IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Kabaret

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 10 ... 17, 18, 19, 20, 21  Next
Admin
Liczba postów : 4129
avatar
Admin
First topic message reminder :



Wstęp: 4 kredyty

Menu:
- Szklanka whiskey- 72 Ril
- Szklanka rumu - 48 Ril
- Wino czerwone/białe - 2 K 40 R kieliszek
- Szklanka brandy - 60 Ril

Margharita (srebrna tequila, triple sec, sok z limonki, syrop trzcinowy) - 2 K 40 R
Sex On The Desert (wódka, likier brzoskwiniowy, sok pomarańczowy i żurawinowy) - 2 K 40 R
Firemans Sour (rum, grenadyna, sok z cytryny, woda gazowana) - 1 K 80 R
Sexy Lemonade (wódka, triple sec, sok z limonki, cukier) - 1 K 80 R
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Liczba postów : 76
avatar
Evelyn Crimson
Odpowiedziała takim samym toastem, choć bez słów i napiła się. W końcu tutaj niewiele było robić, a całe miejsce było dość przygnębiające przed pokazami. Ogromne, ale ciche. Lubiła to jednak. Gdy jeszcze występowała lubiła tutaj siedzieć i chłonąć ciszę gdy nic się nie działo. Chociaż nic to pojęcie względne. Ktoś cos nosił, naprawial, ustawiał, przestawiał, czasem ktoś coś ćwiczył, czy to muzykę czy taniec albo obie te rzeczy. Czasem muzycy mieli próby czy przesłuchania.
- I gdzie by to teraz było? - uniosła brew, wciąż rozbawiona. Wiedziała, że sypia tutaj często. Przeszkadzało jej to? Nie. Tylko czasem martwiła się o niego. Strzepała popiół z papierosa do kryształowej popielnicy.
- Nawet w to nie wątpię - uśmiechnęła sie, wiedząć, że Vinc jest w stanie grać w każdym... stanie.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 27
avatar
Vincent Philby
Poczuł fale ciepła od nowej porcji alkoholu. Czuł się lepiej ani mu niewidzialna obręcz nie uciskała głowy, ani tak bardzo nie suszyło. Było już dobrze, zdecydowanie.
- Jak zwykle, to miejsce. - zatoczył ręką wokół. Vincent spędzał tu tyle czasu, że właściwie naprawdę kabaret był jego domem. Ludzie stąd rodziną, choć nigdy nie pomyślał w ten sposób, a już w ogóle na głos by nie powiedział. - Prawie, jak u madam, z tą różnicą, że bliżej mi do błazna, niż do pani tego królestwa. - Królestwa frywolnej rozrywki, jak to widziane było przez nobliwe matrony.
- Aranżacją nie musisz się martwić. Evelyn nie ciągnie cię do sceny? Dawno nie było występu, który odbiłby się echem w mieście. - Chyba wyczekiwał na zamieszanie, ale nie było Pixie, Lotty, a Ev miała tyle spraw.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 76
avatar
Evelyn Crimson
Pokiwala tylko głową już nie komentując.. Mogla się spodziewać, że spędza tu o wiele więcej czasu niż powinien, a przy okazji była pewna, że nie zaniedba następnych występów. Jeszcze mu się to chyba nie zdarzyło.
- Myślałam nad tym ostatnio, ciągnie, oczywiście, że tak - przyznała, oglądając się na scenę - Ale czy ja już nie jestem na takie rzeczy za stara? - uniosła brew. Głosno o niej było kilka lat temu, potem ustąpiła miejsca młodszym dziewczynom, bo sama chciała skupić się na przejeciu biznesu, a na to się zapowiadało. Więcej papierów, mniej występów.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 27
avatar
Vincent Philby
Muzyk oparł się wygodniej o bar. Mógł dalej błaznować i rzucać przerysowanymi frazami, ale był szczery. Potrafił być poważny, bardziej na serio.
- Ktoś ma o tym decydować? Odgórnie, odpowiednim dekretem z ciężkimi pieczęciami? - uśmiechnął się kpiąco, pokręcił głową.
- Evelyn, nie jesteś dziewczyną na pewno, ale również nie za stara. Masz większą świadomość swojego ciała, niż te młode. Święto Ognia jest znakomitym pretekstem, wtedy można więcej - zafalował brwiami. W duchu, aż zacierał dłonie, tak idźmy na żywioł. Improwizacja to było jego środowisko.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 76
avatar
Evelyn Crimson
- Hm.. powinni wprowadzić taki dekret, bo jak się rozkręcę to może mnie nic nie powstrzymać - posłała mu w odpowiedzi ten sam kpiący uśmiech. Tak, już sie tam widziała za kolejne 20 lat. Choć nie w tak skąpym kostiumie jak czasem przychodziło jej występować, to oczywiste. Ale dlaczego nie, tak właściwie? W pięknej sukni, otoczona przez piękne kobiety. Wtedy mogłaby tylko śpiewać.
- Tak sądzisz? - spojrzała na niego lekko zaczepnie po czym uśmiechnęła się, znów patrząc na scenę.
- Cóż, muszę to przemyśleć.. mam pewne utwory.. - oj tak, miała, miała, zdecydowanie! Myślała nad ym już jakiś czas tylko tak jakby brakowało jej odwagi.. Ale faktycznie, być moze czas święta jest do tego najlepszy.
- Musiałabym jedynie znaleźć jakiś męski głos, który by mi odpowiadał - znów pukanie paznokci po blacie, a potem umoczenie ust w drinku.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 27
avatar
Vincent Philby
- Dlaczego nie? Cóż nas ogranicza? Wiek - machnął niedbale ręką, przecież, że nie. On pewnie będzie grał do końca, ostatnie tchnienie wyda w ustnik.
Vinc uśmiechnął się filuternie, oczywiście, że tak sądził. I Evelyn na pewno też to wiedziała, była dobra, ba świetna. Pamiętał doskonale jej występy.
- Myślałaś o tym - stwierdził patrząc na swoją szefową. - Znakomicie.
- Jak wiesz, nadaję się tylko na chórki akurat, gdy nie dmucham - zaśmiał się nieskrępowanie. - Diuk słyszał jednego młodzika na pokazie Pirce, może on - wzruszył ramionami. Diuk, jak zwykle z bogatą "przyjaciółką" potrafił wkręcić się na te wszystkie elitarne spędy. Vincenta zazdrościł mu tylko dostępu do tych luksusowych trunków. Może po nich kac był znośniejszy?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 76
avatar
Evelyn Crimson
- Mhm.. - powierdziła - Zdarzyło mi się - przyznała, jakby wlaśnie powierzała mu jakąś ciut wstydliwą tajemnicę.
Pociągnęła z lufki ostatki papierosa i strzepnęła go do popielniczki.
- Na pokazie? Ah, zapytam go, zobaczymy - pokiwała głową - Nie wiesz przypadkiem kto to był? Nazwisko, coś takiego? I jak młody jest ten młodzik? - zainteresowała się.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 27
avatar
Vincent Philby
A Vincent dokończył swoją whiskey i z uśmiechem pokiwał głową. Wyglądał lepiej, niż gdy wytoczył się na sale z zaplecza. Może był fenomenem, który, aby funkcjonować potrzebował tej odrobiny procentów w krwiobiegu. Któż to wie?
- Wspominał coś. - Zastanowił się. - Nazwisko znajome, hmm. Skrzypek, to by pasowało na chłopaka od Sinclairów. Jak młody? - popatrzył po Evelyn. - Na pewno pełnoletni, co najważniejsze. A jak to on, to na studiach jeszcze. - Vincent mógłby dodać, że był w wieku zbliżonym do wieku, w którym to saksofonista rzucił uczelnie. Najlepsza decyzja, jaka Philby podjął w swym życiu i to całkiem na trzeźwo.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 76
avatar
Evelyn Crimson
- Od Sinclairów? Ten młody z Paradise? Kojarzę go. DObrze, dopytam Diuka - postanowiła. Ona za to popijała swojego drinka powoli, z wyraźną przyjemnością i powolutku.
- Oh, młody, młody.. - westchnęła teatralnie i zernęła na Vincenta jakoś rozbawiona znad fikuśnego naczynia do drinka, jakby właśnie coś sobie pomyślała. Jak wielki skandal by z tego był? Rozbawiły ją własne mysli.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 27
avatar
Vincent Philby
- Głos ma, talent ma, a więcej nam nie trzeba, bo odrobinę szumu sami zapewnimy - uśmiechnął się jak chochlik. O tak, Święto Ognia było idealne na takie pomysły. Pomyśleć, że kiedyś go zakazywali. Zbrodnia przeciwko ludzkości.
- Coś ci chodzi po głowie, madame. Lubię ten twój uśmiech, Evelyn.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 76
avatar
Evelyn Crimson
- Dokładnie tak, w końcu na tym znamy się najlepiej. A teraz jest najlepszy czas, by trochę naginać zasady - święto rozpusty, ządz i opium! Hurra! Wszystkim się to podobało, nawet jeśli oficjanie zaprzeczali. Widziała to, tutaj, w centrum i w każdej innej strefie. Im niżej, tym mniej dyskretnie.
- Mhm.. - pokiwała głową nadal z tym samym uśmiechem - Być może. Ale, nic nie wiem, na razie! - dodała zaraz.
- Może przyda się tu mały skandal? - uniosła brew, odstawiając kieliszek.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 27
avatar
Vincent Philby
Uniósł jedną brew, gdyby mógł to zastrzygłby uszami.
On zna to na razie. Na razie, tak, tak.
- Przydałby się. Jeszcze ludzie, o zgrozo, będą nas mylić z Sanktuarium. - Istniała taka możliwość, gdyby ktoś był równocześnie niewidomy i głuchy, ale jedna szansa na milion zdarzała się w dziewięciu przypadkach na dziesięć. Stąd trzeba było działać prewencyjnie.
- Podszewka nigdy nas w tym względzie nie zawiodła. Nawet, gdy musieliśmy im dopomóc - uśmiechnął się wesoło. Ile razy zdarzało się im zdradzić przypadkiem jakiś ciekawy kąsek? Szkoda, że ostatnio o nich więcej pisano w związku ze śmiercią Pixie.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 76
avatar
Evelyn Crimson
- Dobrze.. dobrze mieć w tobie popracie, Vincent - uśmiechnęła się i przestała się opierać o bar.
- Idę obmyślać więc te małe skandale dalej, a ty sprawdź nuty na te występy - poradziła mu i oddaliła się w stronę swojego gabinetu z delikatnym stukiem obcasów.

zt
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 172
avatar
Diana Cotton
biurowiec ---->

Wieczorną porą światła kabaretu zakołysały się między budynkami, kusząc przechodniów. Uznawszy, że nie będzie krążyć przecznicami do Black Paradise, Diana zapłaciła za wstęp do kabaretu i weszła do środka z towarzyszącym temu stukotem obcasów. Całkiem na miejscu prezentował się jej ciemno granatowy garnitur z przypiętą do klapy broszą, w tym miejscu. Wyglądała na pewno nietypowo przy kobietach z woalkami na twarzy i sukniami do ziemi. Było jeszcze trochę czasu do występu dziewcząt, a z tej racji Cotton zamówiła zwyczajowe whisky z lodem i usiadła przy jednym z tym wyższych stolików, musząc nieco wdrapać się na stołek. Przyzwyczajenie do górowania nieco nad innymi. Noga mogła z lekkością oprzeć się na drugiej. Machała od niechcenia stopą, a spodnie podsunęły się do góry ukazując zgrabną kostkę.
Wyciągnęła papierosy, szukając też zapalniczki.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 44
avatar
Theodore Schneider
/start

Kabaretowe towarzystwo było lubiane przez Schneidera. Nie tylko ze względu na roznegliżowane artystki wymachujące swoimi nóżkami odzianymi w nylonowe pończoszki, ale i dlatego, że czasem trafiała się pośród nich jedna rzeczywiście utalentowana. Można było do takiej wyjść z propozycją ewentualnej współpracy, zaproponować taką reżyserowi. I Charlotte Moncreiff, przykurzona już nieco gwiazda się stąd wywodziła.
Zajął miejsce przy stoliku, który zwykł rezerwować, blisko sceny, i zamówił szklankę rumu. Show powoli się rozpoczynał.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 172
avatar
Diana Cotton
Zostawiła zapalniczkę w pracy. Oczywiście. Z papierosem między czerwonymi wargami oparła łokieć o stolik i przesuwała wzrokiem po ludziach, aż natrafiła na Schneidera. Idealnie!
Zsunęła się z gracją z krzesła i podeszła do dyrektora teatru, kładąc mu dłoń na ramieniu w ramach przywitania. Uśmiechnęła się, siadając bez zaproszenia przy jego stoliku.
- Panie Schneider, proszę powiedzieć, że ma pan zapalniczkę i uratuje nałogową palaczkę.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 44
avatar
Theodore Schneider
Zamyślony nad własnymi sprawami nie zauważył jej. Nic z resztą dziwnego, zachodziła go jak kotka, po cichu i od tyłu. Drgnął nieco gdy dotknęła ramienia. Nie spodziewał się towarzystwa. Na widok Cotton uśmiechnął się jednak.
- Mam - skinął głową. Zanim wyciągnął zapalniczkę, gestem dał znać, że może już przy tym stoliku zostać. Dopiero wtedy odpalił jej papierosa. - Nie spodziewałem się pani w takim miejscu.
Rzeczywiście, większą część publiki stanowili, jakby nie było, mężczyźni. Kobiety bardziej zajęte były sobą. Rozmówkami, ploteczkami.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 172
avatar
Diana Cotton
Pochyliła się, żeby tytoń zajął się ogniem. Zaciągnęła się szybko, wypuszczając gęsty dym przed siebie. Diana przełamywała stereotypy. Zjawiała się w miejscach nietypowych dla kobiet, nosiła się nietypowo. Zachowanie i bezpośredniość również była rzadko spotykana. Miała w sobie bardzo dużą ilość pewności siebie, dzięki czemu nie czuła się jak dodatek do jakiegokolwiek mężczyzny, a była niezależną kobietą.
- Też się siebie nie spodziewałam tutaj dzisiejszego wieczora. - powiedziała, przysuwając swoją szklankę ku sobie. Uśmiechnęła się lekko. - A naprawdę to było najbliższe miejsce, w których podają dobre whisky.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 44
avatar
Theodore Schneider
Omiótł spojrzeniem jej dumną, wyprostowaną sylwetkę. Garnitur, upięte w lekkim, nonszalanckim nieładzie włosy, papieros w ustach. Aż się prosiło, by zamienić go na jakieś cygaro. We wschodniej części miasta robili naprawdę dobre.
- Pani kuzynka wyprawiła udane przyjęcie. Pani miała za to najpiękniejszy strój - uniósł lekko brwi. Diana w swojej kreacji zapadała w pamięć. Nie pokazała nic- ani nóg, ani niemal prześwitującego dekoltu ani... ani tego, co pokazała wszystkim Sissy Truman. To się ceniło.
- To prawda, pracuje tu porządny barman - zgodził się z nią. Mógł się spodziewać, że znała się na alkoholu. Wyglądała na taką, która wkroczyła pewną nogą w męski świat.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 172
avatar
Diana Cotton
W takim radzie prosimy o sprezentowanie pani Cotton pudełeczka wybornych cygar na następne urodziny. Pewnie byłaby zachwycona. A w tym momencie mimo woli uśmiechnęła się nieco.
- Jest pan w zdecydowanej mniejszości, ale miło mi to słyszeć. - odpowiedziała. Jedno było niezmienne, niezależnie od charakteru, nastawienia do świata i poglądów politycznych - kobieta zawsze poczuje się mile połechtana szczerym komplementem. Na przyjęciu zebrała kilka miłych uwag, zwłaszcza jeżeli chodzi o zdobnictwo. Jednak większym zainteresowaniem cieszyły się Charlotte czy Fanny. Nawet głęboki dekolt Pircówny nie robił wrażenia przy sukni kuzynki. Nie wspominając już o oczywistych atrakcjach jakie zaserwowała Sissy.
- Prawda, że moja droga kuzynka potrafi organizować przyjęcia? Myślę, że jedno z lepszych z okazji Święta. Kilka dni przed zastanawiałyśmy się czym to w tym roku zaskoczy pani Truman. - zaśmiała się.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 44
avatar
Theodore Schneider
Kto wie, może Diana znajdzie takie niebawem w swojej skrzynce. Choć cygara mają to do siebie, że są naprawdę mocne.
- Bycie w mniejszości, panno Cotton - gdzieś chyba słyszał o tym, że była rozwódką. Już jej nie przysługiwał zwrot "panna". Ale mimo to go zastosował. W końcu może tak było jej wygodniej. - Ileż to razy było tak, że to mniejszość ma rację - uśmiechnął się do niej i sięgnął po swoją szklankę.
Na scenę wyszedł mężczyzna w smokingu zapowiadając występ. Niestety, nie wspomniał o tym, że na scenie pojawi się Evelyn, nowa dyrektorka przybytku. Szkoda, Schneider lubił patrzeć na jej wdzięki.
- Sissy ma... dużą wyobraźnię i taką zaletę, że nie przejmuje się opinią innych. Jej mąż na to przystaje - stwierdził, dość dyplomatycznie, choć konkretnie zarazem.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 172
avatar
Diana Cotton
A czy Diana wyglądała na panienkę, która po pierwszym, nieudolnym zaciągnięciu, miałaby zacząć się dusić? Chociaż kto wie, nigdy nie paliła cygar.
- Ma pan świętą rację, panie Schneider. I nie powiem, że mi to nie schlebia. - uśmiechnęła się kącikiem ust i zerknęła na scenę, gdzie konferansjer zapowiadał występ.
- Naprawdę dziwię się temu jej mężowi. Sądzę, że jestem dość elastyczną osobą, jeżeli chodzi o ramy stosownych zachowań, ale mimo wszystko gdzieś trzeba znać granicę.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 44
avatar
Theodore Schneider
Nie musiała wyglądać na taką panienkę. Po prostu cygara były mocne.
Oparł się wygodniej na krześle i napił swojego alkoholu. Niewielki łyk, może nawet było to jedynie zamoczenie ust.
- Trumanowie są specyficzni. Jak wiele osób z towarzystwa - stwierdził. Członkowie elit bywali rozpieszczeni, dalecy od ogólnie przyjętych norm społecznych. Równie dalekie były im problemy zwykłych ludzi.
Występ się zaczął. Na scenie pojawiły się dziewczęta w fikuśnych strojach. Rozpierzchły się po niej i zaczęły śpiewać. Układ miał wypracowany, co chwila mrugały do kogoś z publiczności nawiązując z nią kontakt. Schneider lubił się zastanawiać, która z takich tancerek miałaby szanse na deskach teatru. Równie bardzo lubił nagłówki w gazetach związane z tym, że znowu zatrudnił aktorów z takiego miejsca. Uśmiechnął się do siebie.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 172
avatar
Diana Cotton
Uśmiechnęła się tylko pobłażliwe, bo zaczął się występ. Nie rozumiała akceptacji wszelakich zachowań państwa z elity. Owszem, była zdania, że nie zawsze trzeba był wyprostowanym, poważnym i zważającym na każdą zasadę dobrego wychowania (chociaż patrząc na nią trudno w to uwierzyć), ale jakąś kulturę osobistą warto mieć. Jej kuzynka nie ześwirowała, a przynajmniej nie bardziej niż wcześniej, kiedy wyszła za Marchanta. Albo Diana tego nie dostrzegała.
Wypuściła dym z płuc, myśląc nad tym, że rozterki etyczne w kabarecie to prawie hipokryzja. Aż się do siebie uśmiechnęła. Obserwowała tancerki, ruchy, gesty i to puszczanie oczek do mężczyzn. Może czasami zazdrościła takim młodym dziewczynom, które prawdopodobnie nie były samotne?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 44
avatar
Theodore Schneider
Schneider zaś rozumiał. Swoboda i lekkość z jaką Trumanowie funkcjonowali w świecie była niesamowita. Jednocześnie świadom był tego, że tkwili w swoistej bańce, która odgradzała ich od tego co powszednie. To było fascynujące zjawisko.
Fikuśna piosenka trwała nadal, artystki wymachiwały odzianymi w pończochy nogami. Zabawa, okrzyki, gwizdy i oklaski.
Zerknął na Dianę. Na pierwszy rzut oka wyglądała na taką kobietę, która lubiła patrzeć na inne. Nie tylko patrzeć. Chodziły słuchy na temat jej rozwodu. Nawet sam Schneider, tak jej się teraz przyglądając zaczął się nad tym zastanawiać.
Powrót do góry Go down
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Kabaret
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 18 z 21Idź do strony : Previous  1 ... 10 ... 17, 18, 19, 20, 21  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: STARE RPOZGRYWKI I WSZYSTKO :: Miasto :: Centrum-