IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Sklep z protezami

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3 ... 12 ... 23  Next
Admin
Liczba postów : 4129
avatar
Admin


Cennik:
1. TYP I
Podstawowe, często zacinające się, trochę zardzewiałe
Dłoń - 7 kredytów
Przedramię - 10 kredytów +1 do kondycji
Ramię od barku - 20 kredytów +1 do kondycji
Stopa - 16 kredytów
Noga od kolana - 30 kredytów +1 do kondycji
Noga od biodra - 52 kredyty +1 do kondycji
Wózek inwalidzki napędzany parą – 60 kredytów

2. TYP II
Produkty średniej jakości, rzadko się zacinające, będące mieszanką między podstawowymi protezami, a tych z najwyższej półki.
Dłoń - 48 kredytów +1 do kondycji, +1 do reakcji
Przedramię - 60  kredytów +2 do kondycji, +1 do reakcji
Ramię od barku -85  kredytów +3 do kondycji, +1 do reakcji
Stopa - 48  kredytów +1 do kondycji
Noga od kolana - 75 kredytów +2 do kondycji
Noga od biodra - 96  kredytów +3 do kondycji
Wózek inwalidzki napędzany parą – 120 kredytów

3. TYP III
Protezy najwyższej jakości, często z nowymi elementami, cicho chodzącymi.
Dłoń – 145 kredytów +2 do kondycji, +2 do reakcji
Przedramię – 180 kredytów +3 do kondycji, +2 do reakcji
Ramię od barku – 240 kredytów +4 do kondycji, +2 do reakcji
Stopa – 145 kredytów +2 do kondycji
Noga od kolana – 220 kredytów +3 do kondycji
Noga od biodra – 300 kredytów +4 do kondycji
Wózek inwalidzki napędzany parą – 360 kredytów

4. Usługi
A) Konserwacja od 1 kredytu, w zależności od stopnia złożoności protezy – cena negocjacyjna
B) Naprawa od 2 kredytów, w zależności od rozległości uszkodzenia i ceny nowych elementów zamiennych – cena negocjacyjna


Ostatnio zmieniony przez Admin dnia Sro Kwi 02, 2014 12:52 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 34
avatar
Noah Sanders
Kolejny dzień zapowiadał się znakomicie dla młodego małżeństwa prowadzącego sklep z protezami. Sam Noah sądził, że zarabiał na ludzkim nieszczęściu, ale to nie przeszkadzało mu wcale w rozszerzaniu asortymentu. Wiele razy Beth mówiła mu jasno, że nie chodzi wcale o żerowanie, ale o polepszeniu jakości życia - w momentach zachwiania moralności męża mówiła wprost o przydatności protez. Szczególnie w czasach jakie nastały.
Siedział właśnie za rzemieślniczym biurkiem, które stało za materiałową kotarą po prawej stronie pomieszczenia. Miał na głowie nasuniętą przepaskę ze szkłem powiększającym na prawe oko i pochylał się nad drobnymi elementami protezy przedramienia. W swoich dłoniach trzymał pęsety, ponieważ własnymi paluchami nie byłby w stanie niczego zdziałać.
Sprzedał tę protezę zaledwie kilka dni temu, z podstawowego asortymentu, a więc najniższej jakości, wiecznie się psujący i rdzewiejący. Klient nie wrócił z reklamacją, bo ten przedmiot został sprezentowany przez władze miasta za darmo. Dlatego przy naprawie, musiał już zapłacić nieco.
- Beth? Mogłabyś przynieść z zaplecza te nowe ośki, które wczoraj przyszły? - Zakrzyknął do swojej żony, nie odrywając się ani na moment od pracy. W sklepie nie było klientów, dlatego mógł pozwolić sobie na tego typu swobodę. Szczególnie, że włożył śrubkę w odpowiednie miejsce i właśnie szukał lewą ręką śrubokrętu. Palce błądziły przez chwilę po blacie, kiedy Noah wpatrywał się w śrubę i przytrzymywał ją pęsetą. W końcu natrafił na ten konkretny rozmiar i ostrożnie zaczął przykręcać śrubkę. Ośka była do wymiany, ale to za moment.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1362
avatar
Beth Ryder
Pani Sanders w tym samym czasie krzątała się po sklepie. Korzystała z tego, że nie  ma klientów i pościerała kurze. Musiała nawet wejść na małą, rozkładana drabinkę by móc posprzątać na wyższych półkach. Noah pewnie by tam sięgnął bez problemu ale niestety nie ona przy swoim wzroście. Czasami zazdrościła smukłym, wysokim blondynkom prezencji ale zamiast potem uświadamiała sobie, że ją spotkało w życiu coś o wile bardziej cennego. Może i nie była femme fatale i nie przyciągała męskich spojrzeń ale za to miała swojego męża i ich miłość. Nie mogło ją nic lepszego w życiu spotkać.
- Jasne. Zaraz ci przyniosę.- odkrzyknęła mężowi, który manipulował przy protezie. Miała nadzieję, że skutecznie uda mu się ją zreperować.
Do uszu Noha na pewno dobiegły odgłosy tego jak schodzi z drabiny zeskakując miękko z ostatniego stopnia na podłogę. A potem jakieś stukoty, gdy szukała odpowiedniej przesyłki na zapleczu. W końcu jednak pojawiła się obok niego z nieodłącznym uśmiechem na twarzy i elementem, którego potrzebował.
-Proszę.- podała mu ośkę i zerknęła przez ramię na to co robił, oczywiście tak by w niczym mu nie przeszkadzać.- I jak ci idzie?- zapytała.

Państwo Sanders porozmawiali chwilę a potem pojawił się klient i dzień potoczył się zwykłym trybem.

zt
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 34
avatar
Noah Sanders
Dni mijały jeden za drugim, a Noah zdawał się każdego dnia promienieć w każdej możliwej chwili, kiedy mógł patrzeć na swoją słodką żonę. W takich chwilach jak ta, kiedy wyszła do koleżanki niedaleko ich sklepu, mógł pogrążyć się w swoich myślach i kontemplować w samotności maszynerię, którą usprawniał właściwie każdego dnia.
Interes nie szedł ciężko, właściwie wystarczało im na podstawowe potrzeby i raz na jakiś czas mogli pozwolić sobie na jakieś mniejsze..szaleństwo. Na brak środków do życia narzekać nie musieli.
W takich chwilach, kiedy brakowało mu rąk do pracy w wykonaniu Beth – obawiał się podświadomie, że za moment pójdzie coś nie tak. Irracjonalny lęk związany z koszmarami sennymi uaktywniał się, jakby za moment do sklepu miał wpaść jakiś przechodzień z informacją, że coś złego stało się jego ukochanej.
Wyszedł zza lady z protezą dłoni z zamiarem odłożenia jej na okienną wystawę, ażeby przyciągnąć klientów – typu II, ale wystarczająco ładnie zaimpregnowaną, aby przyciągać spojrzenia przechodniów. Uśmiechnął się do sąsiada z naprzeciwka i wyciągnął rękę w górę w geście powitania, właściwie odwzajemniając reakcję podstarzałego mężczyzny.
Noah nie miał zamiaru wychodzić jednak ze sklepu, aby rozmawiać. Mimo, że zrobił tak wielki postęp w kwestiach interpersonalnych, to jednak wciąż nie do końca przepadał za tłumami i bardzo życzliwymi rozmowami. Nawet jeśli chodziło o sąsiadów.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość
Wracając do domu, James zauważył szyld lokalu serwującego... no właśnie. Przychodzi zdrowy facet do sklepu z protezami i mówi:

- Dzień dobry...

Jamses rozejrzał się dookoła, wszędzie znajdowały się zamienniki kończyn. Bogata witryna świadczyła o szerokiej gamie produktów. O ceny pytać nie chciał. Podobno gentelmani nie rozmawiają o pieniądzach. Nie, żeby Giger był kimś tego pokroju, ale zawsze warto było mierzyć wyżej, nawet jeśli upadek może okazać się nad wyraz bolesny.

- Ma pan szeroki asortyment towaru. – zaczął dość neutralnie zbliżając się do lady i zachowując trochę jak dziecko w sklepie z zabawkami. Głowa wędrowała dookoła starając się ogarnąć wzrokiem jak największą część sprzętu.

- Od dawna zajmuje się pan robieniem protez? - spytał niezobowiązująco, bo przecież nie pytał o nic o co pytać nie wypada... chyba. Jegomość za kontuarem zaszczycił całkiem miłym uśmiechem, pomimo, że ciągle czuł na twarzy cios wykidajły z baru „Claudette”. Było, minęło powinien puścić to w niepamięć, mimo, że nie przychodziło to najłatwiej, ale takie rany najlepiej leczy czas, procenty... i alternatywne środki uśmierzające wszelkie zmartwienia, o czym kto jak kto ale James wiedział wiele... bardzo wiele.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 34
avatar
Noah Sanders
Poderwał głowę wraz z dźwiękiem dzwonka, który oznajmiał o przyjściu nowych klientów. Ostatnio czytał w gazecie, że napadli na doktor Burnett – nie to, aby się obawiał jakichś ciemnych typków, ale lepiej dmuchać na zimne, skoro nie dba już tylko o siebie wyłącznie.
- Dzień dobry! – Powitał nieznajomego mężczyznę życzliwym uśmiechem, odkładając niespiesznie protezę i wyprostował się, wycierając czyste ręce w fartuch, jak miał przerzucony przez głowę. Ot, był chyba typem elegancika, który nie chce pobrudzić się olejem podczas naprawy.
Uśmiech Noah był do szpiku kości uprzejmy, jakby widział swojego sąsiada obok – rozmawiał z nim wczoraj, będzie z nim rozmawiał jutro. Ot, zwykła rutyna, bez włażenia w dupsko i natarczywości.
- Staram się dawać klientom możliwość wyboru. Jak największą. – Przyznał szczerze, podejmując niezobowiązującą konwersację z mężczyzną, do którego właśnie podszedł i stanął obok lady.
- Ten sklep – przesunął dłonią w powietrzu, gestem zagarniając całe pomieszczenie – to rodzinny biznes, więc od małego berbecia przyglądałem się ojcu. – Uśmiech Sandersa powiększył się na krótki moment, na wspomnienie przeszłości. Nie minęła jednak sekunda czy dwie, jak nieco bardziej spoważniał i położył dłoń na ladzie, w lekkim oczekiwaniu. – Czy mogę panu w jakiś sposób pomóc albo doradzić? – Spytał gładko.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość
Miał więc do czynienia z człowiekiem, który znał się na rzeczy. Może ocenił to zbyt pochopnie, ale sam również od małego przypatrywał się poczynaniom ojca więc poczuł się może nie tyle jak ktoś kto odnalazł bratnią duszę, ale człowieka, z którym można wymienić doświadczenia.

- Rodzinna tradycja, prawda? – zagardał na poły żartobliwie i skupił się na odpowiedzi sprzedawcy.

- Przechodziłem obok, pomyślałem, że wpadnę i rzucę okiem na pańskie produkty. Zbiór jest przyznaję dość pokaźny... – docenił przestając w końcu rozglądać się turystycznie po ekspozycjach i wlepiając wzrok w twarz właściciela. Tradycja to dobra rzecz, ale interesuje mnie coś... specjalnego. Mógłby pan pokazać mi, pańskie najdoskonalsze dzieło? – zapytał wprost ni z gruszki ni z pietruszki. Ciekawił go kunszt twórcy protez. Chciał się przekonać czy ma do czynienia z wprawnym rzemieślnikiem czy też... no właśnie. Nie teraz o tym. James czekał, na małą prezentację, klienci przychodzą tu bo muszą kupić coś, co ułatwi im życie. Jak wnioskował Giger, nie zawsze jest szansa by pochwalić się swoim warsztatem, tym bardziej nieczęsto zdarza się, by ktoś faktycznie potrafił docenić dobrą robotę. I nie, James nie był żadnym specjalistą i autorytetem w dziedzinie protez, ale miał swoje zdanie na ten i tamten temat.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 34
avatar
Noah Sanders
- Dokładnie. - Odparł dośc lakonicznie, chociaż obserwując mimikę twarzy Noah trudno było orzec czy chciałby zakończyc tę konwersację czy poprowadzic ją na nieco inne rejony. Od paru dobrych już lat nauczył się uprzejmego uśmiechu, dzięki któremu zachęcał klientów nie tylko do zakupu bardziej wydajnych (i co za tym idzie droższych protez), ale przede wszystkim wykańczał ewentualną konkurencję. Beth głównie zajmowała się księgowością i stosunkami handlowymi, chociaż to on nauczył ją podstaw tego wszystkiego. Nauczył się, że jest nie tylko pojętną uczennicą, ale też wyprzedziła go w tej dziedzinie i radzi sobie o wiele lepiej od niego.
Nie odsuwał się od lady, niezbyt natarczywie czekając aż mężczyzna wykrztusi z siebie powód przybycia do jego sklepu. Po samym sposobie mowy dało się odczuc, że to człowiek ze sporym wykształceniem, albo przynajmniej potrafiący sprawic wrażenie oczytanego. Noah nie analizował osobowości nieznajomego, uznając go za osobę wystarczająco bogatą, aby zainteresowac się jego najdroższymi "dziełami" jak zdążył nazwac protezy.
Właściwie Sanders nie miał zbyt wiele czasu na przemyślenia, ale swoją prostolinijnością zazwyczaj zaskarbiał sobie serca klientów. Dlatego nie wahał się przed zamyśleniem, jaką powinien udzielic odpowiedź.
Jeszcze nigdy nie zdarzyło mu się stac w takiej niecodziennej sytuacji, kiedy to prezentowac miał swój dorobek rzemieślniczy! Wiedział, że to może byc niezwykła okazja - począwszy od reklamy, może uzyskania sponsora, albo oferty powiększenia sklepu. Wizja jaka się przed nim rozciągała była doprawdy piękna, ale Noah zawsze był realistą. Dlatego po kilku krótkich "hym", opuścił rękę od swojej twarzy i spojrzał bardziej bystrym wzrokiem na rozmówcę.
- Muszę przyznac, że nie na co dzień słyszę takie prośby. - Odezwał się, nie kryjąc zaskoczenia, ale i pewnego rodzaju satysfakcji. - Pyta pan o moje najlepsze dzieło, tak? Cóż, przyznac muszę, że jest wiele, z których jestem niezwykle zadowolony, gdyż wykonywane są one zazwyczaj na zlecenie dla wybitniejszych person naszego miasta. Jest jednak jeden element, z którego jestem niezwykle dumny. Nie jest jeszcze skończony, to zaledwie tylko .. powiedzmy, że prototyp. - Rozgadał się nasz Noah, znikając bez uprzedzenia za kotarą prowadzącą na zaplecze, skąd wydobywały się odgłosy stukania, przekładania i szurania w pośpiechu. Zanim skończył mówic, wyszedł zza zaplecza ze schematyczną protezą ręki aż do przedramienia, ze stosunkowo nowymi i błyszczącymi niemalże elementami, jak na razie bez węgla i bez życia. Noah zatrzymał się po drugiej stronie lady, kładąc z namaszczeniem ów przedmiot, przesuwając palcami po elementach odpowiadających ścięgnom ludzkim. - Jeżeli pan zechce, mogę zaprezentowac sposób, w jaki działa. - Zaproponował z lekkimi wypiekami na polikach, wyraźnie zadowolony iż znalazł się ktoś, kto jest w stanie docenic kunszt jego pracy!
Powrót do góry Go down
Gość
Gość
James chyba dał się złapać na sposób w jaki sprzedawca traktował klientów. Szeroki uśmiech i otwarta postawa sprawiły, że poczuł się swobodniej. Sam nie do końca jeszcze wiedział czy powinien od tak, niemalże bez namysłu dzielić się swoimi spostrzeżeniami z właścicielem sklepu. Tak czy inaczej pomysły, którymi się nie dzielimy z resztą są bezużyteczne. Trzymanie idei dla siebie było oczywiscie ostrożne, ale lepiej chyba by inni też mogli z tego skorzystać... o ile istniała taka szansa.

- Oczywiście proszę się nie krępować – Giger z pełnym skupieniem wpatrywał się w budowę protezy. Interesowao go... w zasadzie wszystko. Od materiałów z jakich została wykonana, przez wagę, rozwiązania mechanizmów wprawiających poszczególne segmenty w ruch, za to mniej interesowały go sposoby łączenia protezy z układem nerwowym. Po co komu proteza, która nie posiada układu pozwalającego nią poruszać bezpośrednio z mózgu? Giger sam pochylił się nad ladą. Ciekawy pomysł ściengien zwrócił jego uwagę.

- Tak... to intersujące – rzekł badawczo zerkając na właściciela, jak gdyby samym tylko wzrokiem spytał czy może dotknąć urządzenia. Uśmiechnął się półgębkiem i znów odczuł nieprzyjemne piętno po uderzeniu gbura z baru. Pochylił się jeszcze mocniej, zerknął z lewa i z prawa, rozcierając w palcach swą brodę.

- Wszyscy zarabiamy na ludzkich krzywdach – powiedział spokojnie i znów wlepił parę bystrych oczu w twarz właściciela. - Gdyby tylko dało zarobić się na tym, by ludzie nie musieli cierpieć, prawda? – rzucił słowa gdzieś w powietrze, nie było w tym jednak ani przesadnej tęsknoty za oddalającym się ideałem i harmonią życia. To brzmiało bardziej, jak pytanie retoryczne...

- Ile czasu zajęłoby panu skonstruowanie takiego egzemplarza... powiedzmy, gdyby nie miał pan innych zobowiązań, napraw i spraw związanych z prowadzeniem takiego biznesu? – spytał konstruktora prototypowej protezy, zupełnie z ciekawości... a może pytał pośrednio o jego dyspozycyjność?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 34
avatar
Noah Sanders
Z początku, Noah nie interesowało nazwisko nieznajomego jegomościa, ale im dłużej z nim przebywał – tym przeczucie, iż powinien dowiedziec się czegoś o nim stawało się coraz silniejsze. Sposób bycia tego człowieka sprawiał, że Sanders czuł niejaką różnicę związaną z umiejscowieniem w drabinie społecznej. Możliwe, że chodziło tutaj przede wszystkim o posiadane przez nieznajomego bogactwo, ale..
„Weź przestań, Noah. Niedorzeczny się robisz.”
Upomnienie siebie w myślach zdołało przerwac bezmyślny tok, który nie był w stanie doprowadzic do racjonalnych wniosków. Uważne spojrzenie nieznajomego musiało mu w pełni wystarczyc, aby ocenic go jako osobę wyraźnie zainteresowaną tematem protez.
Noah odpowiedział łagodnym półuśmiechem na ten sam gest mężczyzny, właściwie to trochę nieświadomie. Zamarł w chwili, kiedy usłyszał komentarz o żerowaniu na ludzkim nieszczęściu. Zamrugał powiekami z niedowierzaniem, jakby chciał w ten sposób sprawic, że niedorzeczne myśli odejdą w zapomnienie.
- Słucham? – Zapytał zdecydowanie zbyt szybko, zdając sobie z tego sprawę w tej samej chwili, kiedy kończył zdanie. Krzyżując spojrzenie z nieznajomym, próbował odgadnąc jego myśli. Zdawały się one sięgac zdecydowanie wyższych poziomów niż te, z którymi na co dzień stykał się Noah. No bo kto każdego dnia zastanawia się nad sensem własnej pracy? Sanders już bardzo dawno temu odgadł, że praca nad protezami nie stanowi dla niego żadnego problemu – nawet, jeśli ma zdzierac kredyty za poprawę jakości danego człowieka. Nawet teraz, kiedy kwestia moralna została poruszona, nie zagłębiał się w nią zbytnio, odpychając wraz z uprzejmym uśmiechem i kręceniem zaprzeczająco głową.
- Każdy stara się życ na miarę swoich możliwości. – Dodał po naprawdę niezbyt długiej chwili przerwy, machnąwszy przy okazji ręką, jakby planował odgoni c jakąś natrętną muchę przy protezie. Zdanie, które wypowiedział zdawało się w ogóle nie zaprzątac jego myśli.
Uśmiechnął się szerzej, ale z większym zamyśleniem kiedy nastąpiło kolejne pytanie – bezpośrednio związane z protezą. Noah przeniósł w końcu właśnie na nią swoje spojrzenie, nie dostrzegając wcześniej niewypowiedzianego pytania mężczyzny dotyczącego dotknięcia samej protezy.
- Muszę przyznac, że zaskoczył mnie pan tym pytaniem. – Powiedział powoli, ostrożnie dobierając słowa. Teraz uzyskał pewnośc, że to nie jest zwykła rozmowa, ale sprawdzanie jego możliwości i kompetencji. Presję jaką czuł, związana była z oczekiwaniami nieznajomego: nie mógł podac czasu ani zbyt długiego, ani zbyt krótkiego. Ot, tylko jaki?
Podniósł wzrok na rozmówcę, ale tym razem nie było krzytyny rozbawienia – tylko sucha i nieco ponura powaga. – Gdybym nie miał innych obowiązków, a wszystkie elementy byłyby dostępne pod ręką powiedzmy, podejrzewam że dwa, może trzy tygodnie. – Oho, Noah przedstawił siebie właśnie jako..no właśnie, czyżby próbował swoich sił jako wynalazca?!
Powrót do góry Go down
Gość
Gość
James nie był zbytnio zadowolony z odpowiedzi sprzedawcy.

- Hym...

Dwa tygodnie to sporo majac na uwadze wcześniejsze posiadanie gotowych części. Giger nie pytał gościa bez powodu. Miasto miało swoich rzemieślników, dobrze byłoby wybrać najrozsądniejszego kandydata. James poczuł się na tyle pewnie, że wyciągnąwszy papierosa nie spytał nawet właściciela czy może tu zapalić. Uznał widać, że może, a chwilowe milczenie uznał za przyzwolenie. Patrzył tylko na konstruktora i przesuwał tytoniowe zawiniątko od jednego kącika ust do drugiego buchając  niespokojnie obłokami dymu jak parowóz.

- Hym...

Długo nie mógł się zebrać w sobie i przedstawić powodu, dla którego zawraca szacowną część ciała dżentelmena zajmującego się wyrobem protez.

- Przepraszam, z tego wszystkiego zapomniałem spytać... Jak się pan nazywa? – wyrzucił z siebie nieco obcesowo zapominając, że wypadałoby również samemu podać swoją godność. Oczy miał dość rozbiegane, niecierpliwe, widać było, że roznosi go od środka i nie było to wspomnienie o bójce w barze.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 34
avatar
Noah Sanders
Noah przypatrywał się uważnie swojemu rozmówcy, jakby oceniając jego zdolności związane z cierpliwością. Zmarszczył przy tym brwi, ponieważ niepokój jaki zaczął odczuwac, nie był czymś przyjemnym oraz chcianym. Szczególnie, że zamyślenie w jakie wpadł nieznajomy mężczyzna było.. dziwne.
Wyprostował się i uniósł nieznacznie wyżej głowę lustrując sylwetkę mężczyzny, kiedy do głowy przyszła mu kolejna myśl. Tym razem o wiele gorsza niż wcześniejsza, ponieważ podawanie informacji takich jak ta może Kusic potencjalnych złodziei.
„Musisz być ostrożniejszy, głupcze.”
Upomniał samego siebie, po czym odezwał się kiedy mężczyzna wyciągnął papierosa suchym, nieco oficjalnym tonem:
- Proszę zgasic papierosa, jeśli chce pan zapalic, proszę wyjśc na zewnątrz. – Pozostawał uprzejmy, ale wyraźnie nie spodobało mu się panoszenie człowieka, o którym nic nie wiedział. Zupełnie tak, jakby był u siebie i mógł robic co mu się żywnie podoba! Noah chwycił prototyp protezy i odwrócił się, odkładając ją poza zasięg rąk potencjalnego klienta, licząc iż usłuchał jego „dobrej rady”.
- Sanders. Tak samo jak ten sklep. – Rzucił nieco złośliwie, dziwiąc się samemu sobie, że w ogóle tak potrafi. Westchnął i pokręcił przecząco głową, jakby przepraszając mężczyznę za swoje wcześniejsze zachowanie. – Noah Sanders. A pan to..? – Zapytał już łagodniejszym tonem, obserwując jego ręce. „Jeśli nie schowa tego, to go wyrzucę zaraz.”
Powrót do góry Go down
Gość
Gość
Mężczyzna cisnął papierosa na ziemię w błyskawicznym tempie, nawet go nie dogaszając i wystrzelił dłonią gotową do uścisku.

James Giger, bardzo mi miło. Na jego twarzy rysowała się wręcz niezdrowa ekscytacja. Kiedy spostrzegł, że zachowuje się nieco dziwacznie wyprostował się poprawił dół garnituru, a z swojej torby prędko wyszarpnąłbloczek białych kart papieru, jeszcze chwilę szukając w środku pióra, które zwinnie zawsze umykało jego palcom ilekroć chciał złapać czarną rękojeść przyboru, tyle razy wpadał on głębiej i osuwał się w rejony, do których trzeba było się dogrzebać przez stosy bibelotów. W końcu rozłożył bloczek na ladzie i błyskawicznie począł sporządzać prowizoryczny, niechlujny szkic o nieco zniekształconych w pędzie proporcjach, ale o kształtach każących zastanowić się czy James jest zdrowy na umyśle. Pośrodku kartki widniała sylwetka człowieka, zaś dookoła prędkimi pociągnięciami pióra kreślone były linię mogące być czymś w rodzaju rusztowania bądź pojazdu. Dopiero po minucie szkic nabierał bardziej realnych kształtów. W końcu oczom Sandersa i Gigera ukazała się ostateczna wizja – człowiek znajdujący się w środku czegoś co mogło uchodzić za coś w rodzaju ruchomego pancerza. Owszem nie było tu miejsca na zbędne detale i szczególy, ale zarys nie pozostawiał złudzeń. Chodziło o jakiś rodzaj zbroi. James podniósł wzrok na właściciela sklepu.

-Co pan o tym sądzi? Zamarł w bezruchu patrząc na Noah, ciekaw jego zdania. Tak, to było szalone... ale z drugiej strony nie rózniło się wiele od zwykłych protez, po prostu było większe, cięższe i... silniejsze. Zdawał sobie sprawę, że zaraz usłyszy coś w stylu, że nie ma takich części, wszystko wypadałoby robić na zamówienie. Zostaje montaż i ewentualne poprawki i kwestia najważniejsza – napęd.

- Przepraszam, zagalopowałem się. Wiem jak to wygląda, zdaję sobie sprawę z kosztów, rozmaitych niedogodności, mogę się też domyślać, że nie przywykł pan do takich projektów. Pytanie brzmi, czy byłby pan w stanie pomóc mi coś takiego skonstruować?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 34
avatar
Noah Sanders
Noah spojrzał znacząco na niedopalonego papierosa, który wylądował na podłodze i nie został nawet przyduszony czubkiem buta. Zmiętolił przekleństwo w myślach, stwierdzając że Beth wcale nie byłaby zadowolona, gdyby pokazał się klientowi jako wierszokleta od siedmiu boleści. Zamiast tego westchnął pod nosem i wyciągnął rękę w kierunku Gigera, ściskając mocno i pewnie jego dłoń. Tyle dobrego, że usłyszał jego nazwisko i będzie mógł dowiedziec się od innych klientów co nieco na jego temat. W Neozigguracie można było posłuchac kilku plotek i mimo, że Noah za nimi zbytnio nie przepadał, to jednak zaciągnąc języka z pewnością musiał.
Cierpliwie czekał aż mężczyzna odnajdzie odpowiednie przyrządy, samemu robiąc nieznacznie więcej miejsca na ladzie. Z miarą jak czas mijał i szkic otrzymywał coraz więcej szczegółów, brwi Sandersa mknęły w górę. W końcu podwinął rękawy, pochylając się na łokciach nad nakreślonym projektem i bezceremonialnie, po usłyszeniu pytania zapatrzył się w niego, odwracając w swoją stronę.
Nie miał pretensji o różnice w proporcjach czy też brak szczegółów, liczył się sam pomysł i idea stworzenia czegoś innowacyjnego. Tym razem Noah podniósł rękę i zaczął gładzic swoją brodę, mimo że nie było na niej żadnych najmniejszych śladów zarostu, który został ścięty dzisiejszego ranka.
Pokręcił przecząco głową kiedy mężczyzna zaczął przepraszac, a w połowie jego wypowiedzi podniósł rękę i zamachał nią, jakby próbował go uciszyc. – Zrobienie takiego mechanizmu dla zdrowego człowieka będzie z pewnością łatwiejsze od wykonania protez, nie trzeba będzie pamiętac o połączeniu nerwowym z układem fizycznym człowieka. – Zaczął mamrotac pod nosem, jakby nie do końca zdawał sobie sprawę z obecności pana Jamesa. Brwi wciąż miał zmarszczone, ale oczy błyszczały od wyraźnego zainteresowania tematem. – Mogę? – zapytał nagle, podnosząc głowę i czekając na odpowiedź, zapewne chwycił pióro, nanosząc kilka kresek do ogólnego szkicu wykonanego przez mężczyznę. – Z pewnością zabierze to wiele środków finansowych. Samo funkcjonowanie tego układu będzie pożerac ogromne ilości węgla, jeśli odważyłby się pan ten sposób napędu! – Postukał końcówką pióra w pierś naszkicowanego człowieka, podnosząc spojrzenie na mężczyznę. Daleko mu było do euforii, w jaką wpadał Giger, ale z pewnością Noah poważnie myślał już o tym projekcie.
- Oczywiście, byłbym w stanie pomóc panu. Jednak podejrzewam, że praca nad tym projektem dla jednego człowieka zajmie sporo czasu. Nawet, jeśli nie miałby innych obowiązków na głowie. – Odpowiedział w końcu na pytanie, prostując się i opierając dłońmi o blat lady spojrzał poważnie na mężczyznę.
Tak, z pewnością jest bogaty. I szalony.
Skwitował, wyraźnie niezainteresowany kwestią z jakiego powodu takie cudo jest potrzebne nieznajomemu. Gdzieś w głowie zapaliła mu się lampka, że Blight może mógłby pomóc przy projekcie ze swoimi badaniami z gazem ziemnym.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość
James nie oponował przed naniesieniem pewnych poprawek na szkic, z uwagą przyglądał się kolejnym kształtom pojawiającym się na papierze.

- Domyślam się, że zabierze sporo czasu i niestety pieniędzy, trzeba jednak wyprodukować choćby działający prototyp. Giger nie chciał na razie wprowadzać Sandersa w szczegóły, ale jeśli udałoby się stworzyć taką maszynerię i zyskać sponsorów zainteresowanych masową produkcją życie tak Jamesa i Noah zmieniłoby się... diametralnie. Będąc potentatami na rynku wysokiej techniki staliby się obrzydliwie bogaci. Nie chodziło jednak tylko o pieniądze, będąc właścicielem zakładów zajmujących się takimi przedsięwzięciami posiadaliby wpływy daleko wykraczające zasięgiem poza to o czym dziś mogliby tylko marzyć. To byłaby prawdziwa rewolucja. Zupełnie nowe ścieżki do obrania, zupełnie inne kontakty, możliwości... i zupełnie nowy świat.

- Noah, mogę się tak do ciebie zwracać, prawda? – zaproponował bezceremonialnie przejście na „ty” bowiem upieranie się przy relacjach na oficjalnej stopie mogło tamować klarowność poglądów.
- Tu nie chodzi tylko o chodzącą puszkę. Sam nie dam rady stworzyć czegoś doskonałego, ale z twoją czy inną pomocą marzenie może stać się realne. W tym rzecz właśnie rzecz. To urządzenie nie będzie potrzebowało wiele węgla... kto wie, może nie będzie potrzebowało go wcale. Napęd to moja działka – puścił mu oko, lecz nie w jakiś zdegenerowany sposób, a podkreślający jedynie, że Giger ma pomysł na wprawienie w ruch maszyn bez użycia tego cennego surowca. Ciekawe czy Noah w tej chwili zrozumiał konsekwencje jakie przyniesie ze sobą pokazanie światu cudownej maszyny nie potrzebującej eksploatowania złóż węgla w tak okrutnej skali z jaką spotykano na codzień. Tu nie chodziło już o jakąś techniczną nowinkę. Rewolucja przemysłowa wisiała w powietrzu. Po nitce do kłębka, tworząc nowe źródło energii, można było sprawić, by ci, którzy dzierżyli władzę nad światem dzięki posiadaniu kopalni, zostali zepchnięci niżej w hierarchii. Tu nie trzeba było wielkiej wyobraźni. Wypuszczenie takiego cuda na rynek było ich przepustką nie tylko dla samych siebie, ale dla całego społeczeństwa. Nie, James nie był niestety bogaty, ale również nie był szalony. Miał śmiałe pomysły, brakowało mu tylko trochę finansowego wsparcia i dodatkowych rąk do pomocy. Najlepsze w tym wszystkim, że to miało prawo się udać.

- Jeśli zgodzisz się mi pomóc, będę musiał prosić cię o absolutną dyskrecję. Nie będziemy prawić sobie komplementów dla samej kurtuazji, jesteś wystarczająco bystry by wiedzieć, co może przynieść nam wyprodukowanie czegoś takiego, w takim kształcie o jakim teraz rozmawiamy... – skończył pukając palcem w szkic zbroi.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 34
avatar
Noah Sanders
Noah był niezbyt wymagającym słuchaczem, jednak w chwilach kiedy chodziło o coś istotnego – a w tym wypadku o jego udział w tym nietypowym przedsięwzięciu – słuchał niezwykle uważnie. Dlatego niemalże od razu złapał się zwrotów „trzeba” i „choćby”, doznając nagłego olśnienia iż za Jamesem może stać ktoś potężniejszy, kto zlecił mu znalezienie rzemieślnika. Skinął jednak głową, dochodząc do wniosku iż jeśli nie będzie nieznajomego zbyt mocno ciągnąć za język – to jednak sam mu powie, może trochę jedno czy dwa zdania zbyt wiele.
Nie miał nic przeciwko zawieraniu ściślejszych znajomości, a skoro oboje mieli rozmawiać na poważniejszy temat – zgodził się, aby mężczyzna pominął formalne zwroty i przeszedł od razu do sedna sprawy. Przypatrywał mu się bacznie, nie zmieniając poważnego wyrazu twarzy ani o jotę.
- Ah tak.. – Wymamrotał pod nosem, zastanawiając się jakąż innowację mógłby wprowadzić Giger do przedstawionego przed nim modelu. Zsunął więc wzrok na szkic, przesuwając spojrzeniem głównie po torsie modela. To właściwie spędzało sen z powiek Sandersa, a sen który mu się właśnie śnił był niezwykle piękny i co gorsze – realny. Westchnął, celując palcem w mostek projektu.
- Z kończynami nie będzie problemów, James. Gorzej sprawa się ma z torsem, bo nigdy nie miałem z czymś takim do czynienia. Owszem, tutaj można pokusić się śmiało o blachy stricte zabezpieczające, ale pod nimi musiałyby.. – Ostatnie zdanie zaczął mówić coraz ciszej, aż w końcu urwał i podniósł spojrzenie na Jamesa. Czuł, że ma zbyt wiele detali podanych do projektu, aby mógł się go podjąć. Z drugiej jednak strony, czy gdyby zaryzykował, to ryzyko przyniosłoby mu duże zyski?
Pochylił się nad szkicem, trąc swój kark w zamyśleniu, w które wpadł po raz kolejny podczas tego spotkania. Ostatecznie podniósł wzrok z niemrawym „co?” zastygłym na ustach, kiedy Giger zaczął mówić o szczegółach współpracy mężczyzn. Dlatego też Sanders wyprostował się, tym razem nie podpierając się rękoma o blat, ale o biodra.
- Aby się zgodzić na współpracę, muszę poznać nieco więcej szczegółów dotyczących tego planu. – Powiedział poważnie i wyraźnie, starając się odrzucić wizję rozlewającą się przed nim jako bogatego człowieka. Przecież już teraz uważał się za przeciętnego, a władza nigdy go specjalnie nie korciła. Chciał żyć w spokoju i bez rozgłosu, ale z drugiej strony…
„Mógłbym bez przeszkód kupować suknie Beth, jakie tylko by chciała. I całą rodzinę chomików by dostała. Może nawet udałoby mi się sprowadzić żywy egzemplarz!”
Noah skrzyżował ręce na klatce piersiowej, a między ściągniętymi brwiami zaczęła tworzyć się już całkiem poważna zmarszczka. Wyraźnie walczył ze swoimi myślami. I przegrywał, bo coraz uporczywiej wpatrywał się w szkic.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość
James zdziwił się. Kończyny nie będą problemem, za to tors będzie sprawiał kłopot?
- Spokojnie, tors to najmniejszy problem. Skupiłbym się raczej na wytrzymałych plecach, zresztą wszystko wyjdzie w praniu. – Giger nie miał jak wytłumaczyć pewnych rzeczy dopóki nie pojawi się techniczny plan maszynerii.

- Szczegóły planu, tak? – spytał retorycznie spoglądając na rozmówcę.
- Co potrzebujesz wiedzieć? Nie noszę przy sobie tak... cennych dokumentów. Mogę w tej chwili powiedzieć, że potrzeba będzie dużo lekkiego, ale bardzo wytrzymałego metalu. Jak już wspomniałem, ja zajmę się napędem, do Ciebie należałby montaż, pozyskanie odpowiednich części i sprawdzanie, czy gdzieś w moich wyliczeniach nie pojawiają się błędy. Zdaję sobie sprawę z tego, że to kosztowne i długoterminowe przedsięwzięcie. Jeśli znajdę sponsorów, powinno to znacznie odciążyć nasze kieszenie. Tak czy inaczej myślę, że możemy się od siebie wiele nauczyć a współpraca okaże się owocna.

Patrzył jak Noah nad czymś myśli, nie miał zamiaru wyrywać go z tego skupienia. Nie jest to codziennością mierzyć się z problemami jaki niesie za sobą wizja kooperacji przy takim projekcie. Tak czy inaczej, James wolał myśleć o pozytywnych stronach całej tej sprawy, wszelkich trudności nie marginalizował, ale jakoś podskórnie ufał, że wszystko pójdzie po jego myśli. Sam też zamyślił się, jednak bardziej nad kwestią napędu. Węgiel dawał sporo energii, ale potrzeba było czegoś, co da jej jeszcze więcej, a przy tym będzie wydajniejsze i dużo lżejsze. Jeśli Sanders zgodzi się zaakceptować układ, dojdą jakoś do porozumienia.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 34
avatar
Noah Sanders
Dla Gigera problem torsu był najmniejszym problemem, jednak Noah wychodził z założenia, że coś czego się jeszcze nie imał może Stanowic nielada wyzwanie dla tejże dwójki. Pokiwał więc ze zrozumieniem głową, stwierdzając podobny wniosek do mężczyzny – iż wszystko okaże się, jak już zacznie się montaż odpowiednich części.
Wysłuchał mężczyzny do końca, nie przerywając mu, ale powtarzając poszczególne słowa w myślach. Ostatecznie odczekał stosowną chwilę, aby nie palnąc głupoty i po przemyśleniu zapytał:
- Chciałbym wiedziec między innymi to, jak wiele musiałbym wyłożyc ze swojej kieszeni na części, o których wspomniałeś. Jak wielkie jest ryzyko, że nie uda nam się pozyskac sponsorów i sprzedac tego projektu.– O tak, oczywiście że zaczął od kwestii finansowych, ponieważ jako głowa rozszerzającej się rodziny musiał Myślec przyszłościowo. Doskonale znał marzenia Beth o gromadce dzieci biegającej po ich zakładzie oraz mieszkaniu, a jeśli on miał urzeczywistnic kobiecie te marzenia – nie mógł ładowac się finansowo w jakiś bajzel. Podniósł wzrok na Jamesa, odpychając od siebie myśli bezpośrednio związane z zawiązywaniem kolejnych znajomości, na odnalezienie najlepszego surowca: lekkiego, ale wytrzymałego. Istotniejsze było, w jaki sposób Giger zamierza podzielic się również ewentualnymi zyskami. O to jednak Noah na razie nie pytał, przekonany że z pewnością zostałby źle odebrany i przedstawiłby się jako mężczyzna próżny, ślepo zapatrzony w pieniądze. A przecież on taki nie był.
Ważniejsze było dla niego zdrowie, a przy montażu takiego ustrojstwa mogą pojawic się komplikacje – szczególnie, iż napęd jest owiany zupełną tajemnicą. Patrzył na mężczyznę poważnie, czekając na jego odpowiedź i w międzyczasie zerknął ponownie na szkic.
Zbroja wydawała się być całkiem prostą sprawą, jednak zmontowanie protezy na zdrową rękę było czymś bardzo nieprzeciętnym. Noah wiedział, że przez kilka najbliższych dni będzie pracowac nad modelem choćby dłoni, aby pokazac Jamesowi efekt swojej pracy. Taki bardzo uproszczony prototyp, czy w ogóle ma wystarczające umiejętności na podjęcie się tego wielkiego planu.
Wiedział już, jaką da odpowiedź Jamesowi i dzięki temu poczuł jakąś ulgę, nie związaną z poczuciem presji. Wbił ponownie spojrzenie w swojego rozmówcę, ale nie patrzył już tak, jakby zamierzał go pzreświetlic samym wzrokiem. Ot, wyglądał na zaciekawionego.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość
- Koszta... nie mam bladego pojęcia – odparł z rozbrajającą szczerością.
- Części nie są moją specjalnością, mam pewne wyobrażenie co ile kosztuje na rynku, ile uda się ugrać u producentów i tak dalej. Konstrukcja będzie maksymalnie uproszczona, co powinno odjąć nam trochę gotówki z niewyczerpalnego konta zmartwień, ale początki często bywają trudne. Damy radę, Noah, do odważnych świat należy. Co do sponsorów... myślałem by zwrócić się do paru osób, ale najpierw muszę zrobić małe rozeznanie. Ostatnia sprawa – sprzedaż... Gwarantuję ci, że pierwsi kupcy gotowego produktu, znajdą się tak szybko, jak pokażemu światu pierwszy egzemplarz, a wtedy będą walić do nas drzwiami i oknami.

Można było mieć silniejsze dłonie, metalowe ramiona, czy mechaniczne nogi... ale mieć w garażu pancerz, który pomoże zrobić wszystko trzy razy lepiej i szybciej. Giger nie chciał od razu epatować określonymi pomysłami, ale nie trzeba było wytężać mocno wyobraźni, by przekonać się do czego zdolne będzie takie cacko w kopalni, warsztacie, magazynie... czy w wojsku. Każdy, kto będzie miał wystarczająco dużo pieniedzy zda sobie sprawę z tego, że zastosowań dla takiej maszyny jest tyle ile ludzi na świecie i każdy będzie mógł wykorzystać ją do czegokolwiek tylko zechce. Sam James nie wspominał jeszcze o tym, że cokolwiek uda się ugrać, w planie ma jednoczesną budowę nie jednego, a dwóch egzemplarzy. Ile kredytów to pochłonie – nie miał bladego pojęcia. Skoro postanowił wystrzelić z pomsłem i wiedział jak się do tego zabrać, pieniądze nie stanowiły dla niego problemu. Eh... dobra – stanowiły, ale bardzo nie chciał dać tego po sobie poznać. Ufał, że po wszystkim wynagrodzi sobie wszystkie wyrzeczenia. Spojrzał na Noah. Nie miał zamiaru wpędzać go w finansowe tarapaty, ale zaciskająć pasa i ciężko pracując powinni dać radę obydwoje udźwignąć ciężar inwestycji nie popadając w żadne długi. Zresztą... nawet jeśli nie znajdzie się nikt zainteresowany ich produktem... wiedział jak wykorzystać z pomysłem taki pancerz... a nawet dwa. Zostawała jeszcze kwestia napędu. Jeśli prototyp będzie działał bez zarzutu, zaniesie dokumenty do urzędu patentowego, resztę zrobi czas i społeczeństwo. Odpłaci Sandersowi wszystko z potężną nawiązką.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 34
avatar
Noah Sanders
Noah skinął obojętnie głową, jakby spodziewając się takiej właśnie odpowiedzi ze strony nieznajomego. Wciąż nie uważał go za znajomego, a tym bardziej kogoś bliskiego – skoro jednak mieli podjąc współpracę, Sanders musiał zaciągnąc języka oraz dowiedziec się wszelkich wad i zalet kosmicznego pomysłu. Szczerośc Jamesa została doceniona, ponieważ Noah nie odmówił od razu, tylko zastanawiał się nad równie szczerą odpowiedzią.
Westchnął kiwając głową, domyślając się, że mężczyzna oczekuje od niego zakupu odpowiednich części. Jak na razie mężczyzna nie wspominał o swoich starych rupieciach, dzięki którym można byłoby coś ugrac. Najważniejsze były jednak ośki i zębatki, pomniejsze elementy, za które można było stracic naprawdę sporo kredytów.
Skupiony wpatrywał się w wykonany przez Gigera szkic, wiedząc że odwaga i ryzyko mogą mu się opłacic. I chociaż mocno odpychało go od brania udziału w tym szaleństwie, to jednak … te sukienki dla Beth byłby naprawdę śliczne. Mężczyzna westchnął ciężko, wyraźnie nie wiedząc co uczynic w tej kwestii . Skrzyżował ręce na swoim torsie, podnosząc spojrzenie na Jamesa w chwili, kiedy otworzył usta:
- Powiem wprost, James. Oczekujesz ode mnie wkładu finansowego w wynalazek, który może zadziałać a nie musi. Na chwilę obecną znam zbyt mało szczegółów, aby wejść w ten plan na ślepo i zgodzić się na wszystko. Jestem człowiekiem racjonalnym, może nawet zbyt sceptycznym, dlatego musiałbym najpierw obliczyć, ile by wyniósł koszt wykonania prototypu. Posiadam kilka nieużywanych części, które mogą się przydać do budowy – w tym momencie zastukał palcem w szkic, opierając się drugą dłonią o ladę. Spojrzenia jednak nie zsunął z mężczyzny ani przez chwilę. – Ile mam czasu na zastanowienie się?
Ostatnie pytanie zostało zadane po stosownym przemyśleniu, kiedy do Sandersa dotarło, że mężczyzna może poszukiwać innych wspólników – być może bardziej utalentowanych od niego. W końcu w Neozigguracie nie brakowało wynalazców, którzy pragnęli podzielić się światem swoim odkryciem. Czas grał tutaj ogromną rolę, jednak Noah nie chciał podejmować tak wielkiej decyzji samotnie. Nie musiał mówić o tym Jamesowi, ponieważ jemu ufał zdecydowanie mniej od Beth – która z pewnością tajemnicy mężowskiej dochowa, uprzednio doradzając cóż ma uczynić w tej kwestii.
Dodatkowym argumentem przemawiającym za czasem jest kwestia tegoż zaufania – ponieważ nie oczekiwał Gigera z wprowadzeniem w szczegóły. Nie brakowało w tym mieście również oszustów, którzy małym kosztem próbowali zabrac czyjąś własnośc – podpisując własnym nazwiskiem.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość
- Oczekuję twojej pomocy, ten wynalazek, który zadziała, nie widzę żadnej przeszkody by tak się nie stało. Wszyscy musimy ponieść niestety odpowiednie koszty, choć nijak mi się to nieuśmiecha. Uroki inwestycji – James był szczery, podobnie jak Noah, mimo całego swego marzycielstwa był człowiekiem racjonalnym. Maszyna nie była na tyle duża by głowić się nad nierealnymi stopami, które udźwigną ciężar naprężeń i sił na niego działających. Napęd był wydajniejszy niż węgiel, co więcej – jego zużycie miało być adekwatne do pracy jaką wykona zbroja. Nie było mowy o bezsensownej utracie energii przez ciągłe spalanie. Selektywność udziału paliwa była kluczem do sukcesu, zaś innowacyjny system odzyskiwania częsci utraconej energii, był kamieniem milowym techniki, już teraz nawet na etapie teoretycznym. James nie spotkał się jak dotąd z konstrukcją, która część wyzwolonej energii, za pomocą przekładni i zębatek przekazywana była do poręcznego akumulatora, gdzie choć część z niej mogłaby zostać użyta ponownie, a to jedynie mały procent mocy hybrydowego napędu, który miał wprawiać w ruch konstrukcje znacznie cięższe i większe niż dotychczasowo używane maszyny. Paliwo wymyślone przez Gigera było po prostu wydajniejsze. Oszczędność sama w sobie. Wiek pary mógł stać się echem przeszłości, a o nazwiskach konstruktorów nie tylko pisano by w podręcznikach, ale nazywano nimi ulice i pomniki.

- Oczywiście, że masz czas na zastanowienie się nad całą tą sprawą – Giger sięgnął do torby podając Noah swoją wizytówkę. Widniała na niej informacja nie o konstruktorze czy mechaniku lecz... poczciwym terapeucie. Jak tylko zdecydujesz się na współpracę zaznajomię cię ze szczegółowszymi danymi całej tej maszynerii. Zaręczam ci, że widziałeś do tej pory czegoś takiego i gdy wyobrazisz sobie to monstrum w ruchu, znikną twoje wątpliwości. Ile czasu potrzebujesz?– James zapytał uśmiechając się przyjacielsko.

-Byłbym też wdzięczny gdybyś sporządził kosztorys pieca hutniczego, lub czegoś, co da odpowiednią temperaturę by stopić metal w bezpiecznych warunkach. Moim zdaniem będzie dużo taniej samemu tworzyć części z surowego materiału, będziemy mogli samemu wytwarzać elementy, co więcej, zachowamy sprawę w dyskrecji i bezpieczeństwa. Było nie było, lubię swoje ręce, czuję się do nich przywiązany - zażartował, choć miał nadzieję, że nie urazi to jegomościa parającego się przecież wyrobem protez.

- Aha tak przy okazji – gdyby zjawili się jacyś nieszczęśnicy – wymownie pokazał na swoim ciele gestem palca brak kończyn – Byłbym niesamowicie rad, gdybyś zechciał polecać im mnie. Ty pomagasz im dając nowe ciało, ja... cóż, ja mogę uleczyć ich dusze - odpowiedział w podobnie żartobliwym tonie. James potrafił być zarówno poważny jeśli chodziło o sprawy pracy i wesoły, gdy można było pozwolić sobie na dowcip.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 34
avatar
Noah Sanders
„Niestety odpowiednie koszty” jakie każdy miał poniesc, ani trochę nie podobały się Sandersowi. Dlatego lekko zmarszczył brwi, słysząc o urokach inwestycji. Nie był zbyt mocno przekonany do planu nieznajomego, ale w końcu… jego ojciec też ryzykował otwierając skromny sklep z protezami. Noah pokręcił w zamyśleniu głową, odpędzając natrętne myśli nad którymi będzie musiał się zastanowic dopiero za jakiś czas.
Odebrał bez słowa wizytówkę mężczyzny, a zaskoczenie na jego twarzy odmalowało się bardzo wyraźnie gdy oczy dostarczyły mu odpowiednią wiadomośc – terapeuta. Zamrugał z niedowierzaniem powiekami, aż w końcu odezwał się po kilku sekundach:
- Skąd terapeuta interesuje się takimi… prototypami? – Zagadnął właściwie z czystej ciekawości, zapominając o kwestiach związanych z obowiązującą uprzejmością czy konwenansami. Prawda była taka, że James mimo wszystko przypadł mu do gustu jako rozmówca.Uśmiechnął się po chwili nieco rozbawiony wizją pracującego terapeuty nad mechanicznymi zębatkami i osiami, które były właściwie całym życiem Noah. No.. prawie, bo teraz sensem jego życia była kobieta o wdzięcznym imieniu Elisabeth.
- Mogę obiecac, ze przemyślę również i tą kwestię.. – Wymruczał, już zastanawiajac się nad tym jakiej wielości powinien być ów piecyk. „Spróbowac nie zaszkodzi, na razie nie ładuję w to pieniędzy.”
Przeniósł spojrzeniem na dłonie mężczyzny, stwierdzając że przy pracy tak czy inaczej mogą się zdarzyc wypadki – chociażby daleko nie szukac, jego ojcu urwało nogę do wysokości kolana podczas sprawdzania protezy klienta.
Pokiwał głową we wciąż obecnym zamyśleniu, ale w końcu słowa przedostały się przez mgłę jego myśli i spojrzał na Jamesa bardziej trzeźwym spojrzeniem. – Oczywiście, taki interes to dobry interes. Oczywiście, gdybyś ty miał jakichś bez protez jeszcze to też polecaj. – W tym momencie puścił oczko do mężczyzny, podłapując w sumie jego żartobliwy humor. Zerknął raz jeszcze na szkic i zaczął go zwijac, stwierdziwszy że powinien zając się innymi sprawami. W międzyczasie rozmyślając nad wstępną propozycją Gigera.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1293
avatar
Aaron Fechner
---> Slumsy

Bieganie mnie trochę zmęczyło, po drodze jednak znalazłem kilka nowych kamieni, całkiem sporych. Dotarłem aż tu do drugiej strefy, czemu by nie. Czym się różniły się od tych ze slumsów. A wiem miały większe witryny... Uśmiechnąłem się złowieszczo sam do siebie nasuwając chustę na twarz. Czemu wybrałem ten sklep, nie był to przypadkowy wybór. To był sklep z dochodowym interesem, a zatem i kasa musiał być pełniejsza niż gdzie indziej. Okradanie takich miejsc mija się z celem, to musiał być coś subtelniejszego. Za subtelne uznałem wybicie kolejnej witryny, tak też zrobiłem poleciał kolejny kamień, a szyba poleciała aż miło.
Potem zrobiłem to co ostatnio, zwiałem!

ZT
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 2879
avatar
Mistrz Gry
Jeśli Aaron planował otworzyć zakład szklarski, to wpadł na naprawdę dobry pomysł. Już zapewnił sobie kilku klientów.
Kamień, który rzucił rozbił szybę poturlał się wyjątkowo daleko. Turlał się i turlał, aż dotarł do rury wylotowej piecyka, który ogrzewał sklep. Zatkał go, nie dając parze ujścia.
Noah obudził się słysząc hałas i zszedł na dół, by sprawdzić, co się stało. Kiedy zobaczył, że cała witryna sklepu leży na podłodze, i to w drobnych kawałkach. Całe szczęście, że nikt nie wszedł do środka, by coś ukraść. Ale Noah postanowił to profilaktycznie sprawdzić. W końcu był porządnym facetem, a i dobrze zarządzał sklepem. Wszystkie ewentualne straty należało skrupulatnie odnotować. A raczej powiedzieć o nich Beth, bo to ona tak naprawdę miała do tego głowę.
Krzątał się i krzątał, sprawdzając półki, szufladki, pudełka i kasę sklepową. A czas mijał, i mijał nieubłaganie. Piecyk zaczął dymić, drżeć lekko, ale pan Sanders był zbyt zajęty wyciąganiem desek, którymi zamierzał tymczasowo zasłonić sprezentowaną przez Aarona dziurę. Kiedy spomiędzy metalowych blach zaczął wydobywać się gwizd, było już za późno. Noah szybko podbiegł do ustrojstwa, by sprawdzić, co się z nim dzieje. Coś musiało zapchać wylot!
Wtedy nastąpił wybuch. Kamień wyleciał z wylotu z ogromna prędkością, trafiając mężczyznę w głowę. Sam piec zaś wybuchł. Aż zatrzęsło całą kamienicą. Dziw, że piętra się nie zawaliły. Spadła jednak część stropu, przygniatając Noah, który już i tak był nieprzytomny. Uderzenie kamieniem było tak silne, że mężczyzna zmarł po kilku chwilach, czyniąc swoją ukochaną żonę młodą wdową.

http://www.myinstants.com/instant/fatality/
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1362
avatar
Beth Ryder
Beth zajęta była robieniem kolacji. Jak to zazwyczaj bywało, kiedy wchodziła do kuchni to czas stawał w miejscu. Zajęta szykowaniem przysmaków dla swojego ukochanego męża zarejestrowała, że ten idzie na dół do sklepu ale jako, że nie wracał to pomyślał, iż znowu zatopił się w jakimś projekcie.
Prawie miała po niego schodzić i pomarudzić mu nad głową, ze kolacja stygnie, kiedy kamienicą wstrząsnął wybuch. Beth straciła równowagę i przewróciła się. Jak udało się jej podnieś to popędziła po schodach w dół z przerażeniem w oczach.
- Noah, Noah.- wołała męża. A kiedy zobaczyła ogrom zniszczenia dokonany w sklepie wpadła w jakiś amok.
-Nie! Nie! Nieeeeeee!- zaczęła się przekopywać przez gruz, deski, kawałki protez usiłując odnaleźć pod tym wszystkim męża. Nie dopuszczając do swojego serca tego co podpowiadał jej rozum.
W końcu opadała bezsilnie na to gruzowisko, płacząc i cały czas zaprzeczając  temu co się stało.
Powrót do góry Go down
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Sklep z protezami
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 23Idź do strony : 1, 2, 3 ... 12 ... 23  Next
 Similar topics
-
» Sklep z protezami
» Sklep z drobiazgami
» Sklep Gaya
» Sklep spożywczy.
» Sklep Ollivandera

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: STARE RPOZGRYWKI I WSZYSTKO :: Miasto :: Druga strefa-