IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Kabaret

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6 ... 13 ... 21  Next
Admin
Liczba postów : 4129
avatar
Admin
First topic message reminder :



Wstęp: 4 kredyty

Menu:
- Szklanka whiskey- 72 Ril
- Szklanka rumu - 48 Ril
- Wino czerwone/białe - 2 K 40 R kieliszek
- Szklanka brandy - 60 Ril

Margharita (srebrna tequila, triple sec, sok z limonki, syrop trzcinowy) - 2 K 40 R
Sex On The Desert (wódka, likier brzoskwiniowy, sok pomarańczowy i żurawinowy) - 2 K 40 R
Firemans Sour (rum, grenadyna, sok z cytryny, woda gazowana) - 1 K 80 R
Sexy Lemonade (wódka, triple sec, sok z limonki, cukier) - 1 K 80 R
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Liczba postów : 65
avatar
Pixie Hart
Och! Oooch, och! Pixie znalazła się w środku garderobianego zgiełku. Mogła gwiazdować i próbować zwracać na siebie uwagę. Mogła też zająć się czymś zupełnie innem...
Spojrzała w lewo, oczywiście z gracją, spojrzała w prawo, oczywiście zalotnie, i podeszła do toaletki, przy której urzędowała Charlotte. Spojrzała w lustro, czy nikt przypadkiem na nią nie patrzy i sięgnęła po czerwoną szminkę. Tę ulubioną! Wysunęła ją i bezczelnie złamała tuż przy nasadce. Zadowolona nałożyła na nią wieczko i odstawiła na miejsce. Złamaną część podrzuciła do szuflady koleżanki obok. Wciąż było jej jednak mało. Gdzie ta Charlotte trzymała buty? Odsunęła się od toaletki, żeby nie budzić podejrzeń i przystanęła przy wieszaku z kreacjami. Chyba by umarła, gdyby nie zachwyciła się cekinami poprzyszywanymi do jednego z kostiumów. I to w dodatku jej kostiumu. Musiała jednak znaleźć buty Marchant. To pewnie te, największe! Na podeszwie były podpisane.
Pixie chwyciła je i jakby nigdy nic wróciła na swoje miejsce. A niech to! Gdzieś tu powinien być jakiś pilnik... no przecież musi być!
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 240
avatar
Greta Andersen
- Ach, przyjaciółkę - powtórzyła Greta, niby to lekkim tonem, niby z uśmiechem, który zazwyczaj gościł na jej ustach.
Przyjaciółkę. Czy mógł być bardziej dobitny? Greta załapała aluzję. Została oficjalnie oznaczona: friendzone. W dodatku z dzieciństwa. Poczuła się głupio. Tego wieczoru miała na sobie różową sukienkę i różowe buciki, czy to dlatego? Och, ech! Oczywiście, wiedziała od początku, że przecież nic, nigdy, ale...
- Ja też dobrze! - odparła szybko. - Chociaż ostatnio miałam wypadek w pracy. Taki malutki. Heheh.
Zaśmiała się krótko, czując coraz bardziej głupio.
- To nawet nie był wypadek tylko problem techniczny, hm.
Greta rozejrzała się, czy aby Hans nie nadchodzi. Nie. Może byłoby mniej dziwnie, gdyby przyszedł i poszli razem do stolika, nie musiałaby męczyć pana Marchanta swoją osobą. Pewnie podszedł z grzeczności. Biedak.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 363
avatar
Francis Danforth
BLACK PARADISE ---->

Francis Danforth doprowadził się do porządku. Nie miał wymemłanej koszuli, ale dobry garnitur z seledynowym krawatem. Jedną pamiątką po 21 marca jest niewielki, świeżo założony plaster na łuku brwiowym i trochę zmęczone spojrzenie.
Uznam, że pan czarny był już w środku, albowiem nie chce mi się nawiązywać dialogu z zakochanym Marchantem i niewinną Grecią.
Danforth miał mdłości na widok wszelkiego alkoholu, więc odpuścił sobie kupowanie whisky czy jakiegoś pięknie wyglądającego drinka. Nie siadł nawet do stolika. Oparł się ramieniem o ścianę, skrzyżyował ręce i czekał na rozpoczęcie się występu.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2043
avatar
Naina Webb
/apartament Marchanta

Przyszła tutaj, jak to ona, w skromnej sukience w kolorze pudrowego rózu. Nie miała pojęcia, że Greta ma podobną! Przynajmniej kolorem. To znaczy wiedziała, że przyjaciółka ją ma, ale nie że ubierze ją dzisiaj. Dostrzegła ją od razu po wejściu, ale zobaczyła też obok pana Marchanta, więc postanowiła nie podchodzić. Gdyby była bardziej odważna to pewnie popsułaby im tam wszystko, ale nie.. Westchnęła lekko. Czy Greta juz nie pamiętała, że ona mówiła jej, że ktoś od Marchanta NA PEWNO w nocy wychodził i że to była kobieta?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 91
avatar
Mortimer Reeves
/dom czy tam praca

Przepuścił żonę w drzwiach, odsunął jej krzesło przy stoliku, a potem sam usiadł. Zamówił sobie szklankę jakiegoś alkoholu i coś żonie. Oparł się wygodnie na krzesełku i obserwował występ. No i pewnie jeszcze po drodze witał się z ludźmi, których znał.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 864
avatar
Faye Salmons
/dom


Pojawiła się nawet ona. W długiej, czarnej sukience, nie tak jak zwykle w czymś złotym, w czym rzucałaby się w oczy. A najchętniej założyłaby jeszcze ogromny kapelusz, żeby nie było widać jej twarzy. Przechodząc obok Francisa, opartego o ścianę musnęła go palcami po dloni i uśmiechnęła się lekko, ale przeszła dalej, do wolnego stolika, gdzie ściągnęła z dłoni satynowe rękawiczki. Nie zamawiała alkoholu, tak jak drugi murzynek miała raczej złe wspomnienia.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1292
avatar
Charlotte Moncreiff
23

Dźwięki fortepianu rozległy się po sali, której scena nadal tonęła w ciemności. Zanim dało się ujrzeć pannę Marchant, rozległ się jej głos, obwieszczając początek występu. Pierwsze słowa zostały wyśpiewane, spokojnie, delikatnie i dopiero po chwili światło ukazało szeroki uśmiech Charlotte, który posłała publiczności w krótkiej przerwie między słowami. Przybrana w kolorową sukienkę, wyglądała niczym dumny paw, przyciągający spojrzenia i podziwiany.
- Mama Doesn't even have an inkling That I'm working in a Nightclub In a pair of Lacy pants. So please, sir. If you run into my Mama, Don't reveal my indiscretion, Give a working girl a chance.
Uśmiech Szarlotki nie niknął, gdy otulona czerwonym boa, odeszła od fortepianu, wchodząc na środek sceny. Stanęła w niewielkim rozkroku, bujając się na boki i w rytm muzyki poruszając ramionami, do żywiej granej muzyki.
- Hush up, Don't tell Mama, Shush up, Don't tell Mama...Don't tell Mama, Whatever you do.
Kroczek w prawo, kroczek w lewo, oczko puszczono do pana przy pierwszym stoliku. Charlotte bawiła się wybornie, tańcząc do dźwięków wygrywanej melodii i śpiewając razem z chórkiem, który nagle pojawił się na scenie, by razem z nią przejść do finału. O tak! Charlotte posyłała uśmiechy na prawo i na lewo, a gdy zauważyła pana Danfortha puściła mu oczko i kończąc występ rzuciła mu pachnące boa, następnie zbiegając ze sceny z koleżankami.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 363
avatar
Francis Danforth
Francis wpatrywał się w scenę, gdy poczuł muśnięcie palców odzianych w delikatny materiał. Przeniósł wzrok na swoją słodką, karmelową pannę i uśmiechnął się do niej, delikatnie i przyjacielsko. Powiódł spojrzeniem za kobietą, obserwując jak zsuwa z dłoni rękawiczki. Nagle jednak rozbrzmiały pierwsze dźwięki muzyki, więc jego uwagę zajęła już całkowicie panna Matchant, która pojawiła się na scenie. Wpierw jego twarz nie zdradzała żadnych emocji, ale w końcu delikatnie zaczął się uśmiechać pod nosem, a palce wystukiwały rytm o ramię.
Uważał, że Charlotte miała cudny głos. Równie piękny jak Faye, ale zupełnie inny. Miała w głosie taką łobuzerską zaczepkę. I to jak grała całą sobą! Gdyby Faye się odwróciła w jego stronę to by zauważyła, że wpatruję się w Marchantównę wręcz urzeczony i rozmarzony.
Aż tu nagle dziewczyna ze sceny puściła mu oczko, tuż przed końcem występu, więc ten się wyszczerzył, jak jakiś młokos, po czym wyciągnął ręce by złapać piórkowe boa. Zaśmiał się w głos i popatrzył się na Charlotte rozbawiony, patrząc jak zbiega ze sceny. Jakby nigdy nic przewiesił sobie ozdóbkę przez szyję, wyglądając teraz jak czarnoskóry tranwestyta.
Hmm... Ładne perfumy.
Była przerwa między występami, panie musiały się przebrać, więc Francis stwierdził, że zamiast dosiadać sie do swojej ulubionej kochanki pójdzie poflirtować z uroczą kabareciarką.
Jako że jego nazwisko było powszechnie znane to nie kłocił się z ludźmi, którzy pilnowali wejścia za kulisy. Z jakimś dziwnym pomysłem wymalowanym na twarzy przeszedł dalej, szukając wzrokiem Charlotte. A gdy już ją odnalazł to zaszedł ją od tyłu, by złapać na boa, niczym na lasso, oczywiście w żaden sposób nie robiąc jej krzywdy, nie przyciągając do siebie, znał granice dobrego smaku.
-Tak się panienka spieszyła, że aż zgubiła swoją cudną ozdobę.-odparł ciut rozbawiony, nie mając zamiaru brać przykładu z jej brata i mówić, że pewnie jest obolała, bo spadła z nieba.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 65
avatar
Pixie Hart
Kiedy Charlotte wyszła na scenę i zaczęła śpiewać, Pixie szlag jasny trafił. W kilka minut znalazła niewielki pilnik. Schowała się z nim i butami panny Marchant za jakimś wieszakiem ze strojami i zaczęła piłować. Aż przygryzła swoje słodkie, czerwone wargi z emocji. Pilnik nie był takim, jakim powinno się podpiłowywac obcasy, więc musiałą napracować się potrójnie! W końcu, zadowolona z efektu podrzuciła buty do tych, które stało pod wiszącymi kostiumami a sama czmychnęła do swojej toaletki. Musiała posprawdzać, czy żadna z wywłok niczego jej nie ukradła.
Występ akurat się kończył.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1292
avatar
Charlotte Moncreiff
Rozgrzana i rozbawiona Szarlotka, pognała do swej garderoby, rozdzielając się z tancerkami, które jeszcze chwilę otaczały ją niczym wianuszek wielbicielek, ciesząc się wspólnie z występu i wymieniając ostatnimi pochwałami. Szansonistka podziwiała zgrane kroki, tancerki jej cudowny głos. Atmosfera po występach była taka ciepła i przyjazna.
Aż chciało się żyć!
Charlotte stanęła przed lustrem, ściągając kolczyki i nie sądząc, że ktoś się pojawi. No dobra! Żywiła taką nadzieję! Przecież zawsze ktoś po występie do jej garderoby zaglądał. Miała ochotę usiąść na krześle i napić się wody, gdy niespodziewanie pojawił się Francis. Charlotte spojrzała na boa, które oplatało jej talię i uśmiech mężczyźnie w odbiciu lustra posłała.
- Zamierza pan ją oddać?
Zapytała, nie od razu się odwracając do Francisa. Położyła kolczyki na toaletce i odwróciła twarz, by z ukosa na niego spojrzeć i powoli stanąć twarzą w twarz. Nie za blisko, oddzielona kilkoma centymetrami. Uśmiechnęła się, zarumieniona po występie, z błyszczącymi oczami i popatrzyła na Francisa wyczekująco.
Nie, nie zapyta jak się występ podobał. Widziała, że był oczarowany.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2018
avatar
Henry Marchant
- Co się stało? - zapytał od razu. Niby to tylko jakaś sprawa techniczna, ale jednak wypadek.
- Spa... - ...dłaś z nieba? - Ekhemkyhymhyym... - charknął, chrząknął w pięść odwracając się do Grety na moment bokiem, czy nawet plecami. Głupku, głupku! Może to nie kiszki? Może to nie mendelson ani serce? Może to tylko wzdęcia? Opamiętaj się (już nie taki) młody człowieku! Mruknął jakieś przepraszam i usłyszał swoją siostrę, która rozpoczynała występ.
- Usiądzie pani ze mną? - zapytał zbliżając się z lekka, żeby przebić się przez śpiew, nie zastanawiając się już nad tym wszystkim ani chwili dłużej.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 240
avatar
Greta Andersen
Grecie się zdawało, że widziała wchodzącą do sali Nainę. Och, jej droga przyjaciółka wybawi ją od pogrążania się przy panu Marchancie coraz bardziej. W tym momencie uderzyła ją pewna przykra świadomość. To znaczy, oni pewnie nie wiedzieli, ale och, jakże miałaby się równać z nimi, skoro należała do Drugiej Strefy i przyjaźniła z osobą, która u nich tylko sprzątała? A równie dobrze to mogłaby być ona sama i sprzątać u kogoś innego. Na przykład, gdyby po stracie rodziców nie przygarnęła ich babcia...
Pomyślała, że powinna iść do niej jak najszybciej, to Hans się do nich przyłączy, jak w końcu przyjdzie. Greta nie mogła uwierzyć, że gotów był opuścić występ Charlotte.
- Mój plecak przestał działać i spadłam. Ale nie było wysoko. - Zerknęła w dół na swoje kolana. Sukienka ledwo je zakrywała, ale strupki były ledwo widoczne.
Kolejne pytanie tak zadziwiło dziewczynę, że dłuższą chwilę dalej stała, tępo gapiąc się w buciki. Co robić, co robić? Podniosła głowę i usiłowała wypatrzeć Nainę. Naina, Marchant, Naina, Marchant? Marchant przyjmujący kobiety w środku nocy? Och nie, takie dylematy! A jak pan Marchant się dowie, że się przyjaźni z Nainą, to już w ogóle będzie klapa!
Greta uniosła na niego trochę rozpaczliwe spojrzenie. Odkryła przy tym, że stanął znacznie bliżej. Och.
- Ja... Ja bardzo chętnie, panie Marchant, ale, ale, ale moja przyjaciółka na mnie czeka i i i i mój brat zaraz przyjdzie i... - od kiedy straciła zdolność wysławiania? - I ja już pójdę lepiej, bo pan pewnie chce siostrze pogratulować występu... - zakończyła tonem pełnym zrezygnowania.
Okrasiła to wszystko uśmiechem, który spełzł gdy tylko minęła mężczyznę, a gdy podeszła do Nainy, to już miała usta wygięte w podkówkę.
- Jestem taka głupia - jęknęła, powstrzymując się przed uderzeniem czołem o jej ramię.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2043
avatar
Naina Webb
Naina miała nadzieję, że Greta do niej nie podejdzie, bo wtedy wszystko się wyda! Dlatego też się z nią nie witała. Przecież nie chciała nic zepsuć przyjaciółce, a jeśli okaże się, że Henry zaleca się do najlepszej i jedynej przyjaciółki swojej sprzątaczki, to przecież.. przecież..! Nigdy by tego nie chciała zrobić Grecie! Ale z drugiej strony, ta nocna wizyta.. to może lepiej, żeby się popsuło? Na pewno nie zamierzała decydować za naszą panią pilot.
- Jesteś! Po coś tu przylazła?! - pochyliła się do Grety krzyczac na nią szeptem.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 240
avatar
Greta Andersen
Greta nie spodziewała się takiej odpowiedzi.
I ty Brutusie, przeciwko mnie!...
- Bo ja nie wiem już, co robić - jęknęła cicho. - Bo on wyraźnie dał mi do zrozumienia, że... - no, co dał do zrozumienia?
- Bo powiedział, że mu przyjaciółkę z dzieciństwa przypominam - rzekła wymownie. - No to jak miałby myśleć o mnie inaczej? Zresztą, on w ogóle pewnie nic nie myśli, tylko mu pewnie głupio dalej, za to jak wtedy uciekł...
Jęczała dalej.
- I zapytał, czy z nim usiądę, a ja nie wiedziałam, bo och, tak cię samą zostawiać! - westchnęła żałośnie.
- No i to, co mówiłaś, o tamtej nocy, ech, więc to wszystko bez sensu! - Greta podeszła do stolika gdzieś w rogu sali. Usiadła tak, żeby mogła ewentualnie patrzeć na inne stoliki i w duchu żałować, że jednak z nim nie poszła. Bo on teraz pójdzie do innej, och, do takiej pewnie, do której chociaż pasuje!
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2043
avatar
Naina Webb
Słuchała jej i tylko układała sobie to wszystko w głowie.
- No ale skoro jak ci zaproponował, że chce z tobą usiąść no to chyba nie myśli o tobie jak o koleżance, co? - poszla za Gretą i też usiadła. I wcale a wcale się nie rozglądała za Hansem. Ani trochę. Ani ciut ciut. - Ale teraz to już zupełnie zepsułaś! Mogłaś.. mogłaś, no, udawać, że mnie nie znasz czy coś! - pochyliła się do niej, żeby innym nie przeszkadzać w oglądaniu i słuchaniu.
- Wiesz, że ja chcę dla ciebie jak najlepiej, a to przecież jest.. no on jest i bogaty i sie zachować umie i wszystko. Tylko tamta baba... - westchnęła, bo sama nie wiedziała co z tym zrobić.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2018
avatar
Henry Marchant
Spadła. Z nieba. Uśmiechnął się. Potem zdał sobie sprawę, że jej praca naraża ją na śmierć każdego dnia. Maszynom można ufać? Gdyby powiedzieć to na głos... Pełne sprzeciwu głosy, które na pewno chowają się gdzieś na tej sali.
Powiódł wzrokiem wzdłuż różowej sukienki odnajdując w tym swoją głupotę, bo przecież nie myślał o niczym jak strupkach, a wyglądało to tak jakby taksował ją spojrzeniem.
- Może trzeba go naprawić? - zagapił się w scenę, zerknął po stolikach, wzdłuż ludzi ustawionych przy wejściu. Odpowiedź nie nadeszła, nie była potrzebna. Następne pytanie, w którym zawierał malutką nadzieję, uleciało w powietrze, nie bez odpowiedzi. Z taką, która w znacznym stopniu okazała się być dla niego jakoś... przygnębiająca. Przecież widział, ze kręci, że chce się z tego wykaraskać.
- Rozumiem... - kiwnął głową opuszczając ją na kilka sekund, zakrywając wszystko uśmiechem. - Charlie jeszcze występuje. - odpowiedział wkładając znowu ręce do kieszeni. To chyba jakiś tik, czy specjalnego rodzaju przyzwyczajenie. - Rozumiem. - Nawet nie zdążył życzyć jej miłego wieczoru, stał chwilkę i nie odwracał się za Gretą, chociaż pewnie i tak będzie się zastanawiał z kim stoi. W pewnym sensie... Był zdezorientowany. Całkowicie wytrącony z równowagi. Gdyby zdobył wszystkie punkty inteligencji, nadal nie potrafiłby zrozumieć kobiet. Obrócił się w lewo, zerknął gdzieś przed siebie. Podszedł kilka kroków do niewielkiego baru zamawiając sobie alkohol. Spojrzał do tyłu. Minę musiał mieć kabaretową, bo oto przypomniał sobie co się stało w Black Paradise i dlaczego kelnerzy ślizgali się po całej strefie dla vipów. I to nie z powodu jego czekoladowego incydentu. Tutaj nawet karnacja nie pomagała. Opamiętał się zanim Faye go zauważyła. Przecież nieładnie tak gapić się z miną zdumionej ameby. Jeśli ameby mogą wyrażać zdziwienie. Skinął ku niej głową.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 864
avatar
Faye Salmons
Może to jeszcze za wcześnie by wychodzić? Zastanawiała się nad tym cały występ, a potem obserwowała jak Francis znika za sceną. Pewnie szedł do garderoby tej.. Charlotte? Tak. No, głos miała niezgorszy. Rozejrzała się po sali i dojrzała Marchanta. Skinęła mu też głową. Nie widziała go w sałatce czekoladowej niestety. Może takie wspomnienia jakoś poprawiyby jej humor.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 240
avatar
Greta Andersen
Tym razem Greta się nie wahała i stuknęła czołem o blat stolika. Kill meeeh.
- Nje wjem - wyburczała spod włosów, które ukryły całkiem jej twarz. Wyprostowała się, jak zaczęło jej się robić niewygodnie. Na czole miała czerwony odcisk.
- Może lepiej stąd pójdę - powiedziała nagle. Wzrokiem objęła salę i westchnęła ciężko. - Zanim wszystko popsuję jeszcze bardziej - dodała, wyginając znowu usta.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2043
avatar
Naina Webb
- Lepiej byś mu list z przeprosinami wysłała jak już wrócisz do domu. I go zaprosiła na jakiś obiad czy coś! Że przepraszasz, ale musiałaść iść, costam cośtam.. - kombinowała jak tu pomóc Grecie. Znów się wcale nie rozejrzała.
- A Hansa nie ma?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2018
avatar
Henry Marchant
Owszem, rozglądał się po sali. Wpadła mu do głowy myśl, że Greta wcale nie widzi się z bratem czy przyjaciółką, ale ma jakiegoś amanta. Na początku zassał swojego drina tak, że wyglądał jak typowa maniura z osiedla obok. Phe. Przecież wcale nie był zazdrosny. Ani trochę. Co to to to to w ogóle. Gdzie tam. Wcale nie ziorał spojrzeniem po kątach. W końcu ktoś go zagadał, a potem rozpoczęła się kolejna część występu, w której jego siostra udziału nie brała. Marchant został zaciągnięty gdzieś na tył sali przez jakiegoś jegomościa, który zastanawiał się nad ostatnim artykułem na temat Koronki. Zaczął zadawać dużo niewygodnych pytań. Marchantowi latała po głowie Greta ze strupkami na kolanach.
- O. - powiedział nagle nie rozumiejąc ani słowa od swojego rozmówcy. - Ja muszę, hm. Moja znajoma. - powiedział z miną żółwia, kiwnął głową, przeprosił i podszedł do stolika, przy którym siedziała Faye. Zajął pewnie miejsce przeznaczone dla Francisa.
- Można? - Były czasy kiedy się nią interesował. Teraz najchętniej włożyłby jej serwetkę pod szyję w zmartwieniu, że coś mogłoby jej się przypadkowo ulać.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 240
avatar
Greta Andersen
- Z przeprosinami? - Greta potarła palcami po czole i zmarszczyła brwi.
- Ale to nie wypada, żeby na obiad zapraszać... No gdzie! Do domu mojego? Żeby mi babcia za ścianą podsłuchiwała i dorzucała swoje niewybredne komentarze? Och, żebyś ty ją słyszała, jak go... - kokietowała jakoś nie chciało przejść Grecie przez gardło.
- No. Wiesz, co mam na myśli. Ona najchętniej za mnie by wszystko załatwiła, jak idzie o takie sprawy.
Rozejrzała się znowu, zawiesiła oko na scenie, ale nie mogła jakoś znaleźć ukojenia w tych występach. Za bardzo była zajęta wyzywaniem się w myślach.
- No nie ma. Dziwne. Może przyjdzie później. A może mu się już panna Marchant odwidziała... On zakochuje się chyba co dwa dni - machnęła zdawkowo ręką.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 864
avatar
Faye Salmons
Może i w domyśle miejsce było dla Francisa, ale na pewno on nie zamierzał go zająć, skoro już kombinował coś na zapleczu. Pewnie się nią brzydzi teraz! Boże, wróci do domu i na pewno z niego nie wyjdzie. Na pewno. Żaden kabaret jej nie skusi.
Skinęła głową i uśmiechnęła się do Marchanta nieznacznie. Odwróciła znów głowę w stronę sceny i obserwowała dalej. Boże, Boże.. NIe chcie rozmawiać. Chce sie schować pod wielkim kocem. Peleryną niewidką.
Skończy jak Rory.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2043
avatar
Naina Webb
- No to.. - zmarszczyła brwi i patrzyła na scenę, ale też nie ogarniała w ogóle występu. - No to mu napisz, ze musialaś iść.. i że też przepraszasz. I że masz.. e.. wolny wieczór? - popatrzyła na Grete i zastanawiała się co by tu wykombinować.
- No chyba, że nie chcesz! - stwierdziła po chwili. W końcu zmuszać jej też nie bedzie.
- Tak.. - mruknęła słysząc ostatnie słowa przyjaciółki. Skwasiła się na moment, ale wróciła do oglądania jednym okiem.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2018
avatar
Henry Marchant
Zdecydowanie był nią kiedyś zainteresowany. Czas przeszły dominował w tym przypadku tak bardzo, że nie mogło być innego wyjścia niż to ewakuacyjne. Ale teraz się wkopał. Rozglądał się po sali. Waląca głową w blat Greta skrzętnie ukryła przed Henrysiem swoje istnienie. Cholera, to facet, na sto jeden procent! Co zrobić, żeby nie myśleć. Pić.
Zerknął na Faye. Wstrząśnięty nie mieszany? Nie bądź złośliwy, Henryczku. Przedarł się przez wewnętrzne przeszkody uniemożliwiające mu wydobycie na wierch ciepłego słowa.
- Palisz? - wydobył z siebie, bo wyciągał akurat papierośnicę. Zapomniał o grzeczności? A może już się do siebie zwracali do siebie po imieniu? W końcu to córka jakiegoś bogatego dupka. Jak oni wszyscy. Za chwilę przypomniał sobie co się stało ostatnim razem jak paliła. A później mózg zaczął mu podsuwać dantejskie sceny przed oczy. Aż je zmrużył i rozmasował kąciki.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 240
avatar
Greta Andersen
Greta westchnęła znowu. Ale kaszana.
- Chciałabym - powiedziała tak cicho, że głos ledwo przebił się pośród gwaru i śpiewu ze sceny. - Ale może lepiej to zostawić...
Przypomniała sobie coś. Spojrzała na Nainę, widocznie znów mając jakiś problem.
- Panna Marchant zaprosiła mnie na jutro.
Och, a gdyby tak... Greta zamrugała kilka razy.
- Za dnia nie na go w domu, prawda? - zapytała, nachylając się bliżej, żeby nie musiała przekrzykiwać hałasu.
Powrót do góry Go down
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Kabaret
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 5 z 21Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6 ... 13 ... 21  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: STARE RPOZGRYWKI I WSZYSTKO :: Miasto :: Centrum-