IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Bar "Claudette"

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 8 ... 12, 13, 14  Next
Liczba postów : 1172
avatar
Red Ryder
First topic message reminder :


Cennik:
Bimber, kieliszek - 12R
Wódka Exclusive, kieliszek - 30R, butelka - 1,10K
Whiskey Old Jim, szklanka - 36R
Gin, szklanka - 48R
Piwo jasne z kija - 24R
Piwo dry stout z kija - 30R
Kawa - 18R
Herbata - 12R

Przekąski:
PYTAĆ W BARZE

Karta dań:
Zestaw śniadaniowy (jajka, bekon, fasolka, chrupiące grzanki, masło, kawa) - 1 K 80 R
Zestaw obiadowy I (zupa dnia, stek wieprzowy, warzywa sezonowe) - 2 K 40 R
Zestaw obiadowy II (zupa dnia, żeberka, smażone ziemniaki, deser) - 2 K 40 R
Zestaw obiadowy III (zupa dnia, pieróg z wołowiną, ziemniakami i cebulą, deser) - 2 K 20 R
Specjalność Szefa (zupa dnia, placek z jagnięciną, tłuczonymi ziemniakami i groszkiem) - 2 K 40 R

ZAWARTOŚĆ KARTY MOŻE ULEGAĆ ZMIANIE!
OBOWIĄZUJE SAMOOBSŁUGA!


_____________________________________
- Ktoś go zabił, do dzisiaj nie wyjaśniono jego śmierci. Znaleźli go martwego w jakiejś ulicy, takie miasto ludźmi z trzeciej strefy nikt się nie przejmuje, nooo prawie nikt - uśmiechnął się do Beth. Mało było takich ludzi oddanych sprawie jak ona czy nawet Grant.
- oooo takiej Burnett piszą niemal w każdym numerze albo tej upadłej dziennikarce a o tych co giną tuuu, znikają - pokręcił z rezygnacją głową, potem uśmiechnął się szeroko widząc entuzjazm.
- Spokojnie ale myślę że możesz planować urlop na kilka dni... właściwie to wszystko mam co potrzeba... Ciepłe ubranie na noc, dobry płaszcz, prowiant leki, takie tam, woda, paliwo i broń by się przydała - ostatnie zdanie niemal wyszeptał. Kątem oka spojrzał na Romka... Mógł wiedzieć gdzie taką można dostać.
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Liczba postów : 135
avatar
Alphonse Carrot
<--Początek po przeskoku-->>

Alphonse jakiś czas temu natrafił na nic nie znaczące dla niego wówczas ksywki.

Rewers.
Doktor.
Profesor.

Były to jedyne imiona jakie powiązał z rewolucją, z linią oporu przed totalnym ugnojeniem ich, maluczkich przez tych wielkich. Siedział w Claudette, bo tylko na tyle było go stać. Z notatnikiem w ręce i ołówkiem za uchem. Zmienił się. Chciał coś zmienić. Chciał pomóc, pracował w najpotężniejszym medium Zigguratu. Mógł to wykorzystać. I był wystraszony, tak jak zwykle ale brnął w to do przodu. Chciał poczuć, że jest wart coś więcej niż "alfie fajtłapa". Potykał się jak zwykle, jąkał się jak zwykle ale pozostawał skupiony. Jeden celny artykuł mógł to wszystko zmienić. Ale nie o chwałę tu chodziło a o sprawiedliwość. Dla nich wszystkich - dla grubasa z piwem w ręce, dla chudej dziewczynki na ulicy, dla kelnerki i dla starej babci na targu. By nie musiała dziergać swetrów aż do śmierci, by biednym dzieciom dać odrobinę więcej niż mają. Jeszcze trzy miesiące temu miałby to wszystko w dupie gdyby ktoś dał mu mieszkanie w drugiej strefie i dobrą pensję. Ale nie dał.
Zajęcze serce Alfiego obudziło się i rosło w wierze w siebie, choć strachliwe nie zamierzało się cofnąć. Dotrze do rewolucjonistów za wszelką cenę.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 73
avatar
Benjamin Boozer
Siedział na stołku za ladą, obserwując knajpę spod lekko przymkniętych powiek. Ostatnio niewiele spał. Dużo rozmyślał nad poleceniami, które dostał w anonimowym liście. Wciągnął już Faith i chyba wszystko u niej w porządku. Dostał jej list. Znaczy jest cała. Może i można im ufać, ale jednak wolał by się z nią spotkać osobiście. Zawsze mogli ją zmusić do napisania tego. A z resztą, nie ważne... Nie powinien się tym tak zamartwiać. Powinien za to myśleć, w jaki sposób mógłby pozyskać, oraz sprawdzić potencjalnych sojuszników. Przecież nie powinien brać byle kogo. Nie może! To zbyt istotne. Tylko gdzie tu do cholery znaleźć ochotników? Przecież nie wywiesi w całej trzeciej strefie plakatów o rewolcie...
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 135
avatar
Alphonse Carrot
"Najlepszym i jedynym źródłem wszelkich informacji jest zawsze ktoś, kto stoi za barem i rozlewa alkohol wszystkim chętnym. Bo słyszy i widzi więcej niż inni."
Przeczytał sentencję, którą zdradził mu JR, jego kumpel z pracy z czasów kiedy tamten jeszcze pracował w Kronice a nie w radiu. Zauważył Bena ale jakoś zawsze krępował się przed tym by do niego podejść i porozmawiać. Ale nie tym razem. Determinacja Alphonse Carrota pokonywała wszelkie opory. Wstał i choć niepewnie to jednak podszedł do lady i usiadł na stołku. Wielkim cudem niczego nie rozlał ani na nikogo nie wszedł.
- Poproszę szklankę... eee piwa.
Nie, nie mają tu mleka Alphonse.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 276
avatar
Abigail Roberts
/ początek

Abigail była nieco sfrustrowana. Miała wrażenie, że komornik co rusz dobija się jej do drzwi. Matka marudziła by znalazła uczciwą pracę, psia jego mać co ona wiedziała o życiu.
Abi weszła do jedynej rozsądnej knajpy w tym mieście i rozpychając się łokciami dotarła do baru.
- Bimber.- zażyczyła sobie zastanawiając się gdzie wcięło Lucasa bo za barem był kto inny.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 135
avatar
Alphonse Carrot
Mężczyzna siedzący obok niego popatrzył na Alphonse'a jak na debila ale nie odezwał się ani słowem. Zaraz po tym do środka weszła Abigail i poprosiła o bimber. Alfie uniósł brew do góry i uśmiechnął się życzliwie ale nie odezwał ani słowem. Czekał na swoją szklankę piwa i rozkminiał jak zagadać barmana o rewolucjonistów.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 112
avatar
Michael Davies
/ początek

Michael wiedział, że to będzie zły dzień, a jego ryj nie będzie dobrze wyglądać. Nie, żeby wcześniej wyglądał, skoro na mordzie miał pas startowy dla samolotu z Kaan-anu - cztery równoległe linie po pazurach któregoś tam zwierzęcia, co to zdechł i padł ze śmiechu po akcji rozbitków, pięknie prezentowały się na jego twarzy.
Ale czegoś brakowało.
AHA! Brwi i rzęs. No, znaczy były, ale mniej, krócej i rzadziej. Jak to się stało?
- ...i i i właśnie dlatego myślałem, ze zejdę. Nie wiem, z czego się śmiejesz, źle wyglądam? No, źle? - wypchnął żuchwę w jego stronę, bardziej skrzywiając pysk i siedząc sobie w rogu tego całego Klodet z piwem z kija. No puns, guys.
Typek co z nim pił, też się śmiał. Pijany był i cuchnący alkoholem, ale że sypnąć czasem groszem potrafił, a Mike miał dla niego przesyłkę, to go zaprosił na picie. W pracy, skandal.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 276
avatar
Abigail Roberts
Abi zmierzyła podejrzliwym wzrokiem marchewę. Na maszynę tutaj nikt się życzliwie nie zachowywał bez powodu. Pewnie chciał ją zaliczyć. Na wszystkie młotki, po jej trupie.
Posłała mu ponure spojrzenie a później jej uwagę zwrócił śmiech w jednym z rogów. Młody co to go raz widziała dziwne cuda odprawiającego na ulicy pił z kimś ale wyglądał komicznie bez brwi, aż się uśmiechnęła.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 135
avatar
Alphonse Carrot
Speszył się ale jego zajęcze serce rwało się ku rewolucji, rewolucji na każdej płaszczyźnie. Postanowił korzystać z życia pełną garścią. To nietypowe jak na niego. Już miał zagadać do Roberts ale przerwał mu śmiech Daviesa. Dalej czekał na szklankę piwa i poczuł się nieswojo. Był sam ze sobą przez ten cały czas, z nikim się nie dogadywał, żadnej dziewczyny nie miał, niczego nie osiągnął...
- W zasadzie to nalej mi bimbru.
Mruknął do Bena.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 112
avatar
Michael Davies
No i Michael kontynuował.
- Zatem siedzę sobie, nie, w tej całej kuchni, nie i przygotowuję sobie jedzenie - poprawił torbę, napił się piwa, machnął po kolejne. - Tu coś się doda, tam się doda, luj z tym co dokładnie, ale tak patrzę i słyszę, że coś syczy. Ok, wszystko tu syczy, jakby nikt się tym nie zajmował, ale co tam - wzruszył ramionami.
- Pięć minut, sześć, siedem i BUM - wyskoczył na niego. - Znowu miałem pysk osmolony. Raz zakrwawiony, teraz osmolony, trochę tu, o ty - wskazał na brew - zabrakło, tu przypaliło, ale się żyje, nie? Bo odrośnie, prawda?
Stwierdził, że brakuje mu Kaan-an i się skrzywił.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 73
avatar
Benjamin Boozer
Może powiedzieć że Ben przysypiał, to trochę za dużo, to jednak nie był dziś wyjątkowo żwawy. Spojrzał na chłopaka który podszedł do lady i obrzucił go badawczym spojrzeniem, po czym uśmiechnął się lekko pod nosem. Ciekawe, co ten schludny szczyl robi w tej norze. Przez chwilę nawet miał ochotę troszkę się z nim podroczyć, ale stwierdził że jednak mu się nie chce. W międzyczasie do knajpy weszła jeszcze Abi, więc już w ogóle darował sobie śmieszki. Nalał obydwojgu bimbru i postawił dwa zamówienia na blacie.
- Ej młody! A jakiś dowodzik masz, czy coś? Żeby mi później rodzice nie wleźli z psami że im dzieciaka upijam. - zarechotał i oparł się na przedramionach, patrząc chłopaczynie w oczy.
- A tak w ogóle, co cię tu przywiało, hę? Nie powinieneś siedzieć teraz w Drugiej Strefie? Tu jest dość... Ehm... Niebezpiecznie - teatralnie rozejrzał się, tworząc atmosferę tajemniczości i konspiracji. Tak żeby go troszkę wystraszyć. Przyda mu się, strach to w końcu przejaw czystego zdrowego rozsądku. Heh.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 791
avatar
Mabel Grey
/start

Mabel akurat weszła, bo... A bo w sumie to nie wiedziała gdzie się podziać i los popchnął ją tutaj. Rozejrzała się wokoło i zobaczyła - ojejuniu tyle znajomych twarzy! I nagle trafiło ją jak grom z nieba. Znała Daviesa już wcześniej, ale... na zębatkę maszynową! W takiej odsłonie jeszcze go nie widziała. Te brwi! Te rzęsy! Ta twarz! Tak przystojny i seksowny! Aż jej nogi zmiękły, krew w żyłach zatętniła, w oczach stanęły serduszka.
Jakimś cudem dowlokła się do stołu, czując się jak pijana. Zapomniała nawet zamówić czegoś do picia.
- Cześć Michael - wyszczebiotała patrząc niego jakby był największym cudem świata. Oparła łokieć na stole, a na dłoni głowę i westchnęła, nie przestając spoglądać na chłopaka z zauroczeniem.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 135
avatar
Alphonse Carrot
Barman polał mu bimbru więc Alfie zaraz go wziął i powąchał. Jechało nie tylko alkoholem ale golnął. I to na raz. A zatrzepało chłopakiem tak, że niemal ze stołka spadł.
- E? Że ja?
Zza binokli na Bena spoglądały wielkie wytrzeszczone oczy. Psia jucha, nie miał dokumentów ze sobą! W niemal namacalnej panice zaczął się obmacywać w poszukiwaniu tychże, ale nie znalazł.
- No mam... i nie mam rodziny. Mamy się ze wzajemnością w dupie.
Naprawdę to powiedział? I to na głos?! Dobrze że matka nie słyszy a ojciec w pobliżu nie jest.
- Gardzą trzecią strefą. A ja tu żyję i mieszkam. Więc gardzę nimi tak jak oni mną i nami wszystkimi. Pff.
Zachybotał się na stołku ale utrzymał równowagę. Rozejrzał się wokół w ślad za Benem i spuścił spojrzenie. Nie chciał się przyznać, że na Morgana go nie stać. I owszem, bał się ale i zdążył się już przyzwyczaić.
- Idzie się przyzwyczaić. - Zdaje się odzyskał trochę humoru bo uśmiechnął się. - Tyle że nie powinno tak być. Te różnice społeczne są za duże.
Podniósł głos. Nawet uderzył się pięścią w kolano. Kolano zareagowało odruchem. Odruch wywołał kopnięcie w kontuar. Kopnięty kontuar zareagował wywróceniem kufla z piwem gdzieś dalej. Alfie skulił się w sobie i spocił momentalnie. I gdyby potrafił skurczyłby się do rozmiarów pchły, którą się czuł.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 211
avatar
Brice Bell
/start

Jima gdzieś wcięło na pustyni. Brice zaczął poważnie się zastanawiać, czy Ledwitcha coś tam nie zeżarło. Na pewno wielkie stado athwalów, bo przecież chyba nie kuropatwy, prawda? Udał się tego wieczora (popołudnia?) do najbardziej cuchnącego pubu w całej tej części Trzeciej Strefy, będącego małym królestwem każdego szanującego się, niedomytego slumsa.
Zasiadł przy wolnym stoliku gdzieś po środku lokalu i zamówił sobie browarka. Dziś miał dobry dzień, rano nawet umył nogi.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 276
avatar
Abigail Roberts
Abigail prawie miała wypić swój bimber, kiedy zezolowi zebrało się na kopanie po kontuarze baru. Jako, że akurat opierała na nim rękę z drinkiem, drink podskoczył i trochę się go wylało.
Posłała mu mordercze spojrzenie.
- Uważaj co robisz!- zagrodziła. Jeszcze jeden taki numer i mu kopa zasadzi jajca.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 2879
avatar
Mistrz Gry
W boksie po prawej, parę kroków od baru spoglądali na plecy klienteli, szepcząc do siebie co pochwila, pełna konspira przy dwu litrach piwa. Szklanice takie, że pięść byś spokojnie zmieścił. Gwarno było, a parno jak zwykle o tej porze w Claudette. Nie miałeś miejsca lepszego w całym Zigguracie niż to, żeby poczuć się w jednej chwili jak kawałek gówna i mości pan co sobie może cokolwiek, zamawiać, jak to mospanowie robią kilometry stąd, bliżej centrum.
- Psia mać, widziałeś tego? – mruczeli Pep i Jeb. Brodaci bracia, chłopy na schwał. Ich rude łby upatrzyły sobie za cel obserwacji nieszczęsnego Carrota. – Dziennikarzyna. – szepnął chuderlawy Rupert.

- Te, ty wiesz że… ehehehehehe. Bez brwi to ty… hehe - podniósł kufel, który chlupnął paroma kropelkami na stół przed nimi. – Bez brwi to ty jak dupa wyglądasz.  
Zaniósł się tak gromkim śmiechem, a potem bez opamiętania zaczął się dusić piwem. Walnął łapskiem w blat i śmiał się przez łzy.

Kostki, rzucają 3 osoby:
1:
 
2:
 
3:
 
4:
 
5:
 
6:
 

Jeśli kogoś nie uwzględniłam, zrobię to w następnym poście.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 112
avatar
Michael Davies
1:Pep i Jeb doszli do wniosku, że należałoby pogadać z dziennikarzyną. Jako, że bóg maszyna obdarzył ich raczej w mięśnie, które chyba zarosły pustą przestrzeń między jednym a drugim uchem, pomyśleli, że Abigail jest z Alfonsem spowinowacona. Jeden z braci stanął za Carrotem, drugi za panna Roberts.
- Dzisiaj nie pijesz. – powiedzieli, jak jeden mąż, w tym samym czasie. Mało tego, jak jeden mąż odepchnęli alkohol po blacie, tak że zakołysał się gniewnie po ladzie. Jeb wziął Alfonsa za fraki od tyłu, stołek się wywrócił z trzaskiem, za to Pep odwrócił Abi przodem do siebie i puścił jej buziaczka-kaczuszkę.


- No nieeeee, naprawdę? - sam śmiechem zaniósł się Michaelangelo, który parsknął głośno jak dziadu zaczął się krztusić. Po ramieniu poklepał, głową pokiwał, piwa się napił, a tu zaraz Greyówna do niego podeszła.
Pięknie się uśmiechnął, trochę zamglone spojrzenie pomknęło przez jej twarz. Łokciem się oparł o blat, przesunął nim do dziewczyny i zmrużył oczy.
- Czeeeść Mabel - mruknął pijacko i zaraz się przyjrzał. - No co tam, jak tam?
- Czemu tak głośno? - a o to już szeptem zapytał.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 791
avatar
Mabel Grey
4 - NA SKOSZ TALA – drze się jeden ze starych klientów. Podnosi się okrzyk radości. Kto za to beknie? Kieszeń barmana Bena, jeśli nic z tym nie zrobi!

Jak tak się przysunął i chuchnął jej tą gorzelnią w twarz to huh - mało się z krzesła nie zwaliła!
- Dobrzeee - odparła, spoglądając na niego rozanielona.
- Co mówisz?! - ryknęła mu prosto do ucha, bo tak cicho się zapytał, że nie ogarnęła o co chodzi. - Coś głośno się zrobiło! - dodała wrzeszcząc jeszcze głośniej. - Ej, Al stawia! Cho po piwo! - i już ciągnęła go za sobą do baru, jeszcze nie wiedząc jakie piwo naprawdę się tu kroi.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 135
avatar
Alphonse Carrot
- Przepraszam, bardzo przepraszam!
Odezwał się miło i gdyby mógł, to uchyliłby jej nieba za tę niedogodność. Szkoda, że tego nie zrobi bo Abi w sumie podobała się chłopakowi a za jego plerami już czaiło się niebezpieczeństwo.
- Dzisiaj nie pijesz.
Nawet nie zdążył zareagować. Stołek się wywrócił a on wisiał w powietrzu za plecami mając kupę mięśni wrośniętych w przestrzeń, gdzie powinien znajdować się mózg. Co to Benjamin powiedział przed chwilą? Coś o niebezpieczeństwie? Przełknął ślinę bardzo głośno. Zawierzgał nogami ale na próżno. Chociaż przemknęło mu przez myśl aby odepchnąć się nogami od kontuaru i wywrócić ich obu. Zajęcze serce Carrota wychodziło mu gardłem.
- Ja piję dzisiaj!
Zapiszczał, bo w stresie nad strunami głosowymi nie panował. Dobrze, że pęcherz jeszcze trzymał.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 211
avatar
Brice Bell
Gdzieś nieopodal darła się jak stare galoty jakaś dziewka. Nie zwrócił na no uwagi, co co chwila ktoś unosił głos. Ach, gdyby to zrobił, zobaczyłby słodką Madel, z którą Jim wysłał go do Ratusza by śluby czynili. Popatrzył w stronę baru. Siedział tam mały strojniś, przygarbiony. Gdy Carrot się odwrócił, Brice zobaczył jego okulary, o szkłach grubych jak denka butelek. Zastanowił się, cóż to za pokraka robi w tej spelunie.
Pociągnął głośno nosem zbierając smarki, potem charchnął potężnie i z dostojnie splunął na podłogę.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 276
avatar
Abigail Roberts
Abigail nie mogła powstrzymać wyrazu obrzydzenia na działania jednego z mięśniaków. Pełno tutaj takich było. Pracowali w kopalni i zamiast mózgu wungiel mieli między uszami.Mogli go nawet zabrać do wychodka na małe sam na sam ale co chcieli od niej.
- Puszczaj.- szarpnęła się, kiedy ten ją odwrócił co zbiegło się w czasie z tym, że jakiś idiota wylał jej kufel piwa na spodnie. Pociechę stanowiło, że mięśniak oberwał rykoszetem.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 73
avatar
Benjamin Boozer
Teoretycznie mordobicia w Claudette nie były niczym wyjątkowym, lecz tym razem serce Benka troszkę zmiękło. Szkoda chłopaka. Z reguły zwykle pozwalał chłopakom wymieniać się zębami, ale tym razem postanowił się nieco wtrącić.
- Ej ty, kupo sadła! - mruknął sięgając pod blat.
- Rozumiem, że musisz trochę odreagować. Gdybym miał tak paskudną gębę jak ty, też miałbym kompleksy. - Nagle zza kontuaru spojrzała na faceta czarna, połyskująca długa rura. A nawet dwie!
- Ale odstaw chłopaka. Grzecznie proszę. - Ben z największym spokojem mierzył do mięśniaka z dwururki. Teoretycznie nie powinien był jej wyciągać z byle powodu, ale raz na jakiś czas chyba nie zaszkodzi. Mężczyzna wyszczerzył się jeszcze i puścił oczko do Carrota.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 135
avatar
Alphonse Carrot
.


Ostatnio zmieniony przez Alphonse Carrot dnia Pią Sie 12, 2016 12:43 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 2879
avatar
Mistrz Gry
BENJAMIN:
Wrzask, radość, no proszę jak się ludzie potrafią bawić, starczy hasło podać i już uśmiech nawet na najbrzydszej mordzie. Piwo zbliża, szczególnie jeśli na koszt firmy! Przy barze zrobiło się tłoczno. Jak w krakowskim MPK na Światowe Dni Młodzieży.
Nikt nie słucha Bena, stało się. Może Al zrozumie? Bywało i tak, że trza się poświęcić, dać coś darmo. Każdy przecie szanował właściciela i jak co do czego przychodziło to stali za nim murem. Teraz jednak zasady się zmieniły. Piwo to piwo. Zanim Benjamin zdążył wyciągnąć gnata zrobiło się tak tłoczno, ze chyba tylko szaleniec zdecydowałby się strzelić.

Losowe BENA:
”1,2”:
 
”3”:
 
”4”:
 
”5”:
 
”6”:
 

ALFONS:
Spokojny wypad do Trzeciej Strefy? A gdzie tam. Zapomnijże panie o czymś takim jak spokój. Jeb wyszczerzył się zionąc alkoholem w pochwyconego jeńca. Przybliżył go do swojej mało rozumnej twarzy, a potem – w dosłownie parunastu sekundach – przeszedł z nim do ściany niedaleko wejścia za barem. Trzymał go mocno.
- Co tu wększysz gnido?
Cóż, tak mocno, że za jaja go chwycił.
- Cóżeś mówił? – nacisnął mocniej na zajączkowe dobrodziejstwa krocza pana dziennikarza.
[Jeśli Ben wyrzuci 5 należy brać pod uwagę co poniżej]
- Urwę mu jaja jak we mnie szczelisz! – mówi Jeb wystawiając Benowi środkowego palucha.

ABI:
- Ożesz ty! – zamachał ręcami Pep, tuż przy pannie Roberts. Nie wiedział co się dzieje. Piwo dostało mu się do oczu, przez chwilę odgarniał zalane patrzały, więc nie miał kontroli nad swoją niedoszłą zakładniczką. Tymczasem wokoło zaczęło się tłoczyć trochę ludzi. Pep walnął na oślep.

Losowe dla Abi, Michaela, Mabel i Brice’a:
Rzuca kto chce.
4:
 
5:
 
2:
 
6:
 
1:
 
3:
 

W miarę mozliwości, przy takim natężeniu użytkowników, prosze po jednym poście!
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 112
avatar
Michael Davies
2 Ktoś podkłada Ci nogę, lądując na podłodze pociągasz za sobą ze trzy cztery osoby, które zaczynają się miotać na podłodze. Dostajesz w nos!

- No, to idziemy! - łbem zaś dziarsko kiwnął Michael, kufel odstawił, bo przecież ten co się śmiał pewnie spluwał do innej szklanki.
Zatem Davies zgarnął Mabel, się przesunęli trochę, ale niestety świat nie był dlań łaskawy. Kaan-ański goniec tak się spieszył, bo piwo, że jak kroków parę postąpił, to się potknął, wyrżnął i nie dość, że POCIĄGNĄŁ MABEL ze sobą na poziom średniej IQ slumsów, to jeszcze jedna osoba dołączyła do zabawy.
I nie wiedział czy to ręka Grey jego nos pomyliła z rozporkiem, ale jak dostał porządnie w nochal, to zakrzyknął:
- Jeszcze tego brakowało.
I się złapał, coby posoka ładnie mu podkreśliła blizny, a nie zalała jamę gębową.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 73
avatar
Benjamin Boozer
5 - dziecko szczęściaaaaaa!!!!

Usta Bena wykrzywiły się w dość kwaśnym uśmiechu.
- No cooo ty! Obaj wiemy że tego nie zrobisz, z odstrzelonym... Czymkolwiek! Poza tym, jeśli nie strzele, urwiesz mu jaja tak czy siak. Czy robi to więc jakąkolwiek różnice? - zapytał ze spokojem w głosie, lecz po chwili opuścił nieco strzelbę.
- Okazał byś kurwa trochę cywilizacji. Czas wyjść z jaskini kutafonie. -
Powrót do góry Go down
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Bar "Claudette"
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 13 z 14Idź do strony : Previous  1 ... 8 ... 12, 13, 14  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: STARE RPOZGRYWKI I WSZYSTKO :: Miasto :: Slumsy-