IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Confiteor - kawiarnia artystyczna

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4 ... 9, 10, 11  Next
Liczba postów : 806
avatar
Wodzirej
First topic message reminder :



Lokal idealny dla wielbicieli literatury i sztuki. Niech się spotykają tu ludzie szukający wrażeń, chcących nawiązać przyjaźnie i kontakty, a wszystko to w oparach ironii, humoru, dyskusji. Przychodzi się tu dla przyjemności. A także dla klimatu. Ciągnie do tego lokalu atmosfera niespodzianki - nigdy nie wiadomo, kogo wieczorem można tu spotkać, z kim rozpocznie się rozmowę... Ważnym punktem jest lekko podwyższona scena, przy której stoi pianino, a na scenie owej podczas wieczoru może wydarzyć się wszystko - poeci recytują wiersze, aktorzy deklamują fragmenty sztuk, czasem ktoś zaśpiewa, czasem ktoś opowie żart lub po prostu przedstawi swoje dzieło. Ktoś kto nie ma dystansu do siebie i nie grzeszy inteligencją nie ma czego tu szukać.

Cennik:
- Czarna kawa- 60 Ril
- Kawa z mlekiem- 1,2K
- Kawa mrożona- 90 Ril
- Herbata - 24 Ril
- Herbata mrożona- 36 Ril
- Herbata jaśminowa, owocowa, pomarańczowa - 52 Ril
- Sok jabłkowy/porzeczkowy/pomarańczowy - 24 Ril
- Wino czerwone/białe- 1K 80 Ril
- Herbata z rumem- 2K

- Szklanka whiskey- 1K; 4 K butelka
- Szklanka rumu - 60 Ril; 2,5 K butelka
- Wino czerwone/białe - 2,5K kieliszek; 13 K butelka
- Szklanka brandy - 70 Ril ; 4 K butelka

- Cygaro - 2,4 K
- Papierosy dobrej marki - 5 K


_____________________________________
Barman Simon akurat rozmawiał z dostawcą, kiedy do baru podeszła urodziwa kobieta, którą znał nie tylko z plakatów, ale poniekąd osobiście - w końcu była tutaj niemal honorowym gościem Reebentoff. Odprawił mężczyznę, po czym odwrócił się do szansonistki i ukłonił uprzejmie. Zastanawiał się czy praca dla tej kobiety będzie łatwiejsza... Przyznać jednak w duchu musiał, że będzie mu brakowało humorów skandalicznej ex-dziennikarki. Aż zaśmiał się w duchu. Zupełnie nie rozumiał, jak może być lojalny wobec tej kobiety.
- Witam szanowną panią Moncreiff. - uśmiechnął się lekko, może nieco powściągliwie. - Czego się pani napije?
Zadawszy to pytanie, wychylił się nieco za bar, wsadził palce w usta i gwizdnął. Parę osób odwróciło się w jego kierunku i zaśmiało. Widać ten komunikat nie był tu pierwszyzną. Po chwili w drzwiach gabinetu pokazał się Jack McCall, manager. W ustach przygryzał papierosa. Gdy zobaczył Charlotte, uśmiechnął się szeroko, szczerząc białe zęby i po chwili był już przy barze, podstawiał kobiecie stołek, a gdy usiadła sam się przysiadł.
- Witamy, witamy. I to z największymi honorami. - szczerzył się jak rasowy lizodup.
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Liczba postów : 1320
avatar
Fabian Sinclair
Fabian również parsknął śmiechem, przez co kilka osób pewnie pomyślało o nim z niesmakiem. Chłopak w żałobie po matce, w czerń odziany, niby druga wyższa strefa, a jak dzieciak sie zachowuje !
- No coś ty...poznamy się, jak już razem zamieszkamy ! Dzięki temu jest znacznie zabawniej. Może się okaże, że hoduje fenki ? Albo lunatykuje? Albo podkrada i kolekcjonuje mydło, albo szczoteczki do zębów ? Albo śpiewa pod prysznicem? - zarechotał.
O! Ale się tłoczno robiło! I duszno! Jakiś starszy Pan, z wyraźną nadwagą, próbował się przecisnąć między stolikami, więc musiał się do Odette podsunąć.
- Wiedziałem, że będzie sporo ludzi, ale że aż tyle? - wyszczerzył się
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 387
avatar
Hazel Blackshear
HAZEL
- Zależy mi na jego umiejętnościach, intelekcie i wiedzy z zakresu mechaniki. - uściśliła. - Do samego Foitzroya nie mam jakichś szczególnych sympatii. Choć oczywiście wolałabym z nim pracować. Wie jaka jestem. To ułatwia życie i jemu i mi. - skwitowała. - Szkoda, że Black tego nie rozumie. Że kieruje się małostkowymi impulsami zazdrości po to tylko, by dać komuś pstryczek w noc. - pokręciła głową. - Poza tym nie sądzę, by znalazł kogoś lepszego niż Fitzroy.
Gdy kelner przyniósł wino, zaburzył harmonię stworzoną przez Hazel, więc raz jeszcze musiała powtórzyć ceremonię poprawiania przedmiotów.
- Stawiając mi takie warunki, Black sabotuje swoją własną inwestycję. - powiedziała to nie podnosząc nawet głowy, wpatrując się w ustawiają przez siebie serwetkę. Dopiero po chwili podniosła wzrok na Fausta. Uśmiechnęła się. Ciepło. Jak człowiek.
- Jakkolwiek by nie było i tak zamierzam doprowadzić ten projekt do końca. Niezależnie od tego, co trzeba będzie zrobić i z jakich źródeł dostanę dofinansowanie.
Była uparta. I zdeterminowana. Obecność Fausta jednak łagodziła jej racjonalne podejście do świata. Nakryła jego dłoń, swoją dłonią. Przyjemnie było poczuć jej ciepło.
- A twoje interesy? - przekrzywiła głowę. - Pragnienia? Marzenia? - uśmiechnęła się nieznacznie, tak zabawne było podążanie ścieżkami, na których interesowały ją emocje i podejście do świata drugiej osoby.

HAYDEN
Dostrzegł Matyldę i z lekkim uśmiechem starszego brata stwierdził w myślach, że w końcu zdecydowała się na pokazanie swojego naturalnego piękna. Od zawsze wiedział, że ono w niej siedzi. Trochę nie w smak mu jednak było, że podchodzi do ich stolika. Wstał jednak, by się przywitać. Lambowi podał prawicę.
- Miło mi pana poznać. - potem przeniósł wzrok na dziewczynę. - A ciebie znów zobaczyć. Mam nadzieję, że nowa praca jest czymś, co cię zadowala. - skinął żartobliwie głową w stronę Murzyna. - Zwłaszcza, że masz takiego opiekuna.
Staral się ignorować jej zimny wzrok. Pewnie nadal była zła o ten pocałunek. W sumie... Nie dziwił jej się. No ale trudno. Stało się. Teraz tylko od Matyldy zależało jak bardzo będzie pojebana jak dobrze sobie z tym wszystkim poradzi. Miał nadzieję, że w końcu mu wybaczy. Nie wiedział jeszcze, że to psychopatka.
Zerknął na Megan i na to, z jaką troską mówiła do Joshui. Kolejna czerwona lampka zapaliła się w głowie Haydena. Rozświetlała mózg na czerwono. A potem... A potem Megan tak po prostu przystała na papierosa i wyszła. Haydenowi opadła szczęka na sekundę, ale zaraz doprowadził ją do odpowiedniej pozycji. Czuł się, jakby mu ktoś przypierdolił w twarz. Nie mając jednak innego pomysłu - bo przecież nie wyleci za tą parką - wskazał dłonią na wolne krzesła.
- Śmiało, zapraszam. - powiedział z uśmiechem do Matyldy i Lamba.

PATRICK
Oho! Była zła. Ale Patrick doskonale ją rozumiał i nie zamierzał jej tłumaczyć, że nie ma o co. To był dla niej ważny dzień. Czasem jednak nie można mieć wszystkiego.
- Wiem, przepraszam. - odparł skruszonym tonem, po czym usiadł obok żony. Objął ją ramieniem. - Nie mogłem wyrwać się wcześniej.
Jeszcze raz ujął jej dłoń i ucałował. Jak mogłaby mu nie wybaczyć? On jej wybaczył tę sukienkę, która wyglądała jak zdarta z kurtyzany.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 3941
avatar
dr Joshua Grant
Josh więc zaoferował Meg ramię i wyszli przed lokal, by zaczerpnąć świeżego powietrza. Podał jej papierosa a gdy ta włożyła go do ust, odpalił go przy pomocy zapałek.
- Tylko się nie zaciągnij za bardzo, są dość mocne - włożył papierosa między zęby, odpalił i wciągnął jakże odżywczy raczkowy dymek.
Spojrzał na nią kątem oka. W sumie to było do przewidzenia, że ona i Maclean...niemniej jednak nie mógł powiedzieć, że mu to odpowiada w 100%. A czemu, to już sam nie wiedział. W dupie się mu poprzewracało! Zdecydowanie powinien z tym skończyć.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 560
avatar
Megan Mclean
Zatrzymali się przed lokalem. Wejście oświetlała światło latarni a do lokalu ci jakiś czas ktoś wchodził.
Pociągnęła dym do siebie ale nie wciągnęła go do płuc. To jedna wystarczyło by końcówka zajarzyła się na czerwono.
- Dobrze.- kiwnęła głową i tym razem wciągnęła gryzący dym do płu. To oczywiście wystarczyło by się rozkaszlała a w oczach pojawiły się jej łzy. Pomachała dłonią przed twarzą. W końcu opanowała atak kaszlu.
- Miałeś rację mocne.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 3941
avatar
dr Joshua Grant
Megan Matka Roku. Chla wino, pali papierosy, jeszcze się okaże, że matka nie wie, że ta ćpie.
- Mówiłem - wymamrotał, po czym gładko wydmuchał dym z ust, obserwując Larsen. - Tylko dla największych twardzieli - uśmiechnął się szerzej i sięgnął po chusteczkę do kieszeni i podał jej. Oczywiście bielutką, świeżutką, pachnącą i wyprasowaną lepiej, niż by to zrobili wszyscy pracownicy atelieru Pirce.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 560
avatar
Megan Mclean
No cóż może Joshua chowa w zanadrzu jakieś opium czy coś innego tylko nie chce się podzielić z biedną Kaan-anką podzielić.
Zrobiła ruch jakby chciała mu pokazać język ale zamiast tego wzięła chusteczkę i wytarła nią łzy z policzków. Następnie schowała ją do maleńkiej torebeczki.
Następny sztach był ostrożniejszy i prawdę mówiąc odpuściła sobie wciągania dymu w płuca.
- Nie mam pojęcia co w tym widzisz...twardzielu.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 265
avatar
Matylda Hornybottom
Była psychopatką? Och nie, ona się STAŁA psychopatką. Maclean sam ją stworzył, ignorując wpierw, potem wykorzystując i porzucając.
Za to Lamb sprawił, że stała się niezłą laską, co nie zmieniało faktu, że psychiczną.
- Och zdecydowanie. - uśmiechnęła się słodko - Zdecydowanie mnie zadowala - brzmiało dwuznacznie, przynajmniej dla tej dwójki. Bo przecież Hayden pomyślał, że chodziło o pracę.
Uśmiechnęła się całkiem figlarnie, choć w głębi duszy była oburzona. Jakim prawem, temu skośnookiemu , przystojnemu dupkowi nie opadła szczęka na jej widok? Powinna !
- Nathan, usiądziemy tu ? - zagadnęła, bo przecież liczyła się ze zdaniem kolegi
Przeniosła znów spojrzenie na Macleana. Jej zimne spojrzenie, nie wyrażało w zasadzie teraz nic, co mógłby zanalizować. Stała się zupełnie inną osobą. Przynajmniej dla niego.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 3941
avatar
dr Joshua Grant
Twardzielu ? Parsknął śmiechem i przy okazji się rozkaszlał. Ostatnie co można było o nim powiedzieć, to to, że jest twardzielem. I, że był normalny. Bo właściwie to był emocjonalnym wykolejeńcem o wątpliwej poczytalności. Nie ma co, Isa będzie mieć ciekawego męża.
- No wiesz...to jest jak z wódką - stęknął, gdy wrócił mu oddech - Jak ci smakuje, to masz problem. Nałóg.
- wzruszył ramieniem - I tak palę mniej, niż przed zawałem.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 560
avatar
Megan Mclean
-Co dla ciebie też za mocne.- podroczyła się z nim panna Larsen choć wiedziała, ze to dlatego iż się roześmiał. Nieoczekiwanie pomyślała, że Josh śmieje się o wiele więcej niż wtedy, kiedy go poznała.
- Ok czyli jestem uzależniona od wina.- roześmiała się.- bo wódka zupełnie mi nie smakuje a papierosy też chyba nei będą moimi ulubieńcami. Chyba nie nadaję się na szykowną damę paradującą z lufką.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1292
avatar
Charlotte Moncreiff
Zanim wybaczył jej sukienkę, minęło kilka godzin, więc Szarlota miała prawo jeszcze trochę okazać swe niezadowolenie. Pozwoliła się objąć, bo głupia byłaby gdyby odrzucała silne ramię męża.
- Nie mogłeś czy nie chciałeś?
Odpowiedziała z nieprzejednaną miną, nawet na niego nie patrząc. Wiedziała przecież, że Patrick wolałby nie widzieć żony w towarzystwie innych mężczyzn. A dzisiejszego dnia, mogła być nimi otoczona! Muchy w nosie nie tak prędko zostaną przegnane, o nie. Charlotte westchnęła i wolną dłonią złapała za szklankę z drinkiem.
- To obcy mężczyzna mi gratulował po zejściu ze sceny. Nie ty.
A specjalnie dodała, co się będzie!
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 646
avatar
Patrick Moncreiff
Zmarszczył lekko brwi. Uważał, że gniewa się bardziej niż powinna. Ona swoją karierą zaspokajała własne ego, on - pomagał ludziom. Nie wyobrażał sobie, że mógłby porzucić pacjenta po to, by wręczyć żonie kwiaty. Czy aż tak była kapryśna? Zacisnął lekko palce na ramieniu kobiety.
- Och, przestań się dąsać, kochanie. - uśmiechnął się, ale oczy pozostawały bez wyrazu. - Przecież tu jestem.
Nie znosił, kiedy Charlotte odgrywała rozkapryszoną księżniczkę. Ciesz się, że ktoś w ogóle... - prawie zgrzytnął zębami. Miał jednak na tyle oleju w głowie, że nie powiedział tego na głos. Kochał Charlotte, ale czasami była niemożliwa!
- Lottie... - zaczął polubownie. - To twój wieczór. Po co wprowadzasz nerwową atmosferę, hm?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1292
avatar
Charlotte Moncreiff
Pacjent mógł umówić się na inny dzień. Odłożyć szaleństwa na jutro.
Charlotte napiła się drinka i zerknęła na męża z ukosa. Chciała sprawdzić czy już, już zaczyna mięknąć, ale Patrick nie byłby sobą, gdyby nie kontynuował dyskusji. A wystarczyło przeprosić jeszcze dziesięć razy!
- Tak, mój wieczór i chciałam go dzielić z tobą. Cały, nie część. Tak wiele wymagam?
Zmarszczyła czoło i popatrzyła na męża, odstawiając szklankę na oślep. Nie zamierzała się ganić za to, że pragnęła męża, który przekładał pracę nad nią.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 3941
avatar
dr Joshua Grant
Josh uśmiechnął się do Megan.
- Nie nadajesz się - przyznał jakże uprzejmie - Ale to dobrze. To czyni ci właśnie Megan Larsen.
Dlatego czuł się przy niej tak skandalicznie swobodnie. To chyba dobrze?
Wtem zauważył coś na jej sukience. Coś czego w mroku Confiteoru nie zauważył.
- Ta broszka.... - ta którą jej wylosowal dla niej w loterii - pasuje Ci.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 560
avatar
Megan Mclean
- Proszę cię.- dołączyła do jego śmiechu Obstawiam, że jakimś niebacznym słowem przy pierwszej lepszej okazji wywołałabym skandal. W sumie w teorii wiem, kiedy zamilknąć ale jakoś rzeczywistość się z tym mija. - wydmuchała papierosowy dym gdzieś w powietrze.
Odruchowo dotknęła ręką broszki.
- Lubię ją. I pasuje do tej sukienki.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 3941
avatar
dr Joshua Grant
Ta broszka była śmiesznie tania. I pewnie wiele osób by nawet nie spojrzało w jej kierunku, bo tandetna i z jarmarku. Miała za to dużą wartość sentymentalną i tego nie dalyby im żadne pieniądze tego świata.
- Istotnie - pokiwał głową, odwracając od niej wzrok. Milczał chwilę, zadumany nad papierosowymi oparami. - Może już wróćmy do środka. Inaczej Pan Maclean mi oczy wydrapie przy najbliższej okazji
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 3578
avatar
Emily Black
Em, wciaz w sukience, ktora zakrywała cale nogi i miała luźne, opadające rękawki pojawila się z Olkiem na przyjęciu.
- Owszem - odparła lakonicznie, przesunęła wzrokiem po tłumie. Uśmiechnęła się pewnie lekko do Josha, Fabiana i innych znajomych, a raczej osób, z którymi utrzymywała znajomość poza konwenansami.
Zamilkła, słuchając występu Charlotte.
A że narratorka jest leniwa, to nie wie co się teraz dzieje.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 560
avatar
Megan Mclean
- Hayden? Dlaczego miałby to zrobić.- Meg byłą autentycznie zdziwiona. Przecież Maclean wiedział, że przyjaźni się z Joshem praktycznie od ich przyjazdu tutaj. Ile już minęło czasu? Sporo.
-Ale masz racje nie powinniśmy tu zbyt długo stać.- i tutaj myślała raczej o reputacji Josha. W końcu przywiązywał do niej sporą wagę.
Spojrzała na Josha stojąc z niedopałkiem w dłonie. Co z nim miała zrobić. Jakoś przydeptanie szykownym pantofelkiem wydawało się nie na miejscu.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 3941
avatar
dr Joshua Grant
- No wyraźnie oznacza teren, gdy tylko się zbliżam - wyjaśnił z rozbawieniem w głosie. - Bardzo, BARDZO wyraźnie.
Nie miał jednak zamiaru w to wnikać. Hayden, skoro był z Megan miał do tego pełne prawo. I nic Grantowi do tego.
Uśmiechnął się do przyjaciółki
- Pasujecie do siebie - jak pięść do nosa - dodał w myślach nie mogąc opanować zgryźliwości. - Życzę wam jak najlepiej
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 560
avatar
Megan Mclean
- Josh ile ty już dzisiaj wypiłeś co?- pokręciła głową na słowa przyjaciela i pomyślała, że być może w tym co powiedział jest ziarenko prawdy. Spojrzenie jakie posłał Hayden...Nie na pewno jej się wydawało.
- Nikt niczego nie oznacza.- wywróciła oczami wymownie a potem skoro mieli wracać to chwyciła Josha pod ramię.
- Tak myślisz?- lekko przechyliła głowę. - To fakt pojawiło się coś nowego w naszych relacjach ale pamiętasz co ci mówiłam. Nigdy nie zadowolę się niczym mniej niż miałam a wydaje mi się, że to właśnie umyka z zasięgu moich rąk.- spojrzała na niego.- Wróćmy lepiej.- iskierki rozbawienia tańczące jeszcze chwilę temu w jej oczach zniknęły.

Powrót do góry Go down
Liczba postów : 3941
avatar
dr Joshua Grant
Josh zaśmiał się,  gdy ta wyraziła swoje zdanie.
- Och Megan,  nie zrozumiesz tego,  bo nie jesteś mężczyzna.  My mamy swój... wewnętrzny szyfr.  
Jej dalsza odpowiedź była dla niego dość enigmtyczna, jednakże pozostawił to do swoich wewnętrznych rozważań. Po cichu.  W Joshu.
- No dobrze.  Pamiętaj jednak,  że możesz na mnie liczyć,  w każdej sytuacji -  tyrpnął lekko jej nosek palcem wskazującym.  -  I nie bocz się na mnie,  przecież wiesz,  że chce dla Ciebie jak najlepiej
Weszli do środka!  Ale tłok.  Pewnie nie wytrzyma tu za długo w takiej duchocie.  Najwyraźniej się starzał!
-Czego się napijesz?  - zagadnął,  uznając że pójdzie po to od razu do baru.
Wtedy też usłyszał lubiany przez siebie utwór.  
- Aleee,  to za chwilę -  i nagle skierował ją na parkiet wśród tańczących par.  
- Pani pozwoli? -  uśmiechnął się wyciągając dłoń


Ostatnio zmieniony przez dr Joshua Grant dnia Sro Lut 17, 2016 8:50 am, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 560
avatar
Megan Mclean
- Że co macie? Przyznaj się wymyśliłeś to w tej chwili?- uśmiechnęła się lekko do przyjaciela.
A w chwilę później poczuła się ustawiona na właściwym miejscu. Jakby to co przed chwilą powiedziała nie miało najmniejszego znaczenia. Dostała czysty i czytelny przekaz. W końcu nie powinna się spodziewać niczego innego.
- Nie mogłabym się na ciebie boczyć i Josh..wiesz, że to dział w obie strony. Zawsze kiedy będziesz potrzebował.
W chwilę później znaleźli się ponownie w kawiarni, która rozbrzmiewała dźwiękami muzyki. Meg miała się skierować w stronę Haydena ale Josh ją zaskoczył i porwał do tańca. Kiwnęła głową z lekkim uśmiechem i podała mu dłoń.


Ostatnio zmieniony przez Megan Larsen dnia Sro Lut 17, 2016 8:42 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1536
avatar
Nathan Lamb
Uśmiechnął się cwaniacko. Tak Lamb zadowalacz. Odsunął krzesło by Matylda mogła usiąść.
- Miło mi poznać… wiele słyszałem o Państwie, o waszym mieście, o ludziach o sposobie waszego życia – Och tak Lamb dał do zrozumienia że wie dużo o Kannanćzykach.
- Jesteście bogaci kulturowo i wewnętrznie – uśmiechnął się, po czym kiwnął na kelnera, zamówił wino.
- Dla mnie to jak świat z bajki, nieznany, inny… - rzucił spoglądając na Matylę tak to od niej zaczął poznawać ich ten cały bajowy świat.
- Co pana tutaj najbardziej zaskoczyło? – przeniósł wzrok na mężczyznę, przegiął głowę na bok i patrzył na niego swoimi czarnymi oczkami.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1991
avatar
Oliver Black
Oliver zamówił dla nich butelkę wina. Chciał szampana bo aż się prosił przy takim występie ale o zgrozo nie mieli go tutaj. Po chwili więc kelner dostarczył im wszystko czego mogli potrzebować. W tłumie dostrzegł Marchanta z żoną. Kiwnął mu głową na powitanie. No tak nie mogło zabraknąć jego obecności w trakcie tego wieczoru.
- Masz ochotę?- wzniósł lekko do góry butelkę z winem.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 281
avatar
Thorsten Faust
- Zazdrością? – zapytał podtrzymując temat. Był po prostu ciekawy. Po za tym nowe technologie, nowe rozwiązania interesowały go w równym stopniu co swoje własne interesy.
- Tak słyszałem że jest dobry… Był jakiś szczególny powód dla którego Black zrezygnował z usług? – nie wyszukiwał wzrokiem samego Blacka. Wiedział że zapewne gdzieś tu jest. Ale nie przejmował się tym, po prostu o nim rozmawiał. Przecież sprawy Hazel również go interesowały. Gdzieś tam po części, a może i więcej również dotyczyły. Może chciał mieć jakiś widok na to. Gdzieś z boku.
- Sabotuje? Nie myślę że to nie to, myślę że być może chodzi o coś innego – zamyślił się na chwilę, tak myślał o samym Blacku. Coś sobie w głowie układał. Nie jedna osoba znała grzechy Blacka nie tylko w brukowcach o tym się mówiło ale i na salonach. Tak samo jak Fitzroy. Pieniądze idą nie tylko w parze ze sławą i rozgłosem. A jak w dodatku się gwiazdorzy. Czego unikał Faust. Powrócił spojrzeniem na Hazel. – myślę że będzie dobrze, a ty przecież sobie poradzisz, masz przewagę nad nim – dodał tajemniczo. Upił łyk czerwonego wina.
Gdy zmieniła temat wbił wzrok w biały obrus.
- Nie wiem, straciłem zapał to projektu, wstępne papiery leżą w szufladzie – wzruszył lekko ramionami a pragnienia i marzenia… Mam chyba gorszy okres na wyższy poziom ambicji, zapału i chęci – mówił to obojętnie. Jakby taki stan rzeczy był dla niego normalny, przejściowy, od po prostu zwykła, chwilowa utrata zapału. Mimo wszystko cały czas głowa pracowała, jakby na wolniejszych obrotach, jakby kolejka podjeżdżała pod górkę by za chwilę z wielkim pędem zjechać na sam dół.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 3578
avatar
Emily Black
- Kieliszek - skinęła głową. Nie piła teraz za dużo alkoholu. Za to skupiła się na tym basenie, który zaczał jej dawać dużo radości, ale i zakwasów. Czuła się świetnie, choć była obolała. Pewnie wspomni o tym Joshowi gdzieś po drodze, jeśli ten zapyta.
Powrót do góry Go down
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Confiteor - kawiarnia artystyczna
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 11Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4 ... 9, 10, 11  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Miasto :: Centrum-