IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Klub "Black Paradise"

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next
Liczba postów : 1320
avatar
Fabian Sinclair
First topic message reminder :


Klub jazzowy Black Paradise mieści się w piwnicy. Wejście jest od głównej ulicy. Schodki prowadzą w dół, do korytarza, na którego końcu są drzwi z czerwonego drewna. A za nimi... Raj. Dosłowny Raj! Ogromna sala, mająca w sobie to coś. Lampy przy suficie świecą przytłumionym blaskiem. Po lewej stronie znajduję się długi bar. Ciągnie się przez całe pomieszczenie i co parę metrów jest kolejne stanowisko barmańskie.
Po przeciwnej stronie niż wejście jest scena. Dość duża, zawsze stoją tam jakieś sprzęty. Fortepian, perkusja, trąbki, saksofony... Co dusza zapragnie. I oczywiście mikrofon, a jak ktoś chce śpiewać w duecie - wystarczy poprosić o dodatkowy. Zawsze ktoś jest na tej scenie, jak nie właściciel, jak nie jego wspólnik to jeszcze jacyś inni muzycy. Albo etatowi, albo zaproszeni na dany wieczór.
Resztę sali wypełniają okrągłe stoliki, z krzesłami wyściełanymi ciemnym materiałem. Na każdym stoi zwykła, woskowa świeca na przezroczystej podstawce ze szkła, a także popielniczka.

Barman NPC - James. Facet gdzieś przed trzydziestką. Dobrze zna się na swoim fachu i na pewno zawsze jest za barem. Chcesz drinka? Whisky? Wołaj James'a!



Cennik:

- Szklanka whiskey- 1K; 4 K butelka
- Szklanka rumu - 60 Ril; 2,5 K butelka
- Wino czerwone/białe - 2,5K kieliszek; 13 K butelka
- Szklanka brandy - 70 Ril ; 4 K butelka

- Black Paradise (wódka, sok z owoców leśnych, sorbet truskawkowy) - 4 K
- Black&White (likier czekoladowy, likier kokosowy, wiórki kokosowe) - 5 K 50 R
- Imagine Dragons (wódka, sok pomarańczowy, sok żurawinowy) - 2K 50 R

- Cygaro - 2 K 40 R
- Papierosy dobrej marki - 5 K

Pracownicy fabularni:
 

Pracownicy NPC:
 

Fabian jednocześnie grał i tańczył, bawiąc się jak zwykle przednie, co udzielało się ludziom naokoło (no...może prócz zazdrosnej Tosi).Parkiet zaczynał się zapełniać. A przecież to dopiero był początek!
Ostrym smagnięciem skrzypka, zakończył melodię, machnął zespołowi, by grali chwilę bez niego i dopadł Tosi, śmiejąc się złowieszczo.
-TO-SIO-SŁA-WA! - zaskandował obracając ją wokół własnej osi,  trzymając ją w górze w musklatych ramionach - Wieki cię nie widziałem ! Już prawie się obraziłem ! - wyszczerzył się wesoło
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Liczba postów : 196
avatar
płk James Fraser
Doszedł do wniosku, że wszędzie to tak wyglądało. To co na pokaz i to co ukryte. W wojsku tez tak było, choć być może w nieco mniej widoczny sposób. Nie wiadomo czemu pomyślał o zakładaniu masek.
- Znam to chyba za dużo powiedziane. Nazwisko obiło mi się raz czy drugi o uszy. Chyba widziałem ją podczas pobytu na posterunku, ale nie miałem osobistej przyjemności z nią rozmawiać. Ostatnio wojsko i policja ścisłej współpracują.- nie musiał mówić dlaczego to było oczywiste a sam James miał swoje powiązania w rządzie więc oczywistym było z kim trzyma.
Słysząc słowa o terapii ponownie się roześmiał. Kto wie może i cały czas mu była potrzebna ale się do tego nie przyznawał nawet przed samym sobą.
- Mnie już raczej musztra nie dotyczy no chyba, że mam zachciankę i ja prowadzę. Lubię trzymać rękę na pulsie i sprawdzać postępy moich podwładnych. - Nie było tajemnicą, że dla swoich żołnierzy był surowy i potrafił dać im wycisk.- Myślę, że nawet dobra sylwetka nei zrekompensowałaby ci pozostałych ograniczeń. Trzeba sporo samozaparcia by przebrnąć przez początek.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 502
avatar
Dave Silverton
Silverton o wojsku wiedział tyle co mieszkaniec trzeciej strefy wie o życiu w luksusie. Nie miał przedtem większej styczności z tym tematem tak samo jak i z polityką, te dwie sprawy toczyły się poza życiem Dave'a.
- Jak to w zasadzie wygląda? - Pytał o musztrę. Był ciekaw. - Wstawanie nad ranem, biegi, ćwiczenia, może jakaś specjalna dieta, nauka obsługi broni?
Był tak bardzo zielony w temacie, że w zasadzie strzelał wymieniając kolejne elementy mogące mieć swoje miejsce w codziennym rytuale musztry. Chwilę potem zainteresował się tym co Fraser powiedział wcześniej.
- Wojsko i policja ściślej współpracują... no tak, dzisiejsze czasy są trudne. Wielka wojna zakończyła się stosunkowo niedawno a już rebelia lub rozruchy wiszą w powietrzu. Całe szczęście że trzecia strefa jest w jakiś sposób kontrolowana i że dostęp do broni jest mocno ograniczony bo pewnie już dawno temu wojsko byłoby na ulicach wszędzie.
Wzdrygnął się na myśl o wojnie. To było bardzo złe słowo i tylko nieliczni mieszkający w mieście mogli powiedzieć że nie znali jej przykrości.
- Mam nadzieję że za naszego życia nie przyjdzie nam znowu do siebie nawzajem strzelać.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 858
avatar
Alexander Willoughby
Dave, James, przepraszam, że po raz kolejny zaburzam Wam strefę czasową <3

/dzień po wprowadzeniu ustawy

Willoughby od wczoraj chodził napuszony niczym paw. Zbierał ciche gratulacje, wymieniał się uściskami rąk. Nawet w Paradise usłyszał kilka pochlebnych słów od barmana. Z łokciem opartym o bar i papierosem między palcami rozmawiał z James'em.
- Od dawna twierdziłem, że trzeba tak wprowadzić twardą rękę, panie ministrze, nim slumsy rozpanoszą się po połowie miasta. - powiedział James, kiwając głową. Cholera wie czy tak myślał naprawdę.
- Pobłażanie skończyło się tym, że wzrósł odsetek przestępczy, więcej kradzieży, więcej napadów. Jeżeli nie zdusi się problemu w zarodku to niedługo druga strefa zaczęłaby od środka gnić.
Rozmowa toczyła się w podobnym tonie, przy aromacie whisky i tytoniu. Alexander pomyślał sobie, że mógłby zrobić towarzyskie spotkanie partyjne. Kupić trochę cygar z tej nowej serii limitowanej. Były niebotycznie drogie, choć ponoć warto.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 533
avatar
Faith Moncreiff
/ początek

Faith schodząc po schodach do lokalu, pomyślała, że bardzo ryzykuje. Że ryzykuje być może za bardzo.Jednak uciski w Trzeciej Strefie były coraz większe, policja panoszyła się tam, gdzie nie potrzeba, a plotki głosiły, że to i tak jeszcze się zaostrzy. Parę osób podchwyciło jej nawoływania do buntu, wiele opowiedziało się za głoszonymi przez nią ideałami. To jednak było za mało. Nic nie mogła osiągnąć z zewnątrz. Musiała tę zgniliznę zlikwidować od wewnątrz. Musiała zacząć polować.
Bardzo dobrze znała obyczaje elity. Wiedziała gdzie bywają. O ile bywają. Black Paradise. O tak, tutaj przychodziła cała można śmietanka NeoZigguratu.Black Paradise, gdzie butelka whisky niejednokrotnie kosztowała tyle ile 1/3 pensji z Trzeciej Strefy... Aż ją wzdrygnęło i musiała się zatrzymać przed samym wejściem, by nie wkroczyć na salony ze skrzywionym wyrazem twarzy.
Pchnęła drzwi. Weszła. Oczywiście była wystrojona jak... Jak za dawnych lat, kiedy jeszcze w elicie było jej miejsce. Ułożone włosy, makijaż, ładna sukienka. Śliczna kobieta, co tu dużo mówić.
Powiodła wzrokiem po lokalu. Wiedziała kogo szuka, twarze polityków znała z gazet. (Rzucała do zdjęć nożami). Jej wzrok zatrzymał się przy barze, a usta rozciągnęły się w triumfalnym uśmiechu. Kici kici, taś taś. Podeszła zatem do baru, by - udając całkowity brak zainteresowania - zamówić szklaneczkę whisky. Uśmiechnęła się przy tym uroczo do barmana.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 858
avatar
Alexander Willoughby
Alexander w między czasie spotkał kilka osób, które były zainteresowane ustawą. Rozmawiał z dwójką posłów z resortu obrony, kiedy wzrok wyłowił uroczą, młodą damę, która wyglądała jakby nieco się zgubiła. Przerywając na moment rozmowę pochylił się do James'a, kręcącego się w pobliżu. Szepnął kilka słów i wrócił do rozmowy. Jednak zerkał na to co robi barman i na brunetkę przy barze...
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 29
avatar
James M. Alcester
James prowadził rozmowę z jedną z kelnerek, przywołany przez ministra. W duchu wywrócił oczami słysząc kolejną prośbę. Prośby elity były najróżniejsze, choć ta najczęstsza.
Faith zaczął obsługiwać, młody, nieopierzony. Ręka mu drżała, kiedy chwytał za szpachelkę do lodu. James wyciągnął mu ją z dłoni naturalnym gestem i podniósł spojrzenie na młodą kobietę, uśmiechając się serdecznie. Nalał w imponujący sposób whisky, z wyuczoną przez lata wprawą.
- Proszę schować pieniądze. Pan minister ma dzisiaj dobry humor. - kiwnął prawie niezauważalnie głową w stronę Willoughby'ego.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 533
avatar
Faith Moncreiff
Pieniądze wyciągnęła naturalnie, spokojnie, jakby w ogóle nie była do nich przywiązana. Ale wewnętrznie szlag ją jasny trafiał, że tyle tu wszystko kosztuje. Zatem kiedy kelner polecił jej, by schowała banknot, uniosła pytająco brew. A potem zerknęła w tę samą stronę, co James.
- Pan minister... - szepnęła zaskoczona.
Och. Pan minister! - powtórzyła w duchu z zadowoleniem. Uśmiechnęła się zatem do tego mężczyzny, który to tak hojnie stawiał jej trunek. Po czym chwyciła za szklankę, uniosła ją w stronę Alexandra. "Twoje zdrowie" - mówiły jej oczy.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 858
avatar
Alexander Willoughby
James oddalił się od baru, żegnając Faith z takim samym wyuczonym uśmiechem, choć pewnie jeszcze będzie miał okazję podejść do niej i nalać alkoholu.
Tymczasem Alexander nie spuszczał z niej zaciekawionego wzroku błyszczących w tym świetle zielonych oczu. Samotna łania odsłonięta na drapieżniki. Samotna kobieta w Paradise zawsze była zauważalna. Zwłaszcza przez Alexandra. Mimo przywiązywania się do swoich kochanek od zawsze miał słabość do kobiet, a chęć posiadania kolejnej, choćby na jedną noc, zawsze była silniejsza. Obiecujący początek wieczoru, prawda Willoughby?
Uniósł kieliszek do góry, po czym odezwał się do rozmówców. Zamienił kilka kurtuazyjnych zdań i uścisnęli sobie ręce. Trwało to pewnie ze dwie minutki, nim do dziewczyny nie podszedł.
- Dziękuję za przyjęcie drinka. Zawsze byłem zdania, że jeżeli mężczyzna jeżeli ma możliwość powinien płacić nawet za alkohol nieznajomej. - W dodatku tak uroczej... Młoda kobieta, nie dziewczynka, to było widoczne w rysach twarzy. To będzie miła odmiana po tych wszystkich małolatach.
- Alexander Willoughby. - wyciągnął kurtuazyjnie rękę, spodem do góry, nie do uściśnięcia, a by ująć dłoń panienki i ucałować.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 533
avatar
Faith Moncreiff
- Zatem jest pan prawdziwym dżentelmenem. - odpowiedziała po prostu, choć w duchu gotowała się ze złości. Pierdolone szuje z rządu. Za podatki ludu Zigguratu stawiali drinki komu popadnie, podczas, gdy dzieci w Trzeciej Strefie cierpiały głód. Miała ochotę napluć mu w twarz.
- Uroczym i hojnym. - skłoniła lekko głowę, uśmiechając się przy tym. I podnosząc niby nieśmiało wzrok w oczy swojego rozmówcy. Były urzekające. O tak, obiektywnie mogła to stwierdzić. Ale nie zamierzała się na to nabrać.
- Marion Cotillard - przedstawiła się również, po czym wyciągnęła dłoń, by położyć ją na dłoni Alexandra i dać ją ucałować.
Mogła przejąć inicjatywę, mogła coś zrobić, ale nie wiedziała jeszcze jakim typem człowieka jest Pan Minister. Co lubie, a czego nie. Czy wystarczy, że Faith ma cycki? A może zgrabne nogi? Założyła więc jedną na drugą.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 858
avatar
Alexander Willoughby
Gdyby Alexander wiedział kim jest dziewczyna przed nim możliwe, że nawet kazałby się ochroniarzom jej pozbyć. Widocznie ten blask w oczach wziął za obietnicę nieustępliwego, ciekawego charakteru, a nie objaw jakiejś skrywanej złości. Z jakiej racji miało mu to przejść przez głowę? Uśmiechnął się kącikiem ust, widząc te delikatne gesty i pochylił się, by ucałować lekko dłoń kobiety.
- Miło mi poznać. - puścił jej dłoń, by usiąść na krześle. Gdzieś tam spojrzenie padło na jej nogę, choć w taki naturalny sposób, podczas siadania, jakby spoglądał zwyczajnie w podłogę, że nie można tego było wziąć za coś nieodpowiedniego. Jeżeli nie miał pewności z jakim rodzajem kobiety ma do czynienia nie zachowywał się bezczelnie, a jak dżentelmen najlepszego sortu.
- Samotny wieczór w Black Paradise? Czy przeszkadzam w oczekiwaniu na kogoś?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 196
avatar
płk James Fraser
- Mniej więcej właśnie tak jak sobie wyobrażasz.- Jamie roześmiał się.- Na początku służby masz zakwaterowanie w jednostce i musisz przejść odpowiednie szkolenie czyli wszystko według planu i rozkazu. Wstajesz, jesz, sikasz. Oczywiście musztra, wyrobienie kondycji, obsługa broni i pojazdów wojskowych ale przede wszystkim reakcja na rozkazy. Dobry żołnierz musi ufać swojemu przełożonemu i bez zastanowienia wykonywać wszystkie polecenia. Nie raz i nie dwa wykorzystuje się element zaskoczeni jak zwalenie z pryczy w ciągu nocy i wezwanie na plac manewrowy. Wraz z upływem czasu i awansami zmieniają się obowiązki i odpowiedzialność. Ja na przykład choć nie muszę to lubię od czasu do czasu wyjść na patrol. Trzeba mieć kontakt z rzeczywistością.- Fraser się nagadał aż mu zaschło w ustach. Napił się więc trochę alkoholu by zwilżyć gardło.
Pokiwał głową zgadzając się ze swoim nowym znajomym. Sytuacja byłą niepewna i napięta. James miała nadzieję, że rząd w końcu znajdzie rozwiązanie tego problemu bo w przeciwnym wypadku ponownie czeka ich bratobójcza walka. Nie chciał tego. Ten jeden raz za życia mu wystarczył.
- Uwierz mi Dave ja też mam taką cholerną nadzieję. Wojna to…- tutaj tylko pokręcił głową. Nie chciał wracać do wspomnień. Nie tutaj i teraz.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 533
avatar
Faith Moncreiff
- Mi również. - odparła z delikatnym skinieniem głowy.
A głową skinęła tylko po to, by pozwolić sobie na chwilowe zamknięcie oczu, bo czuła, że gniew pojawi się w nich na sekundę, przy tym kurtuazyjnym pocałunku w dłoń. Rzygać jej się chciało na myśl o tym, co robi, ale przecież rewolucja wymagała ofiar. Także duszy. Także własnej moralności. Cokolwiek robiła, robiła to dla lepszej sprawy. Ta myśl ją ratowała.
Poruszyła się lekko na krześle, by oprzeć się swobodnie o bar. Przy tym ruchu niby niechcący otarła swoim kolanem o nogę Alexandra, Pana Ministra Skurwysyna, zakałę i szmaciarza na usługach własnych egoistycznych czynów.
Znów uśmiechnęła się czarująco. Skrywany wewnątrz gniew nadawał jej spojrzeniu drapieżności.
- Samotny. - odparła. - Czasem trzeba odpocząć od ludzi, od towarzystwa, które widzi się na co dzień, prawda? - upiła łyk alkoholu. - Oderwać się. Poszukać przygód.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 502
avatar
Dave Silverton
A więc wyglądało to mniej więcej tak jak sobie wyobrażał. Pokiwał głową na znak, że go słucha z zaciekawieniem.
- Bez dwóch zdań, nie nadaję się na żołnierza.
Uśmiechnął się, w tak krótki sposób podsumowując wizję siebie w mundurze biorącego udział w musztrze i wykonującego wszystkie rozkazy bez mrugnięcia okiem. Zdecydowanie nie pasował do wojska.
- Wojna rodzi psycholi. Oby do żadnej nigdy więcej nie doszło.
On również nie chciał wracać do wspomnień związanych z wojną i wszystkim tym co mu się przytrafiło w związku z nią. Wzdrygnął się.
Davie, Davie, Davie. Tęskniłeś za mną? Wiem że tak.
Znowu ten znienawidzony do granic możliwości głos. Dave delikatnie przybladł.
- Przepraszam na chwilę, zaraz wracam.
Wstał od stolika i poszedł w stronę ubikacji. Gdy tylko zamknął za sobą drzwi dopadł biegiem do umywalki i odkręcił kurek z zimną wodą. Garściami zmoczył sobie twarz, próbując pokonać narastającą chęć zwymiotowania. Musiał powstrzymać się za wszelką cenę przed powracaniem do złych wspomnień, dlatego zdzielił się mocno otwartą dłonią po twarzy, raz z jednej i raz z drugiej strony. Pomogło. Stał chwilę przed lustrem, spoglądając na swoje oblicze. Odetchnął głęboko przymykając na chwilę oczy i wrócił do Jamesa. Nie było go około pięciu minut.
Na stoliku stał już i czekał na niego jego drugi i na pewno ostatni drink. Usiadł przed Fraserem i niemal natychmiast zajął się popijaniem trunku.
- Podejrzewam że nosisz przy sobie broń?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 196
avatar
płk James Fraser
- A ja na aktora więc myślę, że mamy remis.- podsumował Fraser. On siebie nie wiedział w innym zawodzie. Co prawda ojciec podsuwał mu pod nos karierę polityka ale to wiązałoby się ze znaczną zmianą stylu jego życia. Przeprowadzka do pierwszej strefy, bankiety, odpowiednia żona. Koniec z pożyczaniem cukru od Jo i z miłą i przytulna anonimowością. Nic z tego. Nigdy się na taki cyrk namówić. Chce żyć po swojemu.
- Raczej pozwala im wychylić się z mroku.- pomyślał o tym całym Beowulfie, którego nikt nie złapał do tej pory.
Kiwnął głową widząc jak Silverton pędzi do łazienki. Jako, że chwilę temu zbladł nieco to najwidoczniej klin nie posłużył mu tak dobrze jakby mogło się wydawać. W oczekiwaniu na jego powrót rozejrzał się po Sali. O tej porze jeszcze niewiele osób się tutaj kręciło.
- Wszystko w porządku?- zapytał mężczyznę, gdy ten wrócił do stolika. Chyba powinien mu taksówkę zamówić i odesłać do mu by wyleczył w końcu tego kaca.
- Tak noszę.- stwierdził spokojnie. - Czy to stanowi jakiś problem?- niektórzy ludzie nie lubili towarzystwa kogoś kto nosił broń. Inni wręcz przeciwnie a jeszcze innym było to najzupełniej obojętne.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 502
avatar
Dave Silverton
- Co? Tak, tak, wszystko w porządku. Potrzeba była nagląca.
W żaden inny sposób nie mógł się wytłumaczyć.
- Nie stanowi żadnego problemu. Pytam z ciekawości bo nigdy nie miałem styczności z żadną bronią i na oczy żadnej nie widziałem. Czy mógłbym zerknąć powodowany tylko samą ciekawością?
Naprawdę był ciekaw jakie to uczucie trzymać prawdziwą naładowaną broń w swojej dłoni ale tego na głos postanowił nie mówić.
- Jeśli to oczywiście nie jest łamaniem przepisów, czy czegoś w tym stylu.
Upił kolejny łyk ze swojego drinka, przez moment spoglądając Jamesowi prosto w oczy. Czuł się teraz o wiele lepiej niż jeszcze kilka minut temu. Najwidoczniej klin zaczął działać na kaca a głos w głowie został skutecznie stłumiony.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 196
avatar
płk James Fraser
- Oczywiście.- kiwnął głową.
James pokręcił lekko głową na pytanie o zerknięcie na broń. Nie znał dobrze Davea co ja ten nagle odstrzeli połowę bywalców klubu. Czekałby go niechybnie sąd wojskowy i degradacja.
- Niestety masz rację regulamin tego zabrania.- uśmiechnął się lekko łagodząc swoją odmowę. Być może gdyby był w cywilu ale siedząc w mundurze. Sam by się prosił o kłopoty.- Jednakże jeżeli temat cię ciekawi to możemy się kiedyś umówić i zabiorę cię na strzelnicę. W takim miejscu będziesz miał nawet możliwość postrzelać do celu.- Fraser zaproponował spontanicznie chyba po tym spojrzeniu, które rzucił mu mężczyzna.
- Oczywiście o ile tylko będziesz miał chęć.- dodał zaraz niezobowiązująco wzruszając ramiona by nie było, że naciska czy coś w ten deseń.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 858
avatar
Alexander Willoughby
Oczywiście, że gest zwrócił jego uwagę, chociaż spojrzenie pozostało nieruchome, a uśmiech nadal naturalny, niczego nie zdradzający. A przynajmniej prócz powierzchownej oceny, można było śmiało wysnuć, że jest dumnym, charyzmatycznym, zapewne też egocentrycznym mężczyzną. Przystojnym, o głębokiej zieleni oczu i tajemniczym uśmiechu.
- Tak, zmiana zawsze wyjdzie człowiekowi na dobre, nawet jeżeli ma to być jeden wieczór. - Czy też początek rewolucji. W końcu ludzie muszą przeć do przodu, a przecież zawsze silniejszy wygra.
Przygód. Zaczepiała go? Urocze, doprawdy.
- Wstęp do Paradise to także wstęp do krainy przygód. Sądzę, że będzie pani raczej usatysfakcjonowana. - w jego spojrzeniu pojawiło się rozbawienie, a usta umoczył w alkoholu.
- Pali pani? - spytał, wyjmując papierośnicę.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 533
avatar
Faith Moncreiff
- Oczywiście. - przytaknęła. - Zmiany bywają bardzo dobre. - znowu poruszyła się na krześle, przysuwając nieco bliżej do Alexandra. Nie wiedziała do końca jak ma grać, więc grała w natarciu. Cokolwiek miało się stać musiało miec swój finał tego wieczoru. Nie miała czasu na długoterminowe rozgrywki. I ochoty. Och, jakże by chciała poszerzyć mu nożem ten uśmieszek.
- Właśnie dlatego tu przyszłam. - upiła kolejny łyk whisky. Ostatni. I dobrze. Na trzezwo by tego nie ogarnela. - Dla satysfakcji. - uniosła nieco glowe. Zaczepnie. Wyzywająco. A Mam nadzieję, że umie pan dawać satysfakcję. I tak, owszem, palę. - patrzyła wprost w te zielone, nieznośne oczy Pana Ministra.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 858
avatar
Alexander Willoughby
Nieznośnie seksowne chciałaś powiedzieć? Gdyby zapytała o zmiany społeczne pewnie otrzymałaby jakieś konkretne odpowiedzi, ale tutaj gra toczyła się o coś zupełnie innego. A Alexander uwielbiał grę pozorów, chowanie się w cieniu i zaciąganie do niego niewinnej ofiary.
Wyciągnął ku niej papierosy. W obrzydliwie drogiej papierośnicy. Może nawet było to prawdziwe srebro.
- Zależy o jakiej formie satysfakcji mówimy. - zapalił zapalniczkę, czekając aż kobieta włosy papieros do ust i podsunął ogień. Odczekał chwilę i sam odpalił fajkę. - Myślę, że mogę być dobrym kompanem podczas rozmowy. Czy na resztę wieczoru. Jak sobie pani tylko życzy. - puścił jej oczko.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 533
avatar
Faith Moncreiff
Sięgnęła zgrabnymi dłoń,i do papierośnicy, by wyciągnąć z niej papierosa inwcisnąć sobie w pomalowane usta. Znowu czuła jak jej żyły zalewa złość. Srebrna papierośnica? Nie miałaby nic przeciwko niej, gdyby na ulicach Trzeciej Strefy nie umierały dzieci. Nachyliła się, by Alexander mógł być ogniem dla nikotynowej przyjemności.
- O każdej formie satysfakcji. - powiedziała, zaciągając sie. Słuchała tego, co mówił Alwxander. - Zatem mam nadzieję, że pan to udowodnił - uśchmiechnęła się przy tym zalotnie.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 858
avatar
Alexander Willoughby
Rząd i ludzie związani z nim w dużej mierze byli egoistyczni, wyciągali jak najwięcej dla siebie. Taka była elita, slumsy były na samym końcu łańcucha pokarmowego. Alexander był bardziej zdania, że gdyby się połowę wybiło to drugiej połowie byłoby łatwiej.
Odpowiedział na jej uśmiech. Przez moment wpatrywał się w jej oczy. Zapewne ona w jego nie mogła dostrzec nic dobrego - pewność siebie, pychę, niezdrową dumę.
- Mam nadzieję, że pani nie zawiodę. - zaciągnął się i popatrzy na jej szklankę.
- To może jeszcze po jednym? - strzepał popiół do szklanej popielnicy i kiwnął na barmana, co by im nalał. Tak, Alexander miał tendencję do upijania, bądź podpijania panien, którymi się zainteresował. Panna pijana dupa sprzedana, nie?
Zastanawiał się nad nią, twarz nigdzie mu nie przemknęła, nie była z elity. Panna z drugiej strefy? Był ciekaw co robiła, czym zajmowała się w życiu. Willoughby miał rzadki dar do skupiania całej swojej uwagi na jednej osobie. Wtedy nic nie mogło mu umknąć.
- To ja się cieszę, że los powiódł pani kroki do Paradise. Tutaj zawsze satysfakcja mieszała się z tajemnicą. - uśmiechnął się kącikiem ust. Kiedy się uśmiechał można było zaobserwować jak pogłębiają się zmarszczki przy oczach, jak rysy mu łagodniały.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 533
avatar
Faith Moncreiff
Owszem. Widziała to - pycha, pewność siebie, duma. Pan i Władca, Marionetkarz. Mógł robić co chciał, żadna kara nigdy go nie dotknie. Ma pieniądze. Ma przychylność swoich politycznych kurw. Faith chciałaby go widzieć w kałuży krwi. Nie mogła jednak swoich pragnień wymawiać, ani nawet dawać ich wyraz przez gesty. Dlatego Alexander mógł w oczach Faith widzieć tajemnice. Czy go to intrygowało? Zachęcało czy zniechęcało? Miała nadzieję, że to pierwsze, bo w przeciwnym razie jej plan spali na panewce.
- Proszę nie mieć nadziei. - znowu się zaciągnęła. - Proszę to po prosty zrobić.
Odetchnęła niby od niechcenia. Klatka piersiowa uniosła się, na chwilę uwydatniając biust. Zupełnie jakby chciała, by polityk zwrócił na nie swoją uwagę. Pozwoliła mu na śmiałe spojrzenia, odwracając głowę i przenosząc zainteresowanie na kolejna szklankę drinka. Po chwili znów spojrzała z pasją na Alexandra.
- W takim razie dobrze trafiłam. - zanurzyła usta w alkoholu.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 858
avatar
Alexander Willoughby
Oczywiście, że intrygowało. Nic nie pociągało go w drugiej osobie, czy to kobieta, czy mężczyzna, jak tajemnice. Mroczne, niewinne, ciągnące na dno, pomagające oddychać. On miał swoje sznurki władzy, mógł pociągnąć, napiąć, lub puścić. Manewrować wśród prawa, a ona miała tylko swoje wybujałe idee.
Brew mu nieco drgnęła, spojrzenie pobiegło w pewne miejsca, choć nie zostało tam na długo. Gapienie się w cycki nigdy nie sprawiało mu przyjemności. Obmacywanie już jak najbardziej.
- Ciekawi mnie tylko skąd pani tutaj trafiła. - odpowiedział szybko, chcąc coś z niej wyciągnąć. Przełożył nogi, zakładając jedną na drugą, w męski, szeroki sposób. Musnął kolano kobiety, ale jakby nie zwrócił na to uwagi. Postawił sobie szklankę whisky na kolanie, dopalający się papieros zwisał nad popielnicą. Pan i władca na włościach.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 502
avatar
Dave Silverton
Nie można było zaprzeczyć cichej argumentacji Jamesa tłumaczącej odmowę. Autorowi chyba przyćmiło na jakiś czas racjonalne myślenie, że w ogóle skusił się na dotknięcie tematu broni.
- To byłoby posunięcie wbrew wszelkim zasadom bezpieczeństwa o których na pewno napisano w regulaminie. - Miał coś jeszcze do tego dodać, ale James kontynuował swoją wypowiedź więc zawarł usta i nie przeprosił za swój jakże głupi i nieodpowiedzialny pomysł. Spontaniczna propozycja Frasera spowodowała, że Dave uśmiechnął się szeroko zewnętrznie a wewnętrznie niemal podskoczył z radości. Po konkursie strzelania z łuku zainteresowała go ogólna tematyka broni. - Czy mam chęć? - Zapytał retorycznie cały czas emanując radością ze swojej twarzy. - Jasne że tak, to najbardziej zajebista propozycja jaką w ostatnim czasie od kogokolwiek otrzymałem. Strzelanie z łuku dobrze mi wychodziło, jestem bardzo ciekaw jak poradzę sobie z bronią palną.
Gdyby się dało to teleportowałby ich już teraz na strzelnicę, byleby dostać w łapy broń i postrzelać do celów tylko po to by poczuć ten przyjemny dreszczyk emocji wzdłuż kręgosłupa. Spojrzał teraz na stolik i dorwał jedną z serwetek, którą zaraz złożył w kwadrat. Przeszukał swoje kieszenie i wyjął z jednej ołówek, bez którego się nigdzie nie ruszał. Zapisał na serwetce swój adres i podał ją Jamesowi.
- Tutaj masz mój adres James, jak będziesz miał czas to wyślij do mnie list a z wielką chęcią umówię się z Tobą na strzelnicy w dowolnym terminie.
Spojrzał na Frasera teraz trochę inaczej. Doceniał po cichu dyplomację jaką wykazał się James. Sięgnął po drinka.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 533
avatar
Faith Moncreiff
Czekała na to pytanie, wiedziała, że musi się pojawić. Okazywanie zainteresowania, kobiety to lubią, prawda? Ona nie lubiła. Ale tylko dlatego, że miała zbyt wiele do ukrycia. Zbyt wiele do stracenia.
- Skąd... - powtórzyła, przesunęła palcem po ustach, ot, od niechcenia. Jakby ścierała kropelki trunku. - Właściwie nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Moja przeszłość ma wiele źródeł, wszystkie są prawdziwe. - uśmiechnęła się uroczo. Żryj te nic nie znaczące informacje! - Proszę mi jednak wybaczyć, że nie chcę o tym mówić. Wszak od tego chciałam odpocząć. - przypomniała łagodnie.
Zmieniając pozycję, znów się otarli nogami, choć teraz za jego sprawą. Nie udawała, że tego nie zauważyła. Zamiast tego znacząco skinęła wzrokiem w dół. Nic jednak nie mówiąc. Zamiast tego przysunęła się nieco bliżej. A ten ruch sprawił, że jej noga dotykała teraz nogi Alexa.
- Poza tym... Ciekawość to pierwszy stopień do piekła. - powiedziała cicho, zachęcająco. - Pytanie tylko, czy jest pan gotowy na ogień.
Powrót do góry Go down
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Klub "Black Paradise"
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 7Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next
 Similar topics
-
» Klub "Asylum"
» night club
» oscar black - thomas davenport
» Klub „Fire”

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: STARE RPOZGRYWKI I WSZYSTKO :: Miasto :: Centrum-