IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Teatr

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5 ... 10, 11, 12  Next
Admin
Liczba postów : 4129
avatar
Admin
First topic message reminder :



Bilety:
Miejsce na parterze - 6 K
Loże i balkony - 10 K
Premiera - 15 K

Pracownicy fabularni:
 


Ostatnio zmieniony przez Admin dnia Czw Paź 22, 2015 12:13 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Liczba postów : 509
avatar
Idriya Callahan
Wystarczyłoby wcisnąć Ezekielowi kosę (albo laskę) i jakiś przydługi, czarny fartuch, żeby dopełnić ten wygląd. Równie dobrze można poczekać te kilka dni i wtedy dopiero będzie wyglądać perfekcyjnie.
- Oczywiście, że tak - powiedziała roześmianym tonem. - Przynajmniej dla mnie wydaje się to pracą o tyle ciekawą, co na pewno wygodną! - skwitowała wesołym tonem, spoglądając na Ezekiela. Już nie odpowiadała na to czy się mylił, czy też nie.
- Ale że to niekulturalne... jestem Idriya - przedstawiła się i pewnie lekko kiwnęła, jako że nie poczuwała się do tego, aby wyciągnąć dłoń w oczekiwaniu na muśnięcie czy cokolwiek w tym stylu.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 243
avatar
Ezekiel Fitzroy
- Wygodna, tak. - rozmawiali sobie o kanapie, głównej chyba bohaterce tej krótkiej sceny. Nadszedł czas pożegnania. Ezekiel zostawiał teraz uroczą aktorkę samą na deskach teatru. Być może spodziewał się, że przeszkodzi zaraz zejściu się kochanków. Gdzieś tam czekał wszak Gertrud! Czając się w rogu, próbując zrobić zdjęcie obiektowi swojej obsesji najnowszym aparatem.
- A ja Ezekiel. - Oboje mieli dziwne imiona, ale pewnie w tamtych czasach popularne, więc kto się przejmuje! I tak. Fitzroy nie miał już nic do powiedzenia. Stał sobie i chyba chciał coś jeszcze powiedzieć, ale zamiast tego, gapił się na gwiazdę teatru.
- Kiedy mogę obejrzeć jeden z pani spektakli? - Po chwili ciszy w końcu się odezwał.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 509
avatar
Idriya Callahan
Kanapa z pewnością dzisiaj zarobiłaby miliony na tym, że była gwiazdą na tych deskach.
Idriya natomiast rozpaczałaby, słysząc te przypuszczenia o Gertrudzie, który znowu będzie coś do niej mówił, a jeszcze zdjęcia - olaboga wręcz, jak tak uznać na głupiego można.
- Łatwo zapamiętać - stwierdziła, przy czym jeszcze kiwnęła lekko do swoich słów, utwierdzając się po raz kolejny w tymże przekonaniu. Dziwne imiona, bo dziwne, ale łatwo takie zapamiętać, bo nie są byle-jakie, jak... cóż, niektóre!
- Och... spodziewam się, że za jakieś trzy tygodnie. Pod koniec miesiąca, początek następnego - odpowiedziała, nie będąc zbyt pewną tego wszystkiego. Wszak, ktoś mógł raz jeszcze zaatakować teatr i niektóre występy ponownie zostaną przesunięte.
- Jeśli będziesz częściej tutaj coś sprawdzać to szybko się dowiesz, kiedy faktycznie - napomknęła, nie czując jakiegoś zgrzytu, że zwracała się do niego na ty, o.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 243
avatar
Ezekiel Fitzroy
- Idealnie! - powiedział chyba żywiej niż wcześniej, za każdym razem kiedy się odzywał. Zaraz pokręcił głową przechodząc trochę do przodu. Przysiadł sobie na końcu kanapy, przejechał też dłonią przez włosy, żeby odsunąć je w tył, tak aby nie przeszkadzały.
- Znaczy, jeśli się uda. - poprawił się. Nie mogła go zrozumieć, bo przecież mówił o czymś tak hermetycznym, że zachowanym jedynie dla siebie. Nawet Nico jeszcze nie wiedział!
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 509
avatar
Idriya Callahan
Callahan uniosła brwi na dosyć - w porównaniu do wcześniejszej na pewno! - żywiołową reakcję Ezekiela. Aż miło się patrzyło na to, że chociaż jakoś zachęciła go do rozmowy.
Gdy mężczyzna zajął miejsce na kanapie, Ida obróciła się tak, by móc na niego spoglądać i - nie oszukujmy się - napawać jako-tako obliczem Fritzla Fitzroya. Kto by tego nie robił? Ktoś nienormalny, pewnie i nawet upośledzony!
- Cokolwiek to ma być uda się, powinno! - powiedziała zachęcającym tonem niczym współczesne czirliderki o dość niskim ilorazie inteligencji. - Trzeba się trzymać tak wesołej myśli, prawda? - ona się trzymała. Tak bardzo trzymała się myśli, że chociaż przez tydzień nie ujrzy Gertruda, a to też się liczy, ot co. Pozytywne myślenie i te sprawy.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 243
avatar
Ezekiel Fitzroy
Przez chwilę miał ochotę zapytać czy coś ją trapi, może zobaczył przelatujący po jej twarzy niepokój lub te tęskne spojrzenia na widownię. Chciałaby ujrzeć tego jedynego stalkera wielbiciela!
- Jeśli tylko myśli są wesołe, rzeczywistość też powinna. - odpowiedział nawet się nad tym nie zastanawiając. Często był pozytywnie nastawiony do projektów. Czasem mu wszystko nie wychodziło, ale sukces leży w gestii próbującego!
Odwrócił wzrok od Idy i zapatrzył się na widownię. Na scenie i w całej sali był taki półmrok, że musiał przyzwyczaić się do tych ciemności przerywanych kilkoma strumieniami światła.
- Wszystkie oczy wpatrzone w ciebie, nie czujesz się z tym... - nie dokończył. Właściwie to przerwał i chyba nie miał zamiaru kończyć, zwracając się do aktorki z uśmiechem.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 509
avatar
Idriya Callahan
Jedyny wielbiciel. Zabrzmiało to smutno. Zwłaszcza, że domniemanym stalkerem był Osel. Aż żal takiego znać, bo od razu nazwisko z ubijaniem masła się kojarzy, maślaną fabryką i w ogóle.
- A nie jest? - zapytała, zarzucając jedno ramię na oparcie kanapy, którego dłoń splotła z tą drugą, swobodnie zwisającą w powietrzu. Idriya miewała pesymistyczne momenty, ale te zazwyczaj spowodowane były nadmiarem emocji i negatywnej energii.
Pewnie kiedy Ezek patrzył na widownię, ta spoglądała na strop, jakoby zastanawiając się czy coś na nich spadnie. Na szczęście to nie Fitzroy wylosował złamanie ręki.
- Zakłopotana, przerażona i speszona? - wymieniła, wracając spojrzeniem do Ezekiela. Może nie zakochała się tak prędko jak Sanders, której to wdowie serce (macica?) było podatniejsze i/ lub bardziej zdesperowane, żądne uczucia (wystarczy spojrzeć jak Wiki łowiła), ale jednak rozbrajał ją widok uśmiechniętego wynalazcy. - Na początku tak było. Teraz to tylko czasami, bo też zależy jaka sztuka, chociaż zawsze pragnęłam być drzewem! - zażartowała.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 243
avatar
Ezekiel Fitzroy
Jedyny tak gorliwy, do bólu wielbiciel, że aż psychicznie i fizycznie niemożliwy do pozbycia się. Chyba, że ktoś zamawia pomoc w postaci wujka Neda. Wtedy będzie to współudział!
- Czasem słońce, czasem deszcz. - odpowiedział, złapał koszulę w pięść i zdarł ją z siebie, pozostając tylko w kolorowych gatkach. Zaczął tańczyć do bollywoodzkich rytmów i wywijać tyłkiem niczym pewien właściciel pewnego lokalu.
Tak naprawdę nadal siedział na swoim wynalazczym tyłku i chociaż powinien zaraz wyjść, jeszcze tego nie robił. Dzień mu tylko został do wyprawy. Powinien się wyspać. Akurat ten Pan Budzik dobrze choć raz zrobi, że każe Ezkowi aż o czwartej trzydzieści się przebudzić.
- Na przykład. - kiwnął głową kiedy wymieniła kolejne przymiotniki. Pewnie gdyby kazano mu wystąpić na scenie, nie wiedziałby za bardzo co zrobić.
- O, nie. Byłem kiedyś drzewem. - W szkole. Podstawówce. Nie, to nie jest informacja na zewnątrz. Zresztą! To było lata świetlne temu.
- To jest była poważna rola. Ale... - Podparł się ręką i wstał z kanapy.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 509
avatar
Idriya Callahan
Jak tylko będzie ją za bardzo męczył to pójdzie do wujka Neda, może nie z rykiem, ale na pewno z propozycją. On od razu zrozumie. Chyba?
- Czasem też burza piaskowa, więc może być gorzej, jak tak w oczy leci, a człowiek ma postanowienia i chce dotrzeć do celu - westchnęła ciężko, jakby żałowała podjętych decyzji!
Idriya zapewne będzie niepocieszona, że Ezekiel zaraz ją zostawi samej sobie lub - co gorsza tysiąckrotnie - Gertrudowi, który wychyli się w swoim gobelinowo-ruskim garniturku i zacznie ćwierkać. Nie znała go jednak na tyle by siłą przytrzymać (chociaż pewnie współcześnie tylko uniosłaby rąbek sukienki, się pochyliła i już, kanapa ma kolejne zastosowanie... albo powtarza ponownie, kto wie?).
- Byłeś? - spytała, jakoś ożywiona i klasnęła cicho. - Wiem, że niby poważna, bo jednak się człowiek namęczy, jak mu wtykają jakieś papierki do włosów, a jeszcze skowronki czy inne, niewielkie ptaszyska wetkną między kosmyki, ale i tak... zobaczy się, prawda? - zaśmiała się i spojrzała na niego zauważając, że ten ma zamiar uciec.
- Dziękuję za miłą rozmowę - dopowiedziała, bo jednak uprzyjemnił jej dzień, to na pewno. Jak szybko go spieprzą?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 243
avatar
Ezekiel Fitzroy
- Wystarczyło jakiś worek nałożyć, potem watą, czy czymś tam przykryć... - wzruszył ramionami i znowu, jakby to już było jego manierą, odsunął włosy z oczu. Kto by nie odsuwał, gdyby przesłaniały świat. A... normalny człowiek ściąłby te kudły już dawno.
- Ja również dziękuję. - uśmiechnął się i może nawet lekko pochylił. Zerknął gdzieś w bok i jeszcze raz zwrócił się ku Idzie.
- Miłej próby. - kiwnął głową jakby to było jakieś "do zobaczenia", ale przecież przewidywał, że na tej pustyni różne rzeczy się działy. Człowiek niekiedy nie panuje nad wszystkim. A w szczególności pustynnymi zwierzętami.
Później już tylko odnalazł wyjście, wchodząc za kurtynę, dalej, na kulisy i jakimiś innymi drzwiami. Czas najwyższy przygotować się w drogę!

ZT
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1133
avatar
Rory O'Shea
---> apartament Theresy

Nie oszukujmy sie. Eberard kierowca był koszmarnym. Uważał, ze gaz należy wciskać do końca albo wcale, ruszał z piskiem opon, pilnował to auto, jakby nue wiedział, do czego służy drążek zmiany biegów. Wymuszał pierwszeństwo, prawie nie patrzył na drogę, w wielu momentach jechał środkiem, nie przejmując sie innymi uczestnikami ruchu. Silnik cierpiał, wył, o bezpieczeństwie podróży można było zapomnieć, ale na szćzescie Theresy przejażdżka była krótka.
Eberard zatrzymał pojazd, a jakże, z piskiemopon, na ulicy przy czerwonym dywanie. Tak, gdy pan we gramy otworzył drzwiczki automobilu, Theresa wysiadła na czerwony dywan. Malarz zabrał ja bowiem na premierę najnowszego spektaklu pewnego młodego i znanego artysty-skandalisty. Niech to, skąd sie znają, pozostaje słodka tajemnica mężczyzn, fakt jest jednak taki, ze dzięki znajomosci z reżyserem, znanemu nazwisku i potężnej fortunie mogl sie bez przeszkód nawet wprosić na czerwony dywan i ńikt nawet nie pomyślał o tym, by go wyprosić.
- I co ty na to? - spytał, gdy do niej dołączył, a jakiś młodzieniec wsiadł za kierownice jego automobilu by odprowadzić go na parking. Gdzieś błysnął flesz.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2573
avatar
Theresa Reebentoff
Podczas jazdy Theresa nie czuła strachu. Ani zażenowania. Po prostu śmiała się z rozbawieniem, niemal przy każdym błędzie, jaki popełniał Eberard podczas prowadzenia. Wszystko traktowała jako wstęp do doskonałej zabawy. Brakowało jej rozgrywek towarzyskich. Tak, zwłaszcza z Eberardem. To ją odprężało, gra pozwalała oderwać się od rzeczywistości. Rzeczywistości, która ostatnio zaczęła być zbyt prawdziwa.
Wysiadła z automobilu z lekkim uśmiechem, wodząc po otoczeniu zielonymi oczami. Gdy Rory dołączył do niej, ujęła go uprzejmie pod ramię. Nie wydawała się zaskoczona, raczej tak, jakby czuła się tu na swoim miejscu. Chłonęła sytuację całą sobą. Szykowały się kolejne plotki, za którymi będzie mogła schować to, kim naprawdę jest. Leciutko pociągnęła mężczyznę, by móc wspiąć się i szepnąć mu do ucha.
- Och, mój drogi. - powiedziała tonem dobrze wychowanej młodej damy, w rolę której z rozbawieniem właśnie wchodziła. - Zapowiada się interesująco. - a potem uśmiechnęła się jednym kącikiem ust i pocałowała Eberarda w policzek. Na oko bardzo czule. - Doskonale się składa. Bo muszę się schować w tych wszystkich plotkach, które pewnie już tworzą się w umysłach obserwatorów.
Zaśmiała się cicho, znowu z wyraźnym rozbawieniem i dała poprowadzić przez czerwony dywan.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1133
avatar
Rory O'Shea
Mogłoby się wydawać, że Eberard był w swoim żywiole - czerwony dywan, blask fleszy, zazdrosne spojrzenia z tłumu i piękna kobieta u boku. Czegóż chcieć więcej? Wewnętrznie co prawda miał to wszystko gdzieś (oprócz pięknej kobiety u swego boku rzecz jasna), ale na zewnątrz wyglądał na zachwyconego. Nawet wyszczerzył zęby, bo ciężko to nazwać posłaniem uśmiechu, nawet złośliwego, do jednego z dziennikarzy, który zapowietrzył się widząc, jak Theresa całuje Rory'ego w policzek.
- Dajmy im więc to, czego pragną, a czego i ty teraz potrzebujesz - szepnął jej do ucha.
Mniej więcej w połowie drogi zatrzymał się, a dokładniej ich, by wszyscy mieli szansę ich sfotografować. Przez tę krótką chwilę objął ją, odrobinę przyciągnął do siebie, po czym obrócił ich nieco, by ci z drugiej strony nie pozostali ze zdjęciami jedynie ich pleców. Gdy zdecydował, że wszyscy, którzy powinni już mają ich zdjęcia, objął wolną ręką równie wolną dłoń Theresy i ucałował ją, po czym zaprowadził swoją towarzyszkę do środka. W końcu przyjechali obejrzeć spektakl, a nie brać w nim czynny udział.
Po wielu powitaniach, uśmiechach, uściskach dłoni i komplementach, w końcu dotarli do loży. Co ciekawe, mimo że miejsc było więcej, wszystkie były puste, choć wieść o wyprzedanych biletach rozchodziła się po mieście od co najmniej dwóch tygodni.
Eberard westchnął. Trochę go ten tłum zmęczył.
- Jeśli potrzebowałaś plotek, to teraz będziesz miała ich pod dostatkiem - powiedział spokojnie, uśmiechając się do siedzącej obok niego Theresy. Tak, Rory uśmiechał się, całkiem szczerze i nawet niewymuszenie.
Lada moment pewnie zgaszą światła, ale zostało im jeszcze kilka minut do spektaklu.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2573
avatar
Theresa Reebentoff
Theresa grała swoją rolę tak, że pewnie mogłaby za nią dostać Oskara. Uroczo uśmiechnięta, z zielonymi oczami w których iskrzyło podekscytowanie. Wszystkiego dopełniały uprzejme skinienia głową i ciepłe słowa, jakie rzucała przy zdawkowych powitaniach, będąc przedstawianą przez Eberarda.
W loży usiadła wygodnie na fotelu. Przesunęła dłońmi po podłokietnikach, wciąż patrząc przed siebie, na scenę. Dopiero po chwili odwróciła twarz w stronę malarza.
- Dostanę aż nadmiar. - odwzajemniła uśmiech. Ogarnęła lożę wzrokiem. - Pusta? - uniosła pytająco brew, ale było w tym geście rozbawienie. - Och, rzeczywiście dbasz o plotki na mój... nasz temat.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1133
avatar
Rory O'Shea
Tak naprawdę zrobił to trochę dla siebie, bo podejrzewał, że będzie miał dość innych ludzi, a trochę dlatego, że po prostu mógł.
- Jeśli już tęsknisz za tłumem, możemy zmienić miejsce - powiedział niezbyt przekonany, ale zaraz się znów spojrzał na nią z rozbawieniem. - Co do plotek... Cóż. Mnie one nie obchodzą, ciebie zaś może trochę bawią, a na pewno w pewnym sensie są ci potrzebne. A plotki, to coś, co mogę ci zapewnić, jak sama mówisz, w nadmiarze. - Wzruszył ramionami. - Możesz być pewna, że nie tylko o spektaklu długo będzie głośno. - Delikatnie ujął jej dłoń i ucałował, jednocześnie patrząc w jej zielone tęczówki jakimś dziwnym, jakby nie pasującym do niego wzrokiem. W tym samym momencie światło na trybunach zaczęło przygasać, aż zapanowały niemal całkowite ciemności, a na scenę wyszli aktorzy.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2573
avatar
Theresa Reebentoff
- Nie. - pokręciła głową. - Nie lubię tłumu. - zaśmiała się. Tak bardzo, że aż z tego chichotu przysłoniła usta dłonią. - W zasadzie to nawet nie lubię ludzi. - wstała, przeciągnęła się, odwróciła w stronę artysty. - Idealne wyczucie potrzeb swojej partnerki, Eberardzie. - skłoniła lekko głowę, po czym wróciła na swoje miejsce.
Uwielbiała to. Być adorowaną, wyjątkową. To było jak cieniutka zasłona, którą pozwalała Theresie zapomnieć o tym, kim naprawdę jest. To było jak punkt zaczepienia. Tak, zdecydowanie to uwielbiała. Ale czy potrzebowała? Nie. Zbyt twardo stąpała po ziemi. Ale to przecież nie oznaczało, że nie ma się dobrze bawić, prawda?
Dała się ucałować w dłoń, przekrzywiła głowę przypatrując się temu gestowi. Poruszyła palcami, gdy usta Eberarda dotknęły jej skóry, a gdy zgasły światła, skierowała wzrok na scenę. Czy widziała wzrok artysty? Owszem. Niemniej jednak delikatnie wysunęła swoją dłoń z jego dłoni.
- Nie tylko o spektaklu? - zamruczała, nadal patrząc na scenę. - Zastanawiam się, co może przebić tę sztukę. - na ustach Theresy błąkało się nieustanne rozbawienie. - Podobno zmiata moralność z powierzchni ziemi.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 806
avatar
Wodzirej
Stephanie Peaky czuła, że ma dzisiaj dobry dzień. Wieczorem udała się na premierę teatralną. Wszak dramaturg uchodził za personę skandaliczną, więc na pewno będzie można wyłapać coś smakowego do Podszewki - tak pomyslała nasza poczciwa Stephy i nie myliła się. Trudno było przeoczyć to, że malarz O'Shea odstawił jakąś towarzyską szopkę z jej koleżanką po fachu - tfu! tfu! - Theresą Reebentoff. O ho ho! Jeszcze nigdy aż tak bardzo się ze sobą nie afiszowali. Czy to coś znaczy?! Ha! Peaky postanowiła pozwolić czytelnikom Podszewki o tym zdecydować.
Powęszyła też trochę po teatrze, usmiechnęła się czarująco do personelu i oto dowiedziała się, że Rory O'Shea wykupił bilety w całej loży. A więc... Czyżby byli ze sobą tam sam na sam? Stephanie aż zrobiło się bardzo smutno, że pani Marchant nie jest obecna w redakcji. Może by ją pochwaliła za takie smaczki? Bo przecież ta cała Reebentoff uwłaczała dziennikarskiej profesji. Powinna dostać ofertę pracy z Koronki. Haha! Stephy aż zachichotała ze swojego żartu.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1133
avatar
Rory O'Shea
Na jej słowa o wyczuciu potrzeb partnerki, Eberard skinął głową w podziękowaniu za niewątpliwy komplement. Tak przynajmniej to odebrał.
- Do usług, Thereso - powiedział cicho. Po chwili, tak jak ona, skierował wzrok w stronę sceny.
- Słyszałem takie opinie, ale domyślam się, że nawet największy skandalista na scenie nie wywoła takiego szumu, co drobne zamieszanie na salonach. - Gdyby był naćpany, pewnie w tym momencie uśmiechnąłby się albo i nawet zaśmiał. Ale tak - tylko jeden jeden z kącików jego ust nieznacznie uniósł się ku górze.

Spektakl naprawdę miał szansę wywołać skandal. Kto wie, może i tak właśnie będzie? Artysta wyśmiał niemal wszystkie konwenanse i zasady moralne w najohydniejszy z możliwych sposobów. Cóż, wolno mu, w końcu to artysta. Wszak z tego prawa korzystał również Eberard.
W czasie spektaklu nie było przerwy, był na to za krótki. Jednak część co wrażliwszych widzów opuściła widownię przed końcem, nie bacząc na sprzeciwiających się zakłócaniu widowiska.

W końcu zapalono światła, a Rory zaprowadził swoją towarzyszkę do specjalnie na ten wieczór przygotowanej sali bankietowej, gdzie można było spotkać twórców spektaklu, a i wkrótce mieli się pojawić aktorzy odgrywający główne role. Był szampan, przekąski, sławy, słowem - wszystko, czego mozna było się spodziewać po takim bankiecie.
Po obowiązkowych miłych słowach, choć nieco złośliwych, w stronę twórców, kolejnych powitaniach, prezentacjach i komplementach, Theresa i Eberard na moment zostali sami.
- Nie uważasz, że uwaga tamtego jegomościa - tu wskazał dłonią z kieliszkiem szampana grubawego krytyka teatralnego, z którego zdaniem ponoć wszyscy się liczyli - o nadmiernym epatowaniu nagością jako jedynej ocenie spektaklu mocno spłyca jego przesłanie? - spytał, nieco zamyślony.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2573
avatar
Theresa Reebentoff
- Jakie drobne zamieszania? - mruknela, lekko nieobecnym głosem, patrząc juz tylko na scenę.
Przez cały spektakl była oparta wygodnie, z przedramieniem położonym na podłokietniku. Palce czasem drgały ze znudzenia. Pomyslala, że powinni mieć tu alkohol. Mnóstwo alkoholu. Musiała się jednak zadowolić szampanem po spektaklu. Uśmiechała się na sali bankietowej bardzo uroczo, trzymając się blisko Eberarda jak na towarzyszkę wieczoru przystało. Wszak podjęli przecież grę. A gra jak na razie się nie skończyła.
Kiedy zostali na chwile sami, Theresa strzelnęła z ramienia Malarza niewidzialny pyłek.
- Nigdy ci nie mowilam, jakie mam podejście do sztuki, prawda? - uśmiechnęła sie lekko, potem skierowała wzrok na mężczyznę wskazywanego przez Eberarda. - Rzadko wyraża coś naprawdę wartościowego. Artyści zazwyczaj pławią się w epatowaniu kontrowersyjnymi wartościami po to tylko, by miałką treść ukryć pod formą, która może odwrocić uwagę. Nie mają pojęcia o prawdziwym życiu, bo przez swoje egzaltowane podejście do rzeczywistosci są niemal całkowicie odcięci. Nie widza prawdziwego swiata, widza swoje imaginacje na jego temat. - przybliżyła sie nieco, upiła łyk szampana. - A co do nagości... - zaśmiała się wdzięcznie. - Nie wiem, jak podchodzą do tego inni, ale mnie nadmiar nagich tyłków nie zmusza do refleksji. - przyłożyła palec wskazujący do skroni Eberara. - Prawda leży zawsze tutaj. Nie jest wybawieniem. I nie przynosi katharsis. Jest jak przyłożenie obuchem. A tutaj... - przeniosła palec na serce malarza. - Tutaj tworzy się sztuka, która jest niczym całun na życiu doczesnym. Nadaje sakralnych kształtów, ale to, co jest pod spodem, nadal jest li tylko gnijącym ciałem.
Przechodzący obok kelner trzymał tace z szampanem. Theresa jednym szybkim gestem odstawiła swoj pusty kieliszek, wzięła pełny, a wszystko to podczas kroku kelnera, nawet nie musiał sie zatrzymywać. Dziennikarka uśmiechnęła sie nonszalancko, a potem puściła Eberardowi oczko.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1133
avatar
Rory O'Shea
Słuchał Theresy z uwagą, popijając powoli szampana i paląc papierosa. Co prawda nie odpowiedziała na jego pytanie wprost, ale przynajmniej wiele się dowiedział. Także odrobinę o jej zdaniu na temat jego własnej twórczości. Były jednak momenty, w których zdecydowanie się z nią zgadzał. Milczał jednak, nie chcąc jej przerywać. Słysząc jednak, że prawdziwa sztuka płynie z serca, przechylił lekko głowę.
- Nawet prawdziwa sztuka płynąca z serca może zostać ubrana w kontrowersyjną i pozornie odwracającą uwagę formę - powiedział w zamyśleniu. Nie, nie mówił o sobie. Gdyby zastosować kryteria Theresy, Eberard nie tworzył sztuki - bo jak może coś rodzić się w sercu, kiedy serca brak?
- Wszystko zależy od odbiorcy. Rola artysty wszak kończy się na stworzeniu dzieła, jego serce, umysł czy cokolwiek chciał przez swoją twórczość powiedzieć, od tego momentu muszą bronić się same. - I tu już Eberard nie zdążył niczego powiedzieć, bowiem przed nimi zmaterializował się jeden z aktorów odgrywających pierwszoplanową rolę w dzisiejszym spektaklu. Przywitał się z malarzem przyjacielskim pocałunkiem w policzek i szerokim uśmiechem. Rory przedstawił go Theresie, oczywiście. Zamienili kilka słów i mężczyzna zniknął równie nagle jak się pojawił.
- Aktorzy - mruknął z lekkim rozbawieniem w głosie. - Nigdy nie wychodzą z roli. W pewnym momencie swego życia zapominają, jacy są naprawdę.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2573
avatar
Theresa Reebentoff
Słuchając Eberarda wodziła koniuszkiem palca po krawędzi szkła kieliszka i obserwowała bankietowych gości. Wydawała się zupełnie niezainteresowana tym, co mówi malarz. I w zasadzie może faktycznie zainteresowana nie była. W swojej niechęci do sztuki zawarła również niechęć do dyskutowania o niej. Jałowe rzucanie słów na wiatr.
- Sztuka nie jest czymś, czego potrzebuję do szczęścia. - powiedziała w końcu.
Na aktora patrzyła z lekko przekrzywioną głową i pomimo, że uśmiechała się uroczo, to zmrużyła lekko oczy, gdy tamten pchał się do Eberarda. Czuła się, jakby ktoś przekręcił jej śrubkę wewnątrz, sprawiając, że coś jest bardzo nie tak.
- Nie lubię tego. - mruknęła, nie patrząc na malarza, gdy aktor już odszedł. Rory powienien się domyślić, że nie komentowała jego słów, ale zachowanie aktora. Dopiero po chwili przeniosła spojrzenie zielonycjh i nawiązała do słów O'Shea.
- Czyżby? - uniosła lekko jeden kącik ust. - Chyba nie tylko oni.
Upiła łyk szampana, znowu powiodła wzrokiem po zgromadzonych w sali. Wyglądała jakby nad czymś się zastanawiała. I owszem, tak było. Właśnie miała zamiar dac krok na przód. Podczas, gdy stoi nad przepaścią. Kolejną. Jeśli zacznie spadać, nie będzie już odwrotu. Nie będzie mogła się cofnąć, a wszystkie założone plany będą musiały zostać zrealizowane. W przeciwnym razie najprawdopodobniej skończy na stryczku. Odstawiła kieliszek, odwróciła się do Eberarda. Dłonią sięgnęła do jego krawatu, przesunęła palcem w górę, w połowie zatrzymała rękę, by zacisnąć na materiale palce. Pociągnęła za krawat, zmuszają mężczyznę do nachylenia się, wtedy wspięła się na palce by niemal sięgnąć ustami do jego ucha.
- Tylko popatrz, jak oficjalnie niszczę wszystko, co budowałam przez ostatnie miesiące. Patrz, jak spadam. - szepnęła, a potem przesunęła głową tak, że niemal stykali się czubkami nosów. Theresa miała szeroko otwarte oczy. - Zapraszam do gry, Eberardzie.
Jeśli malarz wysilił swoją percepcję, jeśli spojrzał w te oczy, jeśli uruchomił wyobraźnię - mógł dostrzeć w tej zieleni ocean samotności, bez żadnych granic, z głębią tak silną, że nic nie było w stanie utrzymać się na powierzchni. Na jedną setną część sekundy, mógł zobaczyć mnogość emocji Reebentoff, których podobno nie miałam, tak jak nie miała serca. A potem zamknęła oczy.
I pocałowało Eberarda składając na jego ustach pocałunek, który trudno było nazwać przyjacielskim i na tyle długi, że przesunęła koniuszkiem języka po jego wargach.
Theresa Reebentoff wynurzyła się na chwilę ze swojej własnej otchłani zimnego oceanu, wyciągnęła dłonie, objęła  O'Shea. Zacisneła palce. A potem. Potem pociągnęła go pod powierzchnię wody. Na samo dno.
Rozluźniła palce na krawacie, oderwała usta, ale nie nazbyt daleko. Dłonią musnęła dłoń Eberarda.
- Chodź. - szepnęła. Po chwili uśmiechnęła się jednym kącikiem ust i znów była Theresą Reebentoff. Nie czekając na odpowiedź ruszyła w stronę wyjścia z sali, a potem wyjścia z teatru. Gdy była już na ulicy, gdy ciężkie ciepłe powietrze otuliło jej twarz, gdy stała na schodach prowadzących do masywnych drzwi budynku teatru, wyciągnęła papierosa, zapaliła i zaciągnęła się mocno. Wypuszczając dym obserwowała miasto nocą.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1133
avatar
Rory O'Shea
Słyszał jej uwagę o sztuce gdzieś z oddali, bowiem odpłynął na moment do świata, w którym nagość i seks mieszały się z niewyobrażalnym cierpieniem - tak, myślał przez chwilę o swojej własnej twórczości. Nie skomentował słów Theresy w żaden sposób. On już miał swoje zdanie na ten temat, teraz poznał jej... Coż, jedyne, co mógł zrobić, to nie wdawać się z nią w dyskusje na ten temat. Przynajmniej na razie.
Zaś słowa "nie lubię tego" odrobinę go zdziwiły. Tego, czyli... Ach! No tak, w sumie co jakiś czas było głośno o tym, jakoby Eberard zaczął interesować się bardziej mężczyznami niż kobietami, więc Theresa mogła się nasłuchać wielu momentami pewnie niepokojących rzeczy. Tak przynajmniej tłumaczył sobie jej reakcję na normalne, bądź co bądź, powitanie. A że większość z tych plotek nieznacznie tylko mija się z prawdą? Co zrobić. Na razie nie miał zamiaru tego roztrząsać.
A raczej nie zdążył. Pochylił się, za wiele możliwości wyboru nie miał. I nawet by nie chciał. Jej słowa zaniepokoiły go, przez dobrą chwilę zastawiał się nad tym, co też zamierza zrobić. Czekał. Cokolwiek miało się wydarzyć i tak nie mógłby się na to w żaden sposób przygotować. Jedyne, na co sobie pozwolił, to obserwacja. Wpatrywał się w nią swoimi smutnymi zazwyczaj oczyma, w których nie raz zagościło szaleństwo, teraz zaś wypełniała je ciekawość pomieszana z dziwnym podnieceniem. Dostrzegł coś w jej zielonych tęczówkach. Emocje. Uczucia. Nie do końca wiedział jakie, trwało to wszak tylko sekundę. Ale wiedział jedno - ta sekunda była bardzo, bardzo ważna.
Pocałunek. Tego się nie spodziewał. A już na pewno nie TAKIEGO pocałunku, który znaczył tak wiele. Na krótką chwilę zatracił się w tym nim, stracił kontakt z rzeczywistością. Oddał się temu. Popłynął z nią na samo dno. Choć nie wiedział jeszcze tak do końca, co to może znaczyć.
Gdy było po wszystkim, nie ruszył się ani o milimetr, a każda komórka jego ciała pragnęła więcej. Dużo więcej. Wszystko.
Ocknął się dopiero, gdy zaczęła zmierzać do wyjścia. Odstawił kieliszek z niedopitym szampanem i podążył za nią, dyskretnie poprawiając spodnie.
Znalazł ją na zewnątrz. W ułamku sekundy znalazł się przed nią i nim zdążyła cokolwiek zrobić, objął ją i pocałował. Niezbyt długo, ale tak, by wiedziała, że przyjął zaproszenie do gry i zaangażuje się w nią całym sobą. Nie przejmował się tym, że ludzie wokół nich przystanęli na moment, by popatrzeć. Taka ich rola, by gapić się na to, czego mieć nie mogą, na tych, których życie chcieliby wieść.
W końcu odsunął się nieco, ale jej nie puścił. Patrzył na nią tymi swoimi oczyma, w których teraz działo się zdecydowanie zbyt wiele.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2573
avatar
Theresa Reebentoff
Nie zdążyła sie odsunąć. Ani wycofać, nawet gdyby chciała. Jedyne na co wystarczyło jej czasu to odsunięcie dłoni z papierosem. Ciepły i tak nagły pocałunek sprawił, że westchnęła niemal niezauważalnie. Nawet nie próbowała dać kroku w tył, wszak nadal była obejmowana nawet, gdy ich usta rozłączyły się. Wtedy pozwoliła sobie na lekkie odchylenie, akurat tyle, by dać sobie swobodę do podniesienia papierosa do ust i zaciągnięcie się.
- Ile kobiet... - przekrzywiła głowę. - albo raczej ust całowałeś, że jesteś w tym całkiem dobry? - zapytała cicho, z theresowym uśmiechem czającym się w kącikach ust. Pytanie było było podchwytliwe. I tak, Theresa w życiu by się nie przyznała, że jej się to spodobało.
Czy ludzie patrzyli? Owszem, nawet teraz. Wszyscy znali Eberarda, większość kojarzyła skandalizującą wciąż dziennikarkę. Ciekawe czy pomyśleli, że teraz przeszła samą siebie.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1133
avatar
Rory O'Shea
Nim odpowiedział, delikatnie zabrał jej papierosa i sam mocno się zaciągnął.
- Czy to ważne? - spytał, oddając jej papierosa, po czym pochylił się, zbliżając swoje usta do jej. - Te, które chcę całować, są właśnie tutaj - powiedział cicho i znów ją pocałował, tym razem delikatnie i krótko. Theresa pewnie wyczuła, że włożył wiele silnej woli w to, by się na nią nie rzucić. Co zrobić.
Wreszcie odsunął się nieco od niej.
- Spektakl dobiegł końca. Chodźmy stąd - zarządził tym razem on.
Po krótkiej chwili chłopak w uniformie przyprowadził automobil Eberarda i obydwoje pomknęli do restauracji.

---> Restauracja Filomeny.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 509
avatar
Idriya Callahan
/ początek

Idriya dzisiaj postanowiła przyjść wcześniej do teatru. Była akurat dziesiąta rano, kiedy przekraczała próg budynku, w którym pracowała. Ba, niemalże pomieszkiwała, bo zdarzało jej się tu nie raz i nie dwa przysnąć, o czym z pewnością jej siostry czy też najlepsza przyjaciółka wiedzieli doskonale.
Callahan akurat kończyła poprawianie rekwizytów, które zostały wczoraj rzucone niedbale na scenę, a dzisiaj zapowiadała się kolejna próba. Nie spostrzegła nawet Charlotte. Przynajmniej nie w pierwszej chwili, bo w następnej to już biegła do przyjaciółki, ażeby ją mocno przytulić, wyraźnie stęskniona.
- Chodź, pokażę ci w garderobie taką piękną sukienkę - powiedziała głośno, ciesząc się w duchu, że nikogo oprócz nich nie ma. - Cudowna jest, naprawdę! - i zaczęła ciągnąć przyjaciółkę w stronę - nie zgadniesz - garderoby!
Powrót do góry Go down
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Teatr
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 12Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5 ... 10, 11, 12  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: STARE RPOZGRYWKI I WSZYSTKO :: Miasto :: Centrum-