IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Scena

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5
Admin
Liczba postów : 4129
avatar
Admin
First topic message reminder :






W dzień oglądać można odbywające się na scenie przedstawienia kuglarzy, akrobatów, połykaczy ognia i tancerek. Wieczorem, gdy nie rozgrywa się na niej główne przedstawienie,  pojawiają się muzycy a deski sceny służą za parkiet do tańca. Jeśli masz odwagę, możesz przyłączyć się do tancerek brzucha bądź trupy muzycznej.

Scena znajduje się na samym środku placu i otoczona jest rzędami straganów pełnych najróżniejszych bibelotów. Można zasiąść przy jednym ze stoliczków rozstawionego namiotu-kawiarni z zamówioną kawą lub herbatą, wziąć udział w loterii fantowej, czy też zmierzyć się z kimś w uderzeniu w specjalny worek.
Alejkami festynu przechadzają się poprzebierani za zmyślone płomienne stwory wynajęci aktorzy czy żonglerzy na szczudłach. Niekiedy skąpo odziane tancerki noszą czasem ze sobą koszyki mieszczące kolorowe konfetti, którymi obsypują przechodniów. Wszędzie panuje rozgardiasz, zewsząd dobiegają odgłosy dzwoneczków, grzechotek czy darbuki.

loteria fantowa:
 

ceny i stoiska:
 
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Liczba postów : 503
avatar
Emma Cassell
Tak, przeszłość trzeba w końcu przestać rozpamiętywać. Emma nie zamierzała dalej o nią wypytywać, pozwalając Jonathanowi zakończyć temat. Skierowała się za towarzyszem i popatrzyła na jego wygraną, nie rozumiejąc przepraszającego spojrzenia mężczyzny.
- Spróbuję szczęścia.
Odpowiedziała i wykupiła los, stając się zaraz posiadaczką okularów przeciwsłonecznych. Nałożyła je na nos i zwróciła twarz ku koledze.
- I jak? Nic nie widzę.
Zaśmiała się, bo na szczęście jeszcze nie pojawiła się moda noszenia okularów po zmroku albo w zamkniętych pomieszczeniach.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 54
avatar
Jonathan Hellyer Jones
- Całkiem ładnie. - zaśmiał się. - Ale teraz radzę je raczej włożyć do torebki.
Wyglądało na to, że Emma ma wiecej szczęścia niż Jonathan. Może to i dobrze. Znowu się rozejrzał i zobaczywszy dziecinną zabawę w przyczepianie ogona, złapał dziewczynę za rękę i pociągnął ją w tamtą stronę.
- Zobaczymy, kto z nas jest w tym lepszy!
A to był dopiero początek. Przecież mieli tu do ogarnięcia jeszcze inne atrakcje!

2xzt ---> Zabawa w przyczepianie ogona
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 201
avatar
Joachim Alatriste
/Konkurs strzelecki

Jako największy semita NeoZigguratu, Joachim nie zawitał w hazardowym stoisku z wyścigami mechanicznych żabek, bo wiedział co to były za sztuczki. Pewnie oszukiwali. Mieli te swoje mechanizmy - ten wygra, tamten przegra. Może swoją groźną miną byłby w stanie coś komuś polecić? Albo dowiedzieć się która poczwara lata najlepiej. Wygrał darmowy alkohol (numer osiem), ale nie miał zamiaru korzystać z kuponu.

ZT
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1857
avatar
Fanny Marchant
/ marchantowo. scenki z życia małżeńskiego.

Trochę jej zajęło wyszykowanie się na festyn. W końcu wybrała szerokie spodnie i bluzkę w paski. Wymalowawszy usta czerwoną szminką w końcu była gotowa. Uczepiła się ramienia Henryka chcąc mu w jakiś sposób dorównać - nawet buty na obcasie nie pomogły.
Był już wieczór, teren festynu gdzieniegdzie ozdobiony był pochodniami. Połykacze ognia dopiero teraz mieli swój prawdziwy czas. Tu i tam błyszczało rozrzucane konfetti, zewsząd dobiegały dźwięki muzyki.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2018
avatar
Henry Marchant
/Marchantowo
4- broszka z cyrkoniami

Specjalnie się nie szykował. Zwykła, biała koszula i ciemnozielone spodnie w zupełności wystarczyły. Na zewnątrz, mimo późnej pory, było nadal ciepło. Ludzie korzystali z ostatnich dni Święta, nie bacząc na ubywające z portfela pieniądze.
Zaraz po tym jak zapłacił za alkohol, mając zamiar podać kubeczek swojej żonie, straganiarz poinformował go, że warto wziąć udział w loterii, zachęcając Fanny, wybrał się w tamtym kierunku.
- Miałem nadzieję na gumki. - powiedział zrezygnowanym głosem.
Stanął do niej przodem i samodzielnie przymocował wylosowaną broszę, do koszuli w paski, którą na siebie założyła.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1857
avatar
Fanny Marchant
11- paczka prezerwatyw.

Zatrzymała się przy kilku stoiskach z mydłem i powidłem. Kupiła jakieś kadzidła, zachwyciła się akrobatą, który pojawił się obok. Żongler rzucił jej piłkę. Złapała ją, chwilę kokietowała spojrzeniem by po chwili odrzucić.
- Loteria? Och! - poszła za mężem, też wzięła w niej udział. Patrzyła na Henryka, kiedy przypinał jej borszkę. Zastanowiła się. Jak do tego doszło, że przez prawie dwadzieścia lat nieznosiła tego człowieka, a teraz stał się najdroższy jej sercu? Zaraz po Williamie. Jej nastawienie do Marchanta z czasem uległo diametralnej zmianie. Już nie krzywiła się słysząc "pani Marchant", zamiast "panno Cotton". To było absurdalne! Zagryzła wargi, policzki jej poczerwieniały, gdy otrzymała w ramach wygranej paczkę prezerwatyw.
- Mówisz- masz.
Zażartowała z prowadzącym stoisko, wymienili niewybredne dowcipy. Schowała paczuszkę do torebki.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2018
avatar
Henry Marchant
Mniej więcej na środku placu dawał pokaz swoich umiejętności mężczyzna plujący żywym ogniem. Ludzie piszczeli odsuwając się od cyrkowca, a potem bili brawo, zdziwieni, że ktoś może w podobny sposób oddziaływać na tak proste emocje jak strach. Henry i Fanny przeszli obok, zerkając na widowisko, być może przystając nawet na moment. Przeprowadził ją przez tłum i weszli gdzieś w stragany z drobiazgami. Rzucał tyko okiem na to co wyeksponowano, trzymając Fanny za jedną rękę. Mógł jej kupić cokolwiek tylko chciała, znacznie droższego, więc nawet nie pytał.

Ślepy:
- 1,2 – Fanny nagle czuje mocne zderzenie z jakąś osobą, która… kradnie jej torebkę.
- 3,4 – Henry potyka się o podrzuconego pod nogi pomidora i uderza twarzą w jeden z blatów.
- 5,6 – Nic się nie dzieje, ZT na punching ball!
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1857
avatar
Fanny Marchant
3- Henry potyka się o podrzuconego pod nogi pomidora i uderza twarzą w jeden z blatów.

Była zadowolona, jak już dawno nie była. W końcu mąż się nią interesował tak, jakby sobie tego życzyła. Przystanęła na moment przy połykaczu ognia, puściła Henryka na moment, by przyłączyć się do braw. Potem poszła za nim, pozwalając się prowadzić (za Marchantem, nie połykaczem ognia). Zerkała na kolejne stoiska, przystając na moment przy stoisku z drobiazgami, by obejrzeć wirującego bączka. Williamowi na pewno by się spodobał! Nawet nie zauważyła, że gdzieś potoczył się pomidor prosto pod nogi jej przypadkowego, maślanego oblubieńca. Wystarczył moment, by Henry jak dziecko, które spuszcza się z oczu wywinął na nim orła.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2018
avatar
Henry Marchant
Do czego to doszło? Niepilnowany, odbijał się od ścian kolejnych kłopotów. Tym razem, nieprzychylnym przeciwnikiem stał się niewinny pomidor, otoczony pasmem siniaków. Henry miał go prawie ostatecznie pozbawić warzywnego żywota, lecz sprawił jedynie, że pomidor umknął prędko w inne miejsce.
Marchant nie miał tyle szczęścia co czerwony oponent. Rozstawił ręce szeroko i może to go zgubiło? Myślał, że się utrzyma lub opadnie w tył (na Fanny), ale poleciał do przodu. Przywalił, aż miło, w wystający blat. Nos mu się spłaszczył, ale to nic, to nic! Zamroczony, próbował się doprowadzić do porządku. Odwracając się za żoną w uśmiechu nie wiedział, że nie ma górnej jedynki.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1857
avatar
Fanny Marchant
Bączek był kolorowy, kręcił się niesamowicie. Fanny już wyciągała pieniądze, żeby kupić go synkowi. I nagle rozległ się łomot. Henry Marchant chcąc zdeptać pomidora poślizgnął się na ziemi i poleciał, hen! hen! daleko! Leciał jak orzeł ku wolności światów. Jak ten Adam Małysz po kryształową kulę, pędził, gnał przed siebie nie bacząc na nic. Fanny jeno powiew we włosach poczuła, w kark jej zaziębiło, w to misterne upięcie. Odwróciła się akurat w momencie, kiedy wstawał, huk ją zwabił, odgłos niemego cierpienia.
- Henry! - zawołała upuszczając bączka. Zabawka jak w zwolnionym tempie, upadała na ziemię. Na czubeczek, zakręciła się i kręciła tak podczas próby powstania upadłego Adonisa. Krew mu się lała (nie bączkowi a Henry'emu) z ust, po brodzie, po szyi, wsiąkając w kołnierz koszuli. Fanny zakryła usta w przerażeniu, gdyż przed oczami zaciemniła się jej czarna pustka. Dziura, otchłań rozpaczy zionąca pustką. Jedynka oto zagubiła się gdzieś w akcji (przypomniało mi to mojego kolegę, który również problem miał z jedynką górną. W klubie ją zgubił, a potem szukał na czworaka po podłodze. Gdy ząb, zgubę swą znalazł, przepłukał ją i wsadził z powrotem w japę. Nie, nie był to oryginalny ząb jego, uprzedzając pytania ewentualne.)
- Na wszystkie maszyny świata, Henry! - zawołała jeszcze raz. Zamiast portfela, z torebki wyciągnęła chusteczkę, żeby zaraz wytrzeć z niego tę cieknącą krew.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2018
avatar
Henry Marchant
Splunął. Krwią na kocie łby, o które jeszcze zarobił guza kiedy kładł się na ziemi. Jego żona w tym czasie szczebiotała coś wesolutko, ale w hałasie, zajęty własnym cierpieniem, niestety nie dosłyszał. Zdarza się! Czasem każdy tak po prostu, uderza twarzą w koniec blatu i wybija jedynkę.
Splunął. I co? Wspomniana wcześniej jedynka, pokrywając się krwią, spoczęła na jedną ze szpar między kamieniami. Jęknął zrezygnowany. Not again, krzyknąłby, gdyby mógł, ale pomyślał – och nie, jak ja teraz będę jadł? Zbierając ząbek z ziemi zrobił bardzo smutną minkę, włożył zęba do kieszeni i przetarł usta ręką. Dobrze, że miał podwinięte rękawy.
- To nic. – powiedział kręcąc głową. – Napiłbym się czegoś. – dodał. Alkohol zawsze pomagał. - Chodźmy gdzie indziej. – Machnął ręką, porozglądał się zmarszczywszy brwi. Pierońsko bolało!
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1857
avatar
Fanny Marchant
Tak to potrafił tylko on. Zepsuć całe wyjście taką paskudną wywrotką! Żeby chociaż pokazał w tym wszystkim klasę, ale nie! Wybił sobie ząb, i to jeden z tych najbardziej reprezentacyjnych. Z wyciągniętą ręką trzymając chusteczkę patrzyła jak nieelegancko wyciera usta ręką, uświniając ją krwią.
- Co wypił, co wypił? - z nim było gorzej jak z dzieckiem, od zawsze to wiedziała. Ona już lata temu się na nim poznała. Podeszła bliżej i nie pytając o nic po prostu zaczęła wycierać mu brodę i policzek. Doszło do tego, że złożyła zabrudzoną część materiału, i pociągnęła męża za kołnierz do siebie, by nie musieć do niego sięgać. Nieco pochylony, chcąc nie chcąc musiał pozwolić na nieuniknione. Fanny splunęła na chusteczkę i zaczęła mu szorować policzek. Ilu z nas mama tak właśnie robiła, gdyśmy byli jeszcze mali?
Może chciał coś powiedzieć, ale zaraz przesuwała mu po ustach chusteczką. W końcu znowu błysnęła jej ta czarna czeluść po zębie i popatrzyła na Henryka. A potem parsknęła śmiechem. Wielki, nadęty, przemądrzały Marchant, który nie potrafił dopilnować własnej poczty w redakcji stał oto przed nią bez zęba. Śmiała się głośno, z uciechą w oczach. Jakby to wszystko stało się trzy lata temu, w jednym z korytarzy Kroniki.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2018
avatar
Henry Marchant
O nie, tylko nie ślina, tylko nie… Zmarszczył się jeszcze bardziej, głowa mu odskakiwała jak małemu dziecku, które jest wycierane przez swoją matkę, bo przed chwilą coś jadło jak ostatnia świnia. Parę osób się temu przyglądało. Kiedyś mogliby sądzić, że Cotton to wszystko zaplanowała, a teraz dusi go za kołnierzyk i usiłuje, w walce, wepchnąć Marchantowi tę szmatkę prosto do gardła.
- Co… Ja teraz… zrobię? – Czyżby to nie był ten sam ząb, który wybił sobie kiedyś? Może powinien wstawić sobie jakieś mechaniczne cudeńko? Z jakimś modułem wibrującym, albo scyzorykiem, zapalniczką, śrubokrętem? Dalej, dalej zębie Marchanta!
Z markotną miną przejął chusteczkę i nie do końca udając obrażonego (w końcu to bolało), zaczął się wyprostowywać.
- Też się będę śmiać… - mówił. – Jak wybijesz sobie zęba. – dokończył. Czyżby była to jakaś zapowiedź? A może Henry posiadał dar jasnowidzenia?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1857
avatar
Fanny Marchant
Śmiała się dalej, w głos, klasnęła w ręce, po chwili w pół się zgięła. Musiała oprzeć dłonie na kolanach, prawie się popłakała. Właściwie, to popłynęła z jej oczu łza, może dwie. Zaraz wróciła wspomnieniem do tego, jak podnosił i chował ząb. Chrumknęła aż. Chwilę jej zabrało, by przestać zrywać boki.
- Przy... prz... przygryź chusteczkę, aż krew... przestanie... lecieć... - wydusiła z siebie. To nie żarty były. Co prawda od wybitego zęba człowiek się nie wykrwawi (chyba, że mu krew nie krzepnie, to ma szanse), ale trochę bałaganu w ustach i tak się robi.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2018
avatar
Henry Marchant
Tyle razy nazywała go anthwalkiem, że aż wziął to sobie do serca i przygryzł ofiarowaną chusteczkę. Można powiedzieć, że ofiarowanemu koniowi w zęby się nie zagląda.
- Tylko się nie posraj. - powiedział jak mąż żonie, na tyle niewyraźnie, że nie mogła go zrozumieć. Urażona duma samca alfa bolała, jak dziąsło po urąbanym ząbku.
- Powinienem coś wypić? - mamrotał dalej. Chwycił ją pod rękę, wytarł dłoń w swoje spodnie.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1857
avatar
Fanny Marchant
Całe szczęście zaśmiewała się tak bardzo, że nie usłyszała co ośmielił się jej odpysknąć. Gdyby było inaczej, być może miałby szansę stracić zaraz dolną jedynkę, po skosie. Miałby wtedy uśmiech w szachownicę. Wystarczyłoby dokupić pionki.
Cały się ubrudził krwią. Z koszuli chusteczką nie da się tego zetrzeć, nie da się strzepać. Powinni wracać do domu. Jak można spędzać urodziny bez zęba na przedzie? W takim stanie? To już po zabawie (choć Fanny aż tusz na oczach się rozmazał ze śmiechu).
- Tak - powiedziała w końcu, kiedy ją złapał. - Coś na rozum. Musisz iść do dentysty, athwalku - znowu go tak nazwała. Nie zauważyła, że wycierał łapę w spodnie. Zwróciłaby mu zaraz na to uwagę.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2018
avatar
Henry Marchant
- Zaraz przestanie mi lecieć. - powiedział. Kiedy uznał, ze dłoń ma już w miarę czystą, wyglądał jakby wyszedł z balu przebierańców. Odciągnął chusteczkę od ust spoglądając na nią z cichym jękiem. Odwrócił się ku Fanny i pokręcił głową. Pocałował ją w skroń zostawiając czerwony ślad, jak szminka. Złapał żonę za dłoń i poszli w stronę napojów. Zamówił zimną wodę i przepłukał ranę kilka razy wypluwając to co zostało, czyli krwistą mieszankę, gdzieś na ziemię (oczywiście poza jej widokiem!).
- Nie boli mnie, pójdziemy postrzelać. - powiedział zadowolony z siebie. Dziwnie mu było tak bez zęba.

ZT x2 > Konkurs strzelecki
Powrót do góry Go down
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Scena
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 5 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: * EVENTY * :: Święto Ognia 2-