IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Boczna uliczka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8
Admin
Liczba postów : 4129
avatar
Admin
First topic message reminder :


Jedna z wielu ciemnych i podejrzanych uliczek w mieście. Porządni ludzie zdecydowanie nie powinni się tutaj zapuszczać, nawet za dnia. Podobno to tutaj kilka lat temu znaleziono zmasakrowane zwłoki czterech młodych kobiet.
Jest skrótem prowadzącym do rujnowanej dzielnicy mieszkalnej. Budynek po wschodniej stronie grozi zawaleniem, ale kilka rodzin nadal tam mieszka.
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Liczba postów : 533
avatar
Faith Moncreiff
Gdyby spróbował jej uciec, dogoniłaby go, odnalazłaby go szybciej niż on by się pogubił w labiryntach Trzeciej Strefy. A wtedy miałaby prawo podejrzewać, że zamiary Uciekającego Księcia wcale nie są takie jasne, jakby twierdził. Dobrze więc, że nie ruszył dupy.
Faith w mroku dojrzała to, co facet jej pokazał. Choć oczywiście nie zdołała wszystkiego odróżnić, musiałaby pogrzebać, ale nie chciała na razie tego robić.
- Jesteś lekarzem? - uniosła brew. - I leczysz tutaj?
Zaśmiała się cicho z niedowierzaniem.
- A może to ty właśnie potrzebujesz lekarza. Wiesz, znam dobrego psychoanalityka.
Nie wiedziała jeszcze, że jej kuzyn nie żyje. Schowała nóż, przekrzywiła głowę, jednocześnie zaczesując włosy do tyłu.
- Leczysz naszych za pieniądze?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 3941
avatar
dr Joshua Grant
- Jestem. Choć nie każdy uznaje protetykę za dziedzinę medycyny. - tutaj on zawsze się oburzał, że może i protezy są mechaniczne, ale przecież musi mieć w małym paluszku całą mechaneurologię, do tego znać podstawy chirurgi.
- No widzisz, leczę, tutaj. - jakby to coś dziwnego było, też coś.
Znaczy...w sumie było. No, ale !
- Jedni w ramach zabicia nudy przepieprzają pieniądze w kasynie, albo w drogich butikach, inni inwestują, a ja w ramach rozrywki biegam po slumsach z torbą lekarską i leczę. - włożył ręce do kieszeni. - A jak mnie tu złapie patrol, to żona policjantka urwie mi łeb.
I tak nie miał w sumie czym się bronić, chyba, że wyszarpnąłby z torby skalpel, ale wtedy oznaczałoby to koniec negocjacji.
Uniósł głowę wyżej.
- A jak myślisz? Myślisz, że wziąłbym choćby rill od kogoś, kto nie ma na chleb?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 533
avatar
Faith Moncreiff
Słuchała go uważnie, paląc papierosa. Zaciagała się mocno, jakby nie miała czasu. Może i nie miała. Zwracała uwagę na słowa, jakich używa. Pogroziła mu palcem.
- Te, Uciekający Książe, nie cwaniakuj. Jesteś w dupnej sytuacji, okaż chociaż trochę lęku.
Ale już pewnie widział po niej, że nie ma się czego bać. Oczy jej się zmieniły, postawa nie wyrażała ataku.
- Nie wiem co mam o tobie myśleć, nie znam cię. - wzruszyła ramionami. - Niektórzy wydzierają od nas o wiele więcej, niezależnie od tego, co mamy. - znowu wzruszyła ramionami, papieros się skończył, rzuciła go na bruk i przydeptała.
- Chodź. - odwróciła sięna pięcie. - Druga Strefa jest w tę stronę.
Gdy usłyszała, że podjął za nią krok, dodała:
- No więc? Dlaczego to robisz?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 3941
avatar
dr Joshua Grant
Już wiedział, że nie musi się bać. Może coś o tym słyszała? Może Red jej wspomniał ? Nie miał pojęcia. W każdym razie poszedł za nią, już nieco spokojniejszy.
- Dlaczego ? - zarzucił sobie torbę z powrotem na ramię - Czy ja wiem... miałem taką potrzebę już od dawna. Tylko wcześniej to było dla mnie nieosiągalne.
Jak nie wiadomo o co chodzi, chodzi o pieniądze. Kiedyś zarabiał niewiele więcej co stażysta, a nawet w pewnym momencie mieszkał kątem u Victora, bo był bezdomny ! Teraz mógł sobie pozwolić na to, by przeznaczać część pensji na swój mały wolontariat.
- Zresztą...to dla mnie lekcja pokory - uśmiechnął się blado do siebie - Miałem to szczęście, urodzić się w wyższych strefach. Rodzice mieli za co mnie wykształcić , dzięki czemu jestem tam gdzie jestem. Ci ludzie tutaj nie mają na to najmniejszych szans. Tak samo jak dostać się do specjalisty, nim protezy im się rozsypią ze starości i zżerającej ich rdzy. - skrzywił się, bo burzyło to jego poczucie estetyki. Widział już nie raz efekt zapalenia zakończeń nerwowych.
- A bez protez....czeka ich kalectwo i jeszcze większa bieda. O ile nie wda się zakażenie i nie umrą w męczarniach.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 533
avatar
Faith Moncreiff
Obejrzała się przez ramię na mężczyznę. Interesujące. Nawet bardzo. Pokręciła głową i się zaśmiała.
- Eliciarz, który szuka lekcji pokory. No, no... - wsadziła ręce w kieszenie. - Dość ryzykowna. Jestem bliska nazwania cię odważnym.
Tematy jednak były poważne i Faith szybko zmarkotniała. To była prawda. Bez odpowiedniej opieki medycznej Trzeciostrefowcy umierali od banalnych rzeczy, a przecież czasem wystarczyłby zwykły zastrzyk. Niektórzy nawet na to nie mogli sobie pozwolić.
- Uhm. - mruknęła, potwierdzając. - Sam masz protezę tylko na kciuku? Od dawna jesteś protetykiem?
Ale pytała, jakby odpowiedź jej nie interesowała. Trochę obojętnie jakby... po prostu robiła wywiad. Chciała mieć jakiś punkt zaczepenia.
- Skoro twoja żona jest policjantką, to nie powinna cię chronić? Mogłaby ci chyba załatwić, żebyś mógł być wolontariuszem w Trzeciej Strefie za dnia. Kocham tych ludzi, ale noce są tu rzeczywiście niebezpieczne. Trzeba się umieć bronić. Trzeba znać miasto. - przesunęła wzrokiem po mężczyźnie. - Ty chyba nie masz ani tych umiejętności, ani wiedzy.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 3941
avatar
dr Joshua Grant
Ta...odważny...prawie się poszczał ze strachu, na widok patrolu, łot odwaga.
- Mam jeszcze mechaniczną nogę, od biodra. - jednak ta jego projektu nie wydawała żadnych dźwięków, z uwagi na brak standardowego obiegu hydraulicznego, więc musiała mu wierzyć na słowo. - Od...siedmiu, ośmiu lat pracuję w szpitalu.
Na jej kolejne stwierdzenie, parsknął cicho śmiechem.
- Moja żona przede wszystkim by mnie zamordowała. Zależy jej na krystalicznej opinii - stwierdził rozbawiony - Pomyśl sobie, jakby zareagowała elita, że przyjmuję cytując "slumsów" poza oficjalną kolejką, w której zdarza się im czekać? - pokręcił głową - Bez ich wsparcia i aprobaty, będę miał związane ręce. A bez pieniędzy, nie będę mógł działać tutaj.
na jej kolejne słowa uśmiechnął się znów kącikiem ust.
- Mam tu kilka osób, które mi pomagają to zorganizować. Za każdym razem inne miejsce, plus kogoś kto stanie na czatach. Moja kuzynka tu mieszka i pomaga, pracuje jako moja asystentka, więc szczegóły możemy dogrywać w trakcie pracy... Znajomy mechanik wspierał mnie też lokalowo, ale ożenił się i wyprowadził do drugiej strefy. Dziś też wszystko było dograne...ale coś nie wyszło. Nie zostaliśmy ostrzeżeni o patrolu i musiałem uciekać tyłem. Mam nadzieję, że Melanie nie ma teraz problemów - westchnął cicho - Mam się czym bronić. Może nie wyglądam, ale mam.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 533
avatar
Faith Moncreiff
- A więc narażasz nie tylko siebie, ale i żonę. - mruknęła. - Brawo. Brzmi, jak prawdziwa miłość. Razem aż po grób.
Mówił o tym, jaka jest elita, a ona przecież bardzo dobrze o tym wiedziała. Gdzieś z tyłu głowy, zastanawiała się jaki skandal zostanie wywołany, jeśli ona powróci do dawnych korzeni... Jeśli. Wciaż się wahała. Wciąż nie uważała tego za dobry pomysł. I wciąż nie ufała do końca Alexandrowi. Była rozdarta. No ale. Nikt nie musiał o tym wiedzieć.
- Widzę, że umiesz się zorganizować. - skręciła w kolejną boczną uliczkę, prowadząc ich w stronę Drugiej Strefy. - Też mogę pomóc. - odwróciła się do mężczyzny, wyciągając do niego dłoń. - Faith.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 3941
avatar
dr Joshua Grant
Uśmiechnął się blado. Wiedział, że musi w końcu powiedzieć o tym Isabeli. Powie....tylko nie dziś...odkąd dowiedziała się o ciąży jest taka szczęśliwa ! Nie chciał, by była na niego wściekła, to mogłoby zaszkodzić dziecku!
- Nie chce jej denerwować. Spodziewamy się dziecka, boje się, że stres mógłby im zaszkodzić. - westchnął - Nie sądzę jednak, że Isa poparłaby mój pomysł. - w końcu po ostatnim badaniu gruntu, zrozumiał, że jego żona nie dba o trzecią strefę, ani trochę.
- Każda para rąk się przyda - uśmiechnął się delikatnie - Josh Grant. - uścisnął jej dłoń. - Ach, tak na przyszłość...zanim zaczniesz grozić komuś nożem, upewnij się, że w protezie kciuka nie ma strzykawki z substancją, której przedawkowanie powoduje drgawki, torsje, migotanie komór, ostatecznie śmierć - uśmiechnął się. - Do tej pory nie musiałem jej używać, ale nie wiem co bym zrobił jakbym wpadł w panikę. Mógłbym zrobić coś głupiego.
A jak Faith na to pozwoliła, to poszli dalej.
- W protezach można ukryć pełno tego typu bajerów. Montowałem już noże, rewolwery, zapalniczki, strzykawki... Do wyboru do koloru.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 533
avatar
Faith Moncreiff
Znów słuchała go uważnie, analizując każde słowo. W końcu usmiechnęła się niemal dobrodusznie.
- Jesteś naiwny, wylewny i ufny. - nagle jakby zmieniła zdanie co do drogi i pociągnęła Joshuę za rękaw w jakąś boczną uliczkę, która wyglądała prawie jak rynsztok. - Niech zgadnę, wszyscy rypią cię w dupsko i wykorzystują? - pokręciła głową. - Przepraszam. - wzruszyła ramionami. - To miejsce wymaga niezbyt wybrednego języka. Czasem trudno mi przejśc na ten... kulturalny.
Ocho. Ona też się nieco odkryła, pokazując swoją dobrze wychowaną naturę. Gdyby nie to miejsce, Grant z łatwością móglby ją pomylić z kobietą pochodzącą z dobrego domu. Na jego groźby o strzykawc tylko uśmiechnęła się półgębkiem.
- Może masz rację.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 3941
avatar
dr Joshua Grant
Słysząc jej diagnozę, zaczął się cicho śmiać
- Naprawdę? Bardzo mnie to cieszy - stwierdził zaskakująco.
Bal się, że trauma po zdradzie a potem stracie Wiktorii i Audrey, zostanie mu już na zawsze. Że zostanie milczącym, naburmuszonym typem z elity, który nie ufa nawet własnej rodzinie. Że już nie będzie w stanie nikomu zaufać. A tu proszę, wyglądało na to, że dzięki pomocy przyjaciół, udało mu się wrócić do jego prawdziwego "ja".
- To dobrze. To znaczy, że nie jest ze mną tak źle - stwierdził całkiem pogodnie
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 533
avatar
Faith Moncreiff
Aż uniosła brwi, słysząc, jak się śmieje. Ten cichy odgłos odbił się od ciemnych ścian, w mroku nocy wyglądających na jeszcze brudniejsze niż za dnia.
- Dziwak z ciebie. - znowu wzruszyła ramionami.
Bo którz normalny łaziłby po nocach, by leczyć biedotę? Doprawdy, nie wiedziała, czy Joshua jest odważny i heroiczny, czy może to czysta głupota i brawura. Mieli przed sobą jeszcze spory kawałek do przejścia, ale nie zamierzała odprowadzać go aż do Drugiej Strefy. Nie ryzykowała dla obcych ludzi. Zatrzymała się. Przed nimi ciągnęła się długa boczna uliczka za kamienicami. Tam na pewno nie kręcił się patrol. Przynajmniej taką miała nadzieję. Pokazała palcem w mrok.
- Pójdziesz do samego końca, a potem skręcisz w lewo. Powinieneś wtedy już zobaczyć latarnie drugiej strefy. O tej porze nie powinno tam być żadnego patrolu, to opustoszałe miejsce, nie ma kogo łapać, by obić niewinne ryje.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 3941
avatar
dr Joshua Grant
- To jeszcze lepiej - stwierdził jeszcze bardziej rozbawiony
Gadatliwe dziwadło. Jakby słyszał opinie o sobie, zanim świat zaczął mu się walić. Faith nawet nie zdawała sobie sprawy, jak jej słowa podniosły go na duchu.
Wyciągnął swoją wizytówkę, napisał na odwrocie adres i podał Faith.
- Jeżeli byś chciała mi pomóc zorganizować następne spotkanie, skontaktuj się proszę z Esme Grant, moją asystentką, tu masz jej dane . Albo z Redem Ryderem. On mi w razie czego też przekażę co i jak.
Uśmiechnął się do Faith.
- Jeszcze raz Ci dziękuję, bez twojej pomocy byłoby raczej kiepsko. Do zobaczenia, mam nadzieję - wyciągnął do niej dłoń a gdy ją uscisnęła, ruszył we wskazanym kierunku i zniknął za rogiem

/zt
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 391
avatar
Joel Miller
/początek

Jedna z bocznych uliczek trzeciej strefy kryła pewną jeszcze mniejszą odnogę prowadzącą do małego kompleksu kamienic. Joel znajdował się w tej uliczce i właśnie kończył dopalać czyjegoś peta, w ręce trzymał świstek papieru z zapisanym adresem. Pomiął go i wyrzucił za siebie. Przyszedł odebrać Audrey. Za mniej więcej cztery godziny był umówiony z Grantem na targu. Był środek dnia. Niespiesznie ruszył się z miejsca i podszedł do jednej z kamienic, po czym chwycił za klamkę i wszedł do środka. Po niespełna minucie stał przed drzwiami, za którymi znajdowała się Audrey wraz z opiekującą się nią wdową. Zapukał w drzwi trzykrotnie i czekał na odzew.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 806
avatar
Wodzirej
Joel mógł usłyszeć kroki i chwilę później kobiecy głos, niezbyt przyjemny dla ucha.
- Już już, chwila...
Szczęk metalu i drzwi otworzyły się na szerokość łańcucha zabezpieczającego drzwi przed włamaniem. Miller w tle mógł usłyszeć dziecięce gaworzenie.
- Kto ?  - zmrużyła oczy
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 391
avatar
Joel Miller
- Przysyła mnie Ned Beowulf. Mam w jego imieniu zabrać dziewczynkę.
Nie uśmiechał się. Przyszedł typowo w interesach więc jego twarz pozostała chłodna. Owszem, mógłby wtargnąć do mieszkania bez większego problemu, jednak robienie rozróby nie byłoby dobrym rozwiązaniem z poziomu korytarza.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 806
avatar
Wodzirej
Kobieta lustrowała Joela spojrzeniem. Otaksowała go z góry na dół. W końcu westchnęła cicho i zamknęła drzwi, ale tylko po to by zdjąć zabezpieczający je łańcuch.
- Wejdzie. - wpuściła go do środka - Tędy.
Mieszkanie nie było duże. Jeden duży pokój, malutka sypialenka, mikroskopijna kuchnia. Nie można było jednak powiedzieć, że był to dom jakiejś patologii. Kobieta żyła po prostu skromnie.
- Szkoda. Jest całkiem pocieszna, smutno tu bez niej będzie.
Weszli do saloniku, na środku którego raczkowała sobie Audrey Grant. Joel, widząc małą pierwszy raz z bliska, mógł stwierdzić, że dziewczynka faktycznie jest bardzo podobna do ojca.
- Gdzie ją zabieracie? Dobrze jej tam będzie? U mnie źle nie ma. - wdowa, widać było, była poczciwą kobietą - Głodna nie chodzi, goła też.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 391
avatar
Joel Miller
Wpuściła do środka diabła w ludzkiej skórze ale to dobrze dla niego. Nie miała zresztą wyboru, wdowa wiedziała wszak o tym że dzień odebrania Audrey nadejdzie prędzej czy później. Wszedł do środka.
- Dziękuję.
Zamknął za sobą drzwi i rozejrzał się. Faktycznie, warunki jak na slumsy były naprawdę dobre choć skromność wyzierała z każdego kąta.
- Przykro mi. Mieszka Pani sama?
Tak naprawdę wcale nie było mu przykro. Miał zamiar zabić staruszkę aby ta nie roznosiła niepotrzebnych informacji gdyby chciał się oczyścić z zarzutów. Dotarli do saloniku, na środku którego bawiło się Granciowe dziecko. Od pierwszego spojrzenia uderzyło go wielkie podobieństwo do jej ojca, którym niewątpliwie był protetyk. Podszedł do małej, pozostającej wobec obcego nieufną i przyklęknął przed nią.
- Cześć Audrey.
Zupełnie nie wiedział jak się zachować w obliczu małego rozkosznego dziecka, wywołującego w jego duszy odruchy dawno stłumione bądź niemal zupełnie wyplenione. Pomyślał o małej Ellie, której praktycznie nie znał.
- Jak się miewasz mały Motylku? Dobrze Ci tutaj?
Audrey zagaworzyła coś po swojemu. Spojrzał za ramię na wdowę.
- Widzę, że nie było jej tutaj źle. Zabieram ją do człowieka, który zapewni Audrey wszystko co można kupić i który da jej pełnię szczęścia w życiu z ludźmi którzy już ją kochają. Po prostu, zabieram ją tam gdzie jest jej prawdziwe miejsce.
Wyciągnął ręce do małej. Jego serce stopniało i choć pozostał twardy na zewnątrz, to wewnętrznie miał ochotę przygarnąć tego dzieciaka do siebie i gaworzyć razem z nim jak na jakiegoś dziadka przystało. Młoda była śliczna i rozkoszna, nic dziwnego że Joelem potrząsnęło w środku.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 806
avatar
Wodzirej
Poczciwa kobieta, nieświadoma tego co jej groziło, wierząca w zwykłą ludzką przyzwoitość, obserwowała ze smutnym uśmiechem jego i Audrey.
- Ano sama. Mąż umarł parę lat temu a dziecka już odchowane. Trzech synów mam, dorosłych - sięgnęła po kilka ubranek małej, by je spakować. Nie będą już jej potrzebne.
Audrey zaś obserwowała przybysza z wyraźną ciekawością. Małe usteczka ułożyły się w małe "o" i wyciągnęła ku niemu rączki.
- To dobrze. - westchnęła wdowa - Widać po oczach, że to bystre dziecko będzie , znarnowałoby się w slumsach. A tak to szkołę będzie chociaż mieć. - schyliła się z cichym stęknięciem po becik - Mała nie może pić za wiele mleka, miała straszne kolki i wyła okrutnie. Ale kaszki bez problemu, to przekaże Pan temu czy tej, do której idzie, dobrze?
Jeszcze chwilę się krzątała, aż w końcu podała mu worek z ubrankami.

Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 391
avatar
Joel Miller
Wysłuchał tego co mówiła kobiecina. Mała Audrey wyciągnęła do niego swoje drobne rączki a on odwzajemnił to szczerym i troskliwym uśmiechem, po czym mała wylądowała w jego ramionach. Na maszyny, jak dawno nie trzymał w swoich rękach małego dziecka? Nabrał powietrza w płuca i przyłożył usta do odkrytego ramionka Audrey, by wypuścić powietrze ze świstem płuc i spowodować pierdzenie na jej skórze. Każde jego dziecko reagowało śmiechem na taką zabawę. Kątem oka zauważył, że kobiecina zabiera się za pakowanie małej. To dobrze, że nie traciła czasu, kto wie może ugra na tym swoje życie?
- Tak, widać że nie będzie głupia. Nie będziemy głupi Złota Rybko, co? Nie będziemy?
Wysłuchał tego co wdowa mówiła o tym co Audrey może, a czego nie może jeść. Zapamiętał, było proste.
- Chorowała? Coś jeszcze powinienem wiedzieć o niej by przekazać informacje osobie której ją oddam? Swoją drogą, tak się zastanawiam Pani Matko czy Ned łożył na wychowanie małej?
Odebrał od niej worek i z małą na rękach wyszedł z salonu do wąskiego przejścia prowadzącego do wyjścia z mieszkania. Audrey właśnie zainteresowała się jego brodą i choć go to smyranie denerwowało, tak z ojcowską godnością znosił tę niewygodę nadzwyczaj cierpliwie. W zasadzie to cieszył się tym i napawał tak, jakby dziewczynka była jego własnym dzieckiem.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 806
avatar
Wodzirej
Audrey bawiła się radośnie Joelową brodą, a potem zaczęła macać miłośnie jego policzki i nos.
- Nieee...zdrowiutka. Tylko to mleko...a poza tym nawet kataru nie miała. - podeszła do Joela i podała jej wyświechtaną szmacianą lalę. - Bez niej ciężko ją uśpić. Weźcie ją, przyda się.
Stanęli w przedpokoju.
- Tak, tak, Ned zostawił trochę grosza, zniknął potem i dawno już go nie widziałam. - westchnęła - Zostaniecie na obiad? Klusków z serem ugotowałam. Nic wykwintnego, ale całkiem smaczne.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 391
avatar
Joel Miller
Pokiwał głową. Dziecko było zdrowe - to dobrze, chociaż nie to by robiło mu to jakąś różnicę w przypadku gdyby było chore. Joel obserwował staruszkę i odpierał atak paluszków Audrey, chcących chyba urwać mu ucho na pamiątkę. Całe szczęście że szmaciana lalka odwróciła jej uwagę.
- Nie chcę Cię martwić Mateczko ale Ned chyba już nie wróci i nie sypnie więcej groszem. Radzicie sobie jakoś samej? Potrzebujecie pomocy?
Podszedł bliżej drzwi i cmoknął dziewczynkę po rękach, trochę niezgrabnie biorąc pod uwagę że dziecko miał na prawej ręce a torbę z ciuchami w lewej.
- Nie zostanę, czas mnie goni Mateczko ale dziękuję za propozycję.
Zlustrował ją spojrzeniem. Wydawała się być dobrą kobietą, niezasługującą na śmierć. Audrey choć ubrana biednie była czysta i nie wyglądała na głodną czy nieszczęśliwą. Zastanawiał się jakim cudem taki ktoś jak Ned znalazł taką opiekunkę dla Audrey w takiej dziurze. Tajemnica której nikt nie rozwikła. Bił się z myślami jeszcze chwilę, po czym uśmiechnął się do kobiety i złapał za klamkę by wyjść. Zatrzymał się jeszcze w progu i zanim zamknął za sobą drzwi z drugiej strony obydwoje z Audrey pomachali kobiecinie na do widzenia. Audrey robiła to prawdopodobnie po raz ostatni.

zt ---> targ
Powrót do góry Go down
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Boczna uliczka
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 8 z 8Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8
 Similar topics
-
» Boczna uliczka

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: STARE RPOZGRYWKI I WSZYSTKO :: Miasto :: Slumsy-