IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Klub "Black Paradise"

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next
Liczba postów : 1320
avatar
Fabian Sinclair
First topic message reminder :


Klub jazzowy Black Paradise mieści się w piwnicy. Wejście jest od głównej ulicy. Schodki prowadzą w dół, do korytarza, na którego końcu są drzwi z czerwonego drewna. A za nimi... Raj. Dosłowny Raj! Ogromna sala, mająca w sobie to coś. Lampy przy suficie świecą przytłumionym blaskiem. Po lewej stronie znajduję się długi bar. Ciągnie się przez całe pomieszczenie i co parę metrów jest kolejne stanowisko barmańskie.
Po przeciwnej stronie niż wejście jest scena. Dość duża, zawsze stoją tam jakieś sprzęty. Fortepian, perkusja, trąbki, saksofony... Co dusza zapragnie. I oczywiście mikrofon, a jak ktoś chce śpiewać w duecie - wystarczy poprosić o dodatkowy. Zawsze ktoś jest na tej scenie, jak nie właściciel, jak nie jego wspólnik to jeszcze jacyś inni muzycy. Albo etatowi, albo zaproszeni na dany wieczór.
Resztę sali wypełniają okrągłe stoliki, z krzesłami wyściełanymi ciemnym materiałem. Na każdym stoi zwykła, woskowa świeca na przezroczystej podstawce ze szkła, a także popielniczka.

Barman NPC - James. Facet gdzieś przed trzydziestką. Dobrze zna się na swoim fachu i na pewno zawsze jest za barem. Chcesz drinka? Whisky? Wołaj James'a!



Cennik:

- Szklanka whiskey- 1K; 4 K butelka
- Szklanka rumu - 60 Ril; 2,5 K butelka
- Wino czerwone/białe - 2,5K kieliszek; 13 K butelka
- Szklanka brandy - 70 Ril ; 4 K butelka

- Black Paradise (wódka, sok z owoców leśnych, sorbet truskawkowy) - 4 K
- Black&White (likier czekoladowy, likier kokosowy, wiórki kokosowe) - 5 K 50 R
- Imagine Dragons (wódka, sok pomarańczowy, sok żurawinowy) - 2K 50 R

- Cygaro - 2 K 40 R
- Papierosy dobrej marki - 5 K

Pracownicy fabularni:
 

Pracownicy NPC:
 

Fabian jednocześnie grał i tańczył, bawiąc się jak zwykle przednie, co udzielało się ludziom naokoło (no...może prócz zazdrosnej Tosi).Parkiet zaczynał się zapełniać. A przecież to dopiero był początek!
Ostrym smagnięciem skrzypka, zakończył melodię, machnął zespołowi, by grali chwilę bez niego i dopadł Tosi, śmiejąc się złowieszczo.
-TO-SIO-SŁA-WA! - zaskandował obracając ją wokół własnej osi,  trzymając ją w górze w musklatych ramionach - Wieki cię nie widziałem ! Już prawie się obraziłem ! - wyszczerzył się wesoło
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Mistrz Gry
Liczba postów : 858
avatar
Alexander Willoughby
Faith zrobiła taki trik w rozmowie, który zwrócił uwagę Alexandra. Przejęła stery, kierowała jej torem. To było intrygujące. Zazwyczaj to on przodował w dialogu, a teraz... Widać było w jego oczach nieco zaskoczenia, ale też ochoty na więcej. Zaskarbiła sobie całą jego uwagę.
Uśmiechnął się nieco rozbawiony.
- Jest pani tajemnicza. To intrygujące.
Potem poczuł przyjemny dreszcz na karku, gdy w tak bezpośredni sposób wtargnęła w jego przestrzeń osobistą. Popatrzył się na ich styknięte ze sobą nogi. Wstrzymał jeszcze chęć położenia ręki na jej kolanie. Nie tak szybko. Nie chciał jej przełożyć, mimo że już widział, że nie ma doczynienia z ofiarą, a równym siebie drapieżnikiem.
- Nie boję się piekła. - powiedział, nachylony w jej stronę. Posłał jej kolejny, pewny siebie uśmiech. Ostatni raz się zaciągnął i zdusił papieros w popielnicy, po czym sie wyprostował.
- Poznawanie jego kręgów może być całkiem niezłą rozrywką. Jeżeli ma się dobrego przewodnika.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 533
avatar
Faith Moncreiff
Zaśmiała się.
- Mam w sobie takie tajemnice, o których się nawet panu nie śniło. Być może uda mi się zdradzić panu parę z nich.
Och, tak, była drapieżnikiem. Polowała. Polowała na Alexandra, tylko chyba nie w takim wymiarze, jakby tego oczekiwał. Poczuła satysfakcję, widząc w jego oczach chwilowe zaskoczenie. Był dumny, pewny siebie, a ona niemal rzucała mu wyzwanie tym dotykiem nóg. Sugerowała. Nęciła. Jeśli jest taka śmiała w klubie, jak śmiała będzie w łóżku? Miała nadzieję, że polityk zadaje sobie to pytanie.
- Jestem wspaniałym przewodnikiem. - uśmiechnęła się. Założyła zbłąkany kosmyk włosów za ucho. - Ale wbrew pozorom trudno mnie namówić na wycieczkę.
Musiało to zabrzmieć całkiem śmiesznie, wobec jej śmiałych gestów. Była ciekawa jak to odbierze.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 858
avatar
Alexander Willoughby
Wbrew pozorom Alexander nie był erotomanem i nie od razu rozbierał pannę w myślach. Lubil spędzać czas z kobietami, zwłaszcza jeżeli go intrygowały i sprawiały, że po ciele rozchodzilo się przyjemne podniecenie.
- To chciałbym wpierw namówić panią na taniec. - wstał z krzesła, odstawiajac whisky i wyciągając do niej dłoń. Był przekonany, że ta się zgodzi. Chyba, że właśnie stał się ofiarą własnych gierek i okręciła go sobie wokół palca.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 533
avatar
Faith Moncreiff
Samo patrzenie na tego człowieka wywoływało w niej złość i agresję. Aż się prawie skrzywiła na tę propozycję tańca. Myśl, że ta polityczna świnia będzie ją dotykać, niema wywoływała odruchy wymiotne. Żeby wymazać te odczucia, wyobraziła sobie jak rozbija szklankę na głowie Alexandra a potem kopie go w jaja z taką siłą, żby mu się już do końca życia odechciało ruchania. Pomogło. Na twarzy Faith pojawił się uśmiech jak marzenie.
- Gdybym była okrutną kobietą, powiedziałabym "niech więc pan zaczyna te namowy". - podała swoją dłoń, wstała. - Proszę jednak znać moją łaskę.
Dała się poprowadzić na parkiet. Polozyla jedną dlon na ramieniu Alexandra, drugą nadal trzymał, a Faith po prostu ustawiła się do tańca. Wiedziała co robić, jak się zachowywać. W końcu płynęła w niej elitarna krew.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 858
avatar
Alexander Willoughby
Dobrze, że Alexandrowi nie dane było zobaczyć tego wewnętrznego skrzywienie, a jedynie piękny uśmiech. Była piękną kobietą z pięknym uśmiechem.
- Marion, jest pani doprawdy łaskawa. Powinienem uważać się za szczęsciarza.
Ujął ją silną dłonią w talii, nie utrzymując dystansu jaki był zazwyczaj przewidywany w tańcu. Bezczelny! Rozpoczął się taniec, w którym oczywiście on prowadził. Skoro oddał jej stery w rozmowie to on przejmował na parkiecie.
- Rzadko spotyka się tak intrygujące kobiety jak pani. - zauważył, od niechcenia, pół głosem nad jej uchem.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 533
avatar
Faith Moncreiff
Gdy ją tak do siebie przyciskał, miała ochotę napluć mu w twarz. Świnia. W dodatku brak dystansu sprawiał, że czuła jego wodę po goleniu czy tam inny perfum. Zapach eleganckiego mężczyzny. A już przeciez była przyzwyczajona do zapachu smaru w warsztacie... Bezwiednie przysunęła twarz w okolice szyi mężczyzny, zaciągnęła się zapachem, musnęła nosem szyję. Dopiero to ją otrzeźwiły z otumanienia. To, oraz cichy głos przy uchu. Aż zesztywniała, prawie pomyliła kroki. Zdołała jednak odnaleźć znowu rytm. Zaklęła siarczyście w myślach, mając nadzieję, że Alex potraktuje jej zawahanie, jak reakcję na jego bliskość.
- Jestem rzadkim rodzajem. - odparła tym samym tonem głosu. - Co czyni mnie w pewien sposób wyjątkową.
Prowadził ją w tańcu? Niech prowadzi. Niech śni swój sen o władzy, pieniądzach... Niech myśli, że wszystko może. Że wszystko dostanie.
- Równie rzadko spotyka się mężczyzn, którzy nie boją się takich kobiet, jak ja. - dodała po chwili.
Miała dość tej szopki. A przecież jeszcze dobrze się nie zaczęła.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 858
avatar
Alexander Willoughby
Zapach Alexandra był zwyczajny, a jednak nie jedną otumanił. Mieszanina mocnej wody po goleniu, whisky i papierosów. Ktoś by powiedział, że zapach prawdziwego mężczyzny, ale kimże jest ten prawdziwy mężczyzna? On był raczej krwiożerczym athwalem, przygotowanym na skok do gardła ofiary. Pazury już przecież się zacisnęły.
Wciągnął nosem powietrze, kiedy musnęła nosem jego szyję. Wodziła go na pokuszenie, a kara zawsze jest dotkliwa.
- Kobiety tajemnicze i intrygujące przez wiele epok były zgubą mężczyzn.
Ile to było legend, opowieści czy bajek o tym, że to zawsze kobieta stała za zgubą mężczyzny, za upadkiem królestwa, obaleniem władzy. Zawsze kobiety pociągały za te sznurki, których mężczyzna nie dostrzegał.
Obrócił ją w tańcu, by zaraz znów złapać w ramiona.
- Czy to słusznie, że mam obawy przed intrygującą, piękną kobietą, pojawiającą się samotnie w mroczny wieczór w azylu ludzi nieprawych? - gra słów, przypadkowa, sam Alexander był raczej rozbawiony, unosząc prawy kącik ust do góry.
- Czy może powinienem dać się zwieść? - popatrzył prosto w jej oczy, z tą głębią, która w ludzkim wzroku zdarzała się bardzo rzadko.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 533
avatar
Faith Moncreiff
- To nie kobiety gubią mężczyzn. - pokręciła głową z rozbawieniem. Przebił się przez ten śmiech jakby cień zdenerwowania. Bo Faith miała po dziurki w nosie tego flirtu, ktory dodatkowo wzbogacił się o dotykanie i szepty.
- Gubi ich pycha, egoizm, zbyt wielka duma i przerost ego.
Za ostro. Więc uniosła nieco swoją śliczną główkę, by wyszeptać Alexandrowi do ucha - My, kobiety,mop prostu tylko istniejemy. Nie może mi pan mieć tego za złe, prawda?
Zmusiła się do uśmiechu, gdy się odsuwała. Właśnie wtedy Alex nią zawirował, by po chwili znów tkwiła w jego ramionach. Trochę jak na złość. Jakby podświadomie dawał jej do zrozumienia, że już mu się nie wymknie. Tylko kto tu kogo zniewalał?
- Na te pytania musi sobie pan odpowiedzieć sam. - również patrzyła mu w oczy, rozmyślając nad tym, jakim torturom powinien być poddany ten polityczny szmaciarz, więc w jej oczach zapewne była widoczna niewyobrażalna pasja. - Nie chcę być potem o cokolwiek obwiniana. - ona również uniosła kącik ust. Lewy. Była niczym lustrzane odbicie mimiki.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 196
avatar
płk James Fraser
Zauważyliście kiedyś jak uśmiech zmienia twarz człowieka. Tak spontaniczny i radosny, gdzie kurze łapki wokół oczu dodają uroku a twarz pomimo zmęczenia promienieje. Tak właśnie w oczach Jamesa wyglądał Dave właśnie w tej chwili. I dzięki temu nie pożałował swojej impulsywnej propozycji, która w sumie mogła być odebrana w zupełnie inny sposób. Tak więc idąc reakcją łańcuchową i Fraser zaczął się promienniej uśmiechać pomimo zmęczenia, które coraz bardziej dawało o sobie znać. Łóżko chyba wzywało go nieuchronnie. Postanowił, że dopije drinka  i pożegna się pomimo niewątpliwie mile spędzonego czasu.
Sięgnął po serwetkę i spojrzał na adres. Automatycznie wrył mu się w pamięć ale starannie ją złożył i schował w swoim portfelu by nie zginęła,
- W takim wypadku jesteśmy umówieni. Do końca tygodnia mam służbę ale potem kilka dni wolnego więc jeżeli nie będziesz miał w planach występów to pojedziemy.- w głowie Fraser wykrystalizował się pewien pomysł. Trochę ryzykowny ale też dający możliwość oglądu i oceny sytuacji.  Życie nauczyło go bycia ostrożnym.
- Obiecuję zabrać sporą ilość naboi byś mógł poszaleć na całego.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 858
avatar
Alexander Willoughby
Panna Slums trafiła w sedno. Zwłaszcza z tym przerośniętym ego na swój temat. Chociaż pewnie Alexander powstrzymał się od wymruczenia jej do ucha, by go tak nie komplementowała.
- Nie mogę, rzeczywiście. - odparł za pewne tuż przed obrotem. Kawałek był nieco wolniejszy, więc po wpadnięciu mu znów w ramiona przetańczyli spokojne takty, nim piosenka nie przemieniła się w szybszy swing.
- Obwiniana? - zaśmiała się szczerze i głośno oraz pokręcił głową, nim nie podkręcił tempa tańca, obracając ją trzy razy pod rząd. Przeszło mu przez głowę, że ta panna próbuje grać niedostępną, ale... bo ja wiem, jest zbyt zniewalający?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 502
avatar
Dave Silverton
- Dzięki. Ten tydzień mam rozpisany w nadgodzinach ale tak się składa że przyszły już będzie dla mnie luźniejszy.
Silverton przez cały czas trzymał w ręce swój drink, teraz podniósł go do ust i wychylił całą jego zawartość na raz. Na szczęście dużo tego już nie było. Odstawiając naczynie stuknął głośniej o stolik niż zamierzał.
- Dzięki.
Kątem oka spojrzał na zegar. Dochodziła już godzina dziewiąta rano, tak więc zaczynało robić się późno a jemu zostawało coraz mniej czasu na manewry.
- Muszę się powoli zbierać James. Na dziesiątą muszę być w teatrze.
Wcale być nie musiał, prawda jednak jest taka że chciał odrobić jak najwięcej zaległych godzin, czuł wewnętrzną potrzebę przeorania swojego organizmu a wieczorem był jeszcze umówiony z Nickiem. Na pewno nie uwierzy mu z kim dzisiaj przyszło mu strzelić sobie drinka w BP. Gestem przywołał kelnera.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 533
avatar
Faith Moncreiff
Szybsze tempo, większy dystans. Komórki ciała Faith jakby odetchnęły, nie musząc już być przyciskanie do tego mężczyzny. Miała ochotę dać mu w twarz i wyjść. Ciekawe ile miał kochanek. Czy go kochały? Czy dawały mu dupy tylko dla pieniędzy i drogich prezentów? Sala wirowała razem z Faith, sukienka obracała się szaleńczo. Trudno było rozmawiać przy szybszych ruchach. Więc zabrała głos dopiero, gdy piosenka się skończyła. Nie chciała zostać na parkiecie, więc po prostu zdecydowała, że wracają do baru, kierując się wolno w tamtą stronę.
- Obwiniana. - powiedziała, obracając się przez ramię. - Dlatego wszystko jest pana decyzją. - uśmiechnęła się szeroko, ładnie i uroczo. - Ponieważ ja, mój drogi panie, chciałabym mieć czyste sumienie.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 858
avatar
Alexander Willoughby
Po zakończonej piosence w sumie z ulgą przyjął to jej skierowanie się w stronę baru. Obojętnie jakby nie był wprawnym tancerzem to nie miał 20 lat i tamtej kondycji.
- Czyli wyrzuty sumienia zostawia pani mi? - rzucił pytaniem, kiedy znaleźli się w pobliżu baru i zaszczyciła go tym uroczym uśmiechem.
- Obawiam się, że ja... nigdy nie żałuję swoich decyzji.
Wskazał na wolny stolik, niedaleko baru, od którego odeszła jakaś para. Wygodniej będzie im się rozmawiało. Podniósł rękę do Jamesa, pokazując dwa palce i stolik. Jasny przekaz. Poczekał aż panna Marion usiądzie, nim zajął swoje miejsce.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 533
avatar
Faith Moncreiff
- Nie wygląda pan na kogoś kto takowe posiada. - uśmiechnęła się, a gdy dodał kolejne zdanie po prostu rozłożyła racę z grymasem na twarzy, który oznaczał: "Właśnie o tym mówię". Zabrała swoją torebkę z baru, by poddać się decyzji Alexa i usiąść z nim przy stoliku. Założyła nogę na nogę, splecione dłnie położyła na stoliku po czym zapatrzyła się w mężczyznę. Może chciała widzieć więcej w nim. A może po prostu upewniała się, że ma rysy politycznego skurwiela.
- Mówienie, że niegdy nie żałuje pan swoich decyzji, jest niemal jak wyzwanie. Mogłabym się nawet z panem o to założyć.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 858
avatar
Alexander Willoughby
Przez chwilę chciał się zapytać czy ona próbuje go o coś oskarżać, ale ugryzł się w język. To mogłoby być niemiłe warknięcie.
Przy stoliku odpalił papierosa, zostawiając je na blacie, by śmiało mogła sięgnąć, jeżeli zechce.
- A niby o co miałoby być nagrodą w tym wyzwaniu? - zmrużył oczy, zaciągając się.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 533
avatar
Faith Moncreiff
Sięgnęła po papierosy, skoro tak zachęcająco je zostawił. Nie odpowiadała na razie. Wsadziła sobie papierosa do ust, nachyliła się, pozwalając swojemu towarzyszowi, by służył jej ogniem. Nie miała wątpliwości, że to uczyni. W końcu był dżentelmenem. Albo raczej chciał za takiego uchodzić. Odchyliła się potem do tylu. Zaciągała się powoli, nie spuszczając Alexandra z oczu.
- Ja. - odpowiedziała w końcu bez cienia wstydu.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 858
avatar
Alexander Willoughby
Pochylił się, oparty o stół na łokciach. Nieco przygarbiony, jakby niósł wiele na swych barkach. Przekręcił głowę w bok, kiedy odpowiedziała. Przez moment nic nie można było wyczytać w jego twarzy, potem uśmiechnął się nieco pobłażliwie. Spuścił wzrok, strzepnął nadmiar popiołu do popielniczki, która stała między nimi. Cwana bestia, podobało mu się to.
- Ah tak? - podniósł spojrzenie, nieco jakby chciał powiedzieć "Przecież już wiesz, że nie masz ucieczki". Przełożył papierosa z jednej ręki do drugiej, by palcami złapać dłoń Faith. Podniósł ją i pocałował w kostki.
- Czyli powinienem zacząć się obwiniać by przegrać. - uśmiechnął się i odłożył jej dłoń na stolik, choć nie pozwolił wysunąć spomiędzy swych palców. Przecież brał to co chciał. I nie wypuszczał.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 533
avatar
Faith Moncreiff
Im dłużej trwało to spotkanie, tym bardziej Faith miała ochotę odwrocić się na pięcie i wyjść. Zostawić tego zadufanego w sobie bęcwała, bo przecież już obwijał wokół niej swoje macki. Patrzył na nią, jakby już ją miał. Nie podobało jej się to. Robisz to dla dobra sprawy. - powtarzała sobie w myślach. Ale było jeszcze coś. Powrót do świata elity. Nie nawidziła go, ale też w nim się wychowała. Poczuła sentyment? Trudno powiedzieć. Nie spuściła wzroku, gdy Alexander całował jej dłoń.
- Po co zastanawia się pan nad tym co powinien pan robić by przegrać. - powiedziała nieco chłodno. - Przecież oboje wiemy, że należy pan do wygranych.
Chciała wysunąć swoją dlon, ale nie pozwolił jej na to. Demonstracja siły? Demonstracja władzy? Spróbowała raz, po czym uśmiechnęła się tylko.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 858
avatar
Alexander Willoughby
Poczuł, że chce mu się wyrwać. Tak, to miało być przypieczętowanie samozadowolenia z jego strony. Maleńka, gdzie chcesz uciekać?
- To po co przedłużamy tę szopkę? - odwrócił jej dłoń, wnętrzem do góry, sunąć palcami po wgłębieniach. Bezczelny i zepsuty do cna. Nie miał jednak dzisiaj ochoty na dłuższe bawienie się w kotka i myszkę. Tonia nie mogła się z nim spotkać, Isleen nie dawała za wygraną i milczała, więc musiał poszukać nowej, łatwej ofiary. A naprawdę nie miał nastroju na znęcanie się nad tą głupią blondynką Morano. Panienka Marion była trochę jak objawienie.
- Niech zostanie pani moją zgubą. - uśmiechnął się szelmowsko do dziewczyny.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 533
avatar
Faith Moncreiff
- Bo pana sprawdzam. - powiedziała to bez uśmiechu.
Szukała potwierdzeń tego, jaki jest Pan Minister. Może nawet chciała się mylić. Tak czy inaczej okazał się mężczyzną dumnym i próżnym, brał to, co chciał, kreował swoją rzeczywistość, swój mały królewski świat bez Trzeciej Strefy, bez problemów jakie się tam rodzą, zupełnie nieświadomy w jakich warunkach muszą żyć ludzie. I za jakie pieniądze. Zamiatał te wszystkie problemy pod dywan. By siedzieć tutaj teraz spokojnie z Faith, wyrywając ją by zapewne przerżnąć na jedną noc, wykorzystać jak dziwkę, tylko darmową.
A ona się na to godziła. Dla dobra sprawy. Zacisnęła zęby. Być może dostrzegł ten delikatny ruch na żuchwie.
- To prośba czy rozkaz? - przekrzywiła glowe.
Ale nie poczekała na odpowiedź.
- A zatem? - uniosła brew. - Ja również nie mam czasu na przedłużanie niepotrzebnych wstępów.
Kurwa. A chuj by cię jasny strzelił, kutasiarzu.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 858
avatar
Alexander Willoughby
To oczywiste, że znalazła swoje potwierdzenie. Znalazłaby się nawet jak nie zbliżyłaby się do niego na odległość ręki, a jedynie obserwowała z cienia. Zobaczyłaby jak starał się wszystko i wszystkich sobie podporządkować, jak zmusza do klęknięcia i słuchania. Delikatnie manewrował swoimi sznurkami, nawet takiego wieczora. Miał głęboko w dupie to co się dzieje w Trzeciej Strefie, byle nie miał z tym za dużo problemów. A rozstawienie tam armii glin i wojskowych było idealnym rozwiązaniem. Zająć się rakiem pożerającym Ziggurat od środka i mieć spokój.
Dopił whisky na raz, nie spuszczając z niej oka, za to uwalniając dłoń.
- Prośba. Oczywiście, że prośba. - powiedział, rzucając papieros do naczynia, a samemu wstając i obchodząc stolik. Wyciągnął ku niej dłoń, by następnie zaoferować ramię. Oczywiście, dżentelmen.
- Przecież mówiłem, że nie będzie pani żałować tego wieczoru.


-------> apartament Alexandra
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 196
avatar
płk James Fraser
- Świetnie.- Jamie kiwnął głową na znak aprobaty. Zresztą kto wie czy Silverton do przyszłego tygodnia się nie rozmyśli i jednak nie będzie zainteresowany możliwością postrzelania do celu.
Poszedł za przykładem Dave i dopił swojego drinka tym samym chyba kończącą to nieco niespodziewane poranne drwinkowanie. Kiwnął głową i powstrzymał gwałtowne ziewnięcie. Teraz jego priorytet stanowiło łóżko a musiał jeszcze dotrzeć do drugiej strefy własnego mieszkania co trochę czasu zajmie.
- Mnie też przyda się już powrót do domu. Muszę w końcu odespać jak chcę moich podwładnych przeczołgać pod drutem kolczastym.- zażartował a kiedy podszedł kelner to ubiegł Davea i sam uregulował rachunek.
- Następnym razem ty płacisz.- zbagatelizował ewentualne protesty a potem pożegnał się i grzecznie wrócił do domu.

zt
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 502
avatar
Dave Silverton
Uśmiechnął się na żart Frasera. Próbował oponować na uregulowanie rachunku przez towarzysza ale jak się okazało bezskutecznie. Wstał od stolika nie mając innego wyjścia jak zgodzić się na propozycję kolegi.
- No dobra, dzięki. To do zobaczenia, dzięki za mile spędzony czas.
Wyszedł tuż po Jamesie.

zt
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1591
avatar
Sylvia Valmount
21 maja

Robert powinien ją wypierdolić na zbyty pysk, ale chyba sentymenty do niej pozwalał mu akceptować jej ostatnie wahania egzystencjalne i absolutny brak chęci do czegokolwiek. Zwłaszcza do pracy. Weszła na zaplecze, wcześniej tylko podnosząc Jamesowi rękę na przywitanie. Wsunęła na tyłek spódnicę, założyła białą koszulę z logiem Black Paradise i wyszła na bar.
- James... - uśmiechnęła się i poklepała po ramieniu.
Lubiła go, znali się całe lata. Miał trudny charakter, ale dało się z nim żyć. Zresztą, z trzech czarnych z Czarnego Raju najlepszy kontakt miała z Francisem. Robert i James byli jak dwójka przyjaciół, ale Danfortha kochała, więc nie ma się co dziwić.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 29
avatar
James M. Alcester
21 maj

Podniósł nieco głowę, kątem oka uchwycił sylwetkę Sylvi znikającej na zapleczu. Wiedział, że kobieta ma problemy. Greg z chłopakami nawet to wyczuli, ostatnio pytając się czy Valmount po napaści w ogóle jeszcze dycha. Nalał drinka klientowi i odwrócił się, gdy ta klepnęła go po ramieniu.
- Valmount... Myślałem, że zdechłaś. - powiedział z ponurym uśmiechem. - Znudziła ci się miłosna sielanka z gliną?
Nie miał zamiaru głaskać ją po główce, a ona powinna o tym doskonale wiedzieć. Popierdoliło się dziewczynie w życiu, ale miała grubą skórę.
Powrót do góry Go down
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Klub "Black Paradise"
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 7Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next
 Similar topics
-
» Klub "Asylum"
» night club
» oscar black - thomas davenport
» Klub „Fire”

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: STARE RPOZGRYWKI I WSZYSTKO :: Miasto :: Centrum-