IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Scena

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next
Admin
Liczba postów : 4129
avatar
Admin
First topic message reminder :






W dzień oglądać można odbywające się na scenie przedstawienia kuglarzy, akrobatów, połykaczy ognia i tancerek. Wieczorem, gdy nie rozgrywa się na niej główne przedstawienie,  pojawiają się muzycy a deski sceny służą za parkiet do tańca. Jeśli masz odwagę, możesz przyłączyć się do tancerek brzucha bądź trupy muzycznej.

Scena znajduje się na samym środku placu i otoczona jest rzędami straganów pełnych najróżniejszych bibelotów. Można zasiąść przy jednym ze stoliczków rozstawionego namiotu-kawiarni z zamówioną kawą lub herbatą, wziąć udział w loterii fantowej, czy też zmierzyć się z kimś w uderzeniu w specjalny worek.
Alejkami festynu przechadzają się poprzebierani za zmyślone płomienne stwory wynajęci aktorzy czy żonglerzy na szczudłach. Niekiedy skąpo odziane tancerki noszą czasem ze sobą koszyki mieszczące kolorowe konfetti, którymi obsypują przechodniów. Wszędzie panuje rozgardiasz, zewsząd dobiegają odgłosy dzwoneczków, grzechotek czy darbuki.

loteria fantowa:
 

ceny i stoiska:
 
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Liczba postów : 110
avatar
Byron Schneider
- Ja…? – zaczął odwracając się tam skąd dobiegało jego imię. Musiał się przesunąć, bo pojawił się przed nim roszczący sobie prawo do praw wszelakich, nie kto inny jak Gertrud Osel, syn Osela. Zerknął asekuracyjnie na Alfreda, który również i na niego spojrzał, być może porozumiewawczo.
Westchnął w duchu i zanim zdążył dopowiedzieć cokolwiek skleił ręce z Oselem. Posłał mu niemrawy uśmiech. Przyjaźnić się z Bertramówną? Kiwnął głową, zerknął na Tonię.
- Gertrud ma rację. – wyciągnął zglucianą łapę i poklepał nią koleżankę. – Cokolwiek się stało, nie chcesz chyba wyglądać jak pomidor?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 86
avatar
Mary Zelle
Chwyciła za poliki rudzielca, przyjrzała się jego twarzy a potem zajrzała w jedno i drugie oko, niczym specjalista od wstrząśnień mózgu. prawda jednak była taka, że nie znała się na tym, więc na nic te całe obserwacje.
Chwyciła kubek z winem, który miał jeszcze w ręce Wixon. W sumie, nie wiedziała po co je wzięła od niego, bo zaraz mu oddała znowu.
- No to pij, nie umieraj. Jak umrzesz to spadniesz kilka miejsc w moim rankingu na potencjalnego małżonka.
Odwróciła się od niego i spojrzała na Tonie i Gertruda, krzywiąc się.
- Weź nie gadaj bzdur, jeśli ktoś wygląda jak pomidor to on - i skazała kciukiem na Fionna, stojącego za nią.
- Ty, Toniu, jesteś piękna nawet jak smarkasz. Nie słuchaj ich!
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 858
avatar
Alexander Willoughby
Przypadek, być może. Czy Alexander miał nadzieję, że nie będzie to jednorazowe spotkanie? Trudno powiedzieć, na razie korzystał z tego, że oboje dobrze się bawili.
- Bo bycie szczęśliwym nie wymaga starań.
Mimo, że znaleźli miejsce nieco na uboczu, to stali dość blisko siebie, był ścisk, ludzie chodzili to w jedną, to drugą stronę. Stanął bokiem do Isleen, obserwując tłum. Dzieciaki zniknęły mu z oczu. Miał nadzieję, że na dobre. Nie miał dzisiaj czasu przejmować się humorami Toni.
Podniósł rękę, kładąc ją na plecach kobiety. Przesunął palcem ku górze, wzdłuż kręgosłupa, aż do karku, później wplótł na chwilę we włosy, delikatnie. W końcu opuścił dłoń, choć na twarzy tlił się nieco uwodzący, błogi uśmiech.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 495
avatar
Antonia Bertram
Ze współczuciem spojrzała na Fionna, nie wtrącając się jednak do pomagania, gdy Mary postanowiła przykleić się do chłopaka. Stojąc niedaleko Byrona i prawie tylko jego mając za towarzysza, chciała usunąć się w cień i wrócić do domu. Dzień był tragiczny i non stop towarzyszyły jej zaczepki Schneidera. Po spotkaniu Alexandra z Isleen, nie miała sił się nawet przed nimi bronić, czując jednak wyczerpującą się cierpliwość.
Zmarszczyła czoło, opuszczając dłonie i popatrzyła na Osela, który znalazł się przed nią i wprawił w zbyt wielkie osłupienie swoimi tekstami, by mogła zareagować na nagłe pociągnięcie za nos. Z opóźneniem zasłoniła go dłonią i potarła, marszcząc w śmieszny sposób. A miała się nie marszczyć!
Aż się wzdrygnęła, gdy Byron ją poklepał. Tekst o pomidorze przyjęła jako kolejny przytyk.
- Nie odzywaj się!
Warknęła na niego, jakby chciała zbesztać, chociaż przez całą sytuację z Alexandrem zbyt rozbita będąc, słowa wypowiedziała w żałosny sposób. Nie mając pojęcia za co Byron jej tak nie lubi, nienawidziła go z wzajemnością.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 34
avatar
Fionnbharr Vickson
Paniczyk nawet nie wydukał zwykłych przeprosin. A czego innego się spodziewać. Etykietę stosowali tylko we własnym gronie.
Vixon zaczął podzielać zadnie Bertramówny w ocenia tego dnia. Szczególnie jak zaczęła się nad nim znęcać Mary. I jak spadnie w rankingu z ostatniego miejsca na jeszcze bardziej ostatnie czy jak?
- Na miejsce z nieskończoności na nieskończoność plus trzy? - Nie ogarniał. Napił się tego wina, co mu zabrano i oddano.
- Ewentualnie, jak buraczek - dodał usłużnie do kolejnej obrazy samego siebie i dokończył winko. Sikacz, ale co tam.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 169
avatar
Gertrud Osel
Tak więc koza z nosa zatoczyła koło. Z nosa do ręki, z ręki do ręki aż do materiału sukienki. Piękna broszka! Gertrud popatrzył na Mary, potem na Vicksona.
- Niee... on wygląda jak... jak... - chyba zabrakło mu słów. Uderzenie laską w czoło to nic w porównaniu z krzywdą jaka działa mu się na głowie. Zaraz jednak strzelił spojrzeniem ponownie na dziewczynę. Ależ miała brwiochy. Dwie potężne, mocarne krechy. Gdyby tylko zechciała je połączyć jakąś czarną kredką po środku, stałaby się prawdziwą Hermenegildą. Też miał takie. Tyle ich łączyło, była taka jak on.
- Willoughby? Kiedyś kręcił się przy Aurorce - stwierdził odrywając od niej zafascynowane spojrzenie - taki stary pierd. No, ale z drugiej strony jest ministrem, ehehe - zaśmiał się. - Byron! Może przedstaw mnie swoim przyjaciołom, hm? - trzymając laskę w dłoni klasnął ponaglająco na miarę swoich możliwości.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 183
avatar
Isleen Callahan
Dotyk, który jej zaserwował był przyjemny. Łaskotał, nie parzył, pozostawiał delikatny niedosyt, szczególnie kiedy Alexander odsunął dłoń od karku kobiety. Oprócz oczu, miał wizualnie ładne dłonie. Była to jedna z rzeczy, na którą zwracała uwagę w całej prezencji, na jaką składał się każdy mężczyzna.
Po raz kolejny uśmiechnęła się pod nosem. Palili papierosy? On tak, ona podziękowała za swoją fajkę, jednak teraz, postanowiła przybliżyć dłoń do jego ust, wyciągnąć z nich papierosa i pokusić się o pojedynczego bucha. Zaraz grzecznie oddała mu go do rączki.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 495
avatar
Antonia Bertram
Czuła się tak bardzo żałośnie, mając ochotę na ciągły płacz, gdy słuchała nie tylko wrednych docinek Byrona, a dodatkowo słów na temat Alexandra, którego tak bardzo teraz nienawidziła. Prawie jak młodego Schneidera i Isleen.
Podeszła do Mary i wsunęła jej rękę pod ramię, przytulając się do boku i gila przekazując dalej, chociaż nieświadomie.
- Chodźmy do domu.
Odezwała się do niej, nie chcąc wracać do domu sama, chociaż była opcja, że długo nie uprosi Mary o powrót. Blondynka uwielbiała zabawę i chyba rudego, więc... może wróci sama?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 110
avatar
Byron Schneider
- Płacze Antonia, Mary, Vickson. - wskazywał ręką po kolei. - Gertrud. - odwrócił się do Osela. - Poznajcie się.
- Przenosimy się na zabawę do Toni? - zapytał nie rozumiejąc. To było dla niego za wiele. Zerknął na Wixona. Potem na Osela.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 86
avatar
Mary Zelle
- Tak się składa, ze byłeś na siedemnasty miejscu, poszedłeś w górę, jak kilku innych mężczyzn w Zigguracie się ożeniło - wyznała. Musi w końcu zaktualizować swoja listę.
Przytuliła Tonie, nie mając pojęcia, że własnie gil na nią przeszedł. Pogłaskała ja po głowie, a słysząc kolejne uwagi dotyczące dziewczyny. płaczu, Alexa...
- Wiecie co, to wspaniały pomysł by stąd iść i zrobić sobie miłą imprezę z winylami gdzie indziej! - byłe jak najdalej od Ministra Hipokryzji.
- Wygrałam los na darmowy alkohol to zbiorę butelki i możemy... iść!
Odsunęła się od przyjaciółki i uwiesiła się na ramieniu Wixona, przenosząc na niego ostatecznie gila.
- Fionn, słuchaj...
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 858
avatar
Alexander Willoughby
Zerknął z ciekawością na te drobne, zwinne palce, które wyciągnęły mu papierosa z ust. Obserwował jak dym wydobywa się z jej ust, co wydawało mu się strasznie seksowne i uwodzicielskie. Miał przypuszczenia, że dokładnie wiedziała co robi. Szybko skończył fajkę i wrzucił do kubka, gdzie na dnie była resztka wina. Wyrzucił to do jakiegoś kubła na śmieci, które były tu porozstawiane w różnych miejscach.
- Koniec picia. - zarządził, zerkając, że ta też wypiła swoją porcję. Wyciągnął jej kubeczek z rąk, wyrzucając i bez pytania złapał za rękę i wyciągnął na parkiet, od razu obracając. Uśmiechnął się do niej szeroko.
- Moim obowiązkiem jest zapewnienie damie rozrywki, nie będziemy stali pod ścianą. - powiedział nadzwyczaj poważnie, robiąc z nią kolejny obrót. Na moment znalazła się za nim, ale jednym gestem sprawił, że znowu wpadła mu w ramiona. Lewa dłoń trzymała jej prawą, a druga leżała na talii, a w zasadzie na biodrze. W sumie klasyczna postawa, choć w tym wypadku w znacznie mniejszej odległości.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 169
avatar
Gertrud Osel
Gil krążył, zwiedzał, poznawał świat. Niebawem wyda książkę podróżniczą. Gertrud wysłuchał wszystkich imion i nagle myśl mu przyszła do głowy.
- Antonia? Ta, o której tak często mi opowiadasz? - uśmiechnął się z właściwym sobie wdziękiem. Stuknął laską kilka razy o ziemię. Dziewczyna wciąż przypominała suszonego pomidora.
Z tego wszystkiego wypadło mu kilka monet z kieszeni. Nawet nie pokwapił się by je pozbierać, kto by się przejmował drobniakami?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 343
avatar
Jasper Crowley-Starling
/start

Jasper również plątał się po festynie. Tym razem nie udawał cygańskiej, stepowej wróżbitki, nie przebierał się w żadne różowe chustki. Ale wciąż był łasy na zyski, pieniądze, mamonę. Nawet w takim gwarze pełnym gwizdów, śmiechów, śmiechów i innego majdanu był w stanie usłyszeć dźwięk upadających na ziemię monet. Oczy mu się zaświeciły, kiedy szybko i sprawnie zlokalizował źródło i momentalnie zanurkował na kolana żeby się tam dostać i je pozbierać.
Pędząc na czworaka skrupulatnie złapał każdego oselowego drobniaka. A potem szybko wmieszał się w ludzi!

zt.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 110
avatar
Byron Schneider
- Nie, to inna. - odpowiedział Oselowi czując jak mu ciśnienie skacze. Nic mu o niej nie mówił!
- Może do Toni nie, bo będzie miała problemy? - wtrącił. Siorbiąc soczek w dalszym ciągu. Zaprosiłby może jeszcze kogoś? Taką Lucy albo kogoś innego. A Osel jeszcze Aurorę? Aurora Romka. Romek Leę, Lea Amosa i tym sposobem zatłoczyłoby się w apartamencie Schneiderów od slumsów.
- Możemy pójść do mnie. - powiedział. - Ojca nie ma. - zastanowił się. Postanowili, zebrali alkohol, bo okazało się, że Wixon też ma kupon szczęściarza i poszli. Ktokolwiek chciał ten dołączył!

ZT WSZYSCY CO CHCĄ BALOWAĆ U SCHNEIDERA
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 183
avatar
Isleen Callahan
Była wystarczająco rozweselona tymi kilkoma kieliszkami czy tam kubeczkami, żeby zgodzić i nie protestować. To nie była niczyja wina. Nie zgodziłaby się tak po prostu, że udało mu się ją uwieść, czy wręcz przeciwnie i w drugą stronę. To było spotkanie dwóch osób, które zdawały sobie doskonale sprawę z tego co robią. Pomijając problemy Alexandra z małolatami, których Isleen nie miała.
Zdaje się, że w tańcu oboje zachowywali się podobnie. Dyskretna prowokacja do bliskości została przez nich przyswojona w takim stopniu, aby zapraszać do dalszej rywalizacji swojego partnera.
- Mówiłam ci już, że dobrze prowadzisz? – zapytała przybliżając się do jego ucha. Tym razem ona podniosła dłoń umieszczając ją na karku partnera. Podrażniła go lekko paznokciami po skórze.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 858
avatar
Alexander Willoughby
Nie miała problemów z małolatami, bo sama nią poniekąd była, dzieliło ich piętnaście lat różnicy, ale to tylko taka drobna uwaga. Ona szła do szkoły powszechnej, kiedy on już studiował.
- Nie mówiłaś, ale dziękuję.
Ich policzki znalazły się bliżej siebie, prawie ocierając się. Był nieco pochylony, głowa zwieszona. Mógł z łatwością zaciągnąć się zapachem jej perfum. Musiał jedynie nieco przechylić na bok głowę, by dotknąć miękkimi wargami jej żuchwy, tuż pod uchem. W policzek podrapał ją jego dwudniowy zarost, prawdopodobnie golił się wczoraj rano, dziś nie miał czasu. Dłoń na tali nieco zwiększyła nacisk, palce ślizgnęły się na materiale.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 183
avatar
Isleen Callahan
Przysunęła się do niego bliżej, nadal tańczyli. Skupiona na dotyku pozwoliła mu na więcej. Tego chciał? Czy chciała tego ona? Osiągnęła jakiś cel, złamała pewną barierę. Miło łechtana, spróbowała sięgnąć po coś co powinno przynieść jej zgubę, tymczasem, przechyliła głowę w bok zerkając na swojego partnera. Zupełnie chwilka. Prawdopodobnie będą w Podszewce, ale nie dbała o to w tej chwili kiedy zaczęli się całować.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 858
avatar
Alexander Willoughby
Sam był podpity, alkohol działał na postrzeganie przyjemności, na jej odczuwanie. Palce objęły policzek i szczękę, kiedy ją pocałował. Wpierw czule, pobieżnie, później pozwalając sobie na więcej, pieszcząc swoim językiem jej, drażniąc nim wargi. Odsunął się po chwili, sunąc dłonią do jej karku.
Uśmiechnął się do niej, mrużąc rozkosznie oczy.
- To wino u mnie jest sto razy lepsze niż tutaj. - powiedział cicho, mrucząc jak ten kot, któremu był jej podobny.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 183
avatar
Isleen Callahan
Jego zapach kogoś przypominał. Osobę, którą może dobrze znała. Mężczyznę, nie kobietę, z pewnością. Zarost, który kłuł ją w żuchwę, był nawet przyjemny. Nie spodziewała się tego tak do końca. Teraz sama przejechała dłonią po jego policzku, żeby spróbować tej faktury raz jeszcze.
- Żal nie spróbować. - przybliżyła się do niego, nosem przejechała mu po skórze. Schyliła lekko głowę. – Mówią, że cierpliwość zaostrza apetyt… Będę musiała ci dzisiaj wbrew sobie odmówić… - Położyła dłoń na klatce piersiowej Alexandra. Chciała zjechać dłonią niżej, ale zatrzymała się na którymś z kolei guziku. Niedługo będzie musiała się zbierać.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 858
avatar
Alexander Willoughby
Mogła poczuć jak wtula policzek w jej dłoń, sycąc się dotykiem. Mrużył oczy, łasy na subtelne pieszczoty. Opuścił spojrzenie na jej drobne dłonie, chwilę je tam utrzymując. Kiedy popatrzył w jej oczy nie wyglądał na zawiedzionego. Kiwną lekko głową. Sam tak mówił, o zaostrzaniu apetytu.
- Odprowadzę cię jak będziesz chciała iść.
Mówił to już nie z przymusu, czy próbując kolejny bajer. Zwykła przyzwoitość, po tym wszystkim co czyta się w gazetach. Każdy racjonalny mężczyzna stara się raczej by żonę/kobietę/znajomą odstawić w jednym kawałku do domu. Ścisnął jej dłoń i obrócił wokół własnej osi, pozwalając im odetchnąć od siebie. Bliskość bywa upajająca.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 183
avatar
Isleen Callahan
Bawili się jeszcze jakiś czas. Po tej krótkiej pieszczocie reagowali na siebie inaczej. Być może zarówno on jak i ona zdawali sobie sprawę, że nie zostanie to pominięte. Jego odpowiedź upewniła ją w fakcie, że Alexander jest dżentelmenem. Przynajmniej na takiego się kreował. Mężczyzna z krwi i kości, czyż nie? W pewnym momencie skończyli zabawę.

ZT
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 503
avatar
Emma Cassell
< Mieszkanie Emmy

Musieli przejść kawałek do centrum, ale Emma uczyniła to z większą ochotę, po dwóch tygodniach zamknięcia w domu. Wyzwanie, rzucone przez Jonathana, zupełnie zajęło jej myśli i dziennikarka przestała myśleć o tym co może się stać.
To porażki kolegi były ważniejsze! Jakkolwiek to brzmiało. W drodze rozmawiając zupełnie o czymś innym, gdy tylko znaleźli się w okolicach sceny, Emma wyczekująco na kolegę spojrzała.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 54
avatar
Jonathan Hellyer Jones
Na początku naiwnie stwierdził, że Emma być może dała sobie spokój z tymi porażkami. Jednak gdy już dochodzili do festynowej sceny, wiedział, że się pomylił. Emma była wścibska jak rasowa dziennikarka, ale robiła to w iście uroczy sposób. Jonathan użyczył jej ramienia podczas spaceru, bo - bądź co bądź - był dobrze wychowany, a i nie chciał budzić wątpliwości co do tego, kogo za towarzysza ma panna Cassell.
Zaśmiał się wyłapując jej spojrzenie.
- Jesteś bezlitosna. - pokrcił głową. - Ale umowa to umowa. - uniósł wzrok w górę, jakby się zastanawiał nad odpowiedzia. Ale tak naprawde zastanawiał się czy skłamać. Zerknął na Emmę. Nah. Nie chciał być wobec niej nieuczciwy. - Cóż... Starałem się kiedyś o pewną dziewczynę. Piękna jak marzenie, inteligentna i... zbyt ambitna. Miała już pierścionek na palcu, ale... - uniósł prawą dłoń. - Jak widzisz nie noszę obrączki. Czym ryzykowałem... - zadumał się. - To zależy, jak na to spojrzeć. Czy ryzykowne jest wspinanie się po ścianie na drugie piętro kamienicy? Czy ryzykowne są kosztowne prezenty, na które zresztą nie mogłem sobie pozwolić? - zaśmiał się. - Im bardziej się starałem, tym bardziej się oddalała. Aż w końcu oddała mi pierścionek. To zadziwiające jak szybko adoracja pewnego pana z wyższych sfer zdobyła jej serce, ciało i przysięgę wiecznej miłości. - zaśmiał się gorzko. Nawet po kilku latach nie było to aż tak całkiem zabawne do opowiadania. Wzruszył ramionami.
- Ot i wszystko. - usmiechnal sie już pogodnie. - Mam nadzieję, że ty docenisz poświęcony ci czas. - wyszczerzył zeby. Brzmiało to, jakby cos miedzy nimi planował, ale Emma powinna się domyślić, że nie o to Jonathanowi tu chodzi.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 503
avatar
Emma Cassell
Oczywiście przyjęła ramię Jonathana, nie zamierzając go dziś wymieniać na innego towarzysza. Nawet nie wiedząc, że mężczyzna został w jeszcze gorszy sposob zastąpiony innym.
Słuchała najpierw z ciekawością, szybko zaczynając się zastanawiać, czy miała prawo do wymuszenia na Jonie tej opowieści, aż w końcu skupiła się na tym, że..
- Nie sądzisz, że lepiej jak zakończyło się to wcześniej? Skoro panna taka niezdecydowana, to obietnice mogła złamać później. Pozostawiając za sobą jeszcze większe rozczarowanie.
Zastanawiała się głośno, przez chwilę myśląc jak to jest z nią samą. W swoim życiu oddawała pierścionek setki razy! W zabawie, ale czy kiedyś ona albo Viktor mogliby wziąć to na poważnie?
- Oczywiście, że docenię.
Odpowiedziała, po wycofaniu się z myśli, które mogły zacząć dręczyć. A tego sobie Emma nie chciała robić. Nie wyglądała też, jakby miała uciekać po usłyszeniu historii o porażce.
Uśmiechnęła się do kolegi i wskazała mu na tancerki, zamykające kółko wokół starszego mężczyzny, śliniącego się do ich pół nagich ciał. Emma zaśmiała się i pokręciła głową. Wszystko dozwolone w czasie święta.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 54
avatar
Jonathan Hellyer Jones
- Oczywiście, nie ma tego złego. - patrzył z uśmiechem na mijających ich ludzi, słuchał śmiechów i odgłosów dobrej zabawy. Tak, zdecydowanie dobrze zrobili przychodząc tu. - Zapytała kiedyś, czy będę o nią walczyć, jeśli zajdzie potrzeba. Odpowiedziałem, że tak, a później dotrzymałem obietnicy. Zdobiłem, co mogłem, łamiąc sobie przy tym serce, ale... Masz rację. Lepiej wcześniej niż później. Zresztą, to już przeszłość.
Rozglądał się, by znaleźć dla nich jakies dogodne miejsce. Wypatrywał wolnego stolika, ale ostatecznie pociągnął lekko Emmę, by dotrzeć z nią do kramiku z loterią fantową. Zapłacił i rzucił.

7 - gra w kulki

Skrzywił się, a potem spojrzał przepraszająco na Emmę.
- Liczyłem raczej na coś bardziej... - zaśmiał się. - Sam nie wiem. Masz na coś ochotę?
Powrót do góry Go down
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Scena
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next
 Similar topics
-
» scena, na której gra naćpany zespół

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: * EVENTY * :: Święto Ognia 2-