IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Ratusz

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 16 ... 28, 29, 30, 31  Next
Admin
Liczba postów : 4129
avatar
Admin
First topic message reminder :


W budynku znajduje się wiele pomieszczeń biurowych. Każdy wydział zajmuje kilka gabinetów, w których siedzą urzędnicy załatwiający najdziwniejsze miejskie sprawy. Jak w każdym urzędzie, i tutaj na korytarzach ciągną się kolejki.
Na samej górze znajduje się biuro burmistrza.

Galeria sztuki
W lewym skrzydle Ratusza znajduje się niewielka galeria sztuki współczesnej. Zajmuje jedynie trzy piętra - od parteru do drugiego piętra. Na pierwszym i drugim poziomie są dwie dość duże sale, na trzecim - dwie kolejne, mniejsze.
W dwóch dużych salach można zobaczyć najlepsze dzieła współczesnych artystów. W średniej, na drugim piętrze, znajdują się obrazy i rzeźby twórców mniej znanych i debiutujących. W najmniejszej z sal organizowane są prelekcje i warsztaty, prowadzone przez najwybitniejszych przedstawicieli świata sztuki Neozigguratu.


Ostatnio zmieniony przez Admin dnia Sro Kwi 09, 2014 7:31 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Liczba postów : 533
avatar
Faith Moncreiff
Pochylił się, był bliżej, mogła patrzeć w jego zielone oczy. Jeszcze parę centymetrów i dostrzegłaby fakturę tęczówki. Jego słowa trochę ją raniły. Były dowodem na to, że w świecie czeka nas tylko samotność, złudna nadzieja i rozczarowanie.
- To, o czym mówisz, zaznałam tylko żyjąc w twoim świecie. - papieros dopalał się samoistnie, długa spopielona część opadła smętnie na blat biurka. Druga ręka Faith uniosła się, by pogładzić Alexandra po policzku.
Nabrała w płuca powietrze, ale nic więcej nie dodała. Co mu miała powiedzieć? Że się myli. Że rewolucja zaraz zacznie pukać do bram Centrum? Że część rewolucji właśnie patrzy mu w oczy, czując, że serce rozdziera jej się na pół? Że jak poleje się krew to żadna ze stron nie okaże litości?
Chciałaby uciec. Ale nie miała dokąd. Nikt nie miał.
- Więc co powinnam zrobić twoim zdaniem?
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 858
avatar
Alexander Willoughby
Rewolucja rozbije się o bramy Centrum w drobny mak i nic po niej nie zostanie. Taka była prawda. A Faith żyła złudzeniami, że dobro zawsze wygrywa. Bajki, bajeczki.
Oparł dłoń z papierosem o swoje kolano i spoglądał nieco z dołu na Faith.
- Wolałbym, żebyś odpuściła i została ze mną. - powiedział wprost. Tak, to była pewnego rodzaju deklaracja. Która nie powinna pojawić się między tą dwójką, lecz życie bywa zaskakujące.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 533
avatar
Faith Moncreiff
Cofnęła rękę, a czekając na odpowiedź zaciągneła się resztkami swojego taniego papierosa, tyle tylko, że odpowiedź jaką usłyszała sprawiła, że nabrała powietrze w płuca zbyt gwałtownie i najzwyczajniej w świecie się zaksztusiła dymem. Pokręciła głową, cofnęła się, przedramiona oparła na krawędzi biurka. Kaszlnęła jeszcze raz w swoje ramię, a potem spojrzała na Alexandra. Nie wiedziała czy bardziej jest zaskoczona czy rozgniewana.
- Rzucić wszystko w co wierzę w imię pozostania slumsową kochanką Pana Ministra? - brała najgorszą z możliwych interpretacji jego słów. Bo przecież... Co innego mógłby mieć na myśli? - Sekretarka dodaje ci pejotli do kawy?
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 858
avatar
Alexander Willoughby
Westchnął. Ona naprawdę czasami słyszy to co chce. Albo interpretuje, żeby wyszło na jej. Kochanką... kochanką już była, czy tego chciała czy nie.
- Nie kochanką. Kobietą. - odpowiedział, wyciągając jednocześnie rękę, żeby zdusić papierosa w popielniczce.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 533
avatar
Faith Moncreiff
Nie. Nie żartował. Nie przejęzyczył się. Był spokojny i opanowany. A ona... czuła jak zaczyna walić jej serce. Dobrze, że jej pozycja ukrywała klatkę piersiową, bo pewnie byłoby widać jak coś wewnątrz niej się szarpie.
- Kobietą. - powtórzyła głucho. - Czyli oficjalną kochanką. - pokręciła głową. - Czy ty w ogóle zdajesz sobie sprawę o czym mówisz? O co ty właściwie mnie prosisz, co? Bo naprawdę przestałam już cokolwiek rozumieć.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 858
avatar
Alexander Willoughby
Tak, był nawet bardzo opanowany. Żadnego zająknięcia się, westchnięcia, wywrócenia oczami, kpiny, kłamstwa.
- Wiem o co cie proszę, do stu śrubek, czemu masz mnie za idiotę, który nie wie o co mu chodzi.
Jeżeli Alexander nie wiedział co mówi to byłoby naprawdę źle, w końcu tym zarabiał na życie.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 533
avatar
Faith Moncreiff
Wstała gniewnie, popatrzyła na Alexandra z góry. Odeszła parę kroków, przeczesała włosy, odwróciła się. Nie, nie miała pojęcia o czym on gada, do cholery.
- Bo ja nie wiem o co ci chodzi! - podniosła głos. Odetchnęła, złapała się pod boki. - Nie chcę niczego nadinterpretować, więc powiedz mi, proszę, w prostych żołnierskich słowach, czego ode mnie oczekujesz. Jasno i klarownie. - wlepiła w niego wzrok. - Bo jak maszyny kocham, nie wiem, czy ci przyłożyć już teraz czy dopiero po seksie jak będę wychodzić.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 858
avatar
Alexander Willoughby
Wstał z fotela i szybkim krokiem znalazł się przy niej. Dotknął obu jej ramion, jakby chciał potrząsnąć, lecz jedynie zsunął na poziom łokci.
- Chciałbym budzić się koło ciebie, całować.... w to miejsce... - podniósł dłoń i dotknął palcem zagłębienia pod szyją, tuż nad mostkiem. - Każdego wieczora. - palce wsunęły się nieco pod koszulę kobiety, by zahaczyć o obojczyk i powrócić na bok szyi, w czułym geście. - Chciałbym się ciebie pytać o dobro moich decyzji, pić kawę na tarasie i patrzeć jak popołudniowe słońce odbija się w twoich niebieskich oczach.
I o tym mówił, kiedy stwierdził, że zaczyna brzmieć jak cienias. Jednak nawet w najmniejszym stopniu mu to nie przeszkadzało. To były słowa tylko dla jej uszu, a Alexander... cóż, ufał jej, mimo świadomości, że to głupota.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 533
avatar
Faith Moncreiff
Cofnęła się o pół kroku, myśląc że faktycznie nią potrząśnie. Ten jednak ujął ją wyjątkowo delikatnie. Nie wiedziała, czego ma się spodziewać. Jakaś jej cząstka pragnęła, by Alexander wycofał się ze swoich słów. A on brął nadal w to szaleństwo. Zdarżała pod dotykiem palców.
- Niewiarygodne... - szepnęła. - Niewiarygodne jak głupi potrafisz być.
Patrzyła mu w oczy. Wcale nie chciała powiedzieć tego co cisnelo jej się na usta. Wcale nie chciała by jedno krótkie słowo zabrzmiało w jej ustach. Położyła dłonie na policzkach Alexandra i pocałowała go czule. Pozostawiając jednak bez odpowiedzi. Bała się tego co mogą przynieść zmiany.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 858
avatar
Alexander Willoughby
Uśmiechnął się lekko nim oddał pocałunek. Spodziewał się takiej odpowiedzi. Kiedy Faith udzieli mu kiedykolwiek odpowiedzi wprost na dany temat to szczerze się zdziwi. Nie miał zamiaru już nic mówić. On już swoje powiedział i raczej nie będzie drugiego razu, by to powtórzył. Teraz jak każdy zdrowo myślący facet przyciągnął kobietę do siebie, objął w talii i całował. Palce zacisnęły się na koszuli i wyszarpnęły ją ze spodni. Nie żeby ściągnąć, lecz po to, by palce musnęły nagą skórę krzyża. Jej ciało, mimo że skryte pod szmatami, było praktycznie idealne. Uwielbiał badać każdy skrawek, niczym mapę, odkrywając nowe tereny i ucząc się drogi na pamięć.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 533
avatar
Faith Moncreiff
Nie powiedziała nic konkretnego, zatem dała furtkę i sobie i jemu. Nie mogła się oprzeć wrażeniu, że propozycja nie była przemyślana. Wszak mieli się już nigdy nie spotkać po ostatnim razie. To, że byli teraz razem było... przypadkiem? Wolałaby myśleć o tym jak o przeznaczeniu. Ale nie była przecież naiwna. W jednym jednak Alexander miał rację - Faith chciała wszytkiego. Chciała swojego mężczyznę. I chciała swoją rewolucję. Te plany nie mogły obyć się bez zdrady. Ale żadnego z elementów nie chciała zdradzić
Z westchnieniem przyjęła oddany pocałunek. Zmarszczyła jednak brwi, bo wewnętrznie była rozszarpywana przez decyzję, której nie umiała podjąć. Cierpiała. I tylko palce Alexandra na skórze koiły nieco jej myśli. Objęła go, dłonie wędrowały po karku, potem po plecach, by ostatecznie zrobi to co on - wsunąła mu dłonie pod koszulę, przylgnęła do kochanka jeszcze bardziej. To naprawdę mógł być ich ostatni raz... Pocałowała go czule, wolno, niemal metodycznie. Jakby chciała zapamiętać to uczucie do końca życia.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 858
avatar
Alexander Willoughby
Odpowiedział na pocałunek z równą starannością. Jakby chcąc przedłużyć sekundy w minuty, minuty w godziny. I nie było w tym grama erotyzmu, raczej powolna, dozowana w umiarze namiętność. Nie miał zamiaru przekładać jej przez biurko i przelecieć. Nie o to mu chodziło w tym wszystkim. Owszem, ciepłe palce na jego plecach były czymś przez co przez kręgosłup przechodziły mu ciarki, lecz nie był durnym szczeniakiem by od razu rzucać się na kobietę.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 533
avatar
Faith Moncreiff
Przestała badać fakturę jego pleców.  Wciąż całując Alexandra, odpięła mu parę guzików na dole koszuli.  Dłonie znów powędrowały w górę,  objęła dłońmi szorstkie już nieco policzki, rozłączyła ich usta, oblizała wargi, opierają lekko czoło o jego nos. Spojrzała w dół, dłonie zjechały niżej po jego klatce piersiowej, sięgnęły paska, sprzączki... Szarpnęła lekko. A potem podniosła wzrok, by utonąc w zielonych oczach Alexandra. Szukała w nich potwierdzenia. Z jakiegoś głupiego dziwnego powodu nie była pewna czy powinni się teraz... kochać. Chyba kochać.  Nawet za pierwszym razem to nie było pieprzenie.  No. Ewentualnie trochę za drugim.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 858
avatar
Alexander Willoughby
Miał na nią ochotę, oczywiście, że miał, ale... nie miał zamiaru traktować tego spotkania jako pożegnania, więc... Dotknął jej drobnych palców, trzymających klamrę od paska.
- Myślisz, że to dobry pomysł? Uciekanie w seks przed rozmową? - odparł cicho i uśmiechnął się lekko, opierając swoje czoło o jej, musząc się przy tym nieco zgarbić.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 533
avatar
Faith Moncreiff
Przełknęła ślinę. Była dobra w pyskowaniu, w wywracaniu kota ogonem i w irytowaniu Alexandra. Przynajmniej w stosunku do niego. Normalnie przecież była całkiem wylewna, roześmiana i życzliwa ludziom. Teraz stała przy Willoughby'm, zastanawiając się czy jest gotowa na obnażenie samej siebie. Bo przecież w ich małym prywatnym świecie nic tak naprawdę nie miało znaczenia, a swoją propozycją Alexander sprawił, że świat zewnętrzny jednak miał nabrać nowego znaczenia.
- Co ty wiesz o dobrych pomysłach? Człowieku, który proponujesz mi porzucenie wszystkiego w co wierzę na poczet własnych egoistycznych pobudek bycia z tobą... - odwzajemniła lekki uśmiech, po raz pierwszy pokazując przy nim niepewność. Chociaż bardzo dobrze wiedziała, jak potężne daje mu oręże pokazując, że jednak ma wątpliwości. Gdyby ich nie miała, odmówiłaby w sekundę. Problem polegał na tym, że za każdym kolejnym spotkaniem przychodziła trudność związana z rozstaniem.
- Zakładając... - zaczęła cicho. - Ale tylko zakładając, że zgodziłabym się na tę szaloną propozycję... Jaki masz plan? Masz w ogóle jakikolwiek? Pomyślałeś co to oznacza dla ciebie? Dla twojej kariery? Dla opinii publicznej?
Mówiła, jakby była z elity. Przecież bardzo dobrze wiedziała, jak wygląda ten świat, teraz to wszystko wróciło w podświadomości, jak bumerang. Podniosła głowę, przechyliła się, by ustami powieść po linii szczęki mężczyzny, a zaraz potem skubnąć go w płatek ucha, a palce poczyniły pierwsze kroki w rozpinaniu paska. Nawet jeśli dłonie Alexandra je przykrywały.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 858
avatar
Alexander Willoughby
To się dopiero nazywa napalona laska, kiedy dobiera się do faceta, nawet kiedy ten uważa, że to nie jest najlepszy pomysł. Ależ z tego Alexandra szczęściarz! Zaraz jej się oświadczy! A poważnie...
Uśmiechnął się nieco z przekąsem. Ich rozmowa przypominała z reguły przepychanki i udowadnianie kto ma rację w danym momencie. Na dłuższą metę to było dość męczące.
- Nie pamiętam, żeby Faith Moncreiff była osobą aktywną w życiu społecznym. To Patrick wskoczył na świecznik. Ty stałaś gdzieś z boku. Mogłabyś powrócić do swojego dawnego nazwiska. Choć domyślam się, że wtedy wiele osób z twojego aktualnego środowiska mogłoby chcieć twojej śmierci.
Wiedział, że była rozdarta i miała wątpliwości. Inaczej właśnie nie rozpinałaby mu guzika od spodni.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 533
avatar
Faith Moncreiff
Zatrzymała swoje ruchy, jak sparaliżowana. Puściła pasek, odsunęła się o krok. Patrzyła na Alexandra ze złością i niedowierzaniem. Nie spuszczając wzroku wsadzała sobie koszulę w spodnie. Gdyby wzrok mógł płonąć, pewnie spaliłyby się jej nie tylko rzęsy, ale i brwi.
- Z aktualnego środowiska... - wycedzila. - Zapominasz, że ja bardzo dobrze znam oba środowiska. I twoje i moje. Więc proszę mi tutaj nie wyskakiwać, że niby ktokolwiek będzie chciał mojej śmierci jeśli wrócę do starego nazwiska. To w trzeciej strefie mam przyjaciół. A w centrum? - parsknęła. - Co mam w centrum, Alex, co? - aż ze złości zdrobniła jego imię. - Kupisz mi mieszkanie? Będziesz mnie utrzymywać?
Pokręciła głową. Słowa Alexandra byly tylko przejawem chęci jej posiadania. Na jego warunkach.
- Chcesz, żebym rzuciła dla ciebie wszytko. Ale jeśli mnie porzucisz pozostanę gorzej niż z niczym. - wsadziła juz sobie koszulę. Poprawiła spodnie. - Jeszcze żeby w tym wszystkim były jakieś wartości wyższe. A ty mnie nawet nie kochasz, ty mnie tylko pożądasz. Albo chcesz posiadać.
Kolejny krok do tyłu. W oczach miała ogień i panikę.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 858
avatar
Alexander Willoughby
Miała rację. To była chęć posiadania i to tylko i jedynie na jego warunkach. Ten emocjonalny egoista nie był skłonny do kompromisów, zwłaszcza takich, które mu wybitnie nie podchodzą pod gusta. Kiedy odeszła złapał za klamrę paska i zapiął.
- Nie będę cię namawiał. Daje ci tylko możliwości. Nie musisz z nich korzystac. - odpowiedział spokojnie, aczkolwiek była w tym ponura nuta - Ale nie zgaduj jakie żywię do ciebie uczucia, bo ci to nie wychodzi.
Odwrócił się od niej i podszedł do okna. Oparł dłonie o parapet, patrząc się na ulicę. Czuł się na tym piętrze idealnie. Każdy władca spoglądał na ludzi z góry.
- Urząd zapewne opustoszał, myślę, że możesz spokojnie wrócić do domu.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 533
avatar
Faith Moncreiff
Pocałunek, jakim ją uraczył, gdy weszli do gabinetu, zwiastował coś zupełnie innego niż to, co właśnie teraz się działo. Faith czuła, jak opada jej nieco szczęka, w geście zaskoczonego otwarcia ust. Szybko jednak się zreflektowała, usta zacięły się w wąską kreskę. Zastanawiała się, czy rzeczywiście jest aż tak strasznie głupia. Jeszcze chciała łagodzić to nieporozumienie, jeszcze chciała zabrać głos, jeszcze chciała ratować to spotkanie w myśl naiwnego romantyzmu. Więc gdy odwrócił się do niej plecami, postąpiła krok w jego stronę. Nawet podniosła rękę, jakby z oddali już wiedziała, że chce ją położyć na ramieniu Alexandra, jednak jego słowa... To, co powiedział potraktowała jako wyproszenie z gabinetu. Łagodnie mówiąc.
Dłoń jej opadła. A nogi same zmusiły ją do wycofania się, choć serce podpowiadało inaczej.
Alexander mógł usłyszeć, jak Faith przekręca klucz w drzwiach i je otwiera, a potem zamyka. Opuściła życie Pana Ministra Sprawiedliwości bez trzaskania drzwiami. Do drzwi wyjściowych szła miarowym krokiem. Powstrzymując się, by nie zacząć biec. Była zbyt dumna na ucieczkę.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 560
avatar
Megan Mclean
/ Początek

Znaleźli się pod ratuszem. Jako, że Hayden zawsze był gentlemanem w każdym calu to na pewno pomógł jej opuścić samochód i zaoferował swoje ramię by na nim wsparta mogła wkroczyć do urzędu.
Nie zmieniła swojego zdania. Nadala uważała to za zwykłą rejestrację ale była pewna, że po powrocie do domu zrobią to tak jak się należy. Teraz jednak byli tutaj i musieli się dostosował do zwyczajów panujących w tym mieście.
Nadal miała swoje wątpliwości. Nie dało się ich tak pozbyć. Osuwała od siebie wszystko co mogłoby zakłócić tę chwilę. To, że dłonie jej nieco drżały nic nie znaczyło. Uśmiechnęła się ciepło do Haydena.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 858
avatar
Alexander Willoughby
Nie odwrócił się, nie poruszył kiedy drzwi się zamknęły. Zacisnął mocniej palce na parapecie, jakby chciał się do niego przykleić i nie pobiec za Faith. Gdzieś tam w panu ministrze też były emocjonalne odruchy. Nieco egoistyczna chęć posiadania tej kobiety, która jednak nie kończyła się jedynie w łóżku. Chęć sprawienia by czuła szczęście, by się uśmiechała i spędzała z nim każdy dzień, to nie egoizm. To było głębsze uczucie, do którego Alexander nie chciał się odnosić.
A ty mnie nawet nie kochasz...
Nie potrafił powiedzieć nie, ale nie miał zamiaru też mówić tak. To nie leżało w jego naturze. Bycie romantycznym i kierowanie się emocjonalnym. Dlatego też stał w miejscu, wpatrując się w nieskazitelne niebo nad miastem.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 533
avatar
Faith Moncreiff
Nie obejrzała się za siebie. Alexander nie był człowiekiem, który się ugina. Raczej naginał wolę innych. Ceniła to w nim i wiedziała, że nawet jeśli się odwróci to nie zobaczy go za sobą na końcu korytarza. Przed samym wyjściem zwolniła. Odetchnęła. Wiedziala, że to koniec, ale i tak nie potrafiła wyrzucić z myśli propozycji Alexandra.
Wyszła z Ratusza.

ZT
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 324
avatar
Hayden Maclean
Pomagając wychodzić Megan z samochodu, ścisnął nieco mocniej jej dłoń, gdy poczuł, że drży. Ona też się denerwował, choć starał się tego nie okazywać. Siri wyczuwał napięcie i powagę chwili. Machał nerwowo ogonem, starając się jednak nie wchodzić nikomu w drogę. Hayden podał Megan ramię i oboje ruszyli do ratusza, do odpowiedniej sali.
Odchrząknął, przepuścił Megan w drzwiach, a po chwili stali już przed urzędnikiem. Siri klapnął na zadzie za nimi. Urzędnik wypowiedział standardową formułkę o budowaniu rodziny i trwałości miłości. Nadszedł czas na własne przysięgi. Hayden myślał, że ma wszystko obmyślone. Każdy szczegół. Każde słowo. A teraz, patrząc w ciemne oczy swojej narzeczonej, a lada moment już żony, nie wiedział kompletnie nic. Milczał przez dłuższą chwilę, co mogło być nieco niepokojące. W końcu jednak odetchnął. Ujął dłonie Megan, utonął w jej oczach, zapominając gdzie są. Liczyła się tylko ona.
- Nie wszystko zawsze układa się po naszej myśli. - zaczął nieco niepewnie. - Nie zawsze dostajemy to, czego chcemy lub to, na co zasługujemy. Ale niezależnie od tego, co będzie się działo, chcę być zawsze przy tobie. Chcę być ci wsparciem. Trzymać cię za dłoń, gdy będziesz tego potrzebować. - podniósł dłoń, położył ją na policzku kobiety. - Kocham cię, Megan. Twoje szczęście jest dla mnie najważniejsze. I będę o nie walczyć, nawet za cenę własnego. Przyjmij, proszę, moje ślubowanie miłości.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 560
avatar
Megan Mclean
Wszystko toczyło się lotem błyskawicy. Trochę było krzywienia się przy psie, bo jak to tak ale panna młoda musiała postawić na swoim. Siri był jej ulubieńcem i musiał być na tym ślubie. Zresztą miał taką uroczą muszę i wyglądał tak odświętnie. Musiał być.
W końcu przyszło do składania przysięgi. Stała tutaj przed Haydenem w ślicznej sukience z nieco bladymi policzkami i spoglądała swoimi ciemnymi oczami w stronę przyszłego męża. Skupiała się na nim i na jego słowach. Nie dopuszczała przeszłości do siebie liczyła się tylko teraźniejszość i słowa przysięgi.
Oczy jej zwilgotniały ze wzruszenia i musiała zamrugać powiekami by nie popłynęły po policzkach. Dłonie Haydena stanowiły kotwicę.
- Wierzę, że RA kieruje naszymi krokami. Niezbadane są jego zamysły i to co stawia na naszej drodze wiem jednak, że we wszystkim ma dój cel. Dlatego ty i ja stoimy tutaj dziś i choć być może wszystko wydaje się skomplikowane to w w naszych spojrzeniach widzę przyszłość, która spędzimy razem. Obiecuję otoczyć cię miłością i opieką. Sprawiać byś uśmiechał się o poranku i wiedział, że zawsze możesz na mnie liczyć, bez względu na wszytko, chcę byś był szczęśliwy u mojego boku i nigdy nie żałował podjętej decyzji. Obiecuję, że tak będzie. Kocham cie i wiem, że będziemy szczęśliwi.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 324
avatar
Hayden Maclean
To nie była najważniejsza miłość w ich życiu, pewnie mogli się pożegnać z namiętnością, Megan pewnie żałowała, że tak to wygląda. Ale jedno było pewne - ich przyjaźń i wzajemne oddanie było jak najbardziej prawdziwe. I choć Hayden popełniał błędy, to chciał być po stronie swojej żony. Niezależnie od wszystkiego. Był gotów zrobić dla tej kobiety naprawdę wiele. Cóż za ironia losu, że zorientowali się, że ich miłość nie jest tym, czego oboje oczekują, w momencie, gdy żadne z nich nie mogło się już odwrócić na pięcie i odejść.
Gdy Hayden był zagubiony w myślach, urzędnik wypowiedział standardową formułkę. Najpierw Megan miała wypowiedzieć sakramentalne "tak", a potem on. Gdy przyszła jego kolej, zapatrzył się w oczy małżonki. Czy się wahał? Przez sekundę. Ale tylko ze względu na szczęście Megan. Teraz jednak nie było żadnego odwrotu.
- Tak. - powiedział z uśmiechem i pewnością wgłosie.
A potem, nie czekając na słowa urzędnika, pochylił się i pocałował kobietę. Lekko, w kącik ust. Na poły z miłością, na poły z czystą przyjaźnią.
Powrót do góry Go down
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Ratusz
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 29 z 31Idź do strony : Previous  1 ... 16 ... 28, 29, 30, 31  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: STARE RPOZGRYWKI I WSZYSTKO :: Miasto :: Centrum-