IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Antykwariat

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 9 ... 17  Next
Admin
Liczba postów : 4129
avatar
Admin
First topic message reminder :


Cennik:

-stoliki do kawy - od 3 do 40 kredytów (zależne od wielkości i wykończenia)
-duża szafa na ubrania - 50 kredytów
-stół - od 15 do 50 kredytów (zależne od wielkości i wykończenia)
-porcelanowa zastawa sprzed Wielkiej Wojny - 120 kredytów
-książki - od 1 do 15 kredytów - cena do negocjacji
-apaszki, szale, boa, torebki itp. - od 5 do 30 kredytów
-mechaniczne skrzydła (niekoniecznie sprawne) - 50 kredytów
-protezy (również niekoniecznie sprawne) - od 12 do 70 kredytów
-zabawki - od 1 do 35 kredytów
-zegary - od 5 do 150 kredytów (zależne od wielkości, najstarszy to antyk!)
-elementy silnika do automobilu (raczej zardzewiałe) - do negocjacji
-lampy - od 5 do 120 kredytów (zależne od wielkości i wykończenia)
-elementy mechanizmów do protez - do negocjacji
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Liczba postów : 311
avatar
Isaak Burton
Ah, nie zrobił przecież tego specjalnie! Hm... A może jednak? Któż go tam wie. Jakoś musiał zetrzeć pewność siebie z kobiecej twarzy.
Skrzyżował ręce na torsie i patrzył jak zielone źrenice przesuwają się po linijkach tekstu, badając pobieżnie z czym ma do czynienia. Jeżeli zaspokoi to jej ciekawość to się pomylił. Faktycznie pisała artykuł o modelach broni i ucieszy się z takiego znaleziska.
Stało się jednak to czego Burton się obawiał. A słowa kobiety niosły za sobą zimny powiew przeszłości. Miał wrażenie, że ona dobrze wie kim jest. Wiedziała do kogo przychodziła i po co. A on nie miał zamiaru dać się wpędzić w kozi róg. Przecież nie był już tamtym człowiekiem.
-Tak? Cóż, pomyłki chodzą po ludziach.-stwierdził kwaśno, nie zmieniając pozycji.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2573
avatar
Theresa Reebentoff
Nie spuszczała z niego wzroku. Pomyłki? - zmełła w ustach przekleństwo. - Po ludziach, panie Burton, chodzą wypadki. Ot, jedna mała iskierka wśród zakurzonych tomiszczy. Oczywiście nie posunęłaby się do tego, ale wielką przyjemność sprawiała jej myśl, że antykwariat jarałby się jak heretyk na stosie.

Przysiadła na jednym ze stolików, zapewne na sprzedaż, założyła nogę na nogę, a na kolanie oparła otrzymany od Burtona tom. Przesunęła palcami po okładce, spuszczając na nią wzrok. Gdyby nie miała takiej przeszlości, jaką ma, gdyby była zwykłą dziennikarką wychowaną w Drugiej Strefie mogłaby pisać właśnie takie proste artykuły, mogłaby teraz trząść się pod uważnym spojrzeniem Burtona, a potem uciec do domu z satysfakcją otrzymania czegokolwiek. Takie życie mogłoby być nawet miłe. I proste. Znów westchnęła sama do siebie. Tym razem zabrakło udawanej teatralności. Zamiast niej pojawiła się dziwna tęsknota, która jednak szybko się ulotniła.

- Jeśli mowa o przeszłości, to chyba bardzo nie lubię swojej. - powiedziała cicho, ale zaraz roześmiała się radośnie. Pamiętasz, Thereso? Jebać to.

Wstała energicznie. Tom odłożyła z trzaskiem na stół, aż kurz wzbił się w górę. Powiodła spojrzeniem po antykwariacie. Cóż, skoro nic nie mogła wyciągnąć od Burtona nic, co by jej się przydało, to przynajmniej spróbuje go trochę poznać.

- Cóż... Nieważne. - rzuciła Issakowi rozbawione spojrzenie. - Posiada pan tutaj coś wyjątkowo ciekawego?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 311
avatar
Isaak Burton
Oparł się lewą dłonią o stojące obok biurko, patrząc jak Theresa siada na stoliczku i przesuwa wzrokiem po książce. Zamiast delikatnego dotknięcia opuszków palców o drewno rozległo się stuknięcie starego metalu. Mechaniczne palce poruszyły się, jakby nadal w środku były kości i chciały się rozprostować. Jeszcze nie wiedział, że w domu czeka na niego paczka od przyjaciela z unowocześnionym modelem.
Patrzył beznamiętnie na kobietę, gdy ta wspomniała o swojej niemiłej przeszłości. Wyraz twarzy mężczyzny ewidentnie wskazywał na to, że nic go to nie obchodzi. Każdy miał swoje problemy. Swoje demony i nocne koszmary. Wystarczyły mu jego, nie miał zamiaru wysłuchiwać tego, jak panna dziennikarka miała brzydkie dzieciństwo, bo rodzice nie dawali jej tego co chciała.
-Wyjątkowość ma różnorakie znaczenie. Skarbem może być najstarsza książka jaką mam. Wisior, który należał ponoć do naszej ostatniej, umiłowanej królowej.
Popatrzył gdzieś w dal, jakby zastanawiał się gdzie to położył. Czy w ogóle istniało. A tak naprawdę myślał nad tym jak ją wygonić z antykwariatu, żeby nie zadawała niewygodnych pytań. Umiał kłamać, ale.. ale po co?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2573
avatar
Theresa Reebentoff
Oparła dłonie na biodrach, uśmiechając się lisio. Raczej nie mogła od Issaka wyciągnąć żadnej konkretnej informacji, bo dla niego wszystko wydawało się relatywne, nie mówiąc już o ruchomych punktach odniesienia. Podeszła do Burtona na tyle blisko by stanąć tuż przed nim i wspięła się na palcach. Chciała zobaczyć jego oczy z bliska.

- A co jest tutaj wyjątkowe dla pana? - zapytała z rozbawieniem.

Naciskała, wiedziała o tym bardzo dobrze. Burton równie dobrze mógłby mieć przyczepiony nad głową czerwony neon z napisem: "IDŹ STĄD!". Ale Theresa Reenentoff nie zamierzała wychodzić. Jeśli nie mogła zdobyć żadnej informacji, to przynajmniej chciała się zabawić. Na ten swój dziwny, pokrętny sposób igrania z ludźmi. A nuż Burtonowi wymknie się coś niepatrznie...
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 311
avatar
Isaak Burton
Nie poruszył się ani o milimetr, kiedy kobieta podchodziła. Śledził jej ruchy, coraz bardziej utwierdzając się w przekonaniu, że jest zbyt pewna siebie, w tym negatywnym znaczeniu. Namolna. Jakby mało moli było w tym antykwariacie.
Popatrzył jej w oczy, niewzruszony odległością jaka ich dzieliła. Miał szare, stalowe oczy, które wiele widziały. Twarz o twardym spojrzeniu i zaciśniętych ustach.
-Pieniądze.-odparł tonem, jakby to było oczywiste.
Nie miał zamiaru brać udziału w jej dziwnej grze, wyjawiać tajemnic przeszłości. Jego wspomnienia były na wagę złota i dobrze o tym wiedział.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2573
avatar
Theresa Reebentoff
- Pieniądze? - skrzywiła się. - Och, doprawdy?

Nie wierzyła w to. Burton był zbyt ekstrawagancki, by chodziło mu tylko o to, by uznawał pieniądze za cenne. Owszem, z pewnością były ważne, ale czy najważniejsze? Jeśli miałaby odnaleźć jakąś metaforę tego, jak się czuje, to byłaby kotem drapiącym o szybę i rozpaczliwie chcącym wedrzeć się do środka. Oczywiście, bezskutecznie. Mężczyzna okazał się nie tylko nieprzenikniony, ale też twardy, surowy i całkowicie niechętny jej osobie. I to niechętny w ten obojętny sposób, którego nie znosiła. Teraz i ona założyła ramiona na piersi, stopy opadły na pięty i teraz musiała lekko zadrzeć głowę, by patrzeć Burtonowi w oczy.

- Jeśli pieniądze są dla pana najcenniejsze, to znaczy, że można tutaj wszystko kupić?

Przestała się uśmiechać, bo i humor ją opuścił. Albo zapłaci za informacje, albo zacznie niuchać przy pierwszej możliwej sposobności.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 311
avatar
Isaak Burton
Miał ochotę złapać ją za kołnierz i jak dziecko wynieść za próg, jednocześnie przewieszając tabliczkę na stronę, na której pisało "ZAMKNIĘTE". Jednak irytowanie jej swoją niezmienną postawą sprawiało mu tyle samo satysfkacji.
Zerknął w dół, gdy ta przestała się podnosić na palcach.
-Jakąkolwiek rzecz pani tutaj nie znajdzie - jest pani.-odparł, dość mocno akcentując słowo "rzecz". Informacje i wspomnienia nie były podmiotami na sprzedarz.
Westchnął ciężko, jakby był opiekunką wyjątkowo niesfornego dziecka i miał już dość. Poruszył się i wyminął kobietę, żeby skierować się na swój fotel.
-Powodzenia.-mruknął dość głośno, nie odwracając jednak głowy. Opadł na miękki materiał i sięgnął po fajkę. Z tego miejsca mógł po części obserwować Theresę, lecz nie aż tak, żeby czuła się niezręcznie.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2573
avatar
Theresa Reebentoff
Miała ochotę wrzasnąć, złapać Burtona za te cudaczne włosy i rąbnąć jego głową o jedną z szafek. Ale co jej po ochocie, jeśli taki ruch zostałby szybko spacyfikowany, a ona wyglądałaby jak mała dziewczynka, która chce wyrwać wujkowi lizaka, na którego nie zasłużyła.

- Tak, jakby zależało mi na rzeczach... - rzuciła obrażonym tonem, wlepiając wściekłe spojrzenie w plecy mężczyzny.

Kiedy usiadł, westchnęła i po prostu wzruszyła ramionami. Próbowała przy tym ignorować cierpki smak porażki na języku. Niemniej jednak nie mogła, po prostu nie mogła! wyjść bez niczego. I nieważne czy miało tyć relatywnie korzystne czy niekorzystne... A ponieważ nigdzie się jej nie spieszyło postanowiła napsuć jeszcze trochę burtonowej krwi i zaczęła przeglądać książki. Może znajdzie jakąś poezję, poczyta, by następnym razem wcielając się w Rosaline McAlister być bardziej wiarygodną i rzucać patetycznymi cytatami na lewo i prawo. A może znajdzie coś zupełnie innego, coś co niespodziewanie ją zainteresuje. Raz za razem wyciągała zakurzone książki z półek, otrzepywała okładki i wzbijała tumany pyłu. Niektóre tytuły były na tyle interesujące, że naprawdę te poszukiwania ją zaciekawiły. Na chwilę. Ale zawsze. W końcu jej kocie łapki trafiły Legendy miejskie. Ot, pozycja jak każda inny, a ponieważ nie była rdzenną mieszkanką, to postanowiła wziąć ją ze sobą. Będzie do poduszki, do szklanki whisky, do papierosa i do opium.

Przygarnęła tom do siebie i podeszła do Burtona. żeby nie mieć takiej grobowej miny, wyobraziła sobie, że rzeczywiście łapie mężczyznę za włosy i go trochę uszkadza. Uśmiechnęła się leciutko i wyciągnęła tom w stronę sklepikarza. Dodatkowo postanowiła postawić wszystko na jedno szczere pytanie.

- Ile? - spytała najpierw, a po chwili, gdy mężczyzna chwycił za książkę dodała. - Co się stało z Kirą Dedalusem?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 311
avatar
Isaak Burton
Chyba tylko dlatego, że z natury jest poważny powstrzymał się przed chichotem, kiedy kobieta burknęła coś niezadowolona pod nosem. Lekko się uśmiechnął, pewny wygranej. Jakiej wygranej? Cóż, nieodszyfrowanie żadnych informacji i wykopanie jej za drzwi.
Ćmił powoli fajkę, patrząc jak wyciąga kolejne książki. Było zbyt ciemno, aby odstrzec wyraz jej twarzy. Była zadowolona ze znalezisk? Czy to wszystko ją nudziło? W sumie to ledwo co go to obchodziło. Byleby znalazła cośdla siebie i polazła. Upierdliwy babsztyl.
Widząc, że coś wybrała i zmierza w jego kierunku odłożył fajkę i wyciągnął dłoń. Dobrze, że opuścił wzrok na tytuł, bo kiedy spytała się o Kirę w oczach Isaaka pojawił się błysk niepokoju. Jednak gdy uniósł spojrzenie ponownie na Therese było ono jak zwykle obojętne.
-Dedalus? Podobno nie żyje, nie?-odpowiedział tonem, jakby w ogóle nie był z nikim takim związany i znał te osoby jedynie z gazet.-Cztery kredyty.-odparł, oddając jej książkę.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2573
avatar
Theresa Reebentoff
Opasły tom na pewno by się nie zmieścił w jej torebce, więc przygarnęła książkę znowu do siebie jedną dłonią. Nie spieszyła się z sięganiem po kredyty. Prawdę mówiąc - na razie nawet nie kiwnęła palcem. Patrzyła na śmiącego fajkę Burtona. Mogła z góry założyć że kłamie, ale przecież to Popper mógł okłamać ją. Żadna to dla niego różnica, a to, że spędzili miło czas na pogawędce wcale nie obligował żadną ze stron do szczerości. Zastanawiała się, czy gdyby zaczęła uderzać zakupionym tomem o głowę Isaaka wystarczająco mocno i wystarczająco długo, to powiedziałby cokolwiek. Sama sobie odpowiedziała w myślach, że nie. Czuła się gryzoń złapany w uścisk węża - nic nie mogła zrobić, jedyne o co walczyła to tylko parę kąsań. Źle oceniła całą sytuację. I z pewnością parę drinków przed przyjściem tutaj nie działało na jej korzyść.

- Podobno trzymaliście się razem, nie? - odparła z niewinnym uśmiechem.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 311
avatar
Isaak Burton
Podobno trzymaliście się razem.
Podobno w ogóle tutaj nie pasowało. Tak jak cała reszta zdania. To nie było trzymanie się razem. To była solidarna, męska przyjaźń. Wiedział, że mógł na Dedalusie polegać, a on na nim. Podobnie wyglądała aktutalnie sprawa z jego ojcem. Nigdy nie był wielkim przyjacielem doktora Dedalusa, lecz darzyli siebie sporym zaufaniem. O tym jednak Teresa nie wiedziała i miała nigdy się nie dowiedzieć.
-Ma pani niekompetentnych informatorów. Radzę na przyszłość lepiej wybierać osoby od których czerpie się wiedzę.-odparł kpiącym tonem. Uśmiechem i sposobem w jaki się odezwał chciał dać Theresie do zrozumienia, że on wie wiele rzeczy. I że kłamie. A w usmiechu było coś co mówiło, że obojętnie ile by tutaj nie siedziała to i tak się niczego nie dowie.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2573
avatar
Theresa Reebentoff
Ot, i to by było na tyle. Totalne zdemaskowanie ich obojga. Co prawda Theresa właśnie została mentalnie spoliczkowana, ale przynajmniej ostatnie słowa Burtona nasuwały konkluzję, że co prawda trafiła do odpowiedniej osoby, ale z wiedzą, która tylko ją pogrążyła. Powinna najpierw zbadać sprawę, zorientować się kim jest właściciel antykwariatu, zanim zacznie działać. A tymczasem poszła na parę mocnych drinków, zakłóciła spokój tego grobowca, do tego zachowywała się jak w jakimś cholernym kabarecie, a jej występ był równie "udany" co niejakiej Pixie Hart, o którym krążyły plotki. Aż z Theresy spłynęła cała złość i niezadowolenie. Gra dobiegła końca, a ona była przegrana stroną. Nie było sensu się teraz pieklić. Uśmiechnęła się leciutko, tym razem było w tym wiele szczerości i spokoju.

- Ma pan całkowitą rację, panie Burton. - powiedziała uprzejmie, skłaniając lekko głowę w geście szacunku. - A pana radę wezmę sobie do serca.

I wcale tutaj nie kłamała. Nie zamierzała już zachowywać się tak nierozważnie. Sięgnęła do torebki po kredyty, a gdy już miała je w ręce, wyciągnęła je przed sobą wierzchem dłoni do góry, przytrzymując je lekko palcami. Wystarczyło tylko, by upuściła monety na dłoń Burtona. Oczywiście o ile ją podstawi.

- I proszę mi nie mieć za złe mojego charakteru. Czasem jestem zbyt impulsywna.

W ostatecznym rozrachunku wolała nie robić sobie z Isaaka Burtona wroga.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 311
avatar
Isaak Burton
Znów się uśmiechnął, widząc jak dziewczyna skinęła głową. Tym razem jednak był to uśmiech nie tyle złośliwy, co całkiem serdeczny. Niczym u mentora, który cieszy się, że uczeń zrozumiał daną mu lekcję pokory.
Nie wiadomo jednak, czy jeżeli Theresa przyszłaby tutaj z potwierdzonymi, konkretnymi informacjami to on by cokolwiek wyjawił. Nie miał w tym żadnego interesu. Ba, nawet mógłby narobić problemów nie tylko sobie, ale i doktorowi D. W końcu wedle publicznego mniemania nie żył, zakopany głęboko pod ziemią.
Wyciągnął rękę, a właściwie protezę, którą teraz Theresa mogła zobaczyć w całej okazałości. Stara, ze startą farbą. Palce jednak poruszały się dość dobrze, więc kiedy spadły na nie monety to automatycznie się zamknęły.
-Jedyne co mogę mieć pani za złe, to że się pani nadal nie przedstawiła.-odparł, wrzucając pieniądze do kieszonki marynarki na piersi.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2573
avatar
Theresa Reebentoff
Zawiesiła wzrok na protezie. Jasne, widziała ją już wcześniej, ale dopiero teraz miała okazję dłużej zawiesić na niej wzrok. Nie znała się na technice, to nie była jej działka, ale nie musiała być ekspertem, by wiedzieć, że proteza Burtona nie należy do najnowszych cudów. Przez chwilę poczuła nagły żal dla tego człowieka, w końcu utrata ręki nie jest niczym przyjemnym... Choć po charakterze Burtona raczej nie spodziewała się, że robi mu to jakaś różnicę. Niemniej jednak przez chwilę zastanawiała się czy to żniwo wojny... Ech. - westchnęła w duchu. - Gdyby był bardziej układny, to, kto wie, może by mu sprawiła nowiutką rączkę. Nie wiedziała oczywiście, że ktoś już to zrobił za nią.

Zaśmiała się na uwagę o przedstawieniu się. Czyżby była już na tyle butna, że była przekonana o swojej sławie? Gdyby mogła, sama sobie dałaby pstryczka w nos.

- Proszę wybaczyć. - wyciągnęła rękę, tym razem po to, by Burton mógł ją uścisnąć. - Theresa Reebentoff. Mam nadzieję, że jeśli przyjdzie się nam jeszcze spotkać, panie Burton, to rozmowa odbędzie się na przyjaźniejszej stopie.

Jasne. - sarknęła w duchu. - Jeśli kojarzysz moje nazwisko, to wykopiesz mnie jeszcze chętniej. Ale nadal uśmiechała się lekko. Dziwne, ale Burton ucierając nosa Theresie, zdobył sobie jej szacunek i niemal sympatię. Niezależnie od wszystkiego.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 311
avatar
Isaak Burton
Teresa miała pecha. Burton rzadko przeglądał gazety i nie interesował się życiem publicznym. Już nie. Był zamknięty w swoim świecie, swoich rozmyślaniach, tajemnicach i sekretach. A nawet jeżeli miał już gazetę w rękach to raczej nie zwracał uwagę na autorów.
-Oczywiście, pani Reebentoff.
Już nic nie dodawał. Czekał tylko aż się pożegna i wyjdzie. Jak na razie znał jej imię i nazwisko oraz to, że jest dziennikarką. Musiał się dowiedzieć o niej czegoś więcej. Każda osoba, która wypytuje się o stare dzieje, zwłaszcza o doktora D. jest zagrożeniem. Czasami, kiedy zagrożenie za bardzo będzie węszyć, trzeba będzie je wyeliminować.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2573
avatar
Theresa Reebentoff
Skinęła uprzejmie głowa i wyszła. Cóż innego mogła zrobić? Na pewno złość i wściekłe warczenie nie przyniosłyby żadnych rezultatów. Szczerze mówiąc nie spodziewał się, by cokolwiek te rezultaty odniosło. Bo niby dlaczego Burton miał jej cokolwiek mówić? Jeśli był lojalny, to nic nie mogła wskórać. Chyba, że znajdzie coś na czym może zależeć Isaakowi Burtnowi. Bo szacunek szacunkiem, a interesy i wiedza swoją drogą. Mogłaby wyjść jak pies z podkulonym ogonem, gdyby to był koniec. Ale nie był. Nie dla Theresy. Jak nie tędy, to inną drogą. Zawsze znajdzie się jakiś sposób, by osiągnąć cel. I nie chodziło już nawet o artykuł dla Marchanta. Miała to gdzieś. Teraz rozbijało się już li tylko o ambicje.

Kiedy wyszła z antykwariatu, od razu zapaliła papierosa. Na spokojnie, zaciągając się mocno. Myślała przez chwilę i wyciągała wnioski z zaistniałej rozmowy. Wcale jej się nie podobały. Na szczęście znała świetny sposób na takie emocjonalne fanaberie.

---> KAPITAN MORGAN
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 135
avatar
Alphonse Carrot
W drodze do antykwariatu rozmyślał nad tym pod jakim pretekstem przyszedł do jego właściciela. Był niepocieszony faktem, że jego boska mentorka nie powiedziała mu na temat Isaaka Burtona niczego, czego mógłby się uczepić by móc stopniowo wkradać się w jego łaski. Bo przecież o to chodziło. O zbudowanie przyjaźni... tylko w jakim celu? Po co miał to robić, dla jakich pobudek? Co takiego Isaak Burton mógł wiedzieć lub posiadać, że Theresa sama nie mogła tutaj przyjść?

Otworzył drzwi i wszedł do pomieszczenia, z którego ktoś starannie wyssał całe życie. Nie mógł oprzeć się wrażeniu, że wstępuje w mroczny i nieprzyjazny dla normalnych ludzi teren. Widział rzędy regałów z zakurzonymi książkami i księgami, jakieś stoliki i lampy. Widział zegar i drewnianą fajkę, z której sączył się dym. Sam właściciel sprawiał wrażenie szaleńca, krwiopijcy który najpierw utnie Alphonsowi jaja a potem każe mu je zjeść. Na surowo i bez szczypty współczucia. Stał tam przy drzwiach chwilę, niby rozglądając się wokoło. Tak naprawdę zbierał się w sobie by zacząć rozmowę od normalnych słów, a nie jąkania które miał wrażenie dyskredytowało go w większości przypadków. W przypadku Burtona był pewien, że niczego nie może być pewny. Wystarczyło tylko na niego popatrzeć.
- Dzień dobry. - Zabrzmiał żałośnie. Zupełnie jakby miał zaraz zesrać się ze strachu. - Tu, to znaczy... ja chciałem.
Co chciał? Buzi, kopa w tyłek? Książkę? Jedyne co przychodziło mu na myśl i co mogło okazać się użyteczne to drewniany kołek, młotek i czosnek. Podejrzewał, że takiego arsenału nie da się tutaj kupić. Spojrzał raz jeszcze na właściciela antykwariatu i stwierdził, że stał się idiotą w momencie kiedy tylko przekroczył próg tego lokalu. Zaczerwienił się jak pościel w noc poślubną i mruknął dość głośno by Isaak mógł go usłyszeć.
- To ja sam poszukam.
Podszedł do regału i zaczął usilnie szukać jakiegoś tytułu. Kichnął donośnie, gdy poruszył kurz zalegający na książkach.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 311
avatar
Isaak Burton
Dobrze, że Burton nie był na bieżąco z gazetami i ludźmi, którzy pracują w redakcji, w końcu miał ich głęboko w dupie, bo pewnie kopnął by chłopaczka w cztery litery, że by doleciał aż na drugą stronę ulicy, tracąc przy okazji zęby.
O dziwo Isaak nie siedział w kącie i nie ćmił fajki, mimo że piżmowy zapach wciąż roznosił się dookoła. Przysiadł na jakimś biurku, opierając się o nie, a w dłoniach trzymał książkę ze zdjęciami z Wielkiej Wojny. Gdzieś tam w zatęchłym, czarnym sercu żałował, że Piątkowa Dama się nie pojawiła. Chciał jej to oddać za darmo, bo ufał iż zadbałaby o tę książkę. I miała by z niej dużo radości. Trochę wbrew sobie polubił Alice, czego nie można powiedzieć o Theresie. Ta druga go raczej intrygowała i wkurwiała jednocześnie.
Widząc na progu swojego sklepu jakiegoś wymoczka wbił w niego wzrok. Dzieciak się zgubił? Nogi mu się trzęsły, że Isaak by się nie zdziwił, jakby gówniarz nagle zgubił portki.
Uniósł brew słysząc jąkanie, ale nic nie powiedział. Wskazał tylko na wnętrze sklepu, jakby zapraszając. Spuścił wzrok znów na książkę i przewrócił stronę.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 135
avatar
Alphonse Carrot
Kichnął po raz kolejny, wciąż szukając na regale jakiejś książki. Jego głównym problemem na chwilę obecną było to, że nie potrafił sobie wytłumaczyć omamów wzrokowych jakich doznał tuż po wejściu do środka. Widział teraz wyraźnie, że Burton spokojnie opierał się na jakimś biurku i nie wyglądało na to by miał zamiar zainteresować się jego osobą.
Może to i lepiej... - Stwierdził w duchu, z ulgą wypuszczając powietrze z płuc.

Przeszedł na drugą stronę regału, znikając z oczu Burtonowi. Starał się jakoś oswoić z myślą, że prędzej czy później będzie musiał się znowu odezwać. Przy regale stała drabinka, na którą można było wyjść by sięgnąć po najwyżej znajdujące się książki. Przesunął ją z piskiem po podłodze i wszedł na samą górę, ponownie zajmując się przeglądaniem tytułów. Stukał przy tym palcami o regał, wywołując irytujące echo po całym pomieszczeniu. Zupełnie zapomniał po co tutaj przyszedł gdy w jego ręce wpadła dość ciekawa książka o Wielkiej Wojnie.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 311
avatar
Isaak Burton
Isaak niezbyt interesował się swoim gościem. Póki nic nie zepsuje nie przeszkadzało mu myszkowanie chłopaka w książkach. Sam czasami lubił czegoś ciekawego poszukać i przyzwyczaił się już do tego, że ludzie najczęściej przychodzą właśnie po książki. W końcu nie ma nic lepszego od starej, zniszczonej okładki i zapachu przeszłości wyczuwanego na pożółkłych stronach. Zapach szczęścia, bólu, cierpienia, miłości i śmierci.
Nie mógł jednak nie zareagować na irytujący, piszczący dźwięk. Zacisnął szczękę i przymknął oczy. Żyły na jego szyi się uwydatniły, a on wstrzymał na parę sekund powietrze. Dopiero po chwilce wypuścił je ze świstem, powstrzymując się przed jakąkolwiek reakcją, przez którą dzieciak zabrudziłby sobie majtki.
Spuścił znów wzrok na książkę, przerzucając kolejne strony. Zatrzymywał się to przy tym to przy tamtym zdjęciu, zanurzając się we wspomnieniach. Przy zdjęciu fabryki zerknął na swoją protezę. Kiedy otworzył paczkę od doktora D. uśmiechnął się tak NAPRAWDĘ. Szczerze od dawien dawna. Dobrze, że w samotności i nikt nie mógł posądzić go o ludzkie uczucia. Musiał się jednak przejść do szpitala, aby lekarz porządnie zamocował nową, lepszą protezę. Może i dałby radę zrobić to sam, ale.. Cóż, nie chciał niczego sknocić, a posiadając wiedzę o maszynach wiedział, że o drobny błąd, który wszystko spieprzy, nie trudno.
Kiedy rozległo się upierdliwe echo stukania palców o regał, aż zatrzasnął z hukiem książkę. Spojrzał rozdrażniony w stronę regału. Rozległy się ciężkie kroki pana Burtona, oznajmiające, że gospodarz ruszył się z miejsca i ewidentnie zmierza w stronę pana Marchewki.
Stanął na końcu regału i zmierzył chłopaka wzrokiem.
-Czego szukasz?-nie silił się na zwroty grzecznościowe. Nie będzie jakiemuś szczylowi mówił na 'pan'. Czy pytanie było miłe? Bynajmniej. Wyczuwalna w głosie była lekka irytacja i jakby niechęć do chłopaka, który zakłóca ciszę w tym królestwie, gdzie czas stanął w miejscu.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 135
avatar
Alphonse Carrot
Carrot był tak wciągnięty w lekturę, że ani nie słyszał kroków Burtona ani nie zauważył że się zbliża. Był tak pochłonięty wpatrywaniem się w litery, że gdy niespodziewanie padło pytanie, jego jedyną właściwą reakcją mógł być strach i utrata równowagi. Jego młode ciało podskoczyło delikatnie do góry a ręce wyrzuciły książkę wysoko do góry. Wrzasnął. Stracił równowagę i runął całą siłą na regał, przed którym stała drabinka. Pech chciał, że regał zachwiał się i runął razem z Alphonsem.

Chmara kurzu uniosła się w powietrze od razu, gdy regał łupnął z hukiem o zimną posadzkę. Widoczność w pomieszczeniu niemal od razu zmalała o połowę. Alphonse leżał obolały na wywróconym regale i jęczał z bólu potłuczonego ciała. Zgubił gdzieś okulary. I gdy dotarło do niego co narobił, zaczął ich rozpaczliwie szukać. Wątpił aby Isaak Burton chciał kiedykolwiek znowu ujrzeć jego twarz.
Brawo Alphonse! Pójdźcie teraz na jednego i zostańcie braćmi!
Miał szczerą nadzieję, że Burton zdążył odskoczyć przed upadającym regałem. Choć gdy go widział, nie wyglądało na to by cokolwiek mogło mu grozić. Teraz na jego nieszczęście nie widział zupełnie nic i najgorszym było, że za cholerę nie mógł znaleźć tych przeklętych okularów.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 311
avatar
Isaak Burton
Isaak całe szczęście stał po inne stronie niż ta, w kierunku której poleciał chłopak. Oberwał jedynie z dwoma książkami po nogach. Burton przeżył wiele. Nawet to, że przez wypadek w fabryce stracił rękę. Dzięki temu nauczył ile rzeczy zależne jest nie tylko od losu, ale również ludzkiego błędu. Tutaj ten błąd wszedł parę minut temu po książkę. Co poczuł? Pisk przesuwanej drabinki wywołał w nim irytację. W tym momencie było to coś o wiele, wiele silniejszego. Jakby w środku jego ciała wybuchł wulkan o wielkiej sile. Kiedy kurz zaczął opadać zaciskał dłoń, tą, którą nadal posiadał i nie była ona mechaniczną protezą. Oczy były puste, a usta nie zadrżały. Tylko ta ręka.. Jakby chciał zaraz zrobić z niej użytek i rozkwasić ten krzywy nosek, z którego zniknęły okulary.
-Chłopcze...-zaczął, podchodząc bliżej i dostrzegając wśród kurzu coś co należało do Marchewki. Podniósł okulary, chowając je za plecami.-Czytałeś kiedyś o ptakach, których teraz już na świecie nie ma? Jest taki gatunek... Kukułka, która podrzuca jaja do cudzych gniazd. Pisklęta kukułki po urodzeniu zjadają resztę piskląt.
Ukucnął przy nim, patrząc się na wystraszoną twarz.
-Mam wrażenie, że nawet pisklę kukułki by tobą pogardziło.
Nie trzeba było się przysłuchiwać, by w głowie wyczuć kpinę. Ani być bardzo inteligentnym, by zauważyć, że Burton faktycznie ma trochę nierówno pod sufitem.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 135
avatar
Alphonse Carrot
"Szukajcie a znajdziecie, proście a będzie Wam dane."
To zdanie ojciec powtarzał mu w dzieciństwie tak często aż Alphonse zrozumiał, że taka jest kolej rzeczy i tak powinno być. Tym razem tak nie było i Alphonse będzie miał do niego żal. Szukał przecież i nie mógł znaleźć. Został uprzedzony i co gorsza wampir raczej nie miał zamiaru oddać mu tych przeklętych okularów po dobroci.
Widział go jak przez mgłę i jedyne co teraz mógł zrobić to czekać na to, co zaraz może mu się przytrafić. A mogło przecież dużo. Wyobraźnia Alphonsa w ciągu kilku sekund podsunęła mu tak makabryczne wizje, że sam niemal znalazł się na krawędzi szaleństwa. Jego twarz zastygła na chwilę w delikatnie zdebilałym wydźwięku, wyraźnie przeoranym przez ból i naznaczonym przez kurz. Nic nie pozostało z jakże idealnej fryzury ani czystości jego garnituru.
A gdy padły słowa o kukułkach (z bliskiej odległości, na co zareagował lekkim odsunięciem), wszystkie wyrazy szaleństwa, strachu i debilizmu zniknęły z jego twarzy by zastąpiło je zaskoczenie.
- Kukułki przecież nigdy nie zjadały innych piskląt. - Stwierdził z rozbrajającą szczerością w głosie, jakby każdy wiedział, że tak właśnie było. - One wypychały jaja swoich gospodarzy z gniazda zaraz po wykluciu, jak były jeszcze... ślepe.
Nie mógł powstrzymać się przed kolejnym kichnięciem. Bardzo starał się nie opluć Burtona.
- Wi-wi-widział Pan moje okulary? - Znów zaczął ich szukać, macając rękoma po książkach i samym regale. Wszak nie wiedział kto je ma. - Bo nic nie widzę a przecież sam Pan nie da rady podnieść tego regału.
Uwagę o pogardzeniu puścił koło uszu. Nie był w sytuacji w której mógł sobie pozwolić na równie kąśliwą uwagę.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 311
avatar
Isaak Burton
Burton nie musiał długo czekać na reakcję, bo chłopak może i drgnął z przestrachu nagłą bliskością właściciela antykwariatu, ale szybko się odezwał, już nie zrażony. Isaak aż miał ochotę mu przyklasnąć.
Wysłuchał go do końca i pokiwał głową.
-Masz rację. Może i jesteś pierdołą, ale los nie poskąpił ci inteligencji, chłopcze. Pisklęta potrzebowały więcej miejsca i w naturalny sposób go sobie pozyskiwały.
Niektórzy tylko przytaknęliby Burtonowi, nie znając odpowiedzi lub po prostu się bojąc. A ten tutaj, chociaż sprawiał wrażenie przestraszonego dzieciaka - poprawił go i udzielił poprawnej odpowiedzi.
Podał mu okulary, a gdy ten miał je już na nosie to Burton się wyprostował i wyciągnął w jego kierunku rękę.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 135
avatar
Alphonse Carrot
Może i jestem pierdołą...
Burton wybawił go z opresji i podał mu okulary. Z nimi na nosie świat od razu wyglądał o niebo lepiej, pomimo tego że dopiero teraz tak naprawdę zobaczył co narobił. Spojrzał na podaną dłoń i również podał swoją, lecz nie po to żeby wstać.
- Alphonse Carrot. Przepraszam za ten bałagan. Przestraszył mnie Pan i straciłem równowagę. - Wyglądał na odstresowanego, lecz wyraz jego twarzy nadal zdradzał głupotę. - Pomogę Panu posprzątać... i przy okazji postaram się niczego już nie spieprzyć.
Cofnął rękę i podparł się obiema by wstać i lekko otrzepać się z kurzu. Na dłuższą metę nie było sensu się oczyszczać - był cały pobrudzony i bez prania jego odzież na pewno nie stanie się czystsza. Dopiero gdy wstał zorientował się po co Burton podał mu rękę. Uśmiechnął się głupio, zabierając się za zbieranie książek.
Powrót do góry Go down
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Antykwariat
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 17Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 9 ... 17  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: STARE RPOZGRYWKI I WSZYSTKO :: Miasto :: Druga strefa-