IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Antykwariat

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4 ... 10 ... 17  Next
Admin
Liczba postów : 4129
avatar
Admin
First topic message reminder :


Cennik:

-stoliki do kawy - od 3 do 40 kredytów (zależne od wielkości i wykończenia)
-duża szafa na ubrania - 50 kredytów
-stół - od 15 do 50 kredytów (zależne od wielkości i wykończenia)
-porcelanowa zastawa sprzed Wielkiej Wojny - 120 kredytów
-książki - od 1 do 15 kredytów - cena do negocjacji
-apaszki, szale, boa, torebki itp. - od 5 do 30 kredytów
-mechaniczne skrzydła (niekoniecznie sprawne) - 50 kredytów
-protezy (również niekoniecznie sprawne) - od 12 do 70 kredytów
-zabawki - od 1 do 35 kredytów
-zegary - od 5 do 150 kredytów (zależne od wielkości, najstarszy to antyk!)
-elementy silnika do automobilu (raczej zardzewiałe) - do negocjacji
-lampy - od 5 do 120 kredytów (zależne od wielkości i wykończenia)
-elementy mechanizmów do protez - do negocjacji
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Liczba postów : 311
avatar
Isaak Burton
Isaak był pewien, że chłopak przyjmie dłoń jako pomoc w podniesieniu się z czterech liter, ale skoro się przedstawił to czemu antykwarysta miałby nie zrobić tego samego.
-Isaak Burton.-odparł głosem trochę mniej przesiąkniętym kpiną i groźby. Zachowywał się tak jakby nie chciał jakoś specjalnie chłopaka nastraszyć czy stłamsić w sobie. Po prostu uznał, że nie nadaje się on do jego drobnych gierek, bo jest po prostu upośledzony życiowo. Tak, Isaak szybko wydawał osądy, szybko oceniał ludzi. Chociaż jak tu nie ocenić negatywnie chłopca, który zrobił właśnie armagedon w jego sklepie? Z drugiej strony jak pomyślał, że w sumie dzieciak mógłby być jego synem to miał mu ochotę dać jakąś męską lekcję. Czyż do takich nauk nie nadaje się najlepiej nawiedzony właściciel sklepu ze starociami?
Cofną rękę i popatrzył jak ten się podnosi z podłogi.
-Postaraj się.-mruknął, już bardziej do siebie, podchodząc do jednego końca regału. Nie był on jakiś super długi, była to w sumie bardziej szafka na książki. Ciężkie jednak to cholerstwo było i Burton raczej nie poradziłby sobie sam.
-Złap po tamtej stronie i ciągniemy do góry.-pokazał palcem w jakieś bliżej nieokreślone miejsce. Pochylił się i załapał drewno obiema rękoma, mając nadzieję, że mu ta stara proteza nie pęknie pod wpływem nacisku.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 135
avatar
Alphonse Carrot
Zdążył ułożyć niewielki stos książek zanim poszedł za przewodnictwem Burtona by pomóc w podnoszeniu regału. Regał okazał się być ciężki tak jak przewidywał, więc przy odrobinie współpracy i bez większych problemów udało im się postawić regał w pionie. Niemal od razu zabrał się za układanie książek na półkach. Miał nadzieję, że nie psuje jakiegoś ładu w kolejności w jakiej je ustawiał.
- Przyszedłem tutaj po to by znaleźć coś o malarstwie współczesnym.
Odnotował w pamięci, że Burton posiada protezę. Starą i zniszczoną, co również warte było zauważenia. Jego ojciec należał do tej sekty wierzącej w boga maszynę i z własnej woli amputowali mu nogi, więc co nieco o protezach wiedział. Zwłaszcza o tej, do której "przyjęcia" chcieli zmusić go rodzice. Nie poruszał jednak jeszcze tego tematu i wątpił aby chciał to dzisiaj zrobić. Za słabo wniknął w charakter Burtona, żeby poruszać takie tematy.
- Będzie Pan posiadał jakieś książki zorientowane na ten temat?
Gdzieś między kolejnymi układanymi książkami mignął mu tytuł: "Największe katastrofy lotnicze ostatniej dekady". Zatrzymał się na sekundę przy tym tytule ale nie zajrzał do środka. Książka nie była zbyt obszerna.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 311
avatar
Isaak Burton
Dobrze, że Alfons nie miał rączek kruchych jak marchewki, bo niechybnie by mu się połamały. Regał ważył swoje, ale po dwóch sapnięciach i włożenia trochę siły w mięśnie mebel stał jak kiedyś. Może przesunięty jedynie o parę centymetrów.
-Zostaw.-mruknął rozdrażniony i machnął ręką, którą zaraz potem otrzepał z kurzu o spodnie.
Malarstwo współczesne. Pisał pracę na studiach? Czy miał aż tak nerdowskie zainteresowania? Sztuką było to co tworzyli wraz z Kirą. Sztuką były drobniutkie zębatki w skomplikowanych mechanizmach. Sztuką był czas. Sztuką był człowiek. A nie parę kresek na płótnie. Nastały takie czasy, że gdyby ktoś nasrał na kartkę to uznano by to za przełamywanie granic i nową epokę w malarstwie współczesnym.
-Prędzej w księgarni znajdziesz.-stwierdził, po czym podszedł do jednej z szafek i zdjął coś z niej. Okazała się być to jego fajka.-Ale możesz przyjść w następnym tygodniu, może coś znajdę.
Oparł się o jakiś mebel i włożył koniec fajki do ust. Następnie wyciągnął zapałki i odpalił, żeby rozżarzyć wkład do fajeczki. Kiedy tytoń się zapalił rozniósł się w powietrzu ciężki, duszący zapach, jakby już w antykwariacie nie śmierdziało jak w krematorium.
-A teraz mi powiedz, młody człowieku. Po co naprawdę przyszedłeś.-głos miał tak groźny, że karaluchy jakie zapewne pełzały gdzieś po ziemi poumierały na zawał serca. Chłopak zachowywał się jakby nie miał na nazwisko Carrot, a marchewę miał w dupie. Denerwował się, nie wiadomo czym. Jakby coś miał do ukrycia. Isaak żył już trochę na tym świecie i odróżniał zwykły niepokój, jaki na przykład wywołał u tej panny, która podrywała go na ziemniaki, od tego, który kierował Alphonsem.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 135
avatar
Alphonse Carrot
Burton warknął "zostaw", więc Alphonse zostawił. Zupełnie jak wytresowany pies zostawia ulubione kapcie do gryzienia. Gdyby Alphonse umiał słyszeć myśli Burtona o sztuce, od razu przyklasnąłby mu i rozszerzył jego punkt widzenia o własne pięć groszy. Ale nie umiał.
- Myślałem że tutaj prędzej coś znajdę. W księgarni pracuje jakaś taka nieogarnięta...
Stał chwilę i miał zamiar wyjść ale zatrzymało go lodowate słownictwo antykwarysty. Strach ponownie ścisnął mu gardło ale zanim zdążył odpowiedzieć, gdzieś z ulicy dobiegł potężny huk. Popatrzył na Burtona, na drzwi a potem odwrócił się na pięcie i wybiegł ze sklepu, na odchodne krzycząc:
- Przyjdę za tydzień Panie Burton! Na Boga co tam się dzieje?
Drzwi klapnęły i po Alphonsie nie było śladu, prócz armageddonu i stert kurzu zalegających ciągle powietrze.

zt --> gdzieś tam
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 311
avatar
Isaak Burton
szpital ---->

Szybki krok. Podekscytowanie w oczach. Nawet niebezpieczny uśmiech błąkający się po bladej twarzy. Ciężkie buty opadały na chodnik, przemierzając kolejne metry. Gdyby towarzyszył temu jakiś sondtrack to na pewno byłby szybki i niepokojący, aż ciarki przeszłyby po plecach.
Dopadł w końcu drzwi od antykwariatu. Wpierw zgrabnym ruchem otworzył kłódkę, ale potem nie mógł trafić kluczem do dziurki.
-Otwieraj się, zardzewiała kupo złomu...-mruknął pod nosem, a drzwi się w końcu otworzyły. Równie gwałtownie zatrząsnął je za sobą, wzbijając tumany kurzu, wśród których kroczył dumny i gotowy na to co przyniesie przyszłość.
Prawie przebiegł przez całą długość antykwariatu, nim dopadł drzwi przechodzących na zaplecze. Tutaj też musiał użyć kluczy. Zawsze musiał nosić przy sobie pęk kluczy, bo lubił mieć ważne rzeczy dobrze ukryte.
Podszedł do biurka, rzucił teczkę na blat i, tak zgadliście, użył malutkiego kluczyka, żeby otworzyć szufladę. Włożył do środka rękę i powyrzucał wszystkie papiery, pióra, nawet jedną książkę, na podłogę. Wymacał na samym końcu niewielkie wgłębienie i pociągnął do góry. Pierwsze dno się odczepiło i ukazało to co jest głębiej. Kolejna teczka, jedynie kolor był wypłowiały, może i osmolony. Rozłożył ją na biurku, tak samo robią również z tą dostaną od Ned'a.
Ręce mu drżały, gdy czytał. Spędził nad tym godzinę. A może dwie. Trzy? Kto by liczył. Był podekscytowany.
-Pierwiastek nad Pierwiastkami zacznie działać na miasto ze zdwojoną mocą. Bóg.. Maszyna... To jedność. Człowiek.. Jedność...-szeptał do siebie.
To było tak fascynujące. Był pod wrażeniem knowań Bewulfa. Nie mógł się doczekać... Aż spojrzenie powędrowało w kąt pokoju, a potem na klucze. Jeszcze trochę...
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 260
avatar
Alice Reeves
<--- Plum?

Co może być głośniejsze od słów? Chyba nie myśli, które nigdy nie cisnęły jej się na usta zbyt prędko. Okropny, ach okropny charakter. Przechodziła kilka stadiów złości. Była zła na to, że piła z Frances, była zła na swoją słabą głowę, na uległość. Na to, że poszła do starego mieszkania jej i Ravena. A tam? Zobaczyła pokój w którym miało budzić się codziennie ich dziecko. Była zła na to, że idąc po szpitalnym korytarzu chciała go wyściskać. Układała sobie w głowie co powie, co zrobi. Najgorzej - wczorajszego dnia , ba... wieczoru! Po powrocie do domu. Sprzeczała się z mężem, jeszcze nigdy nie czuła się tak... tak... Ach cholera! Wszystko w niej wrzało. Gotowało się, kipiało, ale zamiast powiedzieć co jej leży na sercu, dalej trzymała to wszystko w sobie i poszła spać. Nie będzie się do niej odzywał przez tydzień.
Nie, nie, nogi... co robicie? Miała iść gdzieś indziej. Małe podstępne stópki pokierowały ją w stronę antykwariatu. Była sobota. Torba dziwnie cięższa niż zazwyczaj chociaż i tak wyładowana pozornie niepotrzebnymi rzeczami. Otworzyła drzwi do antykwariatu. Głupia, głupia sobota! Stanęła w progu, przeszła tylko jeden kroczek do przodu. Wyszukała wzrokiem antykwariusza, który pewnie gdzieś tutaj był. Czuła go.
- Pycha. - powiedziała głosem pewnym siebie, brzmiącym jeszcze chwilę w pomieszczeniu. Kiedy znalazła jego wzrok, uniosła głowę w górę wysuwając podbródek niczym grecki filozof.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 311
avatar
Isaak Burton
Nie wyszukała go wzrokiem. Nie mogła. Gdy weszła do antykwariatu nadal znajdował się na zapleczu. Usłyszał jednak otwierane drzwi frontowe. Zmarszczył brwi, po czym wrzucił obie teczki do szuflady. Przycisnął je drugim dnem, kluczyk przekręcił się w zamku. Nikt nie mógł tego znaleźć. To groziło... nawet śmiercią.
Wyłonił się z zaplecza, słysząc jakieś niewyraźne słowo. Co to za kot mu tam na sklepie mruczy? Pojawił się tuż przy ogromnej szafie. Piątkowa Dama? A dzisiaj nie było czasem soboty?
-Pierwszą książką jaką dostaniesz będzie kalendarz.-powiedział trochę opryskliwym tonem, krzyżując ręce na klatce piersiowej. Alice mogła dostrzec błysk idealnie złotych, wyglądających na wypolerowane palców, które poruszały się w płynnym tempie.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 260
avatar
Alice Reeves
- Chciwość. - powiedziała głośniej, jeszcze nie było go we właściwej części sklepu kiedy przeszła kolejny krok do przodu.
- Nieczystość. - obniżyła ton, kolejny krok, przechadzała się po pomieszczeniu, ale niezupełnie blisko drzwi na zaplecze. Wystawiła wolno lewą rękę w bok, przytrzymując łokciem pasek torby. Potem powoli - jeden palec, drugi, trzeci. Obserwowała akurat czwarty kiedy Burton wszedł do środka. Miała lekko przekrzywioną głowę, wzrok z dłoni został przeniesiony na twarz Isaaka. Mógł wyczytać z jej twarzy mieszankę uczuć. Może nawet trochę groźby, ale była tak bardzo groźna i niebezpieczna jak głodny kot.
- Zazdrość, łakomstwo. - Uśmiechnęła się pod nosem jakoś tak słabo. Musiała dołączyć kolejne palce, ale na razie tylko zostawiła torbę na jednym ze starych foteli, tego obok wiekowej lampy na zakurzonym stoliku, który samym swoim istnieniem mówił o jakiejś ciemnej historii umierającego rodu.
Uśmiechnęła się tak jakby nie chciała, ale sam ją wpędził w zakłopotanie. Po prostu kiwnęła głową i ściągając usta przyznała mu rację.
Stanęła naprzeciw niego, ale w znacznej odległości. Łypnęła wzrokiem na regały z książkami. Miał ich tak wiele!
Wyciągnęła i drugą rękę, trzymając łokieć blisko boku.
- Lenistwo... gniew, nienawiść, miłość, przywiązanie. - powiedziała z miarowymi przerwami, obserwując swoje palce. - Który z tych grzechów uznałby pan za najgorszy?
- Możliwe, że nie wyrwałam ostatniej kartki z mojego kalendarza. - odparła w końcu na jego wcześniejszy komentarz.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 311
avatar
Isaak Burton
Zaczął uważniej wsłuchiwać się w jej wyliczankę. Najpierw wpatrywał się w twarz kobiety, zastanawiając się co tu robi, co ją tutaj skierowało, jaki cel miała. Czy słowa miały sens, czy rzucała je w powietrze. Delikatne usta wyrzucały kolejne litery w niebyt, a nad ich głowami płynęły pełne słowa.
Marszcząc nadal brwi, przeniósł spojrzenie na jej palce. Dziesięć grzechów. Dziesięć nieważnych słów, które widocznie męczyły kobietę. Ciekawe tylko z jakiego powodu...
Kiedy skończyła wywód podszedł bliżej. Bardzo blisko. Popatrzył się na jej wisiorek. Wyciągnął rękę i uniósł lekko łańcuszek. Alice poczuła na dekolcie dotyk chłodnego metalu. Kiedy Isaak się odezwał głos miał cichy, może nawet trochę ciepły. Trochę przyjemny.
-Przywiązujemy się do rzeczy. Kupujemy je. Dostajemy. Polerujemy. Myjemy. Czyścimy. Podziwiamy. Potem gubimy. Czujemy dziwny smutek, bo czegoś nie ma. Czegoś tak.. Ulotnego. Tak błahego. Maleńkiego.
Podniósł ciemne spojrzenie na jej oczy. Szare i smutne. Niebieskie i bezkresne. Dorosłe, a jednak tak niewinne. Zranione, jakby wiele przeszły. Czarujące, ale niekoniecznie rzucające swój urok na Burtona.
-Przyzwyczajamy się do ludzi.-dotknął kosmyka, który opadł jej na czoło i założył za ucho-Uwodzimy. Śmiejemy się. Dotykamy. Całujemy.-opuścił rękę wzdłuż ciała. Cały czas jednak trwał te parę centymetrów od niej.-Zakochujemy się. Przytulamy. Kochamy. Aż tu nagle...
Podniósł rękę zwiniętą w pięść, którą nagle otworzył, szybkim gestem.
-Czar pryśnie. Czar, lub życie. Przyzwyczajenie nie odejdzie. Jest tępe i uparte. A co gorsza... Sami je hodujemy na swojej egoistycznej naturze, bo chcemy coś mieć dla siebie.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 260
avatar
Alice Reeves
Już go nie czarowała. Nie chciała zwodzić nawet samej siebie. Słowa, litery, byle wyrazy, które ulatywały w powietrze krążąc gdzieś między nimi nie znikały, ale układały się w jakąś całość. Całość, której prawdopodobnie nigdy nie zrozumie. Słowa były puste, ale kiedyś przecież nazywano je myślami. Jeszcze zanim opuściły te lub inne usta. Miały znaczenie w niej, w nim.
Słuchała Isaaka jakby był czarodziejem. Mentorem dla marnej słuchaczki, która jeszcze nic nie wie. Uniosła lekko brwi kiedy się zbliżył. Może puścił płazem tak błahe gesty. Uniosła jednak głowę wyżej żeby móc patrzeć mu prosto w oczy. Spuściła wzrok na jego nową protezę. Przez ułamek sekundy poczuła, że ma rację. Przywiązanie prowadzi do tych wszystkich innych rzeczy. A czym jest brak przywiązania?
- Wszystkie wychodzą z jednego. - uniosła powieki gdzieś między końcówką jego ostatniego zdania. Wszyscy o tym myślą, mają problem, mają swoje małe domyślania się.
- Uważasz, że samotność jest siłą? - zapytała zerkając na jego gest, na dłoń która pozostała przez chwilę w górze.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 311
avatar
Isaak Burton
Dłoń nie opadła, a znów spotkała się z drugą, krzyżując się na torsie mężczyzny. Wszystkie wychodzą z jednego. Co Ci chodzi po głowie, młoda damo. Czy ktoś cię skrzywdził? Czy masz ciężki okres w życiu? Czy masz męża, który cię nie kocha, czy może dziecko sprawia problem. A może jesteś samotna i masz tego dość? Tyle pytań pozostanie bez odpowiedzi. Pytania te nigdy nie zostaną zadane, gdyż Isaak nie potrzebował takich informacji na temat Alice. Nie był jej przyjacielem. Niepotrzebne dane nie powinny zajmować miejsca w jego umyśle.
-Owszem. Samotność nie daje dojść do głosu pokusie. Nie każe wybierać. I nie każe tęsknić.
Opuścił wzrok, po czym zrobił dwa kroki do tyłu. Stał za blisko niej, to zaczynało go dusić. Chociaż Alice powinna się cieszyć, że jak na razie jest jedyną kobietą, na którą, od dawien dawna, Burton nie reaguje alergią.
-Masz jakieś imię?-powrócił do swojego zwyczajowego, ostrego tonu. Nagle zirytowało go to, że nie zna jej imienia.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 260
avatar
Alice Reeves
Opuściła głowę kiedy tylko się oddalił. Kiwnęła i odsunęła ręce do tyłu splatając je za plecami. Wzięła głębszy oddech odzyskując swoją przestrzeń. Zerknęła na książki, które chyba ktoś niedawno przestawiał. Widziała dużo rzeczy. Sporo kurzu i to, że raczej rzadko ktoś sprząta w tym miejscu nie chcąc wtrącać się w naturalnych bieg tych rzeczy. W pewnym momencie zdała sobie sprawę, że przecież postępuje głupio. Przychodząc tutaj i zadając te pytania.
- Samotność daje władzę, pieniądze, ale też fioła. - dodała do tych dziwnych przemyśleń, z których nigdy nikt nic nie wyciągnie. Po prostu były, a potem znikały zepchnięte na róg, potem zmiecione nawet ze stołu jak najdalej.
- Alice. - odparła bez żadnych gierek i pociągnięć nosem. Wydawała się być teraz uspokojona. Właśnie tego czegoś potrzebowała. Uświadomienia sobie paru rzeczy. Tutaj chyba mówiła co jej na myśl przyszło bez niepotrzebnego wstrzymywania się przed prawdą.
- Ze wszystkich tych rzeczy, rodzimy się samotnie, umieramy samotnie goniąc za przywiązaniem. Głupi ludzie. - Zaśmiała się dotykając wierzchem dłoni tytułów. Chwila ciszy, zaczęła się w nie wczytywać. Zatrzymała się przy jednej z półek i wyciągnęła cienką książeczkę.
- Jest coś co rujnuje naszą "siłę". - Co rujnuje samotność. Przeciwieństwo i połączenie przywiązania. Tę prawdziwą samotność, pośród której człowiek próbuje się odnaleźć. Tak! Walczymy z tym. Ja z tym walczę. Przyznaj się Alice. - Dziecko.
Słowo wypowiedziane beznamiętnie, ale nie pusto. Z tym przekonaniem, które kazało kilka minut temu wejść do tego królestwa kurzu i ciszy.
Wsunęła książkę na swoje miejsce. Przeszła krok dalej, wyciągnęła kolejną i dopiero wtedy postanowiła wrócić. Przeszła obok Burtona i stanęła nieopodal lady, przy której powinien targować się z ludźmi o cenę tych pięknych rzeczy.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 311
avatar
Isaak Burton
Wodził za nią wzrokiem, opierając się ramieniem o jakąś szafę. Samotność. Alice. Samotna Alicja szukająca swojej Krainy Czarów. Nie wiedział jednak, dlaczego przychodzi do jego królestwa szukać ukojenia. Czyżby sprawiał wrażenie kogoś komu można zaufać? Sam nie wiedział czy to źle czy dobrze, zwłaszcza, że przez lata starał się budować inny obraz swojej osoby. Próbował odgrodzić się w pewnym stopniu od ludzi, skazując się tym samym - świadomie - na samotność.
Dziecko.
Isaak wbił wzrok w podłogę i pierwszy raz, od dawien dawna, poczuł jak w żołądku mu się przewraca, a serce ściska nieopisany żal, wszystko z powodu jednego słowa wypowiedzianego przez obcą kobietę.
-Dziecko jest jedyną osobą, do której miłość może okazać się prawdziwą.-mruknął, po czym odchrząknął i poruszył się. Nie powinien tego mówić.
Gdy już wybrała książkę podszedł za nią, stając ramię przy ramieniu. Zerknął na tytuł, po czym pokręcił głową i przesunął książkę w bok, w jej kierunku.
-Chyba wyrwałem o jedną kartkę z kalendarza za dużo.


Ostatnio zmieniony przez Isaak Burton dnia Czw Cze 18, 2015 6:31 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 260
avatar
Alice Reeves
W za dużej skórzanej torbie szukała portfela. Cholera, ta torba musiała być chyba męska, krój na to wskazywał, szwy po bokach. Nosiło się ją wygodniej, chociaż pewnie Alice na starość będzie miała problem z kręgosłupem. Uprzedził ją nie tylko pojawieniem się obok, ale i słowem. Nie znalazła portfela, ale jak później miało się okazać, nie był potrzebny. Poczuła się głupio. Zaraz ogołoci mu cały zbiór. Niepotrzebnie tu przyszła i mówiła to wszystko. Głupia Alice bez swojej Krainy Czarów.
- Przyjdę w piątek. - powiedziała uśmiechając się jak za pierwszym razem kiedy do niego przyszła. Kiwnęła głową i przed samą sobą się przyznając, uznała, że ona też jakąś książkę mu przyniesie. Po chwili odwróciła się i wyszła wpuszczając do środka lekkie promienie słońca, w których tańczył unoszący się w pomieszczeniu kurz.

Z/T
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 649
avatar
dr Ned Beowulf
<--- Burdello

Dostał list od Isaaka i aż uśmiechnął się pod nosem, chyba prawdziwie, co już taką częstą rzeczą nie było. Jakoś lepiej mu się chodziło. Z nadzieją na nowe, lepsze rzeczy, wyszedł ze swojej samotni biorąc ze sobą swoją laskę. A tak z przyzwyczajenia, co mu szkodzi. Stojąc przed drzwiami antykwariatu dotknął drewna końcówką laski zastanawiając się czy stary Burton w ogóle przejmuje się czy ktoś zamyka drzwi, wchodzi, wychodzi. Teraz powinien. Nacisnął na klamkę stając się częścią tego wszystkiego. Wziął głębszy wdech, spod przymrużonych teraz powiek szukał swojego kompana. Położył laskę gdzieś niedaleko gramofonu. Poklepał ręką po torbie, w której miał wszystko co potrzeba. Podszedł do fotela i usiadł na nim czekając aż pan tego przybytku się pojawi.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 311
avatar
Isaak Burton
Isaak wpierw nie słyszał, że ktokolwiek wszedł do antykwariatu. Zniknął, niczym Biały Królik, w dziurze prowadzącej do krainy czarów. Napawał się widokiem, stojąc na ostatnim stopniu schodów. Światło zostało naprawione, pomieszczenie wyczyszczone. Tylko czekało na królową Kier.
Ned nie musiał jednak czekać długo, albowiem Burton już wchodził po schodach, gdy doktor usadził swój zadek w ulubionym fotelu antykwarysty. Ulubionym, bo jedynym w tym sklepie.
W pewnym momencie wyszedł z zaplecza. Nie wystraszył się, nie podskoczył z wrażenia, tylko poczuł lekką irytację, jakby był niedźwiadkiem, któremu Złotowłosa zajęła łóżeczko. Zmarszczył brwi, podchodząc do Beowulfa.
-Kiedy ta księżniczka byłaby gotowa?-oparł się o jakąś niższą komodę naprzeciwko fotela. Zaraz jednak się poruszył, ale tylko po to, by wyciągnąć rękę i wziąć fajkę leżącą na stoliczku tuż przy fotelu. Sprawdził ile ma tam tytoniu, po czym wyciągnął zapałki, co by sobie ją odpalić.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 649
avatar
dr Ned Beowulf
Założył nogę na nogę. Zdrową na tę mechaniczną. Stuknął palcami w oparcie fotela przechylając się na prawą stronę. Podparł głowę na dłoni, wyglądał teraz jak jakiś rządca, namiestnik. Burton był jednak królem przeszłości. Rzeczy, które ich łączyły, chociaż Ned - mimo większego wiekiem doświadczenia, łączył w sobie cechy tego co było, jest i będzie. Owo będzie interesowało ich w tym momencie najbardziej. Właśnie oglądał na to co Isaak poustawiał wokoło, niedaleko fotela kiedy pan tego przybytku w końcu się pojawił.
- Kiedy tylko zechcesz. - Spojrzał na niego lekko znudzonym, może zmęczonym wzrokiem. Nie pił jeszcze kawy. Ale dużo rzeczy nie robił, błahych, prowadzących do nieważnych wydarzeń. Westchnął przechylając się do przodu.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 311
avatar
Isaak Burton
Zaciągnął się tytoniem, po czym powolutku wypuścił go z płuc. Spoglądał na Ned'a zastanawiając się, czy to dzisiejszy dzień go tak zmęczył, czy może to po prostu życie. Ludzie widzieli w tym miejscu jakąś dziwną oazę, w której ściągali maski. Isaak tego zupełnie nie rozumiał.
-Jak dla mnie może być nawet dziś wieczorem, jeżeli załatwisz... formalności.
Znów się zaciągnął i zaraz potem jego postać zniknęła na sekundę pod chmurą dymu. Jakby nie było tutaj już wystarczająco latającego kurzu.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 649
avatar
dr Ned Beowulf
A on czasem taki nie był? Znudzony, kapryśny, postępujący według własnych zasad Ned. Gówno go obchodziło co sobie inni ludzie o nim myślą. Przeleciało mu przez głowę co tam u tej Minnie. Aż zerknął na laskę, którą postawił gdzieś niedaleko. Podrapał się po brodzie, potem wstał niczym pan i władca.
- To nie jest problem. Masz kogoś kto będzie potrafił majstrować?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 311
avatar
Isaak Burton
Isaak podniósł zdrową dłoń.
-Te ręce nie jedną rzecz stworzyły. Pamiętaj gdzie kiedyś pracowałem.-przypomniał mu. W końcu pan Burton pracował kiedyś w laboratorium mechanicznym. Nie jedno cacko zostało skonstruowane jego szybkimi palcami. A to że miał protezę... To nie umniejsza jego umiejętności. Zwłaszcza, że ma całe teczki, w których posiadanie wszedł bardziej lub mniej legalnie.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 649
avatar
dr Ned Beowulf
- Hm. - skwitował jakże wymownie. Złapał za laskę, którą bez problemu odnalazł. Przeszedł się po pomieszczeniu stwierdzając, że on chyba nigdy nie sprząta.
- Przyjdę wieczorem. - powiedział ale zebrał dupska w troki. Ona już nie istnieje. Powstanie nowa twarz. Nowe jestestwo. Moja słodka królewna śpi.
- Wejdę drugą stroną. - Chyba czekał na klucze, albo coś.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 311
avatar
Isaak Burton
Królewna już więcej nie będzie królewną. Stanie się człowieczym ideałem. I będzie ich. Aż nie potrafił powstrzymać uśmiechu pod nosem.
Wyciągnął klucze z kieszeni i odpiął dwa od reszty. Podał je Nedowi.
-Będę czekać.-skinął głową.
Miał nadzieje, że będzie pamiętał, żeby pobrać wszelakie sprzęty i leki.

zt
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 311
avatar
Isaak Burton
mieszkanie/piwnica --->

Isaak udał się na zaplecze swojego antykwariatu. Tutaj urządził sobie małe laboratorium mechaniczne. Na zaplecze nikt nie miał wstępu, zawsze zamykał je na klucz. Kto by tu w ogóle chciał myszkować?
Z biurka znikły wszystkie papiery i pióra. Leżały tam teraz części od starych i nowych protez, narzędzia..
Burton ściągnął marynarkę, którą powiesił na wieszaku, podciągnął rękawy koszuli i siadł, zaczynając bawić się częściami.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 2879
avatar
Mistrz Gry
Wszystko, co potrzebował, leżało już przygotowane na stole. Kto by się spodziewał, ze ten zwykły, acz nieco dziwaczny właściciel antykwariat posiada takie zainteresowania? Trzeba wszystko skręcić do kupy, żeby się trzymało. Isaak powinien sprawdzić, czy na pewno wszystkie śrubki ma pod ręką. Dlatego rzuca dwiema kośćmi, a ich wynik dodaje do punktów percepcji. Jeśli przekroczy 21, wszystko jest. Jeśli nie- okazuje się, ze brakuje jednej z nich. Trzeba ja znaleźć w tym zakurzonym syfie.
Gdy skończy, czas zabrać się za wybranie poszczególnych części protez. Tych, które będą wydawać się najlepsze. Aby wybrać dobrze, rzucasz dwiema kośćmi a ich wynik dodajesz do punktów techniki. Jeśli przekroczysz 22 punkty, idzie Ci całkiem nieźle.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 311
avatar
Isaak Burton
21 xD

Isaak wszystko sobie rozłożył i sięgnął po pudełko ze śrubkami. Powinno ich być dwadzieścia. Coś go tknęło i szybko je przeliczył. Jednej nie było.
-Wielki Pierwiastku, za co mnie tak każesz.-mruknął po nosem, po czym zaczął przeglądać półkę, na której stało pudełko ze śrubkami. Może akurat ta jedna się gdzieś tutaj zapodziała.
Powrót do góry Go down
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Antykwariat
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 17Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4 ... 10 ... 17  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: STARE RPOZGRYWKI I WSZYSTKO :: Miasto :: Druga strefa-