IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Ratusz

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 15 ... 27, 28, 29, 30, 31  Next
Admin
Liczba postów : 4129
avatar
Admin
First topic message reminder :


W budynku znajduje się wiele pomieszczeń biurowych. Każdy wydział zajmuje kilka gabinetów, w których siedzą urzędnicy załatwiający najdziwniejsze miejskie sprawy. Jak w każdym urzędzie, i tutaj na korytarzach ciągną się kolejki.
Na samej górze znajduje się biuro burmistrza.

Galeria sztuki
W lewym skrzydle Ratusza znajduje się niewielka galeria sztuki współczesnej. Zajmuje jedynie trzy piętra - od parteru do drugiego piętra. Na pierwszym i drugim poziomie są dwie dość duże sale, na trzecim - dwie kolejne, mniejsze.
W dwóch dużych salach można zobaczyć najlepsze dzieła współczesnych artystów. W średniej, na drugim piętrze, znajdują się obrazy i rzeźby twórców mniej znanych i debiutujących. W najmniejszej z sal organizowane są prelekcje i warsztaty, prowadzone przez najwybitniejszych przedstawicieli świata sztuki Neozigguratu.


Ostatnio zmieniony przez Admin dnia Sro Kwi 09, 2014 7:31 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Mistrz Gry
Liczba postów : 858
avatar
Alexander Willoughby
Kiedy ona uniosła oczy do nieba, on zwrócił spojrzenie do okien ratusza. Byli odsłonięci i widoczni jak na dłoni. Nawet jeżeli korciło go, by choćby musnąć jej rękę to się na to nie zdobył.
- Bo ktoś to powinien zakończyć. - zwrócił głowę znów ku niej, obserwując jak schodzi o stopień w dół. Powinna pokonać jeszcze kilka i odejść w dół ulicy. Oboje mieliby święty spokój, do cholery. Myśli mężczyzny przeczyły jego słowom. Nie chciał jej sobie odpuścić, kiedy myślał, że już to zrobił, że już zapomniał, to spotykał ją na progu ratusza i uświadamiał sobie, że pamięta jak smakują te różowe usta. Zmarszczył nieco brwi, lecz nie w złości, a w ten sposób, kiedy uświadamia się sobie coś przykrego. Popatrzył na plecy kobiety po czym odezwał się półgłosem.
- Chodź ze mną, proszę.
Odwrócił się i zawrócił w stronę ratusza. Mógł mieć tylko nadzieję, że pójdzie za nim, a nie schodami w dół.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 533
avatar
Faith Moncreiff
- No jasne. - uśmiechnęła się trochę zjadliwie, trochę ze smutkiem.
Ktoś to musiał zakończyć. Oboje o tym wiedzieli. Oboje próbowali zastosować się do tej konieczności. Ziggurat był jak więzienie - nigdzie nie mogli uciec, nawet gdyby chcieli. Więc tak naprawdę nie było o czym mówić. To, że ich do siebie ciągnęło, jeszcze nie oznaczało, że los będzie im sprzyjał. I nie sprzyjał.
- Tak będzie najlepiej. - dokończyła, wyciagając z torby kaszkietówkę.
To słońce było nieznośne! A może po prostu pod daszkiem chciała skryć swoją twarz. Chociaż to nie było już konieczne. Nikt o niej nie pamiętał, nikt nie przypuszczał, ze Faith Monreiff żyła, a nawet gdyby przypuszczał, to nikogo by to nie obchodziło. Ta rodzina nie była już wpływowa. Poprawiła kaszkietówkę, czapka była ewidentnie za duża. Nie przeszkadzało jej to, dostała ją od Martina. Złamałaby wielkoludowi serce, gdyby przestała ją nosić. Zresztą - polubiła ją.
Zeszła dwa kolejne stopnie, nie spodziewając się, że Alexander zawróci do ratusza i... poprosi ją, by poszła za nim. Otworzyła szerzej oczy, potem spojrzała w dół. Powinna odejść. Powinna. Powinna, do cholery jasnej!
Dlatego odwróciła się na pięcie i poszła za Panem Ministrem Sprawiedliwości, zawracając tym samym do ratusza.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 858
avatar
Alexander Willoughby
Alexander minął drzwi i przy portierni mruknął coś, że ktoś niepożądany kręci się na tyłach parkingu. Mężczyzna wstał i poszedł we wskazaną stronę, mrucząc coś o jakiś zasmarkanych gówniarzach. Alexander zerknął na zegarek. Za jakieś pięć minut wszyscy zaczną kręcić się po korytarzu, bo urząd kończy dzień pracy. A zresztą... czym on się przejmował? Brał mechanika, żeby mu w czymś pomógł. Odwrócił głowę i zobaczył jak Faith idzie za nim. Poczuł mieszaninę podniecenia i ulgi. Przez chwilę mogła dostrzec na jego twarzy cień uśmiechu, nim nie kiwnął głową, żeby za nim szła. Po kilku minutach stanęli przed drzwiami jego gabinetu. Wyciągnął klucze i wpuścił dziewczynę do środka. Miał już w tym momencie gdzieś, czy ktoś ich dojrzy czy nie. Teraz gdy już prawie czuł jej skórę pod swoimi rękoma.
Pierwsze pomieszczenie było przeznaczone dla asystentki, biurko, półki z teczkami, cztery krzesła dla oczekujących. Dopiero na następnych widniało jego nazwisko. Znów wpuścił ją przodem, by następnie zamknąć drzwi i przekluczyć, zostawiając klucze w zamku.
- Faith... Jak ja mam kurwa o tobie zapomnieć. - powiedział z westchnięciem, podchodząc do niej. Złapał ją nieco zbyt nachalnie za szczękę, by zaraz złożyć na ustać stęskniony pocałunek. Oczywiście, że wolałby, żeby stała przed nim odziana w sukienkę i szpilki, które tak idealnie do niej pasują, bądź nago, a nie w tym durnym kaszkieciku, ale to pragnienie było silniejsze od niego.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 533
avatar
Faith Moncreiff
Wbiła dłonie w kieszenie spodni, głowę nieco pochyliła. Na ustach miała wyraz niezadowolenia, a mimo to szła za Alexandrem. Parę kroków za nim, co jakiś czas poprawiając torbę z narzędziami na ramieniu. Nie znaczyło to jednak, że nie jest zainteresowana otoczeniem. Była. Zerkała na korytarze i drzwi, na układ pomieszczeń, na wszystko co mogło mieć w przyszłości znaczenie. Pomyślała, że przy kolejnym zleceniu w Ratuszu powinna zrobić bardzo wnikliwy rekonensans.
Otworzył drzwi, przepuścił ją przodem. Przez chwilę się wahała, ale i tak weszła. Potem przez kolejne do gabinetu Alexandra. Nawet nie wyjmowała rąk z kieszeni, po co niby? Gdyby chciał ją skrzywdzić, to miał ku temu wiele okazji. Czy to oznaczało, że mu ufała? Nie... Po prostu. To nie był czas, kiedy mieli sobie skakać do gardeł.
Odwróciła się przez ramię, słysząc jak zamyka drzwi na klucz.
- Na pewno nie tak. - pokręciła głową.
Nie wiedziała, co jest celem tego zaproszenia do gabinetu. Ale przynajmniej mogli rozmawiać swobodnie. Choć pewnie będzie musiała sobie podarować podnoszenie głosu w razie czego.
Nie zdążyła pomyśleć o niczym więcej, bo ujał ją za brodę, przyciagnął do siebie, pocałować. Ręce wziąć miała w kieszeni, ale pocałunek odwzajemniła. Dopiero po chwili je wyciagnęła, by chwycić nadgarstek mężczyzny, przerwać pocałunek, odsunąć się o pół kroku.
- To nie jest definicja ani słów "na odległość", ani "koniec". - skwitowała czyn Alexandra, patrząc mu w oczy. Westchnęłaz rezygnacją. - Przecież wiesz, że to do niczego nie prowadzi. Mam kiepsją przeszłość, zaledwie parę kredytów w kieszeni i głowę pełną pomysłów, które na pewno by ci się nie spodobały.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 858
avatar
Alexander Willoughby
Spodziewał się tego, że go w najlepszym przypadku odepchnie. Miał pełną świadomość tego, że miała rację. Do niczego to nie prowadziło. To ukradkowych, bądź przypadkowych spotkań, paru pocałunków, smutnej nocy zakończonej rozstaniem.
- A jednak poszłaś za mną. - trzymał rękę zakleszczoną w jej palce w górze, dopiero gdy rozluźniła uchwyt sam cofnął się o krok. - Doskonale wiesz, że mogłabyś porzucić to w czym teraz siedzi, ale nie chcesz. I ja to wiem i nie zamierzam cię do tego zmuszać.
Chociaż wolałby, żeby nie trafiła w ręce tych gnojków z komisariatu. Żeby nikt nie zrobił jej krzywdy. Ale przecież siłą nie zmusi jej, żeby zmieniła swoje poglądy.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 533
avatar
Faith Moncreiff
Nie odepchnęła go. Nie trzymała tez jego ręki jakoś specjalnie mocno. Po prostu... Chciała przerwać to, co doprowadziłoby do tego, że chce więcej. Nie tylko Alexander czerpał przyjemność z ich wzajemnego dotyku. Faith również miała do tego słabość. Coraz trudniej było odsuwać od siebie tę myśl.
- Najwyraźniej mam słabą wolę. - odparła z kwaśnym uśmiechem.
Byli sami. Nie musiała się z niczym chować. Chyba, że chciała coś chować przed Alexandrem... Ale czy juz i tak nie zaczęli odkrywać przed sobą zbyt wiele? Chciała nie wierzyć jego słowom. Ale wierzyła.
- Nawet jeśli pprzucilabym... - znów zmniejszyła dzieląca ich odległość. Położyła mu dłoń na policzku. - Co wtedy? Nic nie mam. Nawet pozycji. Nawet nazwiska. Nie mam do czego wracać. Zbyt dobrze o to zadbałam.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 858
avatar
Alexander Willoughby
Nie poruszył się ani o jotę, kiedy Faith dotknęła ciepłą dłonią jego policzka. Oczy zielone jak odbijająca się w porannym słońcu trawa wydawały się obojętne. Ale czy ta obojętność nie była barierą dla smutku? Miał ochotę wtulić się w tą drobną dłoń, całować jej środek i każdy palec z osobna. Głaskać każdą z kości nadgarstka, sunąć opuszkiem po każdej linii wyrysowanej pod skórą przez żyły.
- Ale mogłabyś mieć...
Na końcu języka miał słowo "nas". Tylko czy to miało jakiekolwiek prawo bytu? Nagle uśmiechnął się i dotknął dłoni, przykrywając ją swoją. Spuścił wzrok, głaszcząc wgłębienie w dłoni kobiety, między kciukiem, a palcem wskazującym.
- Znów nazwiesz mnie egoistą. To ja chciałbym mieć ciebie.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 533
avatar
Faith Moncreiff
Właśnie dlatego nie chciała nadal utrzymywać kontaktów. Było tak, jak pisała w liście - na odległość było łatwiej. Teraz, mając Alexandra przy sobie, chciałaby moc się do niego przytulic i mieć pewność, że mają gdzie uciec. Nie mieli. Całość ich kontaktów opierała się na sprzecznościach.
Ona również spuściła wzrok. Gładzenie po wewnętrznej stronie dłoni sprawiało przyjemność. Kusiło. Teraz, w tym jednym momencie, pozwoliła mu na bycie egoistą. W pewien sposób jej to pochlebiało.
- Ty mnie... - uśmiechnęła się lekko. Prawie z poblażliwością. - Chciałabym wierzyć, że mnie nie oklamujesz.
Wspieła się na palce. Pocałowała Alexandra ciepłym pocałunkiem. Jakby byli kochankami od wieków. Obie ręce oplotła mu wokół szyi. Skoro już tu była, pragnęła jak najwięcej.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 858
avatar
Alexander Willoughby
Mógł ją okłamywać. Mogła być to misternie ułożona, okropna, egoistyczna gra. Jednak niektórych szczegółów w jego zachowaniu nie można było wyreżyserować. Na pewno nikt nie potrafiłby idealnie otworzyć cichego westchnienia ulgi, kiedy kobieta całowała go bez żadnej wcześniejszej zachęty, żadnego poprzedzającego gestu.
- I ty mnie... - szepnął, przerywając na ułamek sekundy pocałunek, by zaraz zagarnąć kobietę do siebie. Objął ją w talii, a dłonie jakby idealnie wpasowywały się w to wycięcie. Skrzyżował ręce nad jej krzyżem, oddając pocałunki. Delikatnie, czule, bez żadnej agresji czy irytacji. Jakby witał się z ukochaną.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 533
avatar
Faith Moncreiff
Kiedy była z dala od Alexandra, łatwiej przychodziło jej myśleć racjonalnie. Liczyła się tylko rewolucja. Liczyły się zamiary wyzwolenia Trzeciej Strefy. Wtedy łatwiej było jej myśleć, że może poświęcić wszytko - wszystkich - dla tego celu. Jednak teraz, obejmując tego mężczyznę, wszystkie decyzje wydawały się o wiele trudniejsze. Czy go chciała? Owszem. Jednak to pragnienie przynosiło powoli rodzące się cierpienie.
Dała się objąć. Mało tego, sama przycisnąła się do mężczyzny. Pewnie mógł wyczuć od niej zapach piasku i smaru. Kaszkietowka przekrzywila się i w końcu spadła. Odsunęła się w końcu, oblizala usta, po czym przyłożyła czoło do brody mężczyzny.
- Każde rozstanie będzie trudniejsze... - westchnęła. Trochę jakby wbrew sobie.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 858
avatar
Alexander Willoughby
Jedna z dłoni mężczyzny została na wysokości krzyża, zaś druga bezwiednie przesuwała się w górę i w dół wzdłuż linii kręgosłupa. Jakby miał w zamiarze uspokojenie jej. Powiedzenie - wszystko będzie dobrze, nie ma się czym przejmować. Gówno prawda. Przejmował się nią, zwłaszcza w momentach, kiedy zostawał sam ze swoimi myślami. Zapełniał swój czas wolny w najróżniejszy sposób, był pracoholikiem, odrzucał wspomnienia, które go bolały. Tylko... przychodził taki czas, wieczorami, w pustym, ogromnym apartamencie, kiedy wszystko gromadziło się w jedną, ogromną plątaninę problemów. Gdzieś pośród tego był też rzadko widziany przez niego uśmiech uroczej Faith.
Pocałował ją w czoło.
- Wiem. Miałem nadzieję, że uda nam się nie wchodzić sobie w drogę. Tak byłoby łatwiej. Wiedziałem, że przy kolejnym spotkaniu zachowam się jak skończonym cienias. - uśmiechnął się jednym kącikiem ust. - Nie mam pojęcia czemu nie mogę sobie ciebie odpuścić... Nie znalazłem innego wytłumaczenia prócz tego, że jesteś wyjątkowa.
Durne frazesy, ale była to trochę prawda. Żadna kobieta, z którą był, nie równała się jej charakterowi.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 533
avatar
Faith Moncreiff
Ukryci przed wzrokiem wszystkich mogli się ukrywać już tylko przed samymi sobą. Każde kolejne spotkanie zmieniało bieguny ich wzajemnego podejścia. Byli nieodpowiednimi ludźmi w nieodpowiednim miejscu i z nieodpowiednim bagażem uczuć. Nie powinni nawet na siebie spojrzeć, a jednak stali wtuleni w siebie, wiedząc, że nie mają żadnych szans. Jedyne co mogli to dopuszczać się do tego małego przestępstwa, jakim było dzielenie bliskości przez parę chwil. Do diabła z Rządem! Do diabła z rewolucją! Przynajmniej na tę jedną czy dwie godziny. Potem Faith wróci do domu. A gdy ciepły dotyk Alexandra wystygnie na jej ciele, myśli uciekną do planów o wiele bardziej dalekosiężnych niż wspólne chwile z mężczyzną, który w pewien sposób stał się dla niej ważny, chociaż nie tylko nie chciała tego, ale i się tego nie spodziewała. Uciekną do Benjamina i tajemniczych rewolucjonistów, do liścików i tajnych spotkań, do Theresy Reebentoff, do broni, do dynamitu. Czy mogła zginąć w tej całej gmatwaninie wydarzeń? Owszem. Ale bardziej bała się o mężczyznę, który teraz całował ją w czoło. Chociaż może nie powinna. I kto wie, jaką decyzję podejmie jej głupie romantyczne serce, gdy przyjdzie na to czas? Może zdradzi wszystkie swoje ideały po to, by móc zostać zdradzoną przez niego? Była romantyczką. Ale nie była naiwna.
- Bardziej wyjątkowa niż reszta twoich kobiet. - skwitowała z cichym parsknięciem śmiechu.
Przekomarzała się. Oczywiście niczego nie mogła być pewna. Ani gestów, ani słów Alexandra. Ale coś jej podpowiadało, że nawet jeśli kogoś pieprzył, to myślał o niej. Albo starał się zapomnieć...
- Tęskniłam. - przyznała cicho przed samą sobą i przed nim.
Nie była to do końca prawda. W natłoku codziennego życia nie miała czasu na tęsknoty, a gdy w jej głowie pojawiał się Alexander, odsuwała go na bok. Tak było bezpieczniej. Ale w takich chwilach jak ta, czuła, że tęskniła. Podniosła głowę i spojrzenie na twarz Alexandra. Był dojrzałym mężczyzną o zniewalających oczach. Na ciemnych włosach pojawiały się już pojedyncze siwe włosy. Pomyślała, że to przez pracę. I przez chwilę widziała przed sobą nie Alexandra, ale Pana Ministra Sprawiedliwości. Na tę chwilę oczy jej się zmieniły, łagodność została wyparta przez gniew i niechęć. Zakryła je powiekami.
A potem znowu wspięła się na palcach, wtuliła w Alexandra, sięgając ustami do jego ucha.
- Kochaj mnie przez chwilę tak, jakby za drzwiami nie byłoż żadnego świata. - szepnęła, muskając skórę ustami.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 858
avatar
Alexander Willoughby
Nie odpowiedział jej na ten przytyk. Miała rację, a przynajmniej świadomość, że Willoughby był kobieciarzem. Tylko czy to, że o każdej innej potrafił zapomnieć z dnia na dzień, a o niej nie, o czymś nie świadczy?
Westchnął.
- Ja też, Faith. - przytulił ją jeszcze mocniej, jakby chciał ich ciała stopić w jedno, nie wypuszczać jej z ramion przez resztę tego cholernego popołudnia.
Kochaj... Hmmm, czy on znał w pełni znaczenie tego słowa? Nie chciał go używać, uważał, że będzie je nadinterpretował, zrobi krzywdę drugiej osobie. Zwłaszcza, jeżeli z jego strony będzie to szczere, a nie udawane. Z uśmiechem zamruczał, czując podgryzanie płatka ucha. Drażniła się z nim.
- Chciałbym zapomnieć o tym świecie nie tylko na chwilę. - odpowiedział cicho, przymykając oczy. Palce błądziły po jej szyi, ramionach. Muskając lekko skórę. Jakby bał się czymkolwiek więcej zniszczyć kruchą chwilę, która zawisła między nimi.
- W tym świecie nigdy nie będziesz moja. - powiedział to ze słyszalnym żalem. Rozgoryczeniem, którego nut rzadko można było się dopatrzyć w jego głosie.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 533
avatar
Faith Moncreiff
Było teraz między nimi tyle intymności, tyle uczucia, jak nigdy przedtem, prawie nieprzyzwoicie, jakby byli zupełnie innymi ludźmi. Wtuleni w siebie, przez chwilę naiwnie otuleni własnymi pragnieniami. Przy tak bliskim kontakcie czuła przez materiał koszuli ciepłe ciało Alexandra. Przeniosła dłonie z jego karku na klatkę piersiową, by następnie wsunąć je pod marynarkę, objąć mężczyznę. Mógł poczuć jej drobne dłonie zaciskające się na skórze.
- Szkoda. - westchnęła, jednak w jej tonie pojawiły się nutu ironii. Jakby wyrażała niezadowolenie z rzeczywistości na swój własny pyskaty sposób. - Bo nie mamy innego świata.
Nie dodała, że "na razie". Nie dodała, że zamierza ten świat poruszyć w fundamentach. Bo nawet jeśli to się stanie, to i tak nie będą mogli być razem. Układ sił się zmieni. Wierzyła w rewolucję, ale to ta rewolucja zabijała jakiekolwiek próby osiągnięcia prywatnego szczęścia. Odchyliła nieco głowę, by móc zaczepnie spojrzeć Alexandrowi w oczy.
- Może to i dobrze. Skoro podajesz się w walce o mnie, to może nie zasługujesz. - uniosła kącik ust.
Tak. Drażniła się z nim. A może nawet podświadomie podpuszczala, znając jego ambitne podejście do życia. Chciała sobie wywalczyć jeszcze parę chwil z nim. Wydrzeć z tego świata maksymalnie tyle ile może.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 858
avatar
Alexander Willoughby
Prychnął pod nosem, nawet nieco rozbawiony. Odchylił głowę i popatrzył się w oczy swojej... kochanki? To słowo zbyt mało znaczyło żeby go używać w jej przypadku.
- Czy ty mnie podpuszczasz? Nie mam zamiaru rezygnować. Gdybym miał to nie trzymałbym cie w ramionach. - uśmiechnął się kącikiem ust - Ale nie jestem głupi i mam świadomość, że gdybym dał ci do wyboru mnie albo idee to wybrałabyś to drugie. - podniósł dłoń i zaczesał niesforny kosmyk za ucho dziewczyny.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 533
avatar
Faith Moncreiff
- Zabrzmiało, jakbyś po prostu nie chciał mi dawać wyboru. - przekrzywiła lekko głowę.
Słowa Alexandra mogły znaczyć wszystko i nic. A mogły też znaczyć coś, z czego nie byłaby zadowolona. W oczach było widać, że zrobiła się czujna. Nawet nie zareagowała na ten czuły gest odgarnięcia kosmyku włosów. Wyswobodziła się z uścisku, nawet nie chciała teraz myśleć, co by było, gdyby musiała dokonać wyboru. Nie teraz. Te myśli zajmowały jej zbyt wiele miejsca w głowie. I nadal nie znała odpowiedzi na to pytanie.
Odsunęła się, przeszła parę kroków po gabinecie, by w końcu klapnąć tyłkiem na blacie biurka. Zamerdała nogami, dwoma palcami, jakby osrożnie, jakby z obrzydzeniem, podniosła parę kartek z biurka, jakieś listy. Pomyślała o swoim spotkaniu z Thorstenem.
- Przyjaźnisz się z Thorstenem Faustem? - zapytała nagle. Nie wiedziała czy Faust kłamał. Ale najlepszym sposobem, by odnaleźć się w jego małej gierce był inny punkt odniesienia.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 858
avatar
Alexander Willoughby
Opuścił ręce i popatrzył się na nią z nutą irytacji. Cokolwiek by nie powiedział to i tak potrafiła przeinaczyć te słowa, by były po jej myśli. Miałby ją postawić przed takim wyborem? Wtedy uznałaby, że mu zależy? Nie miał zamiaru wywracać jej życia do góry nogami, mimo że miał na to i ochotę i ku temu sposobność, zwłaszcza na swojej pozycji.
Włożył ręce do kieszeni spodni i obserwował kobietę, która siada w roboczych spodniach na jego dokumentach.
- Nie powiedziałby, że się przyjaźnimy, ale owszem, znamy się z Faustem. A czemu pytasz się o Thorstena? - spytał się z lekkim roztargnieniem. Może ta mała cwaniara miała zamiar zrobić sobie ze słabości mężczyzny do jej osoby broń, dzięki której pozyskiwałaby informacje? Może to nie Alexander był mistrzem manipulacji w tym pokoju, a właśnie Faith Moncreiff?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 533
avatar
Faith Moncreiff
Oparła dłonie o blat stołu, wlepiła spojrzenie w Alexandra. Wyglądało, jakby jego irytacja i nagłe roztargnienie sprawiały jej... przyjemność? Satysfakcję? Cóż. Lubiła się z nim droczyć, lubiła go zaskakiwać, lubiła to napięcie, które między nimi istniało.
- Jakim jest człowiekiem, twoim zdaniem? - zapytała ot tak po prostu, jakby była częścią elity, jakby prowadziła li tylko towarzyską rozmowę. Wyciągnęł z kieszeni papierosy, zapaliła jednego. - Myślę, że powinieneś na niego uważać.
Faust sugerował jej, że jest po jej stronie. A skoro był po jej stronie, to był po przeciwnej stronie niż Alexander. Nawet jeśli miała zamiar złapać przynetę rzuconą przez Thorstena, to jednocześnie wolała, by Willoulghby wiedział, kto nie ma problemu, by podkopywać pod nim dołki. Choć oczywiście Faith nie mogła być pewna, że nazwisko Pana Ministra Sprawiedliwości pojawiło się w wypowiedzi Fausta celowo. Ale i tak chciała się zorientować w sytuacji.
Przesunęła wzrokiem po sylwetce Alexandra. Im mniej mogła go mieć, tym bardziej go chciała.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 858
avatar
Alexander Willoughby
Były momenty, kiedy Faith zdawała się być jedynie mechanikiem ze slumsów, z konkretną opinią na temat świata i elity, nie dająca sobie przetłumaczyć, że jej ideologia nie prowadzi do niczego dobrego i jednostki takie jak ona nie mają prawa bytu. Potem zamieniała się w stęsknioną kotkę, łaszącą się i tulącą, jakby świat miał przestać zaraz istnieć. A teraz pojawiła się pani z elity, która dobrze odnajduje się między relacjami najważniejszych person tego miasta. Zadziwiające.
- Czy Ty chcesz mnie przed czymś ostrzec? - spytał, ale bynajmniej zaciekawiony. Była to raczej irytacja. Alexander - pan i władca na szczycie miasta, włączył mu się egoizm i świadomość bycia niezwyciężonym.
- I co cię, do licha, łączy z Thorstenem Faustem? - nie, to nie była zazdrość. Raczej obawa, że Faith wpierdoli się w jakąś manianę, skacząc z jednej strony opozycji na drugą.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 533
avatar
Faith Moncreiff
Trzymała papieros w ustach, wpatrując się w Alexandra. Unoszący się przed jej twarzą dym ani na sekundę nie przyćmił niebieskich oczu. Teraz miały odcień szarości.
- Nie wiem, czy ostrzec. - powiedziała wolno, ostrożnie, by papieros jej nie wypadł. - Możesz to nazwać kobiecą intuicją.
Irytacja Alexandra sprawiła, że usta Faith mimowolnie rozchyliły się w uśmiechu. Uwielbiała go wkurzać. Tak jak lubiła - i musiała się sama przed sobą do tego przyznać - późniejsze łagodzenie tego gniewu.
- Nic. - zamerdała nogami. - Zepsuta kostkarka. Zepsute szachy. Zastanawiam się co znowu mu się zepsuje i kiedy wezwie akurat mnie. - zatrzymała nogi, zaplotła je w kostkach, z ust wyciągnęła papierosa i spoważniała. - On wie, że coś ze mną jest nie tak, Alexandrze. Nie wie do końca co. Ale jest ciekawski.
Nie powiedziała, że w tym wszystkim pewnie bardziej chodzi o Theresę Reebentoff. Jeszcze tego brakowało, żeby Alexander wiedział o ich wspólnych spotkaniach.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 858
avatar
Alexander Willoughby
Alexander w zamyśleniu zrobił kilka kroków wzdłuż gabinetu. Wyciągnął paczkę papierosów i obracał ją w palcach.
- Ty też jesteś ciekawska, bo z ochoczo przyjmujesz te robótki, mimo że zakład mógłby wysłać tam kogoś innego zwalając twoją nieobecność na chorobę, czy cokolwiek innego. - wywrócił oczami. Nie miał zamiaru przejmować się Faustem. Nie byli nigdy partnerami w interesach, nie przyjaźnili się, poglądy mieli odmienne, a jakiekolwiek kontakty należały raczej do chłodnych.
Obszedł biurko, na którym siedziała kobieta i usiadł w fotelu, opierając się wygodnie plecami. Włożył sobie papierosa między usta i odpalił.
- Jesteś jedną nogą w burzy piaskowej, nie wpadnij tam cała, a jesteś na dobrej drodze do tego. Mieszasz się w politykę, w dodatku jednej i drugiej strony, niedługo zaczniesz nawoływać ludzi do buntu... a ja mam wszystko na to spokojnie patrzeć, tak? Zrobisz sobie w końcu krzywdę. - zaciągnął się, spoglądając na kobietę dość poważnie.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 533
avatar
Faith Moncreiff
- Nie jestem ciekawska. Jestem nieustraszona. - znowu się zaśmiała, pozwalając sobie na pełną swobodę w towarzystwie Alexandra. Tyle ich już łączyło. Emocje i sprzeczne interesy, jakby byli wieloletnim małżeństwem, które nie wie na co się zdecydować - być sobie wrogiem, czy przyjacielem. Prawda była jednak taka, że Faith nie chciała wnikać w ten temat. Przecież nie powie Alexandrowi, że Theodor na siłę chce ją przystosować do życia w świadomości istnienia klas społecznych, że chce ją nauczyć dystansu, bo jej poglądy zaczęły być zbyt wyraźne.
Dobrze, że siedziała tyłem do mężczyzny, bo przy słowie "bunt" oczy jej się prawie zaświeciły.
- To nie ja sobie zrobię krzywdę. - odwróciła się wolno przez ramię. - To wy mi ją zrobicie.
"Wy". Alexander przestał być jednostką, mężczyzną, którego chciała całować. W tym momencie był przedstawicielem elity. Był Ministrem Sprawiedliwości. Zsunęła się z biurka, odwróciła twarzą do Wilolilo, by po chwili oprzeć łokcie o blat biurka, nachylając się przy tym.
- Nie martw się o mnie. - uśmiechnęła się lekko, niewinnie. - Nic mi nie będzie.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 858
avatar
Alexander Willoughby
Rozbawione prychnięcie, przy słowie nieustraszona, miało chyba oznaczać: czy ty sobie ze mnie kpisz? Może i tak się czuła, ale na pewno taka nie była. Była jednostką w skupisku międzyklasowej masy. Jeden zły krok i mogła wylądować w areszcie, albo - co gorsza - w łapach Silvera. O tym drugim Alexander nawet nie chciał myśleć.
- Tak, oczywiście. Zapomnijmy, że niektóre rzeczy niosą swoje konsekwencje. - wywrócił oczami. Najlepiej szukać kontaktu z ważnym politykiem, właścicielem fabryki i cholera wie kim jeszcze, ale unikać skutków. I jeszcze mu powie, że to ciekawość i intuicja.
- Czego ty w zasadzie ode mnie oczekujesz? I nie mówię tu o polityce. Czego ty chcesz, Faith? Bo czasami mam wrażenie, że wszystkiego, nic nie tracąc.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 533
avatar
Faith Moncreiff
Zachowywał się, jakby... się o nią martwił. Gdzieś tam podskórnie czuła to wcześniej, teraz wszystko zostało zwerbalizowane. Poczuła jak coś zaciska się jej na sercu. czemu do cholery Alexander musiał stać po drugiej stronie barykady?
- Doskonale zdaję sobie sprawę z konsekwencji moich działań. - powiedziała poważnie, już bez uśmiechu czy zaczepek. - Nawet sobie nie wyobrażasz jak bardzo. I uważam. Wierz mi. - opuściła wzrok na blat, zakręciła kółko palcem dłoni, w której trzymała papieros. - Po prostu... Jeśli w coś wierzysz, jeśli oddajesz czemuś całe swoje serce, musisz być przygotowany na poświęcenie. Ja jestem, Alexandrze. Nazywaj to, jak chcesz. Ty nadzorojesz wszystko z bezpiecznego miejsca przy biurko, ja nie mam i nie chcę mieć takiego komfortu.
Patrzyła jeszcze chwilę na blat. Czego chciała? Owszem. Chciała wszystkiego, niczego nie tracąc. Wiedziała, że to niemożliwe, dlatego była rozdarta. Westchnęła, podniosła wzrok na mężczyznę, którego...
- Chcę tylko spokoju, mój drogi. - odpowiedziała łagodnie. - Nie tylko dla mnie. Ale i dla tych, którzy o swój spokój nie mogą zawalczyć.
Spokój wyrwany władzom przez rewolucję. To tak, jak zbrojenie się w imię pokoju.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 858
avatar
Alexander Willoughby
Jak mógł jej wierzyć, skoro jej czyny mówiły co innego. Tak, przemawiała przez niego troska. Troska, na którą był wściekły, bo nie miał zamiaru brać odpowiedzialności za drugiego człowieka. A do tego to wszystko dążyło. Że będzie się czuł odpowiedzialny za to, że włos jej spadł z głowy. Bo to on powinien zapanować nad systemem.
- Chcesz zrobić tyle dla ludzi... A co oni robią dla ciebie? Czy jeżeli zostaniesz aresztowana to ktoś się za ciebie wstawi? Jeżeli będziesz cierpieć to kto ci pomoże? Nikt. - pochylił się w jej stronę - Zostaniesz sama, a ci którym będziesz próbowała pomóc odwrócą głowę w drugą stronę, by udać, że nic nie widzą. Wierzysz w ludzi i idee. A taka nadzieja jest najbardziej złudna i najbardziej krucha. Doskonale wiesz, że nie dojdzie do rewolucji. A jeżeli nawet to przeleje się krew trzeciej strefy, a nie elity, doskonale o tym wiesz.
Powrót do góry Go down
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Ratusz
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 28 z 31Idź do strony : Previous  1 ... 15 ... 27, 28, 29, 30, 31  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: STARE RPOZGRYWKI I WSZYSTKO :: Miasto :: Centrum-