IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Confiteor - kawiarnia artystyczna

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 8, 9, 10, 11  Next
Liczba postów : 806
avatar
Wodzirej
First topic message reminder :



Lokal idealny dla wielbicieli literatury i sztuki. Niech się spotykają tu ludzie szukający wrażeń, chcących nawiązać przyjaźnie i kontakty, a wszystko to w oparach ironii, humoru, dyskusji. Przychodzi się tu dla przyjemności. A także dla klimatu. Ciągnie do tego lokalu atmosfera niespodzianki - nigdy nie wiadomo, kogo wieczorem można tu spotkać, z kim rozpocznie się rozmowę... Ważnym punktem jest lekko podwyższona scena, przy której stoi pianino, a na scenie owej podczas wieczoru może wydarzyć się wszystko - poeci recytują wiersze, aktorzy deklamują fragmenty sztuk, czasem ktoś zaśpiewa, czasem ktoś opowie żart lub po prostu przedstawi swoje dzieło. Ktoś kto nie ma dystansu do siebie i nie grzeszy inteligencją nie ma czego tu szukać.

Cennik:
- Czarna kawa- 60 Ril
- Kawa z mlekiem- 1,2K
- Kawa mrożona- 90 Ril
- Herbata - 24 Ril
- Herbata mrożona- 36 Ril
- Herbata jaśminowa, owocowa, pomarańczowa - 52 Ril
- Sok jabłkowy/porzeczkowy/pomarańczowy - 24 Ril
- Wino czerwone/białe- 1K 80 Ril
- Herbata z rumem- 2K

- Szklanka whiskey- 1K; 4 K butelka
- Szklanka rumu - 60 Ril; 2,5 K butelka
- Wino czerwone/białe - 2,5K kieliszek; 13 K butelka
- Szklanka brandy - 70 Ril ; 4 K butelka

- Cygaro - 2,4 K
- Papierosy dobrej marki - 5 K


_____________________________________
Barman Simon akurat rozmawiał z dostawcą, kiedy do baru podeszła urodziwa kobieta, którą znał nie tylko z plakatów, ale poniekąd osobiście - w końcu była tutaj niemal honorowym gościem Reebentoff. Odprawił mężczyznę, po czym odwrócił się do szansonistki i ukłonił uprzejmie. Zastanawiał się czy praca dla tej kobiety będzie łatwiejsza... Przyznać jednak w duchu musiał, że będzie mu brakowało humorów skandalicznej ex-dziennikarki. Aż zaśmiał się w duchu. Zupełnie nie rozumiał, jak może być lojalny wobec tej kobiety.
- Witam szanowną panią Moncreiff. - uśmiechnął się lekko, może nieco powściągliwie. - Czego się pani napije?
Zadawszy to pytanie, wychylił się nieco za bar, wsadził palce w usta i gwizdnął. Parę osób odwróciło się w jego kierunku i zaśmiało. Widać ten komunikat nie był tu pierwszyzną. Po chwili w drzwiach gabinetu pokazał się Jack McCall, manager. W ustach przygryzał papierosa. Gdy zobaczył Charlotte, uśmiechnął się szeroko, szczerząc białe zęby i po chwili był już przy barze, podstawiał kobiecie stołek, a gdy usiadła sam się przysiadł.
- Witamy, witamy. I to z największymi honorami. - szczerzył się jak rasowy lizodup.
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Liczba postów : 3941
avatar
dr Joshua Grant
No sorry Szarlotko, ale zadraśnięcie Patricka naprawdę musiało poczekać, w wypadku uszkodzonej tętnicy szyjnej.
- Przestań się ruszać, kobieto, bo b... - urwał bo chwilę później dostał krwią w twarz i okulary. FUUUUUUUCK !
Oooonienienie, krew w ustach, krew w ustach. Nie rzygaj nierzygajnierzygajnierzygaj.... Wziął kilka spazmatycznych oddechów, przyciskając dłoń do rany.
- Dajcie ten opatrunek do cholery ! - krzyknął głosem dalekim od opanowania.
Kelner przyniósł z braku laku serwetę, którą Grant przycisnął do rany.
- Dzwońcie po karetkę!- w końcu szpital, nie był raczej stąd daleko, ambulans powinien być dość szybko.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 646
avatar
Patrick Moncreiff
Patricka nic nie zdziwiło. Znał się przecież na ludziach - agresja, urojenia, wymachiwanie ostrymi narzędziami w nieskoordynowanych ruchach. To musiało się tak skończyć. Nie spodziewał się tylko, że skończy się to na jego oczach. W jednej chwili dotknął go szpikulec, w drugiej wszędzie chlusnęła krew. W ogole nie czuł zadraśnięcia. Patrzył jak przed jego oczyma w zwolnionym tempie odgrywa się dramat. Widział mężczyzn przypadających do - jego zdaniem - już martwej kobiety. Tylko jeden z nich walczył rozpaczliwie o życie wariatki. Grant oczywiście. Patrick westchnął. Ni to z ulgą, ni to nie wiadomo z czym. Odwrocil się lekko, by przygarnąć do siebie żonę i przytulić ją do piersi. Dzięki maszynom nic jej się nie stało w tym zamieszaniu. Dmuchnął w czubek jej głowy, a potem znów popatrzył na umierającą kobietę. Nie życzył jej śmierci. Ale po tym co odpierdoliła nie życzył jej również życia. Było mu zupełnie obojętne jaki los ją spotka.
Machnął na Simona, który przybiegł na wezwanie Charlotte, by zadzwonił po tę cholerną karatkę. Co za gnój. Co za szopka. Przetarł dłonią twarz, wciaz bez słowa tuląc żonę.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 324
avatar
Hayden Maclean
- Megan! - krzyknął zaskoczony.
Udało mu się podtrzymać kobietę, by nie upadła i nie potłukła się o nic. Z jednej strony wyglądała słabo, z drugiej działo się tutaj takie zamieszanie, że krew każdego mogłaby przyprawić o ból głowy i żołądka. Sam poczuł nie smak.
Usadził ciało Megan na krześle, klęcząc przy niej i podtrzymując jej jedną ręką głowę, drugą klepał lekko po policzku. W oczach miał troskę o przyjaciółkę. Niech cały swiat się wali, ale jemu zależało tylko na tym, co teraz dzieje się z Larsen.
- Megan... - szepnął już łagodnie. - Megan, na Boga, otwórz oczy...
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1292
avatar
Charlotte Moncreiff
Kurczowo trzymając się męża, patrzyła na próbę ratunku kobiety, mając nadzieję, że to się nie uda. Nie chciała drugiego takiego spotkania, gdzie na włosku stało życie jej męża.
Przecież go drasnęła! A gdyby zrobiła to mocniej?
Gdy krew zaczęła sikać na wszystkie strony, Szarota pobladła i jęknęła, odwracając głowę.
Przytulona przez męża, schowała twarz w jego ramionach. Było jej niedobrze i kręciło się w głowie od nadmiaru strachu. Mdleć jednak nie miała zamiaru, nie chcąc papugować.
Simon zaś wykonał telefon i karetka miała przyjechać za... już nie musiała się spieszyć.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 664
avatar
Odette Sinclair - Pirce
Odette patrzyła się jak osłupiała na to co się dzieje, jednocześnie odszukując rękę Fabiana i zaciskając na nim mocno swoje drobne paluszki. Kto by ją podejrzewał o taką siłą?
- Zdecydowanie nic tu po nas. - powiedziała lekko w szoku i wyszli z Confi kilka sekund przed krwawą masakrą.

/zt z Fabsem
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 560
avatar
Megan Mclean
Megan dłuższą chwilę nie kontaktowała co się w okół niej dzieje. Najpierw dotarły do niej dźwięki otoczenie a potem zarejestrowała, że ktoś ją klepie po policzku. Do nozdrzy dotarł charakterystyczny metaliczny zapach, od którego lekko ją zemdliło. Ewentualnie był to skutek omdlenia.
Otworzyła powieki i zamrugała kilkukrotnie nimi usiłując złapać ostrość widzenia. I pierwsze co dojrzała to zatroskane oblicze Haydena.
- Co się stało?- lekko zmarszczyła brwi orientując się, że chyba znajduje się na krześle. Przecież jeszcze chwilę temu stała.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1536
avatar
Nathan Lamb
Lamb stał i przyglądał się jak Grant próbuje ratować życie kobiety. Po co? Sam nie wiedział, starał się był lekarzem to jego obowiązek. On jednak nie robił nic.
Podniósł wzrok na Patryka potem na Charlotte.
- Szkoda, bo występ był na prawdę dobry - rzucił podchodząc do pary, nie sądził by mieli listę gości.
Przeniósł wzrok na kobietę lezącą na podłodze. Plama krwi była coraz większa. To była kwestia kilku minut by kobieta zeszła.
Spojrzał na Darcego w końcu był koronerem. Dał mu do zrozumienia, że to oni obaj powinni zająć się sprawą.
Ponownie przeniósł wzrok na Patricka.
- Spiszemy świadków i mogą państwo iść do domu... A pan do Szpitala - mruknął.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 265
avatar
Matylda Hornybottom
Matylda mogła skomentować to wszystko jednym słowem, ale nie będziemy tu używać słów niecenzuralnych. Z usta zbielałymi i drżącymi dłońmi, wyjęła podkładkę do pisania.
- To ja... - wymamrotała pojawiając się przy Lambie -...spiszę protokół, jak tu już jestem  - wyglądała jakby miała zaraz zemdleć. Pierwszy raz widziała tyle krwi i przemocy naraz.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 324
avatar
Hayden Maclean
HAYDEN
- Zasłabłaś. - powiedział cicho, obejmując twarz Megan dłońmi. Chciał zasłaniać jej to, co działo się za nim. Martwa kobieta, krew, zamieszanie... Chryste. - Mamy tu małe zamieszanie, ale zaraz będę mógł zabrać cię do domu. - pogłaskał ją po policzku. - Pojedziesz do mnie? Nie chcę cię zostawiać samej dzisiejszej nocy, a Siri pewnie dostaje już szału.
Cała ta sytuacja mocno śmierdziała. Chcieli mieć trochę wrażeń, a dostali więcej niż chcieli. Na pewno ten wieczór zapamiętają długo.

PATRICK
Jeszcze raz mocno ścisnął żonę, po czym ją puścił, by odwrócić się do Lamba. Katem oka zerknął na martwe ciało kobiety. Próbował sobie przypomnieć czy to jedna z jego pacjentek, ale nie przypominał sobie. Może gdyby znał nazwisko to coś by mu podpowiedziało... Co za gówno. Będzie musiał teraz wszystko wyjaśniać na posterunku.
- W porządku. - zgodził się. - Czy możemy już iść? Zna pan nasze nazwiska.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 560
avatar
Megan Mclean
- Zasłabłam?- zdziwiła się autentycznie. Nigdy się jej coś takiego nie przytrafiało. Przed sobą miała Haydena, który zasłaniał jej widok na to co się dzieje w głębi sali. Może i dobrze bo znowu by zemdlała a jedno omdlenie na wieczór to stanowczo o jedno za dużo.
- Pewnie dlatego, że nie zjadłam obiadu dzisiaj.- zaraz znalazła odpowiednie wytłumaczenie.
- Do ciebie? - w jej głosie brzmiało wahanie.- W sumie tylko trochę kręci mi się w głowie ale już jest dobrze, nie chcę ci zawracać głowy.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 324
avatar
Hayden Maclean
Dystans i wahanie Megan kolejny raz zraniły Haydena. Normalnie pewnie by nalegał, pewnie nie przyjmując słów sprzeciwu i tak zabrałby kobietę do siebie. Jednak teraz było to niczym kropla przelewająca czarę goryczy. Nie wiedział, co mógłby jeszcze zrobić, ale za nic nie próbowałby do niczego zmuszać Megan. Była dorosła. Sama decydowała o tym czego chce, a czego nie chce. Najwyraźniej teraz towarzystwo Haydena nie było jej do szczęścia potrzebne. Potrafił to uszanować.
- Nie zawracałabyś. - pogłaskał ją po policzku. - Ale jeśli wolisz jechać do domu, odwiozę cię.
Wstał, by pomóc wstać również Megan.
- Masz do mnie zadzwonić jeśli znowu źle się poczujesz. - upomniał ją tylko.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1536
avatar
Nathan Lamb
- Tak - kiwnął głową do Patryka - znam, może pan iść... - dodał.
- Spisz dane gości - rzucił w kierunku Matyldy a sam kucną przy Lambie patrząc w oczy dziewczyny z których uciekało życie.
A może już uciekło.
- Nic z tego nie będzie - rzucił do Granta, nie odrywając wzroku od kobiety.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 3941
avatar
dr Joshua Grant
Wraz z krwią, która mimo zacisku jednak wypływała z szarpanej rany, uciekało z kobiety życie. Grant jednak się nigdy nie poddawał.
- Będzie, siedź Pan cicho! - warknął do policjanta. Blada twarz protetyka, kontrastowała z jasnoczerwoną krwią spływającą po jego policzkach i podbródku. Gdyby każdy lekarz odpuszczał, nawet gdy nie był nadziei...
Zakręciło mu się w głowie, wciąż go mdliło, ale nie zwalniał zacisku palców na opatrunku.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 560
avatar
Megan Mclean
- Hayden.- chwyciła go za rękę. Dosyć mocno by gdyby przypadkiem chciał to nie mógł się wyrwać.Gest, którym chciała ponownie zwrócić na siebie uwagę bo już widziała jak Maclean zaraz zorganizuje powrót do domu. Czuła, że po mimo czułego gestu jest na nią zły czy może rozczarowany. Wyjątkowo nie potrafiła tego rozgryźć.
- Proszę nie bądź na mnie zły. Nie zniosłabym tego.- głos jej trochę zadrżał.W ciemnych oczach malował się prośba.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 265
avatar
Matylda Hornybottom
Matylda pokiwała głową i po prostu wzięła się do pracy. Podchodziła do każdego po kolei i spisywała ich dane osobowe, by w razie czego mogli zostać wezwani...tyle, że wątpiła, że będzie do kogo. Ta kobieta na pewno zaraz umrze. Nie będzie kogo oskarżać.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 18
avatar
Darcy Ackerman
Podał Grantowi kolejne szmatki, żeby można było dalej tamować krwotok. Spróbował przytrzymać głowę kobiety, jednak z każdą sekundą bladła bardziej. Przyglądał się rozpaczliwym próbom protetyka, z twarzy którego kapała krew. Miał zabrudzone całe okulary! W końcu się odsunął, klęcząc wciąż w tej brunatnej kałuży.
Rosie się już nie ruszała. Martwe spojrzenie wciąż wbijała w Patricka.
- Panie... - wyciągnął rękę w stronę Granta. Koniec końców wziął jedną z niezabrudzonych jeszcze serwet i przykrył nią twarz denatki.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 3941
avatar
dr Joshua Grant
No i chuj. Umarła. Nie dał rady jej uratować.  Gdy kobieta zeszła z tego świata i jej twarz została osłonięta chustą, odjął zakrwawione dłonie z jej szyi i zdjął upaparane juchą okulary z nosa. Zdecydowanie nie czuł się teraz najlepiej i nie mówimy tu tylko o psychice, która teraz mocno cierpiała. W końcu cały ujebane obcą krwią, od spodni po twarz. Bladozielonkową twarz. Wyglądał jak spleśniały muchomor sromotnikowy
A potem się na nią zrzygał.
- Ja pierdole - wymamrotał do siebie i wstał, biorąc głęboki oddech.
Łazienka. Już. Natychmiast.
- Nalejcie mi coś MOCNEGO- mruknął do kelnera, który nie był uszkodzony i udał się łazienki, w której malowniczo zwrócił zawartość żołądka, a jakże.
Po fakcie zaistniałym, dowlókł się do umywalki, zaczynając zmywać krew z rąk i twarzy. Nogi miał miękkie jak z waty. Kolana mu zadygotały i osunął się na nie, przytrzymując krawędzi umywalki


Ostatnio zmieniony przez dr Joshua Grant dnia Czw Lut 25, 2016 8:54 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1292
avatar
Charlotte Moncreiff
Puszczona przez męża, usiadła na krześle, nie czując się na siłach, by stać. Bokiem do martwego ciała, nie dbając o zasady dobrego wychowania i opierając się łokćmi na stole.
Dłoń przyłożyła do skroni, jakby chcąc nią zasłonić widok na tragedie. Nawet nie zarejestrowała kto podłożył jej kieliszek alkoholu. Złapała za niego i wlała w siebie. Musiała się wziąć w garść.
Widziała już trupa w swym życiu! Jak to dobrze, że tym razem wiadomo było kto kogo zabił.
- Jack?
Podniosła głowę na mężczyznę, który podsunął alkohol. Oboje zdawali sobie sprawę, że nie mogą sobie pozwolić na urlop.
- Confiteor ma być jutro otwarty.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2018
avatar
Henry Marchant
Jedyne co mógł zrobić Henry w tej sytuacji to zakryć żonie oczy. Krwawe otwarcie lokalu zwiastowało, że kwestia jego przejęcia najlepszym pomysłem być może nie była. Czy w kobietę wstąpił duch poprzedniej właścicielki?
- Będzie się srogo tłumaczył... - mruknął pod nosem Marchant. Część ludzi już wyszła. Przed oczami mignęła mu Charlotte, gdzieś tam pałętał się Grant.
- Mogę pojechać z Patrickiem do szpitala, Ty zostaniesz z Charlotte...? - zapytał spoglądając na żonę. Nie mogli sobie po prostu pójść.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 324
avatar
Hayden Maclean
Odwzajemnił uścisk dłoni, ale tak czy inaczej podniósł Megan, by ta stanęła na nogi. Objął ją przy tym w pasie, by nie przyszło jej nawet do głowy znowu mdleć.
- Nie jestem zły. - odparł zgodnie z prawdą. To, co go trapiło było dalekie od złości.
Pożegnał się zdawkowo z tymi, których akurat mijali. Nie miał jednak nastroju by szukać ludzi po sali i stawiać konwenanse ponad własny komfort. Poprowadził Megan w stronę wyjścia, a potem odwiózł ją do domu.

2zt ---> apartament Megan
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1857
avatar
Fanny Marchant
Przyglądała się wszystkiemu z otwartymi ustami nawet nie protestując, gdy w kulminacyjnym momencie mąż zasłonił jej oczy. Wypuściła z ręki fifkę, która potoczyła się gdzieś po podłodze. Sam papieros nasiąknął po chwili krwią lub winem. To nie miało znaczenia.
- Na wszystkie...! - prawdziwy galimatias. Kto by pomyślał, że Patrick jest taki...no? Właśnie, jaki? Zdążyła wydać wyrok, zatrzymując go jednak dla siebie. Patrzyła przerażona na Grata, który próbował ratować samobójczynię. Ciemna krew rozpływała się po drewnianych panelach. Ocknęła się słysząc głos Henry'ego.
- Słucham? - zamrugała oczami. Chwilę jej zajęło, zanim doszła do tego, o co pytał. No pewnie, że nie mogli sobie po prostu pójść. I to nie tylko dlatego, że Charlotte była rodziną. Policjant wydał jasne instrukcje. Trzeba będzie poczekać i złożyć zeznanie. Co prawda niektórzy udawali, że nic się nie stało i ignorowali Lamba. - Zostanę - pokiwała głową.- Zostanę...
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2018
avatar
Henry Marchant
W całym zamieszaniu zdążyli z pewnością powstać. Henry położył dłonie na ramionach Fanny i przesunął nimi w dół, aż do łokci zanim się odrobinę nie odsunął.
- John z wami zostanie, dobrze? - Tak, służba Marchantów powiększyła się o szofera, który występował również w roli lokaja. Orientując się, że coś jest nie tak, mężczyzna czekał przy wejściu do Confiteoru.
- Ja z Patrickiem pogadam. - powiedział całując żonę w policzek. Zasłaniał jej widok truchła, a po chwili odwrócił delikatnie, podchodząc z nią do Moncreiffowej. Nie wiedział co powiedzieć.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 18
avatar
Darcy Ackerman
Darcy spoglądał przez chwilę na martwą już kobietę. Westchnął sięgnął w stronę najbliższego obrusu, by wytrzeć dłonie i wstał.
- To dopiero miłość. Na zabój - pokręcił głową i poprawił marynarkę zerkając w stronę Patricka i Charlotte. W nic nie wnikał.
Pracownicy lokalu zapewne zawiadomili odpowiednie służby, które pojawiły się już po chwili. Policja, karetka... cokolwiek tu zaszło, należało zabezpieczyć teren i zamienić kilka słów z gośćmi. Każdy został spisany, od niektórych zebrano pierwsze zeznania. Pracownicy koronera przenieśli bezwładne ciało na nosze, zakrywając je uprzednio specjalną płachtą. Ackerman zamienił z nimi kilka słów, w końcu pracowali razem. Atmosfera w Confiteorze była tak ciężka, że można było ją kroić.
Jeśli nikt się nie znalazł by wyświadczyć protetykowi przysługę, to sięgnął po szklankę w alkoholem z najbliższego stołu i podał ją Grantowi.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1536
avatar
Nathan Lamb
Słusznie co niektórzy zauważyli. Miał nadzieje że Matylda zdążyła wszystkich spisać przed ich wymknięciem się cichcem, no i przed przyjazdem policji.
Gdy było po wszystkim, gdy kobieta zaczęła sztywnieć, gdy już nic nie dało się zrobić. Klepnął dłonią Granta.
- Dobra robota - mruknął, chociaż chciał powiedzieć "a nie mówiłem".
Pojawiła się policja. On sam spojrzał na koronera który właśnie przykrywał ciało, a po chwili jego ludzie wynosili ciało.
Podszedł do Matyldy.
- Nadal chcesz pracować w policji? Zamówię ci taksówkę - rzucił bez emocji.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 646
avatar
Patrick Moncreiff
Patrzył na ciało kobiety, na jej utkwiony w nim wzrok, na twarz wykrzywioną takimi przeładowanymi emocjami, że pewnie by mu się to śniło po nocach... gdyby coś go to obchodziło. Nikt nie dał mu uratować tej wariatki, każdy brał się tylko za siłowe pacyfikowanie, a Patrick pewnie podjąłby próbę jej uspokojenia. Zrobiłby to z przyzwoitości. Ale teraz doskonale sobie zdawał sprawę, że ta popieprzona baba wpadła tutaj i nasrala mu na życie. Pewnie pojawią się niegroźne plotki, w które pewnie mało osób uwierzy. Patrick miał niemal nieskazitelną opinię, był szanowanym psychoanalitykiem, niemal tylko elita się u niego leczyła... Niemniej jednak niesmak po całej tej sprawie pozostanie.
Po odpowiedzi Lamba ponownie podszedł do żony, ujął ją za ramiona, pochylił się i pocałował w czubek głowy, wzdychając z ulgą. Dzięki maszynom nic jej się nie stało. Pewnie będzie żądać wyjaśnień, niemniej jednak na razie potrzebowała spokoju.
Wyprostował się dopiero, gdy byli przy nich już Marchantowie. (Chociaz w sumie byli cały czas, bo siedzieli przy tym samym stoliku). Popatrzył z troską na Fanny, w końcu była kobietą, nie powinna oglądać takich rzeczy, krwi, martwego ciała... Potem przeniósł wzrok na Henryka. I tak jak on - nie wiedział co ma powiedzieć. Jedyne co mogl zrobić to zachować zimną krew.
- Odwiozę Charlotte do domu, a potem pojadę do szpitala. - powiedział w końcu. Tylko konkrety przychodziły mu teraz do głowy.
Powrót do góry Go down
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Confiteor - kawiarnia artystyczna
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 9 z 11Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 8, 9, 10, 11  Next
 Similar topics
-
» Jeszcze Bardziej Artystyczna Pracownia Ururururu

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: STARE RPOZGRYWKI I WSZYSTKO :: Miasto :: Centrum-