IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Teatr

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6 ... 10, 11, 12  Next
Admin
Liczba postów : 4129
avatar
Admin
First topic message reminder :



Bilety:
Miejsce na parterze - 6 K
Loże i balkony - 10 K
Premiera - 15 K

Pracownicy fabularni:
 


Ostatnio zmieniony przez Admin dnia Czw Paź 22, 2015 12:13 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Liczba postów : 1292
avatar
Charlotte Moncreiff
<-- apartament

Po wczorajszym świętowaniu z mężem, Szarlota nie miała problemu ze wstaniem. Nie tknęła nawet połowy kieliszka wina, za to dogadzając sobie przysmakami, przygotowanymi przez Marry.
Wstając wcześnie, nie zdążyła jednak dodzwonić się do brata, który musiał wyjść z mieszkania z samego rana. Szansonistka zadzwoniła więc do przyjaciółki, ale dowiadując się od Isleen, że ta też umknęła już z domu, wsiadła w końcu do taksówki.
Zostawiając męża z gorącym pocałunkiem, nie mogła się doczekać rozmowy z przyjaciółką. Trudno było jej powstrzymać się przed poinformowaniem jej już na samym wstępie. Chciała to zrobić gdy będą już zupełnie same. Dlatego dała się pociągnąć do garderoby, by rzucić okiem na sukienkę.
- Kiedy w niej wystąpisz? Cudowna!
Stwierdziła, przystając przed strojem i łapiąc za brzegi, by lepiej się przyjrzeć. Dziwnie uśmiechnięta i promienna, niczym w dniu ślubu, którego świadkiem była Ida.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 509
avatar
Idriya Callahan
Idriya pokazywała ciemnofioletową sukienkę Lottie, okręcając się z nią przytkniętą do ciała aktorki, dwukrotnie. O standardowej długości, z większym wycięciem na plecach, jednakże nieprzesadnym.
- Och, och, mam nadzieję, że wkrótce, bo się chyba zapłaczę, jak to nie ja będę miała ją ubrać - powiedziała ze śmiechem, spoglądając na swoje odbicie w lustrze. Przeniosła spojrzenie na przyjaciółkę, przyglądając się jej bacznie i dostrzegła ten uśmiech, który sprawił, że Ida musiała się zastanowić nad czymś. Jednakże niepewna tego, wolała nie zagadywać, by czasem nie sprawić przykrości lub nie zabrzmieć, jakby się domagała tego już, teraz, zaraz.
- Lottie? - zapytała nikle nieśmiało. - Jak tam z Patrickiem ci się układa? Zaczynam być zazdrosna, że teraz mniej czasu mamy - zażartowała, ściskając sukienkę u góry, jakby nie chciała się z nią rozstać.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1292
avatar
Charlotte Moncreiff
Lottie musiała pochwalić gust przyjaciółki, zapewniając ją dodatkowo, że w takiej sukni jest jej bardzo do twarzy i na pewno ją założy. Nieco zazdrośnie pomyślała, że sama już wkrótce w takie się nie wbije i nie wiedziała czy się cieszyć, czy wręcz przeciwnie. Ale była zbyt radosna aby przejmować się teraz rozmiarami sukienek. W garderobie teatru poczuła się niemal jak w domu, czując podobną atmosferę do tej, która panowała w kabarecie.
Słysząc przyjaciółkę, zaśmiała się i pokręciła głową, spoglądając na twarz Idy z dozą politowania. Co to za zazdrości!
- Już wkrótce będę mniej występować, więc i czasu będziemy mieć dla siebie więcej.
Powiedziała tajemniczo i uśmiechnęła się, dając do zrozumienia, że nie przynosi żadnych złych wiadomości. Odetchnęła i postąpiła krok ku stolikowi, sięgając po jakiś flakonik i sprawdzając co za zapach w sobie kryje.
- Jestem w ciąży, moja droga.
Powiedziała jak gdyby nigdy nic, ale głowę znad flakonika podniosła i spojrzała na przyjaciółkę z bijącym sercem. Nie często się mówi o pierwszej ciąży, to i emocje wielkie się trzymały.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 509
avatar
Idriya Callahan
Ida, pewnie jako łasa na komplementy kobieta, podziękowała Charlotte i wyraziła ogromną chęć założenia sukienki, ostatecznie kończąc na cichej groźbie, że najwyżej ją sobie przywłaszczy... po uprzednim wymęczaniu jednego z pracowników, ażeby nie mieć kłopotów. Tak dbała o swoje bezpieczeństwo.
- Co masz na myśli? - spytała Callahan. Nie bardzo rozumiała, na początku, o co jej przyjaciółce chodzi. Natomiast serce Idy zaczęło bić szybciej, bo Lottie budowała napięcie. Kąciki ust aktorki drgnęły kilkakrotnie, jakby nie mogły się zdecydować czy się uśmiechnąć, czy nie.
Dopiero w momencie, kiedy Charlotte w końcu poinformowała otwarcie Callahan, Ida opuściła dłonie, nadal trzymając sukienkę.
- Naprawdę? - spytała, odrzucając ciuch na bok ostrożnie i zaraz popędziła do Lottie, wokoło której szyi zamknęła ramiona w uścisku, w akompaniamencie pisku pełnego radości. - Ojeny, naprawdę? Gratuluję, ojeny, na maszyny, będziesz mamą - zaśmiała się.
Chyba bardziej ucieszyła się z nieswojego dziecka niż Lottie, eheh.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1292
avatar
Charlotte Moncreiff
Szarlota kiwnęła głową na dopytywanie przyjaciółki i uśmiechnęła się jeszcze weselej, gdy ta rzuciła wszystko co mogła i popędziła do przyszłej mamy. Szansonistka zaśmiała się, mrużąc oczy na te piski aktorki. Objęła ją jednak, przytulając i kiwając na boki, co niemal nie skończyło się wypuszczeniem z dłoni flakonika oraz rozrzuceniem przedmiotów stojących przed lustrem.
Na szczęście skończyło się tylko na kilkukrotnym zachwianiu stoliczka.
- Dowiedziałam się wczoraj. Patrick już wie i jest zachwycony! Gdybyś widziała jego spojrzenie! Nigdy wcześniej nie widziałam u niego takiej dumy i radości.
Opowiadała, powoli puszczając przyjaciółkę i spoglądając na nią łzawo. Ale była szczęśliwa! Postawa i radość Idy ją tak wzruszyła! Charlotte aż nie mogąc się powstrzymać wybuchnęła płaczem.
- Tak się cieszę, moja droga.
I na pewno nie były to łzy smutku! Charlotte pociągnęła nosem i parsknęła śmiechem, odstawiając flakonik na miejsce. Chociaż nie, nie udało jej się, bo szkło wywróciło i poturlało gdzieś w bok.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 509
avatar
Idriya Callahan
Nic dziwnego, że Idriya zareagowała tak, jak zareagowała. W końcu Charlotte była jej najlepszą przyjaciółką. Callahan widziała tą radość, kiedy tylko Lottie spojrzała na swojego męża, więc dopingowała jej; czy jawnie, czy skrycie, ale nadal dopingowała.
Ida pokiwała głową, czując gorąc w sercu. Tylko dlatego, że poczuła się wyjątkowo dowiadując się jako pierwsza (nie licząc Patricka) o ciąży Lottie, tak autorka aktorki przypuszcza przynajmniej.
- Ja tak samo nie widziałam takiej radości u ciebie, Charlie - powiedziała cicho, niemalże ledwo słyszalnie, bo pewnie by pisnęła po raz kolejny z zachwytu. Reakcja Charlotte sprawiła, że Ida się zaśmiała i na kilka sekund przyjaciółkę przytuliła.
- Na zębatki, Lottie, bo ja też już zaczynam - pisnęła z równie załzawionymi oczami. Dobrze, że to nie ona zaczęła płakać, ale jednak jakoś łzy czy uśmiech Moncreiff wpływał na nią dosyć szybko.
I teraz dwie będą beczeć i się śmiać na przemian, nienormalne jakieś.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1292
avatar
Charlotte Moncreiff
Wybuchnęła śmiechem, gdy Ida ją nieznacznie ochrzaniła za te płacze. Ale widząc jak i ona zaczyna się wzruszać, Charlotte nie potrafiła przestać. I chociaż śmiejąc się, to jednak znowu zapłakała i mokra na policzku, przytuliła go do twarzy przyjaciółki.
- To Ty przestań!
Powiedziała z rozbawionym wyrzutem i odsunęła się, nabierając głębokie wdechy, by przestać się wydurniać. Przetarła dłonią pod oczami i nachyliła się w stronę lustra, by sprawdzić czy nie rozmazała tuszu. Nawet jeśli, to pod ręką miała całą gamę pomocy do poprawienia makijażu. Ale na razie prostując się, odwróciła do przyjaciółki i już uspokojona, uśmiechnęła bez łez.
- Dziwnie się czuje... zjadłabym coś.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 509
avatar
Idriya Callahan
- Jak niby mam przestać? - zawołała, ba, jęknęła w rozbawieniu, spoglądając na przyjaciółkę, którą złapała za ręce niczym w Simsach, przez chwilę tak machając. Szczerzyła się jak głupia i podskoczyła ze dwa razy w miejscu.
- Jeju, naprawdę się cieszę twoim szczęściem, Lottie, to musi być cudowne uczucie! - powiedziała głośno. Dobrze, że nikogo nie było w pobliżu, choć patrząc na to jak obie się zachowują to pewnie mogłyby połowę pracowników teatru sprowadzić do garderoby.
Sama Idriya musiała spojrzeć w lustro, jednakże ograniczyła się tylko do ciężkiego, lecz pełnego ulgi, westchnięcia, ocierając zewnętrzne kąciku oczu.
Spojrzała na przyjaciółkę.
- A na co masz ochotę? To gdzieś pójdziemy, sama zresztą zgłodniałam - posłała jej lekki uśmiech, opierając dłoń o blat toaletki.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1292
avatar
Charlotte Moncreiff
Wiedziała, że na przyjaciółkę może liczyć. Na dobre i na złe, radując się, że ostatnie miesiące obfitowały jedynie w pozytywne wydarzenia. Charlotte wyprostowała się i przejechała dłońmi po materiale sukienki, okrywającej brzuch. I chociaż był on płaski jak jeszcze wczoraj i przedwczoraj, szansonistka nie mogła powstrzymać się aby na niego czasem nie zerknąć.
- Czy ja wiem.. na kurczaka chyba. Chociaż nie.. może coś słodkiego? Hmm myślisz, że podadzą kurczaka na słodko?
Zaśmiała się, chociaż dziwnie myśl o czekoladzie i wanili wpłynęła negatywnie na samopoczucie Szarloty. Pobladła nieco i przytknęła dłoń do ust.
- Ja chyba muszę.. gdzie jest toaleta?
Zapytała rozpaczliwym głosem i gdy Ida jej wskazała kierunek, Charlotte szybkim krokiem zniknęła z garderoby, by w ostatniej chwili zamknąć się w łazience. No pięknie!
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 509
avatar
Idriya Callahan
Idriya nadal się uśmiechała. Sam fakt, że będzie ciocią (bo Lotka spróbowałaby nie) ją radował, a ponadto to była najlepsza przyjaciółka, więc jak miałaby się tym nie cieszyć? Sama też pomyślała o sobie i może na moment jej uśmiech przygasł, to szybko o tym zapomniała, słysząc pytanie przyjaciółki.
- Powinni podać - powiedziała rozbawiona. - Tak mi się wydaje, że pójdą na ustępstwa - uśmiechnęła się do Charlotte i zaraz pokierowała ją do łazienki, idąc też za szansonistką. Pewnie dlatego, by móc w razie czego od razu jej pomóc czy jakoś zareagować.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1292
avatar
Charlotte Moncreiff
Najgorsza część ciąży nie opuszczała Szarloty. Każdego dnia, gdy ledwo otworzyła oczy, czuła jak jej niedobrze. Dlaczego nudności musiały istnieć? Pytała nawet autorka, która nocą spać przez takie nie mogła. Charlotte wyszła po kilku minutach, nieco osłabiona, ale uśmiechnięta.
- Już mi lepiej.
Odezwała się i złapała przyjaciółkę pod ramię. Pomyślała sobie, że chętnie oddałaby nudności Patrickowi, ale te egoistyczne myśli szybko odegnała, gdy pomyślała o cieście kawowym.
- Idziemy do mnie? Do Ciebie? A może do kawiarni?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 509
avatar
Idriya Callahan
Idriya, niewołana o pomoc, nie wtrącała się i nie wchodziła po chamsku do łazienki, w której przebywała przyjaciółka. Najwidoczniej Charlotte sama chciała się z tymi nudnościami uporać, choć Ida była pewna, że gdyby tylko mogła to Lottie od razu by je komuś przekazała. Callahanka pewnie by tak zrobiła od razu, bez jakiegokolwiek zastanowienia!
- Na pewno? - spytała, przyglądając jej się podejrzliwie, a potem rozciągnęła usta w delikatnym uśmiechu. Po to, aby zastanowić się nad tym, gdzie się wybiorą.
- Do ciebie! - zadecydowała od razu i zapewne dziewczyny od razu tam ruszyły, bo było bliżej i porozmawiały, obiecując sobie spotkanie w tym lub następnym tygodniu, bo stanowczo za mało czasu spędzały razem.

/zt x2
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 243
avatar
Ezekiel Fitzroy
/Dom

Nie czuł się komfortowo. Było mu do tego bardzo daleko. Wczorajszego dnia rzygał jak kot. Pewnie najadł się (strachu) czegoś na tym weselu. Rzygał i rzygał całą noc, zwracając na siebie uwagę sąsiedztwa. Myśląc, że wszystko z siebie wyrzucił i nic już nawet nie pocieknie w kąciku ust, wylazł z mieszkania do pracy. W pracy również... rzygał. Tak bardzo rzygał, że kazali mu iść do domu. Nie poszedł, bo poczuł się odrobinę lepiej. Polazł do teatru. Dlaczego? Może chciał rzygnąć sztuką? Tak czy siak usiadł na wolnym miejscu w widowni, blisko sceny. Nikłe światło może na niego nie padało, ale można było do zauważyć. Uśmiechnął się słabo i opuścił głowę na rękę. Loczki zakołysały się uroczo i ruszały się z każdym jego uśmiechem. Trudno powiedzieć z czego się tak cieszył. Ach! Jeszcze jedno - nie śmierdział, bo się umył i ogarnął, ale wyglądał jak siedem nieszczęść. Anemicznie!
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 509
avatar
Idriya Callahan
/ początek

Idriya, o dziwo, nie siedziała z samego rana w teatrze. Nie rozpaczała też nad swoją niemocą. Bynajmniej na głos i zauważalnie, bo pewnie palpitacje serca rozpoczynały się wraz z pierwszą myślą, że niedługo może wystąpić. Siostra jej nie pocieszyła, kiedy mówiła o szychach. O nie, wcale nie pocieszyła. Bardziej ją zmartwiła.
Próba, która miała być dzisiaj, została przełożona na jutro, bo jakaś dziwna epidemia grypy żołądkowej rozprzestrzeniła się po mieście. Można by rzec, że sam teatr stracił na ten moment, jeśli chodzi o życie i jakąś aurę. Pewnie dlatego, że raz na jakiś czas z korytarza, dzięki któremu można było dotrzeć do sal, dobiegały odgłosy wymiotujących osób. Jak dobrze, że Zygfryd zadbał o cichą melodię, jaka miała to zagłuszyć.
Callahan przemierzała siedziska, te drobne korytarzyki, niezbyt przyjemne dla grubiutkich i ciężarnych (dobrze, że to ostatnie jej się nie trafiło).
Szybko zauważyła gościa, który siedział w rzędzie obok (bliżej sceny), więc cichaczem przemknęła tak, by usiąść za nim, ale nie bezpośrednio, a miejsce po lewej o jedno.
- Dzisiaj naprawiasz krzesła? - spytała, bez przekonania.


Ostatnio zmieniony przez Idriya Callahan dnia Pią Maj 01, 2015 1:40 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 243
avatar
Ezekiel Fitzroy
Już przymykał oczy żeby sobie drzemkę uciąć na moment. Znalazł akurat takie miejsce, taką pozycję, w której brzuszek nie wyprawiał harców! Na pewno wiesz jak to jest!
Przeszedł go jakiś dreszcz, poruszył ramionami. Spojrzał upośledzonym wzrokiem w bok, słysząc kobiecy głos. Oczywiście, że rozpoznawał w nim Idę. Miał jakieś umiejętności zapamiętywania takich rzeczy. Bardzo łatwo wchodziły mu do głowy nawet malutkie szczególiki, o których inni ludzie zapominali.
- Chciałbym naprawić mój zmęczony organizm. - powiedział z lekkim, ironicznym uśmiechem nie na ustach, lecz w głosie. - Pomyślałem przechodząc, że uda mi się to w teatrze. Nie chciałbym jednak... - przerwał i wziął jeden oddech. - ...zwymiotować na krzesła, dlatego zastanawiam się teraz nad całkiem sensowną opcją ewakuacji.
Przekręcił się żeby przyjrzeć się Idzie uważniej. Może przyszedł, bo miał nadzieję, że ją spotka? Romantyczna Judka.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 509
avatar
Idriya Callahan
Booyah. Nie miał na co liczyć, skoro myślał, że tutaj zazna spokoju. Może gdyby próbował wtrącić się za kulisy, gdzie pewnie ktoś rzygał, to tam byłoby lepiej. Co prawda czy tu, czy tam by leżał to nie jest jakaś wielka różnica, no-ale...
Zmrużyła oczy, słysząc jego odpowiedź. W pierwszej chwili to nie pomyślała o organizmie, acz o duszy, jednakże w następnej jej zwoje mózgowe (próżniowe, bądźmy szczerzy) jakoś zaczęły tyrkotać i gdyby miał leczyć swoje jestestwo, to by pewnie o tym powiedział tak, a nie jakoś, no, naukowo. Chyba?
- Teatr do leczenia? - spytała z delikatnym uśmiechem, chcąc się oprzeć o oparcie siedzenia przed nią. Wsparła jedynie łokcie, kiedy usłyszała o wymiotowaniu, przez co się wyprostowała lekko.
- ...och - wyrzuciła z siebie. - Nie jesteś jedyny. Dzisiaj jakoś wszyscy chorują - skrzywiła się, bo to było dla niej niepojęte. Pewnie jakieś restauracje i spożywczaki dawali coś zepsutego! Aż dziw brał, że ona sama nie naznaczała terytorium śniadaniem.
- I gdzie chciałbyś się ewakuować? - zmrużyła oko i wsparła brodę o otwartą dłoń, lewą, więc swobodnie mogła patrzeć na Ezka.
Romantyczna Judka. Okej.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 243
avatar
Ezekiel Fitzroy
- Chociaż tak. Leczy duszę. - poprawił się. Podniósł drugą rękę, naśladując poprzednią i położył na niej głowę. Wziął spokojny oddech. Brzuch na razie nie protestował.
- Gdzieś gdzie będę mógł spokojnie wymiotować. - roześmiał się krótko. - Bez robienia problemu osobom postronny... - wytłumaczył się szybko i znów nabrał trochę więcej powietrza, bo go zakuło gdzieś w okolicach niebezpiecznych.
- Chociaż przepraszam. Źle zacząłem. Albo nawet wszystko robię źle... czy... nie powinienem. - plątał się. Sam nie za bardzo wiedział o co mu właściwie chodzi. Oddech.
- Co w takim razie tutaj robisz? Jedyna zdrowa?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 509
avatar
Idriya Callahan
- Dusza strapiona grypą żołądkową? - powtórzyła i po krótkiej obserwacji skinęła; niech i tak będzie.
Idriya korzystając z tego, że wspierała brodę o lewą dłoń, mogła swoje usta - rozszerzające się w lekkim uśmiechu - zakryć tą ręką, kiedy słyszała miotającego się niczym ktosiu pod elektrowstrząsami Ezekiela.
- Nie robisz niczego źle? Powiedzmy, że... um, inaczej, o! Tak, inaczej - zapewniła i samej sobie kiwnęła lekko, dumna z takiego wyjścia.
- Byłam przymierzyć sukienkę - wyjaśniła. - I teoretycznie wracam, ale jakoś mi się nie spieszy - wzruszyła ramionami, odsłaniając pół twarzy. - Dlatego byłabym wdzięczna, żeby w razie czego... to wiesz... nie na mnie.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 243
avatar
Ezekiel Fitzroy
Zrobił z siebie idiotę! No pięknie! Jak zwykle, można by rzec. Kto by się tego spodziewał? Oczywiście jedynym co mógł zrobić to się zamknąć i pozwolić innym zabrać głos (co uczynił). Odchrząknął i położył rękę na brzuchu.
- Oczywiście. Będę się zbierał jeśli tak... - Bo pomyślał chłopczyka, że mu sugeruje wyjście. - Nie mam na myśli zbierania w brzuchu... - tłumaczył nispotrzebnie. Sięgnął ręką do torby i nadal siedząc, zawiesił ją sobie ot tak, na ramię.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 509
avatar
Idriya Callahan
Ida przyglądała się Ezekielowi.
- Dlaczego miałbyś iść? - spytała, zanim się zorientowała, że trochę zbyt wścibska jest. Może i w duchu machnęła na to dłonią lekceważąco, ale zaraz dodała: - No, chyba że musisz pracować to wtedy nie zatrzymuję, choć twoje towarzystwo... akurat mi nie przeszkadza... o - i się zakłopotała, więc szybko sięgnęła smukłą dłonią do swojej twarzy, by podrapać nos, ale też zakryć ten swój dyskomfort czy jak to nazwać.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 243
avatar
Ezekiel Fitzroy
- Bo nie chciałbym... cię... wiesz... - Obrzygać? Wysłów się, ach wysłów Ezekielu! Dokładnie o to mu chodziło. Znowu się zamotał. Powiódł dłonią do swojej głowy i rozczochrał rozczochrane włosy.
- Kazali mi iść. Odbiją mi z pensji. - powiedział jak gdyby nigdy nic. Nie przejmował się pieniędzmi, byle mu starczyło na projekty. Prosty facet. Swoją drogą... Lilka powinna dorzucić się do czynszu.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 509
avatar
Idriya Callahan
- Ale to nie musisz iść od razu... prawda? - spytała, przenosząc spojrzenie ze swojej dłoni na Fitzroya. - Wystarczy, że wiesz, odwrócisz się? - zaproponowała cicho. - Albo dobiegniesz do łazienki i tyle - dodała, posyłając delikatny uśmiech. Gdyby tylko oboje pomyśleli to mógłby użyć prezerwatyw do wypełnienia ich nie nasieniem, a wymiocinami!
- Do domu, by odpocząć? - zmrużyła oczy. - Powinieneś, ale najwidoczniej aż tak źle nie jest!
Niech się dorzuca, a nie sępi chamsko.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 243
avatar
Ezekiel Fitzroy
- Mógłbym iść. - powiedział i stał tak, stał nadal. Zerknął na scenę. Dotknął swojego brzucha tylko przelotnie. Ezekiel wyglądał naprawdę anemicznie po tej chorobie. Po... w trakcie właściwie.
- Ale nie chcę jeszcze. - uśmiechnął się jak głupi. Bo był głupi. Ktoś mógłby powiedzieć, że rozmawiali ze sobą jak... jak dupa z dupą.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 509
avatar
Idriya Callahan
Idriya opadła na oparcie krzesła, dłonie umiejscawiając na udach, na materiale sukienki, obserwując Ezekiela w międzyczasie.
- Cieszy mnie to - powiedziała.
Nic dziwnego, że dupa z dupą, gorzej, że jedna z tych dup to miała armatkę żołądkową akurat, taka niesympatyczna przypadłość.
- To możesz usiąść albo, nie wiem, możemy się przejść, skoro i tak nie ma tutaj nic do zrobienia?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 243
avatar
Ezekiel Fitzroy
- Możemy. - kiwnął głową. W końcu się dogadali. To był jakiś... progres. Trzeba przyznać. W końcu mieli chyba podobny poziom ogaru.
- Mogę cię odprowadzić do domu jeśli chcesz. - wzruszył ramionami. Bo w sumie, co mu tam, nie? Ale zaraz złapał się na tym, że pewnie ona go uzna za przesladowcę.
Powrót do góry Go down
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Teatr
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 5 z 12Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6 ... 10, 11, 12  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: STARE RPOZGRYWKI I WSZYSTKO :: Miasto :: Centrum-