IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Klub "Black Paradise"

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7
Liczba postów : 1320
avatar
Fabian Sinclair
First topic message reminder :


Klub jazzowy Black Paradise mieści się w piwnicy. Wejście jest od głównej ulicy. Schodki prowadzą w dół, do korytarza, na którego końcu są drzwi z czerwonego drewna. A za nimi... Raj. Dosłowny Raj! Ogromna sala, mająca w sobie to coś. Lampy przy suficie świecą przytłumionym blaskiem. Po lewej stronie znajduję się długi bar. Ciągnie się przez całe pomieszczenie i co parę metrów jest kolejne stanowisko barmańskie.
Po przeciwnej stronie niż wejście jest scena. Dość duża, zawsze stoją tam jakieś sprzęty. Fortepian, perkusja, trąbki, saksofony... Co dusza zapragnie. I oczywiście mikrofon, a jak ktoś chce śpiewać w duecie - wystarczy poprosić o dodatkowy. Zawsze ktoś jest na tej scenie, jak nie właściciel, jak nie jego wspólnik to jeszcze jacyś inni muzycy. Albo etatowi, albo zaproszeni na dany wieczór.
Resztę sali wypełniają okrągłe stoliki, z krzesłami wyściełanymi ciemnym materiałem. Na każdym stoi zwykła, woskowa świeca na przezroczystej podstawce ze szkła, a także popielniczka.

Barman NPC - James. Facet gdzieś przed trzydziestką. Dobrze zna się na swoim fachu i na pewno zawsze jest za barem. Chcesz drinka? Whisky? Wołaj James'a!



Cennik:

- Szklanka whiskey- 1K; 4 K butelka
- Szklanka rumu - 60 Ril; 2,5 K butelka
- Wino czerwone/białe - 2,5K kieliszek; 13 K butelka
- Szklanka brandy - 70 Ril ; 4 K butelka

- Black Paradise (wódka, sok z owoców leśnych, sorbet truskawkowy) - 4 K
- Black&White (likier czekoladowy, likier kokosowy, wiórki kokosowe) - 5 K 50 R
- Imagine Dragons (wódka, sok pomarańczowy, sok żurawinowy) - 2K 50 R

- Cygaro - 2 K 40 R
- Papierosy dobrej marki - 5 K

Pracownicy fabularni:
 

Pracownicy NPC:
 

Fabian jednocześnie grał i tańczył, bawiąc się jak zwykle przednie, co udzielało się ludziom naokoło (no...może prócz zazdrosnej Tosi).Parkiet zaczynał się zapełniać. A przecież to dopiero był początek!
Ostrym smagnięciem skrzypka, zakończył melodię, machnął zespołowi, by grali chwilę bez niego i dopadł Tosi, śmiejąc się złowieszczo.
-TO-SIO-SŁA-WA! - zaskandował obracając ją wokół własnej osi,  trzymając ją w górze w musklatych ramionach - Wieki cię nie widziałem ! Już prawie się obraziłem ! - wyszczerzył się wesoło
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Liczba postów : 29
avatar
James M. Alcester
dom --->

James nadzorował prace remontowe w Paradise. A przynajmniej ich częścią. Dziś musiał dopilnować tego, by cały zapas alkoholu bezpiecznie był spakowany do skrzynek. Większość i tak już zrobiono w ciągu ostatnich dni, a dzisiaj została końcówka. James zabrał się za te droższe alkohole, pakując je wpierw w stare gazety, a potem wkładając do skrzyń z przegródkami, wypełnionymi trocinami. Jakby zbił jedną to by przez trzy pensje oddawał, a tego by nie chciał.
Czekał też na Roberta, który miał się pojawić za niecałą godzinę. Akurat wszystkie skrzynie zostaną pochowane na zapleczu i będzie można zabrać się za renowacje lady barowej.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 306
avatar
Robert Pearson
Robert słyszał te plotki, mniej czy bardziej trafne, traktujące o zamknięciu Paradise. Dobrze, że zadbał o to, by poinformować, że zamknięcie jest tymczasowe. Dotyczące remontu, na jaki mężczyzna się szykował od pewnego czasu, kiedy tylko miał więcej wolnej chwili i trzeźwego, hehe, umysłu, żeby móc zrobić coś więcej w tym kierunku niźli gdybać.
James jako zaufany pracownik, wiedział o tym wszystkim pierwszy. Wypadało go poinformować. Tym bardziej, że tyle czasu opiekował się barem, w lepszych czy gorszych chwilach w życiu Pearsona.
Ciemnoskóry właściciel Black Paradise opuścił swój pojazd i zaraz skierował się do wejścia, omijając tablicę informującą o zamkniętym klubie oraz prowizorycznie przeciągnięty na szerokość schodów łańcuch.
Wszedł do środka i… było pusto. Stoły i krzesła na boku, lada barowa pusta, półki baru puste, scena pusta. Opuszczone i to konkretnie miejsce.
— Sądzę, James… — odezwał się nagle do mężczyzny, od razu kierując w jego stronę. — Że może lepiej wyglądałaby to cała lada po prawej? — spojrzał na kolegę, podsuwając mu papierośnicę z odpowiednią nazwie zawartością. — Wydaje mi się, że tam więcej miejsca będzie. I przy okazji barmani będą widzieć, kto wchodzi i wychodzi.
Mogli rozmawiać otwarcie, jako że prawie nikogo tu nie było. Luksus ciszy i spokoju.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 29
avatar
James M. Alcester
Tak, było pusto. To był okropnie nienaturalny stan rzeczy jak na Black Paradise. Nawet nie było zbyt dużo pracowników. Gdzieś tam dwie sprzątaczki zamiatały podłogę, paru kręciło się po zapleczu, zabezpieczając alkohol, czy paląc przy wejściu dla dostaw, czekając na jakieś wytyczne.
James odwrócił się na pięcie w kierunku Roberta.
- Jest to jakiś plus, ale od czego mamy ochronę jak nie od tego, żeby patrzyli kto wchodzi. - uśmiechnął się kącikiem ust i sięgnął po wyciągane papierosy. - I tam masz też ubikacje. Teraz są po drugiej stronie całego miejsca gdzie toczy się życie klubu. Nie wiem czy by to nie przeszkadzało klientom. Zawsze ten bar można by było przedłużyć... - odwrócił się i zrobił ruch ręką. - W literę L Żeby zajął całą jedną ścianę i powiedzmy pół tej, zostawiając ze cztery metry od wejścia, żeby było swobodne przejście.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 306
avatar
Robert Pearson
(wiem, zajebiste opóźnienie, przepraszam!)

Dokładnie. Póki co Black Paradise głównie skupiało się na wysprzątaniu wszystkiego przed remontem. Mało który pracownik dowiedział się jak wiele będzie w tym klubie zmienione, bo nie dość, że Robert nie był szczególnie wylewną osobą, to również był zajęty i ostatnimi czasy rzadko można było go zobaczyć w okolicy. Jedynie szczęśliwcy mieli ten zaszczyt.
Przynajmniej plus był jeden, ale znaczący - Pearson wysłuchiwał to, co pracownicy mieli do powiedzenia i często brał to pod uwagę. Jasne, były pewnie różnice w opiniach, jednakże to było nieuniknione. Nie zmienia to faktu, że potrafi wysłuchać i wziąć pod uwagę słowa osób, z którymi ma styczność.
Skinął krótko na jego uwagi, nie odzywając się przez chwilę. Przetrawić, przemyśleć…
— Fakt. Zwłaszcza że mało prawdopodobnym będzie możliwość przerzucenia zaplecza i wszystkiego zza kulis na drugą stronę — stwierdził po chwili, kręcąc głową bezwiednie, niezadowolony z takiej gafy. — Z kolei może i pociągnięcie lady będzie dobre, wydłużenie - więcej miejsc i stanowisk, ale też jedno przejście to będzie za mało. Z tej strony — wskazał na wspomniany kierunek — musi też być wyjście, ale nie wiem jak byłoby to ze środkiem; czy by wyglądało… — zerknął na towarzysza niedoli (!).
— Czy wszystko jest zabrane? Nie chciałbym, żeby potem ktoś niepowołany na to trafił — spojrzał na niego wymownie, oczywiście mając na myśli inne źródło dochodu, wobec którego także miał plany.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 29
avatar
James M. Alcester
Póki co, to remont w Paradise trwał bardzo długo! Ale nie odbiegajmy od tematu, bo będziemy tu do następnego przeskoku.
- Można pośrodku dać taką podnoszoną półkę. A nawet w dwóch miejscach. Kelnerki i barmani będą mogli swobodnie latać w te i we wte. - machnął nieco lekceważąco ręką. Podniósł papierosa do ust i w końcu zapalił. 
- Oczywiście. Nigdzie nic nie ma. Policja mogłaby trzepać klub do bólu. - zaśmiał się.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 306
avatar
Robert Pearson
— Tylko musimy mieć pewność, że przechodzące kelnerki i kelnerzy nie będą pierdołami, które wyrżną o kawałek huśtającego się z lewo na prawo, z prawo na lewo drewna — stwierdził niezbyt przekonanym tonem, choć do pomysłu - skłaniał się bardziej. Lepsze to niż przeskakiwanie przez ladę barową, prawda?
— Pewnie tak niedługo zrobią. Oprócz tego być może załatwiłem dobre miejsce w innej części miasta — spojrzał na Jamesa i strzepnął popiół do przyciągniętej chwilę wcześniej popielniczki.
— Nie było mnie tu trochę czasu. Streść mi, co się wydarzyło — poprosił. — Oficjalnie i nieoficjalnie.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 29
avatar
James M. Alcester
Oparł się plecami o pusty blat, trzymając dłoń z papierosem niedaleko ust.
- No co, ludzie gadają. Za rzadko tu jesteś, Rob. Czemu chłopaki mają słuchać kogoś, kto nie jest wśród nich? Wiedz jaki był Francis, pilnował sam każdego szczegółu.
Tak, Alcester wypominał Pearsonowi, że kurwa mógłby się trochę interesem zająć. Albo jemu dać większe pieniądze za trzymanie tego w kupie. Choć i tak te sto kredytów było fajnym bonusem. 
- Niektóra morda powie, że żeś się zachlał, ktoś inny, że ci sodowa uderzyła do głowy. - wzruszył lekko ramionami. Robert musiał się z tym liczyć. 
- A z pomniejszych plotek: Stan'owi urodziło się trzecie dziecko, można by było troche grosza mu sypnąc. Jennifer, ta cycata blondynka, no wiesz..! Jest w ciąży, słyszałem, że ze mną, ale ja do tego ręki nie przykładałem. - zaśmiał się - Greg kręci się trochę za Sylvią. Martwię się o Valmount. Po tamtym napadzie nie jest w stanie dojść do siebie, ma przestraszone spojrzenie, zupełnie jak nie ona.. i jeszcze to, że siedzi z Lambem, ufam jej, ale... mam złe przeczucia..
Zaciągnął się mocno, patrząc się poważnie na Roberta.
- Mam też oko na Reebentoff.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 306
avatar
Robert Pearson
Nie skomentował tego opierdolu Jamesa. Wiedział, że ma rację.
Rob skrzywił się jednak na ułamek sekundy, a przynajmniej dało się zauważyć niezadowolenie.
— Różnica jest taka, że nie jestem Francisem — stwierdził, ale nie dla obrony czy przekomarzania się. Dla faktu; Danforth nie żył, a Pearson nigdy nie będzie taki sam jak on. Cud, że jednak był w stanie cokolwiek ogarnąć, bo jego nieobecność zazwyczaj była spora i zauważalna. Sam fakt, że jednak coś robił w związku z klubem czy pobocznym interesem - już powinien dostać piątkę. I to nie w ryj!
— Zresztą jeszcze trochę czasu mogę tak migać, więc mam plany wobec klubu — spojrzał na Jamesa. — I wobec ciebie też, choć w czasie nie zrobi ci to większej różnicy — zastanowił się. Bo faktycznie Alcester ogarniał to, na czym nie skupiał się aktualnie Pearson.
Na słowa o narodzinach dziecka jednego z pracowników, Rob skinął. Lekki uśmiech przemknął przez czarną twarz, a mężczyzna dobył 50K z portfela, podając go barmanowi.
— Przekaż mu, że w razie gdyby potrzebował wolne czy więcej pieniędzy to niech poinformuje — oczywiście dobra wola, a ewentualna zapomoga będzie odpracowana wcześniej czy później.
Parsknął na słowa o cycatej, nie komentując tego. Z kolei wspomnienie o Valmount go nie tyle zdziwiło, co wprowadziło w zamyślenie. Pearson zaciągnął się papierosem, opierając się o ladę barową i myśląc nad tym.
— Nie, też mi się to nie podoba. Nie wiem czy coś kombinuje, czy nagle zaczęła współpracować i nie wiem na czyją korzyść - dla nich, dla nas, może i własnej. Ale ona i Lamb? To nie wygląda dobrze — skwitował krótko. — Będę musiał się z nią spotkać na dniach, bo nie wiem czy nie będzie lepiej jej na jakiś czas odsunąć od całej zabawy. — Skipował do popielniczki. — To Reebentoff jeszcze żyje? Zadziwiające. Co z nią?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 29
avatar
James M. Alcester
No nie był, nie był. Ale nie uniknie porównań. Nigdy. Zwłaszcza, że Danfortha ludzie szanowali. Nie żeby Roberta nie, ale... cóż, relacje były inne. Zresztą do Jamesa ludzie też różnie się odnosili. Trudno, nie będzie z tego powodu płakać.
Wziął pieniądze i schował do kieszeni kamizelki.
- Przekażę. - kiwnął głową.
Milczenie choć długie, nie przeciągało się jakoś upierdliwie. James wiedział, że Robert zamyślił się nad Valmount. W międzyczasie skończył palić.
- Nie wiem Rob, to faktycznie jest podejrzane. Mam czasami wrażenie, że jest jej już wszystko jedno. - zastanowił się chwilę - Wiesz o tym napadzie? - James nie miał pojęcia czy Sylvia, bądź któryś z chłopaków nie mówił Pearsonowi. Niewielu wiedziało o tym gwałcie na Valmount, James, Greg i jeszcze dwójka. O takich rzeczach się nie rozpowiada.
- Żyje. Pilnuję tego, żeby żyła. Chociaż pewnie co niektórzy woleliby ją widzieć w pierdlu albo martwą.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 306
avatar
Robert Pearson
Dobra, Franka. Wiemy, że chciałaś napisać, że ludzie Roba nie szanują. Nie oszukuj, kłamczuszku.
— Słyszałem o tym — przyznał. — Nie znam szczegółów, nie wnikałem. Tylko wiem, że to się stało Valmount, z którą od jakiegoś czasu nie rozmawiam — odpowiedział. Nie chodziło o jakieś fochy czy coś. Po prostu miał słabszy z nią kontakt niż kiedyś. I zakładał, że to z tego powodu.
Pozostawiał jednak Jamesowi możliwość doinformowania go.
— A ty? — zapytał, spoglądając na barmana i przyjaciela po fachu. Na pewno tego pobocznego, o którym powinni więcej porozmawiać, jednakże nie w tym miejscu. Mimo że klub był pusty to echo roznoszące się cicho po pomieszczeniu mogło być zdradliwe.

/ jak ogólnie masz mnie dość, to możesz dać zt jeśli chcesz!
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 29
avatar
James M. Alcester
Ty to napisałaś! 
A on? Reebentoff nie była mu na rękę. Za cholerę. Danforth zostawił go z wielkim problemem. Najchętniej by to olał. Jednak rozmowy z nią przekonały go, że może jest warta by przytrzymać ją przy życiu.
- A ja bym wolał mieć spokój. - stwierdził tylko. Mówił Robertowi dużo, lecz część przemyśleń zostawiał dla siebie.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 2879
avatar
Mistrz Gry
/ później

Pod koniec pracy James zobaczył leżącą na jednym ze stolików bombonierkę. Pudełko przewiązane było czerwoną wstążką, w kolorze miłości. Doczepiony do tego był bilecik, głoszący: "dla Jamesa, najwspanialszego barmana w mieście".
Powrót do góry Go down
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Klub "Black Paradise"
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 7 z 7Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7
 Similar topics
-
» Klub "Asylum"
» night club
» oscar black - thomas davenport
» Klub „Fire”

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: STARE RPOZGRYWKI I WSZYSTKO :: Miasto :: Centrum-