IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Uczelnia Miasta oraz biblioteka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 10 ... 17, 18, 19, 20  Next
Admin
Liczba postów : 4129
avatar
Admin
First topic message reminder :


W lewym skrzydle od parteru aż po szóste piętro są niemal wyłącznie sale wykładowe - od wielkich auli na parterze, po niewielkie, mogące pomieścić zaledwie kilku studentów salki na ostatniej kondygnacji. W prawym skrzydle cały parter zajmuje potężna biblioteka uniwersytecka, która część swoich zbiorów przechowuje w mieszczących się w piwnicach magazynach. Nad biblioteką znajdują się pracowanie chemiczne, biologiczne, mechaniczne i fizyczne przy gabinetach opiekujących się nimi wykładowców, w których również odbywają się zajęcia.
Pod ziemią, oprócz magazynów bibliotecznych, na czterech poziomach piwnic są rozległe laboratoria oraz przynależne do nich składziki, dostępne wyłącznie pracownikom naukowym i upoważnionym przez nich studentom.
Przed budynkiem rozciągają się błonia, na których botanicy próbują hodować modyfikowane w laboratoriach rośliny. Wypuszczanie żywych zwierząt na błonia jest zabronione. Także pod okiem profesorów zoologii.

Za gmachem Uczelni znajdują się akademiki. Studenci mają do dyspozycji niewielkie, jednoosobowe pokoje z małą kuchnią węglową i łazienki na korytarzu - po jednej na piętro.
Kawałek dalej znajduje się Dom Asystenta. Doktoranci mają do dyspozycji większe i lepiej wyposażone pokoje osobowe niż studenci w akademikach. Pokoje są w układzie studyjny, to znaczy, że z holu wchodzi się do małego korytarzyka, w którym znajduje się kuchnia i wejście do łazienki oraz drzwi do dwóch pokojów. Ze względu na niewielką liczbę chętnych, Dom Asystenta jest koedukacyjny, ale razem (w jednym pokoju) mogą mieszkać tylko małżeństwa.


Ostatnio zmieniony przez Admin dnia Pon Lis 17, 2014 7:28 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Liczba postów : 110
avatar
Byron Schneider
- Znam. Jest raczej z wieku twojego brata. Pewnie myśli już o tym, ażeby się ustatkować. – uśmiechnął się pod nosem. No jasne, wyłapał w tłumie piękną Aurorę. Ciekawe czy wiedział o tym, że dama, którą się zainteresował, oddała serce innemu uczniakowi?
- Doktor stomatologii, z tego co mi wiadomo, ale nie zdążyłem się przekonać na własnym uzębieniu. – sprzedawał dziewczynie informacje. Niewiele więcej o nim wiedział, jednak znał Rocheforda. Jako-tako. Wyższa klasa średnia to jednak nie to co ona, czy on, siedzący przy tym stole.
- Nie, jeszcze nie. – skrzywił się. – Prawie. Jeszcze tylko ostatnie poprawki i testy. – powiedział przesuwając rękę na kark, który podrapał może dwa razy.
- A ty co tu robisz? – zapytał zerkając na Aurorę zaciekawiony.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 347
avatar
Aurora Osel
- Ustatkować?- wydęła lekko kształtne usteczka.-To takie nudne.- a po sekundzie dodała- Powiedz to Gertowi.- roześmiała się cicho wiedząc, że brat z nikim się nie spotyka chyba, że robi to wyjątkowo dyskretnie. Musi przy najbliższej okazji przekopać się przez jego rzeczy i sprawdzić czy sytuacja się nie zmieniła bo chyba ta aktorka jednak się na niego wypięła.
- Tak testy i egzaminy.- Aurorka lekko się skrzywiła na samą myśl o tym, że chyba zamiast czytać kolejną powieść ulubionej autorki będzie musiała nieco uwagi poświęcić temu nieprzyjemnemu tematowi.
- Skończyłam zajęcia i pan stomatolog na mnie wpadł. W ramach przeprosin zaprosił na kawę więc w sumie się zgodziłam. Chyba jednak nie był zbyt zainteresowany moim towarzystwem bo pod byle pretekstem się oddalił.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 110
avatar
Byron Schneider
Mógł wzruszyć ramionami i powiedzieć, że szczerze się na tym nie zna, bo jest za młody, ale po prostu sprawę z uśmiechem przemilczał. Wiadomo, ludzie z drugiej strefy chętnie wiązali się z tymi o bardziej zasobnych portfelach i kontaktach. Bez niepotrzebnych spekulacji, na których wcale się długo nie skupiał, mógł śmiało powiedzieć, że stomatolog, kogoś urodzonego z nazwiskiem Osel, mógłby tylko ciągnąć w dół. Standardowa praca, standardowe życie standardowego człowieka. Uśmiechnął się gdy wspomniała o Gertrudzie. To zupełnie inna sprawa.
- Grzeczne i niegrzeczne zarazem. – zamyślił się. Przypomniała mu się jedna sprawa. Podniósł czujny wzrok na swoją koleżankę. – Co myślisz o sztuce nowoczesnej z wykorzystaniem mechaniki? – zapytał pamiętając jak krótkowzroczna była Antonia.

Powrót do góry Go down
Liczba postów : 347
avatar
Aurora Osel
- Uhm. – przygryzła lekko wargę, bo to kolejny raz ktoś ją poznawał a po chwili uciekał. Pewnie wytrzymywali ile musieli by nie urazić panienki Osel a potem wracali do swoich spraw. Takich lepiej było wyrzucać szybciutko z myśli, tak jak tego , jak mu tam od listów, który pewnie usiłował teraz złapać na swój lep inną pannę z dobre i bogatego domu.
- W takim wypadku jak zadzwoni powinnam go chyba unikać.- roześmiała się i spokojnie kończyła swoją kawę.
Zmarszczyła kształtny nosek słysząc pytanie Byrona. A co on się tak nagle zainteresował sztuką. Aurora zamyśliła się na chwilę.
- Sądzę, że mam spory potencjał. Oczywiście mówiąc o nurcie artystycznym i nie odnosząc się do ideologicznego. Jeżeli angażuje emocjonalnie swojego odbiorcę, zresztą zazwyczaj bazuje na bardziej dosadnych środkach co wywołuje większą dyskusję na jej temat. I w sumie daje możliwość pokazania tego samego, nazwijmy to starym w nowatorski świeży sposób.- lekko przechyliła głowę spoglądając na Schneidera.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 780
avatar
Romesey Hannon
/

Z teczką pełną notatek, Romek pojawił się na terenie uczelni, zamierzając spotkać z badaczem, z którym nawiązał pewnego rodzaju współpracę. I chociaż był to zaledwie początek ich wspólnych badań, to jednak nowy cel przyświecający obojgu, rozpalał do dalszej pracy.
Hannon jeszcze mniej czasu poświęcał na zycie towarzyskie, spędzając czas na opisywaniu zagadnień, związanych ze swym pająkiem.
Wiedział, że powinien ruszyć na pustynię po kolejne osobniki. Biubui, którego miał, nie będzie żył wiecznie. Dlatego student musiał także skierować się do pokoju dyrekcji uczelni. Teraz powinna ona chętniej zgodzić się na sfinansowanie wyprawy i wydać zezwolenie na nią. Może naukowiec wesprze jego motywy? Romek stanął przed salą w której zwykle badacz przebywał i zapukał, wchodząc do środka po zaproszeniu.
- Dzień dobry. Jak tam praca? - usmiechnal sie, zdejmujac kapelusz.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 110
avatar
Byron Schneider
- Nie odbieraj tego źle. - uśmiechnął się. Nie chciał jej sugerować, że ten Rocheford to kawał cwaniaka, których należy unikać. Okazywało się, że Schneider był tak samo zepsuty jak reszta eliciarskiej dzieciarni. Może sprawiał pozory dobrego i złego, w odpowiednim towarzystwie?
Zasłuchał się w odpowiedź Aurory. Była jedną z niewielu osób, które mogły dać mu prawidłową i fachową odpowiedź, w końcu studiowała na podobnym temu zagadnieniu kierunku. Musiała mieć wobec niego swoje zainteresowania.
- Pytam, bo... kojarzysz najstarszą córkę Bertramów? Za grosz nie miała szacunku do tego tematu. Może wolałaby patrzeć wciąż na odchodzące nurty... - powiedział, z niejakim oburzeniem.

JAKO MG DLA ROMKA
Badasz, mężczyzna w średnim wieku, o którym była mowa, kiwał się właśnie na stołku przyglądając się jakiemuś okazowi zamkniętemu w szklanej pułapce małego obserwatorium. W środku rosła roślinka. Doktor przechylił głowę w stronę drzwi prosząc do siebie przybysza. Odłożył to co miał w dłoniach na biurko zasłane papierami.
- Praca? - machnął ręką wskazując na blat. - Jestem w zastępstwie za innego mojego kolegę i proszę, oto jak mi praca idzie. Paręnaście referatów do przeczytania... - zaśmiał się gardłowo, co spowodowało rychły kaszel.
- W czym mogę pomóc, kolego? - zapytał wprost używając podobnego gestu, ażeby go zaprosić do zajęcia jednego z miejsc.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 780
avatar
Romesey Hannon
Romek zamknął za sobą drzwi, ledwo powstrzymując ucieczkę teczek z pod ramienia ręki, którą trzymał też kapelusz. Szybko drugą ręką złapał za plik papierów i podchodząc do badacza, odłożył je na stolik.
Zerknął na roślinkę, chociaż to nie ona go interesowała.
- Wie pan, myślałam o Buibuiu, naszej pracy.. zacząłem się obawiać, że na tym jednym osobniku jeszcze długo nie popracujemy... Czy był pan na pustyni?
O, może skusi starszego kolegę do wspólnej wyprawy?! Próbując sobie przypomnieć nazwisko myśliwego z którym swego czasu miał wyruszać, zastanawiał się też, czy ma gdzieś w notesie zapisany adres albo numer doktora Crowa.
Romek tak bardzo ładnie utrzymywał relacje z ludźmi! Gdzieś one się traciły, gdy ten wolał ślęczeć nad książkami.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 347
avatar
Aurora Osel
- Czyli co mam się jednak zgodzić? - zapytała z szelmowskim uśmiechem lekko dręcząc Byrona by w końcu coś konkretnego o dentyście odpowiedział. - Zresztą Romesay nie byłby zbyt zadowolony gdybym wychodziła gdzieś z kimś innym. Chyba, że w ramach nauczki bo haniebnie mnie zaniedbuje. Nic tylko ten pająk i pająk.- wzniosła oczy ku niebu wyraźnie dając do zrozumienia co o tym myśli.
- Ummm chyba wiem o którą chodzi? - lekko przechyliła główkę cóż tak Bertramówna zaplątała myśli Byrona.- Wiesz nie wszyscy potrafią spojrzeć w przyszłość dostrzec szansę w nowym ....być może woli nurzać się w starociach.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 110
avatar
Byron Schneider
- Wolę być obiektywny. - powiedział nie przerywając śmiałego kontaktu wzrokowego, który utrzymywał jakby naturalnie. - Obiektywizm z kolei nie zawsze mi wychodzi. - dodał skupiając uwagę na jakimś przechodniu, zupełnie naturalnie. Pochylił się do przodu i ułożył łokcie zaplątane miedzy sobą na przedramionach.
Nie mógł być przekonany tak bardzo jak autorka, że zamiast nurzać się w starociach, Antonia wolała raczej kiedy to starocie nurzały się w niej, w ten specyficzny dla siebie sposób.
- Tak czy siak... podejrzewam, że szykuje się dobry spektakl, właśnie w tej tematyce. - powiedział, a był przecież synem właściciela teatru. Powinien takie rzeczy wiedzieć.
- Przepraszam, proszę pana, zgubił pan książkę. - odezwał się jakiś głos niedaleko nich. Byron, zbity z pantałyku spojrzał ze zdziwieniem na robota, który pojawił się w akompaniamencie charakterystycznych dźwięków przesuwających się zębatek.
- Och... mogłem faktycznie... przeoczyć. - podrapał się po głowie i przejął lekturę z metalowych szczypiec przypominających człowiecze dłonie. - Dziękuję. - kiwnął głową. Zabudowany w specjalny uniform robot odjechał wracając do swoich obowiązków.
- Musiałem po drodze do ciebie upuścić. - pokręcił głową. Te maszyny były coraz mądrzejsze. Schneider mógł być tylko dumny, że będzie kiedyś częścią tego świata, który ideę innowacyjności wprowadzi na kolejne poziomy doświadczania.
- Będę się już zbierał, mam sporo nauki... ale dziękuję za chwilę rozmowy. - powiedział uśmiechając się uprzejmie. - Do zobaczenia. - kiwnął jej głową i zbierając się ze wszystkim co przyniósł, odszedł nie zajmując Aurorze więcej czasu.

ZT (już Cię nie stopuję!)
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 2879
avatar
Mistrz Gry
- Hm... więc to cię niepokoi. - powiedział gładząc gładką i tak brodę. Golił się chyba dzisiaj rano, wychodząc do pracy pachnący. Jak na nauczyciela porządnej uczelni przystało. Bywało przecież tak, że nie mył się tydzień, bo nad czymś pracował!
- Nie byłem. - przyznał, ale nie tłumaczył czemu dokładnie. - Chciałbyś zatem pozyskać więcej informacji w miejscu, gdzie został odkryty. I być może znaleźć podobnych okazów więcej niż tylko ta jednostka? - pytał.
- To jest jakaś myśl. - powiedział.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 780
avatar
Romesey Hannon
- Ta, tak.
Pokiwał głową żarliwie, wpatrując się w badacza z nadzieją. Ciekaw był czy ten chętnie wybrałby się na pustynię i nie specjalizując się w podtekstach, aluzjach, prosto z mostu chciał przedstawić swe myśli.
- Próbowałem pozyskać środki u dyrekcji, niestety mi odmówiono. Planowałem też nieoficjalną wyprawę, ale to też spełzło na niczym. Może jednak teraz, gdy odkrył pan zastosowanie jadu pająka... uczelnia by zechciała wysłać ekspedycję? Nie mogę prosić o to sam.
Poczochrał swe włosy, które od dawna nie doczekały się podcięcia i spojrzał na mężczyznę z niecierpliwością.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 2879
avatar
Mistrz Gry
- Szczerze powiedziawszy po tym co się wydarzyło na pustyni, uczelnia niechętna jest podpisywać się pod projektami tego typu przed samą wyprawą. Co innego po. - powiedział z pobłażliwym uśmiechem. Obaj wiedzieli o co chodzi. O reputację w mieście. Nie była to jedyna jednostka edukacyjna w Zigguracie. Przypomnijmy, że miasto to ogromna metropolia, a rozgrywka ma miejsce tylko na jej kawałku.
- Nieoficjalna wyprawa byłaby najlepszym pomysłem. Niemal pewne, mówię panu, niemal pewne, że takie coś się panu zwróci po udanej wyprawie nieoficjalnej. - kontynuował.
- Niemniej jednak, popytam. Przewija się pański temat w rozmowach. Nie jest to więc taka błaha sprawa. - kiwnął głową z uśmiechem.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 780
avatar
Romesey Hannon
Pokiwal głową, rozumiejac o co chodzi.  Zawsze tylko o pieniądze i sławę. Nikt nie chciał dawać, tylko brać. Mysl ta jednak nie pocieszala studenta, ktoey chciał coś osiągnąć.  Dla miasta. Swej uczelni.
- A jak badania nad jadem?
Chemia nie była jego bajką. Całą nadzieję pokładal w naukowcu. Hannon musiał zadbać o wyprawę.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 2879
avatar
Mistrz Gry
- Szczegółowe wyniki dostanę jeszcze w tym tygodniu. - powiedział z uśmiechniętą michą. Potrzeba było jeszcze przetestować ów jad, ale ku temu nie było żadnych przeszkód.
- Zastanawiam się czy osobniki żyjące w różnych częściach pustyni, zakładając, że takie się znajdą, posiadają inne specyfikacje tego jadu. - mówił. - Ale o tym zawyrokuje wyprawa. - powiedział kiwając głową.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 780
avatar
Romesey Hannon
Słysząc jak niedługo trzeba będzie czekać na wyniki, Romek również uśmiechnął się szeroko. Gdy Buibui go odnalazł, nie sądził, że te nieporozne stworzenie, będzie początkiem czegoś wielkiego.
- Kto wie co jeszcze pustynia w sobie kryje. Jestem pewien, że się nie zawiedziemy.
Odpowiedział z pewnością siebie i stwierdził, że czas na niego. Może postara się skontaktować z doktorem Crow? Pożegnał się z naukowcem i wyszedł, życząc miłego dnia i prosząc o informację o wynikach.

zt
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1320
avatar
Fabian Sinclair
<- Park

- O, tu jest aula wykładowa, tutaj mieliśmy wykłady z historii muzyki, baaaardzo męczący przedmiot... O a tu są salki, w których mamy ćwiczenia ! - wskazywał na różne miejsca związane ściśle z jego życiem i edukacją. - Tam są akademiki, tam biblioteka, tam laboratoria, a taaaaam...profesor McDonald, któryyyyy mnie do siebie woła, daj mi trzy minutki... - odjechał wózkiem w cień, by Emily sobie tam odsapnęła i czmychnął do surowo wyglądającego profesora. Nie miała jednak zbyt długo czasu na obserwowanie tętniącego życiem uniwerku, bo Sinclair dość szybko wrócił.
-No...na czym to ja...oo tam są błonia, tam botanicy modyfikują rośliny, kiedyś sobie podpatrzyłem, całkiem ciekawe. A tuuu...jest miejsce do, którego zmierzamy!
Wjechał do działającego na terenie uczelni sklepu muzycznego. Było tam zdecydowanie chłodniej i...głośniej. Sporo uczniów wydziału muzyki, przed egzaminami uzupełniało asortyment, więc nikt nawet nie zanotował pojawienia się pani z elity.
- Bry, Francis ! - powitał się pogodnie z podstarzałym, wąsatym sprzedawcą. Mężczyzna założył okulary na nos i uśmiechnął się na widok skrzypka.
- Kopę lat, Fabian. Tak właśnie myślałem, że powinieneś się niedługo u mnie zjawić....Kalafonia? Struny? Od tej twojej wariackiej gry, pękają jak szalone - zaczął grzebać w półkach.
- Nie tym razem. Potrzebuję skrzypiec dziecięcych - rzekł dziarsko, zakładając dłonie za głowę.
- Dziecięce ? Po co c... - tu urwał, bo jego wzrok padł w końcu na Emily, na wózku, której zwyczajnie nie zauważył, bo stał za ladą, a ona siedziała na wózku. - OŻESZTYJATAKB... - i znów nie dokończył bo Fabian zatkał mu usta dłonią.
- Francis. Wyluzuj, nie rób afery i pokaż najlepsze co masz dla dziecka trzy lata, tak - uśmiechnął się do sprzedawcy.
Staruszek nieco strwożony obecnością kogoś tak wpływowego w jego zagraconym instrumentami sklepie, uwijał się jak ta pracowita mróweczka
- Muszę cię koniecznie brać, jak będę uzupełniać struny, przy mnie nigdy się tak nie spieszy - mruknął rozbawiony do Emily.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 3578
avatar
Emily Black
Słuchała go z uwagą, bo mimo, że tu bywała to raczej nie z oprowadzaniem. A tutaj jej przewodnik opowiadał i gęba mu się nie zamykała.
- Dzień dobry - przywitała się ze spanikowanym sprzedawcą i uśmiechnęła w ten swoj spokojny, pewny siebie sposób.
- Niech się pan nie przejmuje - uspokoiła go, obserwując jak się krząta. Zaraz sobie coś popsuje.
- Nie lubię tego - mruknęła do Fabiana, żeby nikt nie słyszał.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1320
avatar
Fabian Sinclair
- Na dłuższą metę to musi być męczące, fakt - zgodził się i czekał aż Francis przyniesie co tam ma. - Pewnie mało osób zachowuje się przy Tobie naturalnie, co?
Emily miała to szczęście (czy nieszczęście) , że Sinclair był przy niej naturalny, nic nie ukrywając.
- Mam na stanie te trzy modele - wysapał zestresowany sprzedawca - O-od lewej n-najtańsze, za to ostatnie mają najczystszą barwę.
Fabian po kolei chwytał każde z nich, ważył w dłoni, szarpał za struny, pukał w pudło. Zagrał na każdym egzemplarzu kilka linijek
- Te pierwsze odpadają, dźwięk jest jakiś płaski... - zwrócił się do Emily - Te ostatnie piękna barwa, ale cena jest dość kosmiczna - udawał że nie widzi jak Francis go morduje wzrokiem - Myślę, że te będą w sam raz na start - wskazał na środkowe - Barwa miła dla ucha i cena rozsądna
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 3578
avatar
Emily Black
Skinęła głową.
- Nawet nie wiesz jak mało - a przy kim właściwie ona zachowywała się normalnie? Kilka osób. Nawet nie przy wlasnej matce. Nawet nie przy dzieciach.
Emily pozwoliła Fabianowi wybierać, testować i sprawdzać.
- Nie wolałbyś tych droższych? - cena nie była dla niej problemem właściwie - Ale jeśli uważasz, że te są odpowiednie..
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1320
avatar
Fabian Sinclair
- No jasne, że te ostatnie są najlepsze. Jakość ma swoją cenę. Nie wiemy jednak czy Jolene będzie chciała na nich grać. Nie szkoda ci?
W sumie głupie pytanie. Za jego czynsz Emily to sobie waciki kupowała. Musi wybłagać podwyżkę! Ten motor żarł mnóstwo węgla, nie było go ewidentnie na to stać...
- No wiesz, Sinclair... Sam masz zdaje się Theodoriusy, a tu Pani zalujesz.... - żąchnąl się sprzedawca
- Ej, to pamiątka po tatku , do czterdziechy bym na nie nie uzbierał i nie zmieniaj tematu. - tu wziął oba modele i przykucnął przy Emily - To który? - pokazał jej małe skrzypeczki
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 3578
avatar
Emily Black
Spojrzała na obie pary skrzypiec, potem na Fabiana. Westchnęła.
- Zdam się na ciebie. Może faktycznie dostanie lepsze, jeśli jej sie to spodoba. Będę mogła jej zrobić z tego prezent - postanowiła i uśmiechnęła się do Sinclaira.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1320
avatar
Fabian Sinclair
Musimy mówić, że uśmiech Emily dla niego miał siłę broni laserowej? Aż dech mu zaparło, czując jakby dostał przed chwilą w sam środek twarzy.
- Jasne, co zechcesz - wstał z nieco nieprzytomnym uśmiechem i oddał oba instrumenty Francisowi. - Te środkowe.
- 100 kredytów. - odparł sprzedawca.
Jeszcze chwilę rozmawiali, skrzypce zostały opłacone, zapakowane a w prezencie Emily dostała zestaw dodatkowych strun, najpewniej z nadzieją, że będzie to dobry, stały klient.
- A dla mnie też struny. Sesja za pasem - sięgnął po swoje drobniaki.
W końcu mogli wyjechać na dziedziniec i odetchnąć od specyficznego zapachu sklepu.
- Uwielbiam ten zapach! Nowych instrumentów, strun, kalafoni, to jest to! - uśmiechnął się szeroko - Przyniosę te skrzypce jutro na lekcje, musze je nastroic i zakonserwować. A ty nastaw Jolene psychicznie - parsknął śmiechem.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 3578
avatar
Emily Black
Widziała te jego maślane oczy i nie podobało jej się to ani trochę. Nie wiedziała już co z tym zrobić.
Wyciagnęła z torebki odpowiednią ilość pieniędzy i przekazała sprzedawcy.
- Dziękuję, do zobaczenia - rzucila do Francisa zanim stamtąd wyjechali.
- Będę musiala z nią porozmawiać - przyznała mu rację. - Oliver chce, by Chris ćwiczył boks albo szermierkę.. - westchnęła.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1320
avatar
Fabian Sinclair
All you need is loooove, tamtararam.
Fabian wybuchnął śmiechem.
- No jasne, każdy ojciec chce, by jego syn ćwiczył sporty. No chyba, że jest artystą jak mój, to woli by był kolejnym artystą. Gorzej jak Chris poczuje ciągotkę do muzyki, albo tańca, albo aktorstwa, albo czegokolwiek niezwiązanego z męskimi sportami. - i tak bywało!
To by było zabawne. Chris by chciał grać na ten przykład na pianinie, a Jolene ćwiczyć szermierke. Pan Black, by chyba spadł ze swojego wysokiego krzesła !
- To...słuchaj, przepraszam, że nie mogę spędzić z Tobą więcej czasu...ale muszę niedługo iść na zajęcia a potem do pracy...Może ci zamówie taksówkę, co ?
Naprawdę wolałby spędzić ten czasz nią, wiedziała to!
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 3578
avatar
Emily Black
- Umówiliśmy się, że Jolene weźmie lekcje szermierki czy tam boksu, kilka, a Chris kilka lekcji gry na skrzypcach. Przygotuj się. Chciałam, żeby obydwoje poznali to, co robi tne drugi i nie nabijali sie z siebie, że coś jest za łatwe i tak dalej.. A wspólnie będą ćwiczyć taniec - wyjaśniła swoją małą umowę z Olkiem.
- Fabian.. i tak zajęłam ci za duzo czasu. Chciałeś się dzisiaj uczyć, a zamiast tego wozisz mnie po mieście..
Powrót do góry Go down
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Uczelnia Miasta oraz biblioteka
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 18 z 20Idź do strony : Previous  1 ... 10 ... 17, 18, 19, 20  Next
 Similar topics
-
» Brama do północnej części miasta
» Ruiny miasta - "Limbo".
» Spis aniołów stróżów oraz ich podopiecznych
» Zmiana rangi/organizacji/rasy oraz nowe moce/artefakty.
» Biblioteka miejska

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: STARE RPOZGRYWKI I WSZYSTKO :: Miasto :: Centrum-