IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Klub "Black Paradise"

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next
Liczba postów : 1320
avatar
Fabian Sinclair
First topic message reminder :


Klub jazzowy Black Paradise mieści się w piwnicy. Wejście jest od głównej ulicy. Schodki prowadzą w dół, do korytarza, na którego końcu są drzwi z czerwonego drewna. A za nimi... Raj. Dosłowny Raj! Ogromna sala, mająca w sobie to coś. Lampy przy suficie świecą przytłumionym blaskiem. Po lewej stronie znajduję się długi bar. Ciągnie się przez całe pomieszczenie i co parę metrów jest kolejne stanowisko barmańskie.
Po przeciwnej stronie niż wejście jest scena. Dość duża, zawsze stoją tam jakieś sprzęty. Fortepian, perkusja, trąbki, saksofony... Co dusza zapragnie. I oczywiście mikrofon, a jak ktoś chce śpiewać w duecie - wystarczy poprosić o dodatkowy. Zawsze ktoś jest na tej scenie, jak nie właściciel, jak nie jego wspólnik to jeszcze jacyś inni muzycy. Albo etatowi, albo zaproszeni na dany wieczór.
Resztę sali wypełniają okrągłe stoliki, z krzesłami wyściełanymi ciemnym materiałem. Na każdym stoi zwykła, woskowa świeca na przezroczystej podstawce ze szkła, a także popielniczka.

Barman NPC - James. Facet gdzieś przed trzydziestką. Dobrze zna się na swoim fachu i na pewno zawsze jest za barem. Chcesz drinka? Whisky? Wołaj James'a!



Cennik:

- Szklanka whiskey- 1K; 4 K butelka
- Szklanka rumu - 60 Ril; 2,5 K butelka
- Wino czerwone/białe - 2,5K kieliszek; 13 K butelka
- Szklanka brandy - 70 Ril ; 4 K butelka

- Black Paradise (wódka, sok z owoców leśnych, sorbet truskawkowy) - 4 K
- Black&White (likier czekoladowy, likier kokosowy, wiórki kokosowe) - 5 K 50 R
- Imagine Dragons (wódka, sok pomarańczowy, sok żurawinowy) - 2K 50 R

- Cygaro - 2 K 40 R
- Papierosy dobrej marki - 5 K

Pracownicy fabularni:
 

Pracownicy NPC:
 

Fabian jednocześnie grał i tańczył, bawiąc się jak zwykle przednie, co udzielało się ludziom naokoło (no...może prócz zazdrosnej Tosi).Parkiet zaczynał się zapełniać. A przecież to dopiero był początek!
Ostrym smagnięciem skrzypka, zakończył melodię, machnął zespołowi, by grali chwilę bez niego i dopadł Tosi, śmiejąc się złowieszczo.
-TO-SIO-SŁA-WA! - zaskandował obracając ją wokół własnej osi,  trzymając ją w górze w musklatych ramionach - Wieki cię nie widziałem ! Już prawie się obraziłem ! - wyszczerzył się wesoło
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Liczba postów : 29
avatar
James M. Alcester
James stał na zapleczu, rozmawiając o czymś z Madlein. Kiedy Sylvia przechodziła przez pomieszczenie, siwowłosa kobieta odeszła od barmana i zajęła się swoimi obowiązkami. James wiedział ten charakterystyczny błysk w oczach Sylvi, który sugerował, że zaraz będzie próbowała go przekupić, bo coś chce. Zmarszczył nieco brwi, spoglądając na nią z góry.
- Co wykombinowałaś?
Doskonale pamiętał Valmount z czasów, kiedy się tu zaciągnęła. Danforth widział w niej potencjał, w gówniarze, która ledwo co odrosła od ziemi. Potem miała się okazać najszybszym ostrzem Black Paradise. Znał dokładną liczbę ofiar, których gardła zostały podcięte przez Sylvię. Większość chłopaków przybijała sobie z nią piątki, rozmawiali jak równy z równym. Czuć było respekt. Teraz jej twarz była naznaczona bliznami, dodawały jej charakteru, pokazywały, że nie była słabą kobietą. Jednak rany zadane duszy były głębsze. Nie była tym samym człowiekiem. Miał świadomość, że stał przed nim emocjonalny wrak. Nigdy jej jednak nie popuścił i w tej chwili nie zamierzał być milszy.
- Czego chcesz Valmount? Nie powinnaś myć teraz szklanek od whisky? - mruknął w karcącym tonie.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1591
avatar
Sylvia Valmount
Przesunęła dłońmi po materiale spodni, w które włożyła pracowniczą koszulę, aż dojechała do krawędzi kieszeni i zahaczyła o nie palce. Wiedziała, że nie będzie z nim łatwo. James nie był jedną z osób, które głaszczą po główce.
- Chcę porozmawiać... - powiedziała obojętnie, kierując się w miejsce, gdzie stało parę krzeseł, popielniczka, jakaś pusta butelka po wodzie. Usiadła i miętoliła paczkę papierosów między palcami.
- Słuchaj, nie będę owijać w bawełnę. Zwłaszcza nie chcę oszukiwać ciebie, Roberta i chłopaków. Chcę wyjechać z miasta, posiedzieć na pustyni, w wiosce. Potrzebne mi jednak legalne papiery na broń. Odziedziczyło mi się po Walkerze strzelbę, a jej już nie schowam pod paskiem w spodniach.
Wsadziła sobie kolejnego papierosa w usta, spoglądając na Jamesa, niezbyt przekonana co do jego reakcji.

Po rozmowie udała się do domu.

Zt


Ostatnio zmieniony przez Sylvia Valmount dnia Wto Maj 31, 2016 11:54 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 29
avatar
James M. Alcester
Nie usiadł. Stał nad nią z rękoma włożonymi w kieszenie. Skupiony wzrok nie zmienił się ani o jotę, choć przemyślenia przechodzące przez głowę ani trochę mu się nie podobały. Valmount można było w swoim czasie wykorzystać. Nie w negatywny sposób, z korzyścią również dla niej. Chociaż nie był pewien czy dla Valmount był jeszcze ratunek.
- Mogę porozmawiać z kilkoma osobami, chociaż nie pójdzie łatwo. Znam pewną osobę w urzędzie, ale to będzie podejrzane, że jako cywil będziesz miał legalne papiery. Nie wiem nawet czy na pewno ci przybiją. Na pewno znasz jakiegoś myśliwego, zagadaj, załatw sobie douczenie. Niech cię tam zaakceptują. Jesteś kobietą, nie poradzisz sobie na pustyni tak jak ten twój Walker.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 953
avatar
dr Victor Howard
/start

Victor zerknął na zegarak przechodząc przez próg lokalu. Tak jak się umówili, widząc się przeltonie w szpitalu, on i Grant mieli spotkać się dzisiaj w Black Paradise. Schodząc po schodach w dół zauważył w rogu jednego ze stopni ulotkę. Wszędzie pełno tego cholerstwa - pomyślał, sięgając po kartkę, którą wcisnął zaraz do kieszeni. Wyrzuci ją, kiedy będzie stąd wychodził.
Nie miał teraz jednak ochoty poświęcać myśli równości. Znane nuty jezzowej melodii szybko zresztą przepędziły ten temat z jego głowy. Uśmiechnął się do siebie i usiadł za barem. Zamówił brandy i papierosy, po czym postanowił, że zostanie tu (przy barze) dopóki Grant nie przyjdzie. Odpalił fajkę i delektował się zarówno jej smakiem jak i muzyką.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 3941
avatar
dr Joshua Grant
/początek

Spóźnił się. A to było do niego niepodobne. Pretensje jednak do ciężarnej, stęsknionej żony i nie powiemy co państwo Grant robili, ehehhe.
- Przepraszam, coś mi wypadło - mruknął i uścisnęli sobie dłoń - Trochę minęło, od ostatniego drinkowania, co ? Dla mnie whisky - zwrócił się do barmana.
Spojrzał na Victora znacząco. Najwyraźniej to o czym chciał mówić miało trafić wyłącznie do jego uszu. Kiwnął podbródkiem, wskazując na pusty stolik nieco dalej.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 953
avatar
dr Victor Howard
- Nie szkodzi - odparł, choć sam zwrócił uwagę, że to do Granta niepodobne. Ech, zły wpływ małżeństwa na niego. Od spóźniania się zaczęło, a co będzie dalej? O maszyno oby kiedyś nie transformował w pantoflarza i nie przestał przychodzić! No, ale tymi myślami się z Grantem nie podzielił, hehe.
Skinął na znak, że zrozumiał i podniósł się z krzesła. Papierosy wsunął do kieszeni marynarki, szklankę złapał w dłoń i ruszył za Joshem do stolika obok.
- No, to co dla mnie masz? - zapytał. Ciekaw był tej propozycji.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 3941
avatar
dr Joshua Grant
Och, no jakby Victor miał dobry węch, to może i wyczułby zapach kawy i pomarańczowych perfum ehehehe. Nie no, chyba Isa takich nie używała. Ale jakichś kobiecych na pewno!
- Spokoooojnie, coś taki narwany - zaśmiał się cicho i poprawił okulary na nosie. - Słyszałem, że ci całkiem nieźle idzie w pracy. Dr Doyl wyrażał się o Tobie w samych superlatywach -stwierdził unosząc lekko szklankę, jak do toastu i upijając łyk alkoholu.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 953
avatar
dr Victor Howard
Och kobiece perfumy to jedno, niekoniecznie muszą być związane z kawą. Szczególnie gdy z kobietą się w jednym domu mieszkało. A może Victor po prostu nie miał ochoty wyobrażać sobie teraz kolegi w negliżu? Wystarczy, że z Rochefordem swoją gejowską naturę wyżywali.
- Chciałbym wiedzieć, czy wypijemy toast razem, czy zostanie nam tylko twoje dziecko w drodze - odparł, rozsiadając się wygodniej na krześle. Wiedział już w jakim kierunku to pójdzie. Po takim wstępie. Zastanawiał się tylko, czy miał na to dosyć doświadczenia.
- Każdy wyraża się o mnie w superlatywach - stwierdził z rozbawieniem. - Ale dziękuję staram się - skinął lekko głową. - Swoją drogą. Za twojego syna w drodze! Albo córkę - dodał po chwili i wzniósł szklankę.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 3941
avatar
dr Joshua Grant
Parsknął śmiechem i wzniósł również toast za swojego potomka, którego niecierpliwie wyczekiwał.
- A dziękuję, dziękuję. - pokiwał głową z uznaniem. - Och, mam nadzieję, że jak urodzi się córka, to będzie mieć urodę po mnie a nie po Isie, bo będę musiał pilnować połowy miasta - stwierdził jakże słusznie - No, ale do rzeczy. Chcę...żebyś dołączył do mojego zespołu Ultimy. Znaczy to nazwa mojej nowej protezy, ale w sumie na nazwę zespołu lekarskiego też w sumie styknie. Brzmi jakbyśmy byli wiesz...fajni - wydął usta w powstrzymanym śmiechu - W każdym razie, biorę tylko najlepszych. Wiem, że jeszcze nie masz za wiele doświadczenia, ale to praktyka jest najlepszym nauczycielem. Co ty na to?
Victorowi powinno pasować. Mógłby się wybić na nieco przygarbionych plecach TEGO Granta, stać się kimś znaczącym w szpitalu. W końcu Josh był mu to winien, Victor bezapelacyjnie uratował mu życie. No i Vikuś był też zdolny.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 953
avatar
dr Victor Howard
- Szkoda, że będę już za stary, żeby ją uwieść. Z chęcią zobaczyłbym twoją minę, kiedy twoja córka oświadczyłaby ci, że wychodzi za mnie za mąż - roześmiał się, napinając mięśnie by być w pełnej gotowości jakby Grant zechciał teraz czymś w niego rzucić.
- Wiesz, że ryzykujesz biorąc do grupy praktykanta? No i wystawiasz się... i mnie na gniew zazdrosnych lekarzy ze stażem - powiedział, ale wcale nie wydawał się od tej idei odrzucony. A wręcz przeciwnie. Uwielbiam wytykać ludziom, że jest od nich lepszy.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 3941
avatar
dr Joshua Grant
Spojrzał na niego wzrokiem zirytowanego jastrzębia, ale nie wyglądał, jakby miał mu sieknąć.
- Ty nie bądź taki dowcipny. Chcesz się przekonać czy kopnięcie mechanicznej stopy w twój zad boli bardziej niż normalnie ?
Westchnął cicho. Głupi Howard. Niech tylko tknie jego córeczkę ! Bo mało to zwyroli, którzy podrywają znacznie młodsze od siebie? (Cześć Aleeeex!)
- jasne, że wystawiam, ale nie wyobrażam sobie dłuższej współpracy z Dorianem albo Turkiem. Kiedyś było jeszcze jako tako, ale teraz ubzdurali sobie, że obrosłem w piórka i obrabiają mi dupę przy każdej możliwej okazji - skrzywił się - Victor pewnie też obgadywał, ale jemu było wolno! - Oczywiście nie rzucę cię na głęboką wodę, na początku poobserwujesz pracę Doyla, który jest obecnie w zespole. Jednak niedługo odchodzi na emeryturę a ja potrzebuję kogoś naprawdę dobrego.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 953
avatar
dr Victor Howard
Wyszczerzył zęby w głupkowatym uśmiechu.
- Każdy ból byłby warty dziewictwa twojej córki - odparł, czekając tylko aż Grant wybuchnie. Uwielbiał cwaniakować. A już szczególnie, kiedy widział, że ludzi to rusza.
- Możliwe, że tak jest - skinął lekko głową, ale koniec końców ani naprawdę nie zaprzeczył, ani nie potwierdził, że się komuś gdzieś dupę obrabia. - No dobra, a co z moim stażem?
Teoretycznie potrzebował jeszcze roku.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 3941
avatar
dr Joshua Grant
Zirytowany jastrząb, jeszcze bardziej się zirytował i kopnął go pod stołem w piszczel.
- Jeszcze jedno słowo i wsadzę ci mój największy klucz francuski w dupę
Jak urodzi się córeczka, to już wiedział przed kim będzie przede wszystkim ją musiał ostrzegać.
- O stażu porozmawiam z Twoim promotorem. Kto cię teraz prowadzi ? - no na pewno nie Beowulf, chyba, że Grant miał stare info
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 953
avatar
dr Victor Howard
Moze piszczel i zabolal, ale Victor i tak parsknal gromkim smiechem.
- Doktorze Grant, ale czy pana zone nie bedzie zazdrosna o ten wielki klucz francuski miedzy moimi posladkami? - zalopotal rzesami jak rasowa kokietka.
- Nie przydzielono mi jeszcze wlasciwego promotora. Tymczasowo dostalem Doriana.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 3941
avatar
dr Joshua Grant
Uniósł brwi sugestywnie i parsknął śmiechem.
- Nie wnikam w twoje fantazje - odchrząknął- Dorian, powiadasz... Porozmawiam z nim - pokiwał głową - Przynajmniej spróbuję coś załatwić. A tymczasem opowiadaj co u ciebie. Bo u mnie to wiesz. Żona, dziecko w drodze, pies bez zmian, kot zdechł.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 806
avatar
Wodzirej
Joshua i Victor rozmawiali sobie w najlepsze, scalając dialogiem swoją przyjaźń i życiowe doświadczenia. Od pewnego czas wodziła za nimi wzrokiem całkiem spora postać ukryta przy stoliku w kącie, do którego prawie nie docierało światło lamp klubu. Jednak gdyby wyostrzyć wzrok, można by rozpoznać w tej postaci rosłego, barczystego mężczyznę w garniturze. Choć ten garnitur to do niego pasował jak pięść do nosa! Bo jegomość miał brodę typowego drwala, skrywającą kwadratową szczękę. Drwaloseksualny. Zdecydowanie. W oczach błyszczały mu ogniki odzwierciedlające silne emocje. Tylko gracze z najwyższą percepcją i korzystnymi kostkami mogliby dostrzec, że owy pan wlepia swe ciemne oczy głównie w Granta. Wypijając przy tym jedną szklankę whisky... Nie. Nie jedną. Trzy. To były trzy szklanki whisky. Prawie pełne. O tak. Zdecydowanie.
W końcu brodaty drwal w garniturze podniósł się z miejsca. Dopiero teraz było widać jak wielki i barczysty był w rzeczywistości! Wyszedł z mroku w światło, a jego kroki zdecydowanie kierowały się w stronę dwóch lekarzy. Zmarszczone krzaczaste brwi, wzrok zasnuty alkoholową taflą. Stanął nad Grantem i Howardem, patrzył na nich surowym wzrokiem, jakby byli drzewam i do ścięcia.
I nagle... Nagle pomiędzy brodą a wąsami pojawiła się szpara - to usta rozchylały się w szerokim, radosnym uśmiechu.
- Tyś jest doktor Grant? Protetyk? Tyś?!
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 3941
avatar
dr Joshua Grant
Grant struchlał. Był teoretycznie dość odważny, biorąc pod uwagę, że oświadczył się i poślubił Isę, albo biegał po slumsach po zmroku...ale ten drwaloseksualny Pan był duży i wielki i barczysty i Josh wyglądał przy nim jak truchło. A ten uśmiech, to bardziej go przeraził, niż ucieszył. Czuł się jak małe drewienko, które ów drwal miał zerżnąć piłą.
- Eeee...taaaaak...to ja? - powiedział niepewnie
Spojrzał na Victora niepewnie. NA WIELKIE ZWARCIE !
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 806
avatar
Wodzirej
Autorka powinna wiedzieć, że na Wodzireju jest osoba przy której słowo "zerżnąć" nie może zostać użyte bezkarnie i niezauważone. A jeszcze piłą! Hoho!
Ale wracając. Drwaloseksualny Dżentelmen oparł się wielkimi łapami o stolik i Grant dopiero wtedy mógł dostrzec, że obie dłonie są protezą. Czy tylko dłonie? To się jeszcze okaże.
Gdy Joshua potwierdził swoją tożsamość, oczy mężczyzny zaszkliły się jeszcze bardziej. Ze wzruszenia chyba.
- Pana badania! - ryknął z radością. - To, co pan robisz dla protetyki! - nachylił się bardziej, nacisnął na stół, drewno jęknęło pod naporem siły. - Tyle dobrego pan wniesiesz!
Odchylił się nagle, szarpnął za rękaw marynarki i koszuli, by pokazać protezę sięgającą aż do łokcia. Druga pewnie sięgała do tej samej wysokości ręki. Materiał trzasnął przy tym pokazywaniu.
- Tymi rękoma będę mógł znowu poczuć kobiece cycki! - prawie płakał ze wzruszenia. Potem znowu się nachylił do Granta. Jeszcze parę centymetrów a musnąłby go długą brodą. - Bogiem pan jesteś i wybawicielem!
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 3941
avatar
dr Joshua Grant
Gdy drwal trzasnął dłońmi w stół, Grant prawie spadł z krzesła, spodziewając się srogiego wpierdolu. Ło Panie, co się tu od...wala !?
- Eyyy... - odchylił się nieco, bo drwal sprawiał wrażenie, jakbym miał zaraz go ucałować - Dz-dziękuję, naprawdę... to tylko moja praca - wyjąkał, czując, że jak Walduś (tak go w myślach nazwał) się jeszcze kawałek przesunie, to Grant się zsunie z krzesła. Sam zaprawiony alkoholem oddech mógł zabić
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 806
avatar
Wodzirej
- I jeszcze złote serce pan masz! Skromne! Pokorne! Dusza nie człowiek!
Grant nie miał jak się zsunąć z krzesła, bo Walduś - niech już tak zostanie, chociaż w wyobraźni narratorki nosił on dumne norweskie imię! - złapał go swoimi wielkimi ramionami, uniósł do góry i przytulił, jak... góra. Aż Grantowi kości strzeliły. A Walduś tulał lekarza, jakby był pluszowym misiem.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 3941
avatar
dr Joshua Grant
Vikuś najpewniej świetnie się bawił i nie kwapił się pomóc koledze, Grant jęknął, próbując złapać oddech.
- Panie, jak Pan będziesz mnie tak dalej ściskał, to połamiesz i nawet małego paluszka już nikomu nie będę w stanie wstawić! - wystękał machając bezbronnie nóziami, które teraz pewno wisiały w powietrzu.
A zawsze myślał, że to on jest wysoki!
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 953
avatar
dr Victor Howard
No Victor rzeczywiście miał świetny ubaw i ani myślał pomagać Grantowi. Wewnętrznie zachodził się ze śmiechu, na zewnątrz tylko trochę pochasływał by ukryć śmiech. No nie będzie się tu panu drwalowi narażał nie? Jeszcze sobie gościu pomyśli, że się Victor z niego naśmiewa! A on gdzieżby! Jakby śmiał! Nigdy w życiu!
W każdym razie jak to często bywa karma była niezłą suką i Vikuś mógł poczuć tego skutki wcześniej niż się spodziewał.
- Przepraszam na moment - mruknął podnosząc się z krzesła, a skurcz przeszedł mu przez jelita roznosząc się jak sprężyna puszczona po naciągnięciu. Ojoj, zapowiadała się mocna biegunka. Tak więc Howard posłał Grantowi ostatnie rozbawione spojrzenie i zniknął w toalecie.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 806
avatar
Wodzirej
Słowa Granta podzialały na Waldusia jak czarodziejskie zaklęcie. Mężczyzna rozłożył nagle ręce, by wypuścić lekarza, a przy tym prawie rąbnął kelnerkę w twarz. Dziewczyna była jednak przyzwyczajona do tego typu zachowań, uchyliła się zgrabnie, prawie nie zwracając uwagi na wielkiego pana. Walduś zaś przypadł znowu do Joshui, jednak tym razem po to, by ująć go za rękę i... pochylić się, a potem zacząć składać brodate pocałunki na dłoni lekarza.
- Tę rączki święte są! Niech one pracują w protetyce teraz i na wieki wieków! - chlapnął mokrymi pocałunkami po skórze Granta, by w końcu odsunąć się o krok i wykonać pijacki, aczkolwiek piękny ukłon w stronę lekarza.
- Żyj wspaniale!
I wycofał się niczym balerina.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 3941
avatar
dr Joshua Grant
Możnaby rzec, siara w chuj. Walduś się zwinął, a Grant mył rąsie z dwadzieścia minut, gdzie Victor gdzieś obok miał sraczkę. To było zdecydowanie za dużo dla biednego doktorka. Wypił zdecydowanie za dużo i zdecydowanie za szybko i się zwinał

/zt
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 306
avatar
Robert Pearson
/ początek, 10-17 VII, środek tygodnia

Nieobecność Roberta w tej części miasta miała swoje powody. Typowo życiowe, typowo personalne, prywatne i takie, które właściwie nikogo nie powinny obchodzić. Trudno było powiedzieć, ile czasu mężczyzny nie było w Black Paradise czy jak wiele przyjęć ominęło czarnoskórego. I nie był szczególnie zainteresowany tą drugą kwestią. Wiadomym było w końcu, że mężczyzna, mimo bycia zaproszonym parokrotnie, nie zwykł pojawiać się na danej zabawie, bankiecie. Oczywiście nie czynił tego w sposób niekulturalny, nie dając ani znaku potwierdzenia lub odmowy w zaproszeniu, a informował kulturalnie, uprzejmie, że go nie będzie.
Wszak miał ważniejsze sprawy. Czy dotyczące swojego zdrowia, czy dotyczące zdrowia matki i spraw z nią powiązanych. To było znacząco istotniejszym priorytetem niźli zabawy w gronie najbogatszych, których obsługiwali ci mniej zamożni.
Na pewno znalazłyby się bardziej czy mniej złośliwe osoby, które stwierdziłyby, że wątroba Pearsona postanowiła po prostu przestać pracować. Bardziej zaprzyjaźnieni mogli być pewni, że mężczyzna ma się całkiem dobrze, wygląda lepiej, a potrzeba załatwienia spraw w innej części Zigguratu była ważniejsza. Wówczas obecność właściciela Black Paradise mogła zostać usprawiedliwiona!
Rob wiedział, że jednak trzeba wrócić. Miał sporo czasu, aby zastanowić się nad paroma sprawami, które pozostawił za sobą. Część z nich pod opieką zaufanych osób. Nie musiał się martwić, a przynajmniej miał nadzieję, że nie musi, bo nie ma ku temu żadnych powodów.
Zdążył wrócić wczesną porą do swojego apartamentu, zdawkowo wyjaśniając nieobecność pracującej pokojówce i gosposi, które na czas jego pobytu na drugim końcu miasta - przyjmowały pocztę, dbały o lokum. Robiły to, co do nich należało, mogąc pozwolić sobie na to, aby pofolgować właściwie.
Zajmując miejsce w gabinecie, nawet bez chęci położenia się o takiej porze, Rob przystąpił do pracy. Przede wszystkim skupił się na całej dokumentacji z agencji nieruchomości, którą najpierw miał w zamiarze przejrzeć, wczytać się w najnowsze dane, sporządzone umowy i zdobyte grunty. Oddzielił rentowne od nierentownych, zaparafował je, zamknął. i przeglądał dalej, pozostawiając jakieś notatki i schował dokumenty.

Wziął następnie inne papiery, opuścił apartament i skierował się do Black Paradise, zatrzymując się tuż przed nim. Może pierwsi, wychodzący do pracy ludzie lub ci, którzy zajmują się porządkiem ulic - byli świadkami nadjeżdżającego czarnoskórego. No, jatki może nie było, bo w końcu to nie jakiś gang, choć kto go tam wie.
W każdym razie, Robert otworzył klub, wszedł do środka. Zamknął i rozejrzał się po barze, wolnym krokiem zmierzając długość, szerokość. Spojrzał po stanowiskach barmańskich, krzesłach, które puste stały przy stolikach, scenie oświetlonej lichą lampą i wejście na zaplecze, do jakiego się w końcu skierował. Tam mężczyzna z dolnej szafki biurka wyciągnął kilka akt, zamknął w swojej teczce. Ściągnął marynarkę, podwinął rękawy koszuli, rozpinając wcześniej mankiety.
Zaszedł do zaplecza, by z jednej ze skrzyń wyciągnąć materiały do ochrony mebli, a potem spędził dobre dwie godziny w barze, przesłaniając po kolei wszystkie przedmioty. Zakrył bar ze stanowiskami i stołkami, stoliki, fortepian i instrumenty pochował do futerałów, zostawiając na scenie. Wszelakie alkohole i naczynia ustawił tak, by te się nie zbiły.
Ogarnął się, ściągnął rękawy, zapiął mankiety, założył marynarkę, wsunął teczkę pod pachę i upewniając się, opuścił Black Paradise. Zamykając je całkowicie, podwójnie. Zostawił informacje, wsiadł do pojazdu i odjechał do siebie.

/zt

BLACK PARADISE
ZAMKNIĘTE

DO ODWOŁANIA
Powrót do góry Go down
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Klub "Black Paradise"
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 6 z 7Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next
 Similar topics
-
» Klub "Asylum"
» night club
» oscar black - thomas davenport
» Klub „Fire”

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: STARE RPOZGRYWKI I WSZYSTKO :: Miasto :: Centrum-