IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Confiteor - kawiarnia artystyczna

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5 ... 9, 10, 11  Next
Liczba postów : 806
avatar
Wodzirej
First topic message reminder :



Lokal idealny dla wielbicieli literatury i sztuki. Niech się spotykają tu ludzie szukający wrażeń, chcących nawiązać przyjaźnie i kontakty, a wszystko to w oparach ironii, humoru, dyskusji. Przychodzi się tu dla przyjemności. A także dla klimatu. Ciągnie do tego lokalu atmosfera niespodzianki - nigdy nie wiadomo, kogo wieczorem można tu spotkać, z kim rozpocznie się rozmowę... Ważnym punktem jest lekko podwyższona scena, przy której stoi pianino, a na scenie owej podczas wieczoru może wydarzyć się wszystko - poeci recytują wiersze, aktorzy deklamują fragmenty sztuk, czasem ktoś zaśpiewa, czasem ktoś opowie żart lub po prostu przedstawi swoje dzieło. Ktoś kto nie ma dystansu do siebie i nie grzeszy inteligencją nie ma czego tu szukać.

Cennik:
- Czarna kawa- 60 Ril
- Kawa z mlekiem- 1,2K
- Kawa mrożona- 90 Ril
- Herbata - 24 Ril
- Herbata mrożona- 36 Ril
- Herbata jaśminowa, owocowa, pomarańczowa - 52 Ril
- Sok jabłkowy/porzeczkowy/pomarańczowy - 24 Ril
- Wino czerwone/białe- 1K 80 Ril
- Herbata z rumem- 2K

- Szklanka whiskey- 1K; 4 K butelka
- Szklanka rumu - 60 Ril; 2,5 K butelka
- Wino czerwone/białe - 2,5K kieliszek; 13 K butelka
- Szklanka brandy - 70 Ril ; 4 K butelka

- Cygaro - 2,4 K
- Papierosy dobrej marki - 5 K


_____________________________________
Barman Simon akurat rozmawiał z dostawcą, kiedy do baru podeszła urodziwa kobieta, którą znał nie tylko z plakatów, ale poniekąd osobiście - w końcu była tutaj niemal honorowym gościem Reebentoff. Odprawił mężczyznę, po czym odwrócił się do szansonistki i ukłonił uprzejmie. Zastanawiał się czy praca dla tej kobiety będzie łatwiejsza... Przyznać jednak w duchu musiał, że będzie mu brakowało humorów skandalicznej ex-dziennikarki. Aż zaśmiał się w duchu. Zupełnie nie rozumiał, jak może być lojalny wobec tej kobiety.
- Witam szanowną panią Moncreiff. - uśmiechnął się lekko, może nieco powściągliwie. - Czego się pani napije?
Zadawszy to pytanie, wychylił się nieco za bar, wsadził palce w usta i gwizdnął. Parę osób odwróciło się w jego kierunku i zaśmiało. Widać ten komunikat nie był tu pierwszyzną. Po chwili w drzwiach gabinetu pokazał się Jack McCall, manager. W ustach przygryzał papierosa. Gdy zobaczył Charlotte, uśmiechnął się szeroko, szczerząc białe zęby i po chwili był już przy barze, podstawiał kobiecie stołek, a gdy usiadła sam się przysiadł.
- Witamy, witamy. I to z największymi honorami. - szczerzył się jak rasowy lizodup.
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Liczba postów : 387
avatar
Hazel Blackshear
HAZEL
- Zazdrością. - przytaknęła. - Nie wiem, jak mogłabym to inaczej nazwać. Urażoną męską dumą? To jest dla mnie naprawdę obce. Są rzeczy ważne i ważniejsze. Obiektywnie korzystne. Dlaczego rzucać sobie pod nogi kłody, patrząc przez pryzmat tego kto komu i gdzie wsadza penisa?
Mówiła bez cienia emocji, obojętnie. A jednak gdzieś tam w oczach Hazel kryło się zaskoczenie takim stanem rzeczy. Ale też jej życie było ścieżkami eksperymentów naukowych, bez zabarwienia zewnętrznymi uczuciami. Może nie rozumiała zazdrości i urażonej dumy, bo ani nigdy nikomu niczego nie zazdrościła, ani nie czuła, że coś nie tak z jej dumą. Wizerunek w oczach innych ludzi jej nie interesował.
- Przewagę? - zainteresowała się. - O jakiej przewadze mówisz?
Te pytania dźwięczały jej jeszcze w głowie, ale po chwili zaczęło się liczyć już tylko to, co powiedział Thorsten. Brak zapału. Brak chęci. Nie podejrzewała go o chandrę. Dlatego i nie brała jej pod uwagę.
- To naturalne. - powiedziała, wbijając ptasie spojrzenie w mężczyznę, badając topografię jego mimiki. - Organizm nie jest maszyną, którą można eksploatować w nieskończoność. Musi się naładować. A ty masz wtedy czas na zmianę perspektywy patrzenia. To tylko etap. Należy trzymać się wyznaczonych kierunków.
Sama tak miewała. Czasem praca w laboratorium stała, a ona potrzebowała innych bodźców, impulsów. Nigdy jednak się nie poddawała. I nie sądziła by Thorsten się poddał.

PATRICK
Och, i znowu im przyjdzie mierzyć się spojrzeniami, hm? Zastanawiał się, czy przypadkiem nie zaciągnąć żony do jakiegoś kantorka i wystukać jej te humory z głowy. Albo z dupy. Cokolwiek. Byle tylko przestała być taka rozkapryszona.
Postawiona na oślep szklanka prawie zleciała ze stolika, więc Patrick jednym zgrabnym ruchem przesunął ją odrobinę dalej.
- A ja chciałbym, byś była trochę bardziej wyrozumiała. Czy ja również zbyt wiele wymagam? - westchnął. Miał ochotę szarpnąć ją za włosy i pocałować. - Wynagrodzę ci to, dobrze?

HAYDEN
Im dłużej patrzył na Matyldę, tym więcej zmian dostrzegał. O ile piękno zewnętrzne było przyjemne dla oka, o tyle nieprzyjemna drapieżność, którą nabyła, wręcz odstręczała. W jakiś sposób było w niej coś wulgarnego. Coś, co deptało wspomnienie o dobrej i odważnej Matyldzie. I jakoś nie podobało mu się to powtarzania policjanta, że wiele o Haydenie słyszał. Patrzył na Murzyna. Słuchał go. I doszedł do wniosku, że on też jest trochę pojebany. Miał coś dziwnego w oczach.
- Wie pan, nasze miasta różnią się kulturowo i technologicznie. Największym zaskoczeniem jest chyba dla mnie mechanika i to, że nadal używacie węgla, mając naprawdę sporo innych możliwości.
Uranium, ropa... Zigguradczycy byli o krok od nowych odkryć, a w dalszym ciągu z jakiegoś powodu tego nie robili
- Niemniej jednak podoba mi się to miasto. - uśmiechnął się nieznacznie.
Gdzieś kątem oka zobaczył, jak Joshua porywa Megan do tańca. Kolejna czerwona lampka zapaliła mu się w głowie. Zastanawiał się czy gdyby Grant był z żoną, również tak smaliłby cholewy do Larsen. Miał ochotę się wycofać. Wstać i wyjść. Olać to wszystko ciepłym moczem.
Zwrócił spojrzenie ku Matyldzie.
- Miło patrzeć, że ty również dobrze zaczynasz się czuć w tym mieście. - uśmiechnął się lekko.
Mimo że wyglądasz jakbyś chciała mi przywalić.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 3941
avatar
dr Joshua Grant
Ruszyli więc do tańca, co by się trochę rozluźnić, bo muzyka była naprawdę skoczna i rwąca do tańca. Trzeba trochę poćwiczyć przed weselem, będzie musiał obtańczyć wszystkie damy, by nikt nie mógł się przyczepić.
- Wybacz, nie jestem w tym za dobry - parsknął, bo ruchy miał nieco sztywne
Cóż, przynajmniej jej nie deptał!
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 265
avatar
Matylda Hornybottom
Ojejciu, Haydenowi nie podobała się obecna Matylda? peszek, było brać, jak nie zmienił jej w psychopatkę!
-Och, zamęczam Nathana opowieściami o Kaan-anie - machnęła ręką, sięgając po wino. - Ziggurat jest zdecydowanie bardziej suchy i jałowy...ale za to ludzie są tu bardzo mili - tak, zwłaszcza pan Lamb
Zauważyła, że Hayden łypie w kierunku tańczących Meg i dr Granta. Uśmiechnęła się pod nosem. To kara za działanie na dwa fronty Maclean...
- Tak, tu jest mi naprawdę dobrze. I chcę się przekwalifikować. - wypięła dumnie pierś - Na funkcjonariusza! - błysnęła białymi, prostymi już ząbkami - Nie wpadałbym w życiu na to wcześniej, ale praca w policji jest całkiem budująca.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1536
avatar
Nathan Lamb
Lamb się przyglądał rozmówcy.
- Zapewne to kwestia czasu by krok w dziedzinie nauki był przeogromny - i wcale to nie zasługa przyjezdnych. Jednak tego nie dodał. Naukowcy w mieście myli naprawdę świetni. Los chciał że byli w innym miejscu. Inaczej musieli przystosowywać się do warunków i o co innego zadbać.
Potem przeniósł wzrok na Matyldę. Och gdyby wiedziała w jaki syf się pakuje. Ale nie zamierzał odwodzić jej od pomysłu. To było jej życie i jej wybory. A czy była budująca?
- i zaskakująca... to jak w teatrze...
- A pan - zmienił temat - czym się pan zajmuje?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 560
avatar
Megan Mclean
- Och świetnie ci idzie.- zapewniała Josha. -Zresztą sama tego od wieków nie robiłam. Od czasów.... no w każdym razie od dawna.- lekko się uśmiechnęła i postarała się dotrzymać Joshowi kroku w tym skocznym tańcu.
- Mam nadzieję, że cię nie udepczę. Miałabym potem wyrzuty sumienia.- stwierdziła trochę żartobliwie.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 3941
avatar
dr Joshua Grant
Josh uśmiechnął się szerzej, obracając ją w tańcu
- Lewą nogę, możesz deptać bez obaw. - parsknął
W końcu Ultima wytrzymywać miała znacznie większe ciężary niż stópka panny Larsen.
- Też dawno nie tańczyłem. - przyznał, stwierdzając, że całkiem sporo czasu od tego minęło. Ostatnio tygodnie umykały mu w zastraszającym tempie. - I wiem, że tańczę jakbym miał prostownik w....kręgosłupie, nie kadź mi tu
Piosenka się skończyła, a oni w znacznie lepszych humorach wrócili do stolika, gdzie odsunął Meg krzesło
- Padam z nóg! To przerażające, starzeje się! - zaśmiał się do Larsen i dysząc lekko, padł na swoje krzesło i sięgnął po szklankę z whisky. Czasem jeszcze miewał takie zadyszki, będące echem dawnego ataku serca.
Spojrzał po Lambie, Hornybottom i Macleanie. Atmosfera się chyba oczyściła, więc mógł siedzieć przy tym stoliku bez obaw.
Skinął na kelnera, by doniósł dla Meg wino, o które po drodze poprosiła a sam zainteresował się muzyką, bo nie czuł potrzeby wtrącanie się w dyskusję.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 281
avatar
Thorsten Faust
Gdyby nie przebywał z Hazel, gdyby nie zadawał się z nią, rozmawiał z nią po raz pierwszy, zapewne winem opluł by śnieżnobiały obrus. Ale zadawał się z nią, rozmawiał, przebywał i również wsadzał swojego penisa. Dlatego obojętność emocjonalna na jej słowa była widoczna. Nie lekceważąca, bo Faust tego nigdy nie robił ale nie wywołało w nim słowa o wsadzaniu penisa specjalnej urazy.
- Hmm, widocznie myślenie nie tylko tą głową – popukał palcem w swoją skroń – ma dla niego spore znaczenie, to tak jakby słuchać wewnętrznego duszka który ci podpowiada zrób to zrób tamto… Wydaje mi się że należy słuchać wewnętrznego ja i kierować się innymi aspektami, logicznymi, analitycznymi, a nie tymi przyziemnymi i tu ci odpowiem na twoje pytanie o przewadze – skrzywił się w znanym dla Hazel niby uśmiechu.
- Kierujesz się danymi, schematami, nie działasz pod wpływem impulsów i emocji i wiesz że Foitzroy był optymalnym wyborem, najlepszym, podpartym wynikami a nie jak to zauważyłaś wkładaniem penisa.
Upił łyk wina.
- A co to mojego niby marazmu to masz sto procent racji, nie martwię się o to od po prostu, łapię oddech, czasami czas jest lepszym rozwiązaniem niż jakiekolwiek równanie. To długo terminowa inwestycja, więc… A nóż na coś nowego wpadnie. To biznes, oczywiście pośpiech jest też wskazany… - zamyślił się tak było w przypadku kupna fabryki i wieloma innymi sprawami.
- Tak naturalne – dodał.
- A koncert? – zapytał.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 560
avatar
Megan Mclean
Po skończonym tańcu wrócili do stolika. Meg usiadła na swoim miejscu obok Haydena i zaczęła przysłuchiwać toczącej się rozmowie. Wszyscy żyli i byli cali co biorąc pod uwagę mordercze spojrzenie Matyldy było całkiem niezłym efektem.
Roześmiała się ze słów Josha a potem zwróciła się do Haydena.
- Powiem ci, że palenie to jednak zupełnie dla mnie.- upiła łyka wina z kieliszka by zaspokoić pragnienie.
- Właśnie czy ciebie też przesłuchiwała policja?- przypomniała sobie o wezwaniu na posterunek.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1292
avatar
Charlotte Moncreiff
- Dobrze.
Odpowiedziała i sama pochyliła się, by pocałować męża. Mogła się na niego wkurzać, ale nie przestawała kochać. Dotyk jej ust o tym świadczył.
Uśmiechnęła się lekko i spojrzała w oczy Patricka.
- Czas na mnie.
Dodała, słysząc dźwięki wyznaczające porę na jej ponowne wstąpienie na scenę. Wstała więc, poprawiając włosy. Ruszyła w stronę orkiestry i zajęła miejsce przy mikrofonie. Skoczna muzyka zmieniła się, przechodząc w nuty, które fani szansonistki doskonale znali.
- Każdej nocy siedzę pod mym domem, wpatrzona w samotną aleję. Obserwując zakochanych trzymających się za ręce i śmiejących się. Myślę o rzeczach, które zrobiliśmy.
Szarlota śpiewała piosenkę z jej pierwszej płyty, zerkając w stronę męża. Może miała na myśli konkretne wspomnienia, jakie ich łączyły?
Kilka minut pierwszej piosenki minęło szybko a szansonistka zaczęła śpiewać o czterolistnej koniczynie. Który fan pamięta tytuł piosenki?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 664
avatar
Odette Sinclair - Pirce
Pokręciła głową rozbawiona. Był niemożliwy, naprawdę. Chociaż nie powinna się martwić, przecież Sinclair był dużym chłopcem. No ale jak już stwierdzono, panna się zakochała to o zamartwianie było naturalne! I ten maślany wzrok.
- Charlotte jest znana i lubiana, ma wielu fanów. Nic dziwnego, że tyle ludzi przyszło.
Może Fabian powinien porozmawiać z Charlotte? To byłaby dla niego szansa. Chociaż Odette tez coś się rodziło w głowie, ale... tajemnica! Za to trochę odruchowo prawie się mu w ramię wtuliła. Powstrzymała się i wyprostowała plecy. Tulenie się ma oficjalnych imprezach nigdy nie było dobrze odbierane.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 3941
avatar
dr Joshua Grant
Tymczasem Grancik zasłuchał się w swoją ulubioną szansonistką, skupiając na niej swoją pełną uwagę. Tak dawno nie miał okazji jej słuchać na żywo! Oczywiście dała dla niego występ, na jego niefortunnej parapetówce, ale to zupełnie inny klimat niż koncert w Confiteorze.
A w ogóle fan zna tytuł! "I'm Looking Over A Four Leaf Clover" !
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1320
avatar
Fabian Sinclair
W międzyczasie ludzie podrygiwali na parkiecie, ale on nie poprosił Odette do tańca, z przyczyn dość...oczywistych.
Sinclair lubił do wszystkiego dochodzić sam. nawet jeżeli było trudniej i czasem była to wręcz syzyfowa praca. Miał wtedy z tego ogromną satysfakcję. Gdyby chciał to przecież mógł poprosić Fanny, by coś szepnęła na przykład Charlotte czy komuś pokroju Shneidera...ale po co ? Potem by mógł słuchać, że to tylko dzięki znajomościom. A tak...jak udowodni swój talent ciężką pracą, to będzie miał świadomość, że dał sobie radę sam.
Zauważył w tłumie Emily, z którą na moment skrzyżował spojrzenia. Kiwnął jej lekko dłonią, ale jakby w skrępowaniu i przełknąwszy ślinę, wrócił spojrzeniem na szansonistkę, która właśnie zaczęła śpiewać. uszy mu poczerwieniały, ale na szczęście miał je przykryte włosami.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1991
avatar
Oliver Black
- Proszę.- podsunął jej napełniony kieliszek z winem. W końcu w taki wieczór jak dziś należało się napić. Otoczenie zapewne widziało państwa Blacków i zastanawiało się gdzież przebywa kochanek pani Black albo kim jest aktualna metresa pana Black. Bawiło go ta sytuacja.
- Rozmawiałaś z Joshem o basenie?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 18
avatar
Darcy Ackerman
< start

I on pojawił się w Confiteorze. Taki wieczór, hoho. W sam naz na odgrzewanie kotletów. Poprawił przed wejściem krawat i ruszył między ludzi, do środka. Sięgnął po kieliszek z szampanem z tacy krążącego pośród gośćmi kelnera i zamoczył w ni usta. Wygospodarował sobie dziś nieco wolnego. W końcu w jego przypadku praca to nie zając, trupy nigdzie nie uciekną!
Przystanął przy barze słuchając muzyki.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1857
avatar
Fanny Marchant
Fanny ochoczo sięgnęła po kieliszek. Jak zwykle, z resztą! Pomyślała, że można by ten lokal nieco rozjaśnić. Przemalować? Przemeblować? Co jakiś czas zamieniała słowo z kimś znajomym. W końcu spojrzenie jej padło na Thorstena Fausta gdzieś w drugim końcu pomieszczenia. Zacisnęła palce na henrykowym ramieniu, stanęła na palcach i pociągnęła męża ku sobie, żeby wysyczeć mu do ucha:
- Jak mogłeś nie powiedzieć mi, że Faust się z kimś spotyka? A ja mu wysłałam zaproszenie dla jednej osoby na przyjęcie! I tak bardzo popychałam ku Dianie!
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 728
avatar
Isabela Grant
/start

Isabela pojawiła się w lokalu mocno spóźniona, ale można jej to chyba wybaczyć, biorąc pod uwagę, że przyjechała prosto po służbie. Choć najpierw się odświeżyła i przebrała oczywiście. Omiotła wzrokiem pomieszczenie, próbując odnaleźć Josha i pewnie zaraz udała się w jego kierunku, chyba że ktoś po drodze jej się nawinął.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2018
avatar
Henry Marchant
- Thorsten z kimś się spotyka? – zapytał zdziwiony sponad kieliszka z jakimś napojem. Chwilkę byli rozdzieleni, rozmawiali z różnymi ludźmi, żeby później znów się połączyć w jedno marczantowe małżeństwo. Już myślał, że ma zamiar dać mu buziaka, przecież taka była urocza, a ledwo dosłyszał o co jej chodzi.
- Nie wchodzę w jego życie prywatne. Dopóki nie powie mi o tym sam, to jego sprawa. – powiedział i miał nadzieję, że to urwie temat.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 2879
avatar
Mistrz Gry
Do lokalu zaglądała jasnowłosa kobieta o ustach czerwonych i pełnych niczym księżyc. Ubrana również elegancko wypatrywała. W szybie odbijał się prosty nos, błękitne oczy, ułożone fale kosmyków włosów na głowie. W drobnych dłoniach ściskała nerwowo zieloną kopertówkę. Jakby nie była pewna, czy chce wchodzić do środka. Przestąpiła z nogi na nogę stukając obcasami białych pantofli. Wzięła wreszcie głęboki oddech i wkroczyła do Confiteoru. Popatrzyła na scenę i zagryzła wargi. Szukała kogoś.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 3941
avatar
dr Joshua Grant
No proszę!  Jednak nie spędzi tego wieczoru sam,  w towarzystwie dwóch innych par.  
- Isa!  - ucieszył się i wstał,  akurat w przerwie między jedna piosenka a druga.  -  Już myślałem,  że nie dotrzesz.  -  objął ją ramieniem i zaczął przedstawiać jej towarzystwo stolika.  
- Megan Larsen,  uczy biologii mówiłem Ci o niej...Matylda Hornybottom pracuje  też w policji,  pewnie się więc znacie ,  Hayden Maclean wykłada na naszej uczelni,  cała trójka pochodzi z  Kaan - anu.  -  W zasadzie każdego z nich też opatrywał.. Lamba przedstawiać nie musiał
- Isabela  Callahan,  moja narzeczona -  przedstawił ją i usiedli już razem
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 3578
avatar
Emily Black
- Nie, nie było okazji. Może wspomnę mu o tym teraz, jeśli będzie możliwość - pokręciła lekko głową i przyjeła kieliszek. Pewnie uśmiechnęła się lekko do wchodzącego Marchanta. Zastanawiała się czy Nico tez się pojawi? Choć pewnie nie dostał zaproszenia. Może to i lepiej.. NIe wiedziała co o tym sądzić, tak do końca. Wszystkim.
Starała się to od siebie odsunąć i skupiać na swoim stanie zdrowia.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1292
avatar
Charlotte Moncreiff
Charlotte zeszła ze sceny, ponownie oddając ją wokaliście, który śpiewał z nią w duecie. Uśmiechając się, wymieniła z nim jakieś słowa i pokiwała głową, odchodząc na bok. Rozglądnęła się po sali, po stolikach i zaczepiła kelnera, wydając mu jakieś dyspozycje.
Przystając przy barze, dostała swojego drinka i wróciła do męża.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 387
avatar
Hazel Blackshear
HAYDEN
Patrzył na to, jak Matylda się zmieniła i ciągle nie mógł się zdecydować czy ta zmiana mu odpowiada. Czy aż tak bardzo pokręciło jej się w głowie od tego pocałunku, że zmieniła się o 180 stopni? Cóż. To chyba prawie jak komplement.
- A więc w końcu znalazłaś coś, co ci odpowiada. - zaśmiał się z uznaniem, sięgnął po kieliszek z winem. - To bardzo dobrze. Będę ci kibicować.
W stronę Joshui i Megan nawet już nie zerkał. Postanowił zostawić ten temat, nie popadać w zazdrość. Nie zamierzał ingerować w decyzje Larsem. Skoro więcej ciepła miała dla mężczyzny, który za kilka dni bierze ślub... Całkowicie wyrzucił z głowy myśl, że spędzona razem z Megan noc może dać jakiś owoc. W ostatecznym rozrachunku pewnie zostanie jej przyjacielem.
Hayden budował w głowie możliwe scenariusze. W każdym z nich chciał się zachować honorowo.
- Hm? - spojrzał trochę nieprzytomnie na Lamba. - Och... Jestem chemikiem. A dokładnie zajmuję się chemią medyczną. Obecnie wykładam na uczelni.
Joshua w końcu przyprowadził Megan, która usiadła obok Haydena, ale bez większego zainteresowania. Zakuło go to, ale nic po sobie nie pokazał. Zamiast tego wsłuchał się w śpiew Charlotte. Szansonistka miała naprawdę piękny głos.
I nagle pojawiła się narzeczona Joshui. Hayden wstał uprzejmie, ucałował dłoń przyszłej pani Grant, skłonił się lekko.
- Miło poznać. - odparł z szerokim uśmiechem.
Miłość miłością. Zranione uczucia zranionymi uczuciami. Ale bądź co bądź Hayden lubił poznawać nowych ludzi.

HAZEL
Zamrugała oczami, przekrzywiła głowę to w jedną, to w drugą stronę, jakby szukała odpowiedniej perspektywy patrzenia na Thorstena. Była wyraźnie zdziwiona. Bo Faust mówił tak, jakby był inny logiczny sposób patrzenia na świat niż szukanie optymalnych rozwiązań. Ale przecież Black udowadniał, że może być inaczej. Pokręciła głową.
- W ostatecznym rozrachunku liczy się tylko projekt. - powiedziała, komentując słowa o jej przewadze.
- Koncert? - uniosła brwi. Spojrzała na szansonistkę, która właśnie dawała popis na scenie. - Bardzo dobre przygotowanie, ciekawa barwa głosu, to z pewnością profesjonalistka. - odwróciła spojrzenie do Fausta. - A cała reszta... - uśmiechnęła się. - Umiem ignorować otoczenie.
Nie potrzebowała rozpraszać się ludźmi. Interesowało ją dzisiaj tylko dzisiejsze wystąpienie Moncreiff i towarzystwo Thorstena. Upiła łyk wina.

PATRICK
Przymknął oczy, gdy Charlotte go całowała, uśmiechnął się przy tym pobłażliwie. Trochę nie wierzył w jej "dobrze". Należała do bardzo upartych osóbek i nie odważyłby się pomyśleć, że dała tak łatwo za wygraną. Ta sprawa się jeszcze nie skończyła. Był tego pewien. Ale był również na to przygotowany.
- Kocham cię. - szepnął jej do ucha, zanim wyszła na scenę.
Potem zasłuchiwał się w jej występ. O tak, zdecydowanie Charlotte była w swoim żywiole. I dobrze się ją oglądało, gdy czuła się jak ryba w wodzie. Rozejrzał się po sali, dostrzegł parę znajomych twarzy. Paru pacjentów... Hm.
Gdy Charlotte skończyła, pomógł jej zejść ze sceny, by następnie oboje znów usiedli przy stoliku.
- Może powinniśmy dosiąść się do twojego brata i jego uroczej małżonki? - uśmiechnął się.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 265
avatar
Matylda Hornybottom
Matylda za to słuchała toczącej się dyskusji, jak i śpiewu szansonistki. Miała ładny głos !
W końcu i pojawiła się panna Callahan, jak zwykle roztaczająca wokół siebie aurę elegancji i Matyldę olśniło. Ona jej pomoże ! Wszak wiadomo było, że przyszła pani Grant była kobietą pewną siebie, zdeterminowaną a złośliwe uwagi spływały po niej jak po kaczce! To będzie jej sensei!
- Dzień dobry - przywitała się z Isabelą
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1536
avatar
Nathan Lamb
Gdy przyszła narzeczona Josha uśmiechnął się lekko. No to mieli kącik policyjny. Oczywiście przywitał się. Potem chwilę słuchał Josha i jego krótkiej prezentacji ale całą uwagę skupił na chemiku. No właśnie chemik.
- W akademii też mieliśmy zajęcia z chemii... Uczyliśmy się rozpoznawać narkotyki wszelakiego rodzaju. Można by rzec ze przydatne w życiu - uśmiechnął się cwaniacko - pana wiedza mogła by być przydatna, jeśli by pan miał chęci można by zaaranżować jakiś wykład. Oczywiście jeśli pan się orientuje w tym dziale, ale czyż nie w końcu chemia.
Tak Lamb pracował dwadzieścia cztery godziny. Nawet jak rozdziewiczał Matyldę, gdzieś tam w czaszce siedziała praca.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 560
avatar
Megan Mclean
Słuchała śpiewu szansonistki. Podobało się. Stwierdziła, że plakaty mówiły prawdę. To był naprawdę wielki powrót.
- Jest naprawdę niezła prawda.- pochyliła się w stronę Haydena a potem przysłuchiwała rozmowie toczącej się przy stoliku. Ponieważ nikt jej nie odpowiedział na zadane pytanie to nie dowiedziała się czy ktoś jeszcze był wzywany na przesłuchania.
I wtedy pojawiła się mityczna narzeczona Josha. Meg wyobrażała sobie ją zupełnie inaczej. Nie wiedziała czy to opowieści Josha czy jej wyobraźnia tak ukształtowały jej obraz.
- Dzień dobry.- przywitała się z miłym uśmiechem z nowo przybyłą i rozbawiona zerknęła na Haydena jak się ożywił.
Powrót do góry Go down
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Confiteor - kawiarnia artystyczna
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 11Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5 ... 9, 10, 11  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Miasto :: Centrum-