IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Confiteor - kawiarnia artystyczna

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... , 9, 10, 11  Next
Liczba postów : 806
avatar
Wodzirej
First topic message reminder :



Lokal idealny dla wielbicieli literatury i sztuki. Niech się spotykają tu ludzie szukający wrażeń, chcących nawiązać przyjaźnie i kontakty, a wszystko to w oparach ironii, humoru, dyskusji. Przychodzi się tu dla przyjemności. A także dla klimatu. Ciągnie do tego lokalu atmosfera niespodzianki - nigdy nie wiadomo, kogo wieczorem można tu spotkać, z kim rozpocznie się rozmowę... Ważnym punktem jest lekko podwyższona scena, przy której stoi pianino, a na scenie owej podczas wieczoru może wydarzyć się wszystko - poeci recytują wiersze, aktorzy deklamują fragmenty sztuk, czasem ktoś zaśpiewa, czasem ktoś opowie żart lub po prostu przedstawi swoje dzieło. Ktoś kto nie ma dystansu do siebie i nie grzeszy inteligencją nie ma czego tu szukać.

Cennik:
- Czarna kawa- 60 Ril
- Kawa z mlekiem- 1,2K
- Kawa mrożona- 90 Ril
- Herbata - 24 Ril
- Herbata mrożona- 36 Ril
- Herbata jaśminowa, owocowa, pomarańczowa - 52 Ril
- Sok jabłkowy/porzeczkowy/pomarańczowy - 24 Ril
- Wino czerwone/białe- 1K 80 Ril
- Herbata z rumem- 2K

- Szklanka whiskey- 1K; 4 K butelka
- Szklanka rumu - 60 Ril; 2,5 K butelka
- Wino czerwone/białe - 2,5K kieliszek; 13 K butelka
- Szklanka brandy - 70 Ril ; 4 K butelka

- Cygaro - 2,4 K
- Papierosy dobrej marki - 5 K


_____________________________________
Barman Simon akurat rozmawiał z dostawcą, kiedy do baru podeszła urodziwa kobieta, którą znał nie tylko z plakatów, ale poniekąd osobiście - w końcu była tutaj niemal honorowym gościem Reebentoff. Odprawił mężczyznę, po czym odwrócił się do szansonistki i ukłonił uprzejmie. Zastanawiał się czy praca dla tej kobiety będzie łatwiejsza... Przyznać jednak w duchu musiał, że będzie mu brakowało humorów skandalicznej ex-dziennikarki. Aż zaśmiał się w duchu. Zupełnie nie rozumiał, jak może być lojalny wobec tej kobiety.
- Witam szanowną panią Moncreiff. - uśmiechnął się lekko, może nieco powściągliwie. - Czego się pani napije?
Zadawszy to pytanie, wychylił się nieco za bar, wsadził palce w usta i gwizdnął. Parę osób odwróciło się w jego kierunku i zaśmiało. Widać ten komunikat nie był tu pierwszyzną. Po chwili w drzwiach gabinetu pokazał się Jack McCall, manager. W ustach przygryzał papierosa. Gdy zobaczył Charlotte, uśmiechnął się szeroko, szczerząc białe zęby i po chwili był już przy barze, podstawiał kobiecie stołek, a gdy usiadła sam się przysiadł.
- Witamy, witamy. I to z największymi honorami. - szczerzył się jak rasowy lizodup.
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Liczba postów : 265
avatar
Matylda Hornybottom
Matylda spojrzała na Lamba całkiem przytomnie a potem...pokiwała głową, zapewne ku jego zdziwieniu.
- To był przypadek, któremu można było zapobiec. - powiedziała nieco rozedrganym głosem - A ja akurat doskonale wiem, jak to jest gdy mężczyzna cię wykorzysta i zostawi - spojrzenie jej stało się zimne jak lód w drinkach w Black Paradise. - Spisałam już wszystko co trzeba - schowała protokół do torebki.
- Jedziesz ze mną?
Mógł zawsze spać u niej. Nie musieli przecież od razu się dobierać do siebie na wszystkie możliwe sposoby.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 3941
avatar
dr Joshua Grant
Grant tymczasem zebrał się z kolan i wyszedł z łazienki już z umytą twarzą, okularami i dłońmi, co nie zmieniało faktu, że nadal wyglądał jakby wariatkę osobiście potraktował piłą mechaniczną.
Wtedy też pojawił się Darcy, dobry ziomek Darcy i postawił mu whisky na stole. Koroner jednak mógł odnieść wrażenie, że jaźnia protetyka znajduje się obecnie, na drugim końcu Avalonu.
- Ehe, dzięki - wymamrotał
Podszedł do kelnera nie tknąwszy whisky, poprosił by zamówił jego narzeczonej taksówkę, a sam...zniknął. I ni cholery nikt go nie widział już tego wieczoru.

/zt
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1536
avatar
Nathan Lamb
- Nie - rzucił krótko, chwilę myślał.
- Dobrze pojadę z tobą - poprawił się, może nie okazywała może była zimna, może lodowate spojrzenie Matyldy i było. Lamb wiedział więcej, wciąż była tą kobietą którą znał przedwczoraj. Może wszystko nie zaschło w niej tak jak by sobie myślała.
- Mam nadzieje że masz w domu wino - uśmiechnął się, po czym machnął na taksówkę.

ZT x2 Matylda+Lamb
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1292
avatar
Charlotte Moncreiff
Uniosła nieco głowę, gdy Patrick pojawił się obok. Dłonią dotknęła jego ręki, nic nie mówiąc, bo zbyt wiele i tak już padło słów, nie prowadzących do niczego, jak tylko tragedii.
Jack obserwował wszystko z boku i gdy usłyszał Patricka, przysunął się bliżej szansonistki. Charlotte nie chciała się stąd ruszać, póki wszystko nie wróci do normy, chociaż nie była tu potrzebna.
- Proszę wracać do domu. Wszystkim się zajmę.
Zapewnił więc manager a Lotte postanowiła go posłuchać. Chciała jeszcze przypomnieć, że jutro lokal ma być otwarty, ale Jack zapewnił o tym, zanim zdążyła się odezwać.
Kiwnęła więc głowę i popatrzyła na brata.
- Niech nie jedzie sam - poprosiła.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1857
avatar
Fanny Marchant
Podeszła z Henrykiem do Patricka i Charlotte. Stanęła obok szwagierki i położyła dłoń na jej ramieniu. Kiedy wynoszono ciało odwróciła głowę. W życiu już naoglądała się wystarczająco i nie miała ochoty na więcej.
Złożyła zeznanie gdy nadeszła jej kolej, zapalając przy okazji papierosa.
- Czy pomóc ci jakoś? - zapytała szansonistkę. Była pewna, że prasa jutro będzie miała o czym pisać.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 728
avatar
Isabela Grant
Ponieważ autorka nic nie ogarniała uznajmy, że Isabela jakoś sensownie spędziła minione chwile grozy i w końcu skorzystała z zamówionej taksówki i udała się do domu.
[zt]
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 347
avatar
Aurora Osel
Aurora podczas całej sytuacji stała gdzieś z boku. Na zewnątrz teatralnie wachlując się dłonią i prawie słaniając na nogach od tych okropności a tak naprawdę z zaciekawieniem obserwowała to co się działo.
W końcu jednak podała swoje dane i pozwolono opuścić jej lokal. Zresztą przedstawienie i tak się skończyło.

zt
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 18
avatar
Darcy Ackerman
Rozejrzał się po pobojowisku. Krew na podłodze powoli zasychała. Był gotów założyć się o kredyta, że ciężko będzie ją później zmyć. Poniekąd nawet współczuł nowej właścicielce lokalu. Z resztą, to miejsce było chyba pechowe. Najpierw jakiś wybuch, teraz to... Może ciągnęła się za Confiteorem klątwa Reebentoff?
Trzeba było jednak uczciwie przyznać, że na Ackermanie cała ta jatka nie robiła należytego wrażenia. To nie tak, że był sobie śmieszkiem, czy zgrywał twardziela. Po prostu na co dzień pracował z trupami. Widział najróżniejsze obrażenia i niejednego musiał składać. Zgodził się jednak sam ze sobą, że denatka była jednym z najładniejszych martwych jakich widział.
Nic tu po nim. Zrobił co musiał, zapewne złożył jakieś zeznanie dodatkowo. Mógł wyjść.

zt.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2018
avatar
Henry Marchant
Właściwie to żadna krzywda się Patrickowi nie stała. Poza tą skazą na historii zawodowej. Nie wygląda to dobrze kiedy pacjent umiera, kiedy fizycznie nie powinno mu nic dolegać. Medycyna aprecjonowała dopiero swoje szczególne dziedziny. Prości ludzie, ale również ci złośliwi, mogli nadziać tę nieskazitelną reputację psychoanalityka na nóż, jak szaszłyk.
- Właściwie, służba mogłaby ci to opatrzyć w domu. - powiedział cierpko. I w ten sposób właśnie zamierzał go teraz traktować.
- Albo ze mną albo w ogóle. - dodał, nie będą się przecież licytować. Do szpitala mieli wbrew pozorom kawałek. Ziggurat był cholerną metropolią.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1292
avatar
Charlotte Moncreiff
Drgnęła, gdy poczuła dotyk dłoni bratowej. Spojrzała na nią, jakby nie rozumiała pytania, które zadano. Zmarszczyła brwi, popatrzyła na męża i pokręciła głową.
- Nie.. nie wiem. Dziękuję.
Nie miała pojęcia jak Fanny mogłaby pomóc, bo też sama nie wiedziała co teraz zrobić. Manager namawiał ją do powrotu do domu, mąż jechał do szpitala, a ona miała ochotę usiąść i wlać w siebie alkohol.
Nie poznała nawet cierpkiego tonu brata, którym raczył ją nie raz. Jednak musiała zareagować na jego słowa. Nawet jeśli miała przesadzać.
- Nie, niech to zobaczy lekarz.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1857
avatar
Fanny Marchant
Zaciągnęła się dymem mocno, może aż nieco przesadnie, bowiem kaszlnęła cicho. Strzepnęła popiół do najbliższej szklanki, ponieważ popielniczka była za daleko. Dobrze, że Grant teraz nie poprosił kogoś o drinka, ponieważ Ackerman niechybnie sięgnąłby właśnie po tego "spawacza".
- Powinnaś jechać do domu. Pojadę z tobą - zaczęła mówić - a Henry pojedzie z Patrickiem do szpitala, żeby zerknął na niego jakiś lekarz. Odruchowo rozejrzała się za protetykiem, ale tego już nigdzie nie było.
Omijała wzrokiem miejsce, w którym leżała kobieta. Obchodząc stół wokoło przypadkiem wdepnęła w kałużę krwi. Zatrzymała się i przez dłuższą chwilę wpatrywała w dół jakby walcząc sama ze sobą. W końcu drżącą dłoń trzymającą papieros przytknęła do ust, wymalowanych na ten sam kolor.
- Niech mi ktoś przyniesie drinka - postąpiła kilka kroków w tył, zostawiając za sobą ślad. Rzeczy, których nie chciała pamiętać, które już dawno temu wyrzuciła z głowy. - Niech mi ktoś przyniesie drinka! Niech mi ktoś...!
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2018
avatar
Henry Marchant
Zostawienie Fanny i Charlotte samych mogło powodować kilka dróg na rozwinięcie akcji. Żona Henryka potrafiła włożyć ludziom do głowy rzeczy, o których nawet nie wiedzieli, że istnieją. Mało tego, była w stanie zmusić ich do głębokiej wiary w to co usłyszą. Może dowiedziałaby się czegoś więcej niż chciałby tego Patrick?
- Złapię taksówkę. - powiedział przejeżdżając wzrokiem przez pozostałą trójkę aż nie zawiesił go na Patricku. - Powiem Johnowi żeby na was czekał. - zwrócił się do żony i odszedł. Szofer przyjął do wiadomości polecenia swojego pracodawcy.

ZT (z Patrickiem?) -> Szpital
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1292
avatar
Charlotte Moncreiff
Pożegnała się z mężem i odprowadziła mężczyzn spojrzeniem. W międzyczasie Simon podsunął Fanny szklankę alkoholu, ulatniając się szybko. Barman nie powinien wychodzić zza baru, bo może spotkać go szereg nieprzyjemnych zdarzeń.
Charlotte odwróciła twarz na bratową i rozejrzała po pobojowisku. Wymieniła znaczące spojrzenie z Jackiem i odetchnęła głęboko.
- Dobrze... wracajmy.
Odezwała się do Fanny i ruszyła do wyjścia, po drodze odbierając torebkę od kelnera. Wyszła z lokalu pierwsza, unosząc głowę w stronę nieba i nabierając głęboko powietrza.
Gdy dołączyła do niej Fanny, schowały się w samochodzie i pojechały.

zt
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 646
avatar
Patrick Moncreiff
Pożegnał się z żoną i pojechał z Henrykiem do szpitala.

ZT
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1292
avatar
Charlotte Moncreiff
poczatek lipca

Autorka zobaczyła ostatniego posta i zapłakała. Tymczasem Charlotte pojawiła się w kawiarni, zapowiadając się już przez telefon. Chciała przyjść, nie mogąc znieść tej pustki w domu. I listów oraz telefonów z kondolencjami. Ile jeszcze chcieli ją męczyć kłamliwym żalem i współczuciem. Nie słuchając więc Simona, twierdzącego ze dają sobie radę, zjawiła się w Confiteorze.
Nad księgami spędziła zaledwie pięć minut. A potem, korzystając z okazji, ze klientów było ze dwóch, weszła na scenę. Siadając przed fortepianem. Nie chciała jednak grać. Jeden klawisz nacisnęła, zamyślona. Przypomniała sobie jeden wiersz, jaki dawno znała.
- to jest takie nic, smutne ucichanie,
a właściwie to jest cisza pierwsza i jedyna...
usychające kwiaty nad mdlącym posłaniem...
i właściwie nic...
i pusta głębia...
nocą cichy las bezczuciowych istnień,
wyblakłe jaźnie trwające bezdrganiem.
A właściwie to jest tylko wielkie zakończenie
nieskończonym snów...
nieznane cierpienie...

Wyrecytowała niemal tylko dla siebie, chociaż z tego miejsca można ją było usłyszeć przy niektórych stolikach, przy barze. Nie interesowało ją to. Bo zwracała się do męża, którego już nie było.
Tak jak pięć minut później szansonistki.

zt
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1536
avatar
Nathan Lamb
---> Mieszkanie Lamba

kilkanaście minut później siedzieli przy stoliku w lokalu. Był środek tygodnia, ruch niewielki. To dobrze.
W cale nie chodziło o to że Lamb bał się pokazać w towarzystwie Sylvi. Wręcz przeciwnie.
- Powinniśmy części wychodzić razem... - rzucił czekając na zamówione wino. Czekał kiedy padnie pytanie co kombinujesz Lamb. Ale znał doskonale nie nie odpowiedź.
- Nie robili ci problemów z nieobecnością? - zapytał potem milczał chwilę. Jakby zbierał myśli i słowa. Nie nie będzie żadnej kwiecistej mowy.
- Słuchaj chciałem cię przeprosić - zaczął a w tym samym momencie kelner doniósł wino. trochę to rozbiło myśli Lamba.
- Ale nie za ostatnią kłótnie, za coś innego, za to że byłem tchórzem - mruknął tak ten jeden raz Lamb okazał się największym tchórzem w mieście - chcę byśmy sobie to jakoś razem poukładali... razem.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1591
avatar
Sylvia Valmount
Dawno nigdzie nie byli razem. Chyba parę dobrych miesięcy temu w Morganie. Jak jeszcze tam pracowała. To było bardzo dawno.
- Może i powinniśmy. - założyła nogę na nogę, siedząc naprzeciwko Lamba. - Nie, raczej nie. Nadrobię godziny.
Zerknęła na kelnera, który stawiał przed nimi wino. Chwila milczenia i podniosła spojrzenie na Nathana.
- To znaczy...?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1536
avatar
Nathan Lamb
- Mieszkamy obok siebie, razem, nie możemy chodzić i nie odzywać się do siebie, jest Kendra… – zamyślił się musiał jakoś wytłumaczyć jej to tylko jak, no chciał się normalnie chłop pogodzić – jestem trudny do życia, ale to działa w dwie strony, nie jest mi łatwo również, ale chciałbym, kurwa nie wiem – mruknął sięgając po wino. Milczał i milczał.
- Zależy mi na tobie, wiem że może tego nie da się tak w prosty sposób jakoś, to jest strasznie skomplikowane, nie układało się nam ostatnio jakoś, nie wiele osób mam wokół siebie na których mi jakoś zależy, nie chce stracić i ciebie – Lamb się męczył strasznie, nie umiał rozmawiać o uczuciach, łatwiej by było o kaszance i jej złożoności nich czarnych uczuciach Lamba.
- czasu nie cofnę, ale proszę nie skreślaj mnie…
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1591
avatar
Sylvia Valmount
Lamb raz na rok mówił o uczuciach, ale w sumie jak juz zaczął to gadal z sensem i konkretnie. I tego Sylvia oczekiwała.
Nie uśmiechała się kiedy mówił. Patrzyła się jednak na niego z uwagą, chłonąc każde słowo. Nie wierzyła mu do samego końca. Ufała, że słowa są szczere, oczywiście. Juz od dawna oboje byli dla siebie jednymi z najbliższych osób i tego nie można ot tak zepsuć. Po prostu nie była naiwna i wiedziała, że w jakimś momencie wszystko się rozleci.
- Nie stracisz mnie. - powiedziała nieco bez wyrazu. Siegneła po wino i napiła się. Były momenty kiedy za wszelką cenę chciała uciekać z tego miasta i nie oglądać się za siebie, ale jednocześnie miała mnóstwo wątpliwości. Jedną z nich był Lamb i ich relacja. Mimo że nie była idealna to... śmiało mogla powiedzieć, że był jedną z niewielu osób które o nią dbały.
Uśmiechnęła się lekko, może trochę uspokajająco. Nawet z tą blizną przy ustach nie traciła na urodzie.
- Mi też na tobie zależy, wiesz o tym, mówiłam ci to nie raz. Nic się nie zmieniło. Jesteś trudny do wspólnego życia, owszem. Ale ja też nie należę do najłatwiejszych w obsłudze osób.
Położyła złożone razem dłonie ma stoliku.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1536
avatar
Nathan Lamb
Słuchał ją z uwagą patrząc w jej oczy, na jej usta, na nią. Tak była w jakiś tam pokrętny sposób ważną osobą dla niego. Może chciał uratować jedną z wielu dusz pochłoniętych przez machinę miasta. Uśmiechnął się lekko wyciągając dłoń i kładąc na jej dłoniach.
Potem zrobił to co obiecał. Wstał obszedł stół przeczuwając palcami po jej dłoni, przedramieniu, ramieniu obszedł ją przesuwając wolno palcami po kartu dopiero w tym miejscu oderwał swoją dłoń od gładkiej skóry kobiety.
Podszedł do obsługi, chwilę z nimi rozmawiał, jednym z nich wcisną w dłoń kilka kredytów, po czym ruszył w kierunku fortepianu.
Siedział chwilę myślał, w końcu wolno położył dłonie na klawiszach. Spod palców zaczęły wydobywać się dźwięki. Najpierw pojedyncze, które przechodziły powoli w składny rytm, aż przerodziły się w melodię, melancholijną, smutną, miejscami radosną ale łagodną i spokojną. Ściszone tony wolno rozchodzące się po lokalu. Melodia przywracająca wspomnienia ale i budząca momentami niepokój. Było niemal w niej wszystko.
Sam Lamb skupił się na klawiszach, przesuwając dość sprawnie po nich palce. W końcu kilkoma bardziej wyrazistymi nutami zakończył utwór. Dopiero teraz podniósł wzrok na Sylvię. Chwilę jej się przyglądał w końcu wstał by wrócić do stolika. Jego miejsce przy fortepianie zajął miejscowy pianista i lokal ponownie wypełnił się muzyką, wolną i spokojną.
- Można? – wyciągnął dłoń do Sylvi tym samym prosząc ją do tańca.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1591
avatar
Sylvia Valmount
Odruchowo przesunęła palcami po jego dłoni, kiedy ją za nią złapał. Odpowiedziała ma uśmiech. Kiedy wstał i przesunął palcami po całej długości jej ręki, aż przeszły ją lekkie dreszcze.
Odwróciła głowę w kierunku małej scenki. Siedziała bokiem na krześle, położyła rękę na oparciu, a na niej podparła głowę. Słuchała dźwięków wypływających spod palców Nathana, obserwują jego twarz. Przez te krótkie dwie, trzy minuty zastanawiała się nad wieloma sprawami. Wiele spraw przemknęło przez jej głowę, łącznie z tym jak się w ogóle znalazła w tym miejscu. Przez całe lata była pewna swojej pozycji, swoich umiejętności. Swojego twardego charakteru. Co jej po tym zostało? Niby nic nie straciła, prócz kilku bliskich osób. Ale mimo wsparcia jakie bądź co bądź okazywał jej Lamb, miała w sobie jakąś pustkę, której nie potrafiła juz zapełnić.
Popatrzyła mu w oczy, kiedy podniósł głowę. Coś delikatnego i spokojnego było w jej spojrzeniu.
- Można. - uśmiechnęła się lekko, łapiąc jego dłoń i ustawiając się do tańca, druga rękę kładąc na jego ramieniu.
- Powinieneś mieć w domu pianino, chętnie bym cię częściej słuchała.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1536
avatar
Nathan Lamb
Na jej słowa jedynie się uśmiechnął. Powinien ale nie miał. Dał jej coś czego nie robił za często. Może gdyby nie był policjantem, spełnił by swoją pasję. Tą spokojniejszą. Budzącą w nim wewnętrzny spokój, łagodność. Niestety był gliną, tak nielubianym przez wielu. Już za późno by powiedzieć nie idź tą drogą Lamb.
Prawą dłonią obiją ją w pasie a drugą sięgną po jej dłoń. Powoli zaczął dawać kroki w wolnym tańcu. Tańczyli na małej salce między stołami. Jakby dzisiaj miał być koniec, jakby jutra miało nie być. Jak by jutro znowu powrócił czarny demon. Ciesz się chwilą maleńka – mówiły oczy Lamba. Nie myśl o tym co wczoraj, co jutro. Myśl o tym co dzisiaj co teraz. Mówiły wciąż oczy. Cieszysz się? Ja też? Ta chwila daje dużo szczęścia dla mnie, dla ciebie.
- Znudziło by ci się moje brzdąkanie… Może kiedyś jak dożyję… - rzucił z uśmiechem, niemal szepcąc jej do ucha.
- Jestem często daleko ale jeszcze rzadziej bliżej. Cieszę się, że dzisiaj mogę być blisko – mówił to samo co czuł. Nie nie było to pożegnanie. Był to dobry wieczór.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1591
avatar
Sylvia Valmount
Przysunęła się blisko, czując zapach jego wody kolońskiej, mając odruchowo ochotę się wtulić. Jednak tego nie zrobiła.
- Może to dobrze. - odpowiedziała - Nie nadaję się do bycia.. blisko. - uśmiechała się kącikiem ust. Zastanawiała się nad czymś. Myślała czy mówić mu o pustyni, o swoich planach, które coraz bardziej bladły. Czy był sens pakowania się w coś co do czego miała wątpliwości?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1536
avatar
Nathan Lamb
- A kto się nadaje – szepnął jej też do ucha, nie chciał przerywać tańca. Spokojnego kołysania dwóch ciał. Tak bliskich i tak dalekich. Doskonale zdawał sobie sprawę, że ich dwójka jest dalej niż bliżej. Ale że Lamb łamał wszelkie reguły. Łamał i tą.
- Pamiętasz nasze pierwsze spotkanie? – zapytał dość nieoczekiwanie, tak chodziło mu o wspólny lot i krajobraz miasta ze szczytu wieżowca. Może miał chęć przelecieć się, znaczy ją, tfu nie ważne. Może chciał odbyć wspólny lot ponownie. Gdzie byli wtedy? A gdzie są teraz. Całkiem różne miejsca. Kto by powiedział że tak potoczą się ich losy.
Pianista przestał grać, Lamb się uśmiechnął pocałował Sylvię delikatnie w usta po czym dał krok do tyłu, ale nie puszczał jej ręki ukłonił się lekko, pocałował w dłoń i odprowadził do stolika.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1591
avatar
Sylvia Valmount
Oczywiście, że pamiętała. Kto by nie pamiętał takich wrażeń. Szczerze mówiąc to ona by też to powtórzyła. Nigdy chyba nie zapomni tych emocji.
- Mhm, zastanawiałam się czy aby czasem nie chcesz mnie zabić, jak powiedziałam ci co chciałeś. - prychnęła. Ile to razy były takie momenty, kiedy nie byli siebie pewni. Kiedy Sylvia trzymała go na muszce.
Oddała ten lekki pocałunek, trochę się temu dziwiąc.
- Nie sadzilam, że kiedyś to powiem, ale potrafisz być romantyczny. - powiedziała rozbawiona, siadając do stolika.
Powrót do góry Go down
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Confiteor - kawiarnia artystyczna
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 10 z 11Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... , 9, 10, 11  Next
 Similar topics
-
» Jeszcze Bardziej Artystyczna Pracownia Ururururu

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: STARE RPOZGRYWKI I WSZYSTKO :: Miasto :: Centrum-