IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Teatr

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3 ... 10, 11, 12  Next
Admin
Liczba postów : 4129
avatar
Admin


Bilety:
Miejsce na parterze - 6 K
Loże i balkony - 10 K
Premiera - 15 K

Pracownicy fabularni:
 


Ostatnio zmieniony przez Admin dnia Czw Paź 22, 2015 12:13 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2573
avatar
Theresa Reebentoff
<---- apartament

Rzadko chodziła do teatru, ale teraz odbywała się akurat premiera sztuki "Święta Joanna" i Theresa postanowiła na niej być, dla odmiany popatrzeć jak iluzja życia odbywa się na innej scenie niż jej własne życie. Nie było w tym jednak jakiegoś wielkiego zamiłowania do sztuki, raczej dogłębna i może trochę cyniczna analiza dzieła.

Usiadła na jednym z balkonów. Na szczęście była sama, bo teraz miała jeszcze mniejszą ochotę na towarzystwo niż zazwyczaj. Nie mogła znieść myśli, że dziecko, które urodzi jest Rodericka - człowieka, który zabrał jej wszystko, a potem zniszczył tę kulawą namiastkę życia, którą sobie wybudowała. Nie mogła znieść myśli, że w ogóle jest w ciąży. Przede wszystkim dlatego, że nikt nie powinien mieć takiej matki, jak ona. Nie z taką przeszłością...

Na szczęście właśnie rozpoczął się spektakl i Theresa skupiła się na tym, co działo się na scenie. W końcu chciała napisać dobrą recenzje, a nie jakieś pobieżne gówno. Historia opowiadała o dziewczynie, która silnie wierzyła w swoją rolę w wyzwoleniu ojczyzny, a także w swoje wizje i omamy. A potem za swoje wszystkie dokonania została spalona na stosie. Świetnie. Jak w życiu - wszystko nie tak.

Theresa obserwowała wnikliwie grę aktorską, ton głosu i ruchy - powrównywała to w kontekście treści dramatu, a nawet autora, który cieszył się dość sporą popularnością. Gdzieś w tle umysłu postanowiła zaprosić go do swojej kawiarni, może zrobi z nim wywiad...

Wszystkie te myśli sprowadzały się do jednego - chciała ograniczyć swoją rolę w redakcji do pisania tekstów kulturalnych. Koniec z tematami, które ją narażają.

Sztuka zakończyła się gromkimi brawami i uznaniem publiczności. Reebentoff miała wrażenie, że publiczność zrozumiała tę sztukę źle. Nie chciało jej się jednak teraz o tym myśleć. Zabrała torebkę i wyszła, zatopiona we własnych myślach.

----> gdzieś
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 509
avatar
Idriya Callahan
<- Z domu

Nowina, którą usłyszała od Charlotte, z pewnością poprawiła Idzie i tak już cudowny humor. Mimo że średnia Callahan próbowała opanować względną radość po usłyszeniu o tym, jak to przyjaciółka wychodzi za mąż, to nie dało się osiągnąć tego tak łatwo. Co prawda, nie posyłała każdemu z przechodniów uśmiechu, aczkolwiek lekkie rozbawienie tliło się tam w dziewczynie.
Weszła do teatru z jakąś ulgą na sercu. Tutaj czuła się zrelaksowana. Być może dlatego, że cały budynek znała niemalże na pamięć? Tu biegła, tam leciała, tam przeskakiwała i przeciskała się, jakby nie miała nic lepszego do roboty swego czasu. Na szczęście, występy nie miały miejsca codziennie, więc główna scena w niektóre dni była tą, na której odbywały się próby czy jakieś ćwiczenia.
Gdy kilka osób pojawiło się, dziewczyna przywitała się z nimi, wymieniając jakimiś uwagami. Pewnie rozstawiono kilka mebli czy też przedmiotów dla orientacji na scenie; jeszcze nikt nie wziął się za przygotowywanie sceny i rekwizytów.
Idriya chodziła sobie w kółko, między krzesłami i większą grupą ludzi, coś czytając głośno. Na niektóre uwagi zerknęła przez ramię i się zaśmiała, ale tak - wydawała się skupiona, więc nie dostrzegłaby prędko czyjejś obecności.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2018
avatar
Henry Marchant
Redakcja < 

Nie wiedział właściwie dlaczego zatrzymał się akurat pod teatrem. Może przywiodła go tu myśl o rychłym zamążpójściu Charlotte? Idriya była pierwszą myślą jeśli chodzi o to komu jego siostrzyczka mogła się nowiną pochwalić. 
Wziął teczkę ze sobą. Miał jakieś dziwne przeczucie, nie dające spokoju natręctwo, które mówiło, że powinien mieć się na baczności. Od dwóch miesięcy chodził cały spięty. 
Trzask zamykanych drzwi nikogo nie dziwił chociaż miejsca parkingowe świeciły pustkami. Duża scena miała być dzisiaj wyłączona od spektakli. Dobrze o tym wiedział. Lubił tu przychodzić z mamą, z Charlotte, z ludźmi którzy chcieli lub oczekiwali jego obecności. Może nawet nie pamiętał ich imion, ale mógłby wskazać odpowiednie loże. 
Nie było większego problemu w dostaniu się na dużą scenę. Światła były przygaszone, a tam gdzie padały reflektory, Henry raczej nie miał zamiaru wchodzić. Przynajmniej na razie. Przeszedł na sam przód, wyciągnął ręce i oparł się na samym brzegu sceny oglądając to jak Ida się po niej przechadza.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 509
avatar
Idriya Callahan
Nikt nie zwracał uwagi na to, jak drzwi się otwierały i z hukiem roznoszącym się po sali, zatrzaskiwały. O tej porze wiele osób, pracowników przemierzało sale, jakby od niej odbiegały setki korytarze i każde prowadzące do innego miejsca. Ludzie czasem skracali sobie drogę, idąc na wskroś, przez wszystkie siedzenia. Sama Idriya tak robiła, kiedy się spieszyła albo przeczuwała, że zamkną przed nią budynek. Nie ukrywała jednak tego, że kiedyś chciałaby być zamknięta w takim ratuszu czy teatrze. Wtedy to dopiero by latało w te i nazad, jak ciekawskie i spragnione wiedzy, tajemnic, dziecko.
Ida trzymała niewielki stos kartek na długości przedramienia, drugą wodząc po brzegu kartek, które co posunięcie w górę unosiła delikatnie. Kroczyła jeszcze przez moment, by w odpowiedniej chwili przysiąść na starym, nieco podniszczonym fotelu. Dziwne, że jeszcze nie wystawała żadna sprężyna, która mogłaby przebić się chociażby przez jej udo na wylot.
Jako że jej kwestia została wypowiedziana, mogła tylko stroić głupie miny. Albo zamyślone. A na złośliwość losu, Henryka nadal nie dostrzegła, choć była temu bliska.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2018
avatar
Henry Marchant
Uśmiechnął się krzywo pod nosem i pokręcił głową na to co widział. Mogła być kimkolwiek. Wyzbyć się siebie. Przyjąć w swoje ciało jakąś inną osobowość i tak ot, po prostu, zapomnieć na pewien czas o tym, że nazywa się Idriyą Callahan.
Niedaleko sceny były schody. Czarne stopnie, po których często przechadzali się również aktorzy. Dołączali do widowni, siadali na jednym z pustych miejsc i odgrywali dalej swoje role, wprawiając widownię w lekką dezorientację. Przynajmniej tych, którzy nie bywali w takich miejscach często.
Henry wspiął się zatem na górę, zerknął na fotel stojący niedaleko tego starego siedziska, które zajmowała Ida. Równie zniszczonego co jego koleżka. Będąc już blisko, rzucił teczkę na siedzenie, podszedł do aktorki, dotknął delikatnie jej ramienia i ucałował ją w policzek.
- Wróciłem kochanie! - powiedział z westchnieniem zmęczenia. Usiadł na tym krześle, wygramlając teczkę spod pleców. Opuścił się trochę w dół, chociaż jeszcze nie zgarbiony, jednak nadal - zmęczony. Ręce zwisały mu po bokach, na oparciu. Przechylił głowę w bok. Uniósł brwi. Tylko się tak na nią patrzył.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 509
avatar
Idriya Callahan
Pewnie właśnie ze względu na możliwość bycia kimkolwiek postanowiła zostać aktorką. Która na kilka scen, aktów mogła wcielać się w kogoś innego, zmieniając swoją osobę przy następnym spektaklu. Tak, by nie tracić cząstki siebie, a udoskonalać przy tym umiejętności dobrze opanowanego, jawnego kłamstwa, w które musiała się wczuć.
Nieraz także i odpowiedzi widowni wprawiały w krótką dezorientację. Tak jak w tym momencie w osłupieniu zastygła Idriya, która przez ułamek sekundy dziwiła się temu, że nagle pojawił się Henry i jeszcze postanowił się udzielić aktorsko. Callahan jednak nie miała zamiaru mu dać wygrać w tym, bo i tak - sama mogła to potraktować jako ćwiczenie. Reszta towarzystwa z zainteresowaniem spojrzała na tę dwójkę.
- Spóźniłeś się - powiedziała, szybko zakładając nogę na nogę, a stos kartek podała jednemu z aktorów, jakby rezygnując z ich obecności. Przeniosła spojrzenie z towarzysza na Marchanta. - Kilka minut, a ty nawet nie wiesz, ile mogło się wydarzyć! - powiedziała głośno, z niezbyt zadowoloną miną, zaraz podnosząc się z fotela, by go okrążyć i stanąć za nim. - Powiedz mi... - zaczęła, krocząc powoli aż dotarła do siedziska, które zajmował Henry. Dłonie zaś ulokowała na oparciu krzesła, uderzając w nie opuszkami niecierpliwie. - Co mam zrobić? Od czego zacząć?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2018
avatar
Henry Marchant
Miała tyle szczęścia! Nikt jej nie posądzał o kłamstwo, o dwulicowość jeśli tylko grała swoją rolę. Jeśli tylko wcielała się w czyjeś życie próbując oddać jej całość. Normalni ludzie musieli być tak mocno zakorzenieni w swoich zwyczajnych rolach... z jednej strony to smutne, z drugiej, nieuchronne. 
Dłonie ułożone na udach znalazły się z lekkim szurnięciem materiałowych spodni na kolanach pochylającego się do przodu redaktora. Uniósł jedną rękę, przekręcił się w jedną stronę, patrząc jak Idy maszeruje po scenie. Przekręcił się w drugą stronę i spojrzał na nią uważnie, powoli dotykając oparcia fotela. 
Chciał niby coś powiedzieć, niby otwierał usta w wytłumaczeniu. Zastanowił się chwilę w rzeczywistości, opuścił rękę, powrócił nią do kolana. Dotknął lewego nadgarstka i ściągnął z niego zegarek. 
- Proszę. - odezwał się w końcu. - Od nastawienia zegarka. Jestem w porę. - dodał wyciągając ku niej czasomierz. Uśmiechnął się pod nosem niczym chytry lis.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 509
avatar
Idriya Callahan
Tyle szczęścia, a ile czasu poświęcała! Scenariusze, mimika, gesty, sporo tego było, wiele czynników. Jak wiadomo, praca nie należała do najlżejszych, ale jeśli było to czymś, co Idriya lubiła (a tak przecież było), to oddany teatrowi czas nie miał znaczenia.
Przyjrzała się uważnie Henry'emu, kiedy jej palce zamiast stukać, zacisnęły się na oparciu fotela. Spojrzała na podsunięty zegarek, a potem na Marchanta, a jej brwi drgnęły lekko, jakby nie mogła się zdecydować czy je unieść, czy ściągnąć.
- W porę zapłaciłeś też rachunki czy znowu poszedłeś pić? - rzuciła naburmuszona, chwytając za zegarek, z którym się na moment odwróciła do mężczyzny bokiem. - Dziwne, że jeszcze go nie oddałeś w zastaw - powiedziała z wyrzutem, przesuwając palcami po szkiełku. - Chociaż widzę, że kompletnie nie szanujesz prezentów - mruknęła, zaraz go nastawiając, choć oczywistym było, że nie gmerała przy mechanizmie. Obeszła fotel, a jedną z rąk Henry'ego uniosła na moment. Tak, by móc zaraz śmiało i bezczelnie usiąść na jego kolanie.
- Jak ci się nie podobał to mogłeś powiedzieć - spojrzała na niego chłodno.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2018
avatar
Henry Marchant
Cholera! Próbował się nie uśmiechać, ale było to naprawdę trudne do osiągnięcia. Powstrzymał się w porę i westchnął jakby do wszystkiego się nagle przyznawał. Odwrócił się do przodu i przetarł całą twarz obiema dłońmi. Jak człowiek winny, bez wytłumaczenia. 
Był prawdziwie zaskoczony. Nie tylko dlatego, że go dotknęła. Mógł teraz przenieść swoją dłoń na jej plecy kiedy usiadła na lewym kolanie. Przybliżył swoje czoło do jej ramienia (wcale nie smagnął Idy brylantyną!), oparł się i pokręcił głową. 
- Podobał. Po prostu się staram. - odpowiedział ciszej.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 509
avatar
Idriya Callahan
Póki to była gra, to jakoś nie czuła się skrępowana takim zachowaniem. W końcu miało to być naturalne i prezentować się odpowiednio. Nie był pierwszą czy też ostatnią osobą, której usiadła na kolanach (tu na kolanie) na tej scenie.
Pewnie jakby smagnął jej ramię brylantyną, to czołem by zjeżdżał po tej mazi, to oczywiste. Wyprostowała się na moment, czując jego dłoń na swoich plecach.
- Starasz się go nie zniszczyć czy starasz się go nie oddać w zastaw na alkohol? - utkwiła spojrzenie w czubek jego głowy, który pewnie lśnił od tej brylantyny. - Bo oboje wiemy, że kiepsko ci to wychodzi. Ostatnio znalazłam w twojej marynarce piersiówkę, a mówiłeś, że nie pijesz...
Jeszcze przy tym oskarżeniu, skrzyżowała swoje nogi w kostkach, uderzając lekko o prawą nogę redaktora.
Stojące nieopodal towarzystwo zaraz coś zaczęło szemrać, odgrywając inną scenkę.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2018
avatar
Henry Marchant
Oderwał dłoń od jej pleców. Może uznał to za nienaturalne, może nie chciał nawet poruszyć palcami w jedną czy drugą stronę, a dotyk mu tak jakoś ciążył. Przedramię zatrzymało się na podłokietniku, w połowie drogi między nadgarstkiem, a kolejnym stawem. Palce zakołysały się w powietrzu, a on się na Idę zapatrzył.
- I jedno i drugie. - odparł bez chwili namysłu. Przechylił głowę delikatnie w bok, chcąc może obejrzeć jej twarz spod nieco innego kąta. Uśmiechnął się, niezauważalnie. Kąciki ust drgnęły w niewidzialnym zadowoleniu, wracając zaledwie pół sekundy później do swojego poprzedniego, neutralnego ułożenia.
- Wszystko przez to, że wolisz innego... - Odparł uderzając znowu o jej ramię. - W czym jestem gorszy? Powiedz mi Ido...
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 509
avatar
Idriya Callahan
Idriya palcami badała zegarek; jego budowę kształt, wyczuwając lekkie zarysowanie na szkle, jakby ten przedmiot przeżył już całkiem sporo.
Spojrzała na Marchanta i była bliska uznania, że gdyby mężczyzna chciał, to mógłby porzucić redakcję. W teatrze też by się spełnił! Faktycznie, tego uśmiechu nie zauważyła, bo bardziej skupiona była na oczach mężczyzny i chwilowego gwaru, który powodowali pozostali aktorzy.
Po jego słowach odetchnęła ciężko, jakby z pewnym bólem, przenosząc wzrok na zegarek. Zwilżyła wargi, zastanawiając się nad słowami.
- Nie jesteś gorszy - powiedziała bezgłośnie. - Ale nie spędzasz ze mną czasu, mijamy się i nie wiem, co z nami będzie, jak tak dalej będziesz uciekać - napomknęła łamliwym głosem, wykrzywiając wargi. - A to, że z kimś częściej się widuję, Henry, nic nie znaczy, naprawdę - mruknęła i zaraz dłonią, którą uwolniła od zegarka, sięgnęła do jego karku, muskając go lekko.
- Dlaczego ciągle uciekasz?
Sama musiała się pohamować, by w tym momencie nie parsknąć. To było ciężkie!
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2018
avatar
Henry Marchant
W takim razie gapili się na siebie pewnie jak jakieś dwa niedorozwoje. To był już chyba koniec jego aktorskich możliwości Henryka. Uśmiechnął się pod nosem, jeszcze przybliżony do ramienia Idy. Przechylił głowę na bok, w taki sposób, że mogła zauważyć jak zmienia się jego wyraz twarzy. Zerknął przed siebie na resztę towarzystwa i opuścił wzrok na fałdę koszuli, koniec marynarki, kawałek uda panny Callahan.
- Tylko nie płacz, Idy. - powiedział rozbawiony. Ten dotyk na karku był przyjemny. Nie taki sam jak otrzymany od Colette. Tak czuły jakby naprawdę żona próbowała uspokoić siebie i męża.
- Już nie uciekam. - dodał, chociaż nie specjalnie. Raczej żeby to wszystko zakończyć.
- Czy moja siostra pochwaliła ci się wieściami? - Odsunął się od niej i oparł w fotelu na tyle wygodnie, ile mu pozwalała siedząca na kolanie przyjaciółka Charlotte.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 509
avatar
Idriya Callahan
Callahan gdyby tylko wiedziała, że będzie miała dzisiaj próbę z improwizacją to zapewne od razu by się przygotowała i czułaby się swobodniej. Na tyle, że nadal mogłaby traktować to wszystko, jakby to były ostatnie powtórki przed występem.
- Dzisiaj raczej by mi się to nie udało - westchnęła, już poważniejąc. Dłoni jednak nie ściągnęła do momentu, póki Henry nie opadł na oparcie starego fotela. - Ale dobrze, że nie uciekasz. Byłoby szkoda - oznajmiła z rozbawieniem słyszalnym w głosie.
- Oczywiście, że Lottie mnie poinformowała - powiedziała, uśmiechając się szeroko do mężczyzny. - Właśnie się zastanawiam... Wczoraj Lottie, dzisiaj ty, a jutro mam się spodziewać wizyty waszej matki? - zażartowała, choć pewnie gdyby tak było to by się przeraziła. Często miała problem z tym, jak się zachować!
- Jeśli chcesz, możemy usiąść na widowni - zaproponowała, bo kto wie... może było jemu niewygodnie z jej osobą na kolanie?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2018
avatar
Henry Marchant
- No tak... wyglądała na... - przyłożył palec do ust. - Zadowoloną.
Postanowił dłużej się nad wyborem Charlotte nie zastanawiać. Miał co innego na głowie. Dotknął jeszcze oczu, zaciskając na powiekach palce skierowane później w stronę nosa. Zaśmiał się kiedy wspomniała o matce.
- Konstancja opluła Patricka klopsikiem. - roześmiał się jak nigdy. Jakby ten śmiech już w sobie dusił jakiś czas.
- Chciałabyś zostać opluta? - zapytał mrugając kilkakrotnie powiekami zanim uspokoił swój wzrok.
- Jest wygodnie. - powiedział uśmiechając się półgębkiem. Raczej mógłby teraz wzruszyć ramionami, nie zgrywał się.
- Ale jeśli chcesz to możesz mnie odprowadzić do wyjścia. Przyszedłem się przywitać... po drodze. - Uniósł brwi zanim, oglądał sufit, kurtynę.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 509
avatar
Idriya Callahan
- Nawet nie wyobrażasz sobie, jak zadowolona jest. I szczęśliwa - powiedziała z uśmiechem na twarzy, który ją rozświetlał. - Bałam się, że zemdleje mi w mieszkaniu, zanim ja bym to zrobiła - dodała ze śmiechem, w ogóle nie zwracając uwagi na to, że Henry mógł uznać tę sytuację za żenującą. Musiał przez te lata poznać Idę i wiedzieć, że u niej ekscytacja (jakkolwiek by to nie brzmiało) przychodzi szybko i nietrudno ją rozradować.
Z pewnością dobrze jej się patrzyło na rozbawionego Marchanta. Może i tego nie mówiła jemu czy siostrze, ale uważała, że za dużo pracy jest; tej zbyt poważnej, o!
- Nie, nie, nie, nigdy. Nawet nie chcę sobie tego wyobrażać - pokręciła głową energicznie. Chyba w takiej sytuacji umarłaby ze wstydu.
- Przywitać? I przez moment udzielić się aktorsko? - zapytała. Może odrobinę była rozczarowana tak krótką, poważniejszą rozmową, w której nie odgrywali żadnej roli, ale na siłę nie przetrzymywała. - Odprowadzić mogę. Zresztą, jeszcze z Is muszę porozmawiać - westchnęła.
Zanim jednak wstała - do czego się przymierzała - przypomniała sobie o zegarku Marchanta. Wyręczyła mężczyznę i zapięła go na nadgarstku redaktora, chociaż znając roztrzepaną Idę, to pewnie zrobiła to źle.
Przeprosiła go na moment i podeszła do grupy, informując o swoim wyjściu, że nazajutrz pojawi się wcześniej. Potem skinęła do redaktora, że mogą iść.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2018
avatar
Henry Marchant
Była w wieku podobnym do Charlotte, a wyglądała czasem na znacznie mniej. Może duchem faktycznie cofała się w czasie? Siostra Henryka zachowywała się swego czasu... inaczej. Była beztroska, bardziej dziecięca niż kobieca. Teraz... Spoważniała.
Zadowolony z siebie, uniósł dłoń pozwalając Idzie założyć sobie zegarek na rękę. Faktycznie, nie zapięła go w odpowiedni sposób, bo zaraz się rozpiął. Przez myśl mu przeszło, że mógłby ją objąć i nie pozwolić wstać. Dopóki nie poprawi zegarka oczywiście! Ostatecznie tylko pokręcił głową i odsunął rękę robiąc jej miejsce.
- Podobno całe życie jest teatrem. - uśmiechnął się pogodnie zanim zeszła  z kolan.
Podniósł teczkę z ziemi i wyprostował się szybko, wychylając głowę do tyłu. Zrobił krok w przód, może nieznacznie się nawet odwracając w stronę kulis. Patrzył na światła nad sceną, całą instalację, kurtynę, po której zjechał wzrokiem w dół aż do grupki ćwiczących swoje role aktorów.
Odpowiedni znak pozwolił mu zejść na dół i przemierzyć parę metrów, aby znaleźć się przy aktorce, przed sceną.
- To może cię podwieźć? - zapytał. - Co u sióstr? - Tak. Uprzejmy Henry.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 509
avatar
Idriya Callahan
Przyjmijmy, że u Idy sprawdza się fakt, iż śmiech odmładza. Dobrze, że nie na tyle, iż Callahan jest małą dziewczynką, aczkolwiek póki może to nie jest ani zbyt poważna, ani znużona. Aż dziw, że przez siostry miała myślenie, by znaleźć się w Elicie, a tam - nie ukrywajmy - powaga i dystans jest czymś, z czym człowiek spotyka się na co dzień.
Pewnie zdziwiłaby się takim posunięciem, z którego realizacji Henry zrezygnował.
- Można tak powiedzieć - westchnęła, nie dokańczając myśli. Gdyby mogła to zrobić, to biedny Marchant spędziłby tutaj znacznie więcej czasu, bo nie Idriya ze swoim uwielbieniem do porównywania, mówiłaby cały czas, znajdując to nowsze i lepsze powody, dlaczego można życie uznać za teatr.
- Rozglądasz się tak, jakbyś się obawiał, że coś na ciebie spadnie - podsumowała wesoło jego zachowanie, które zdążyła zaobserwować.
- Chętnie, dziękuję - powiedziała, ledwo powstrzymując się od zwrócenia uwagi na to, że odwiezienie jej na pewno nie jest po drodze redaktora.
- U wrednej i zapracowanej? - powtórzyła ze śmiechem. - Isabela pewnie biega w pracy i stara się być jak najdokładniejsza, a Isleen zapewne oddaje się praktykom, poświęcając wolny czas - odpowiedziała. - Nic, co miałoby być zaskakujące właściwie - wzruszyła ramieniem.
Zawsze tak odpowiadała, jeśli chodziło o siostry.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2018
avatar
Henry Marchant
- Tylko oglądam. - odpowiedział jej na to wtrącenie o obawie przed spadnięciem czegokolwiek na głowę. Mógł przecież dostać workiem z piaskiem! Jak w filmach. 
No tak! Każdy kto pyta o rodzinę chyba specjalnie nie jest nią zainteresowany, co również odnosiło się do Henryka, który po prostu to zdanie wtrącił. 
- W sumie tak, ale będzie zabawniej jeśli któraś z was postanowi nagle wziąć ślub. - powiedział otwierając przed nią drzwi na korytarz. 
- Zastanawiam się czym powinien zająć się brat w takim wypadku. - dodał jakby pytał Idę o poradę.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 509
avatar
Idriya Callahan
Nic już nie powiedziała na ten temat. Najwyżej zareagowałaby, gdyby faktycznie Henry dostał workiem z piaskiem albo kotara przesłoniłaby mu widok. O, mógłby jeszcze być fortepian z kreskówek. Wtedy to by było ciekawe!
Spojrzała na Marchanta, unosząc brwi.
- Na pewno byłabym tym zdziwiona - przyznała. - Bo żadna z nich nie opowiada o swoich miłostkach, chociaż nie wiem, czego mogę spodziewać się po własnych siostrach - wyszła na korytarz. Dopiero po tym spojrzała na redaktora. - Poza tym, ja mogę mięć i mężów i wiele rozwodów tutaj - zaśmiała się. I nie, absolutnie nie miała na myśli próby sprzed kilku minut. Ogół tylko. Tylko i wyłącznie.
Sama musiała się chwilę zastanowić.
- Może tym, żeby wasza matka całkowicie nie decydowała za Lottie? I tam bardziej od strony Patricka? - zaproponowała. - Mnie jako świadkową, czeka więcej biegania - zaśmiała się, spoglądając na mężczyznę.
- Może z lokalem ustalcie? Za dużo planów, za dużo.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2018
avatar
Henry Marchant
Absolutnie. Tylko i wyłącznie, tak też pomyślał. Korytarz zaprowadził ich przez kolejne drzwi, niedaleko nawet schody, szatnie, bufet i tak dalej. Znaleźli się w końcu w wielkim holu. Jakaś ożywiona rozmowa na schodach przykuła uwagę Henryka. Otworzył kolejne z drzwi, tym razem już te ostateczne i przepuścił Idę przed sobą.
- Racja. - Jeszcze im zrobi wszystkie dania z klopsikami. I zaprosi koleżanki. Usiądą blisko Patryka. Każda z własnym, wiernym lokajem. 
- Z lokalem... - mruknął zastanawiając się nad jakimiś miejscami. Rozmawiali sobie o różnych rzeczach, a Marchant jak obiecał, tak odwiózł Idriyę do jej mieszkania. Sam musiał wrócić do siebie i przygotować się na spotkanie służbowe.

ZT
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 509
avatar
Idriya Callahan
/ początek

Idriya, niesamowicie uradowana faktem, że lada dzień jej przyjaciółka bierze ślub, z uśmiechem na twarzy zawitała w teatrze.
Tam spotkała się z pracownikami, innymi aktorami i sobie ćwiczyli, siedząc na podłodze sceny. Tym razem panował lekki półmrok, zwłaszcza na scenie. Mówili raz głośniej, raz ciszej, a pod okiem starszego, doświadczonego już aktora, przywoływali różne emocje i gestykulacje. Czy to śmiech, czy płacz, czasem sztucznie wymuszone, czasem pseudo naturalne. Zaraz poruszenie nerwowo dłonią, tutaj tupanie w niespokojnej myśli i zaraz obrót. Towarzyszyło temu rozbawienie, bo jednak taka zabawa zawsze cieszyła Idę! Zwłaszcza, że na swój sposób mogła tutaj wypocząć, toteż nie czuła się źle czy przytłoczona, wręcz przeciwnie! Śmiech na twarzy Callahan robił swoje i osoba postronna, która siedziałaby na miejscu widowni, pewnie nie wiedziałaby, o co dokładnie chodzi prócz tego, że towarzystwo aktorów i pracowników teatru bawiło się wyśmienicie, choć nie działo się nic szczególnego!
Po skończonym spotkaniu, Idriya zaszła jeszcze do garderoby, wzięła kilka rzeczy, w tym swój niewielki kuferek, a potem prędko skierowała się w stronę mieszkań, dokładniej do Charlotte.

apartament Marchanta ->
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 252
avatar
Colette R. Dulahunty
<--- BP

Szła przy boku Grimesa, opowiadając o ostatniej sztuce na jakiej była. Dramacie na końcu którego wszyscy ginęli. Stwierdziła, że przynajmniej zakończenie nie było miałkie. Dotarli w końcu do teatru i odnaleźli swą lożę, zajmując miejsca.
- Często bywasz w teatrze?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 235
avatar
Charles Grimes
Wpuścił ją przodem do loży. Była na cztery osoby, lecz na razie te miejsca były wolne. Przed wejściem dostali blankiety z nazwiskami aktorów, krótki opis spektaklu. Komedia z elementami dramatu. Czyli może być ciekawe.
-Rzadko, raz na kilka miesięcy. Nie miałem z kim, a tak samemu...?
Usiadł, obserwując kobietę tymi swoimi piwnymi oczami.
-Przyjemniej się czas spędza w towarzystwie pięknej i inteligentnej kobiety.-uśmiechnął się zawadiacko.
Powrót do góry Go down
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Teatr
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 12Idź do strony : 1, 2, 3 ... 10, 11, 12  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: STARE RPOZGRYWKI I WSZYSTKO :: Miasto :: Centrum-