IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Ratusz

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 17 ... 29, 30, 31
Admin
Liczba postów : 4129
avatar
Admin
First topic message reminder :


W budynku znajduje się wiele pomieszczeń biurowych. Każdy wydział zajmuje kilka gabinetów, w których siedzą urzędnicy załatwiający najdziwniejsze miejskie sprawy. Jak w każdym urzędzie, i tutaj na korytarzach ciągną się kolejki.
Na samej górze znajduje się biuro burmistrza.

Galeria sztuki
W lewym skrzydle Ratusza znajduje się niewielka galeria sztuki współczesnej. Zajmuje jedynie trzy piętra - od parteru do drugiego piętra. Na pierwszym i drugim poziomie są dwie dość duże sale, na trzecim - dwie kolejne, mniejsze.
W dwóch dużych salach można zobaczyć najlepsze dzieła współczesnych artystów. W średniej, na drugim piętrze, znajdują się obrazy i rzeźby twórców mniej znanych i debiutujących. W najmniejszej z sal organizowane są prelekcje i warsztaty, prowadzone przez najwybitniejszych przedstawicieli świata sztuki Neozigguratu.


Ostatnio zmieniony przez Admin dnia Sro Kwi 09, 2014 7:31 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Liczba postów : 39
avatar
Florence M. Stanton
/

Miranda Brown. Florence doskonale zapamiętała nazwisko kobiety, która podpisała się na urzędowym pisemku. Prychnięciem komentując wymagania jakie przed nią nałożyła, pani minister nie zamierzała latać po lekarzach i oceniać stanu psychicznego Lorrie i własnego. Zresztą najlepszy jedyny psychoanalityk zmarł, więc Flo nie miała do kogoś iść!
Skierowała się za to do pokoju w którym urzędowała pani Brown i zapukała, wchodząc do środka.
- Dzień dobry.
Uśmiechnęła się i rozejrzała czy aby pani Brown jest sama.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 2879
avatar
Mistrz Gry
Oczom Florence ukazało się obszerne aczkolwiek niezbyt przestronne pomieszczenie po którego ścianach poustawiane były regały zasypane tonami dokumentów oraz trzy biurka, wyraźnie zmęczone już egzystencją i ugięte pod ciężarem pootwieranych chaotycznie teczek. Wszechobecny bajzel dokumentacji był nie do przeoczenia. Jej wejście ucięło bardzo ożywioną lecz poufałą rozmowę dwóch urzędniczek: Mirandy Brown oraz jej wieloletniej koleżanki Mirindy Grey. Były jak papużki nierozłączki.
- Dzień dobry. - Odpowiedziały obie w raz, jak zaklęte do wspólnej mowy. Popatrzyły się po sobie i roześmiały się uroczo, choć bardziej do siebie niż do Florence. Miranda poprawiła okulary na swoim nosie, choć to Mirinda przejęła inicjatywę. - Z czym Pani przychodzi?
Najwyraźniej Florence nie została rozpoznana bo z wesołego trelu w głosie wypełzło typowe urzędnicze znudzenie. Miranda posłała Mirindzie spojrzenie typu: "Kolejna przyszła dupę zawracać, ile to można na dzień takich znosić?" i wyszła z pomieszczenia do sąsiedniego pokoju, najprawdopodobniej zająć się kawą, herbatką, ciastkiem bądź czymś innym równie pożytecznym dla społeczeństwa dzieci porzuconych i niechcianych.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 39
avatar
Florence M. Stanton
Niezrażona śmiechem, uśmiechała się z wyraźnym zadowoleniem. Z siebie? Z życia? Pozycji swej? Zamknęła drzwi i podeszła bliżej kobiet, pod pachą trzymając kopertówkę.
- Nazywam się Florence Stanton.. Pani Miranda Brown?
Zagadnęła, patrząc na Mirindę, ale zerkając także na wychodzącą Mirandę.
Mając nadzieję, że Mistrz Gry nie jest zbyt wielkim trollem ma do czynienia z poszukiwaną kobietę, spojrzała na stołeczek, gotowa usiąść, gdyby okazało się, że trafiła dobrze.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 2879
avatar
Mistrz Gry
Na nazwisko koleżanki Mirinda spojrzała w kierunku drzwi przejściowych do sąsiedniego pomieszczenia, z którego dobywały się dźwięki obstukiwanych o siebie filiżanek. Najpewniej kawa bo i zapach też już zaczynał docierać.
- Proszę poczekać.
Wesoły trel w głosie urzędniczki znikł już całkowicie i zastąpiło go skrzeczenie starych drzwi. Mirinda wstała i przeszła do pomieszczenia obok, zupełnie ignorując znane nazwisko Pani minister. Gdzieś tam w zakamarkach jej pamięci świtało, że już je gdzieś słyszała. Zajęta jednak myślami o zbliżającej się przerwie nie skojarzyła go z interesantką. Nie zamknęła za sobą drzwi.
- Och Mirando! Zrobiłaś mi kawę? Jesteś cudowna. A wiesz, poszukam tych ciasteczek z pudrem od Molly. Jason był wczoraj taki słodki wiesz, kupił mi nowego mechanicznego pieska i bukiet kwiatów z tej kwiaciarni w drugiej strefie. Wiesz o którą chodzi? - Miranda zapewne pokiwała głową i być może chciałaby coś powiedzieć ale jej usta zamknęła kolejna szybka kanonada słów Mirindy. - A tak w ogóle to zaraz mamy przerwę a tu nam przyszła jakaś baba, ma interes do Ciebie moja droga. Starton? Strapton? Coś takiego.
Miranda prychnęła.
- To nie mogłaś jej powiedzieć żeby poczekała na zewnątrz aż skończy się przerwa? - Odburknęła okularnica. - Przecież tu się pracuje cały czas, należy się nam przerwa Kochana. Masz zamiar się przepracować i przeciążyć kręgosłup? Nie wstawią Ci protezy!
I oto weszła Miranda do pokoju z trzema biurkami. Z uśmiechem na ustach ale chłodnym spojrzeniem.
- Rozumiem że Pani ma do mnie sprawę? - Zapytała, zupełnie nieświadoma tego że wszystko było słychać. - Ale widzi Pani jest taka sytuacja że jesteśmy teraz bardzo zajęte i za chwilę będziemy miały przerwę. Zawołamy Panią gdy przyjdzie pora. Proszę poczekać na korytarzu.
Jeśli Mirinda miała głos podobny do skrzypiących zawiasów, tak głos Mirandy był tarciem po styropianie.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 858
avatar
Alexander Willoughby
/początek

W innej części ratusza Willoughby rozmawiał z Hollandem. Przy papierosach w zadymionym gabinecie.
-... myślę, że dostanę do końca tygodnia odpowiedz od Blacka. Nie wątpię w to, że kopalnia będzie współpracować.
- Musimy potroić patrole. Strzelaniny w drugiej strefie... poczekajmy jeszcze pół roku, a kule polecą w kierunku ratusza.
- James, przecież do tego nie dopuścimy. - Alexander uśmiechnął się pewny siebie - Banda brudasów nie będzie przeszkodą. Puść papier do komendanta.
Pomyślał o Faith. Musiał mieć ją jak najszybciej przy sobie. Póki nikt nie zrobi jej krzywdy, zwłaszcza psy Silvera.
Wraz z Ministrem Obrony Alexander podpisał dokument wysyłając do Komendy Głównej w Drugiej Strefie koordynaty dotyczące patroli na ulicach.

Zt
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 39
avatar
Florence M. Stanton
Powiodła spojrzeniem za Mirindą, uśmiechnięta jakby przyszła do kobiet na kawę a nie w interesach. Oczekując pani Brown, rozejrzała się po teczkach, nie zazdroszcząc urzędniczkom pracy. Ale po to przyszła, by ich praca mogła stać się lżejsza i przyjemniejsza.
Jedna interesantka mniej, to kwadrans przerwy dłużej!
Gdy Miranda w końcu pojawiła się w pokoju, Florence obdarzyła ją promiennym uśmiechem.
- Ale rozumiem, dlatego zabiorę tylko dwie minutki.
Odpowiedziała, łapiąc za torebkę i otwierając ją, wyciągnęła kopertę. Podając ją, postawiła krok ku pani Brown.
- Dostałam od pani pismo, informujące o stawieniu się tutaj, by otrzymać zaświadczenie o adopcji mojej bratanicy. Mogłaby pani sprawdzić czy nic mi się nie pomyliło?
Uśmiech nie schodził z ust Florence, która w kopercie umieściła ładną, okrągłą sumkę trzystu kredytów.
- Widziała pani najnowszą kolekcję sukienek? W błękitach wyglądałaby pani niesamowicie!
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 2879
avatar
Mistrz Gry
Miranda spojrzała na Florence z wyrzutem na twarzy. Myślała teraz o Pani minister w nie najcieplejszych barwach gdyż ta zabierała jej cenny czas przerwy i to w dodatku w momencie w którym Mirinda znalazła ukochane ciasteczka Mirandy. Skandal. Wysłuchała jej jednak do końca i z niechęcią wzięła kopertę od Florence i zajrzała do środka. Zdążyła pomyśleć, że szybko ją spławi bo coś jej zaczęło świtać, że faktycznie pismo jakieś wysyłała. Gdy zobaczyła wnętrze koperty zamarła na bardzo krótką chwilkę i nabrała purpury na twarzy. Trzysta kredytów? Co u mechanicznego diabła się tu właśnie wyprawia?
Jej rozterki trwały bardzo krótko. Nie upłynęło nawet dziesięć sekund, gdzie na koniec wewnętrznej walki koperta z pismem i pieniędzmi zniknęła schowana pod materiałem bluzki.
- Och oczywiście, świetnie! Cała dokumentacja dostarczona na raz, wszystko uzupełnione, wnioski, zaświadczenia! To takie rzadkie!
No nie mogła kobiecina się pozbierać. Trzysta, kurna, kredytów. Trzy-sta. TRZY-STA. Takie adopcje Miranda mogłaby załatwiać codziennie w jeszcze szybszym tempie niż dwie minutki.
- Och widziałam! Naprawdę tak Pani uważa? Błękity? Zastanawiałam się nad różami od panny Pirce, może trochę pomarańczu? Podkreśliłyby moje brązowe oczy... Niech Pani sobie usiądzie, zostały nam tylko formalności w TEJ sytuacji.
Głos Mirandy stał się miękki jak jedwab i słodki jak lukier. Mirinda w pokoju obok wyjrzała zza rogu i otaksowała spojrzeniem całą sytuację. Śmierdziało jej solidną łapówką i nie była zadowolona z tego, że ona nic nie dostała. W końcu dobrze znała Mirandę i wiedziała że ta jest zbyt łasa na kasę i że się nie podzieli.
- Mirindo! Mamy jeszcze te ciasteczka, prawda? Może napije się Pani kawy lub herbaty? - Zwróciła się do Florence. - Taki piękny dzień na adopcję. - I bez pytania podeszła do drzwi wejściowych i zamknęła je na klucz. - Proszę sobie usiąść Pani... eee...? Starton?
Mirinda bez słowa zajęła się przygotowywaniem ciasteczek, które po niespełna minucie postawiła na blacie biurka w zasięgu dłoni Florence. Urzędniczka usiadła przy swoim biurku i jak harpia patrzyła się na to co będzie działo się dalej.
- A rozmowa z psychologiem już się odbyła?
Zapytała, łypiąc to na Florence to na Mirandę jak wiedźma gotowa rzucić urok na obie na raz.

Powrót do góry Go down
Liczba postów : 39
avatar
Florence M. Stanton
Florence zacisnęła usta, rozbawiona szokiem, wymalowanym na twarzy pani Brown. Och jak ona uwielbiała robić takie niespodzianki! Cud, malina, oglądać jak ktoś raduje się z prezentu!
Pani Minister nawet przez chwilę nie pomyślała, że gotówka mogłaby zostać odrzucona!
Na słowa Mirandy, uśmiechnęła się radośnie i kiwnęła głową.
- Pomarańcz? Zdecydowanie! Mężczyźni nie będą mogli oderwać od nich.. oczu!
Zaśmiała się, zajmując miejsce na krzesełku i podając nazwisko. POPRAWNE. Kładąc torebkę na kolanach, zerknęła na Mirindę, jakby wszystkie trzy były najlepszymi przyjaciółkami.
- Myślę, że mogłabym pomóc w umówienie się na dogodny termin w atelier. Panna Pirce w końcu taka zapracowana..!
Zagadując, czekała cierpliwie, chociaż oczekiwała szybkiego załatwienia sprawy. W końcu miejscówka przy biurku była droga. Żeby chociaż przy oknie! Słysząc o psychologu, zerknęła na Mirindę jeszcze raz. Uśmiechnęła się do niej słodko, chociaż w duchu przeklęła, że małpa nie wysępi od niej kolejnych pieniędzy!
- Pani Brown, otrzymała CAŁĄ dokumentację...
Spojrzała na Mirandę znacząco, chociaż z lekkim uśmiechem.
- Nie powinnam paniom zabierać cennej przerwy... siedzenie przy biurku wykańcza kręgosłup. Mam namiary na świetnego masażystę. A jaki przystojny..! - Uśmiechnęła się i puściła oczko Mirindzie.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 2879
avatar
Mistrz Gry
Za sumę trzystu kredytów urzędniczka byłaby w stanie pozwolić Florence na adopcję nawet samego nieziemsko uwodzicielskiego ministra sprawiedliwości, z którym de facto od czasu do czasu miała okazję mijać się po korytarzu. Cóż z niego był za mężczyzna! Miranda zawtórowała przyjemnym śmiechem Florence, choć uśmiech jej nieco przybladł gdy Mirinda wtrąciła swoje zazdrosne słowa. Niby starała się je zignorować ale czuła smrodek dogryzania unoszący się już w powietrzu.
- Pani Stanton będę niezmiernie wdzięczna za pomoc w umówieniu się z panną Pirce w atelier. Naprawdę, BARDZO.
I zabrała się do pracy. W końcu Pani minister ceniła sobie załatwienie sprawy w ciągu dwóch minutek. Wypisywała teraz jakieś papiery jeden po drugim, gdzie na pewno będą potrzebne podpisy petentki. Resztę dokumentacji sporządzi po jej wyjściu. Mirindzie coś zaświtało w przeciwieństwie do oślepionej pieniędzmi Mirandy. Nie odpuści tak łatwo, nazwisko Pani minister w gazetach z zarzutem o korupcję? Była ciekawa ile zarobiłaby na przekazaniu takiej informacji do gazet, wszystkich jakie były wydawane w tym mieście.
- Oj jestem całkowicie pewna Pani minister, że żadnego dokumenciku w tej teczce nie zabrakło. - Mirinda lekko zawahała się nad dalszą wypowiedzią. - Jestem pod wrażeniem Pani wpływów... Panna Pirce, świetny umięśniony masażysta... błyskawiczne załatwienie dokumentacji...
I puściła jej oczko, z taką jedynie różnicą że uśmiech był fałszywy. Miranda zatrzymała się w połowie dokumentu. Miała do czynienia z Panią minister i nie zorientowała się po nazwisku. Spłonęła czerwienią na całej twarzy ale nie odezwała się do Florence lecz do Mirindy.
- Bierz tego umięśnionego chłopa póki masz okazję i nie cuduj Miri. Do Panny Pirce możemy wybrać się przecież obie? - Zwróciła się z pytaniem do Florence. - Może ciasteczko? Cała procedura zajmie jeszcze tylko chwilkę.
Uśmiechnęła się słodko, na Mirindę łypiąc jak rekin na swój przyszły obiadek.
- A czytałaś Mira wczorajszą Kronikę?
Pytanie niby zadane przypadkiem.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 39
avatar
Florence M. Stanton
Uśmiechała się do Mirandy, ciesząc jej zaangażowaniem. W koncu jej praca była tak CENNA. Była pewna, że zaraz wyjdzie z odpowiednim zaświadczeniem, bo nie miała czasu załatwiać tych papierkowych spraw!
Czuła jednak, że z Mirindą pewne problemy mogą być, więc zamierzała przyjąć inną strategię.
- Oczywiście.
Odpowiedziała Mirandzie i odwróciła się do Mirindy z równie fałszywym uśmieszkiem. A niech wie, że Florence nie przyszła tu się zaprzyjaźniać.
- Oczywiście, pani Brown. No chyba, że coś się zmieni i nową koleżankę pani zabierze. Tak ciężko dziś o utrzymanie pracy... - Rzuciła luźną uwagą, patrząc na Mirindę.
Ignorując uwagę o ciasteczkach i Kronice, nie wyglądała na wystraszoną ewentualnym trafieniem tam.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 2879
avatar
Mistrz Gry
Miranda uwijała się z papierkową robotą jak mrówka, chciała za wszelką cenę "wypchnąć" Panią minister z biura zanim Mirinda wgryzie się w swój urzędniczy tryb bycia i przesra egzystencję im obu. W końcu wszystkie papiery stały na jej nazwisko a ona na wypadek wtopy nie chciała z własnych funduszy pokrywać łapówek dla psychologów. Łypnęła na Mirindę i stuknęła się w czoło, sygnalizując jej by się opanowała. Mirinda zaś jak messerschmitt wbijała swoje spojrzenie we Florence. Poczerwieniała na twarzy na słowa Stanton, wstała od biurka i jak po zmyciu przeszła do pokoju obok, zamykając za sobą drzwi. Miranda odetchnęła z głośnym sapnięciem, ze stresu lekko spociła się na plecach i po chwili podała Florence kilka dokumentów do podpisania.
- Pani minister proszę tylko o kilka podpisów swoich i... - urzędniczka zerknęła na wniosek - i Lorraine. O tutaj, tutaj i jeszcze tutaj.
Dyskretnie wyjęła kopertę spod bluzki i pieniądze wcisnęła sobie do kieszeni.
- To wszystko. W razie gdyby coś było jeszcze potrzebne...
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 39
avatar
Florence M. Stanton
Ledwo się powstrzymała aby nie wybuchnąć śmiechem na reakcję Mirindy. Ale pohamowała się, zachowując klasę i zwracając zadowolony uśmiech na panią Brown. Wyciągnęła pióro z torebki i nachyliła się nad biurkiem aby złożyć podpisy oraz zabrać odpowiedni dokument.
- Dziękuję za pomoc, pani Brown.
Podniosła się, gdy ostatnią kropkę postawiła. Wsunęła pióro do torebki i minęła krzeselko, szczęśliwa zakończoną papierkową robotą. Nawet nie zerkając na drzwi do drugiego pomieszczenia, skierowała się do wyjścia.
- Niech pani dba o siebie, pani Brown. Już wkrótce ktos sie z panią skontaktuje.
Przekreciła kluczyk w zamku i opuściła pomieszczenie z podniesioną glową.

zt
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 664
avatar
Odette Sinclair - Pirce
/ostatni weekend lipca

To wszystko było zorganizowane tak szybko! Vivien prawie dostała zawału jak Odette powiedziała jej o tym, że zostanie świadkową. Eleonora w trybie ekspresowym uszyła córce sukienkę. Zdobioną diamencikami górę i lejący się dół aż do samej ziemi. Całe szczęście, że jeszcze nie miała brzucha i nie trzeba było kombinować z ukrywaniem. 
Najbliższa rodzina zgromadziła się w ratuszu, Odette miała za chwile wejść, prowadzona przez ojca. Któremu nieco zmiękło serce, widząc córkę w białej sukni. Choć i tak nie podobał mu się ten szybki czas, w którym to się działo.
A Odette. Denerwowała się jak cholera.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1320
avatar
Fabian Sinclair
/ostatni weekend lipca

Choć czasu było naprawdę niewiele i wszystko było robione na wariackich papierach, udało się wszystko dopiąć. Mieszkanie S&S opustoszało. Wszystko było popakowane w pudłach, gotowe do przeniesienia, a sam Dave znalazł tymczasowe mieszkanie (przynajmniej tak powiedział Fabianowi) Skrzypek musiał się pogodzić z faktem, że opuszcza rodzinny dom i zakłada swoją rodzinę. Przyszło mu to dość łatwo, bo jak wspomniane było nie raz, ciężko było Sinclaira wytrącić z równowagi.
W tym podniosłym dniu nie mogli mu rzecz jasna towarzyszyć rodzice. Jednakże, u jego boku stał niezastąpiony Nathaniel, który pomógł mu bardzo w ostatnich dniach - i ze sprzedażą mieszkania, załatwianiem formalności jak i wyprawił mu wieczór kawalerski, na którym świetnie się bawili z przyjaciółmi. Rzecz jasna tylko Dave i Nate znali powód tak szybkiego ożenku skrzypka, reszta mogła co najwyżej snuć domysły.
Byli też rzecz jasna inni przyjacielei rodzina : pewnie Tosia (lub Aurora, w zależności, którą Rocheford zabrał) była Fanny i Henry, może i Konstancja, bo w końcu to rodzina, była Vivien i pewnie kilku innych.
Fabian Sinclair stał więc ze swoim świadkiem przy urzędniku i pewnie nawet cicho sobie dowcipkowali, bo przecież skrzypek nie byłby sobą, gdyby zachował stuprocentową powagę i czekali na pannę młodą.
Żeni się DZIŚ, ale jaja !
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 369
avatar
dr Nathaniel Rocheford
/

Nate był inteligentny i kawalerski wyprawił dwa dni wcześniej. Całe szczęście, bo nie był w stanie do szesnastej wyjść z łóżka. Nawet Howard przyszedł sprawdzić czy żyje i stuknął go dwa razy. Kiedy pościelowa tortilla co odmruknęła - dał koledze aspirynę i zostawił w spokoju. Dopiero późnym popołudniem zebrał się po garnitur i żeby poprosić Tosię o towarzyszenie. W końcu przyjaciółka Fabsa, wiec wypadało. 
- Tylko się nie pomyl... - mruknął. - "I że cię nie dopuszczę..." - parsknął krótkim śmiechem. No, ale trzeba zacząć być powoli poważnym, bo się zaczyna. O, właśnie zaczęła grać ta ślubna muzyczka.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 223
avatar
Vivien Morano
/

A Vivien nadal się zastanawiała, jak do tego modło dojść ! Jej piękna, elegancka Odette z jakimś...skrzypkiem zwykłym!
Nic jednak nie mówiła, w duchu zazdroszcząc koleżance zamążpójścia i wspierając ją tak jak się dało.
Posłała zaciekawione spojrzenie Nathanielowi. Całkiem, całkiem...jego nie mogła sobie wybrać? Lekarz chociaż !
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 664
avatar
Odette Sinclair - Pirce
Ręce jej się trzęsły, wielka maszyno, stoi w białej sukni i zaraz weźmie ślub! Chociaż było skromnie to jednak była zadowolona. Chciała od dziecka wyglądać na swoim ślubie jak księżniczka - to i wyglądała. 
Chwyciła ojca pod rękę. Walc weselny cicho rozbrzmiał i w towarzystwie Vivien - weszli do sali. Widząc Fabiana uśmiechnęła się do niego szeroko, z błyszczącymi oczami. W końcu stanęła obok niego, czując, że jej zaraz serce się wyrwie z piersi.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1320
avatar
Fabian Sinclair
On za to o ślubie nigdy nie myślał, ale życie jest pełne niespodzianek!
Na widok swojej przyszłej małżonki, aż westchnął i uśmiechnął się promiennie. No wyglądała szałowo ! Nate pewnie mu zazdrościł! Kto by mu teraz nie zazdrościł, ha ?!
Odette stanęła u jego boku, chwycili się za dłonie i z pewnością, w tej chwili nie było bardziej szczęśliwej parki w Zigguracie. Eleonora mogła w tej chwili przyklasnąć sobie, że nie wymusiła na córce małżeństwa z takim Schneidrem.
Urzędnik głosem spokojnym i pewnie trochę znudzonym, bo był to kolejny ślub tego dnia, wygłosił formułkę, zaś Fabian i Odette wygłosili standardowe przysięgi.
- Świadom praw i obowiązków wynikających z założenia rodziny, uroczyście oświadczam, że wstępuję w związek małżeński z Odette i przyrzekam, że uczynię wszystko, aby nasze małżeństwo było zgodne, szczęśliwe i trwałe.
I taki w końcu miał zamiar ! Być najlepszym mężem i najfajniejszym tatą w całym Zigguracie!
Przysięga złożona, obrączki wymienione, małżeński buziaczek też, oklaski, kurtyna!
Razem z zaproszonymi gośćmi, udali się razem do apartamentu państwa Pirce, gdzie czekał wyborny obiad. Salon i bawialnia jeszcze długie godziny rozbrzmiewały rozmowami, wybuchami śmiechu i wesołymi anegdotkami. Zabawa przedłużyła się do późnych godzin nocnych.
Państwo Sinclair zaczęli swoje wspólne życie.


/zt
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 2879
avatar
Mistrz Gry
Baldwin Skinner siedział przy biurku w swoim gabinecie. Odwrócony od blatu spoglądał w duże okno, z którego rozpościerał się widok na miasto. Z tego punktu widział nawet bramę prowadzącą poza mury, na pustynię. Lubił się temu wszystkiemu przyglądać. Ozdobne ściany wieżowców mieszkalnych, dachy niższych budynków, zawiłe uliczki... niektóre budynki to były prawdziwe cudeńka architektury. Widok psuła jednak gnijąca w oddali Trzecia Strefa. Szara, ponura, nadająca się jedynie do zburzenia.
W drzwi gabinetu ktoś zapukał.
- Wejść - rzucił niedbale Skinner, powoli odwracając się w fotelu. Podniósł spojrzenie na wchodzącego do pomieszczenia wysokiego, jasnowłosego mężczyznę. Gdzieniegdzie dopatrzeć się było można u niego siwych kosmyków. Koszulę munduru miał starannie wyprasowaną, guziki dbale pozapinane. Generalny Inspektor Flynn lubił wyglądać porządnie bez względu na okoliczności.
- Panie burmistrzu - skinął głową i usiadł w fotelu naprzeciwko, kiedy Skinner gestem dłoni go zaprosił.
- Sprawy przybierają nieciekawy obrót. Morderstwo trójki policjantów, zniknięcie kyarra... - otworzył szufladę i wyciągnął z niej pudełko na cygara. Pamiątka rodzinna, kupił ją jeszcze jego pradziad, służyła Skinnerom do dziś. Podsunął pudełko Flynnowi, który chętnie się poczęstował:
- Teraz już oficjalnie mówić można, że sprawa jest osobista. Zawsze tak jest, kiedy giną nasi. To oczywiste, że Morningstar nie zrobił tego sam.
- Cóż tu począć, panie Flynn? Konsekwencje są przecież jasne - uśmiechnął się burmistrz, zagryzając w zębach tlące się już od kilku chwil cygaro. Dym rozpływał się po gabinecie jak mgła. Kot siedzący na parapecie zmarszczył zdegustowany nos.
- Odpowiedzialność zbiorowa- skinął głową Generalny Inspektor. Dobrze wiedział, że taka zapadnie decyzja. Błąd, który popełnił Whinery był taki, że nie zdusił wszystkiego w zarodku. Zanim się obejrzał, Rewolucja urosła w siłę, która zmiotła go ze stołka. Ba, on sam, Richard Flyyn był jednym z tych, którzy się do tego przyczynili.
- Z kontrrewolucją się nie rozmawia. Do kontrrewolucji się strzela, Dick. Wieczorem dostaniesz wskazówki.
Zdegustowany kot machnął zdegustowanie ogonem.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 3941
avatar
dr Joshua Grant
<- Komisariat policji

Grant uzbrojony we wszystkie wymagane dokumenty, zjawił się w ratuszu. Wyłożył akt urodzenia dziecka, który wziął ze szpitala, protokół policyjny, w którym było również potwierdzenie jego ojcostwa. I zapewne ku zdziwieniu urzędniczek, poinformował, że chce załatwić związane z tym formalności.
Oczywiście zdawał sobie sprawę, że to się rozejdzie lotem błyskawicy, ale prawdę mówiąc miał to gdzieś. Odzyskał córkę i tylko to się dla niego liczyło.
Urzędniczka z którą załatwiał sprawę, oczywiście dostała bonus, co by szybciej to wszystko wypełniała i załatwiała, spieszyło mu się. Musiał jeszcze załatwić nianię do dziecka i znaleźć Isę, bo ta postanowiła zaś nie wracać do domu. Bądź co bądź, martwił się o nią.
- Zostajemy przy starym imieniu ? - zapytała kobieta, bogatsza w 300 K i zadowolona z dzisiejszego dnia
- Nie, chciałbym je zmienić. - odkąd Audrey wylądowała w jego rękach, zdecydował, że zerwie wszelkie możliwe powiązania z Wiktorią i z Beowulfem. Najwyższy czas iść przed siebie. - Amilia Melody Grant.
Podpisy zostały złożone i Audrey Beowulf przestała oficjalnie istnieć. Za to Mia Grant spała smacznie w łóżeczku, tuląc do siebie wielgachnego misia.

/zt
Powrót do góry Go down
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Ratusz
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 31 z 31Idź do strony : Previous  1 ... 17 ... 29, 30, 31

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: STARE RPOZGRYWKI I WSZYSTKO :: Miasto :: Centrum-