IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Lombard

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next
Gość
Gość
First topic message reminder :


Lombard znajduje się przy głównej ulicy slumsów. Pomieszczenie, które zajmuje, przedzielone zostało solidną ścianą, przez którą wiodą jedynie wzmacniane, metalowe drzwi. Za nimi to właśnie urzęduje Pan i Władca tego miejsca, otoczony przez swoje skarby. Rozmawiać z nim można jedynie przez kuloodporną szybę z drobną, obitą metalem szczeliną i kraty, za którymi podziwiać można zgromadzone w lombardzie rzeczy. Wymiana towarów dokonuje się przez dwustronną, wbudowaną w ścianę skrzynię, umożliwiającą bezkontaktowe przekazywanie sobie towarów.


Potrzebujesz pieniędzy? Jesteś we właściwym miejscu!
Lombard oferuje pożyczki pod zastaw złota, srebra i innych wartościowych przedmiotów.


Szukasz czegoś ciekawego, niekoniecznie za wygórowaną cenę?
Z pewnością znajdziesz coś dla siebie!

Cennik:
-
-

Szukasz czegoś specjalnego? Pytaj
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Liczba postów : 139
avatar
Charlie McCoy
Późny wieczór

Charlie oderwał się od muru, o który się opierał, kończąc papierosa. Wydmuchując siwy dym nosem, wyrzucił niedopałek pod koła przejeżdżającej ciężarówki i popatrzył na twarz kierowcy, nie spuszczając z niego oka, póki pojazd nie zniknął za rogiem.
Dopiero wtedy McCoy poprawił poła marynarki i odwrócił się na pięcie, ruszając ku drzwiom lombardu. Otworzył je i wlazł do środka, ściągając czapkę z głowy. Swe spojrzenie skierował ku drzwiom do gabinetu szefa i tam właśnie postawił kroki.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 201
avatar
Joachim Alatriste
< Rzeźnia

Młody spotkał się zaledwie z metalowymi drzwiami. Nie było żadnego gabinetu, do którego mógłby teraz przejść, ani też go ze swojej pozycji zobaczyć. Dzieliła ich odporna ściana, na spół szklana, chroniona metalowym podbiciem, przez które kula się nie przedostanie.
Krzesło stało puste. W lombardzie cisza jak makiem zasiał. Nikogo. Dopiero Charles wypełnił pomieszczenie swoim szuraniem, kilkoma krokami i wyrównanym oddechem palacza.
Po drugiej stronie żadnych oznak, żeby ktoś miał zamiar się jakoś zainteresować towarem. Przed szybą gówno z towarem złodziejaszki zrobią. Za szybą zaś, nie widać było jakie są dalsze części i pomieszczenia wykupionego lokalu. Wszystko dokładnie zastawione ściankami działowymi, przy których stały półki z towarem.
- Nie. - zabrzmiał jakiś głos. Pierwszy doszedł do uszu Charlesa dźwięk otwieranych drzwi, przez które przedostała się do lombardu smukła kobieta. Dopiero po chwili zorientowali się oboje, że nie są pośród tej przerywanej ciszy sami, lecz jedno przed drugim. Zmierzyła przybysza wzrokiem, złożyła razem blade, szczupłe dłonie przesuwając palec po palcu aż nie złączyły się w jakiejś plątaninie. Być może przebiegł jej przez usta uśmiech albo był to tylko wyimaginowany grymas. Ważne było to, że do pomieszczenia wszedł za nią Joachim. Wyciągnął przed siebie rękę jakby chciał ją objąć w pasie, ale zawisła ona w bezruchu. Wlepił wzrok w Charlesa. Lombardzista powiedział coś do swojej żony, zasłaniając ją praktycznie swoimi szerokimi plecami, a ona, oszczędna w słowa, wyszła zostawiając mężczyzn samych.
- McCoy. - odezwał się głośniej. Nie było żadnego gabinetu, a Alatriste nie miał na razie zamiaru otwierać mu tych metalowych drzwi. - Zamknij frontowe. - kiwnął głową, machnął ręką. Grzebiąc po kieszeniach, klepiąc po bokach, szukał na zawieszonym nisko pasie odpowiedniego klucza lub czegoś co mu się zaraz przyda podczas tej drobnej konwersacji z Charlesem.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 139
avatar
Charlie McCoy
Młody się pomylił. Trudno! Żując gumę, spojrzał w szybę i przystanął gdzieś pośrodku pomieszczenia, czekając aż ktoś łaskawie wystawi głowę, pokaże się za ladą, od której w górę odbijała szyba. Bo tak to wyglądało, prawda?
Przed pojawieniem się kobiety, Charles zdążył wcisnąć czapkę w kieszeń brązowej kurtki, narzuconej na niebieską koszulę i przestał mielić szczęką. Chciał się dobrze prezentować, chociaż do elegancika to mu było daleko.
- Dobry wieczór.
Wyprostował się i kiwnął głową na powitanie pani Alatriste, by zaraz nad jej ramieniem posłać spojrzenie w stronę Joachima. Obserwował jak para wymienia między sobą jakieś zdania, czekając cierpliwie.
Gdy kobieta wyszła z pomieszczenia, Charlie na nowo zaczął żuć gumę i na dźwięk polecenia ruszył się do drzwi. Przekręcił w nich zamek, zerkając przez szybę na ciemną ulicę i odwrócił się do mężczyzny.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 201
avatar
Joachim Alatriste
Była jeszcze zasuwa, a w drzwiach frontowych żadnego okienka, szkła które ktoś mógłby wybić. W pomieszczeniu panował teraz półmrok. Okna były tylko po stronie odwiedzających, ale nie wpuszczały zbyt dużo światła. Zresztą teraz i tak nie było to istotne. Słońce schowało się już dawno za horyzontem, nadchodziła noc.
- Masz coś dla mnie? - zapytał jak zwykle. Informacje, ludzi, wydarzenia, towar. Podrapał się po brodzie i kiedy młody wykonał to co mu lombardzista polecił, Joachim otworzył metalowe drzwi. Ponaglił po ruchem głowy, ale nie patrzył na McCoya.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 139
avatar
Charlie McCoy
To nie popatrzył przez szybę. Drapiąc się po policzku, pomyślał o odsunięciu towaru, który otrzymał, bo jakieś zwidy dostawał. To już lepiej, by został przy papierosach i whiskey.
Ruszył w stronę Joachima, gdy drzwi stanęły otworem.
- Darmody zasadza się na wdówkę po Sandersie. Najwyraźniej podoba mu się jej sklepik i ma ochotę na wyrwanie jakieś szmalu. Czy ja wiem czy to o rabunek tylko chodzi...
Skrzywił się i wzruszył ramionami, przekraczając próg drzwi i odwracając się ku Joachimowi. Żując gumę przesunął spojrzeniem po podłodze, może zerkając czy buty nie ma uwalone piachem.
- O kapeluszach też pierdolił.
Podniósł głowę i wbił spojrzenie w rozmówcę, ciekaw czy miejskie ploteczki interesują Alatriste na tyle, by ten zdjął z twarzy kwaśną minę.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 201
avatar
Joachim Alatriste
- Sama została to łatwy cel. - pociągnął szybko nosem. Charlie wszedł do środka, więc Joachim zamknął drzwi z trzaskiem. Przejechał ręką przez bujną brodę odchodząc na drugi koniec pomieszczenia. Przesiadł na jakiejś szafce otwierając pierwszą z szuflad.
- No. Brata ma. - uniósł brwi wyciągając jakiś zmarnowany notes. Przeciągnął wzrokiem po kilku pierwszych stronach, przerzucając kartki niedbale.
- Z Randallem to ja mam do pogadania. Ale osobiście. - dopiero teraz podniósł głowę. Kapelusze za bardzo go nie obchodziły. Jak Darmody chciał zostać cwelem to on mu się do dupy nie dobiera.
- Mam dla ciebie robotę. - zaczął odkładając notes na dwoje miejsce. Wiedział, że długo McCoya przy sobie nie utrzyma jeśli nie da mu czegoś wymagającego. Jak zareaguje w takiej sytuacji? - To zupełnie inny rodzaj zlecenia. Chyba, że robota "na dłużej" ci nie odpowiada. - Założył ręce na klatce piersiowej.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 139
avatar
Charlie McCoy
Wcisnął ręce do kieszeni i kiwnął głową, zgadzając się z opinią Joachima. Randall powinien jej znaleźć chłopa, skoro kobieta sama tego nie potrafi. Aż się wdówka prosi o zainteresowanie mężczyzn, chociaż po przykładzie Darmody'ego, mogła otrzymać nie takie jak można było oczekiwać.
Ale dość myślenia o Sanders.
- No słucham.
Odpowiedział oszczędnie, bo nie widział sensu strzępienia sobie języka, skoro dalej stał przed Alatriste. Robota to robota. Czy uwinie się z nią w godzinę, czy będzie robił miesiąc... byle hajs się zgadzał.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 201
avatar
Joachim Alatriste
Podszedł do lady. Pochylił się sięgając do jakiejś paczki gęsto wysłanej trocinami. Wyciągnął prędko jedną z butelek ręcznie robionych alkoholi. Trudno powiedzieć co było za szkłem, Joachim najwyraźniej nie miał takiego zamiaru. Położył butelczynę na ladzie i spojrzał na Charlesa.
- Będę potrzebował coś sprawdzić. Na początek. - podrapał się po brodzie. - A tak właściwie... - bulgotał w języku Toma Hardy'ego. - Kto jest dostawcą alkoholu w Black Paradise.
Alatriste właśnie stawiał Charliemu zadanie na myślenie. W czym tkwi szkopuł?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 139
avatar
Charlie McCoy
Charlie spojrzał na butelkę i oblizał usta, pod którymi zaraz podrapał się w zastanowieniu. Wyglądał jak spragniony, skuszony butelczyną, którą najchętnie obaliłby.
Ale oderwał od niej oczy i wlepił je w Alatriste, próbując zrozumieć bełkot. Albo jego znaczenie. A że McCoy od myślenia nigdy nie był, to mógł źle zrozumieć swego pracodawcę.
- Mam go uszkodzić? Podmienić?
Dopytać więc wolał, bo przecież Joachim mógł jasno powiedzieć w czym rzecz. Charlie znowu wcisnął dłoń do kieszeni i gotów był zrobić to o czym myślał.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 201
avatar
Joachim Alatriste
- Sprawdź kto... jest dostawcą alkoholu... do Black Paradise. - Czy on kurwa mówił w innym języku? Od razu by chcieli niszczyć. Nie byłoby to ani mądre ani rozsądne. Dzisiejsza młodzież, psia mać. Uszkodzić to on zaczynał mieć ochotę. Sapną jednak, nie tracąc cierpliwości.
- Spróbuj kupić skrzynkę. Najtaniej jak się da. Albo ukradnij. Tyle, że w dobrym stylu. - dodał do tego wszystkiego. Zapomniał wspomnieć, że on i lokal o nazwie Black Paradise byli sobie już trochę znani.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 139
avatar
Charlie McCoy
- Chcesz zająć miejsce obecnego dostawcy czy brakuje ci alkoholu?
Charlie przekręcił szczęką, żując gumę. Wolałby wiedzieć o co chodzi, zamiast sę domyślać, dopytywać i wychodzić na głąba, tylko dlatego, że Alatriste nie potrafi powiedzieć niczego wprost.
McCoy zacisnął zęby, gdy uderzyła w niego myśl, że Joachim mu nie ufa.
Pięknie...
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 201
avatar
Joachim Alatriste
- Być może... - przewrócił oczami, podrapał po brodzie, zrolował gałki na Charliego. - Brakuje mi różnorodności. Chciałem zobaczyć co się da zrobić w sprawach dostawca-kupiec-konsument. W odniesieniu do Black Paradise. - uśmiechnął się brzydko.
- Chcę cię też przygotować do czegoś większego. - powiedział spokojniej.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 139
avatar
Charlie McCoy
Skrzywił się Charlie. SKrzywiła i autorka, gdy tak Joachim rolował swymi gałkami. Ciarki przeszły po plecach, na myśl o tym, że... gałki mogłyby się nie ... odrolować?
- Dobra. Jutro będziesz miał skrzynkę.
Zapewnił, nie dopytując o co chodzi Alatriste. Był pewien, że dowie się w swoim czasie a szkoda mu było wieczoru na słuchanie zagadek szefa. Piwa by się napił, może odwiedziłby Tess?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 201
avatar
Joachim Alatriste
- To wszystko. - mruknął swoim chrapliwym głosem. - Tylko... Charlie... - podniósł głowę. Wzrok miał niby pogodny, ale na swój sposób szaleńczy. Jakby kryło się w jego oczach coś czego nie do końca można opisać. - Uważaj.
To znaczyło, że mógł już iść. Joachim dał mu jeszcze butelkę whisky na odchodne. Pieniądze pojawią się później. Po wykonaniu zadania.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 139
avatar
Charlie McCoy
- Jasne.
Rzucił i z chęcią zgarnął buteleczkę. Opuścił lombard, stwierdzając, że jak ma pracować, to musi się zabawić. Dlatego też skierował swe kroki ku dziewce, która chyba określała się mianem jego narzeczonej.
A on narzeczonej nie miał.

zt
Powrót do góry Go down
Gość
Gość
/ Start - Reaktywacja postaci

Hajnalka weszła do lombardu. Wzrokiem rozejrzała się po różnościach. Chciała najpierw podejść do bukłaków, ale ostatecznie zainteresowały ją leżące w pudełku książki, których okładki były w opłakanym stanie. Otworzyła pierwszą książkę na stronie tytułowej:

- L.E. James "Ogród Uniesień". Przecież to nie jest aż taki staroć. - powiedziała do siebie, mając na myśli to, że to zbyt młoda pozycja, by była aż tak zniszczona.

Przewertowała kolejne książki i wybrała z nich tytuły pisarki oprócz "Jej sennika", który wbrew nadziei Orosz, nie znajdował się w pudle. W rekompensacie znalazła pozycję "Jak z dziewczynki stać się kobietą", całkowicie obdartą z pierwszych trzech rozdziałów. Na szczęście brakującego tekstu nie potrzebowała, zdążyła przeczytać wcześniej, nim zgubiła książkę w tunelach.

- Proszę pana, mogę je wziąć? - spytała właściciela lombardu, kiedy położyła na ladzie pięć sponiewieranych książek.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 201
avatar
Joachim Alatriste
Orosz nie była w stanie wziąć czegokolwiek z lombardu, ponieważ według opisu, cały asortyment jaki posiada Joachim znajdował się za szybą. Niedostępny dla zwykłego człowieka. Na krzesełku przy drzwiach siedział sobie młody chłopak. Oglądał własne paznokcie, które swoją drogą nie wyglądały na wypielęgnowane. Brudne, z palcami pokaleczonymi nie wiadomo czym. Joachim przyjął tego dnia parę osób, które powierzyły mu swoje oszczędności. Lichwa zawsze się rozwijała. W swoim własnym tempie.

ZT
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 276
avatar
Abigail Roberts
/ początek

Weszła do lombardu. Nie pierwszy raz i nie ostatni się tutaj pojawiała ale dziś doszła do wniosku, że jej fanty wystarczająco długo leżały i że może je opchnąć. Zresztą potrzebowała czegoś specjalnego i tylko u Joachima mogłaby to załatwić.
- Dobry.- przywitała się.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 201
avatar
Joachim Alatriste
/Po przeskoku

Ani grama kurzu. Przesunął bielutką pieluchą po miedzianym, zaokrąglonym u samego brzegu blacie. Usunął dłoń z jego powierzchni i schował się cały pod ladą, tak że wchodząca do środka osoba, której jeszcze nie dostrzegał, mogłaby sądzić, że nikogo w lombardzie nie zastała.
- Dobry. - powiedział wychylając się ponad ladę. Położył na niej ciężką rękę, wyciągnął drugą, a z nią poszedł skrzek przesuwanych po blacie pierścionków zdobiących palce mężczyzny.
- Słucham? - zapytał wsparłszy się obiema rękami nad okienkiem. Zwiesił ramiona, przygarbiony jak stary muł. Kojarzył dziewczynę, parę razy tu bywała, potrafiła przybić targu.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 276
avatar
Abigail Roberts
O jednak właściciel był. Pojawił się nagle jak jakaś zjawa z zaświatów. W sumie jakby spojrzeć na jego wygląd to może i coś w tym z prawdy było.
Abi podeszła do lady i zerknęła na mężczyznę. Miała naprawdę niezłe fanty a potrzebowała czegoś specjalnego co pewnie tylko on by jej mógł załatwić.
- Mam coś.- przesunęła zawiniątko w jego stronę.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 201
avatar
Joachim Alatriste
Kojarzył twarz, ale nazwisko jakoś tak zaginęło gdzieś pomiędzy innymi walającymi się teraz w jego głowie słowami. Podrapał się po tyle głowy, chrząknął i w końcu sięgnął do skrzyni po zawiniątko. Wyciągnął je na ladę, zerknął jeszcze na Abigail.
- Co my tu mamy... - mruknął, bardziej sam do siebie i zajrzał do środka, a tam...?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 276
avatar
Abigail Roberts
oczom Joachima pokazały się złote kolczyki ze szmaragdami, złota broszka i złoty wistr z kamę. Wszystko warte sporą ilość kredytów. Od razu widać było, że towar prima sort z pierwszej strefy a nie jakieś podrabiane gówno.
Nie pospieszała mężczyzny, niech sobie w spokoju obejrzy ona i tak potrzebowała czegoś innego niż kredytów.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 201
avatar
Joachim Alatriste
- No, no. – Mruknął to w taki sposób, jakby się przed chwilą wyrwał z pięknego snu i nie chciał za nic w świecie wracać do okrutnej rzeczywistości. Wykrzywił usta w podkówkę i znowu westchnął. Spojrzał na Abigail przelotnie.
- Tsyk. Masz fach w ręku. – pochwalił ją, choć nie wiadomo za co. Podejrzewał ją o podrobienie tych cudeniek, czy chwalił zwinność w kradzieży? Na dwoje babka wróżyła. Może chodziło o wszystko po trochu.
Usiadł w końcu na krześle, o które zadbał aby było wygodne. Rekompensując sobie czy żonie kilka bitych godzin siedzenia na dupie. Nie miał dużego ruchu, można było się zająć czymś innym, ale jednak praca zobowiązywała. Nie zarabiał wprawdzie mało… ale nie były to też kokosy, o jakich niejeden mieszkaniec slumsiorów marzył. Dla niego pieniądze były tylko środkiem w osiągnięciu czegoś innego.
Obejrzał przyniesione przez Roberts rzeczy jako specjalista. Miał odpowiednie przyrządy jubilerskie, z których nauczył go korzystać wuj Popper. Zresztą, poznawał się już wcześniej na błyskotkach, nie raz usuwając bransoletki i pierścionki z dłoni szanownych dam.
- Chcesz je na coś wymienić? – zapytał najpierw.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 276
avatar
Abigail Roberts
Miała ochotę prychnąć na jego stwierdzenie. To oczywiste, że miała a chwalić się tym nie musiała. W zasadzie im mniej osób wiedziało tym lepiej dla niej samej. Po za tym nie chciała go zrażać do siebie dlatego na jego słowa tylko kiwnęła głową.
- Tak chciałbym wymienić. Potrzebuję pewnych magicznych lasek.- oczywiście chodziło jej o dynamit ale właściciel lombardu na pewno się domyślił.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 201
avatar
Joachim Alatriste
Położył świecidełka na ladzie. Uniósł jedną z rąk w górę i rozprostował palce, oglądając wewnętrzną część dłoni, jakby linie papilarne cokolwiek go interesowały. Odwrócił ją i przyjrzał się wierzchowi, uprzytomniając sobie za chwilę, że nie jest sam.
Teatrzyk.
- Pięć...? Starczy ci? - zapytał unosząc brodę. Ciekawe co miała zamiar wysadzić. Hm. Trzeba być na okoliczność kłopotów przygotowanym.
Powrót do góry Go down
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Lombard
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: STARE RPOZGRYWKI I WSZYSTKO :: Miasto :: Slumsy-