IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Teatr

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4 ... 10, 11, 12  Next
Admin
Liczba postów : 4129
avatar
Admin
First topic message reminder :



Bilety:
Miejsce na parterze - 6 K
Loże i balkony - 10 K
Premiera - 15 K

Pracownicy fabularni:
 


Ostatnio zmieniony przez Admin dnia Czw Paź 22, 2015 12:13 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Liczba postów : 74
avatar
Joshua Dosett
K6 na to, gdzie oberwała Colette. Co za beznadziejna randka.
1- Colette dostała w głowę.
2,3- Colette dostała w ramię. Poboli i przestanie za tydzień, jak szybko udacie się do szpitala.
4,5- Colette dostała w bok. Poczuła ostry ból. Trzeba ją szybko przetransportować do szpitala!
6- kula nie była takim cielunem jak Charles. Ominęła Colette o włos i wbiła się w ścianę.

Dosett, przerażony wystrzałem odskoczył od kobiety, popychając ją do przodu.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 235
avatar
Charles Grimes
2 - Colette dostaje w ramię

-O kurwa!-wyrwało mu się, bo... bo... bo był cielunem. Idiotą. Złapał Colette jedną ręką, obejmują i przyciskając do siebie. Drugą, tą z bronią, podniósł, ponad ramieniem Colette i jeszcze raz strzelił w Dosetta, celując klatę, bądź brzuch.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 252
avatar
Colette R. Dulahunty
Sekunda po wystrzale dłużyła się jak wieczność, zaraz jednak kończąc się przeszywającym bólem w ramieniu. Colette krzyknęła i gdy nie uchwyt Grimesa, wylądowałaby na podłodze. Odruchowo złapała się za ranę i straciła równowagę, teraz wisząc w ramionach żołnierza.
Zacisnęła usta i oczy, z których poleciały łzy.
Kolejny wystrzał tak ją wystraszył, aż schowała twarz w marynarce Grimesa.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 74
avatar
Joshua Dosett
- On szczela! - wrzasnął Dosett upuszczając nożyce i uciekając zygzakiem, obijając się o żądnych krwi, sensacji i przerażonych ludzi. - On ma broń, to przestempca!

celność + 2K6 > 20
Jeśli nie przekroczysz progu, trafiasz mężczyznę, który akurat znajdował się obok Dosetta w bok. Jeśli przekroczysz, rzucasz jeszcze raz:
K6 losowe:
parzyste- plecy
nieparzyste - brzuch
Dosett pada z urwanym krzykiem na ziemię.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 235
avatar
Charles Grimes
Charles wytrzeszczył oczy jak trafił nie młodocianego kryminaliste, a faceta w garniaku.
-Sory!
Dobra. Koniec szczelania. Bo Charles-idiota wymorduje wszystkich wokoło.
-Bardzo boli? Przepraszam? Jedziemy do szpitala.-zawyrokował. Popatrzył się za uciekającym gościem.
-No co tak stoicie, łapcie złodzieja!-powiedział do jakiegoś młodego widza teatru, który też stał na korytarzu. No raczej nikt nie wziąłby kolesia w pierwszej strefie, z bronią, za kryminaliste. Prędzej za gline, albo własnie żołnierza. Ale mogę się mylić. Charlesa Grimsa można wziąć w tym momencie tylko za idiotę.
Objął Colette, wsuwając jednocześnie zabezpieczoną broń do kabury.
-Chodź.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 252
avatar
Colette R. Dulahunty
- Idiota.
Płacząc warknęła na Charlesa, ale nie zamierzała odmówić sobie skorzystania z pomocy mężczyzny. Sama nie da rady nawet wyjść z korytarza, a co dopiero dotrzeć do szpitala. Stanęła na równych nogach, zaciskając dłoń na ramieniu, chociaż bolało jeszcze bardziej. No ale jak można nie dotykać rany!?
Opierając się o żołnierza ruszyła do wyjścia a ktoś wcisnął mu torebkę kobiety.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 74
avatar
Joshua Dosett
Dosetta w końcu ktoś złapał i unieruchomił do czasu, kiedy przyjechała policja i go aresztowała.
Charles pojechał z Colette do szpitala. Tam też musiał opowiedzieć policjantom, co zaszło. Na jego korzyść przemawiała oczywiście relacja licznych świadków.

Na pocieszenie Charles otrzymuje +1 punkt celności. Może następnym razem nie postrzeli nikogo przypadkowego.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 235
avatar
Charles Grimes
-Wiem.
Bo co miał powiedzieć? Doskonale zdawał sobie sprawę, że zrobił z siebie idiotycznego bohatera. Dostanie kosza jak nic.
Złapał taksówkę, czując się jak debil z kobietą torebka pod pachą, pomógł Colette wejść do automobilu i pojechali do szpitala.

/zt x 2
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 243
avatar
Ezekiel Fitzroy
< Ratusz

Wydarzyło się tu ostatnio coś niezbyt przyjemnego, mówili. Jakaś strzelanina, pisano o tym w gazetach. Chłopak z ostatniej strefy i inny mężczyzna. A pośrodku tego kobieta. Podwójny dramat! Na scenie i poza nią. Teatr żyje, a bilety na kolejne spektakle poszły w ręce może nie elity, ale ciekawskich śmiałków.
Ale tu było teraz taaaaak sennie. Tak cicho i miło. Że można by sobie przysiąść na jednym z miejsc, odsunąć głowę i zasnąć. Cholerny pan budzik zaczął się drzeć o tej okropnej godzinie, tak jak wczoraj. Ezek nie zdążył go dogonić. Tak się rozbudził, że już nie mógł zasnąć. Dlatego powrócił do projektu. Po jakimś czasie przypomniał sobie co obiecał.
Na scenie nikogo nie było, a torba mu spadała z bioder. Podszedł do tej kanapy, która została pewnie jako rekwizyt, obejrzał się na wszystkie strony i przysiadł sobie na chwilę, zapiąwszy pasek. Ściągnął torbę i położył ją obok, a potem... odchylił głowę i zasnął.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 509
avatar
Idriya Callahan
<- z kosmosu

Wydarzyło, wydarzyło. Pal licho, że bardziej się rozglądali i pilnowali, ale szatniarki dbające o to, co zawieszają w szatniach robiły domysły, że być może zrobi się spektakl. Przecież twierdziły, że to doskonały materiał. Kobieta między dwoma mężczyznami, która nie mogła wybrać ani jednego, ani drugiego (pewno latawica), z jednym tańczyła po cygańsku, z drugim walca, a potem została postrzelona przez desperata.
Taką wersję słyszała Idriya, zanim weszła do głównej sali, na której odbywały się próby. Na początku nie dojrzała osoby Ezekiela na kanapie. Dopiero gdy znalazła się jakieś dwa rzędy od sceny to wtedy jakaś czupryna wystawała zza podłokietnika podniszczonej sofy.
Nie wiadomo czy była tutaj po to, bo próba, czy dlatego, by odpocząć od najstarszej siostry.
Zaciekawiona zatrzymała się i pochyliła nad Ezkiem, przyglądając mu się uważnie i nie mogła skojarzyć. Zaraz jednak, by delikatnie wybudzić, podeszła do tej skrzynki z drobnymi rekwizytami, by z niej wyciągnąć coś.
Małe coś wzięła ze sobą, znowu podeszła do kanapy. Jedną ręką się o nią oparła, a w drugiej trzymała miotełkę do kurzu (czystą, chyba?), którą pomiziała nos Fitzroya.
Miziu-miziu i to bardziej odczuwalne!
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 243
avatar
Ezekiel Fitzroy
Młodszy o trzy minuty Fitzroy pozwolił sobie najpierw przysiąść, później niespodziewanie zasnąć na stojącej tutaj wolno kanapie, tylko i wyłącznie dlatego, że nie zauważył wokół ni żywej duszy. A może nie? Może latawica, o której była mowa, straszy teraz tych, którzy zdolni byli nawet pomyśleć o tym co się tamtego feralnego dnia wydarzyło? Ezekiel nie myślał o plotkach, nie interesowało go życie ludzi, którzy według całej wiary ludzi, powinni być obserwowani. Nie wiedział zatem, że płomienna kobieta imieniem Colette, nadal żyje. Każdy mógł snuć swoje fanaberie. Co więcej, wynalazcę dorabiającego po godzinach tłumaczył fakt, ze przecież musiał znaleźć coś w torbie, którą teraz trzymał nieporadnie, przytuloną jedną ręką do boku. Byli i tacy, którzy pili w pracy! A takie spanie nikomu nic złego nie robi.
Westchnął, jak ciuchcia, jak parowóz, ciężko i z ulgą, że się to powietrze w końcu z płuc wypuściło. Miotełka załaskotała go w nos ponownie, a Ezekiel przekręcił się niespokojnie. Zmarszczył brwi i mlasnął dwa razy przytulając torbę drugą ręką. Kolejne łaskotanie skutkowało odganianiem zmiotki dłonią. W kichnął przeciągle tak, że aż z tej kanapy spadł.
Podskoczył jednak na równe nogi, z szeroko otwartymi oczyma, których starał się nie zamykać. Torba leżała na ziemi, a Ezekiel obracał się najpierw na boki, nie zauważając nieznajomej. W końcu skojarzył, ze sam nie jest. Trochę nie rozumiał co się właściwie stało!


Ostatnio zmieniony przez Ezekiel Fitzroy dnia Wto Mar 03, 2015 11:56 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 509
avatar
Idriya Callahan
Idriya dalej szła w zaparta, łaskocząc Ezekiela miotełką. Na początku wydawało jej się, że mężczyzna nie wyczuwa piórek, którymi smagała jego nos, ucho czy usta i brodę. Dopiero później, gdy drugą ręką przytulił torbę, Callahan się wyprostowała, miotełkę na moment uniosła. Dziwne, że nie bała się, że Fitzroy może czasem machać rękami, a wtedy by ładnie jej przygrzmocił w ten jakże zgrabny nos!
A jak kichnął, to echem rozniosło się po całej sali. Idriya aż w radości machnęła miotełką, a że pozostała niezauważona, to przedmiot tej zbrodni rzuciła obok kanapy na pogniecione i poplamione farbami prześcieradła.
- Tutaj - rzuciła, kiedy się rozglądał i nie zauważył Idki. Co prawda, za wysoka nie była, do drobnych też należała, ale żaden z niej kameleon, by nie dało się zauważyć. Jeśli Ezekiel się odwrócił to Idriya uśmiechnęła się uroczo i zaraz energicznie pomachała, by wyminąć kanapę w następnym momencie. Podeszła w trzech susach do Fitzroya i spojrzała na niego. Zgarnęła piórko, które zagubiło się na jego ramieniu.
- Och! A czy ty wiesz, że taki deszcz, a my bez parasola? - spytała, nadal nie przestając się uśmiechać.
Wyminęła go, chcąc ładnie się okręcić, ale że natknęła się na jego torbę, to się potknęła i wylądowała na kanapie.
Szybko się poprawiła, starając się odzyskać rezon.
- Co tu robisz?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 243
avatar
Ezekiel Fitzroy
Jeszcze tak chwilę stał, kołysząc się pewnie dla skadrowania obrazu, dla wyszukania konkretnej przyczyny swojej niewyjaśnionej zagadki upadku z kanapy na deski... no właśnie, teatru? Szybko sobie przypomniał co się działo. Nie został żadnym aktorem, nadal bawił się w wynalazcę i mechanika po godzinach. Jako, że podjął się wyprawy i w laboratorium powiedzieli, że na ten czas ma określić parę spraw, z geologicznymi odkryciami mniej lub więcej związanych, nie pracował długo na swoim zwyczajowym "stanowisku".
Machnął palcem wskazującym w powietrzu, może nie jak rasowy tygrys, ale bohater memów „But…”, nie w stronę Idki, lecz gdzieś… w powietrzu właściwie. Nie, kompletnie nie wiedział co się właśnie stało, dlatego też wskazał zaraz na siebie. Do niego mówiło to uśmiechnięte stworzenie? Podświadomość jednak, nie pozwalała mu ufać w pełni kobiecie, która wyglądała na całkiem niegroźną. Była od niego niższa, zdecydowanie lżejsza i jakaś taka podejrzana. Może pół kroku zrobił w tył, wiodąc wzrokiem za jej delikatnymi, rozbieganymi dłońmi, które… naruszyły jego przestrzeń osobistą!
Jakieś piórko wylądowało na ziemi, a dziewczyna, której imienia nie dano mu poznać… rozwaliła mu torbę jeszcze bardziej niż we wcześniejszym chaosie.
- Deszcz? – spojrzał w górę. Ona musiała być jedną z tych aktorek. A może nie? Deszcz? Czy kiedyś go doświadczył na swojej skórze w ciągu tych trzydziestu lat ziemskich wrażeń? Czuł się jak jakiś robot, ten pomocnik Nicolasa, o! Wjeżdżał w ściany i był trochę nie ogarniał świata.
- Pracuję. – oznajmił równie lakonicznie co poprzednio. Ale przecież poprzednia odpowiedź nie była nawet stwierdzeniem. Dziwnie, dziwnie mu się z kimś nieznajoma kojarzyła. Z tą myślą, zastanowieniem i może pewnego rodzaju niepokojem, poszedł pozbierać rzeczy z podłogi. Ezekiel typem gaduły nie był.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 509
avatar
Idriya Callahan
Oni może wybierali się na wyprawy, choć te i tutaj były obecne! Na tych deskach, pod tymi światłami, które tkwiły wyłączone. Jedynie te, znajdujące się na rogach za stałymi okryciami sceny i kulisów, rzucały lekki snop światła przecinając się gdzieś za kanapą. To w tym miejscu też istniały wyprawy, może nie tak niebezpieczne i krwawe jak te prawdziwe, ale nadal nimi przecież były! Okraszone humorem, namiętnością godną Marco Polo na wydmach pustynnych i tym podobne, coś w tym stylu. Przynajmniej ze dwa takie spektakle Idriya pamiętała, choć w nich udziału osobistego nie brała.
Sceptycyzmu i nieufności z jego strony nie zauważyła, a najprędzej zignorowała, całkiem rozumiejąc to, że mogła go wprowadzić w konsternację i spore niezrozumienie.
- Deszcz, ale nie tutaj - zaśmiała się i machnęła dłonią. - Nieważne, przepraszam - wskazała (przez ułamek sekundy) na torbę, patrząc na Ezekiela życzliwie nie jak modliszka, która zaraz miała go pożreć, czy czarna wdowa, która miała wykorzystać, sparaliżować i zabić. No gdzie ona tam, to do kobiet z Elity pasuje, oprócz Charlotte, oczywiście.
Uniosła brwi, a dłonie splotła na podłokietniku, który obszyty był trzema łatkami i wystawały z nich nitki. Mimowolnie zaczęła jedną z nich skubać.
- Pracujesz? - powtórzyła i kiwnęła zaraz. - Spałeś. Sprawdzasz wygodę? Stróż sof i kanap? - dopytała, niczym głupia, ale na szczęście żartobliwy ton nadal utrzymywała.
- Z czym masz tu pracować? - przechyliła głowę na bok, patrząc na dłonie Ezka, a potem na jego twarz. Taka życzliwa była.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 243
avatar
Ezekiel Fitzroy
- Nie masz za co przepraszać. – wzruszył ramionami i chyba się nawet uśmiechnął. Czy chodziło jej o sztuczny deszcz? - …pani. – poprawił się całkiem szybko.
Zbierał narzędzia, które mogły jej już teraz zdradzić tę niewielką tajemnicę, czym się brunet parał. Popatrywał na nią ze swojej pozycji, dwa, trzy albo i cztery razy, pospiesznie. W końcu założył sobie torbę na jedno ramię i dotknął tyłu głowy, od razu żałując tego przyzwyczajenia. Skrzywił się i chyba sama Ida mogła to zauważyć. Może wiedziała coś o skowronkach i tym jak potrafiły być nieznośne, ach, niesubordynowane!
- Zająłem posadę? – zapytał półżartem. Potem uniósł głowę w górę. Przeszedł się kilka kroków do przodu gapiąc w ten sufit, a właściwie wszystko co się składało na scenę, ponad głowami. Wskazał palcem na górę. Nie konkretyzował. Miał naprawić jakiś mechanizm, więc to wykonał.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 509
avatar
Idriya Callahan
- Panna - poprawiła go jeszcze szybciej, chociaż trudno powiedzieć, żeby to było poprawienie. Ot, uprzedzenie, że nie musi się do niej per pani, jak do jakiejś starej panny (to nie Cotton!) odzywać.
Ida, obserwując Ezekiela, usiadła wygodniej. Dolną cześć twarzy oparła o dłoń wspartą na podłokietniku. Tak, że połowa ust kobiety była przesłonięta kończyną, choć gdy się uśmiechnęła - dało się to zauważyć. Tym razem uśmiech nie był jakiś niepokojący. Bardziej miał zachęcać, przekonywać do jej osoby, jakże drobnej i nieszkodliwej.
Oczywiście, zauważyła to skrzywienie na twarzy Ezekiela, aczkolwiek jedynie uniosła brwi, co miało by niemym pytaniem ze strony aktorki. Skupiła się z powrotem na skubaniu nitki z łatki.
- Słucham? - spytała, bo coś słyszała. Dopiero - jak zwykle zresztą, dziwne zjawisko, doprawdy - zadała pytanie to usłyszała, o co mu chodziło. I zamiast - odpowiedzieć, roześmiała się. Pokręciła głową.
- Nie, nie. No, dobrze, może czasem - odsunęła dłoń od podłokietnika i spojrzała na Ezekiela bacznie spoglądającego na strop sali. Sama powiodła tam wzrokiem.
- Wzmacniałeś uchwyty na reflektory czy coś, że tak machasz? - spytała i przetarła palcami ostrożnie swój policzek. Sama zaś dźwignęła się, coby zbliżyć się do Ezka. Co tam, że pewnie ucieknie!
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 243
avatar
Ezekiel Fitzroy
I było mu tak okropnie... śpiąco, że mógłby tutaj, patrząc na tę sofę, kanapę, czy jakkolwiek by się ten mebel nie zwał, po prostu przysnąć. Panował jeszcze taki półmrok, że mógłby nawet położyć się na krzesłach, cokolwiek! Byle nie wracać do domu. Miał wrażenie, że ten człowiek, który notorycznie go budził, miał zamiar robić to o każdej porze dnia i nocy kiedy tylko Fitzroy spróbuje zmrużyć oko. Niedoczekanie! Albo i doczekanie.
Zaśmiał się raz jeszcze, ale krótko, przecierając w tym czasie niewyspane oczy. Zamrugał kilkakrotnie i spojrzał przed siebie, jeszcze rozmazanym wzrokiem. Zwlekając z odpowiedzią, miał teraz na kilka kroków przed sobą tę nieznajomą. Aż się cofnął nieznacznie.
- Właściwie to robiłem przegląd. - odparł przenosząc ręce za plecy.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 509
avatar
Idriya Callahan
Ona wręcz przeciwnie. Energia ją rozpierała i trudno powiedzieć czy to ze względu na to, że była w teatrze, czy po prostu miała jeden z lepszych dni. Pewnie gdyby wiedziała, że Ezekiela jakiś facet dzień w dzień odwiedza i budzi to wyraziłaby swoje współczucie. Nieświadoma jednak tego, nic nie mówiła, obserwując mężczyznę.
- I jak? Dobrze poszło, pomyślnie? - spytała i zaraz zerknęła wymownie na kanapę. - Jak pan śpiący to może się tu przespać albo w loży. Ponoć wygodna jest - zaśmiała się. Nie wiedziała, czemu i skąd taka propozycja, ale że już powiedziała. - Tym razem nie obudzę - dodała, jakby chciała go upewnić w fakcie, że nie musi się jej bać.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 243
avatar
Ezekiel Fitzroy
- Pomyślnie... - O co pyta? O to czy się udało? Naprawić? Ale nie naprawiał. Ach! Sprawdzić. W zasadzie to przecież coś tam naprawił przecież. Z tego wszystkiego aż przejechał dłonią po twarzy, wyglądając w pewnym momencie jak retard.
- O... Nie mógłbym. - pokręcił głową. Wydawało mu się, że właściwie cała ta rozmowa jest snem! Tylko we śnie bez przeszkód mógł robić z siebie idiotę. W pełnej krasie! A teraz poziom dziwności był ponadprzeciętny!
- A co tu panienka robi właściwie? - zapytał, bo ta kwestia nie została wyjaśniona. Tak mu się wydawało.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 509
avatar
Idriya Callahan
- Mógłby pan, tylko nie chce, ha. To różnica - rzuciła z uśmiechem, ale przestała dalej mężczyznę namawiać na to i tamto.
Idriya odrobinę się zdziwiła jego pytaniem, ba, nawet zaśmiała cicho, nie śmiąc jednak spytać czy to nie jest oczywiste. Zresztą, jakby się nad tym dłużej zastanowiła to to pytanie nie byłoby takie dziwne, ale że to Callahanka - to nie pomyślała i już. A autorka niezłe masło (hehe) maślane zrobiła.
- Pracuję, tutaj, na scenie, o - wyjaśniła, pokrętnie. - Aktorką jestem - dodała po chwili, chcąc, żeby Ezekiel zrozumiał. I nie, nie chodzi o to, że powoli zaczęła do niego mówić. Ot, sprostowała swoje pomieszanie we łbie i tyle.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 243
avatar
Ezekiel Fitzroy
- Może bym chciał, ale nie mogę z przyczyn... nieoczywistych. - wytłumaczył jej, a może nawet przeciwstawił się jej zdaniu, które przecież mogło być prawdziwe! Ezekielu, Ezekielu, czyś ty zmysły postradał? W głowie miał projekt silnika, aeroplany, łóżko, kanapę i wyprawę. To wszystko nie składało się w ładną całość. Będzie na tej wyprawie niewyspany! Do kroćset śrubek!
- O. - Teraz powinno mu się zrobić głupio. Nie chodził do teatru, chociaż czytywał książki traktujące nie tylko o matematyce, fizyce czy robotyce. Tak jest! Ezek lubił się zaczytywać w dziełach sztuki. Czemu do teatru nie poszedł? Pierwsza strefa, brak czasu, pieniędzy... które zawsze szły na projekty. I nikt by z nim nie poszedł.
- Jakaś próba zaraz będzie, tak?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 509
avatar
Idriya Callahan
Ida usłyszawszy "nieoczywiste", przymrużyła jedno oko, przechyliła głowę na odpowiednią stronę i uśmiechnęła się nikle, patrząc na Fitzroya. Już-już chciała spytać, że jakie to są przyczyny, ale z gardła wyrwało jej się jedynie "ach". A po co komu towarzystwo? Żeby przeszkadzało? Pewnie chętna byłaby Beth, chociaż kto wie czy czasem znowu nie skończyłaby pod wozem parowym... albo gorzej?
- W sumie niedługo powinna się zacząć, tak. Za godzinę, może odrobinę więcej - odpowiedziała, zastanawiając się właśnie, ile już czasu minęło, ile pozostało do próby. - Czasem wolę przychodzić wcześniej i po prostu posiedzieć. Ot, cisza i spokój, więc jakoś to jest! - już nie dodała, że brak Gerta jest czymś świetnym w takich momentach, bo nie wypada.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 243
avatar
Ezekiel Fitzroy
W każdym razie, ktokolwiek by chciał iść, Ezekiel był nieświadomy! Mabel była tą osobą, która go wyciągnęła na miasto i pokazała, że to prawda, że istnieje świat poza czterema ścianami swojego pokoju i nie jest to świat pracy i obowiązków. Ale to było tylko raz, od jakiegoś czasu się z nią nie widział. A teraz pójdzie na wyprawę, więc pewnie trochę jeszcze minie. O ile w ogóle. Ludzie po prostu się innym ludziom nudzili.
- W takim razie, kimże jestem żeby przeszkadzać. - powiedział grzecznie, bo to te czasy kiedy mężczyzna był dżentelmenem! Na potwierdzenie swoich słów, poprawił torbę na ramieniu. Był tego zdania, że przecież nie powinno się ludziom zajmować czasu, jeśli chcieli przeznaczyć go na coś innego niż towarzystwo. Ale nieznajoma tak ładnie się uśmiechała, że można by przypuszczać różne rzeczy. Na przykład jej rozbawienie i może nawet bez żadnych pretensji co do zakłócania tej ciszy, tego spokoju, o którym rozmawiali.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 509
avatar
Idriya Callahan
Zawsze po wyprawie będzie mógł nadrobić. Może ktoś akurat coś zniszczy w teatrze przed samym spektaklem, by i na niego mężczyzna został? Wszystko jest przecież możliwe w tym momencie.
Grzeczność Ezekiela pewnie intrygowała Idriyę (nie, żeby reszta nie była dżentelmenami, choć i tacy się zdarzają, nawet wśród najlepszych!), ale pewnie odrobinę zasmuciła aktorkę, która uniosła brwi, a nogi podciągnęła na kanapę, zginając je tym samym w kolanach.
- Ależ mi pan nie przeszkadza - powiedziała z uśmiechem, być może (!) nawet filuternym? Nie każdego takim obdarza; Osel na przykład prędzej spotka się z życzliwym i zdystansowanym (zakłopotanym też) uśmiechem. - To, że za tym przepadam i dlatego wychodzę wcześniej, nie znaczy, że przyjemne rozmowy w takiej chwili są jakąś wielką przeszkodą - dodała, na pseudo-usprawiedliwienie.
- Niemniej, nie będę przecież naciskać, prawda? - aż się zaśmiała dźwięcznie i spojrzała na kędziorki Ezka.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 243
avatar
Ezekiel Fitzroy
Przyjemne rozmowy. Aż uniósł brwi z zaciekawieniem. Chociaż wyglądał pewnie jak chodząca śmierć, która tylko chciałaby się położyć w swojej trumnie i zasnąć, nie mógł odmówić sobie tego, że w pewien sposób, chciał tę rozmowę pociągnąć.
- Rozumiem, każdy by chciał sobie dorobić jako... stróż kanap i sof... - zmarszczył brwi i zaraz uniósł na nią roześmiane spojrzenie. - Mylę się?
I na oczy spadł mu jeden z tych kędziorków, w który teraz zezując oczyma, dmuchnął.
Powrót do góry Go down
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Teatr
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 12Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4 ... 10, 11, 12  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: STARE RPOZGRYWKI I WSZYSTKO :: Miasto :: Centrum-