Park Miejski

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5 ... 13 ... 23  Next
Liczba postów : 2043
avatar
Naina Webb
First topic message reminder :


Park jest jedynym w pełni zielonym i pełnym roślinności miejscem w mieście. Kamienne alejki otacza równo przystrzyżona trawa, kwieciste krzewy, agawy czy juki. W samym jego sercu znajduje się niewielkie jeziorko, w którym zamontowano fontannę.

Masz szansę znaleźć tutaj rosnące sobie beztrosko kwiaty.


  • lilia pustynna- percepcja + 2K6 > 20
  • fiołek pustynny - percepcja + 2K6 > 25


________________

Rozczulona panna Webb patrzyla na suczkę z uśmiechem i dawała się lizać po rękach, chociaż nie było to zbyt higieniczne.
Pokiwala tylko glową. Rebeentoff. No tak, zapomniała o tej różnicy na chwilę.
- Nie wiem, Josh. To twoj pies - wycofywanie się etap pierwszy.
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Liczba postów : 234
avatar
Ellie Hammerslay
Zaśmiała się. Krótko, bo dziewczęcemu, jakby rozbawienie przez parę sekund wzięło górę nad mrówkami, które ostatnio ją otaczały. Nieświadomie zacisnęła nieco rękę na ramieniu mężczyzny.
- Nie powiedziałam, że pogrywasz ze mną. - uśmiechnęła się. - Zapytałam czy pogrywasz ze wszystkimi. To bardzo duża różnica. - popatrzyła na niebo, potem znowu przed siebie. - Chciałam wiedzieć, jaki masz stosunek do innych, a nie do mnie. - znowu popatrzyła na Victora. - To się nazywa strukturalizm kognitywny. Zdobywanie wiedzy od ogółu do szczegółu i odwrotnie.
Była wyraźnie rozbawiona. Moźe podobało jej się to, że tym razem to ona wprawiła Victora w zakłopotanie, a nie odwrotnie. Zawsze szarmancki, dżentelmen w każdym calu. Dżentelmen, ktory ciągle sprawdzał jak daleko może się posunąć.
- Przepraszam, Victorze. - powiedziała w końcu. - Nie chciałam cię urazić. Ale przyznaj... Jest w tym jakaś cząstka prawdy. Inaczej nie byłbyś tak pewny siebie.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 953
avatar
dr Victor Howard
Uniósł brwi na jej słowa i tak jak poprzednio na razie się nie odzywał, pozwalając jej dojść do momentu przeprosin.
- Oczywiście, że jest w tym cząstka prawdy - odparł, zerkając na Ellie. On też wydawał się tą sytuacją odrobinę rozbawiony.
- Nadal jednak będę upierał się, że uważasz, że pogrywam i z tobą. Nie znamy się długo, a ty nie miałaś okazji poznać mnie w otoczeniu innych znajomych, co znaczy, że musiałem dać ci powody, by sądzić, że pogrywam z kobietami. Powiesz mi czym się tak hm... zdradziłem?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 234
avatar
Ellie Hammerslay
Wzruszyła ramionami.
- Jesteś pewny siebie, sprawdzasz na ile możesz sobie pozwolić i robisz to bez skrępowania, jakbyś nie musiał bać się konsekwencji. Po prostu pomyślałam, że to wynika z doświadczenia.
Szli wolno, buciki Ellie stukały lekko po alejce. Znowu popatrzyła w czyste niebo. To było normalne, przy tak nikłej ilości wody na tym obszarze trudno oczekiwać chmur, a jednak lubiła ten błękit uspokajał. Gdzieś ponad drzewami przebił się ptak. Wyglądał na prawdziwego, żywego. Wiec dziewczyna uśmiechnęła sie melancholijnie. Podobno istniały światy, gdzie to żywe stworzenia były liczniejsze od tych mechanicznych.
- Czemu zdecydowałeś się znowu ze mną spotkac? - spytała nagle.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 953
avatar
dr Victor Howard
Parsknął cicho pod nosem na jej słowa, jakby rozbawiony. Choć w pozytywnym sensie.
- Błyskotliwa z ciebie osóbka, to trzeba ci przyznać - uznał, kiwając do siebie głową. - Przypominasz mi trochę moją dobrą przyjaciółkę...
Na myśli Victor miał oczywiście Emmę. Pomijając fakt, że byli przyjaciółmi od dziecka i żadne z nich nie zaryzykowałoby tej przyjaźni dla związku, Emma była zbyt inteligentna, by chociaż rozważyć osobę Victora w katergorii kandydata na przyszłego męża. Zbyt dobrze go znała.
- O to samo mógłbym zapytać ciebie - odparł. - Dotarło do mnie, że jestem ci winny przeprosiny - dodał po chwili. Nie zamierzał wymigiwac się od odpowiedzi. Nie było potrzeby. Zresztą spodziewał się tego pytania.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 234
avatar
Ellie Hammerslay
- Błyskotliwa? - pokręciła głową. - Nie, po prostu ja też mam swoje własne tarcze. - zaśmiała się.
To było miłe, że kojarzyła się Victorowi z przyjaciółką. I nie, Ellie na razie nie myslala o tym, że to jej zamyka drogę do czegoś więcej. Bo nawet nie wiedziała czy chce "więcej". Może czasem mówiła, co jej ślina na język przyniesie, ale w relacjach z ludźmi była raczej powściągliwa. Zwłaszcza z mężczyznami. Nigdy nie zależało jej na jednorazowych przygodach. Była na to zbyt dobrze wychowana.
- A ja zgodziłam się, bo potrzebuje oderwania od codziennych myśli. - odpowiedziała. A ty te myśli skutecznie zastępujesz. - W takim razie... - uśmiechnęła się. - Co w ramach przeprosin?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 953
avatar
dr Victor Howard
- Tarcze? - zainteresował się, bo w istocie nie był pewien, czy dobrze rozumiał o czym mówiła. - ?
Wolał się upewnić zanim znowu da się zaskoczyć. Albo zanim powie lub zrobi coś na co nie powinien sobie pozwolić.
- Skoro tak możesz częściej wykorzystywać mnie do tego typu procederów. Jestem nagminnym odwracaczem uwagi od codziennych... Nie, na maszyny, przepraszam, chyba ostatnio za dużo pracowałem dziećmi - potarł dłonią czoło i zaraz zwichrzył nią włosy.
- Ehm, w każdym razie w ramach przeprosin zapraszam cię do kawiarni.  Chyba, że ma panienka inne propozycje? - zerknął na nią, uśmiechając się szelmowsko.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 234
avatar
Ellie Hammerslay
międzysłowie:
 

Drgnęła odruchowo, bo zmieszała się pytaniem Victora. Zdała sobie bowiem sprawę, że swoim sformułowaniem nawiązała do swoich własnych teorii na temat kontaktów międzyludzkich, do swoich własnych przemyśleń, którymi przenież niekoniecznie zawsze dzielimy się z ludźmi. Ale nie zamierzała się wycofywać. Z lekkim uśmiechem spojrzała w niebo.
- Tarcze. - powtórzyła. - Tak mowię, na zachowania, które są charakterystyczne dla kogoś, a które jednocześnie są bardzo wyraźne, broniąc dostępu do tego, co naprawdę się w nas kryje. - zerknęła na Victora. - Ty jesteś dżentelmenem z iskierkami łobuziaka w oczach, a ja... - zaśmiała się. - A ja czasem za mądrze gadam.
Tak. Spotkanie z Victorem zdecydowanie ją uspokoiło, w jakiś sposob jego usposobienie działało kojąco. Rzeczywistość wyglądała teraz na nieco jaśniejszą, niż w ostatnich tygodniach. Nawet już zdążyła mu wybaczyć tak długie milczenie. Bo przecież w ostatecznym rozrachunku się odezwał, prawda?
- Kto wie, może wlasnie będę wykorzystywać. - rzuciła zaczepnie, a potem otworzyła szerzej oczy ze zdziwienia. - Z dziećmi? Pracujesz w szpitalu z dziećmi?
Kawiarnia brzmiała dobrze, ale... Ellie znowu wyswobodziła się spod ramienia młodzieńca. Tym razem jednak zaplotła dłonie za plecami i zgrabnym krokiem przeszła przed Victora, odwracając się do niego twarzą i teraz szła tyłem. Nawet nie musiał zwalniać kroku.
- A może pozwolimy sobie na piknik? - zaproponowała. - Musiałabym tylko szybko podskoczyć do domu po rzeczy.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 953
avatar
dr Victor Howard
Przez chwilę spoglądał na nią jakby zastanawiał się nad tym co powiedziała. Ellie była naprawdę zagadkową kobietą. A on lubił wiedzieć na czym stoi. Choć w gruncie rzeczy właśnie mu to powiedziała.
- Mądrze? - podjął. - Właśnie niemądrze. Bo mówisz jakby było się przed czym wzbraniać - uśmiechnął się właśnie w ten łobuzerski sposób, jakby chciał zasygnalizować jej, że zrozumiał. I podejmuje rękawicę.
- Nie tylko dorośli wymagają leczenia - zauważył. - Operowałem ostatnio kilka dzieciaków z zapaleniem wyrostka. Jednemu musiałem przed zabiegiem wytłumaczyć, że jestem panem od słuchawek i posłucham przez te słuchawki tylko co jego serduszko i brzuszek chcą dostać na obiad i sprawdzimy, czy to samo co główka. Nie patrz tak na mnie darł się w niebogłosy jakbyśmy go ze skóry obdzierali, jak tylko zbliżyłem się z laparoskopem.
Tak, Victor zdecydowanie wolał badać dorosłych niż dzieci. O ile to było łatwiejsze!
- Piknik? - podchwycił. - Myślę, że rewelacyjny pomysł. Nie dam ci jednak targać tu wszystkiego sama. Jaki byłby ze mnie gentleman? Oczywiście nie będę ci się też wpraszał do domu. Mogę poczekać na dole przy drzwiach jeśli zechcesz.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 234
avatar
Ellie Hammerslay
Prychnęła żartobliwie, komentując tym jego uwagę. Choć słowa Victora podkopały nieco jej pewność siebie. Nawet jeśli były to tylko zaczepki. Bądź co bądź w Zigguracie panowały patriarchalne zasady. Zdanie mężczyzn się liczyło, a Ellie nie była jedną z tych wyzwolonych kobiet, które tylko same siebie potrzebują. Była niezależna, ale jej zachowanie miało jednak swoje granice. A mimo wszystko... Dźgnęła palcem w pierś Victora.
- Skoro nie ma przed czym się wzbraniać, to pokaż, co masz tam w środku.
Zaśmiała się z rozbawieniem, gdy opowiadał o swoim przeżyciu.
- Poradziłeś sobie w takim razie całkiem nieźle. Już jest z ciebie dobry lekarz, pewnie w przyszłości będziesz rozchwytywany.
Złapała go znowu pod ramię, skoro zgodził się na piknik. To mógł być naprawdę miły dzień, a ona potrzebowała odprężenia.
- Bez przesady, przecież nie zrobisz mi krzywdy. - przewróciła oczami z rozbawieniem. - A ktoś musi mi pomóc znieść to wszystko na dół!
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 953
avatar
dr Victor Howard
Skoro już o tym mowa to Victor wobec naprawdę niewielu kobiet postawiłby ich zdanie na równi ze swoim. Były to zwykle bardzo znaczące kobiety w jego życiu. Te, który w jakiś sposób zasłużyły na jego uznanie. Na przykład Wiktoria, czy Emma. Choć to podejście dotyczyło nie tylko płci pięknej. Victor ogólnie rzecz biorąc był raczej arogantem i snobem, lepszym i mądrzejszym od większości ludzi. Ale kto by się rozwodził nad tymi drobnymi wadami charakteru, gdy przyćmiewa je tyle zalet?
- Och zapewniam cię, że jestem pod tym względem do bólu przeciętny. Nerki, kiszki, serce... Wszystko na swoim miejscu - zaśmiał się.
- Chyba, że przypadkiem umrze mi ktoś znaczący na stole - westchnął i zmarszczył brwi, zdawszy sobie sprawę, że dla osoby nie obytej na codzień z żargonem medycznym mogło to zabrzmieć odrobinę dziwnie. - Operacyjnym - dodał więc szybko, by nie było wątpliwości. Ellie była na tyle inteligentna by z kontekstu się tego domyślić, ale lepiej dmuchać na zimne.
- Ajaj kapitanie! - uśmiechnął się i oboje obrali kurs na mieszkanie Ellie.
[zt]
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 953
avatar
dr Victor Howard
---> mieszkanie Ellie

Opuściwszy mieszkanie Ellie, Victor zapewne starał się sprowadzić rozmowę na milsze tory. A w takich wypadkach zawsze sprawdzały się szpitalne anegdoty. Więc zaczął opowiadać o staruszce, za którą mimo podeszłego wieku ganiał przez pół szpitala. Choć w tym wspomnieniu kryła się jakas melancholia. Była z nim wtedy Michelle. Oboje gonili zwariowaną staruszkę, aż do szpitalnych ogrodów. Wcale nie było to tak dawno. A wydawało się jakby minęły od tego czasu wieki...
- I pomyśleć, że to było tylko kilka miesięcy temu - pokręcił głową, kończąc tym samym swoją opowieść. - Masz czasem tak, że wydaje ci się jakby lata dzieliły cię od jakiegoś wydarzenia?
Westchnął rozglądając się za jakimś dogodnym miejscem na piknik.
- Może tam, w cieniu?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 234
avatar
Ellie Hammerslay
Słońce wydawało się bardziej przyjemne niż zazwyczaj. Lekki powiew wiatru, tak rzadki w tym klimacie, szeleścił liśćmi. Ellie jeszcze raz spojrzała w niebo, odczuwając spokój tego błękitu. Nie, nie odczuwając, chłonąc go. Był jej teraz bardzo potrzebny. Podczas gdy Victor starał się skierować rozmowę na inne tory, dziewczyna wróciła pamięcią do obrazów z dzieciństwa. Szalona wyobraźnia poprzeplatała je z nocnymi wydarzeniami, kiedy spotkała ojca po morderstwie na Liliane. Westchnęła. Popatrzyła na Victora, gdy ten zadał pytanie. Owszem, słuchała go i doceniała starania. Ale... W jej sercu po prostu pojawiła się już rysa, którą nie tak łatwo zapełnić.
- Szczerze mówiąc, teraz mam tak, że od odległych wydarzeń dzielą mnie tylko sekundy. - założyła kosmyk włosów za ucho. - Zamykam oczy, a przeszłość mnie prześladuje.
Mówiła spokojnie, bez wyrzutu, nie było w jej tonie głosu nic z ofiary. Ellie po prostu zaczynała się otwierać przed Victorem. Nie oczekiwała niczego. Był po prostu kimś, komu powierzała parę swoich myśli. Jeszcze tego nie wiedział, ale to czyniło go kimś wyjątkowym. Nie zamierzała mu tego mówić. Jestes zbyt arogancki. - zasmiala się z rozbawieniem w duchu. Nie było w tym nic złośliwego.
- Tak, to idealne miejsce. - podjela z entuzjazmem, złapała kocyk i pobiegła pod drzewo, by rozłożyć materiał. Gdy Victor dotarł z koszykiem, Ellie siedziała już na tyłku, obejmowała kolana i patrzyła w niebo przez szeleszczącą koronę drzew. Na jej twarzy migotały pojedyncze promienie słońca.
- Uwielbiam takie spokojne popołudnia. - powiedziała z lekkim uśmiechem. - Dają nadzieję, że ten świat jednak jest w jakimś sposob uporządkowany.
Sięgnęła po koszyk, by wyciągnąć z niego zawartość. Pomyslala, że mogliby tu miec jeszcze truskawki. Pewnie teraz smakowałaby wyśmienicie.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 953
avatar
dr Victor Howard
Zastanawiał się jakby to było gdyby nocami nękała go przeszłość. Gdyby wizje Wiktorii, Neda i Michelle nie dawały mu spać. Dziwił się, że tak łatwo przyszło mu przejście do porządku dziennego po tamtych wydarzeniach. Choć często wracał myślami do wspomnień, które tworzyły figury jego przeszłości. Myślał o nich z żalem i melancholią, wręcz z tęsknotą. Szczególnie gdy przechodził obok dawnego gabinetu Wiktorii. Nie miało to już jednak znaczenia.
- Można coś zrobić, by powstrzymać twoją przeszłość? Chociaż na chwilę?
Uśmiechnął się lekko gdy ruszyła przodem, by przygotować koc. Była urocza. Złapał się na tej myśli, lekko nią zdziwiony. Chyba pomyślał tak o Ellie po raz pierwszy odkąd się poznali.
- Zabawne, bo świat dąży do bałaganu - powiedział, stawiając koszyk obok siebie. - Bo nieuporządkowane systemy są korzystniejsze. I zdecydowanie bardziej prawdopodobne - zaśmiał się. Nie był fizykiem, ale jako medyk jakieś tam podstawy musiał posiadać.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1857
avatar
Fanny Marchant
/ start (od Diany, dzień-dwa później)

Chciała zostawić Williama w domu, ale dała Polly wolne. Musiała więc zabrać dziecko na spacer z psem. Udała się do parku, podjeżdżając tam taksówką.
Przechadzała się teraz alejką, przywiązawszy smycz do uchwytu wózka. Gdyby Billy był nieco starszy byłoby łatwiej. Sam by chodził, pewnie właśnie bawiły się gdzieś na kocyku rozłożonym na trawie. Minęły dwa dni odkąd wyniosła się od męża i jeszcze ani razu się nie odezwał. Pewnie nie tęsknił, mogła się tego spodziewać. Może sobie kogoś sprosił? Jakąś dziwkę, pokroju Theresy. Mógłby chociaż zainteresować się własnym dzieckiem!
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 3941
avatar
dr Joshua Grant
/początek

Dwa tygodnie. Od dwóch tygodni był słomianym singlem. Zarówno Isabela, jak i Josh byli równie uparci i najwyraźniej żadne z nich nie zamierzało ustąpić.
Kurwa mać - pomyślał, zirytowany tym faktem, patrząc jak Pepper niucha noskiem wszystko co się dało.  
Dlaczego wpierw musiał się zakochać na wiele lat, w wpierw mężatce, potem wdowie, która miała problemy z psychiką, dała sobie użynać kończyny i mordowała innych (tak chyba wspomniała w liście) , by wdać się w romans z samym zainteresowanym i urodzić mu dziecko, które pewnie wylądowało w czyimś gulaszu ?
A potem Naina, która wpierw chciała z nim być, ale nie chciała tak naprawdę, a jak dał sobie spokój to zechciała, by na koniec podciąć sobie żyły ? Nie wspominając o fakcie, że jedyne co do niego teraz mu mówiła "tak, "nie", "mhm", "..." ?
A teraz Isa, która nie wiedziała czego chce. Chce być romantyczny - źle, trzyma na dystans - jeszcze gorzej. A w ogóle to wszystko jego wina, bo nie daje jej poczucia, że mu zależy.  I nie zachowuje się jak mężczyzna.
I po cholerę mu ten pierścionek?
Te jakże optymistyczne rozmyślania, przerwała mu Pepper, która zaczęła piszczeć z uciechy na widok Bubusia.  
A gdzie Bubuś, tam Fanny. Bo jakoś nie widział Henry'ego w roli wyprowadzającego.
- Pani Marchant - uśmiechnął się nieco blado - Dzień dobry
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1857
avatar
Fanny Marchant
Bubuś również wyczuł Pepper. Dawno nie widział swojej psiej sąsiadki. Ba, przez te dwa dni nie wiedział wielu piesków, ponieważ w kamienicy, w której mieszkała Diana nikt zwierzaka nie posiadał. Marchantowa odwróciła się, kiedy Bubuś pociągnął ją w bok.
- Panie Grant - uśmiechnęła się do tego poczciwego wynalazcy. Zastanawiała się, co takiego widziała w nim Isabela. Ani nie był okazem zdrowia, ani nie wyglądał na takiego, przy którym bielizna sama spada. Miał te swoje protezy i pewnie składzik pełen środków czystości, ścierek i mopów. Czyżby jej koleżanka miała jakieś osobliwe fantazje?
- Dobrze pan wygląda. Zdrowiej. Słyszałam, że wrócił pan już czynnie do pracy?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 3941
avatar
dr Joshua Grant
Grant znał odpowiedź, co Isa w nim niby widziała...ale Fanny mogłaby zwątpić w swoją przyjaciółkę, gdyby to ujawnił. (Dobrze sie bzykam i rozpieszczam prezencikami, co poradzę?) Nawet jak nadal był na nią zły, to w życiu nie powie nic, co mogłoby ją postawić w złym świetle. Pepper za to skakała wokół Bubusia jak na sprężynkach.
- Dziękuję. Tak już wróciłem, na szczęście. Już chodziłem po ścianach z nudów - czyżby skończyły mu się powierzchnie do pucowania z windą włącznie?
Póki co nie zauważył nieobecności Fanny w Marchantowie. Pewnie dlatego, że od dwóch tygodni siedział wciąż w pracy.
- Pani za to wygląda kwitnąco - niech straci, choć było to chyba lekko naciągane, bo nie sądzimy, że Fanny rozkwitła po dwudniowej rozłące po mężu.
Przykucnął przy spacerówce, by zerknąć na małego Marchanta. Nos to miał po Henrym
- Rośnie jak na drożdżach!
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1857
avatar
Fanny Marchant
Fanny by musiała osobiście zapytać Isabelę, czy Grant rzeczywiście jest taki dobry. Wiecie, Fanny też nieraz myślała o sobie, że jest w czymś dobra. Na przykład w śpiewaniu. Rzeczywistość bądź inni, którzy ją słuchali mogą mieć na ten temat inne zdanie.
Bubuś zamajtał ogonkiem i zabrał się za obwąchiwanie Pepper.
- A jak pańskie protezy? Ten projekt, o którym mi pan wspominał - zapytała. Przypomniała sobie, że Grant przecież pracował już od dawna nad czymś szalenie innowacyjnym. - Dziękuję! - uśmiechnęła się i poprawiła ręką włosy. Lubiła wyglądać kwitnąco.
William zaśmiał się dziecięco i machnął rączką w stronę Granta, chcąc złapać go za nos. Popatrzył na protetyka zielonymi oczkami. Bo te miał po tacie.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 3941
avatar
dr Joshua Grant
Oj już cicho, cicho, ważne, że Isabeli się podobało!(podobno)
- Ach Ultima...Zamontowana, działa bez zarzutu, laboratorium złożyło mi propozycję współpracy. - dziwne, że Henry jej o tym nic nie wspomniał - ...ale rozważam też inne opcje. - na razie nie chciał mówić za wiele o współpracy z Blackiem, bo nie wiedział co z tego wyjdzie.
Wlepił wzrok w małego Marchanta, który był bardzo podobny do ojca. (zwłaszcza nosek !) Uśmiechnął się i lekko zbliżył by młody mógł go złapać za nos, ale też trzymał delikatny dystans, by nie strącił mu okularów z kinola.
- Ale z Ciebie fajny facet rośnie, co ? - zwrócił się do Marchanciątka i pomiział go palcem po policzku.  - Ile on już ma miesięcy ?
Gdyby Audrey żyła, mógłby ją też zabierać na spacerki, stroić, rozpieszczać i robić wszystko to co robią ojcowie...ale to wszystko zostało mu odebrane i nie dane mu było już tego przeżyć.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 234
avatar
Ellie Hammerslay
Wzruszyła ramionami. Nu ustach miała smutny uśmiech, mówiący o tym, że cokolwiek się stało, ona po prostu się z tym pogodzi. Nie można było zmienić przeszłości.
- Ona po prostu się wydarzyła. - zaśmiała się, może nieco nerwowo. Ale i tak zerknęła z rozbawieniem na Victora. - Chyba nic nie można zrobić, by powstrzymać jej istnienie. - znów spojrzała w niebo. - Trzeba się po prostu z nią pogodzić.
Ostatnie słowa wypowiedziała bez żalu, sięgając po koszyk i zaczynając go rozpakowywać. Wyciągnęła wino, kieliszki i przekąski. Butelkę przesunęła w stronę Victora, dając mu do zrozumienia, by to on czynił honory.
Podparła się ręką i przekrzywiła głowę.
- Nie wiem czy świat jest nieuporządkowany. - zastanawiając się, na chwilę przylożyła palec do ust i spojrzała w górę. - Jeśli matematyka ma tak duże znaczenie, to może jednak rzeczywistość ma więcej logicznych schematów niż nam się wydaje. - wzruszyła ramionami i zaśmiała się. - Ale to w sumie nie moje zdanie. Na studiach miałam znajomego matematyka. Rozpisywał wzory na wszystko.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1857
avatar
Fanny Marchant
- Laboratorium? Doskonale! - nie mogła wyrazić zdziwienia związanego z tym, że Rząd jeszcze tego projektu nie zablokował. Pociągnęła lekko za smycz, by Bubś nie ciągnął za bardzo w drugą stronę. - No tak. Jeśli pan znajdzie odpowiedniego sponsora, to też może być jakieś wyjście.
Widać Grant ubrał dziś nie takie okulary, bowiem nosek William miał po matce, i widoczne to było już od jakiegoś czasu. Dzieciak miał jednak sporo z ojca co mogło sugerować, że jak podrośnie to będzie z niego przystojny chłopak. Że tak skromnie powiem. Ciekawe co będzie, jeśli charakterem wda się w matkę?
- Będzie już dziewięć. Prawie rok! - uśmiechnęła się i pochyliła nieco wyciągając rękę by pogładzić dziecko po główce. - Przydałaby mu się młodsza siostrzyczka.
Już od jakiegoś czasu tak twierdziła. Ale nie chciała mieć drugiego dziecka z kimś, komu to wszystko jedno, bo nie interesuje się rodziną?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 3941
avatar
dr Joshua Grant
Jeżeli Will będzie miał charakter matki, to będzie to bardzo przystojny chłopiec, z tendencją do foszków i histerii.
Sponsor...Naprawdę był ciekawy czy coś z tego wyjdzie. Wolałby uniknąć współpracy z Oliverem , to mógł zwyczajnie nie mieć wyboru. Naprawdę coraz częściej rozważał ten wyjazd z Zigguratu. Nic go tu już nie trzymało.
- Już prawie rok? Ale to szybko minęło! - zdziwił się. Wziąłby go z chęcią na ręce, ale coś czuł, że Fanny by nie była z tego faktu zadowolona - Och, zdecydowanie, Will powinien mieć rodzeństwo - przytaknął - Jako jedynakowi, zawsze marzył mi się brat lub siostra.
Niestety jego matka drugą ciąże poroniła i już dzieci mieć nie mogła.
- Dzieci są takie fascynujące, prawda ? Człowiek odkrywa przy nich, siebie na nowo.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1857
avatar
Fanny Marchant
Trzeba będzie przekazać Izabeli, że jest dla Granta niczym. Na pewno się ucieszy.
- Prawda? Mój mały mężczyzna ma już prawie rok! - oczywiście, że nie byłaby zadowolona, gdyby to zrobił. Dzieci to nie zabawki, żeby każdy co chwila przekładał je sobie z rąk do rąk. - Też bym pewnie odczuwała taką potrzebę. Ale miałam swoją kuzynkę. Przez pewien czas mieszkałyśmy razem... - machnęła ręką odganiając ponure przedwojenno-wojenne wspomnienia.
- Tak, ma pan rację - przyznała, choć wcale nie patrzyła na to z tej strony. Nigdy jakoś jej się nie zdarzyło. - Na pewno zaczyna wiele rzeczy wartościować inaczej.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 3941
avatar
dr Joshua Grant
Może jak Isabela się zacznie do niego łaskawie odzywać, to zmieni zdanie!
- Prawie roczek, co ?... Nieźle nam tu rośniesz, Williamie - powiedział z delikatnym uśmiechem, patrząc na berbecia
Audrey już miałaby 10 miesięcy. Na czerwiec mógłby jej wyprawić urodziny dla najbliższych...Te myśli chyba przemknęły przez jego twarz, bo jakby na moment się postarzał.
- Ano tak już w życiu jest... - patrzył jak mały Marchant maca jego mechaniczny kciuk, pilnując by nie odbezpieczył ukrytej strzykawki. -...często tak bywa, że człowiek goni jak oszalały za sukcesem, sławą, pieniądzem...po czym gdy to osiągnie, wraca do pustego domu i dociera do niego, że to wszystko bez sensu... - spojrzał z przybladłym uśmiechem na Fanny- ...bo robi to wyłącznie dla siebie. Nie ma z kim się tym podzielić. Zostaje sam....Ej, zostaw - zabrał Willowi kciuka, którego miał zamiar wylizać - Brudne, fe.
Pogłaskał młodego po główce i wstał z kucków.
- No nic. Nie będę już przeszkadzał. Pogoda jest idealna do spacerów - uśmiechnął się do Fanny.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1857
avatar
Fanny Marchant
Czyli wcale tak Isy nie kocha!
Fanny westchnęła tylko słuchając Granta. Domyślała się o co może mu chodzić i nie bardzo wiedziała co powinna mu w związku z tym powiedzieć. Może powinien zacząć wszystko od nowa? Życia nikomu nie wróci.
- Skoro pan tak mówi, to dlaczego jeszcze nie ożenił się pan z Isabelą? - zapytała. Nie powinno to protetyka dziwić. Znał Fanny na tyle by wiedzieć, że czasem waliła prosto z mostu. Przyjaciółka wydawała jej się podekscytowana związkiem z Grantem. Czyżby Josh okazał się taki sam, jak jej własny mąż? Zupełnie obojętny, odpychający od siebie rodzinę?
- W takim razie do zobaczenia, panie Grant. Pewnie się jeszcze zobaczymy niebawem.  - poprawiła Williamowi czapeczkę.
Powrót do góry Go down
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Park Miejski
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 23Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5 ... 13 ... 23  Next
 Similar topics
-
» Park

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: STARE RPOZGRYWKI I WSZYSTKO :: Miasto :: Centrum-