IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Kabaret

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5 ... 12 ... 21  Next
Admin
Liczba postów : 4129
avatar
Admin
First topic message reminder :



Wstęp: 4 kredyty

Menu:
- Szklanka whiskey- 72 Ril
- Szklanka rumu - 48 Ril
- Wino czerwone/białe - 2 K 40 R kieliszek
- Szklanka brandy - 60 Ril

Margharita (srebrna tequila, triple sec, sok z limonki, syrop trzcinowy) - 2 K 40 R
Sex On The Desert (wódka, likier brzoskwiniowy, sok pomarańczowy i żurawinowy) - 2 K 40 R
Firemans Sour (rum, grenadyna, sok z cytryny, woda gazowana) - 1 K 80 R
Sexy Lemonade (wódka, triple sec, sok z limonki, cukier) - 1 K 80 R
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Liczba postów : 1292
avatar
Charlotte Moncreiff
Charlotte również zapomniała o tym co miało miejsce jeszcze pięć minut temu. Skupiła się jedynie na cieple rozlewającym po jej ciele i tym jak przyjemnie szumi jej w głowie. To było lepsze niż alkohol. Kobieta odwzajemniała pocałunki, trzymając materiał koszuli w swych dłoniach i nawet na moment nie pozwalając odsunąć się pilotowi.
Jednak gdy poczuła dłoń Andersena pod materiałem halki, oderwała plecy od kanapy i popchnęła mężczyznę na siedzenie naprzeciwko, by teraz sama być górą, a przy okazji pozbyć się jego dłoni ze swego uda. Nie tak szybko, złociutki. Charlotte uśmiechnęła się zadziornie i znowu przywarła ustami do jego. Były tak dobre, że nie mogła przestać.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 206
avatar
Hans Andersen
Mimo odepchnięcia, Hans uznał, ze się jakoś dogadali. Pozwolił jej być teraz górą - zresztą, teraz miał nawet lepszy widok, gdy tak dorożka jechała po bruku. 
Może nic dojada do celu co coś jeszcze dostanie za te wspaniałe starania?
Sięgnął rękoma na plecy kobiety i rozpiął jej kilka guzików sukienki - całkiem sprawnie mu szlo, widać, ze miał wprawę.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1292
avatar
Charlotte Moncreiff
Szansonistka musiała oprzeć się dłońmi na torsie Hansa, by czasem na niego nie wpaść zupełnie. Pewnie on nie miałby nic przeciwko, jednak ona nie zamierzała przerywać pocałunków jakimiś utratami równowagi. Doskonale czuła dłonie Hansa sunące po jej plecach i rozpinające guziki. Myśli szybko przemknęły po jej głowie.
- Panie Andersen...
Odchyliła się, spoglądając na mężczyznę karcącym spojrzeniem, usta robiąc w dziubek. Było w tym jednak więcej rozbawienia niż surowego ostrzezenia. Ale jeśli Hans myślał, że mimo tego Charlotte odda się mu w powozie...!
- Zapnij je.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 206
avatar
Hans Andersen
Na chwile wstrzymał powietrze, ale mimo tego, ze wolałby Charlotte oglądać nagą - posłusznie wykonał jej polecenie. Ha, bo w sumie to się może nawet cieszył z takiego obrotu spraw, bo może to oznaczać, ze ma szanse an drugie spotkanie.
chociaż takie co nieco w powozie jest kuszące, co nie znaczyło, że nigdy tego nie doświadczył!..
Zapiał ostatni guzik i puścił oczko do kobiety. 
- Chyba za chwilę mój przystanek.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1292
avatar
Charlotte Moncreiff
Nie spuszczała spojrzenia z oczu mężczyzny, gdy ten zapinał guziki. Powinien dostać po łapach za pomysł ich rozpinania, ale Charlotte była w tak doskonałym humorze, że nie mogłaby. Gdy Hans zakończył swe dzieło, kobieta odsunęła się i usiadła naprzeciw niego, poprawiając swe włosy tuż przy skroniach. Pogładziła zaraz sukienkę, bo przeciez nie mogła tak ludziom na ulicy się pokazać.
- A nawet i już.
Uśmiechnęła się zadziornie, dając znak woźnicy. Powóz się zatrzymał a Charlotte odetchnęła, łapiąc za kopertówkę i jakby nie zwracając uwagi na mężczyznę. Miał wysiadać, wielkie mi rzeczy!
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 206
avatar
Hans Andersen
Siedział jeszcze chwilę naprzeciw kobiety, patrząc jak ta poprawia swoje włosy. Uśmiechnął się i sięgnął po marynarkę i kapelusz. Chciał jeszcze ją ucałować ale... powstrzymał się. Posłał jej jedynie zadziorny uśmiech.
- Do zobaczenia, Charlotte. - Pożegnał się, dając jej do zrozumienia, ze na pewno się jeszcze spotkają. Oj, ona na pewno tego będzie chcieć.
Otworzył drzwiczki i wyskoczył z powozu.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1292
avatar
Charlotte Moncreiff
Podniosła spojrzenie i usmiechnęła do siebie, gdy Hans wyskoczył z wozu. Natychmiast też dała znak do odjazdu, specjalnie to robiąc. Niech się Andersen odwraca, gdy już ona będzie odjeżdżać, ha!
Zostając sama w powozie, pokręciła głową z rozbawieniem, rozpamiętując spotkanie z mężczyzną i oblizując wargi po ostatnim ich pocałunku. Do zobaczenia, Hans. Zabrzmiało jej w głowie. No tak, nie spodziewała się niczego innego jak kolejnego spotkania z nim. Pragnął jej. Lotte miała ochotę wychylić głowę przez okienko, ale powstrzymując się odjechała w ciemność.

zt
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 240
avatar
Greta Andersen
Grecie nie pozostało nic innego, jak pożegnać się ze wszystkimi grzecznie i życzyć pannie Marchant spokojnego powrotu, a babci dobranoc.
Została sama z panem Marchantem, który wydawał się również nieco zbity z tropu. Na jego słowa wzruszyła lekko ramionami, uśmiechnęła się blado i pokiwała głową.
- Tak, trochę dziwne - przytaknęła.
I nie wiedząc, co czynić, rozejrzała się po sali. Orkiestra dalej przygrywała, ale nie zanosiło się już na więcej występów. Pan Marchant nie przepadał za tańcami, zaś Greta nie była tak wspaniałą rozmówczynią, jak Eleonora.
Ale przecież nie mogła zaszyć ust!
- A pan, panie Marchant? Czym pan się zajmuje? - spytała więc, bo po prawdzie, była tego ciekawa, a poza tym - mężczyźni lubili mówić o sobie. Może się z tym kryli, może zabawiając kobiety trzymali się tematów, które im pasowały, ale tak naprawdę większość lubiła pomówić o sobie.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2018
avatar
Henry Marchant
Coraz mniej ludzi, coraz mniej tańczących par. Większość ustawiała się raczej przy stolikach, pogrążała w rozmowach, szykowała do rychłego wyjścia. Która była godzina? Chyba nieważna na tyle, aby zwrócić na nią uwagę.
- Jestem... dziennikarzem. - odparł zgodnie z prawdą. Ponad pół roku jako redaktor naczelny, zaledwie garstka go rozpoznaje. Ma to swoje plusy i minusy. Mógł się poczuć w pewien sposób anonimowy. Z drugiej, nikt się go nie czepiał. Nie było się czym zatem chwalić. Zawsze myślał, że tego typu chełpienie się, jest w pewien sposób nieodpowiednie i dziwne. - Od niedawna pracuję w Kronice. - dodał zastanawiając się... jak poprowadzić rozmowę. Był, mówiąc w skrócie, zdezorientowany, nie spodziewał się takiego obrotu spraw. Przyjść na występ siostry, zostać teoretycznie zeswatany z siostrą faceta, który prawdopodobnie właśnie z nią harcuje (miał nadzieję, że nie w jego pokoju!). Odrzucił wszystkie te myśli na bok koncentrując się na chwili obecnej.
- W przeciwieństwie do pani zawodu, mój jest nudny. - odezwał się jeszcze zachodząc w głowę jak to robi. Bycie pilotem, kobieta. Musi być wyjątkiem. Co do powrotu, Marchant przyjechał własnym autem dlatego najpewniej odwiezie Gretę samodzielnie.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 240
avatar
Greta Andersen
Dziennikarz! Greta uznała, że taki zawód do niego pasuje. Chociaż przeciez pozory bywały mylące!
- Ach, w Kronice? Wspaniale, w takim razie teraz będę częściej zwracać uwagę na autorów artykułów - uśmiechnęła się wdzięcznie. Faktycznie, zwykle pobieżnie przeglądała gazety, ale gdy przychodziło do znalezienia konkretnego autora, zaczynało się to robić nieco ciekawsze.
- Nudny? Na pewno pan przesadza. Jaką tematyką się pan zajmuje?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2018
avatar
Henry Marchant
Zaśmiał się na jej drobną uwagę. Pozory mylące. Pomyślałby, że zajmuje się czymś innym, nigdy by nie wpadł na zawód pilota. Nauczycielka, coś w ten deseń tak, ale nie pilot.
- Hm... Raczej nie mam określonej tematyki. - odparł zerkając przelotem na scenę. On regulował tematykę, musiał się użerać z tymi tam, u góry. Ludźmi polityki, ludźmi, którzy nie byli obojętni na sprawę społeczeństwa. Wręcz przeciwnie - czerpali z niej ile się tylko dało. Przynajmniej w mniemaniu Marchanta, który również jakieś profity z tej gestii miał.
- Pani lata w przestworzach. Jest narażona na, chociażby jakąś katastrofę, na przygodę. To jest coś, nie nudne jak sądzę ślęczenie przy maszynie do pisania albo kałamarzu i kawałku kolorowego atramentu na stalówce.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 240
avatar
Greta Andersen
- Tak, narażona na katastrofę... To rodzaj przygody, której raczej bym nie przeżyła - odparła zręcznie i złapała kieliszek, na którego dnie wciąż pozostało nieco wina.
- Mówi pan, jakby nie lubił tej pracy. Nie lubi pan? - spytała, podnosząc spojrzenie na mężczyznę.
Według Grety, gdyby to lubił, to nie nazywałby swej pracy nudną. Zaczynał jej się rysować obraz człowieka, którego los zaszufladkował, nie dając mu możliwości robienia tego, czego naprawdę by chciał. A czego mógłby chcieć? Czy był nieszczęśliwy w życiu, jakie wiódł?
Dziewczyna złapała się na tym, że zbyt długo wpatruje się w pana Marchanta, pogrążona w rozważaniach, więc szybko spuściła wzrok.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2018
avatar
Henry Marchant
Znowu się zaśmiał, nie o to mu chodziło. Gdzie była Greta po wybuchu zeppelina? Wszędzie.
- Miałem na myśli to, że przynajmniej nie zajmuje się pani czymś przyziemnym. - wytłumaczył wplątując małą grę słów.
- Lubię... Lubię, tak mi się zdaje. - chciał rozmasować oczy w kącikach, ale zazwyczaj jak to się robi, zwrócił uwagę, że często powtarza ten sam tik. Wzruszył ramionami, ciągle z uśmiechem. Może lubił pisać, pisać w ten sposób czy inny. Miał dobrą pracę, jedną z najlepszych pensji w mieście. Czego chcieć więcej? Nawet mu to kawalerstwo na razie nie przeszkadzało. Miał za dużo wad i za mało czasu żeby się wdawać w coś więcej. Chyba przyjęli taką samą taktykę. Nie chciał, żeby rozmowa odnosiła się do niego, ale skupiła się bardziej na Grecie. Chociaż trochę go zaskoczyła. Była chyba pierwszą osobą, która zapytała się o jego pracę w ten sposób.
- Muszę zmienić nastawienie, bo jeszcze mnie zwolnią, skoro pani tak uważa. - uśmiechnął się od ucha do ucha. - Dałaby się pani zaprosić jeszcze kiedyś na kawę, czy coś w tym stylu? - wypalił znikąd.
Wprawdzie Marchant miał jeszcze w planach zrobić jakieś przyjęcie we własnym domu, ale raczej stronił od zapraszania większej liczby osób pod swój dach. Wolał mieć wszystko na swoim miejscu. Dlatego nie rozumiał Francisa momentami.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 240
avatar
Greta Andersen
Spodobała mu sie ta gra słów, widać, że znał się na słowach. Greta uśmiechnęła się i pokiwała głową. Jaka szkoda, że nie opowiedział żartu, z pewnością przypadłby jej do gustu. Mimo, że był dość makabryczny.
- Tak się panu zdaje?... Och, ja pana nie oceniam! - dodała pospiesznie. - Tylko... wnioskuję tak z tego, jak pan o niej mówi. Na pewno się mylę.
Greta zdziwiła się niemało, gdy zaproponował jej kolejne spotkanie. Ojejku! Wyraz zaskoczenia musiał wymalować się na jej twarzy.
- Na kawę? - powtórzyła. - Tak, oczywiście. Będzie mi niezmiernie miło! - odparła, gdy już się otrząsnęła z szoku.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2018
avatar
Henry Marchant
- Może się pani myli. Może nie. - oparł się na łokciu przypatrując Grecie bez odwracania wzroku. Nie uciekając w żadną stronę, po prostu się jej przyglądał.
Wyraz zaskoczenia? Przecież jemu się dobrze z nią rozmawiało. Nie był jak Charlotte, a Greta nie przypominała Hansa z zachowania. Nikt nikomu nie chciał nic zrobić, ot! Gadali jeszcze jakiś czas, w końcu trzeba było się zbierać. Co do następnego spotkania, powiedział, że niedługo da jej dokładnie znać. Miał zaproponować, że odwiezie ją do domu, ale zamiast tego zamówił dorożkę. Pomógł Grecie wsiąść do środka, zapłacił woźnicy.
- Do zobaczenia. - uśmiechnął się półgębkiem i już trochę cofnął. Stał jeszcze chwilę patrząc jak powóz znika, włożył dłonie do kieszeni i poszedł po swój samochód odjeżdżając do domu.

Z/T
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1292
avatar
Charlotte Moncreiff
<--- Apartament Marchanta

Szarlotka wpadła do kabaretu, szybkim krokiem przechodząc korytarz prowadzący do jej garderoby. Była nieco spóźniona i teraz dało się słyszeć energiczne stukanie obcasów o drewnianą podłogę oraz powitania członków zespołu. Szansonistka wymieniła kilka zdań z przyjaciółmi, zaśmiała się z żartu technika i weszła do swej garderoby, w drodze ściągając strojny kapelusz z głowy. Rzuciła go na krzesło i podeszła do lustra, by uśmiechnąć się sama do siebie i zaraz zniknąć za parawanem. Nawet drzwi zapomniała zamknąć! Lotte nie przejmując się tym wcale, zrzuciła z siebie suknię w której przyjechała, łapiąc za czerwoną, już przygotowaną sukienkę. Ktoś musiał mieć pieczę nad spóźnialską szansonistką!
- Wchodzisz za dziesięć minut!
Rozległo się wołanie, gdy Charlotte wychylała głowę zza parawanu i łapała za pończochy. Ubrała je sprawnym ruchem, przyzwyczajona do pośpiechu przed wystąpieniami. Po minucie wyszła na środek swej garderoby i przejrzała się w lustrze, obracając dookoła własnej osi. Zadowolona, podeszła do toaletki na której blacie oparła dłonie i spojrzała na swe profile w przybliżeniu. Mając jeszcze czas opadła na krzesło i złapała za róż. Przyozdobiła policzki, przejechała tuszem rzęsy, powpinała ozdoby we włosy i zerwała się z miejsca, słysząc ponaglenie. Wybiegając z garderoby złapała za boa i pognała za kulisy.
Przedstawienie czas zacząć!
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 65
avatar
Pixie Hart
/start

Pixie siedziała w garderobie przy toaletce i piękniła się. A to dopasowywała kolejne błyskotki do swoich pięknych, jasnych włosów, a to dopudrowywała nosek, a to poprawiała różem policzki. Od czasu do czasu łypała swoimi pipęknymi oczami w stronę Charlotte. Co za głupia kwoka! Prychnęła cichutko pod noskiem, niczym mała myszka i sięgnęła po grzebyczek do rzęs. To ona tu była najjaśniejszą gwiazdą! Niech ta wywłoka, Marchant, cieszy się tymi kilkoma minutami. Zamrugała do lustra i wydęła swoje słodkie usteczka.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 260
avatar
Alice Reeves
<--- sierociniec

Pociągnęła męża za rękę kiedy ociągał się przed wejściem. Puściła jego dłoń dopiero po chwili zajmując miejsce przy odpowiednim stoliku. Uśmiechnęła się zadowolona, świętowali zakup nowego mieszkania. Poprzednie było dobre, ale wreszcie mieli coś wspólnego. Jeszcze trochę niedociągnięć, które należy nadrobić i już mogli nazywać mieszkanie domem. Poprosiła pewnie o lampkę wina, gramoląc się na siedzeniu co jakiś czas rzucając spojrzenia na scenę.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2018
avatar
Henry Marchant
<--- BLACK PARADISE

Chociaż poranne spotkanie z Francisem można było uznać za sukces. Zdążył się przyzwyczaić, że w pracy nigdy nic nie idzie po jego myśli i w trakcie trzeba kombinować. Alphonse zaczął coś odwalać, Theresy nie było w pracy, co akurat Marchanta nie dziwiło. Przestał zwracać na niektóre rzeczy uwagi już dawno temu. Było późne popołudnie kiedy wrócił do domu, aby się odświeżyć. Porozmawiał z Nainą, dopytywał się czy ktoś ich tego dnia nie odwiedzał, pewnie prowadził jakąś mniej zobowiązującą pogawędkę, nic nadzwyczajnego. Wydawało mu się, że jest spóźniony, zerkając co chwilę na zegarek. Ubrał się elegancko, wsiadł do auta i przybył na miejsce. Czego się nie robi dla rodziny.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 240
avatar
Greta Andersen
<--- pewnie z domu

Greta chciała przyjść z bratem. A właściwie to brat powinien chcieć przyjść z Gretą. Niestety, spóźniał się, a ona stała nieco zdenerwowana przed wejściem, nie wiedząc, czy wchodzić, czy czekać?
W końcu postanowiła, że wejdzie i stanie gdzieś z boczku, w razie gdyby Hans dotarł. To poczeka, pewnie zaraz będzie. Tak.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2018
avatar
Henry Marchant
Ktoś zaraz pospieszył przed budynek, żeby odebrać kluczyki i zaparkować samochód w bezpiecznym miejscu. Marchant jak zwykle, włożył ręce do kieszeni wchodząc do lokalu w trochę niegrzeczny sposób. Po ostatniej imprezie w Paradise, wszyscy go rozpoznawali. Zatrzymał się przed wejściem jakby go jakiś jasny piorun strzelił. Czemu, czemu, czemu zawsze musi trafiać na tę kobietę? Piorun miał jasne włosy i chyba na kogoś czekał.
Stał chwilę, zachwiał się do przodu.
- Przypomina mi pani kogoś. - odezwał się do Grety ni stąd ni zowąd. Mógł zacząć inaczej. Mógł rzucić przed jej nogi kasztana i zapytać czy to jej. Mógł powiedzieć, że gdyby była kanapką z McDonalda, nazwałby ją McBeauty... Ale powiedział co innego. Przegrał życie.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 65
avatar
Pixie Hart
- Głupia krowa...- bąknęła Pixie pudrując jeszcze raz nos. Dobrze wiedziała, że ma więcej talentu niż ta wstrętna Marchant! Poza tym, była blondynką. A mężcyźni woleli blondynki. Zamaszyście zarzuciła perły na szyję starając się uderzyć nimi glowe najbliższej osoby i wstała z krzesła, by jesze raz, przez początkiem występu zajrzeć w publikę. Uwielbiaął to robić. Zawsze liczyła po cichu, ile miejsce jest zajętych. Rzec by można, że wyobrażała sobie, że wszyscy przyszli tu dla niej, jednak prawda była taka, że Pixie była o tym głęgoko przekonana. Przyszli tu podziwiać i jejtalent. Nie bez powodu występowała jako jedna z ostatnich, a nie pierwsza!
Wyszła pod kurtynę i uchyliwszy ją zerknęła przed siebie, na zgromadzonych. Światło reflektorów to nieco utrudniało, jednak Pixie potrafiła wypatrzeć wielbiciela z daleka, jak Jasper pieniądze.
- Wspaniale!- pisnęła i wróciła na zaplecze, by jeszcze przez chwilę popatrzeć w lustro.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 240
avatar
Greta Andersen
Greta podejrzewała pewnie, że może go tu spotkać. Chciała tego, czy nie? Chyba sama nie wiedziała. Nawet nie wiedziała co myśleć o tej wiadomości, którą sprzedała jej Naina. Och, cóż, nawet jeśli nie liczyła na nic, naprawdę, to przecież nic nie szkodziło, żeby sobie popatrzyła, albo coś... Ktoś powinien ją trzepnąć w ten głupi łeb i powiedzieć, że to tylko pogorszy sprawę.
W każdym razie sądziła, że jeśli brat panny Marchant tu jest, to gdzieś przy stolikach. Dlatego nie podchodziła bliżej, lecz stanęła na tyłach sali.
Drgnęła lekko, mrowienie przeszło po karku.
- Ojej, dobry wieczór, panie Marchant - przywitała się, pewnie płonąc rumieńcem. Kogoś mi pani przypomina, och, czy ona już tego nie słyszała? Na wspomnienie zakończenia wieczoru w Black Paradise twarz zapiekła ją jeszcze mocniej.
- Mam nadzieję, że dobrze się pan miewa? - wydusiła w końcu.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 2879
avatar
Mistrz Gry
Każdy występ przed publicznością jest stresujący. W szczególności, gdy zależy nam na dobrej opinii. By przekonać się, jak zareaguje publiczność, Charlotte rzuca dwiema kośćmi na umiejętność dodatkową śpiew. Jeśli zdobędziesz co najmniej 20 punktów, Twój występ spotka się z pozytywną reakcją. Jeśli mniej - niestety, goście nie tego oczekiwali.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2018
avatar
Henry Marchant
- Moją przyjaciółkę z dzieciństwa. - uśmiechnął się i stanął kilka kroków dalej, nie podejmując żadnych działań. Zerknął do środka sali próbując jakby rozeznać się w tym, czy przedstawienie się zaczęło. Na jego szczęście, goście niecierpliwie czekali aż pokażą się pierwsze aktorki.
Tekst na podryw numer milion pięćset pt. "Wierzysz w miłość od pierwszego wejrzenia" jakoś tutaj nie działał, bo przechodził tyle razy, a Greta nadal miała go głęboko w ludzkim poważaniu. Z dnia na dzień chyba coraz głębiej, może dokopie się do ropy.
- Dobrze, dobrze. - powiedział jakoś tak bez przekonania. - A pani? - No tak, zapatrzył się w jej oczy, jak gwiazdy! Jak... milijony! Za milijony cierpieć katusze. Zerknął przelotnie na usta, może niestosownie, za długo. Pełne, czerwone, grzechu warte. Już miał coś mówić, ach! Gdyby tylko mógł jej wyznać, że żułby je jak surowy boczek. Aż go coś ścisnęło pod sercem, może kiszki marsza grają, może mendelsona.
Powrót do góry Go down
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Kabaret
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 21Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5 ... 12 ... 21  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: STARE RPOZGRYWKI I WSZYSTKO :: Miasto :: Centrum-