IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Dom Handlowy

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
Admin
Liczba postów : 4129
avatar
Admin
First topic message reminder :

Mieszczący się przy 3 Alei Pierwszej strefy budynek zalicza się do jednego z najczęściej odwiedzanych miejsc z mieście. Cztery pierwsze piętra zajmują sklepy z najróżniejszymi towarami o różnym przekroju cen. Od niewielkich butików duże sklepy oferujące szeroki wybór mebli i akcesoriów domowych. po Wyższe piętra oferują powierzchnie biurowe oraz pracownie. Nad nimi Siedziba Partii Konserwatystów.
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Mistrz Gry
Liczba postów : 858
avatar
Alexander Willoughby
- Pięć razy nie. Raz wystarczy. - odpowiedział z parsknięciem śmiechem. Skupił się dłuższą chwilę na drodze, a kiedy musiał stanąć przed światłami odwrócił spojrzenie do Morano.
- To zabawne jak wiele ludzi ma o mnie określone zdanie nie znając mnie, bądź po jakiejś jednej sytuacji.
Zastukał palcami w kierownicę.
- Ja sam też potrafię zaparzyć świetna kawę. - zmrużył oczy w ten swój piekielnie seksowny sposób, który działał na każdą babę. Bez wyjątku. Która się oprze takim zielonym oczom?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 223
avatar
Vivien Morano
Prychnęła znów pod nosem. Dupek - pomyślała, jak połowa kwestii Kożuchowskiej w "Drugiej Szansie"
- Och, jaki Pan Miniśtel biedny - westchnęła, sepleniąc jak do dziecka, co zbiło kolano - Tak nieśplawiedliwie oćeniają. Podłe ludy - wykrzywiła usta w smutną podkówkę.
U Morano jak zrobił raz, to wyjebał jak z armaty. Jej ojciec długo się zbierał po porażce, oj długo...
- A ta kawa z czym? Z sykutą? Z arszenikiem? Lizolem? Kwasem solnym?
Odpowiedź w zasadzie nie była przecząca.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 858
avatar
Alexander Willoughby
Alexander miał minę jakby powstrzymywał się od śmiechu.Naprawdę mocno się powstrzymywal, aż w koncu parsknął i ramiona zatrzęsły się ze śmiechu.
- Z miłością. - odpowiedział, nadal mają radoche - Albo cukrem, jak wolisz. - skręcił i to absolutnie nie była ulica w stronę drugiej strefy.
- Daj spokój, kilka dni i nikt nie będzie o tym incydencie pamiętać.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 223
avatar
Vivien Morano
Po jego słowach miała ochotę go zabić jeszcze bardziej. Z drugiej strony...pomyślała o pewnej rzeczy. I stwierdziła, że to w sumie dobry pomysł.
- No na pewno...- burknęła i pojechali dalej

/zt
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 858
avatar
Alexander Willoughby
/początek.

Pan Minister nie bywał tutaj często. Nie tracił czasu ma chodzenie po sklepach, zwłaszcza z ubraniami, garnitury były szyte na miarę. Jubilera tez miał upatrzonego przy głównej ulicy. Jednak teraz był z kobietą, która nie zadowoli się byle błyskotką. Chodził od kilku minut po jednej z największych księgarni w Zigguracie. Powoli przechadzając się między alejkami w spokoju czytał tytuły na grzbietach. Chciał znaleźć jakiegoś białego kruka, coś porównywanego z pierwszym wydaniem Mechota. Coś z bogatą treścią. Mógłby szukać w swoich zbiorach... ale kto bogatemu zabroni? Stanął przed działem filozoficznym i wziął do rąk jedną z książek, z krótkiego opisu na stronie wnioskował, że mówiła o równych podziałach politycznych. W granatowym garniturze, nieco zgarbiony, że zmarszczonymi brwiami. Zielone oczy przesuwały się po tekście w skupieniu.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 495
avatar
Antonia Bertram
Za dobre sprawowanie, Tonia wycieczkę dostanie?
Nie.
W ostatnim czasie dziewczyna wyszczuplała przez brak apetytu, związany ze złamanym serduszkiem, więc babcia zarządziła zakup nowych sukienek. Panna na wydaniu powinna dobrze prezentować się na salonie, gdy babcia spraszała kolejne znajome rodzinki z kawalerami.
Tymczasem Antonia będąc niezwykle nieprzystępną, kolejnego młodzieńca zrażała, zaczynając bawić się tymi spotkaniami.
Czasem zrobiła coś głupiego, innym razem powiedziała niestosownego, wróżąc sobie staropanieństwo i samotność.
Między kolejnymi zakupami, babcia jednak poczuła znużenie i pozwalając Antoni się oddalić, zasiadła gdzieś na boku. Dziewczyna wykorzystała więc okazję i odwiedziła księgarnie.
Spacerując między półkami, oglądała znane i nieznane pozycje, docierając w miejsce, gdzie stał Alexander. Nie zauważając go, złapała za jedną z książek i chciała przejść dalej, unosząc głowę.
Książka od razu wypadła jej z rąk i głośno upadła na podłogę, co Tonia skwitowała jęknięciem i przykucnęła, łapiąc za książkę oraz marząc o tym, by minister po prostu odszedł.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 858
avatar
Alexander Willoughby
Alexander nie zauważył wpierw postaci obok siebie. Dopiero huk upadającej książki zwrócił jego uwagę na kucającą dziewczynę. Nie tylko jego, tylko inni w przeciwieństwie do ministra zajęli się na powrót zakupami. Mężczyzna stał z otwartą książka w ręce, spoglądając na dziewczę. Czy zrobiło mu się nieco przykro? Raczej nie, mimo wszystko. Nie był człowiekiem, który bije się w pierś z wielkimi wyrzutami sumienia.
- Dobrze się czujesz, Toniu? - spytał, może z obawą, że mu tu zaraz z wrażenia na jego widok zemdleje. Jednocześnie zatrzasnął książkę trzymaną w rękach.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 495
avatar
Antonia Bertram
Żołądek jej się skurczył z wrażenia. Ledwo oddychając, pokiwała głową w milczeniu i zdecydowanie zbyt długo zwlekając z podniesieniem się. Powoli stanęła na proste nogi i spojrzała na mężczyznę, którego pokochała, a ktory potraktował ją jak zużytą zabawkę. Złość i żal przysłoniły jej na moment zdrowy rozsądek i...
Rzucona przez Tonię książka, poleciała prosto w Alexandra, a nastolatka odwróciła się na pięcie, chcąc uciec.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 858
avatar
Alexander Willoughby
Cóż, refleks juz nie ten, wiec oberwał książką w ramię. Nawet trudno powiedzieć czy był bardziej zdziwiony czy rozjuszony. Spojrzał się na bok czy ekspedientki były zajęte sobą bądź klientem i podniósł rzuconą książkę z ziemi. Złapał dziewczynę za przedramię.
- Chyba coś ci upadło, Antoniu. - wycedził wściekły. Tosia powinna wiedzieć, że ze wściekłym Alexandrem nie ma żartów. Wcisnął jej książkę w dłonie. Zauważył, że jakoś zmarniała. To nie był już jego problem. Puścił jej rękę i wyminął, idąc z wybraną książką w kierunku kasy.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 495
avatar
Antonia Bertram
Zaskoczona nagłym uściskiem, skrzywiła się, chcąc nie chcąc łapiąc za książkę. Zbyt emocjonalnie podchodząc do spotkania z Alexandrem, zacisnęła zęby, czując podchodzący do gardła płacz.
Ale nie! Nie będzie szlochać, jak wtedy gdy ją odrzucał.
- Panna Bertram!
Rzuciła za mężczyzną, nie zamierzając pozwalać na zwracanie się do niej po imieniu. To było niegrzeczne!
- Słyszałam, że lubi pan dziwki ze slumsow.
Miała ochotę zrobić Alexandrowi na złość. Nie hamując się w tym co mówi i wręcz mając nadzieję, że rozwścieczy pana ministra.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 858
avatar
Alexander Willoughby
Aż się zatrzymał w pół kroku. Oh, chciała mu zrobić publiczna awanturę? Uśmiechnął się pod nosem i z tym niepokojącym uśmiechem odwrócił się do dziewczęcia. Podszedł w spokoju bliżej, tak by osoby stojące gdzies z boku odebrały to za normalna rozmowę.
- Przynajmniej są intelignetniejsze od dziwek z centrum, panno Bertram. - odpowiedział spokojnie, niezbyt głośno. - Wiedzą, że łatwo traci się niektóre rzeczy. Na przykład reputację rodziny. - nadal uśmiechał się do Toni ze stoickim spokojem. Była słodka w tej swojej złości. Jak szczekający york z różową wstążeczką.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 495
avatar
Antonia Bertram
Aż się cofnęła z przestrachem, zatrzymując jednak na stoliku pełnym książek. Dopięła swego, teraz żałując. Bojąc się i zapominając o tym, że są w miejscu pełnym ludzi, nie chciała znowu trafić w łapska ministra. Jej gniew mieszał się z żalem i tęsknotą oraz nienawiścią.
Sama już nie wiedząc co czuje do Alexandra, wlepiła w niego oczy, nie spodziewając się tak jawnej pogardy z jego strony. Miał ją za dziwkę..? Jak rodzice.
Tonia niewiele myśląc, w odpowiedzi trzasnęła mu w pysk.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 858
avatar
Alexander Willoughby
A czego ona się spodziewała, kiedy rzucała mu tutaj takimi tekstami? Głowa mu odskoczyła nieco w bok. Zmrużył nieco oczy i prawie niezauważalnie oblizał dolną wargę. Miała parę w tej małej rączce. Dobrze, że miał już więcej kondycji od niej.
- Wracaj lepiej do domu, nim narobisz sobie większych kłopotów. Albo rodzicom. - czy to była groźba? Mogła tak to odebrać. Spojrzał na nią tymi swoimi przenikliwymi oczami wypełnionymi bezkresną, szmaragwodą zielenią, w której się niegdyś zakochała.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 495
avatar
Antonia Bertram
Jak go uderzyła, tak od razu dłoń przysunęła do ust, sama nie wierząc w to co właśnie zrobiła. Przerażona czynem, którego nie dopuściła się nawet na młodym Schneiderze, tak strasznie ją irytującym, miała ochotę przeprosić, ale zacisnęła tylko usta.
Słysząc rozkaz Alexandra, na nowo poczuła złość i chęć na bunt. Opuściła więc dłoń i wyprostowała się dumnie.
- Nie.
Odpowiedziała Alexandrowi, nie zamierzając się przed nim korzyć. Już nigdy, przed nikim. Wiele jednak wysiłku i odwagi wkładając w swą odpowiedź, nie chciała przeciągać tej chwili.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 858
avatar
Alexander Willoughby
A Alexander nadal stał spokojnie, czując, że policzek go nieco piecze.
- Więc co zamierzasz, bo nie bardzo mam czas na awantury?
Naprawdę nie miał ochoty się z nią sprzeczać o jej zranione, nastoletnie serduszko. Miał lepsze rzeczy do roboty, na maszyny.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 495
avatar
Antonia Bertram
Co zamierzała? Dobre pytanie. Myślała, że mężczyzna odpuści i odejdzie, ten jednak najwidoczniej miał nudne popołudnie i postanowił wdać się w pogawędkę. A Tonia chciała odejść i zaszyć się w łazience, by kolejny raz wypłakać oczy. I chociaż nienawidziła ministra, chciała żeby przez chwilę był taki jak dawniej.
- Przeproś mnie.
Zażądała, twardo stojąc w miejscu, chociaż dłonie zaczęły się jej już trząść.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 858
avatar
Alexander Willoughby
Alexander w pierwszej chwili zdusił w sobie śmiech. Jedynie uśmiechnął się ponownie, niezbyt przyjemnie. Następnie wziął głęboki oddech i Spuścił na chwile oczy. A niech straci, niech ma.
- Przepraszam. - podniósł spojrzenie, jakby faktycznie nieco skruszone.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 495
avatar
Antonia Bertram
Nie wierzyła, że mężczyzna jest zdolny do przeprosin, więc jego kolejna zagrywka znowu wprawiła ją w zdumienie. Otwierając usta, chciała coś powiedzieć, ale na jej twarzy pojawił grymas, zwiastujący tylko jedno. Antonia chciała jeszcze raz przytulić się do Alexandra.
Odkładając na oślep książkę, była o krok od tego, ale.. ruszyła się, nie mogąc sobie na nic pozwolić. Uciekła do stoiska i ministra, prędkim krokiem wychodząc ze sklepu i kierując się do toalet.
Dopiero tam, za zamkniętymi drzwiami, dała upust płaczu
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 858
avatar
Alexander Willoughby
I co? Spokój? Miał taką nadzieję. Niech sobie to tłumaczy jak chce. Popatrzył za małolatą, po czym poszedł zapłacić za książkę i wyszedł z księgarni.

Zt
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 495
avatar
Antonia Bertram
W toalecie spędziła jakiś kwadrans, chociaż nie liczyła czasu i tak naprawdę, to nie miała pojęcia ile już minęło i czy babka jej nie szuka.
Doprowadzając twarz do porządku, pożegnała się z połową makijażu na oczach, które teraz zaczerwienione, mogły podpowiedzieć co się działo.
Ale dlaczego, już nie.
Antonia opuściła toaletę i postanowiła wrócić do babci, by prosić ją o wieczne zamknięcie i nie wychodzenie do ludzi.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 369
avatar
dr Nathaniel Rocheford
/początek

.... jak on pędził! Ludzka torpeda! Uciekał przed gościem, który chciał mu spuścić łomot. Niby całował się z jego panną w Black Paradise. Pierwsze słyszał! Całe szczęście na zakręcie już wyhamował i jedyne co zagroziło Toni to przytulenie się do jego wcale nie takiej wątłej klaty.
- Tosia! - spojrzał na jej buzię, odstępując od niej - Na maszyny, Tosiuniu! Dlaczego płaczesz? Ktoś co coś zrobił? Kogo pobić?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 495
avatar
Antonia Bertram
Aż zatrzymała się w pół kroku, gdy nagle ktoś stanął na jej drodze, wprawiając w zakłopotanie i utratę oddechu. By nie pocałować tej wcale nie takiej wątłej klaty, Tonia podniosła dłonie i się o nią oparła na krótkie sekundy. Zaraz jednak zrobiła krok w tył i podniosła spojrzenie na Nate, na widok którego mogł a odetchnąć z ulgą.
Jeszcze tego brakowało, żeby na Schneidera wpadła! Dzień byłby już doszczetnie zrujnowany!
- Nate..? Nie, nie, coś mi wpadło do oka.
Wytłumaczyła się pospiesznie i wbiła spojrzenie w jego klatę ponownie, dotykając dłonią czerwonych policzków i licząc na to, że Rocheford łatwo się nabierze.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 369
avatar
dr Nathaniel Rocheford
Oparł ręce ma biodrach, patrząc się na nią podejrzliwie. Potem jednak stwierdził, że zamiast drążyć to lepiej zrobi jak ja rozbawi.
- Widzisz! Nie dość, że wpadam ma Ciebie to jeszcze ci do oka! - wyszczerzył się, myśląc w tej chwili jaki to beznadziejny tekst na podryw. - A poważnie to nie smutaj. W kawiarni na piętrze mają przepyszne kakao i babeczki, cukier poprawia humor. To co?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 495
avatar
Antonia Bertram
Popatrzyła na Nathaniela, jakby nie dowierzała w to co słyszy, albo pytała o co mu chodzi i czy powinna teraz wybuchnąć śmiechem. A wesoło jej nie było, więc tylko wymusiła na sobie słaby uśmiech, by czasem stomatologowi nie było przykro.
Na propozycję miała ochotę pokręcić głową, ale w zasadzie czując w tym okazję do uniknięcia badawczego spojrzenia babci, kiwnęła w końcu głową. Myśl o tym, że miesiąc temu wystawiła Nate do wiatru, też zachęcała Antonię do rekompensaty za stracony czas.
- W porządku.
Odpowiedziała i ruszyła w towarzystwie przyjaciela. I przeprosić!
- Wybacz mi moją niedyspozycję w czasie wesela. Mam nadzieję, że nie bawiłeś się przez to gorzej.
Zaczęła, czując się niezręcznie. Okłamała go.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 369
avatar
dr Nathaniel Rocheford
Cóż, Rocheford raczej długo nie płakał, że Tonia nie poszła z nim na wesele. W końcu był lekko duchem. Jednak mimo wszystko wolałby okręcać w tańcu Tonię niż podtrzymywać na życiu swoją dawną sąsiadkę. To było dziwne.
- W porządku. Widocznie miałaś powód. - uśmiechnął się, ruszając w kierunku schodów. - Chociaż nie przeczę, zarówno ja i Fabian się o ciebie martwiliśmy.
Powrót do góry Go down
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Dom Handlowy
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: STARE RPOZGRYWKI I WSZYSTKO :: Miasto :: Centrum-