IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Kabaret

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3 ... 11 ... 21  Next
Admin
Liczba postów : 4129
avatar
Admin


Wstęp: 4 kredyty

Menu:
- Szklanka whiskey- 72 Ril
- Szklanka rumu - 48 Ril
- Wino czerwone/białe - 2 K 40 R kieliszek
- Szklanka brandy - 60 Ril

Margharita (srebrna tequila, triple sec, sok z limonki, syrop trzcinowy) - 2 K 40 R
Sex On The Desert (wódka, likier brzoskwiniowy, sok pomarańczowy i żurawinowy) - 2 K 40 R
Firemans Sour (rum, grenadyna, sok z cytryny, woda gazowana) - 1 K 80 R
Sexy Lemonade (wódka, triple sec, sok z limonki, cukier) - 1 K 80 R
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 206
avatar
Hans Andersen
< - mieszkanie

Nie mógł pokazać Grecie, ze ma jakiekolwiek problemy finansowe - dlatego też to on zapłacił za wstęp trzech osób i pozwolił paniom wybrać sobie alkohol. Sam postanowił zostać przy jednej szklaneczce whiskey - oszczędzi na sobie. Zresztą, pijany był miłością, to starczało za trzy butelki rumu. Joł hoł!
Nie udało mu się zdobyć miejsca w pierwszych rzędach, ale dzięki boże wszechmogący, nie zginął gdzieś na tyłach - dobry widok miał an scenę i o tym chciał myśleć. 
Siedział jak na szpilkach, tak zdenerwowany był, ze czapkę zapomniał ściągnąć - o czym przypomniała mu babcia i wstydu mu tym narobiła!
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1292
avatar
Charlotte Moncreiff
<-- apartament Marchanta

Lotte wstała dziś niczym ranny ptaszek, który to nie może się doczekać, by rozprostować skrzydełka i pofrunąć wysoko hen do nieba. Szansonistka była w doskonałym humorze i od rana na jej twarzy gościł uśmiech. Wszak dziś był dzień jej występu! I to nie byle jakiego, bowiem na widowni gościł miał braciszek Szarlotki. Była ona tak niezwykle podekscytowana, że do kabaretu zawitała na długo przed godziną, jaką zaznaczono na plakatach.
Podśpiewując sobie pod nosem, Charlotte zamknęła się w swojej garderobie, chociaż i tak co chwila ktoś do niej zaglądał. A to koleżanki z kabaretu, by podzielić się najnowszymi plotkami, a to dyrektor, całujący swa gwiazdę po rączkach, a to jakiś wielbiciel, któremu udało się przemknąć dalej niż całej reszcie. A panna Marchant każdego chętnie przyjmowała, z każdym zamieniła chociaż dwa słowa, żegnając uśmiechem.
Ale pora występu zbliżała się wielkimi krokami. Stoliki zapełniały się goścmi, coraz trudniej spóźnialscy mogli znaleźć dobre miejsce. Bo najlepsze były zawsze z przodu!
Za kulisami ruch oczywiście większy niż w głównej sali. Nerwy przed występem sięgały zenitu, a wszyscy biegali w jedną i drugą stronę, dopinając resztę na ostatni guzik. Charlotte za to umalowana, uczesana i przebrana w błyszczącą, krótką sukienkę, czekała na znak. Ten zaś szybko przyszedł. Ktoś wpadł do jej garderoby oznajmiając, że zostały trzy minuty do jej wejścia, a muzyka na scenie zaczęła grać. Zapowiedziano występ i zaraz na scenę wbiegły dziewczęta z zespołu, które chórkiem zaczęły zabawiać widownię.
Wszyscy jednak czekali na główną gwiazdę!
Światło przygasło całkowicie, chórek rozstąpił się, robiąc miejsca Charlotte, na którą padł snop ostrego światła. Kobieta tanecznym krokiem z szerokim uśmiechem przesunęła się bliżej widowni, puszczając oczko do wybrańca i śpiewając motyw przewodni.
- Po co siedzieć samemu w pokoju. Przyjdź posłuchać muzyki. Życie to kabaret, stary pryku. Przyjdź do Kabaretu. Odłóż robótki, książkę i miotłę. Już czas na przerwę. Życie to kabaret, stary pryku. Przyjdź do Kabaretu
Kołysząc biodrami w rytm muzyki, przeszła na bok, by wyciągnąć dłoń w zapraszającym geście, nie przestając śpiewać i tańczyć, uśmiechy rozdając na prawo i lewo. Sukienka przed kolana mieniła się złoto w blasku świateł padających na scenę, podczas gdy Lotte rozkładała ramiona na boki, śpiewając, że życie to kabaret.
- Przyjdź spróbować wina, Posłuchać zespołu. Przyjdź zabrać głos. Zacznij świętować. Właśnie tak, twój stół już czeka. Po co pozwalać prorokom i fatum zgasić każdy uśmiech. Życie to kabaret, stary pryku, więc przyjdź do Kabaretu.
Lotte uśmiechając się zalotnie, skupiła spojrzenie na pierwszych stolikach, ustawiając się bokiem i poruszając biodrami w takt muzyki. Raz spokojnie, raz ekspresywnie. Wszystko byle słuchacze się nie nudzili i mieli zabawę także oglądając. Pod koniec występu Lotte radośnie wymachując rączkami, odeszła od brzegu sceny, kierując ku kulisom, gdzie na koniec rzuciła jeszcze ostatnie spojrzenie, ostatni uśmiech, wraz z ostatnią nutą i zniknęła.
Chociaż to nie był koniec.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2018
avatar
Henry Marchant
<--- [APARTAMENT MARCHANTA]

Reszta wczorajszego dnia minęła na spędzaniu czasu z siostrą. Wydawało mu się, że nie widział jej wieki, chociaż przecież mieszkali w jednym mieście, wpadali na siebie tylko od czasu do czasu. Prędzej on pojawiał się w mieszkaniu matki, jak zwykle zagarniany w czułe ramiona rodzicielki, historię, przeszłość, przyszłość.
Nie musiał starać o miejsce, siostra nie przepuściła okazji, aby to załatwić, uśmiechnąć się do odpowiednich osób roztaczając wokół swój urok. Zajął jeden ze stolików ustawionych blisko sceny. Rozglądał się po sali przechodząc obok elegancko ubranych ludzi, uśmiechniętych kobiet w różnorakich sukniach, mężczyzn z dumnie wypiętą piersią, jakby dobry humor wylewał się z butonierek pośród szeptów i pomrukach ciszy w rozpoczęciu przedstawienia.
Pojawiła się ona. Jak zwykle promieniejąc na scenie, od zawsze tak było. Oczko w głowie całej rodziny i nie tylko. Widownia z niecierpliwością wyczekiwała jej występu i oto kokieteryjnie, uwodzicielsko i z charakterystyczną dla siebie łatwością zdobywała kolejne powodu do oklasków. Nie mógł się nie uśmiechać, nie mógł się też nie cieszyć. Na stoliku leżała samotna róża, którą po drodze kupił dla siostrzyczki, która teraz zniknęła za kulisami. Alkoholu na razie nie tknął, chociaż czekała na niego dziwna nazwa za dwa kredyty, tuż obok wspomnianej róży.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 240
avatar
Greta Andersen
Greta chętnie skorzystała z tego, że brat płaci za swoje panie! I dlatego poprosiła o drinka, który nosił zbereźną nazwę.
Przy stoliku, dopóki nie zaczął się występ, nie omieszkała porozglądać się naokoło. Jakże lubiła czasem przyjść w takie śliczne miejsce, pełne pięknie ubranych ludzi. Mogła podpatrzeć, co teraz w modzie, w jakim kroju najczęściej zjawiają się panie, a i ostrożnie, dyskretnie i nieśmiało zawiesić oko na jakimś wyględnym jegomościu.
A potem na scenę wypadł chórek skąpo ubranych dziewcząt i równie skąpo ubrana główna atrakcja wieczoru. Greta śledziła uważnie pannę Marchant, na widok której pewnie jej bratu serce stanęło, a może i co innego. Ech, a do niej to nikt tak nie wzdychał! Cóż, w pilotce, goglach i służbowym uniformie zdecydowanie nie prezentowała się tak rozkosznie, jak Charlotte.
- Jak ci się podoba, babciu? Co myślisz o jej śpiewie? - zagadnęła, gdy gwiazdeczka zniknęła ze sceny. Potem zerknęła na Hansa.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 206
avatar
Hans Andersen
Hans tak się rozmarzył, wgapiając się w Charlotte, ze zapomniał o swojej whiskey - babka skorzystała z okazji i gdy wychyliła swoje wino zabrała się za drinka wnuczka. Hans jednak jedyne co zrobił to wgapiał się w  scenę, mówiąc, ze kocha Charlotte.
Babka natomiast, na słowa Grety, zaczęła opowiadać, jak to ona kiedyś śpiewała i jakie tłumy za nią szalały.
- Ci wszyscy... tak jak ten tam, taki elegancik - wskazała na Marchanta siedzącego w rzędzie przed nimi. - Tacy mi róże do stóp rzucali!
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 240
avatar
Greta Andersen
Greta uwielbiała opowieści babci. Uwielbiała oglądać jej zdjęcia, które zachowała z występów czy wycinków gazet. Uwielbiała wyobrażać sobie ją na żywo, piękną i młodą, oświetloną reflektorami na scenie. I tak, była absolutnie pewna, że każdy mężczyzna stanąłby na rzęsach, by jej taką różę wręczyć!
Przy okazji Greta zawiesiła spojrzenie na wskazanym przez babcię mężczyznie. Potem zaś zaśmiała się do brata.
- Proszę, nie mów, że będziesz za nią biegł po występie!
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 206
avatar
Hans Andersen
- Oczywiście, ze będę biegł - Odparł Hans, prychając. Co ta Greta, czego ona nie rozumiała? Przecież Hans nie będzie się tylko gapić, prawda?
Spojrzał na babkę, lecz ta chyba w głowie miała co innego niż ochrzan dla wnuka.
- Greciu, idź zagadaj do jakiegoś pana! - mówiła. Lecz nie czekała na reakcję wnuczki, jeno poprawiła swoje boa (które pamiętało czasy opery carskiej) i podeszła do stolika przed - tam gdzie siedział elegancki Marchant.
- Dobry wieczór, pozwoli pan, ze się dosiądę? - Powiedziała w stylu starej gwiazdy estrady, wyniosłą i dumna z siebie.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 240
avatar
Greta Andersen
Greta rozumiała, musiała się tylko trochę ponabijać.
- Cóż, Hans, życzę ci powodzenia, ale będziesz miał chyba sporą konkurencję! - odparła i upiła łyczek ze swojej szklanki. Przy okazji strzeliła wymownie oczami na przynajmniej połowę sali, która siedziała jak na szpilkach, w oczekiwaniu na powrót panny Marchant.
- Oj babciu! - Greta poczuła, jak fala gorąca zalewa jej policzki. Co innego porozmawiać z jakimś miłym chłopcem na ulicy czy podczas pracy, a co innego tak! Lecz starsza pani pozbawiona była takich oporów i Grecie nie zostało nic innego, jak patrzeć na swoją babcię w akcji.
- Ech - westchnęła pod nosem, rozżalona chyba, że brakowało jej babcinej odwagi.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1292
avatar
Charlotte Moncreiff
Przed kolejny występem scena znowu zatonęła w mroku, a tuż przed tym jak muzyka rozbrzmiała, ustawiły się tancerki z krzesłami, przyjmując różne i nieruchome pozy. Między nimi, gdzieś pośrodku, tyłem do publiczności usiadła Charlotte.
Orkiestra zaczęła grać, gdy szansonistka czubkiem palców dotknęła ronda swego kapelusika, w leniwym geście odwracając głowę ku widowni i elektryzując ich swym spojrzeniem.
- Musisz zrozumieć jaka jestem, mój panie. Tygrys jest tygrysem, nie barankiem, mój panie. Nigdy nie zmienisz octu w dżem, mój panie. Więc, robię co robię. Kiedy z kimś kończę, to kończę. Kończę i już.
Charlotte zgrabnie przekręciła się, by bokiem przysiąść i zaraz powstać z krzesła, na oparciu którego ułożyła dłoń i zgięła nóżki w kolanach. Tym razem w fiolet przybrana, wyglądała skromniej niż w złocie, chociaż piosenka wydawała się być ostrzejsza.
- Żegnaj, żegnaj, mój kochany panie. To pożegnanie, mój kochany panie. To był piękny romans, lecz teraz to już koniec i choć kiedyś go pielęgnowałam, teraz potrzebuję świeżego powietrza. Lepiej Ci będzie beze mnie, mój panie. Nie trzyj oczu, mój panie. I nie zastanawiaj się dlaczego, mój panie. Zawsze mówiłam, że jestem wędrowniczką. Nie musisz marszczyć czoła. Powinieneś już wiedzieć .Masz wszelkie powody, żeby we mnie wątpić, mój panie.
Koleżanki z zespołu tańczyły przy swych krzesłach, by w końcu razem z Charlotte na nowo zająć na nich miejsca i przechylić się na bok niebezpiecznie, zaraz w tym samym czasie gwałtownie wrócić do pierwotnej pozycji, co zatrząsło posadami sceny, razem z tupnięciem każdej występującej.
- Żegnaj, żegnaj, mój kochany panie. To pożegnanie, mój kochany panie .To był piękny romans, lecz teraz to już koniec I choć kiedyś go pielęgnowałam Teraz potrzebuję świeżego powietrza
Będzie Ci lepiej beze mnie.
Charlotte wskoczyła na swoje krzesło, opierając się na nim i pochylając do przodu, by dokończyć piosenkę i uśmiechnąć się sama do siebie, gdy światło przygasło, a na widowni rozległy się oklaski. Kobieta zeskoczyła z krzesła i zniknęła za kulisami.
Resztę wieczoru gości mieli zabawiać muzycy.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2018
avatar
Henry Marchant
Chwila przerwy, a raczej popisów muzykantów, którzy zapowiadali kolejny występ, kolejny motyw i następnych śpiewaków. Po całym spektaklu, Henry miał zamiar przejść się za kulisy i pogratulować siostrzyczce sukcesów i wszystkich tych zakochanych facetów, których to nie uwzględnia jako gości swojego, a teraz po części - ich domu. Zastanowił się, czy pójść do niej od razu po ostatnim występie w wydaniu brunetki, a może poczekać na koniec całego przedstawienia? Może zejdzie na widownię?
Rozmyślania redaktora zostały przerwane przez starszą panią.
- Um... Tak, dobry wieczór, proszę... - Marchant budząc się z lekkiego letargu podniósł się ze swojego miejsca i przez chwilę wahając się w tym co ma zrobić, odsunął kobiecie wolne krzesło obok. Co tu gadać?
- Podoba się pani występ? - zapytał półszeptem, bo o czym tu gadać jak nie o sednie sprawy? Babuszka chciała pewnie tylko nieco się przybliżyć. Może ma problemy ze wzrokiem. Za chwilę rozbrzmiała muzyka, wzrok całej sali na nowo skupił się na postaci Charlotte.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 206
avatar
Hans Andersen
Babka Andersen uradowała się gościnnością mężczyzny i zasiadła obok od razu mówiąc, ze sama, gdy była młoda, występowała.
- W operze, mój panie... och czasy się zmieniły i pewnie jakbym teraz była młoda to bym tak skakała po scenie jak ta panna Marchant! - Rozmarzyła się kobiecina. Nie ukrywała, ze była zachwycona kabaretem - ha, przecież śpiew, taniec i muzyka to było jej życie!
Gdy przedstawienie się skończyło, a lokal wypełniła spokojniejsza muzyka, babka spojrzała w stronę swej wnuczki a potem na dżentelmena obok.
- Moja wnuczka, Greta, o widzi pan, tam siedzi... nie ma na dziś towarzysza, a jej brat, cóż, jak wiją się przed nim takie ślicznotki to raczej nie ma ochoty siostry zabawiać!...

Prawda to, Hans od razu po skończonej piosence wstał i zdawkowo żegnając się z Gretą, zaczął biec za kulisy.
Po drodze wcisnął komuś swoje kwiaty bo uznał, że plan ten jest głupi. Będzie zgrywał kogoś... niezainteresowanego!
Zrzucił marynarkę, zakasał rękawy, nałożył kaszkiet... Wśród eleganckich dandysów z kwiatami nie wyglądał na wiernego fana; zaczął udawać że, ha, on tu pracuje, nie?
Nawet miotłę pochwycił i że niby tylko tu sprząta!
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 240
avatar
Greta Andersen
Greta niepewnie zerkala w stronę babci i eleganckiego mężczyzny w pierwszym rzędzie. Co też ona mu mówiła? Och... Babcia miała mocny głos i panna Anderson dość szybko zrozumiała, co też babka wymyśliła. Jjeśli mężczyzna podążył ku niej spojrzeniem, to znów poczula wypieki na policzkach i spuściła wzrok na szklankę ze swoim drinkiem.
- Hans? Hans, czekaj! - syknęła, ale brat już owczym pędem leciał za kulisy. Dziewczyna znowu westchnęła.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 206
avatar
Hans Andersen
Hans przemknął przez tłum tancereczek (posyłając im uśmiechy i pewnie tylko dzięki swojemu urokowi jakoś mu sie udało) potem ominął muzyków i w końcu dostał sie pod drzwi garderoby. Nie mógł jednak zbyt długo zwlekać i czatowac pod nimi, bo ktoś jeszcze go wygoni! więc Hans postanowił zrobić to co robił zazwyczaj - wszedł na bezczela , bez pukania.
A tak siedziała ONA.
Och, stał jak wryty, opierając sie wpierw o drzwi, lecz gdy tlyko ochłonał i uporał się z myślą, ze jest aż nazbyt piękna - palnął:
- No cześć.
Pokręcił głową.
- Ja przyszedłem... wymienić.. żarówkę.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2018
avatar
Henry Marchant
Marchant podchwycił temat i wtrącał na pewno jakieś pytania, chwaląc kobietę za jej ciężką pracę. Co jak co, ale przez to, że matka lubiła się w sztuce, rodzeństwo było ciągane po różnego rodzaju recitalach, operach, czy innych przedstawieniach. Wtrącił komplement, że przecież jest jeszcze młoda, a talent nie zanika z wiekiem, utrzymując się do końca. Zwracał uwagę na występ siostry tylko połowicznie, na razie myśląc, że zaraz przeprosi kobietę i pójdzie za kulisy do siostry. Nie spodziewał się jednak kolejnego szczerego wyznania staruszki.
Zerknął w tamtą stronę, gdzieżby nie! Kątem oka zobaczył Hansa, uciekającego w rączych podskokach niczym młoda gazela, ku kulisom! Już nie było rady, tłoczno będzie koło siostrzyczki. Wrócił całą swoją uwagę na babcię, uśmiechnął się półgębkiem i nieco głośniej, zapytał:
- Proponuje mi pani, pani Eleonoro... - och tak, przedstawili się sobie z imienia! - ...abym dotrzymał paniom towarzystwa? - dokończył, a później zapytał jeszcze, czy ma babciną zgodę. Duże prawdopodobieństwo, że siostrzyczka go zabije.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1292
avatar
Charlotte Moncreiff
Charlotte po udanym występie uściskała się z koleżankami, zebrała pochwały ze strony wszystkich, którzy nadzorowali występy za kulisami, uśmiech posłała dyrektorowi i zamknęła się w swej garderobie, by ochłonąć.
Usiadła na fotelu i odetchnęła głęboko, zerkajac w swe odbicie. Pochyliła się w stronę lustra i oparła łokciem na toaletce. Uśmiechnęła do siebie ściągając kapelusik i odkładając go na bok. Spojrzała na swój prawy profil, na lewy, by w końcu zacząć wyciągać wsuwki z włosów. Rozpuściła włosy w ciszy, pewna iż jeszcze ma z kwadrans spokoju, nim zaczną się do niej dobijać. Jakież więc było jej zdziwienie, gdy nagle drzwi się otworzyły i w progu pojawił się mężczyzna. Lotte przyjrzała się mu w lustrze i odwróciła do niego, gdy palnął o żarówce. Naprawdę? Panna Marchant wietrzyła podstęp, ale postanowiła trochę pobawić.
- To wymień.
Odpowiedziała i sięgnęła po okrągłe pudełeczko, gdzie kryła się pomadka do ust. Charlotte nabrała na palec odrobinę czerwieni i nie spuszczając oka z nieznajomego, pomału zaczęła malować usta.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 240
avatar
Greta Andersen
Pani Andersen zdawała się zachwycona swoim rozmówcą, jego ogładą, znajomością sztuki, operetek, jego szczerym zainteresowaniem! A jak uprzejmie i zgrabnie wplatał komplementy w swe wypowiedzi! Och, jak każda kobieta, a szczególnie taka, która przez lata była hołubiona, wspaniale się czuła, gdy ją komplementowano.
Nie omieszkała zaproponować, że mogłaby kiedyś przesłać Henry'emu swoje stare nagrania z występów!
- Byłybyśmy zachwycone - rzekła śpiewnie Eleonora i zerknęla w stronę wnuczki. Ta, pozostawiona samotnie przy stoliku, wyglądała na nieco zagubioną.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 206
avatar
Hans Andersen
Oczywiście mógł od razu paść do stóp i śpiewać serenady, ale przecież Hans tak nie pogrywa z pannami! to ONE mu je śpiewają a ni on im... dlaczego teraz ma być inaczej? lecz zadanie yło trudniejsze, bo przecież palnął głupotę o żarówce...
Poprawił szelki, chrząknął i ściągnął kaszkiet, rozglądając sie po lampach.
- Aj, ale chyba ktoś mnie w konia zrobił, bo widzę wszystko tu działa... - powiedział tonem fachowca, spoglądając na działające żarówki. Podszedł do toaletki i obejrzał lampki wokół lustra.
- Ach, ta organizacja, istny burdel, prawda? - Powiedział, spoglądając na Charlotte.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2018
avatar
Henry Marchant
Na propozycje staruszki, Marchant odpowiedział z uprzejmą ochotą. Prawdopodobnie, matka również zainteresuje się jej nagraniami. Pomógł pani Eleonorze wstać, pewnie podała mu dłoń, którą przyjął odprowadzając kobietę do jej stolika. Zgarnął przy okazji różę ze swojego.
- Można się dosiąść? - zapytał nachylając się lekko nad Gretą. Postanowił wykorzystać różę i zabawić się w grę babki. Wręczył kwiatek młodej, czerwonej damie. - Ma pani uroczą babcię. - dodał ciszej, żeby ta druga go nie słyszała.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1292
avatar
Charlotte Moncreiff
Charlotte zacisnęła usta, by nie parsknąć śmiechem, na widok nieogarniętego mężczyzny, który bawił sie w podchody. Już ona takich znała. Teraz żarówka, kiedyś rura podobno pękła w pomieszczeniu nad nią, ktoś myszy szukał ahhh Szansonistka pokiwała głową i odłożyła pudełeczko, twarz ku mężczyznie zwracając. Zmrużyła oczka, gdy ten tłumaczył się burdelem w organizacji. Tak, w kabarecie zamieszanie było nieodłącznym elementem każdego dnia.
- Oj prawda, prawda.
Odpowiedziała, sięgając po flakonik z perfumem. Psiknęła na nadgarstek i wyraźnie majac ochotę na małe flirty, podsunęła rękę w stronę mężczyzny.
- Podobają się panu?
Zapytała, uśmiechając i obserwując Hansa z zainteresowaniem. Nie wyglądał jej chłopaka wymieniajacego żarówki. Tamci byli starzy i brzydcy, a mężczyzna stojący przed nią... musiała przyznać, że przystojny.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 206
avatar
Hans Andersen
Oparł sie o toaletkę i uśmiechnął się.
- Podobają. - Odpowiedział, czując perfumy. Oczywiście, ze wiedział, że ona wiedziała, że on tka naprawdę nie wymieniał żarówek. I może mu naprawdę nieudolnie szło to udawanie, więc uznał, ze czas na nowe rozdanie.
- Muszę się pani do czegoś przyznać... nie wymieniam żarówek. taki kłamczuch ze mnie. - Pokręcił głową. - Chce pani wiedzieć, co zamiast tego porabiam?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1292
avatar
Charlotte Moncreiff
Uśmiechnęła się słodko, zadowolona z odpowiedzi jakiej mężczyzna udzielił. W końcu to były jej ulubione perfumy i nawet jak Hans mówił tak dlatego, że były to jej perfumy, to miło było usłyszeć taką odpowiedź.
- Doprawdy? Nie wymienia pan? - Charlotte udała zaskoczenie i zaraz uśmiechnęła się promiennie. Przekręciła się nieco na fotelu i założyła nogę na nogę, opierając wygodniej. - Bardzo jestem ciekawa! - Odpowiedziała żywo, nie darując sobie gdyby nie zaspokoiła ciekawości. No? Co tym razem usłyszy od spryciarza, który dostał się do jej garderoby?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 240
avatar
Greta Andersen
Greta zdążyła wysączyć niemal całego drinka, nim babcia wróciła do stolika... w towarzystwie tego mężczyzny. Zrobiło jej się jeszcze goręcej, bo wyglądał na takiego z wyższych sfer i był całkowicie onieśmielający. Łatwo kokietować tych, którzy są jej równi, ale tak?
- Proszę - przytaknęła pospiesznie i posłała babci wymowne spojrzenie. Ta natomiast zdawała się być w swoim żywiole. Gdyby urządzali tu tańce, pewnie byłaby pierwsza na parkiecie.
- Och... - Greta odebrała różę od mężczyzny i zaraz pomyślała, że ona wcale nie była dla niej, nie, ten jegomość miał ją wręczyć gwieździe tego wieczoru, tak samo, jak Hans i pewnie wielu innych wielbicieli. - Bardzo dziękuję - uśmiechnęła się mimo wszystko, bo w gruncie rzeczy, wesołość była w jej naturze.
Można było uznać, że jej słowa dotyczyły zarówno róży, jak i babci.
- Umm... - zacięła się trochę i zerknęła na babcię. - Jestem Greta. Greta Andersen... - chociaż pan to już chyba wie, cisnęło jej się na usta. - Pan również jest wielbicielem panny Marchant? - zagadnęła.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 206
avatar
Hans Andersen
Od razu było widac, ze to kabaretowa aktoreczka. ans uśmiechnął się i tym razem nie zamierał wciskać kłamstwa.
- Jestem pilotem. - Powiedział, unosząc dumnie podbródek. - Naprawdę, prosze nie myśleć, ze zmyślam!
Sięgnął do kieszeni spodni i wyciągnął swoja licencję, która trzymał w pięknym, skórzanym portfelu ojca.
- A pani co porabia?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1292
avatar
Charlotte Moncreiff
Charlotte westchnęła i zrobiła pełną zachwytu minę, nie przestając się uśmiechać. Pilot? Jeszcze nie poznała żadnego pilota, więc zmierzyła Hansa od stóp po głowę i zerknęła na licencję. No proszę! Rzeczywiście pilot! Ciekawe czy jakby tak Lotte uśmiechnęła się prosząco, to zostałaby zabrana do chmur? No oczywiście, że zostałaby! W końcu nie przypadkiem mężczyzna się tu znalazł.
- Hmm ja? Chyba podbieram kosmetyki gwieździe kabaretu!
Teatralnie zasłoniła usta dłonią, zerkając na boki, jakby miał ją ktoś zaraz przyłapać. Wstała, wymijając Hansa o zaledwie centymetr i schowała się za parawanem, by przebrać z sukienki na coś wygodnego.
- Co pan powie o występie?
Zagadnęła, ściągając sukienkę i przerzucając ją przez górę parawanu, by sobie tam zawisła. Zaraz wystawiła rękę, by złapać długą suknię i nałożyć ją na siebie.
Powrót do góry Go down
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Kabaret
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 21Idź do strony : 1, 2, 3 ... 11 ... 21  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Miasto :: Centrum-