IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Redakcja "Kroniki"

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4 ... 13 ... 23  Next
Admin
Liczba postów : 4129
avatar
Admin
First topic message reminder :


Redakcja "Kroniki" znajduje się w jednym z wysokich biurowców w centrum miasta. Redaktorem naczelnym gazety jest Henry Marchant.


Ostatnio zmieniony przez Admin dnia Sro Mar 26, 2014 11:45 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Liczba postów : 313
avatar
Lucy Brightlight
Lucy szybko usłyszała donośny stukot szpilek Reebentoff. Zdążyła poznać ją już bardzo dobrze, przez te pół roku pracy w redakcji. Czy ja lubiła? Nie zastanawiała się nad tym. W ciągu jednak tych sześciu miesięcy zdążyła sobie o słynnej dziennikarce wyrobić opinię. Kobieta była typem gwiazdy, która usilnie potrzebowała uwagi innych. Dlaczego nie wybrała pracy w kabarecie?
- Pan Marchant jest na spotkaniu w ratuszu. Powinnam mu coś przekazać? - przekrzywiła głowę. Nie lubiła, kiedy ktoś siadał w taki sposób na jej biurku. Tak, już zaczęła nazywać ten kawał drewnianego stołu z szufladami swoim. Miała wtedy wrażenie, że ktoś stara się jej udowodnić swoją wyższą pozycję. Jakby się obawiał, że jest nie dość wyraźnie zaznaczona w tej biurowej hierarchii.
- Słyszałam o pani kawiarni. Mam nadzieję, że otwarcie było udane?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2573
avatar
Theresa Reebentoff
Przewróciła oczami. Cały Marchant - nie było go, kiedy go potrzebowała. Ledwo wrócił z tej cholernym wyprawy, a od razu rzucił się w wir pracy. Jakby nie mógł trochę posiedzieć na dupie.

- Nie. - odparła krótko.

Nie miała zamiaru nic przez nikogo przekazywać. Jeśli chodzi o Marchanta to wolała z nim rozmawiać osobiście. Już miała się zbierać, nawet wstała i wygładziła spódnicę, gdy padło pytanie o kawiarnię. Świetnie.

- Oczywiście, że udane. - przyznała lekko, niemal od niechcenia. - To był wieczór pełen atrakcji, na pewno długo o nim nie zapomnę. - odwróciła się by odejść, ale chciała jeszcze o coś zapytać. - Alphonse się pokazywał? - rzuciła przez ramię. - Jeśli go zobaczysz, przekaż proszę, że jestem bliska wykopania go ze stażu. I że powinien do mnie napisać w trybie natychmiastowym.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 313
avatar
Lucy Brightlight
Marchant zawsze się gdzieś ostatnio pałętał. Może to przez tę wyprawę? Próbował zapomnieć o straszliwych wydarzeniach jakie miały miejsce na pustyni? Pogodzić się ze stratą zęba? O braku uzębienia oczywiście Lucy nie wiedziała, ponieważ skąd? Naczelny szybko pobiegł do dentysty, by wstawić sobie sztuczny i nie stracić nic ze swojej przystojnej aparycji.
Dziewczyna uśmiechnęła się do siebie w duchu. Może skrycie podkochiwała się w swoim pracodawcy? Lubiła mu się dyskretnie przyglądać, kiedy nie patrzył. Gdy coś pisał w skupieniu, przeglądał artykuły, które mu dostarczono. Czasem marszczył brwi, a pomiędzy nimi pojawiała się podłużna zmarszczka. Oderwała swoje myśli od osoby naczelnego i spojrzała znów na Theresę.
- W takim razie cieszę się, że wszystko poszło zgodnie z planem - uśmiechnęła się. - Alphonse? - ach, ten uroczy chłopak w wielkich okularach. Kiedyś pozwolił je jej przymierzyć. Musiał mieć straszną wadę wzroku, ponieważ wszystko co widziała przez szkła, było rozmyte. - Od kilku dni ma podobno rozwolnienie i nie może ruszać się z domu.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2573
avatar
Theresa Reebentoff
Zmierzyła dziewczynę wzrokiem. Taka neutralna. Aż dziw, że udało jej się zachować towściągliwość w takim miejscu jak to... Ale z drugiej strony pracowała tu tylko, ile?, pół roku? Theresa przez chwilę zastanawiała się, kiedy dziewczyna się złamie. Może nigdy. Może lada moment. Szybko wyrzuciła te rozważania z myśli, nie były wystarczająco ważne, by tracić na nie czas.

- W każdym razie. - powiedziała na odchodnym. - Jeśli go zobaczysz, przyślij go do mnie.

Skoro nie byĺo Marchanta, to i Reebentoff nie miała czego tu szukać, chyba że zaczepek z gronem redakcyjnym. Nie miała ochoty na to. Miała ochotę zapalić. I to bardzo. No ale cóż... Stukot obcasów rozbrzmiał na chwilę po pomieszczeniu, a po chwili po Theresie pozostały juž tylko perfumy o zapachu opium.

----> w poszukiwaniu Ravena
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2018
avatar
Henry Marchant
<--- Ratusz

Jeśli tak dalej pójdzie to Marchant z powodzeniem przebije Reebentoff w ilości dni nieobecnych w pracy. Nie oznacza to jednak, że zajmuje się byle czym. Raczej dobiera miejsca nieszablonowe albo siedzi nad papierzyskami w swoim domu. Jeśli już jest w redakcji, zamyka się w swoim biurze i tylko przyjmuje zainteresowanych.
Tym razem pojawił się na miejscu rankiem kiedy jedna z grup pracowała w zaparte. Już gmach redakcji w jakiś sposób zniechęcał go do postawienia stopy na pierwszym stopniu, a co dopiero otworzenie drzwi wejściowych. Powinien się jakoś otrząsnąć z dziwnego stanu, który nim kierował, może to właśnie początek? Na odpowiednim piętrze przeszedł raźnym krokiem do redakcji, chciał skierować się od razu do swojego gabinetu, jednak praktycznie mijając się z sekretarką z jakimś pozdrowieniem na dzień dobry przy ustach, zatrzymał się i odwrócił w stronę początkującej dziennikarki.
- Lucy, zbierz te podstawowe papiery, które mamy w związku z Burnett i chodź do mojego gabinetu. - powiedział drapiąc się przez chwilę po brodzie. Właściwie to nawet na nią nie patrzył, może na samo biurko, które swoją drogą utrzymywała w nienagannym porządku. Zamykając za sobą drzwi, myślał o tej kabaretowej sprawie.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 313
avatar
Lucy Brightlight
Lucy siedziała przy swoim biurku, znów głęboko zamyślona nad sensem bytu oraz wszelkiego istnienia. Przez to nawet nie zauważyła, że próg pomieszczenia przekroczył właśnie redaktor naczelny. Obudził ją dopiero powiew powietrza jaki powstał, gdy ją minął. Lekki chłód na twarz, znajomy zapach wody kolońskiej. Przymknęła na króciutką chwile powieki a gdy je otworzyła, Marchant stał tuż przed drzwiami do swojego gabinetu. Uśmiechnęła się lekko zadowolona z tego, co właśnie zobaczyła. Brakowało jej obecności mężczyzny. Lubiła rtbr jego głosu.
- Dobrze, panie Marchant - skinęła głową. Zajrzała do jednej z szuflad swojego biurka, by znaleźć w niej kartkę z informacjami na temat Wiktorii Burnett. To było jednak za mało. Musiała zejść piętro niżej, by wziąć papiery, które zgromadził Brown, jeden z dziennikarzy. Wstała więc od biurka i spokojnym krokiem ruszyła ku drzwiom, by zniknąwszy za nimi zaraz pobiec po schodach na dół. Przebierała nogami szybko, jak szalona, byle tylko naczelny nie musiał czekać, a i by wciąż myślał, że Lucy jest niezawodna, i załatwia wszystko w sposób magiczny.
- Panie Brown, potrzebne mi są dokumenty w sprawie Burnett. Tak, tej bez nogi - zwróciła się uprzejmie do redaktora, który dał jej pożądaną teczkę. Dziewczyna podziękowała, chwyciła ją w dłoń i pobiegła z powrotem na górę. Zatrzymała się znów przed drzwiami i odetchnęła głęboko kilka razy. Odgarnęła włosy na bok i udała się do gabinetu naczelnego.
- Proszę, tu jest wszystko, co mamy - przyglądała mu się przez chwilę. - Cieszę się, że pan wrócił.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2018
avatar
Henry Marchant
Wczoraj dostał wiadomości o rozmowie jednego z dziennikarzy z policjantem będącym w posiadaniu informacji na temat dziwnej sprawy w sierocińcu. Gdyby się okazało, ze Francis jest zamieszany w jakąś pedofilię... Kto jak kto, ale Francis? Przecież to dwumetrowy kawał chłopa. Abstrakcją dla naczelnego był fakt, że w ogóle poszedł w takie miejsce. Chciał adoptować dziecko? Nikt mu adopcji nie przydzieli, chociaż gdyby tak się w końcu ustatkował... Henry przez moment myślał o Charlotte i swoim przyjacielu, ale odpędził te myśli przepędzając równocześnie muchę, która gdzieś się nad jego głową z brzdękiem zawieruszyła.
Na blacie biurka leżały już jakieś egzemplarze. Zawsze przynoszą mu inną prasę, chociaż część rzeczy czyta gdzieś indziej, osobiście. Zerknął jeszcze raz, kątem oka, na nagłówek podszewki i zaczął pisać coś na przysuniętej przed chwilą bliżej maszynie.
Uniósł głowę dopiero kiedy do środka weszła Lucy. Przetarł oczy i wskazał jej miejsce przed sobą. Na zwykłym doręczeniu papierów się nie skończy. Oparł się wygodniej w fotelu i odchrząknął zbierając myśli.
- Jak myślisz, lepiej zająć się sprawą Burnettów czy uderzyć się w czoło czyli spróbować poszukać czegoś w kabarecie? - zapytał zerkając na papiery, które trzymała w dłoniach. Jak zwykle, przygotowana. W myślach nawet się uśmiechnął.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 313
avatar
Lucy Brightlight
Siedział zamyślony przy biurku. Nieco pochylony, wydawał się być nad czymś skupiony. Na jego czole znów pojawiła się niewielka zmarszczka. Był zmęczony? Chyba powinna zaparzyć mu przed wejściem tutaj kawę. Czasem tak robiła, nie musiał nawet prosić. Po prostu bez słowa przynosiła mu filiżankę.
Na zwykłym doręczeniu papierów się nie skończy. Lucy powoli zbliżyła się do mężczyzny, by dotknąć jego twarzy. Poczuła niewielki zarost, jaki pokrywał linię rzuchwy mężczyzny. Kciuk przesunęła po jego ustach, rozchylając je nieco. Pochyliła się i złożyła na nich pocałunek. Drugą dłoń położyła z tyłu jego głowy, by móc wpleść palce w ciemne, zwykle strzyżone u jakiegoś drogiego fryzjera włosy, a które chyba od pewnego czasu stały się nieco zaniedbane. Od powrotu z pustyni. w końcu podwinęła trochę spódnicę, by móc usiąść Marchantowi na kolanach i obsypać go kolejnymi pocałunkami, delikatnymi jak muśnięcia skrzydeł motyla.
A tak naprawdę Lucy usiadła na wskazanym krześle naprzeciwko, uśmiechając się do siebie w duchu.
- Czego zamierza pan szukać w kabarecie? - przekrzywiła głowę, patrząc na najnowsze wydanie Od Podszewki. Dla niej było jasnym, że większość kabaretowych gwiazd puszcza się na lewo i prawo.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2018
avatar
Henry Marchant
Zamyślony wzrok miał w sobie coś z gorączki, jakby kartkował w głowie kolejną myśl i tylko połowicznie się nią interesował. Odchylił się do przodu kładąc na blacie ugięte w łokciach ręce.
- Masz rację. Prawdopodobnie nie ma niczego do szukania. - odpowiedział, być może sam sobie. Może uderzyło go to, że jego siostra! Że jego siostra z jakimś paskudnym dyrektorem kabaretu. Z tego wszystkiego podrapał się po brodzie i zerknął gdzieś za okno z niezbyt inteligentnym wyrazem twarzy.
- Dobrze, co nowego wiemy o pani Burnett? Zastanawiam się czy wypisała się na swoje własne żądanie, u jakiego lekarza. - Wyprostował się na krześle, ściągnął ku sobie poły rozpiętej marynarki, za chwilę odchrząknął. Poprosił o przyniesione dokumenty, a właściwie zebrane przez dziennikarzy informacje. Nie oczekiwał, że Lucy odpowie mu jakoś zadowalająco.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 313
avatar
Lucy Brightlight
Żadne z nich nie wiedziało jeszcze, że w kabarecie było wiele do szukania. Kto by pomyślał, że za kilka następnych godzin dojdzie tam do śmierci jednak z gwiazd?
Lucy zagryzła dolną wargę i opuściła na chwilę wzrok. Dobrze że nie wiedział, że się w nim skrycie podkochiwała. Strasznie by ją to zawstydziło. Założyła nogę na nogę i pochyliła się nieco nad stołem, by przysunąć mężczyźnie teczkę, którą przyniosła. Nie zdążyła przeczytać tego, co zebrał Brown, więc mogła mu jedynie powiedzieć o tym, co już miała na kartkach w swoim biurku.
- Z tego co wiem, nie ma żadnych dokumentów świadczących o tym, że się wypisała. Ani takich, że została wypisana - kiedy tak mówiła wpatrując się w Marchanta wyobraziła sobie, że rozwiązuje mu krawat. Szybko się jednak ocknęła, bo jeszcze by zaczęła się rumienić? Bezpieczniej było fantazjować, kiedy nie było go obok.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2018
avatar
Henry Marchant
Słyszał co nieco o Alphonsie, który został niestety obśmiany przez kilku kolegów. Nieobecność młodzieńca potęgowała takie zachowania, więc trudno się było dziwić. Swoją drogą, Henry miał trochę za uszami, bo przez to, że nie było go w redakcji przez ostatnie kilka dni, pracując w domu, zaniedbał swoje obowiązki.
- Rozumiem, czyli będziemy musieli przydzielić kogoś do tego tematu, żeby prześledził kto ją ostatnio odwiedzał... - mówił, ale pod koniec się zawahał, nachylił się nad stołem kiedy papiery zostały mu podane. Dotknął niechcący palców praktykantki, ale mruknął jakieś przeprosiny i przysunął folder w swoją stronę. - A zresztą, pewnie Goldsberg już to zrobił. - zerknął tylko na pierwszą stronę, żeby później skupić się już całkowicie na Lucy.
- Chciałem jeszcze o czymś z... panią porozmawiać. - zaczął odchrząkając. Raz mówił do niej po imieniu, innym razem per panna, pani. Druga forma wskazywała już na starcie, że chodzi o jakąś większą sprawę. - W tym tygodniu dam pani jakiś materiał do opracowania. Jeśli jest pani zainteresowana czymś konkretnym, może pani wysunąć sugestię. - Tylko żeby kolejna osoba nie zaczęła pracować w trybie Theresy...
- Właśnie, były jakieś problemy ostatnio? - zapytał.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 313
avatar
Lucy Brightlight
Lucy aż dreszcz emocji przeszedł, kiedy Marchant dotknął jej skóry. Taka szkoda, że nie patrzył jej wtedy w oczy. Chociaż, może to i lepiej? Zamrugała oczami, kiedy zwrócił się do niej per "pani". Zawsze wolała, kiedy mówił do niej po imieniu. To było bardziej... intymne? Od razu domyśliła się, że zapewne nie będzie mu chodzić o żadną pierdołę.
- Tak? - uniosła lekko brwi, prostując się. Oczy jej zabłysnęły, kiedy wspomniał o materiale do opracowania. Miała przygotować własny tekst? Który miał ukazać się w gazecie? - Myślałam o... - spojrzała gdzieś w kąt pomieszczenia, powiodła wzrokiem po wiszącej za plecami Marchanta półce, gdzieś po ścianie zastanawiając się, czy temat, który chciała poruszyć będzie odpowiednim. Aż wstała z krzesła i podeszła do okna. Zagryzła ponownie wargi, aby wreszcie odwrócić się. - Słyszał pan o tej niewielkiej aferze w sierocińcu? - zapytała w końcu.
Później do gabinetu (samca)naczelnego wszedł jeden  z dziennikarzy, Goldman. Wyglądał na zdenerwowanego i podekscytowanego jednocześnie.
- Panie Marchant. Pixie Hart została zamordowana na kabaretowej scenie.
Oznajmił. To chyba jasne, co to za sobą niosło. W kabarecie występowała również Charlotte.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2018
avatar
Henry Marchant
Pan Marchant przesunął się na swoim obrotowym fotelu wiodąc wzrokiem za Lucy, ale zaraz odwrócił się do biurka czytając pierwsze kilka zdań z przygotowanych dla niego informacji. Wcześniej należał chyba do typowych dupków, którzy i tak mają gdzieś pracę jakiejś asystentki, ale chociaż czasem się do niej uśmiechał. Teraz praktycznie nic się nie zmieniło poza tym, że nie myślał już w kategoriach, że ktoś mu się przyda i chyba nigdy tak nie myślał zakładając, że każdy wykonuje swoją pracę.
Odwrócił wzrok w stronę dziewczyny kiedy tylko zaczęła mówić. Jakby się zastanowić, nigdy nie zawaliła żadnej sprawy, więc to chyba odpowiedni moment na coś bardziej... odpowiedzialnego.
- Słyszałem. Myślę, że dasz radę. - odpowiedział jej, lecz po jakimś czasie do gabinetu wparował dziennikarz z "Gold" w nazwisku. Na twarzy Henry'ego zaczęło odmalowało się zdziwienie z miną cepa, ale zaraz się opanował i spojrzał na studentkę.
- Czekaj, czekaj... zamordowana przez kogo? - zapytał Goldmana.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 313
avatar
Lucy Brightlight
Myślała, że Marchant uzna, że to może być dla niej za ciężki temat. W końcu była jeszcze studentką. W dodatku tutaj zajmowała się głównie wzdychaniem do Henry'ego, robieniem mu kawy i układaniem papierów. Słysząc słowa mężczyzny, uśmiechnęła się.
- Dziękuję, panie Marchant - tylko tyle zdążyła odpowiedzieć, zanim Goldman im nie przerwał. Była na niego trochę zła, ponieważ zaraz mogła mieć swój magiczny moment z naczelnym, a on w tym przeszkodził. Uniosła jednak brwi słysząc, z jaką rewelacją przybył. Szybko łączyła fakty.
- Nie wiadomo jeszcze, policja wciąż przeszukuje kabaret! - mówił rozentuzjazmowany. To był przecież taki temat! Na pierwszą stronę! Już sobie w głowie układał tytuł. - Słyszałem coś o nikotynie, czy niklu...
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2018
avatar
Henry Marchant
Aż wstał z miejsca! Tam była Charlotte! A jeśli coś jej się stało?! Biedny naczelny, który wcale taki biedny w pieniądze nie był, nie wiedział jeszcze, że jego kochana siostrzyczka wpakowała się w nie lada bagno.
- Dziękuję Lucy. Odwołasz moje spotkania na dzisiaj? - zapytał i chwycił tylko jakąś torbę, którą ze sobą przytaszczył.
- Mam nadzieję, że na miejscu jest ktoś od nas i nie jesteś to Ty, który stoisz właśnie przede mną, naginający czasoprzestrzeń. - powiedział do Goldmana i klepnął go po ramieniu żeby z nim poszedł. Prawdopodobnie Henry dowiedział się jeszcze kilku mało istotnych faktów zanim wyszedł z redakcji.

ZT
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 313
avatar
Lucy Brightlight
<< dom Lucy

Lucy siedząc w pracy po kryjomu czytała jedną z książek, które miała przeczytać do egzaminu. Od czasu do czasu chowała ja do szafki biurka, by zająć się pracą, przekladaniem papierów i dokumentów, które ktoś jej podsuwal. Zastanawiala się, czy uda jej się zdać wszystko w terminie. Właśnie skończyła pisać krótką notkę, która miała zostać wysłana do jednego z urzędników i znowu sięgnęła po książkę.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2018
avatar
Henry Marchant
O ile przez jakiś czas trudno było go zastać w redakcji, tak teraz pojawiał się tutaj coraz częściej. Coraz częściej też rozmyślał nad tym jak wybrnąć z beznadziejnej sytuacji. Z pozoru, spokojnie. Sprawa wyglądała brzydko, ale przecież niezainteresowanych nic nie obchodziło. Nie rozmawiał jeszcze z burmistrzem. Ćmiąc fajkę siedział na swoim fotelu. Przechylił się do przodu i zerkając z ukosa na maszynę do pisania, nacisnął na litery siląc się może na kilka słów.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 2879
avatar
Mistrz Gry
Drzwi otworzyły się, a do pomieszczenia weszła redaktorka dodatku "Kroniki", który miał wdzięczny tytuł "Od Podszewki". Fanny Cotton. Już z daleka słychać było odgłos obcasów jej modnych, choć nie znaczy to, że ładnych, butów. ciemne oprawki okularów, oraz natapirowane włosy nadawały jej drapieżny wygląd.
- Na co się gapisz? Wracaj do roboty! - zwróciła się uprzejmie do dziewczyny, która zastępowała Lucy na czas egzaminów. Nie czekając na nic, po prostu weszła do gabinetu Matchanta. Niemal bez pukania, bo kto by nazwał lekkie stuknięcie ciężkim pierścionkiem na palcu w drzwi pukaniem?
- Henryku! - ani dzień dobry, ani pocałuj mnie w dupę. Od razu nazywała rzeczy (hehe) po imieniu. - Słyszałam, że zawiesiłeś Reebentoff z obowiązkach.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2018
avatar
Henry Marchant
Myślał, że będzie miał spokój. Myślał, że sobie posiedzi do późnego wieczora i wyjdzie jak już wszyscy będą dawno w domach. Przeliczył się i to srogo. Pukanie do drzwi odbiło się echem w jego głowie powodując nieprzyjemne uczucie, które tylko się spotęgowało kiedy w pomieszczeniu pojawiła się kołysząca biodrami Fanny. Jedno na dobre wychodziło - zawsze bawiło go jej imię. Nazwisko zresztą, nie wiedzieć czemu, również.
- Ach, słyszałaś? - Jakie zawiesił? Nie zrobił tego. Chyba. A może jednak? - Ludzie słuchają różnych bzdur. - kąciki ust Marchanta powędrowały ku dołowi kiedy nachylał się nad biurkiem i ostatni raz zaciągając się papierosem, odchylił błoń, by zaraz zgasić go w popielniczce.
Powrót do góry Go down
Admin
Liczba postów : 4129
avatar
Admin
- Słyszałaś? Tak słyszałam! Słyszałam też, że na korytarzu jest urzędnik z Ratusza - zmarszczyła brwi i wskazała palcem, którego paznokieć przyozdobiony był czerwonym lakierem na drzwi.- A nawet go tam widziałam. Green go właśnie zagaduje.
Nie, Fanny dobrze wiedziała, że Marchant nie zawiesił Theresy. W końcu zajmowała się plotkami, prawda? Przesiewała badziew od prawdy i nadawała mu poważnego tonu. A raczej sprawdzała teksty innych, pracujących w dziale "Od Podszewki". Była królową plotek.
- Oszalałeś? Nie mogłeś wcześniej z nią porozmawiać? Teraz będą się tu nam panoszyć ci z Ratusza, robić jakieś kontrole, i co? - Henry mógł być pewien, że Fanny przyszła tu tylko po to, by mu dopiec. "Od Podszewki" było przecież dodatkiem niezależnym, i nawet rządzący miastem spoglądali na to z przymrużeniem oka. Szczególnie dlatego, że nie raz sami nakazywali napisać na jakiś temat, by odwrócić uwagę mieszkańców od innych spraw.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2018
avatar
Henry Marchant
- Jak dobrze cię mieć za ścianą... albo kilkoma ścianami. Oczy i uszy. odezwał się leniwym głosem. W końcu podniósł na nią wzrok nie ruszając się nawet z miejsca. Trzymał dłoń przy zgaszonym pecie, odsunął ją dopiero po chwili uśmiechając się pod nosem, gdzie nie było już wąsa!
- Szukasz tematu? - Ze wzrokiem wbitym w Fanny, oparł się na krześle.
- Chyba powinnaś się cieszyć. - Nie, nie powinna. Nawet jej to w jakimś stopniu nawet przeszkadzało. Chociaż nigdy się nie przejmował zdaniem Fanny Cotton, nie powiedziałby tego pewnie na głos.
Powrót do góry Go down
Admin
Liczba postów : 4129
avatar
Admin
Patrzyła na ten jego głupkowaty uśmieszek. Och, jak go nie lubiła. Można było mu wbijać kolejne szpile, a ten wciąż się idiotycznie uśmiechał. Czasem miała ochotę rozbić mu coś na głowie.
- Tematu? Ha, to byłaby całkiem niezła historyjka, mój drogi - zadarła nos do góry. Oboje wiedzieli, że Fanny nie mogła o tym napisać. I nie chodziło o samego Marchanta, a fakt, że była to reprymenda z góry, prosto z Ratusza. - Nie martw się, tematów na pewno mi nie zabraknie. Twoja siostra to ostatnio temat rzeka! - uśmiechnęła się słodko. Tak słodko, jak słodka była kolekcja porcelanowych filiżanek z kotkami, które trzymała na półce w swoim gabinecie.
- Idę. Radź sobie z urzędasem sam - odwróciła się na pięcie i wyszła z gabinetu.

W drzwiach minęła się z mężczyzną około pięćdziesiątki, ubranym w elegancki garnitur. Ronald Brown, jeden z pracowników Ratusza. Piastował wysoki stołek. Zmierzył wzrokiem stukającą obcasami Fanny i westchnął ciężko. Poprawił krawat i witając się z zastępczynią Lucy wszedł do gabinetu naczelnego.
- Panie Marchant. Zakładam, że już pan wie o... - skinął głowa w bok, jakby chciał powiedzieć: "Cotton już wszystko pewnie wypaplała".
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2018
avatar
Henry Marchant
- Spróbuj. - uśmiechnął się szerzej i kiwnął leniwie głową. Przyglądał się jak jej wielki tyłek faluje w jedną i drugą stronę kiedy wychodziła z pomieszczenia. Wyraz na twarzy redaktora Kroniki stał się na powrót obojętny kiedy drzwi zostały zamknięte. Wyprostował się na swoim siedzeniu w momencie gdy do środka wszedł ktoś inny. Mężczyzna, o którym wspominała Fanny.
- Panie... - Nie przedstawił się chłopczyna, to nawet nie było jak się podnieść i podać rękę, co od początku chciał Henry zrobić.
- Tak. Jak mniemam, przyszedł pan w określonej sprawie, proszę usiąść. - wskazał na fotel naprzeciwko swojego biurka. Nie mógł się nawet łudzić, że rozmowa będzie przyjemna.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 2879
avatar
Mistrz Gry
- Launceleyn. Aleksander Launceleyn - przedstawił się zreflektowawszy się, że nie podał swojego nazwiska. Choć podawał je wcześniej, jakiś pracownik powinien przyjść do Marchanta i uprzedzić o wizycie. Co to za zwyczaje? Usiadł na wskazanym miejscu. Rozsiadł się, nogę na nogę założył i pokiwał głową zdawkowo.
- Muszę przyznać, że nie spodziewaliśmy się w Ratuszu, że pozwoli pan na to, by Reebentoff się tak zagalopowała. Pierwszy artykuł uznaliśmy za zwykłą kolej rzeczy, pokazanie wielostronności gazety. Drugi był co najmniej niepokojący, ale trzeci...? Gotowi jesteśmy pomyśleć, panie Marchant, że chce pan ugryźć rękę, która pana karmi- to mówiąc wystukiwał beztroski rytm palcami o podłokietnik krzesła.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2018
avatar
Henry Marchant
- Panna Reebentoff od zawsze należała do kobiet o niezwykle silnym charakterze. - kiwnął głową zbierając kolejne myśli.
- Przyznaję się, że moim błędem było pofolgowanie jej w tę stronę. - Przystawił rękę do brody.
- Nie byłbym jednak taki chętny do posunięcia się o takie czyny. - skomentował ostatnią wypowiedź mężczyzny.
- Wie pan, ma to jednak swoje plusy. Z pewnej perspektywy owszem. Jeśli się na to spojrzy horyzontalnie i do przodu... - przerwał i zerknął na jakieś whiskey, które miał przy sobie. - Chce pan się napić? - zaproponował.
Powrót do góry Go down
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Redakcja "Kroniki"
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 23Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4 ... 13 ... 23  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: STARE RPOZGRYWKI I WSZYSTKO :: Miasto :: Centrum-