IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Ratusz

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 16 ... 31  Next
Admin
Liczba postów : 4129
avatar
Admin
First topic message reminder :


W budynku znajduje się wiele pomieszczeń biurowych. Każdy wydział zajmuje kilka gabinetów, w których siedzą urzędnicy załatwiający najdziwniejsze miejskie sprawy. Jak w każdym urzędzie, i tutaj na korytarzach ciągną się kolejki.
Na samej górze znajduje się biuro burmistrza.

Galeria sztuki
W lewym skrzydle Ratusza znajduje się niewielka galeria sztuki współczesnej. Zajmuje jedynie trzy piętra - od parteru do drugiego piętra. Na pierwszym i drugim poziomie są dwie dość duże sale, na trzecim - dwie kolejne, mniejsze.
W dwóch dużych salach można zobaczyć najlepsze dzieła współczesnych artystów. W średniej, na drugim piętrze, znajdują się obrazy i rzeźby twórców mniej znanych i debiutujących. W najmniejszej z sal organizowane są prelekcje i warsztaty, prowadzone przez najwybitniejszych przedstawicieli świata sztuki Neozigguratu.


Ostatnio zmieniony przez Admin dnia Sro Kwi 09, 2014 7:31 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Mistrz Gry
Liczba postów : 2879
avatar
Mistrz Gry
Tabliczki, jak to tabliczki, każda taka sama, a wszystkie równie ważne. Jasper mógł przeczytać co następuje:
Toaleta męska
Toaleta damska
Sekretariat
Myles Justin Day - Minister Rolnictwa
Fionnlagh Linden Barlow - Wiceminister Rolnictwa
Sala konferencyjna

Chyba ten departament uważa się za najmniej ważny, że wyrzucili ich na pierwsze pietro.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 343
avatar
Jasper Crowley-Starling
Szlag by to! pomyślał Starling i postanowił wejść jeszcze piętro wyżej. Owszem, mógłby posiłkować się rolnictwem, ale wyjątkowo mu to nie pasowało. Nie znał się za bardzo na tym, o ile w ogóle, toteż nie zamierzał ryzykować tym, że palnie bzdurę.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 2879
avatar
Mistrz Gry
Jeszcze wyżej? Niech będzie! I tutaj jest toaleta. Zaraz obok był rząd pomieszczeń z nieco ozdobniejszymi tabliczkami.
Fingal Jayson Burns - Minister Nauki i Szkolnictwa wyższego
Liam Corbin Peck - Wiceminister Nauki i Szkolnictwa wyższego
Sala konferencyjna
Coriander Virgie Eldridge - Minister Edukacji
Brooklynn Hayleigh Wilkinson - Wiceminister Edukacji
Marcia Ailís Young - Dyrektor Departamentu Nowych Wynalazków
Wynter Hatty Stainthorpe - Wicedyrektor Departamentu Nowych Wynalazków
Biuro komisji ds. patentów
(na dole doklejona kartka: Nieupoważnionym wstęp wzbroniony! Dokumenty składać w sekretariacie na I piętrze!)
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 343
avatar
Jasper Crowley-Starling
Wlazł na drugie piętro i zsapał się nieco. Na wszystkich tabliczkach widniały nazwiska ministrów. Co go obchodzili ministrowie? Szukał kogoś mało znaczącego lecz na tyle potrzebującego papieru, że by małe oszustwo wyszło doskonale. W końcu dotarł na koniec korytarza, gdzie mieściło się biuro patentowe. To chyba była dobra opcja. Zapukał i wszedł do środka, by zerknąć na tabliczki z imionami pracowników.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 2879
avatar
Mistrz Gry
W środku przy dużym okrągłym stole siedziało pięciu mężczyzn i dwie kobiety i o czymś zawzięcie dyskutowali. Sprawa chyba była poważna, bo starszy jegomość po lewej wyglądał, jakby miał zaraz dostać zawału.
Gdy Jasper wszedł do środka, dopiero po dłuższej chwili wszyscy zwrócili na niego swe spojrzenia.
- Czego?! - wrzasnął jeden z młodszych mężczyzn. - Won mi stąd!
- James, czekaj, to pewnie ten nowy - uspokoiła go pani w średnim wieku. - Ty jesteś Auberon Ray? - spytała, ale nie dała Jasperowi czasu na odpowiedź. - Skocz do baru po butelkę wody, ale już! - poleciła. - Bo profesor Jenkins zaraz nam się tu ugotuje. - Pokręciła głową. - No co tak stoisz, jakbyś ducha zobaczył?! - krzyknęła po krótkiej chwili milczenia. - Migiem, na jednej nodze!
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 343
avatar
Jasper Crowley-Starling
Uniósł brwi widząc, jaka temperatura panuje na sali. Powstrzymał uśmiech, kiedy został pomylony z kimś inny. Doskonale! Auberon Ray.
Nazywam się Auberon Ray. Potrzebuję butelkę wody dla profesora Jenkinsa.
Nazywam się Auberon Ray. Profesor Jenkins prosi o ryzę papieru.
- Już! - pisnął i cofnął się na korytarz. Poprawił krawatkę i kołnierz i ruszył pospiesznie na dół, do najbliższego punktu informacyjnego.
-Nazywam się Auberon Ray. Profesor Jenkins prosi o ryzę papieru- powiedział, zatrzymując się przy kontuarze. - w patentowym zaraz się wszyscy ugotują, jak jej zaraz nie przyniosę!
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 2879
avatar
Mistrz Gry
Kobieta spojrzała na Jaspera zza swoich piekielnie grubych okularów i zmarszczyła brwi. Chyba nie kojarzyła człowieka o takim nazwisku.
- Przecież mają papier - stwierdziła po chwili. - Sama zaniosłam dzisiaj rano.
Jasper będzie musiał jakoś przekonać panią zza kontuaru, że jednak papier jest mu potrzebny. Myśl i kombinuj! Rzucasz dwiema kośćmi na inteligencję. Jeśli przekroczysz próg 31 punktów, panienka z okienka może Ci uwierzy.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 343
avatar
Jasper Crowley-Starling
33

- No tak! - odparł z przejęciem, wchodząc w role nowego. Nowi zawsze bywali lękliwi i nerwowi.- Ale później przyszedł ten młody od edukacji i zabrał większość. Proszę pani, Jenkins jest już czerwony na twarzy!- pokręcił głową. No, niech mu uwierzy!
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 2879
avatar
Mistrz Gry
Popatrzyła na niego groźnie i pokręciła głową.
- Do diabła z taką robotą, co człowiek nie zrobi, to ktoś przylezie i zepsuje - mruknęła pod nosem. Schyliła się, z kontenerka ukrytego pod kontuarem wyjęła pół ryzy papieru i podała Japserowi. - Więcej nie dostaną, zamówiony jeszcze nie przyszedł, a i inne wydziały potrzebują - burknęła. - I won mi stąd, bo przeszkadza tylko!
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 343
avatar
Jasper Crowley-Starling
Pół ryzy, całkiem nieźle! Ciekawe, ile kartek zmarnuje na nieudane kopie? To będzie ciężki wieczór. I noc.
- I mogę jeszcze szklankę wody? - zapytał z wdzięcznym uśmiechem.- Albo samą szklankę.
Siegnął po kartki i wcisnął je pod pachę. Przecież nie będzie ich chował za poły marynarki, prawda? Musiał być cwany.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 2879
avatar
Mistrz Gry
- A co ja, służąca jestem?! - wrzasnęła, wściekła. Ona tutaj ma poważne stanowisko! Nie będzie jakiemuś gówniarzowi usługiwać! - Do baru idź, a nie mnie głowę zawracasz!
Na ten krzyk obudził się ochroniarz. Spojrzał półprzytomny na Jaspera i starszą panią, po czym wstał, przetarł oczy i zwrócił się do kobiety.
- Co tu się dzieje? - spytał.
- Gówniarz sobie pozwala na za wiele, ot co - rzuciła. - Ojciec mu robotę załatwił, to teraz się młody rządzi. - Pokręciła głową z niezadowoleniem. - Wynocha! Już! - krzyknęła na Jaspera.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 343
avatar
Jasper Crowley-Starling
Jasper uniósł brwi, ale nie pozwalał sobie na wyjście z roli. Zrobił więc wystraszoną i przepraszającą minę.
- Profesor Jenkins zaraz wyjdzie z siebie- pisnął i ulotnił się z holu. Kilka chwil zajęło mu szukanie niewielkiego baru dla pracowników, który mieścił się w ratuszu. Tam też dostał szklankę.
Udał się następnie na drugie piętro, do łazienki. Tam dopiero schował papier , wciskając jego polowe za spodnie, a część ukrywając pod koszulą. Zapiął marynarkę, napełnił szklankę wodą z kranu i wrócił na spotkanie patentowego zarządu. Podał wodę Jenkinsowi, stwierdził, że jest potrzebny jeszcze u kogoś i zmył się czym prędzej najpierw z piętra, a następnie z całego ratusza.

zt > dom
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 497
avatar
Amos B. Coen
<--- POCZĄTEK

Amos stanął na progu głownego wejścia Ratusza z wykałaczką w ustach, którą ruszał niecierpliwie i ze znudzeniem, jak uczniak czekający na koniec lekcji. Ratusz. Przybytek urzędasów. Najchętniej wsadziłby im wszystkim lufę w te leniwe dupy i strzelił. Zwłaszcza, gdy zobaczył ciągnące się pod ścianami kolejki. Kurwa. Dzień dobry bardzo państwu. Wypluł wykałaczkę i z rękoma w kieszeniach ruszył w poszukiwaniu tablicy ogłoszeń. Nie miał zamiaru nikogo pytać o cokolwiek. Jeszcze te urzędnicze chujki pomyślą, że społeczeństwo naprawdę ich potrzebuje.

A na tablicy - na tablicy, drodzy państwo - Amos znalazł to, czego szukał. Jak zawsze zresztą... Nie że na tablicy - po prostu zawsze osiągał cel. Teraz celem były informacje o tej wyprawie na pustynię, o której plotkowali myśliwi i jeszcze jeden z kolegów po fachu. Jakaś pieprzona naukowa ekspedycja, ale jak dobrze płacili i przy okazji mógł czemuś (albo komuś) odstrzelić łeb to nie widział lepszej opcji.

O, i jest! Piękna, zawoalowana informacja! Bo te urzędnicze kurewki oczywiście nie mogły napisać czegoś wprost i gdyby Amos miał trochę mniejsze IQ (a ogólnie, nawiasem mówiąc, trzeba przyznać, że miał całkiem wysokie), to by tu stał do usranej śmierci. No ale! Jest - co, gdzie i jak. Więc ruszył w stronę informacji, a tam.. Oczywiście! Kolejka! O losie, jak on nie znosił czekania po byle gówno, po odfajkowanie go na liście, po to, by mógł osłaniać dupy jakimś wykształciuchom.

Pewnym krokiem wszeł do wyznaczonego pokoju, mając gdzieś protesty tych na zewnątrz i tych wewnątrz. Jedna z harpii zza biurka popatrzyła na niego spode łba. Wyobraził ją sobie jako dziką zwierzynę pustynną, której właśnie wlepił kulkę między ślepia - od razu zrobiło mu się lepiej.

- Uszanowanie, droga pani. - powiedział, choć daleko mu było do uprzejmości. - Na listę do ekspedycji profesora Corby'ego wpisać się chciałem.
- Dokumenty. - rzuciła oschle.
- Amos B. Coen.
- Dokumenty.

Mierzył się z nią spojrzeniami, a;e mając w wyobraźni jej rozwalony łeb stwierdził, że z trupem nie wygra i podał jej dokumenty. Ta zrobiła swoje i w swoim, spowolnionym o lata świetlne, czasie. Monotonnym głosem wyjąśniła co, gdzie i kiedy. W końcu odddała mu papiery, a wzrokiem wyraziła co teraz może zrobić, jak wyjść i gdzie sobie wsadzić swoje roszczenia do obsługi. Na pożegnanie strzelił jej jeszcze parę razy w łeb w wyobraźni i wyszedł.

Postanowił zajść na uczelnię i odnaleźć profesorka, żeby z nim pogadać. W końcu musiał wiedzieć z kim będzie miał do czynienia oraz jakie zachowania przyjdzie mu znosić. Musiał się na to przygotować, żeby przypadkiem kogoś nie zastrzelić na pustyni.

----> UCZELNIA
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 959
avatar
Jim Ledwitch
/ początek

Jim stanął przed ratuszem. Przez całą drogę czuł na sobie ludzkie spojrzenia. Jedni spoglądali z pogardą inni z ciekawością. Nie zwracał na nich uwagi. Chciał załatwić to co miał do załatwienia i wrócić do siebie. Byle jak najdalej od pierwszej strefy.
Wszedł do ratusza i znalazł odpowiedni pokój, gdzie siedziała gruba urzędniczka. Przez myśl przemknęło mu, że urzędniczki zawsze są grube.
Wyjaśnił po co przyszedł. Pokazał dokumenty i po chwili, która w jego mniemaniu trwała wieczność dostał odpowiednie pieczątki i został zapisany jako uczestnik wyprawy nawiedzonego doktorka. Jak by nie patrzeć kasa nie śmierdzi i się mu przyda.
- Do widzenia.- pożegnał się z urzędniczka i ruszył gdzieś.
zt
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1172
avatar
Red Ryder
---> Slumsy, bar Claudette

Szedł tu długo, zatem miał czas spory na przemyślenia. Mógł się dokładnie zastanowić czy na pewno to dobry pomysł, jednak ciągnęło go za mury, sam nie wiedział dlaczego. Nie miał zbyt wiele do stracenia, właściwie nic nie miał do stracenia. W końcu staną przed gmachem, trochę niepewnie wszedł do środka, wypytał o pokój w którym odbywają się zapisy po czym ruszył w wyznaczonym kierunku. Stał jeszcze chwilę po czym zapukał. Gdy usłyszał zaproszenie wszedł do środka.
- Dzień Dobry, ja na wyprawę Corbyego - rzucił na wejściu.
Mężczyzna przywitał się po czym wysuną kartkę papieru, niejako podanie , wniosek lub inny cyrograf.
- Nie wiem czy się nadaje, jestem mechanikiem... - zaczął jednak ów mężczyzna mu przerwał.
- Dobrze dobrze jak pan się nie będzie nadawał to Corby pana weźmie, wypełnić i podpisać, umie pan? - dość chłodno i od niechcenia rzucił mężczyzna, jakby poganiał Reda aby już sobie szedł.
- Umiem - mruknął Red, wypełnił formularz, położył na biurku, dowiedział się jeszcze o datę wyruszenia, po czym pożegnał się, dostał zaświadczenie i wyszedł.

ZT
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2106
avatar
dr Wiktoria Beowulf
komisariat ---->

Wiktoria miała mętlik w głowie. Z jednej strony bardzo, bardzo chciała pojechać na tę wyprawę. Dowiedzieć się czegoś nowego. Profesor może odkryć nowe trucizny, a co za tym idzie trzeba będzie zrobić nowe odtrutki. Może nie była naukowcem, ale szalenie ją to interesowało.
Ale tak przeciwstawić się Kevinowi? Przecież był temu przeciwny. Tylko że ona nie była już małym dzieckiem. Prawie całe życie we wszystkim się z nim zgadzała. Nie mogła podjąć własnej decyzji?
Weszła do urzędu. Czy to nie dziwne, że wszystkie urzędzy pachną tak samo? Pieniędzmi, dokumentami i obowiązkami. Podeszła do tablicy ogłoszeń szukając odpowiedniego. Corby. Hmm... Sprawdziłą numer pokoju i poszła do urzędniczki.
-Dzień dobry. Chciałabym się zapisać na wyprawę profesora Corby'ego.-odparła spokojnym, profesjonalnym tonem. Jednocześnie podała kobiecie dokumenty.
-Jestem doktorem z paroletnim stażem. Myślę, że przyda się dobry lekarz, na w razie co.-dodała z uśmiechem.
Urzędniczka spojrzała się na nią znudzona i podała dokumenty do podpisania. Wiktoria wszystko dokładnie przeczytała. W końcu musi wiedzieć na co się zgadza. Jeszcze tuż przed złożeniem podpisu jakby się zawahała.
Przecież Kevin mnie zabije...
Wzięła oddech i złożyła ten cholerny podpis. Czuła się w tym momencie jak dziewczynka, która postawiła się rodzicom.
Pożegnała się z urzędniczką i wyszła z ratusza.

/zt
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 232
avatar
Kevin Burnett
---> Miasto

Kręcił się po mieście, tak naprawdę bez celu, jednak w głowie miał milion myśli. Burnett chyba był zdany na wieczne zamartwianie się o żonę, nie powinien się martwić, niech by jechała w pizdu i szukała tych wróbli, on by sobie przez dwa tygodnie żarł pączki. Ale nie to nie był Burentt.
Wszedł do środka ratusza, bez problemu znalazł pokój z zapisami na wyprawę.
Wszedł do środka, mierząc chłodno administracyjnych.
- Dzień dobry - rzucił od niechcenia, nie czekał na przywitanie - jestem tu służbowo, potrzebuję listę zapisanych na wyprawę Corbego.
- Dzień dobry, ale ja nie mogę panu dać - rzucił urzędnik - ona jest do wglądu pana Corbego... - trochę niepewnie kontynuował.
- Proszę pana, ja nie pytam co pan może, a czego pan nie może - oparł się o biurko urzędnika dwoma dłońmi nachylając lekko w jego stronę, nie trzeba było być bystrym aby dostrzec odznakę - służbowo jestem.
- ale... ale ja.. ja na prawdę... - coraz więcej niepewności dało się słyszeć w głosie urzędnika.
- Dobrze - rzucił prostując się i wyjmując z wewnętrznej kieszeni niewielki notesik i ołówek - nazwisko pana - spojrzał chłodno z wyczekiwaniem, jednak nie czekał już na jego odpowiedz.
- Nakreślę panu jak to wygląda, ścigamy groźnego przestępce, mamy zeznania świadków, że jest na liście, zapisał się na wyprawę w celu uniknięcia schwytania, jest do groźny morderca... nie źle mówię, to wariat psychopata, a pana nazwisko jest mi potrzebne abym mógł wpisać kto współdziałał w rzezi, gdzie ja potem będę pana szukał... dostanie pan w najlepszych okolicznościach dożywocie... ma pan dzieci? - spojrzał na urzędnika robiąc duże oczy.
Ten zaczął pospiesznie przeglądać, teczki. Ręce mu zaczęły drżeć, sam Burnett stał ze spokojem.
- Tu - podsunął teczkę urzędnik po biurku do Burnetta.
Kevin sięgnął szybko po nią i zaczął szybko śledzić listę zapisanych.
Coen, Ledwitch, Ryder... Burnett... Zapisała się, nie kłamała. Kurwa mać Wiktoria dlaczego do cholery, dlaczego jesteś tam gdzie być cię nie powinno, dlaczego sama pchasz się zawsze w kłopoty, dlaczego muszę zawsze się martwić o Ciebie. Kurwa no. Już nie mówiąc o tym cholernym Blacku który się do ciebie przyczepił, mam nadzieję że nie jedzie na tą wyprawę też, ze dupa go będzie boleć jeszcze długo. Gotowało się w nim w środku ale stał spokojnie, zamknął teczkę odkładając ją na biurku.
- Jest - rzucił - kartę zgłoszeniową poproszę - wypełnił ją szybko po czym nachylił się nad biurkiem i konspiracyjnie rzucił do urzędnika.
-... i proszę pamiętać nie było mnie tu, moja obecność na wyprawie jest tajna do samego końca, jeśli pan Corby będzie się pytał, odesłać do mnie, bez pośredników, nikt inny nie może wiedzieć jasne! Inaczej... będzie pan pakował walizki... zrozumiano?
Urzędnik silnie przestraszony kiwną jedynie głową przytakując.
- Do widzenia! - rzucił Burnett i wyszedł.

ZT
Powrót do góry Go down
Gość
Gość
/początek! i koniec zarazem...

Kiedy po raz pierwszy usłyszał o wyprawie profesora Corby'ego wiedział, że to może być to, czego w tej chwili potrzebował. Naukowa wyprawa, która mogłaby przyczynić się do poszerzenia wiedzy na temat tutejszej fauny i flory. Musiałby być szalony, gdyby przegapił taką okazję!
Jego stara proteza coraz częściej odmawiała współpracy, a chodzenie bez laski było już prawie niemożliwe. Tak, musiał wyglądać niezwykle zabawnie maszerując tak ulicą ze sztuczną nogą, która w teorii powinna być lepsza niż jego własna kończyna, a tymczasem musiał podpierać się laską, by w ogóle móc przemieścić się dalej niż poza swoje mieszkanie. Miało to też swoje plusy, choć dotąd nie udało mu się jasno określić jakie. Ale wiedział, że takowe istnieją i ich odkrycie to tylko kwestia czasu.
Pewny był natomiast jednego - na razie nie zamierzał kupować nowej protezy, a już z pewnością nie takiej napędzanej węglem. Był dziwakiem i wielu mu to już powiedziało prosto w twarz, ale on naprawdę wierzył w wyższość elektryczności nad parą. Mogli zwać heretykiem, ale Arthur wiedział swoje. I nic, ani nikt nie był w stanie przekonać go do tego, że jest inaczej.
Przestąpiwszy próg ratusza wyprostował się bardziej i w jakiś niewytłumaczalny sposób zmusił protezę do posłuszeństwa. Postronny mógłby stwierdzić, że mijany właśnie dżentelmen ma po prostu taki kaprys, by chodzić po mieście z laską. Ale Carnarvon miał do tego swoje powody - nikt nie przyjąłby na taką wyprawę kaleki mającego problemy z poruszaniem się. Należało nagiąć rzeczywistość!
Przywitał się grzecznie z urzędniczką, która przyjmowała zgłoszenia.
- Arthur Carnarvon, chciałbym to tu zostawić - posłał jej lekki uśmiech, po czym wyłożył na blat kawałek papieru wypełnionego całkiem zgrabnym pismem. Przez lata wyrobił w sobie nawyk, by pisać wyraźnie. Odczytywanie bazgrołów zajmowało później zbyt wiele czasu, a tego zawsze miał zbyt mało. Nie odrzucą chyba kandydatury botanika, prawda? Wprawdzie szli badać zwierzęta, ale pomoc każdego naukowca może być przydatna. Nawet takiego, który w jałowym świecie prawie pozbawionym zieleni zajmował się właśnie roślinami.
Podziękował, pożegnał się i wyszedł. Teraz tylko należało czekać i liczyć, że pojedzie i będzie mógł zapisać swoje nazwisko na kartach historii nauki.

/zt
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 343
avatar
Jasper Crowley-Starling
< Kapitan Morgan

Weseli panowie dotarli w końcu do centrum miasta, gdzie udali się w stronę ratusza. To tam znajdowała się galeria, której swoje prace wystawiali artyści Zigguratu. Jasper uśmiechnął się do kustosza, który sprawdzał bilety. Weszli oczywiście za darmo.
Starling prowadził Michaelsa ku obrazom, które bardziej go ciekawiły, by co nieco o nich opowiedzieć niekulturalnemu prokuratorowi. W końcu podobno tu pracował, prawda?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 35
avatar
James Michaels
Ach, ratusz. Michaels bywał tu czasem, ale głównie gdy chodziło o pracę i jakoś nigdy nie miał czasu beztrosko zwiedzać…jak teraz.
-Te obrazy nie są chyba takie złe? - zagaił nieśmiało (bo znawcą sztuki to on nie był), słysząc, że o niektórych Langley jest jednak w stanie się rozgadać.
Dla niego wszystkie wyglądały dość…jednakowo, prawdę mówiąc. Kolorki i plamki, choć jakieś posępne te kolorki.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 343
avatar
Jasper Crowley-Starling
Jasper prowadził Michaelsa za sobą, co jakiś czas przystając przy którymś z obrazów, by o nim opowiedzieć. Tu wspominał o użytych kolorach, tam o symbolice, przy innym wspomniał jeszcze o czymś innym.
- Oczywiście, że nie są! - stwierdził. Może i nie miał wykształcenia akademickiego w tym kierunku, jednak coś niecoś o sztuce wiedział. W końcu ją podrabiał, prawda? To zobowiązuje!
Przez to wszystko doszedł do wniosku, że napiłby się jeszcze czegoś.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 35
avatar
James Michaels
-Ale…mówił pan, że są kiepskie. - zauważył James z pewnym wyrzutem. No i teraz wychodził na idiotę! A przynajmniej na…nieobeznanego ze sztuką współczesną ignoranta.
Od nadmiaru sztuki aż zakręciło mu się w głowie. Napiłby się jeszcze czegoś.
-Wystawiają tu jacyś inni artyści? -może ich zrozumiałby lepiej.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 343
avatar
Jasper Crowley-Starling
- Te, o których mówię, są dobre! - stwierdził. W końcu nie wisiały tu tylko obrazy tego głupiego bogacza, który pozycję w świecie sztuki zawdzięcza spadkowi po obrzydliwie bogatych rodzicach! Tak właśnie twierdził o O'Shea Jasper. Starling opowiadał Michaelsowi o wszystkich innych artystach.
- Są tez rzeźby - powiedział, po krótkim namyśle. W kopiowanie rzeź nigdy się nie bawił, ponieważ najzwyczajniej w świecie mu to nie szło.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 35
avatar
James Michaels
-Ach. - odparł Michaels bez entuzjazmu. Rzeźby. Na jednej o mało nie usiadł, bo wyglądala jak nowoczesna ławka, ale na szczęście Langley go powstrzymał.
Nie, nie lubił rzeźb.
Nie dość, że nowy kompan powstrzymał go przed bezczeszczeniem sztuki to jeszcze dyskretnie dawał mu znać, które dzieła są dobre, a które nie! Wow!
Co on by bez niego zrobił.
-Chyba jestem panu winien drinka za tą lekcję sztuki. - zażartował. O to chyba tylko Jasprowi chodziło.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 343
avatar
Jasper Crowley-Starling
Michaels przepadłby w świecie sztuki i na pewno byłby wytykany palcami za swoją niewiedzę przed snobistycznych snobów. Jasper uratował jego godność i honor. Na pewno!
Podskoczył w duchu i fiknął koziołka z radości, gdy usłyszał propozycję. Żartem, bo żartem... ale zawsze będzie można z tego skorzystać! Darmowy drink z prokuratorem to nie byle co, no nie? Szczególnie dla takiego żyda jak Jasper.
- Na pewno o tym nie zapomnę- uśmiechnął się, również żartobliwie. No, pewnie, że nie zapomni!
Powrót do góry Go down
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Ratusz
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 31Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 16 ... 31  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: STARE RPOZGRYWKI I WSZYSTKO :: Miasto :: Centrum-