IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Antykwariat

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 8 ... 12, 13, 14, 15, 16, 17  Next
Admin
Liczba postów : 4129
avatar
Admin
First topic message reminder :


Cennik:

-stoliki do kawy - od 3 do 40 kredytów (zależne od wielkości i wykończenia)
-duża szafa na ubrania - 50 kredytów
-stół - od 15 do 50 kredytów (zależne od wielkości i wykończenia)
-porcelanowa zastawa sprzed Wielkiej Wojny - 120 kredytów
-książki - od 1 do 15 kredytów - cena do negocjacji
-apaszki, szale, boa, torebki itp. - od 5 do 30 kredytów
-mechaniczne skrzydła (niekoniecznie sprawne) - 50 kredytów
-protezy (również niekoniecznie sprawne) - od 12 do 70 kredytów
-zabawki - od 1 do 35 kredytów
-zegary - od 5 do 150 kredytów (zależne od wielkości, najstarszy to antyk!)
-elementy silnika do automobilu (raczej zardzewiałe) - do negocjacji
-lampy - od 5 do 120 kredytów (zależne od wielkości i wykończenia)
-elementy mechanizmów do protez - do negocjacji
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Liczba postów : 649
avatar
dr Ned Beowulf
- Nie po prostu. - pokręcił głową, jakby czując tę irytację, którą oblewał go Isaak. Odwrócił głowę tak jak ludzie, którzy chcą obrzucić kogoś zdawkowym spojrzeniem. - Aż. - dodał. - Aż zabiłem. - mówił ze złością. Wypluł z siebie słowa, pierwszy raz chowając obojętność. Pakował ją właśnie w formalinę.
- Nie zrozumiesz. - zaśmiał się nerwowo. Miał w tym jakiś większy interes? Plan, dla którego zrobił to wszystko, dla którego pozbawił życia nie tylko Wiktorię, ale kilka innych osób. Doskonale zdawał sobie z tego sprawę.
Ona wszystko zaczęła. - krzyczał dziecinny, powtarzający się jak małpa głos dorosłego mężczyzny.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 311
avatar
Isaak Burton
Patrzył się na tą piękną twarz, która nadal porażała blaskiem, mimo obślizgłej konsystencji formaliny, spływającej leniwie po policzkach, kiedy była przenoszona z jednego słoja do drugiego. Burton patrzył się na nią z mieszaniną mrocznej melancholii i narastającej złości. Czy to samo stanie się z jedyną iskierką jaka pozostała po Wiktorii? Przez krótką chwilę miał ochotę uratować Audrey od tego losu, nie mając zamiaru oddawać jej Nedowi. Kimże jednak był, by decydować o życiu tego małego człowieka. Nikim.
-Masz rację, nie zrozumiem. - odpowiedział tym swoim mrocznym, przyciszony głosem, z wiecznie pobłażliwą nutą.
-Zabierz słój, zabierz dziecko i wynoś się.
Nadal nie ruszał się z miejsca. Wiedział jak to wszystko teraz się potoczy. Wszystko jakoś układało się w całość. To dlaczego Ned nazywał Audrey Wiktorią. Dlaczego tak o nią dbał. Mimo że była córką marnego człowieka to mogła wyrosnąć na kogoś zupełnie innego. Nie będzie przypominała matki, nie licząc ślicznych oczu. Stanie się odbiciem swego biologicznego ojca, prawdopodobnie z zachowaniami wyuczonymi przez tego przybranego. Zabawa zacznie się od początku. Cały eksperyment nabierze nowego znaczenia, budując istotę od zarania. Jednak Isaak nie miał zamiaru brać już w tym udziału. Już nie, pokłady cierpliwości malały. Mieściły się w niewielkiej szklance, która nada moment miała się przelać, zalewając mu palce i mocząc marynarkę.
Spoglądał w ciemne drewno solidnego biurka, po czym podniósł wzrok. Każdy zasługuje na śmierć. Wiktoria na nią zasługiwała i dostała ją z rąk osoby, z którą zamierzała dzielić życie, choć z nią nigdy nic nie było wiadomo. Ta aspirująca lekarka nigdy nie miała się stać zagadką do rozwiązania, a pukiel białych niczym kryształy włosów, skrywany przez Isaaka będzie obleczony kurzem. Zapomnienie nadejdzie i dla bolesnych myśli. Ned również zasługiwał na śmierć, może nawet z ręki przyjaciela, by wył przed godziną zero, tak jak wyły jego ofiary. Tak jak wyła Wiktoria. Burton w ciszy będzie się wszystkiemu przyglądał. Jak zawsze. Cisza nadejdzie również w dzień śmierci antykwariusza, lecz ten poranek jeszcze nie nadszedł.
-Wyjdź i nigdy nie wracaj. Mylisz się. Zawsze się myliłeś.
Wieloletnia przyjaźń dwójki szaleńców zakończyła się w dzień, w którym na ulice miasta opadł piasek, a oczy pięknej kobiety zamknęły się na zawsze, by obudzić się w źrenicach jej niewinnej córki.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 649
avatar
dr Ned Beowulf
Oślizgłe ręce zatopił w paskudnej brei. Wymemłał Wiktorię za uszy, gładził ją po policzkach i skroniach czerpiąc z tego nieopisaną przyjemność, razem z ukrywanymi sapnięciami kiedy wyciągał dłonie ze słoja. Gdzieś niedaleko leżał ręcznik. Wytarł w niego ręce, zakręcił słój, nie odpowiadał Burtonowi na pozbawione zapytania słowa. Milczał pakując się jakby uciekał zły na to, ze nie znalazł schronienia.
- Wiktoria żyje. - dodał na odchodne. - Ty powinieneś to zauważyć. - Zniknął. Z torbą wypchaną potrzebnymi mniej lub bardziej rzeczami. Z Audrey, którą sobie zawiesił na klatce piersiowej w niby przenośnej kołysce. Pocałował ją w szyję, szepnął "kocham cię" i odszedł z miejsca, którym zaczął się brzydzić.

ZT
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 311
avatar
Isaak Burton
Milczał, jak zwykle. Cisza przecinana była jedynie szelestem rzeczy pakowanych przez Beowulfa do torby. Wpatrywał się w punkt naprzeciwko siebie, zawieszając wzrok jedynie na małej Wiktorii. Chyba sam zaczął tak o niej myśleć. Nie pożegnał się. Dopiero kiedy Ned opuścił antykwariat w ścianach dało słyszeć się ciche słowa.
-Wiem, że żyje. I to mnie przeraża...-szepnął sam do siebie, zamykając powieki. Historia nigdy nie kończy się, a modlitwy przybiorą inną formę. Nie o życie. A o brak śmierci. Maszyno usłysz małe, bijące wciąż serduszko. Niewinna dusza woła o pomoc, o cud, choć te się nie zdarzają. Nikt już w nie nie wierzy.

/zt - koniec dnia burzy/przeskok
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 260
avatar
Alice Reeves
< Z zaświatów

Egzystowała. W świecie, który powinien nabrać nowych barw. Pomyśleć, że wcześniej było to wszystko takie wyblakłe. Przez szarość barw przedzierała się różnokolorowa rzeczywistość. Obraz zmieniał nasycenie. Powtarzała sobie, również teraz - ludzie często pragną czegoś, co jest dla nich tak bardzo nieosiągalne. Nie znając nawet przyczyny ani celu
Zdała sobie ten trud, aby wyobcować się od ludzi. Nie było ciężko. Okazało się bowiem, że przychodzi jej to z niezwykłą łatwością. Był tylko Mortimer, mężczyzna jej życia według papieru, na którym podpisali wzajemny wyrok, niby po wieczność. Jeden taki pakt już zerwała. Nawet usankcjonowany przez państwo związek nie miał wobec jej kobiecych zbrodni nic do zaoferowania poza kłamstwem i jeszcze raz kłamstwem.
Wydłużała drogę do domu, chodziła uliczkami, które mogłyby ją wciągnąć razem ze swoimi winami. Kamienica za kamienicą przesuwały się z jednej i drugiej strony, lecz jakby ich nie zauważała. Obdarzała ceglane ściany ciekawskim niby spojrzeniem, przyzwyczajonym niby spojrzeniem. W tej okolicy niewiele światła słonecznego padało na codziennych przechodniów. Myśląc, że jest bezpieczna, starając się to bezpieczeństwo na moment pochować między kamieniczkami, nacisnęła na klamkę. Weszła do środka. Pozwoliła sobie znów, kolejny raz, na mocny wdech. Doszło ją powietrze maczane w stęchliźnie przeszłości.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 311
avatar
Isaak Burton
/Po przeskoku

Łokieć Isaaka opierał się o przetarty, skórzany podłokietnik jego ulubionego fotela. Z szarawej dłoni luźno zwisał zapalony papieros o mocnym, gryzącym zapachu. Wzrok był inny niż kiedyś. Bardziej skupiony, zamyślony. Przeszłość mieszała się z rzeczywistością. Duchy krążyły po antykwariacie, szeptały tajemnice, przypominały o cierpieniu.
Mężczyzna przetarł skroń dwoma palcami, jakby głową go zabolała, a następnie zaciągnął się mocno i zdusił papierosa w starej, zdobionej popielnicy. Skrzypiące drzwi poinformowały o wtargnięciu intruza. Cienie zaczęły błąkać się między meblami. Smugi światła grały w kasztanowych włosach kobiety. Zaszedł ją od tyłu. Nie poznał jej. Niczym czemu miałby? Nie była nikim ważnym. Złudą. Nic nie mówił, bo ciężkie buty na pewno ją poinformowały o obecności mrocznej postaci za jej plecami. Skrzyżował ręce na białej koszuli, rozpiętej przy kołnierzyku, który zdobiły dwie spinki przypomonające trupie czaszki.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 260
avatar
Alice Reeves
Ich spotkanie przypominałoby może taniec. Walc dwóch niepewnych ludzi. Według niego, cieni, wobec jej myśli... czy byłoby podobnie?
Spoglądała na stary zegar, na obrazy pozawieszane w jakimś, znanym tylko Isaakowi porządku. Opuściła wzrok. Zgodnie z jakąś melodią, która mogłaby teraz delikatnie brzmieć w pomieszczeniu, zamykała oczy, opuszczała wolno powieki, aby nie zatrzasnąć ich na zawsze. Z lekkim uśmiechem odsunęła się kawałek na bok, odwróciła ku milczącemu właścicielowi. Stali teraz twarzą w twarz. Nic nie mówiąc. Przyglądali się sobie. A ona patrzyła mu odważnie, prosto w oczy. Z rozbawieniem, które starała się przywołać w kąciki oczu i ust.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 311
avatar
Isaak Burton
Przez ułamek cennej sekundy w oczach antykwariusza kobieta mogła dostrzec nieme zdziwienie, połączone z uniesionymi nieznacznie brwiami. Te jednak zaraz się zsunęły ku sobie, marszcząc się, a szare tęczówki rozbłysły obietnicą czegoś mrocznego i nieokiełznanego.
-Alice.
Wypowiedział jej imię twardo, beznamiętnie. Myślał o niej? Czasami. Czasami w piątki. Jednak od półtora miesiąca wyparł jej osobę z głowy, przestając pamiętać co stos książek robi na jego biurku w mieszkaniu. Nie odpowiedział na uśmiech, co nie było w gruncie rzeczy niczym naturalnym. Oczy jednak nie były łagodne, wpatrując się w jej.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 260
avatar
Alice Reeves
- Isaaku. - skinęła głową. Przesunęła dłonie na przód, splatając je ze sobą w luźnym geście. Wracała, jak zwykle, z zajęć. Trzymał teczkę za ucho w dwa palce, zarówno jednej jak i drugiej dłoni.
- Może zaprosisz mnie na kawę? - zapytała po chwili ciszy, rzucając spojrzenie na ten zegar z kukułką, któremu wcześniej się przyglądała.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 311
avatar
Isaak Burton
Po co ona tu przylazła? Nie rozumiał. Z drugiej strony - miałby ja wyrzucić? Niech się porozgląda, poudaje, że coś jej się spodobało. Zegar z kukułką jakby poczuł na sobie czyjś wzrok. Działał, była pełna godzina. Ptaszyna wyskoczyła z pudła i zakukała donośnie. Przyzwyczajony do tego Isaak nawet nie drgnął.
- Kawę?
W tym słowie kryło się wszystko i nic. Podniósł spojrzenie na kukułkę. Następnie westchnął w ten swój charakterystyczny, ciężki sposób.
- Mogę zrobić kawę.
Podszedł do drzwi od antykwariatu, otworzył i czekał. Opierał dłoń na brzegu drzwi, wpatrując się w Alice. Przecież nie miał tu na dole kawiarki.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 260
avatar
Alice Reeves
- Kawę. - powtórzyła jak dziecku, któremu zaraz powinna wytłumaczyć czym właściwie jest ta kawa. I dlaczego szkrabom nie powinno się jej pić, a przynajmniej nie takiej jaką pijają dorośli.
Zegar z kukułką nie przestraszył Alice wcale, chociaż wlepiała w niego nadal swój badawczy wzrok. Gdzieś w kącikach jej oczu czaiło się rozbawienie, którego jednak nie mogła teraz ujawnić. Znajdowało się zaraz obok niepokoju, dziwnego łaskotania podświadomości, która podpowiadała, że nie powinno jej tu być.
- Jeśli wolisz, abym zaczekała na kawę w tym miejscu... - podniosła dłoń wskazując na jakiś stary mebel. - ...usiądnę na tym fotelu. Jeśli jednak uważasz, że powinieneś zaprosić mnie do swojego mieszkania, które podejrzewam znajduje się nad lokalem, będę zaszczycona. - mówiła. Zabawnie było kiedyś. Potrafiła zagadać do każdego, z różnym skutkiem. Ale Raven? Raven zawsze był...
- Oczywiście, nie będę chować urazy jeśli wybierzesz pierwszą opcję. - powiedziała, jak na potwierdzenie kierując swe kroki do wspomnianego fotela.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 311
avatar
Isaak Burton
Isaak słuchał jej paplaniny, zastanawiając się dlaczego kobiety tyle gadają, rzucają niepotrzebne słowa między dwójkę ludzi. Wiktoria miała to samo, jej wywody może i były inteligentne, ale zupełnie niepotrzebne. Słowa zanieczyszczają duszę.
Zastukał palcami we framugę.
-Idziesz ze mną. - powiedział, widząc, że ta już chce siadać na jego fotelu. Zaproszenie obcej baby do mieszkania było tak samo irytującą myślą, jak to, że będzie siedziała w jego fotelu.
W słowach nie było zaproszenia, ani łagodnej prośby. Prędzej rozkaz, który miała wykonać, bez względu na konsekwencje.
Wyszedł już za próg, nadal przytrzymując drzwi. Zgasił lampę w antykwariacie, a nikłe światło wpadało jedynie przez szczelinę drzwi gabinetu na tyłach, gdzie paliło się kilka świec. A może mała lampka? Postać Alice ogarnął półmrok, w którym ginęły meble, a stare książki zdawały się szeptać. Antykwariat Burtona był jednym z tych miejsc, które za dnia są niepokojące, a w ciemności straszą demony przybyłych tu nieszczęśników. Przecież... każdy ma swoje demony. Na dworze nie było jeszcze ciemno, choć słońce już znikało za wysokimi budynkami, a niebo mieniło się błękitem, żółcią i czerwienią w ten magiczny sposób, który każe się zatrzymać i spojrzeć w górę.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 260
avatar
Alice Reeves
Bez słowa wykonała polecenie Burtona chociaż zdawało się, że ociąga się z decyzją. Tryumfując lub dając mu czas na przemyślenie swojej decyzji. Trudno powiedzieć, czy czuła się źle. Miała ten wewnętrzny niepokój. Isaak, którego w gruncie rzeczy nie znała mógł nie być tym samym człowiekiem sprzed prawie dwóch miesięcy. Właściwie, nie wiadomo co sobie wyobrażała przychodząc do niego. Że dostanie jakąś odpowiedź na pytania, których bała się komukolwiek zadać? Może pamiętała ich rozmowę? Bez pośpiechu szła za nim tam gdzie ją poprowadził.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 311
avatar
Isaak Burton
Zamknął drzwi od antykwariatu, kiedy Alice znalazła się poza progiem. Przejrzał pęk kluczy i przekręcił w kratach, które dodatkowo zabezpieczały przed włamaniem. Zerknął na kobietę. Bezczelnie wpraszała mu się na kawę, a on nie tyle co nie potrafił odmówić co był ciekawy po co właściwie przylazła. Jawiła mu się jako niekonwencjonalny charakter jak na przeciwną płeć. Poprowadził ją w bok, raptem kilka kroków. Przejrzał wspomniany pęk i zaczął otwierać klatkę.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 260
avatar
Alice Reeves
Alice nie bez przypadku znalazła się w antykwariacie. Chciała go zobaczyć. Nie stare książki, nie ściany pokryte pajęczynkami, podłogę ściśniętą w ledwo lśniące słoje.
- Isaak? - odezwała się lekko łamiącym głosem. Stała nie tuż obok, ale tyle kroków dalej, ze wiadome było jak cała sprawa się zakończy.
- Przepraszam. Przyjdę kiedyś indziej. - Jakby to on jej proponował kawę. Zupełnie niepotrzebnie. Uśmiechnęła się lekko, odwróciła i odeszła.

ZT
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 311
avatar
Isaak Burton
Słysząc z jej ust swoje imię odwrócił ku Alice swoją twarz. Uważny wzrok spotkał się z jej strapionym. Stał bokiem, jakby nadal czekał. Zmarszczył brwi. Nic nie odpowiedział, kiwnął jedynie głową. Powiódł za nią wzrokiem. Czuł się zawiedziony? Może trochę, nie dowiedział się po co tu przylazła. Wymienić kilka nieważnych słów? Nie taką ją zapamiętał.
Pokręcił jedynie głową i wrócił do antykwariatu.

Zt
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 311
avatar
Isaak Burton
/po przeskoku - kwiecień 2866

Nędzna egzystencja Isaaka Burtona trwała z dnia na dzień. Przedłużała o niekończące się minuty, dotykając wieczności. Myśli krążyły wokół spraw nieznanym zwykłym śmiertelnikom, będąc zagadką człowieczego żywota. Siedząc w ulubionym, wysłużonym fotelu, otworzył paczkę z tytoniem. Do ułożonej prosto fajki, na ciemnym drewnie podstarzałej komody, nasypał odrobinę. Nie za dużo, nie za mało. Wcisnął nieco palcem, a potem zamknął paczuszkę, wkładając ją do jednej z szuflad i zamykając ją na klucz. Było tam kilka paczek z tytoniem, paczki zapałek, jakieś stare, zapomniane dawno faktury na droższe sprzęty. Włożył końcówkę fajki do ust i odpalił zapałkę. Dosunął ją do suchego tytoniu, który zaraz się zajął i dym popłynął wprost do płuc antykwariusza. Wspomnienia mimowolnie powracały, wwiercając się w umysł mężczyzny. Coś się zmieniło w nim podczas ostatniego miesiąca. Rysy twarz stały się bardziej... ludzkie. Ściął włosy kilka tygodni temu, odrosły, były zwyczajnie ciemne, bez dziwnej, białej skazy. Myśli wracały od czasu do czasu do Alice. Nie mieli jak na razie kontaktu, ale to dobrze. Zbyt częste spotkania nie były wskazane. Nie mógł pozwolić, by kobieta zawładnęła jego wyobraźnią.
Westchnął ciężką, poirytowany sam na siebie. Wstał, podpierając się jedną ręką. Podszedł do półek. Przeszło mu przez głowę, żeby pościerać kurze... Nie. to nie było potrzebne. Przeszedł obok witryny, zerkając przez moment w stronę ulicy. Potarł protezę, potem dotknął zabawkowego, nakręcanego automobilu. Podniósł i spróbował puścić. Mechanizm był zepsuty. Usiadł do jednego z biurek, wyciągnął śrubokręt z kieszeni płaszcza i zaczął przy nim majstrować.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 726
avatar
Clementina Pike
/po przeskoku - kwiecień 2866

Tymczasem spokój, jaki odczuwał Issak, prędko miał zostać zburzony przez głośne i rozwydrzone zachowanie małej złodziejki. Tej nie w głowie były wzniosłe myśli. Czyny podyktowane wpływem chwili, nie musiały długo czekać na realizację.
Pike do sklepu wpadła nagle, głośno zatrzaskując drzwi za sobą i nie zatrzymując się w progu. Niemal szczupakiem rzuciła się za jeden ze stolików, chowając za nim i zaciskając powieki. Isaak mógł usłyszeć krzyki i tupot nóg na chodniku. Kilkuosobowa banda przebiegła przed wejściem i pognała dalej, nieświadoma ucieczki złodziejki do sklepu. Pike za to uniosła głowę dopiero gdy na zewnątrz ucichło i była pewna, że jest bezpieczna. Z bezczelnym uśmiechem spojrzała w stronę antykwariusza i pomachała mu ręką.
- Cześć.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 311
avatar
Isaak Burton
Isaak nie zareagował na trzaśnięcie drzwi, nawet drgnięciem jakiegokolwiek mięśnia twarzy. Spokojnie dokręcał śrubkę. Dopiero krzyki na zewnątrz kazały mu odwrócić głowę. Podniósł się nieco z krzesła i zobaczył Clementine. A ta tu czego? Nie wiedzieć czemu zawsze jej obecność kojarzyła mu się z kłopotami.
Zmarszczył brwi, zrobił ze dwa kroki w jej stronę. Pomiędzy tą dwójką stała staromodna lampa z ogromnym abażurem, niższa nieco od Isaaka. Przekręcił w bok głowę, obserwując młodą dziewczynę.
-Dzień dobry. Wpadłaś w kłopoty, Pike?
Zadał to pytanie od niechcenia, jakby mu się nie chciało. Co go obchodziło co ona odwaliła? Jakby miał miało problemów na głowie.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 726
avatar
Clementina Pike
Podnosząc się z kolan i zerkając w stronę witryny, powoli prostowała plecy. Dłonie uniosła do dłuższej już czupryny i wsunęła palce w potargane włosy, wypuszczając powietrze z płuc. Musiała odetchnąć z ulgą nim na pytanie odpowiedzieć miała.
- Co? - Inteligentnie odpowiedziała i spojrzała na Isaaka - Nie!
Prychnęła na jego złośliwości i zmroziła pogardliwym spojrzeniem. Marszcząc czoło, wyminęła lampę oraz mężczyznę, rozglądając się po sklepie. Dawno nie była w tym miejscu i nie pamiętała już jak wyglądał. Złapała jakąś książkę, ale niezainteresowana nawet tytułem, odłożyła ją zaraz nieco dalej, by podrapać się po nosie.
- Masz coś do jedzenia? - Głodna była, no!
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 311
avatar
Isaak Burton
Stał wyprostowany, w lekkim rozkroku, twardo opierając stopy w ciężkich butach na podłożu. Dłonie włożył do kieszeni płaszcza. Cały czas tego samego, wysłużonego, skórzanego płaszcza. Mrużył oczy w zastanowieniu. Wyglądała jakby uciekała. Nieco przyspieszony oddech, unosząca się przez kilka sekund niespokojnie klatka piersiowa, rozbiegany wzrok. Młodzieńcza głupota.
-Oczywiście. - opowiedział jedynie, przysuwając fajkę do ust i zaciągając się mocno. Na chwilę jego twarz schowała się za szarym dymem. Po pomieszczeniu rozniósł się charakterystyczny zapach.
-Do jedzenia...? - uniósł brwi. Chciała coś do jedzenia? Niech jej będzie. Kiwnął głową, po czym ją minął, robiąc gest ręką, co by polazła za nim. Była już w gabinecie, pokazywał jej w nim zdjęcie Kiry ze swojej młodości. Na uporządkowanym biurku stały paszteciki, jakie można było zakupić w piekarni.
-Zimne, ale też dobre. - machnął znów ręką, samemu podchodząc do popielniczki i nieco strzepnął palcem wskazującym spalonego tytoniu.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 726
avatar
Clementina Pike
Odwróciła głowę na Isaaka, gdy ten powtórzył jej pytanie. Przemknęło jej przez myśl, że antykwariusz musi być już tak stary, aż niedosłyszący. I już chciała powtarzać, gdy ujrzała kiwnięcie. Aż się uśmiechnęła na ten gest. Patrzyła jak Burton ją mija i podążyła za nim lekkim krokiem, chociaż jeszcze raz rzuciła spojrzenie na drzwi.
Głąby pewnie odpuściły!
Na widok pasztecików, Pike od razu przystanęła przy talerzyku, sięgając po jedzenie. Wpychając do ust pierwszy pasztecik, zakręciła się na pięcie i opadła na krzesło przed biurkiem. Te, na którym siadał sam właściciel!
- No i co tam?
Złodziejka rzuciła pytaniem, na które nie potrzebowała jednak odpowiedzi. Zamiast niej wolała zapchać się drugim pasztecikiem. O maszyny, dawno takich dobrych nie jadła!
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 311
avatar
Isaak Burton
Paszteciki mogłyby być świeższe, choć oczywiście tym niczego nie brakowało. Ale niedługo Isaak miał nadzieję na nową porcję mięska. Cieszył się jednak, że jej smakuje, bo pałaszowała tak, że aż uszy jej się trzęsły. Uśmiechnął się jednym kącikiem ust, odwracając nieco głowę. Dobrze, że nie wiedziała co jadła.
-Smacznego. - powiedział jedynie. Przysiadł na innym krześle. Smarkula zajęła jego. Brakowało tylko, żeby uwaliła nogi na biurku. Chyba by jej przypieprzył.
-Dobrze. Interes się kręci. Czegoś tu wleciała? - przekręcił znów głowę w bok. Była chyba jedną durną gówniarą, której nie miał zamiaru schrupać na kolację. Ani przerobić jak Darcy'ego na przekąski. Paszteciki na przykład... W sumie to Pike zyskała tolerancję na jej osobę w towarzystwie Burtona. A o to było niełatwo.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 726
avatar
Clementina Pike
- A czego nie?
Odpowiedziała głupkowatym uśmiechem, trochę sepleniąc przez ilość jedzonko w ustach. Niemal wypluła to co napchała. Ale nie, nie. Nie marnujemy darmowego żarcia! Przeżuwając paszteciki, Pike zasłoniła sobie usta dłonią i kiwając się na boki, zaczęła rozglądać po gabinecie.
- Widziałam Ikara.
Wypalić postanowiła, niby ot tak sobie, ale zerkając na reakcję mężczyzny.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 311
avatar
Isaak Burton
Uniósł na moment spojrzenie ku sufitowi. Przypominał w tym momencie trochę ojca, któremu pyskuje prawie dorosła córka. Pewno by ją olał, co by żarła, a sam zająłby się czymś innym. Jednak wypowiedziała bardzo ważne zdanie. On sam nie wiedział Ikara od bardzo dawna i nie miał kontaktu z doktorem Dedalusem. Jakby ten zapadł się znów pod ziemię, albo, co gorsza, umarł.
-Gdzie go widziałaś?
Powrót do góry Go down
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Antykwariat
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 13 z 17Idź do strony : Previous  1 ... 8 ... 12, 13, 14, 15, 16, 17  Next
 Similar topics
-
» Antykwariat.
» Antykwariat
» antykwariat

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: STARE RPOZGRYWKI I WSZYSTKO :: Miasto :: Druga strefa-